Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek

wtorek, 3 grudnia 2013

Co ja robię z moim życiem, czyli kolejne pożegnanie

Ostatnio jakoś w ogóle nie mogę się wczuć w analizowanie. Częściej niż zwykle dopadają mnie uciążliwe pytania egzystencjalne, jakby prowadzenie tego bloga było sprawą życia i śmierci, a nie analizatornią kiepskich książek. Doszłam do wniosku, że to chyba jednak nie ma sensu - może i by miało, gdybym sama nie miała bardzo poważnych planów zostania pisarzem, ale na chwilę obecną analizowanie złej literatury (choć bywa zabawne i pouczające) sprawia głównie tyle, że kompleksy mi się rozmnażają w niekontrolowanym tempie. Ile razy padło tu pytanie, jakim cudem TO zostało wydane? Dlaczego TEMU udało się zaistnieć, a mnie nie?

Odpowiedź jest boleśnie prosta: bo jeszcze praktycznie niczego nie udało mi się napisać do końca. Nie ma co ukrywać - analizowanie jest czasochłonne, a jeśli chcę dołączyć do grona pisarzy, więcej czasu powinnam poświęcać na rozwijanie swojej twórczości, zamiast naśmiewanie się z cudzej, nieważne jak bardzo na to zasługującej. Dlatego postanowiłam skupić się na tym, co po prostu jest dla mnie ważniejsze. Nie żegnam się na zawsze i nie mówię, że już nigdy nie pojawi się tu żadna analiza - na pewno chcę skończyć przynajmniej ten pierwszy tom Ferrinu, jednak analizy będą pojawiać się dość nieregularnie (tia, zupełnie jakby ostatnio pojawiały się jak w zegarku). Jeśli ktoś jest zainteresowany moimi wypocinami, zdarza mi się publikować różne fragmenty i krótkie formy na moim głównym blogu, tam też znajduje się odnośnik do małej próbki mojej twórczości - zbioru opowiadań "Bezgranicze" wydanego w formie ebooka. Tymczasem będę pracować nad ukończeniem innego zbioru, będącego rozwinięciem jednego z opowiadań z ebooka, oraz powieści, której fragment można znaleźć na ww. blogu. Mam nadzieję, że mi się uda.

Cóż... cytując klasyka: nie mówię żegnaj, lecz do widzenia. Cieszę się, że miałam dla kogo pisać analizy. Lubię was i nie pozwolę wam się nudzić - w ten czy inny sposób, mam nadzieję, że uwzględniający kontrakt z jakimś wydawnictwem. :)

Królik-recenzet nie wierzy w pisarskie zdolności Winky