Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Anal powitalny!

wtorek, 28 lutego 2012

Anal powitalny!

Witajcie w mych skromnych progach! Oto debiutuje mój nowy blog, na którym pojawiać się będą analizy. Ale nie takie sobie zwyczajne analizy różnego badziewia, jakie się po internecie pałęta, o nie. Widzicie, mnie tam twórczość blogaskowa nie rusza aż tak mocno. I tak wiadomo, na jakim poziomie jest to twórczość. Dlatego szykuję wędkę na grubszą zdobycz - yes yes yes, otóż będę analizować KSIĄŻKI. Książki STRASZNE. Okropne, tragiczne, beznadziejne, a jak uznawane za światowy bestseller, to tym większa frajda. 

Nie jest to moje pierwsze podejście do zacnej działalności analizatorskiej - do tej pory robiłam to tylko na moim kochanym forum Śmiechawka, tam też zdążyłam już zanalizować co nieco książek, więc materiału na najbliższy czas mam ho ho i jeszcze trochę. No, ale bez zbędnego przedłużania; jak to powiedział wujcio Hitchcock: film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć. Zacznę zatem od analizy - nie do końca książki - a fragmentu usuniętego z pierwotnej wersji książki, to jest któregoś tam z rzędu tomu „Zmierzchu”, znaleziony spory czas temu na chomiku. Nie wiem co prawda, na ile to jest faktycznie napisane przez Stephenie Meyer, ale szczerze mówiąc, w jej przypadku już nic mnie nie zdziwi. Enjoy!





Moje usta rozchyliły się nieco a ja czekałam, aż sens moich niedawnych snów stanie się nieco jaśniejszy. W momencie gdy byłam już bliska sukcesu uderzył mnie aromat górskiego powietrza. Wtedy, coś chłodnego i twardego przywarło do moich ust.
Poranny lodzik. ^^

Zaśmiałam się delikatnie, miałam słaby głos, nie używałam go przecież podczas snu.
Dziwne, nie?
Ja to całe rozmowy prowadzę przez sen.

Uśmiechnęłam się, dotknęła mnie jego manifestacja szczęścia.
Dość obrazowe określenie erekcji, powiedziałabym. Meyer mogłaby pisać do spółki z Pałolinim. xD

-Tak. Dręczyło mnie. Widzisz, całą noc twoja piękna noga była kompletnie odsłonięta - wyjaśnił, oparł swoje ręce powyżej moich ud i zaczął zjeżdżać nimi w dół tak daleko jak tylko mógł dosięgnąć.
Przygryzłam dolną wargę. -I to cię torturowało? W jaki sposób?
-Tylko siedziałem obok niej, była taka oszałamiająca, absolutnie doskonała. I wiedziałem co jest pod prześcieradłem…
Poduszka... zajebałaś mi moją poduszkę...

Zadrżałam. -Wczoraj było niesamowicie Edwardzie - powiedziałam. -Wczoraj było doskonale.
Z wyrazu twarzy znikło nagle zaufanie. -Wtedy cię zadowoliłem?
Wybuchnęłam śmiechem. -Żartujesz?
Na jego miejscu bym się obraziła.

-Edward… Jeśli to nie była przyjemność - zaczęłam, podniosłam głowę do góry by odnaleźć jego usta językiem. -Zatem chciałabym poprosić żebyś zadowalał mnie tak zawsze i jakkolwiek byś chciał.
-Doprawdy? - wyszeptał, jego ręka powędrowała jeszcze raz na moje udo.
Skinęłam głową.
-Dobrze więc, skoro udzieliłaś mi tak wyraźnego przyzwolenia, nie zostawiasz mi żadnej innej opcji. Dzwonię po chłopaków i robimy gangbang.

-Mmhmm - ssał przestrzeń pomiędzy moimi piersiami.
Mmmaj prrreszysss...

Poczułam jak jego chłodny palec wślizguje się pomiędzy moje nogi. Zimno rozbudziło bezlitośnie moje zmysły.
-Nnnhn, och, Boże, okey! - dyszałam i przycisnęłam jedną rękę do jego ramienia podczas gdy druga mocno zacisnęła się na prześcieradle.
-Chciałaś tego… godzinami.. - jęknął dotykając mojej skóry.
Niebiosa ratujcie. Jak on mógł uczyć się tak szybko?! Jego palec był teraz prawdziwym ekspertem. Był chyba dwa razy lepszy niż przed kilkoma minutami.
Ten palec jest mądrzejszy od właściciela.
Zaczynam rozumieć fenomen sparklujących wibratorów.

W końcu otworzyłam oczy. -Nie wierze, że możesz być w tym taki dobry… - potrząsnęłam głową . -A przecież powinnam, bo ty we wszystkim jesteś dobry.
Podniósł głowę. -Pomyśl, miałem całą wieczność żeby nauczyć się kilku sztuczek.
Haha, puścił farbę, donżuan jeden. :3
W końcu nie święci garnki lepią...

Gapiłam się na niego, miałam otwarte szeroko oczy i usta. Zaczęłam się śmiać.
-Oddychaj Bello. - przypomniał mi.
Przypomniałam sobie, że tlen jest mi wciąż niezbędny do życia. Wzięłam kilka szybkich wdechów.
Dobrze, że ma takiego Edzia, który jej przypomni o oddychaniu, ślinkę z ust wytrze, dupcię podetrze...
Yyych, fuj, teraz przeholowałaś. oO

-M…Myślę, że potrzebuje prysznica - powiedziałam w końcu.
Pochylił się, pogłaskał moją twarz wierzchem dłoni. -Skoro musisz…
Uniosłam brew. -Czemu do mnie nie dołączysz?
- Lubię zapach dzikiego seksu.

Wróciłam myślami pod prysznic. Temperatura wody była wystarczająco ciepła, bym poczuła się komfortowo. W mojej głowie pojawiła się myśl, że cokolwiek cieplejszego może spowodować, że zapach mojej krwi stanie się dla Edwarda nie do zniesienia.
Moja rada: połóż obok świeżą półtuszę wołową. Gwarantuję, że wtedy nawet nie zwróci na ciebie uwagi.

Odwróciłam się i oparłam o masywną ścianę, otoczyły mnie jego ramiona, a wargi zaczęły krążyć po moim karku. Zaczęłam trząść się pod wpływem jego dotyku. Pochyliłam się w jego stronę i zamknęłam oczy. Moje serce stanęło gdy uświadomiłam sobie że jest nagi.
To naprawdę dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że stoją pod prysznicem.

Edward wszedł za mną jak zwykle wdzięcznym ruchem i zamknął za sobą drzwiczki.
-Zostawmy je trochę uchylone - powiedziałam, otwierając je lekko. -Pogoda wydaje się być całkiem przyjemna.
-Nie będzie ci zimno Bello? - zapytał z troska w głosie.
-Nic mi nie będzie . - Kłamałam. Nie byłam zainteresowana stworzeniem próżni wypełnionej zapachem Eau de Bella. To powinno być całkiem miłe doświadczenie, ale nie wolno torturować swojego boskiego męża wampira.
Eau de Bella. Tylko czekam, aż półki sklepowe będą się uginać od takiego specyfiku.
Eau de Edward sprzedawałby się lepiej.
Ech, ostatnimi czasy mam coraz większe wrażenie, że dla mnie pora już umierać... Za stara jestem na to.

-Będę bardzo zadowolony mogąc zrobić tę część. - wyjaśnił. Otworzył z trzaskiem wieczko butelki z mydłem, wylał sporą ilość na myjkę a następnie zmoczył ją pod wodą.
Uświadomienie sobie co chciał zrobić uderzyło we mnie jak trąba powietrzna. Chciał mnie umyć!
O Jezusicku Niebieski! Nie spodziewałabym się!

-Nie musisz robić wszystkiego co umiesz -powiedziałam mu.
-Cii Bello - wyszeptał. -Chce tego. To sprawia, że jestem niewiarygodnie szczęśliwy.
Jego małe wyznanie wystarczyło by w moich oczach zagościły łzy. Pomyślałam jak długo musiał cierpieć w samotności, że nawet takie proste czynności jak umycie mi włosów może uczynić go szczęśliwym.
Pff, frajerka. Nie wie, że każdy napalony facet tak ma, jak się go zamknie w kabinie prysznicowej z gołą (i głupią) dziewczyną.

Uśmiechnął się a jego twarz przybrała wyraz mistrzowskiego arcydzieła.
Podobne spojrzenie rzucił da Vinciemu człowiek witruwiański.

Wyciskając trochę myjkę, by pozbyć się mydlin, Edward przesunął ja poprzez moje gardło i niżej po ramionach. Wtedy, jego oczy powędrowały za jego dłońmi z nową koncentracją, ślizgając się pomiędzy moimi piersiami, zaniedbując je i podążając niżej ku mojemu żołądkowi.
Jest tak dokładny, że myje jej nawet narządy wewnętrzne. Yum, yum.

Wyszeptał mi w ucho: - Podoba ci się, moja słodka Bello?
Otworzyłam usta by odpowiedzieć ale wydobył się z nich tylko jęk.
-Ja… - wymuszałam odpowiedź. - Możesz to powiedzieć.
-Hmm - rozważał, wtedy przesunął delikatnie myjkę zaczynając torturować mój drugi sutek.
- A masz, a masz...

-Edward, na Boga, co ty ze mną robisz? - zamknęłam oczy, potrząsnęłam głową i uśmiechnęłam się.
-Myje cię - odpowiedział. -I już prawie skończyłem. Jeszcze tylko jedna rzecz o której zapomniałem. - Kiedy myjka powędrowała przez mój brzuch moje oczy otworzyły się jak na zawołanie. Została jeszcze jedna rzecz o której zapomniał. Chyba żartował... Zaczynałam tracić przytomność.
-Ja… mogę…mogę - wymawiałam słowa z trudem. -Mogę zrobić to sama - broniłam się.
Musi być taka onieśmielona. Przecież dopiero co pieścił ją tam palcem.
Winky, ty zbereźnico. Przecież została tylko jedna rzecz, której jeszcze jej nie umył. Nóżki. ^^

Powinnam zauważyć, gdy jego lewe ramię otoczyło mnie, ale jego reakcja była zbyt szybka, by mogło ją dostrzec ludzkie oko. Przedtem wiedziałam, ze złapał moją prawą nogę i owinął ja wokół swojej, która stała na podłodze.
Biorąc pod uwagę, że stała tyłem do niego, razem musieli w tej chwili wyglądać jak zakochane bociany.

-Edward - odezwałam się, ton mojego głosu był mieszanką pytania i ostrożności.
-Tak - próbował ukryć śmiech.
-Co ty… aaaahh - Moja głowa odwróciła się ku jego ramieniu i zapomniałam o co miałam go spytać, gdy wślizgnął swoje palce między moje nogi. Pieścił delikatnie moją kobiecość, wyraźnie się nie śpiesząc.
-Skrzywdziłem cie wczorajszej nocy. Wybacz mi kochanie - przepraszał. -Czujesz jakiś ból?
Czy on poważnie chciał bym udzieliła mu jakiejkolwiek zrozumiałej odpowiedzi??
*drapie się po głowie* Czy chodzi o ten fragment, mówiący o dzikim seksie połączonym z gryzieniem poduszek i obudzeniu się Belli całej w siniakach?
Eee...
Czytanie ,,Zmierzchu" powinno być zakazane dla dziołch z ilorazem inteligencji poniżej 80.

-Uhhnn…nie - powstrzymywałam się przed straceniem oddechu.
Spodziewałem się, że będzie tam więcej krwi.
Z wrażenia dostała okresu. ^^ Błe.

Zarumieniłam się, gdy jego palce sprawiały, że czułam się coraz bardziej podniecona i wilgotna. Niespodziewanie, w końcu nie było tak wiele krwi. Edward jednak był bardzo ostrożny i szybko pozbawił mnie mojej dziewiczej bariery. Był pierwszy…
-Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić Bello. Nigdy. Ja tylko chciałem byś poczuła to… - powiedział, a jego palec wytyczał delikatnie acz stanowczo koła ocierając się o moją łechtaczkę.
Kompletnie straciłam orientację, co jest gdzie. W sensie, gdzie jest jego penis, a gdzie palce, i co robią.
Brykają, szarżują i psocą. ^___^

-I… -zerwałam kontakt wzrokowy… przesuwając palcem w dół po jego biodrze. -A co z tobą? Mam na myśli… to trochę nie fair zostawiać cie w twojej obecnej… sytuacji - Uśmiechnęłam się zawadiacko, moje oczy utknęły na jego mocno usztywnionym członku.
-Później, kochanie - odezwał się podnosząc palcem mój podbródek. – Obiecuję.
Może ma jakiś kompleks... muehehe...

Otworzyły się drzwi sypialni i Edward wepchnął śniadanie przed sobą do środka.
To co to było, pieczeń z dzika?

-Czy zamówiłeś wszystko co było w menu?!
-Ja …Ja mogłem… - powiedział a dłonią przeczesał sobie włosy.
Zaczęłam się śmiać i nie mogłam przestać patrząc na niego.
-Nie ma takiej możliwości, żebym zjadła to wszystko. Zdajesz sobie z tego sprawę, prawda?
Zachichotał.
-Będę wdzięczny jeśli zjesz cokolwiek z tego, kochanie.
-Nie ma problemu - powiedziałam zanim włożyłam sobie kawałek melona do ust.
*wyobraziła sobie Bellę wpychającą do ust całego melona i ómarła ze śmiechu*

Jego koszula, nadal idealnie wyprasowana pomimo faktu, że nosił ją cały dzień, wisiała na drzwiach.
Gdy nikt nie patrzył, wyjmował z kieszeni żelazko, podłączał do najbliższego kontaktu i prasował koszulę na sobie.

- Bello? - ledwo słyszałam jego szept. - Nie wiem, czy potrafię to zrobić.
Ale przygotowałam się już na jego opór. Ostrzegał mnie przed tym tygodnie przed ślubem. - Niczego nie obiecuję - powiedział, gdy wypłynął temat, głównie podczas szeptanej rozmowy w moim łóżku późno w nocy. - Twoje bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu.
Edward był zbyt opiekuńczy, jeśli o mnie chodzi. Nawet sam to przyznał. Nadszedł czas, żeby trochę odpuścił.
Ignorując go, upewniłam się, że utrzymuję kontakt wzrokowy, zsunęłam majtki, pozwalając im opaść w dół po nogach na ziemie. Ledwo usłyszałam jego powolny wdech powietrza.
Jego spojrzenie opuściło się na skrawek miękkiej bawełny, która leżała teraz na moich stopach. Napięcie napływało do niego falami. - Ja nie żartuję, Bello.
Ja bym zabiła. xD Zakładając, że kiedykolwiek trafiłabym na faceta, który szczela focha, gdy dziewczyna zdejmuje przy nim majtki.

Spojrzałam się na niego wilkiem. - Boże drogi, Edward, to tylko bielizna.
Popatrzył na mnie i natychmiast zamknęłam usta. Jego oczy były bliskie dzikości. Mogłam zobaczyć pojawiającą się stanowczą czerń, która obszyła jego piękne oczy koloru irysów. To był wystarczający powód, żeby przestać się z nim drażnić. Mogłam być czasem lekkomyślna, ale nie byłam głupia. Przynajmniej...nie tak często.
Ehe... xD

Następnie, zaraz przed tym, gdy pomyślałam, że oszaleję z niecierpliwości, dotknął opuszkami palców mojego brzucha na linii żeber i wziął jedną z moich piersi w rękę, wyraz zdumienia i ciekawości przemknął po jego twarzy. Podrzucił cyckiem raz i drugi, słuchając z zainteresowaniem cichych plaśnięć.

Wpatrywałam się w niego, oceniając jego rekcje. Zawsze się zastanawiałam czy robił to wcześniej, może, podczas gdy spałam albo, gdy byłam zbyt pochłonięta całowaniem go, żeby zauważyć.
Oh, that interesting.

Jego oddech omiótł moją gołą skórę na brzuchu i odcisnął gorący pocałunek na wgłębieniu mojej kości biodrowej. Moje uda rozchyliły się, kierowane przez jego ręce. Obniżył usta do tej części mojego ciała, której nikt na tej planecie nie widział odkąd byłam dzieckiem.
Zabrzmiało to nieco niepokojąco.
Także dlatego, że oznacza to, iż nie była w życiu u ginekologa. No i kicha, jak okaże się, że Bella ma waginozę i następnego dnia Edek będzie miał hodowlę pleśniaków w ustach.

Pocałował mnie tam, miękkie wargi, otwarte usta...potem poczułam jego język, zimny jak lód i mokry na moim gorącym...i wtedy pomyślałam, że mogłabym już umrzeć.
Znowu bym się obraziła. xD

Podniósł mi podbródek i obsypał pocałunkami moje zaspane oczy.
Dopiero co lizał ją po... uueee...

A niech mnie do cholery. To była dopiero gra wstępna.
To był pierwszy raz, gdy go tak naprawdę zrozumiałam. Sex z Edwardem nigdy nie będzie bezpiecznym, niewinnym aktem, który większość ludzi jest w stanie dzielić. Całe to doznanie wystraszyło mnie, a nie byłam zastraszonym kotkiem. Może miał rację. Może powinniśmy na tym zakończyć?
Zagryzłam wargi zastanawiając się, w jaki sposób do licha wyjdę tam i spojrzę mu znowu w twarz.
Opisała to jak jakiś straszliwy dramat, gorzej niż gdyby ją zgwałcił. Nie rozumiem tego dramatyzmu.
Nie rozumiesz tej głębi! Jesteś głupia! Edward, aj luff yu! <33333333333

12 komentarzy:

  1. łi luff ju!!!xD:*!!oneone!!!!
    ...A tak poważnie, bardzo zacna analiza:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Analiza zacna.
    Jako iż (przyznaję się, przyznaję się, możecie rzucać pomidorami) przeczytałam cały cykl S. Meyer (na swoją obronę powiem, że w ogóle mi się nie podobał, ale mogę teraz bezkarnie krytykować i nie słyszeć "Skąd wiesz, przeczytałaś?") i fragment wyżej to wymysł jakiejś fanki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego co zrozumiałam (a nie mówię, że zrozumiałam dobrze), Edward rozdziewiczył Belle ręką.
    Analiza dość wnikliwa. Chętnie przeczytam pozostałe.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo podoba mi się wpis.
    Dołączam się jednak do przedmówców. Chyba autorka "Zmierzchu" tego nie napisała. Przy takiej masie błędów raczej nie zdobyłaby wielu czytelników.
    Ogólnie rzecz biorąc dziwi mnie to całe zamieszanie wokół Zmierzchu.
    Na szczęście już przycichło, bo chyba bym nie wytrzymał kolejnych reklam, postów, blogów itd...
    Gnom

    OdpowiedzUsuń
  5. tego w książce nie było, dzięki opatrzności Bożej... ale i tak powala.

    OdpowiedzUsuń
  6. Eee ... to nie jest Zmierzch Stephenie.Czytałam całą sagę Zmierzch,i na pewno nie było tam takiego fragmentu.Ale analiza świetna :D

    OdpowiedzUsuń
  7. XD COOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO XDDDDDD hahahahahahahahahahahahaha

    OdpowiedzUsuń
  8. tylko umarła nie przez 'ó'

    OdpowiedzUsuń
  9. I wy wierzycie w te brednie, że fragment znaleziony na chomiku jest niepublikowanym fragmentem Meyer? Serio? XD Nie trzeba geniusza, żeby dojść do wniosku, iż to kit na wodę fotomontaż.

    Natomiast ja nie o tym chciałabym tu. Pragnę zwrócić uwagę, iż łamiecie prawo pomimo zacytowanych fragmentów ustawy. Artykuł 24 mówi o dozwolonym użytku osobistym, co oznacza, że publikowanie w sieci fragmentów czy całości książki NIE jest dozwolonym użytkiem osobistym. Gdybyście dzielili się z rodziną i przyjaciółmi, to ok, ale reszta już jest łamaniem praw autorskich. Nie wiem też, pod co chcecie podciągnąć paragraf 29, ponieważ kilka na krzyż komentarzy to jeszcze nie analiza, a już tym bardziej krytyczna. Ostatnio na Spisku Piasrzy było o tym, jak marnej i wątpliwej jakości jest krytyka literacka na blogosferze. Tutaj jednakże nawet nie jest to krytyka, ale takie nie-wiadomo-co.

    Dlaczego krytykuję? Ano bo żeby krytykować książki, trzeba umieć, to raz. Druga rzecz, że gdybyście cokolwiek napisały i wydały (już nawet nie mówię o bestsellerze), to nawet okiem bym nie mrugnęła na tego typu utyskiwania dotyczące książek. Winky napisała, że chciałaby być pisarką. A kto ci broni? Pytanie teraz: czemu nie jesteś sławną pisarką? Wszak napisanie książki to przeciętnie tylko rok pracy. Co więc taki czytacz ma myślec o twoich pomysłach i umiejętnościach, skoro wszystko kończy się na marzeniach? I ty chcesz czyjeś książki "krytykować" :D To tak jakbyś próbowała poprawiać czyiś styl pływania, samej nieumiejąc pływać.

    Ps. Pewnie teraz bedzie lincz, ale serio, takie coś trudno przemilczeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadłam tu, bo zrobiło mi się tęskno za analizami z "Czarnych Owiec" i chciałam sobie poprawić humor, a tu całkiem świeżutki komentarz. A co mi tam, odpiszę.

      Po pierwsze: linczu nie będzie, bo po pierwsze, blog umarł już dawno i nie miałby Cię kto linczować, a po drugie, nie bywały tutaj raczej osoby, które na każdy komentarz krytyczny reagowałyby tak histerycznie. Opatrywanie swoich wypowiedzi takimi zdaniami zwykle brzmi jak jakaś chęć pokazania swojej odwagi w wyrażaniu opinii sprzecznej z opinią większości obecnej w tym miejscu. Mogłaś to napisać bez takiego zakończenia i też by było.

      Nie wiem, na ile jesteś zapoznana ze światem analizatorskim w blogosferze (coś tam wspominałam o jej rzekomo wątpliwej jakości), ale nie sądzę, byś rozumiała, czym się ona charakteryzuje. Blogowy świat analiz powstał w dużej mierze ku uciesze ludu, dlatego analizuje się raczej twory, które są tak złe, że nie ma sensu wytykać im oczywistości. Bardzo często wykazuje się więc błędy i nielogiczności tychże tworów za pomocą takich środków jak sarkazm czy ironia.

      A teraz najzabawniejsze: piszesz, że krytykujesz. A potem dodajesz "żeby krytykować książki, trzeba umieć". Uwierz mi, żeby krytykować analizę, wypadałoby też rozumieć podstawową ideę jej istnienia, a tego jak na razie nie wykazałaś (co, idąc Twoim tokiem rozumowania, nie uprawnia Cię do krytykowania takowej - przyznaj, że zabawne). Późniejsze, że tak kolokwialnie powiej, pojazdy na Winky też są cokolwiek zabawne. Piszesz, że na książki nie można utyskiwać, dopóki się samemu czegoś nie napisało i nie wydało (pomijam już fakt, że to typowo aŁtoreczkowy argument - mam nadzieję, że nie muszę tłumaczyć, dlatego). Błąd. Czytelnicy jako odbiorcy mają prawo krytykować i już. Nie trzeba mieć na półce w empiku książki opatrzonej swoim nazwiskiem, żeby opinia była wartościowa (zresztą, Ciebie też się to tyczy - czy wolno Ci krytykować analizę, skoro sama podobnych nie piszesz? Nadal idę Twoim tokiem myślenia). I wreszcie: Ty to wszystko napisałaś po przeczytaniu tej jednej analizy na tym jednym blogu? Bo wygląda na to, że bladego, ale to wręcz najbledszego pojęcia nie masz o osobie, którą krytykujesz. Naprawdę, ułamek czasu kosztowałoby Cię zweryfikowanie umiejętności pisarskich Winky i jej poczynań w dziedzinie pisarstwa.

      Mam tylko nadzieję, że nie czujesz się zlinczowana moją odpowiedzią, bo absolutnie nie miałam takiego zamiaru.

      PS. "(...) czemu nie jesteś sławną pisarką? Wszak napisanie książki to przeciętnie tylko rok pracy." - napisanie książki automatycznie czyni człowieka SŁAWNYM pisarzem? Tell me more :).

      Usuń
  10. Kwikłam. Numer z melonem był boski. Poproszę więcej.

    OdpowiedzUsuń