Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Koniec Dziewictwa, czyli Eragona przygód kilka

wtorek, 6 marca 2012

Koniec Dziewictwa, czyli Eragona przygód kilka

W dzisiejszym odcinku zajmiemy się pierwszym tomem prozy niejakiego Christophera Paoliniego (haters gonna hate *uchyla się przed lecącymi w jej stronę zgniłkami). "Eragon" w okolicach swojej premiery był swego rodzaju ewenementem, głównie z uwagi na medialny szum, jaki wokół siebie zrobił: epicka powieść napisana przez nastolatka,  który nie chodził do szkoły, sratata... A najgorsze w tym wszystkim jest to, że choć Krzysiu lat ma już chyba ze 30, wciąż pisze, jakby miał 15 - w porywach nawet mniej - o czym przekonacie się wraz z analizami kolejnych części tego dzieUa. To całkiem fascynujące zjawisko, zwłaszcza, że momentami szanowny aŁtor przekracza granice rozsądku nawet jak na aŁtoreczkowe normy. Tak więc (Nie zaczyna się zdania od "więc"!) dziś analiza całego pierwszego tomu losów Eragona, Chłopca, Który Miał Jajo. Enjoy!




Wiatr zawodził w ciemnościach, niosąc z sobą woń, która mogłaby odmienić losy świata.
Ghh! Khh! Arrgggghhh... *dławi się*
Czy zabicie analizatorki to jakieś wielkie odmienienie losów świata? *wzrusza ramionami*

Wysoki Cień (...) wyglądał jak człowiek, tyle że miał szkarłatne włosy i rdzawoczerwone oczy.
Ewenement zaiste.
Jak bym zobaczyła na ulicy to za Chiny Ludowe bym nie poznała, że to ludź!

Rozważył wszystkie za i przeciw, po czym rzekł lodowatym głosem, tak lodowatym, że aż para uniosła się z jego ust, a na czubku nosa zakwitła szadź.

Tym razem woń była silniejsza. Podniecony uniósł cienką wargę, odsłaniając zęby.
- Będzie orgia - szepnął, oblizując lubieżnie wargi.

Całe jego ciało wibrowało
Telefon mu dzwoni!
A nie lepiej od razu zainwestować w wibrator?

Z niewiarygodną szybkością biegłą w stronę granitowej iglicy.
Literoofky w powarznej ksionrzce fantasty, lol, rotfl, omfg, fbi! (I to nie wynikające z wersji komputerowej, identyczne są w moim egzemplarzu... w nowym wydaniu ponoć nie ma byków, ale na szczęście ja mam pierwsze. :3)

Zgasił płomienie na swej drodze, ale reszcie pozwolił płonąć.
Greenpeace jak nic dobierze mu się do dupy.

Eragon miał piętnaście lat, od osiągnięcia wieku męskiego dzielił go niecały rok.
Znaczy co, urośnie mu penis? *drapie się po głowie*

Eragon podniósł się i ruszył naprzód pewnym siebie krokiem przez skąpany w krwistym księżycowym blasku las.
A gdy księżyc w pełni krwawe rzuci promienie na las, zaprawdę, zaprawdę powiadam wam! przyjdzie zbawiciel, by odnowić oblicze... swoje przeważnie.
Z króla zrodzon, przez wieśniaków wychowan, on, on jeden właśnie smoka posiądzie... tfu, dosiądzie! I zapanuje nad naszym światem prawo...
...i sprawiedliwość.
*spuszczają głowy skryte pod kapturami czarnych peleryn i rozpływają się w obłoku różowego dymu*


Po raz ostatni odetchnął głęboko – i w tym momencie nocą wstrząsnęła eksplozja.
Beknięcie tysiąclecia. O_O

Eragon odkrył, że kamień fascynuje go i budzi lęk.
Cóż za nieprzeciętny intelekt.

– Niewątpliwie – powiedział Sloan z przesadną cierpliwością. – Ale jakiej wartości? Skoro nie wiesz, proponuję, byś znalazł kupca, który wie, albo przyjął ofertę: trzy korony.
Spółdzielczy Dom Handlowy ,,Trzy Korony". ^^
Ale trzeba mieszkać w Pabianicach, by zrozumieć dowcip. :]

– Odmowa sprzedania mi mięsa byłaby kiepskim pomysłem – ostrzegł łagodnie kowal.
Ulala.
Wejdzie taki z klatą na wierzchu i myśli, że taki z niego Rambo.
Wiesz, jak klata jest włochata, to mi nawet nie przeszkadza...

Na progu stał Garrow. (...) Wyglądał jak człowiek, którego częściowo zmumifikowano, nim odkryto, że wciąż jeszcze żyje.
Już sobie wyobrażam tę scenkę. Grupka egipskich kapłanów smędzi nad mumifikowanym kolesiem i nagle jeden z nich stwierdza, że serce, które właśnie mu wydłubał spomiędzy żeber cały czas bije.
*śpiewa* Serce pik, pik, pik, smerf za szybą znikł...

Niemal o tej godzinie szesnaście lat temu jego matka Selena przybyła do Carvahall, samotna i ciężarna.
Borze, co druga w jakimś durnym opku to Selena albo Dorcas. Czemu nie Propan albo Butan?

Jeszcze jedno pytanie nie dawało mu spokoju: kim był jego ojciec? Selena nie powiedziała nikomu, a kimkolwiek był, nigdy nie szukał syna. Eragon chciałby to wiedzieć, choćby poznać jego imię. Miło byłoby znać swe pochodzenie.
Zrób sobie test DNA.
Krótka piłka: jesteś najseksowniejszym gachem w wiosce? Dzieją się wokół ciebie tajemnicze rzeczy? Lecą na ciebie cycate elfie księżniczki? Zatem jesteś "następcem" tronu.

– Cieszę się, że wróciłeś. Jak wyprawa?
– Trudno – odparł Eragon
On jeszcze do końca nie nauczył się mówić, nie można się z niego śmiać, to takie smutne...

W południe ujrzeli przed sobą Carvahall. Za dnia była to niewielka rolnicza osada, nocą zaś - prężna metropolia.

(Tu zaczyna się bardzo mhroczna, tajemnicza, smutna i zakazana opowieść bajarza Broma o Smoczych Jeźdźcach i początku rządów Galbatorixa. Podkreślam: to jest MHROCZNE.)
Ciężko ranny Vrael umknął na górę Utgard, gdzie miał nadzieję zebrać siły. Nie doszło jednak do tego, bo Galbatorix go znalazł. Podczas walki kopnął Vraela w krocze i dzięki podstępnemu uderzeniu zyskał przewagę, a następnie ściął głowę Jeźdźca płonącym mieczem.
Na skomentowanie tego fragmentu tekstu zwyczajnie brakuje mi słów.
Jej ulubiony. Zna go na pamięć. Coś takiego ciężko zapomnieć. oO"

Kamień od początku stanowił wyłącznie powód frustracji i gniewu, a teraz jeszcze nie pozwalał mu spać! W dodatku nic sobie nie robił z wściekłych spojrzeń Eragona. Tkwił spokojnie na jego kolanach, od czasu do czasu popiskując.
Eragon wpatrywał się intensywnie w kamień, na jego oczy wstąpiła fala gorąca i miliardy małych dłoni płynących z jego źrenic wywaliło kamulec przez okno...
Jeśli nie rozumiecie - nie czytaliście ,,Matyldy". Sstyd.

Eragon cofnął się wstrząśnięty. Przed nim, zlizując resztki chroniącej go do niedawna błony, stał smok.
- Wypas, mam smoka! - wrzasnął uradowany Eragon. Nawiedziła go cudowna wizja samego siebie odzianego w ciężką, czarną skórznię i stal, dosiadającego potężnej, zionącej ogniem bestii, a na kolanie siedziała mu piersiasta elfka odziana głównie we własną skórę, liżąc go zalotnie w ucho.

Łuski miał ciemnoszafirowe, tej samej barwy co wcześniej kamień. Nie kamień, uświadomił sobie Eragon. Jajo.
Szybki jest.

Potem odwiązał rzemień i przełożył zaimprowizowaną uprząż, zakładając ją na nogi zwierzęcia tak, by się nie udusiło.
Lekcja anatomii: smoki mają cały układ oddechowy w nogach.

smok ukrył mu głowę pod kurtką.
Najki.

Trwało to pięć lat i ciągnęłoby się znacznie dłużej, gdyby elf imieniem Eragon nie znalazł smoczego jaja. – Eragon wzdrygnął się, zaskoczony. – O, widzę, że nie słyszałeś o swoim imienniku – dodał Brom.
– Nie. – Czajnik zagwizdał przeraźliwie. – Czemu nazwano mnie imieniem elfa?
Ale jaja, gadający czajnik!

– Co znaczy słowo Eragon?
Nie chcesz wiedzieć...
No, w każdym razie mamusia za tobą nie przepadała.

Wszyscy Jeźdźcy mieli mocniejsze ciała, silniejsze umysły i bystrzejszy wzrok niż zwykli ludzie. Poza tym uszy ludzi Jeźdźców powoli robiły się spiczaste, choć nigdy tak wyraźnie jak u elfów.
*leży i kficzy*

– Cóż, są twoje. Nie mam nic więcej, co mógłbym ci dać, prócz mego błogosławieństwa. Weź je, jeśli chcesz; nie jest wiele warte.
Głos Rorana zadrżał ze wzruszenia.
– Będę zaszczycony, mogąc je otrzymać.
Ojcze, nie jestem godzien, by otrzymać z twych rąk tak wielki dar... ja go nie udźwignę, ja niegodny, ja tak niski i nic nie wart, niegodzien twego błogosławieństwa, niegodzien zawiązać ci butów... dłonie mi drżą, wszystko mi drży...
W jakim stopniu WSZYSTKO?

– Nie myśl, że zapomniałem o tobie, Eragonie. Mam wam do powiedzenia kilka słów. (...) Nie uważajcie nikogo za lepszego od siebie
O, kto jak kto, ale Eragon weźmie sobie te radę głęboko do serduszka.



(Tytuł rozdziału)

Lot przeznaczenia
Ale głupi tytuł. :P

Eragon, nie czekając, aż zwinie skrzydła, i zsunął się na ziemię.
Tłumacze też czasami mnie zaskakują pomysłowością.

Wystraszony zsunął spodnie i skrzywił się. Uda miał otarte do krwi, skóra zniknęła, zdarły ją twarde łuski Saphiry.
A spodnie były całe...
Pewnie lateksowe. Takie są teraz trendi.
Hej, przecież on na niej siedział okrakiem! Fiutka ma całego?

(tytuł)
Zagłada niewinności
Podtytuł: Koniec dziewictwa
Czemu wszystko ci się tak kojarzy?
Bo mam powody. *podryguje brwiami*

Eragon dotknął czoła wuja. Miał wrażenie, że wszystko to nie dzieje się naprawdę. Rozpalona skóra oparzyła mu palce.
No to wujowi ścięło się białko i do widzenia.
Ej, miał być średnio przypieczony! Kelner!

Wiele razy próbowałam nawiązać kontakt, ale byłeś poza zasięgiem.
Trza było wziąć ze sobą ładowarkę. ^^

Kojące ręce dotknęły go, dostrzegł siedzącą obok Elaine. Przytuliła go, a on płakał, aż w końcu wyczerpany niechętnie osunął się w sen.
Uwaga, uwaga! Wielkie podliczanie! Ile razy w ciągu całej poffie$ci Eragon zemdleje albo uśnie na koniec rozdziału?
To już jest raz.

Poczuł w sobie narastającą straszliwą siłę i energię (...). Serce waliło mu jak młot, gdy z pełnym przekonaniem rzekł:
Zrobię to.
Pójdę kupę.

Nic nie jest bardziej niebezpieczne niż wróg, który nie ma nic do stracenia, pomyślał. Właśnie takim się stałem.
Z tą różnicą, że ty w ogóle nie jesteś niebezpieczny.

Bezrozumny rytm kroków uwalniał jego umysł.
Eragon jest tak głupi, że kroki muszą myśleć za niego. Gdy przestaje się poruszać - katastrofa.
Informacje parafialne: Eragon ucieka z domu, a Brom do niego dołącza, bo wie, że ma smoka. I tak się zaczyna 3/4 sztampowych historyjek fantasy...

Rękojeść pasowała mu do dłoni, jakby zrobiono ją specjalnie dla niego. Powoli dobył miecza, klinga wysunęła się bezdźwięcznie z pochwy. Płaskie ostrze było lśniąco czerwone, błyszczało w świetle ognia.
W zastawie wyryty był napis: Made in China.
A Paolini nie zna nazwy ani jednego fragmentu miecza. Według niego miecz składa się z klingi i rękojeści, podczas gdy jest mnóstwo do nazwania: jelec, trzon, taszka, głowica, głownia, zastawa, sztych, płaz, zbrocze...
Dobra, dobra, skończ z tym chwalipięctwem.
I wcale nie spisuję z Wikipedii, ja to wszystko znam i pamiętam, o.

Brom zaciągnął się dymem. – Skradałem się po zmroku wokół obozu Ra’zaców, próbując dowiedzieć się jak najwięcej, gdy zaskoczyli mnie wśród cieni. Pułapka była niezła, ale mnie nie docenili i zdołałem ich przegnać. Lecz nie bez zapłaty za mogą głupotę
Moją chyba. Yy, znaczy jego, nie moją. ^^

Eragon posłał mu gniewne spojrzenie.
– Idę spać – oznajmił, wstając od ognia.
(...) Eragon legł obok Saphiry. W obozie zapanowała lodowata cisza.
Koniec rozdziału i sen/omdlenie. Po raz drugi.

Gdy Eragon otworzył oczy, natychmiast zalała go fala wspomnień dotyczących śmierci Garrowa. Naciągnął koc na głowę i zapłakał cicho w ciepłe i ciemności.
Chłopaki...!
U-u-uuu!
...Nie płaczą!
U-u-uuu!
Chłopaki...!
U-u-uuu!
...Nie płaczą! Je-je-jeee!

A tu tekst dla koniarzy. Ci, co się nie znają na budowie siodła, mogą ominąć ten fragment, pozostali będą mieć niezły ubaw. :]
Główna część siodła składała się z trzech identycznych fragmentów, zszytych razem i wypchanych wyściółką. Z przodu Brom zamocował grubą pętlę, oplatającą ciasno jeden ze szpikulców na szyi Saphiry. Szerokie pasy po obu stronach obejmowały jej brzuch i łączyły się pod spodem. Miejsce strzemion zajęła seria pętli biegnących po obu bokach. Zaciśnięte przytrzymywały nogi Eragona. Dodatkowy długi pas przebiegał między przednimi nogami Saphiry, rozdwajał się, po czym wysuwał spomiędzy tylnych nóg i powracał do siodła.
Znaffca, kurnia mać.

Eragon poczuł się zaszczycony: ze wszystkich ludzi w Alagaësii [Saphira] wybrała właśnie jego.
Bo może nie znała nikogo innego? Albo była bardzo zesperowana.

– Gdy byliśmy w stodole, przypadkiem dotknąłem umysłu gniadosza. Nie wiedziałem, że to możliwe.
Brom zmarszczył brwi.
– Rzadko się zdarza, by ktoś tak młody jak ty dysponował tą umiejętnością. Większość Jeźdźców musiała uczyć się całe lata, nim stała się dość silna, by nawiązać kontakt z czymkolwiek poza własnym smokiem.
Wiwat Eragon De Grejt.
Jupi, jupi, juhu, wszyscy kochamy Mery Su.

Z westchnieniem niezgrabnie wdrapał się na siodło. Dotąd jeździł konno wyłącznie na oklep i na krótkie odległości.
– Czy ta jazda zrobi z moimi nogami to samo co lot na Saphirze? – spytał.
Gorzej, zedrze ci całe mięso i zostaną gołe kości.

(tytuł)
Huk grzmotu i trzask pioruna
Ehe. I smród zapachu.

Dorosłeś – oznajmiła z powagą Saphira
Eragon obejrzał się za siebie, ale nikogo nie spostrzegł.
- Że niby do mnie mówisz? - upewnił się.


– Czuję się, jakbym nagle trafił do świata, którym rządzą dziwne prawa i nikt nie chce mi ich wyjaśnić – zaprotestował gorąco Eragon.
Bo tak jest...?

– Dziękuję. Czy ów język ma jakąś nazwę?
Brom zaśmiał się.
– Tak, ale nikt jej nie zna. Słowo to miałoby w sobie niewiarygodną moc, bo dzięki niemu można by kontrolować całą mowę i wszystkich, którzy się nią posługują. Ludzie od dawna go poszukują, ale nikt nigdy nie znalazł.
Spoko, Eragon znajdzie.
Za jakieś dwa tomy.

Kontakty z elfami wymagają bardzo subtelnego, wykształconego umysłu.
Powołajcie specjalną komisję.

[Eragon] Stopniowo zaczął się zmieniać, choć sam niemal tego nie dostrzegał.
Wyrosły mu rogi i ogon.
Niby jak miał je dostrzec? Rogi ma na głowie a ogon na dupie...

W noc przed dotarciem do miasta, Eragonowi przyśnił się niezwykły sen.
(...)
Ocknął się wstrząsany mdłościami. Długą chwilę patrzył na gwiazdy wędrujące powoli po niebie.
Wszystko będzie dobrze, mój mały – powiedziała łagodnie Saphira.
Koniec rozdziału i sen/omdlenie. Po raz trzeci.



Mijali kolejne milczące domy, patrząc po sobie z obawą.
- To dziwne - rzekł Eragon. - Te wille powinny ze sobą beztrosko rozmawiać.
- Tak jakby na nasz widok umilkły - zgodził się Brom.

Opróżniwszy miskę, Eragon bez słowa podniósł łuk i podszedł do Saphiry.
– Zapamiętaj – rzekł Brom. – Naciskaj kolanami, prowadź ją myślami i pochylaj się jak najniżej nad grzbietem
A wtedy JEB! kolcami po twarzy.

Gdy znaleźli się wysoko nad ziemią, obróciła głowę i spojrzała na Eragona. Ujrzał samego siebie siedzącego na jej grzbiecie z obojętną, nieruchomą twarzą.
Musiał mieć bardzo głupią minę.
Głupszą niż na co dzień?

O, płynna kusicielko pod lazurem nieba,
Twój złocisty przestwór przyzywa mnie, wzywa.
Żeglowałbym po nim bez końca,
Gdyby nie elfie dziewczę,
Które przyzywa mnie, wzywa
I krępuje mi serce białymi jak lilie więzami,
Których nic zerwać nie zdoła poza jedynym morzem,
Na zawsze rozdartego między falami i puszczą.
Zajebiste. *rozgląda się niepewnie i drapie po głowie z nie za mądrą miną* Tylko czy pieśń nie powinna się rymować? I... mieć rytmu, by w ogóle mogła dać się zaśpiewać? I czy nie powinna mieć SENSU?
Ale to jest sm00tny, mhrochny, biauy wiersh.

Długie dni i ciężka praca pozbawiły Eragona zbędnego tłuszczu. Na rękach wystąpiły mu żyły, pod opaloną skórą grały mięśnie. Cały staję się twardy – pomyślał cierpko.
Czyli zaczynasz wyglądać jak na seksownego herosa przystało.

*śpiewają razem* I'm too sexy for my love, too sexy for my love...

– Czemu wszystko jest takie zielone? – spytał Eragon. – Nie mają tu zimy?
– Owszem, ale bardzo łagodną. Znad morza napływa mgła i utrzymuje wszystko przy życiu.
Jeszcze ze dwa kilometry i wejdziemy w strefę klimatu równikowego. -_-"
A jednak szkoła się na coś przydaje...

Powinnaś gdzieś wylądować i ukryć się – powiedział Saphirze Eragon. Wjeżdżamy do środka.
Znów wtykasz nos tam, gdzie nie trzeba – zauważyła kwaśno.
Wiem, ale Brom i ja mamy przewagę nad innymi ludźmi. Nic nam nie będzie.
Niech stutysięczna armia w jednej chwili wyceluje w niego kuszami, proooszęęę...

obok nich przecisnął się rosły mężczyzna z mieczem u boku. Dostrzegł też inne subtelniejsze oznaki ciężkich czasów: na ulicach nie bawiły się dzieci, ludzie mieli groźne miny, a wiele domów stało pustych. Spomiędzy kamieni brukowanych podwórek wyrastały chwasty.
– Zdaje się, że mieli kłopoty – zauważył.
A chwasty bardzo wymownie o tym świadczą.

– Eragon – rzekł z namysłem Jeod. – Masz niezwykłe imię, niewielu ludzi nosiło miano pierwszego Jeźdźca. Czytałem tylko o trzech takich osobach.
*przewraca ostentacyjnie oczami*
Phi. Kota też można tak nazwać.
To już wolałabym swojego ochrzcić Mały Różowy Zboczek, niż Eragon.

Krasnoludy – pomyślał podniecony Eragon.
Wizja upojnej nocy z krasnoludem... khm.

Jeod i inni kupcy mają problemy, bo pomagają ludziom, których nie kocha imperium.
- Zabieraj swoje rzeczy, Jeodzie! Mam cię dość! Nie kocham cię więcej!
- Ależ Imperium, kochanie, nie rób mi tego!

Masz rację. Ostatecznie, czy zwykły, prosty smok ma mówić mężowi tak mądremu jak ty, co ma robić? Wszyscy powinni patrzeć z podziwem, jak genialnie trafiasz w kolejny ślepy zaułek.
Tak, dalej, Saphira! W końcu ktoś to powiedział! xD

Wzdłuż wszystkich ścian stały szafy z książkami
Ja tam wolę w szafach trzymać ubrania, a książki na półkach i regałach, no ale co mi do tego...

Eragon uśmiechnął się.
– Przyrzekam.
– No dobrze. – Brom pochylił się i bardzo cicho wyszeptał mu do ucha: – Draumr kópa.
Kupa? Jakie wzniosłe zaklęcie. xD
Zaklęcie na zaparcia!

Był późny ranek, gdy Eragon ocknął się ze snu. Ubrał się szybko, obmył twarz w miednicy, po czym stanął przed lustrem i starannie uczesał włosy. Coś w odbiciu sprawiło, że przyjrzał się sobie uważniej.
Och, mój Boże, czy ten przystojniak to naprawdę ja?
Ach, ty komplemenciarzu!

W sumie nie przypominał żadnego kota, jakiego Eragonowi zdarzyło się dotąd oglądać. Przyjrzał mu się bystrymi oczami i lekceważąco machnął ogonem.
Eragon machnął ogon... uch.
Ach, ty zboczuchu!

– To – oznajmiła, ocierając usta – najtrudniejsza wróżba, jakiej się podjęłam. Miałeś rację. Twojej przyszłości praktycznie nie można ujrzeć. Nigdy nie widziałam, by czyjś los był tak poplątany i mglisty. Zdołałam jednak dostrzec kilka odpowiedzi.
Niech zgadnę: zostanie bohaterem narodowym wraz ze swym potężnym zauropodem, natłucze się z wszelkim plugastwem tego świata, ożeni się z elfią księżniczką i będzie największym i jednocześnie najprzystojniejszym mędrcem na świecie. Po drodze poumierają mu kumple, ale on sam będzie pędził szczęśliwy i baaardzo długi żywot.
No to czytamy.
– Nieskończoność bądź długie życie – powiedziała Angela. (...) Widzę toczące się wokół ciebie wielkie bitwy, niektóre z twojego powodu. (...) Wisi nad tobą klątwa, nie wiem jaka. Część jej prowadzi do śmierci, która zbliża się niechybnie i sprawi ci wielki ból. (...) W przyszłości czeka cię niezwykły, epicki romans (...) twa ukochana pochodzi ze starego, szlachetnego rodu i jest potężna, mądra i niewiarygodnie piękna.
A nie mówiłam? ^^

– Jestem Eragon – oświadczył z prostotą.
Angela uniosła brwi.
– Nim właśnie jesteś czy to tylko twoje imię?
– Jedno i drugie. – Eragon uśmiechnął się lekko, myśląc o swym imienniku, pierwszym Jeźdźcu.
Samozwaniec...
Zazdrośnica.
Ej! Że niby to było do mnie?!

W ten sposób Eragon rozpoczął naukę czytania. Okazało się to trudnym, dziwnym zadaniem. Musiał wysilić swój intelekt
*łapie się za głowę i cytuje komisarza Rybę* O Jezus...
- To ja jednak poproszę celę z Kudłatym - mruknął zrezygnowany Eragon.

Gdy się obudził, na dworze zachodziło słońce. Czerwonopomarańczowy blask wpadał do pokoju, zalewając łóżko. Słoneczne promienie przyjemnie grzały plecy i Eragon nie miał ochoty się ruszać. Drzemał jeszcze chwilę, lecz słońce powoli zniknęło. Wkrótce skryło się za horyzontem, zalewając niebo i słońce krwistą czerwienią.
Jeśli ktoś to zrozumiał, wręczę mu czekoladowy medal. Wychodzi na to, że słońce zalało czerwienią samo siebie.
To jest poezja zbyt wysublimowana na nasze ciemne umysły.
I tak subtelna, że nie widzę jej sensu.

Zawiesił na plecach łuk i kołczan, Zar’roca (miecz) jednak zostawił w pokoju. Miecz tylko by go spowolnił, a zresztą Eragon nie miał ochoty go używać. Jeśli będzie musiał z kimś walczyć, starczy mu miecz bądź łuk.
Paolini nie przerabiał logiki na matematyce.
Paolini nie miał matematyki.
*pauza* Oł.

Eragon czuł na plecah
...brak literki C?

Pomarszczonymi dłońmi rozprostował mapę, która zaszeleściła niechętnie.
Mapa odczuwająca emocje.
EmoMapa.

Eragon cisnął wodze Cadoca Bromowi.
– Wrócę na lunch.
Zrobię cheeseburgery.
Cicho, głodna się robię.

– Czy jeśli powiem, że mi przykro, to w czymś pomoże?
Brom westchnął i schował miecz do pochwy.
– Nie, twoje uczucia nie zmienią tego, co się stało. – Wysunął palec w stronę Eragona. – Podjąłeś kilka błędnych decyzji, które mogły mieć niebezpieczne następstwa. A co gorsza, o mało nie zginąłeś. Nie zginąłeś, Eragonie! Od tej pory musisz nauczyć się myśleć.
Eragon poczuł, jak uginają się pod nim nogi z przerażenia.

Pociągnął łubki; swędził go przegub.
Jakiś czas wcześniej ów przegub był ZŁAMANY. W dzisiejszych czasach, po założeniu gipsu i tak dalej zrośnięcie kości może trwać bardzo długo, a Eragona - w spartańskich warunkach i wszystkich atrakcjach średniowiecznej rzeczywistości - swędzi przegub. *facepalm*

Chwilę później Brom ze stęknięciem sturlał się z łóżka. Zanurzył głowę w miednicy i wyszedł.
Z miednicą na głowie.

W barze Eragon odkrył, że recepta Broma na poprawę samopoczucia obejmuje duże ilości gorącej herbaty, wody z lodem i odrobinę winiaku.
A ten lód to skąd, z zamrażarki może?
I herbatka, i winko, i ciasteczka...

– Rozsiekają nas na kawałki!
Roz-co?
Obiad!

W tym momencie z tyłu jego głowy eksplodował ból, Saphira ryknęła, a potem Eragon runął na ziemię nieprzytomny.
Koniec rozdziału i sen/omdlenie. Po raz czwarty.

Usłyszał kroki, a potem jego oczy zamknęły się i nie zobaczył już nic więcej.
Koniec rozdziału i sen/omdlenie. Po raz piąty.
W dodatku pod rząd! ^^

Nie rozpaliłaś sama tego ognia, prawda? I nie mogłaś uwolnić się własnymi siłami z łańcuchów.
Nie.
Tak też sadziłem.
Gienialny jesteś.

– Kim jesteś? – spytał Eragon, oddychając płytko.
Dłonie mężczyzny zacisnęły się na drzewcu łuku.
– Jestem Murtagh.
Nocne niebo przeszyła błyskawica...
Wilcy zawyli w głębi lasu...

– Czemu nam pomogłeś?
– Nie jesteście jedynymi wrogami Ra’zaców. Tropiłem ich.
– Wiesz, kim są?
Nie, właściwie to nie, tak tylko ich gonię... z nudów.
Ętelegencja Eragona mnie zadziwia.

Eragon dotknął czoła Broma. Było tak rozpalone, że poczuł gorąco, gdy tylko palce zbliżyły się do skóry.
Super, mamy drugie danie!

Eragon znów chlusnął winem. Tarł mocno i stopniowo brązowa farba zaczęła znikać. Nagle zamarł, otwierając ze zdumienia usta. Na ręce Broma widniała gedwëy ignasia.
Ciekawe, że zauważył ją dopiero teraz - spore znamię na dłoni lśniące jak srebro...
Nieźle się schowała, skubana.

– Jesteś Jeźdźcem? – spytał z niedowierzaniem.
Przez moment twarz starego mężczyzny rozjaśnił bolesny uśmiech.
(...) – Potem jednak zdradził nas, dołączył do Galbatorixa... a podczas walk o Dorú Areabę, miasto na wyspie Vroengard, moja młoda smoczyca zginęła. Nazywała się... Saphira.
Oryginalnie.
Jest to prawie tak samo zaskakujące jak to, że Brom był Smoczym Jeźdźcem.

TU LEŻY BROM
Który był Smoczym Jeźdźcem
A dla mnie
Drugim ojcem.
Chwała jego imieniu.
*chórkiem* Aaaameeent.

Z koniuszków palców ściekał ciemny płyn. Eragon wiedział, że to krew.
A nie, bo ketchup.

Tej nocy znów śnił o uwięzionej kobiecie.
Koniec rozdziału i sen/omdlenie. Po raz szósty.

Po wymizerowanej twarzy Eragona spłynęła łza i wyparowała w promieniach słonecznych, pozostawiając na skórze słony ślad. Zamknął oczy, napawając się ciepłem, opróżnił umysł. Paznokciem zaczął bezcelowo drapać piaskowiec. Gdy spojrzał, przekonał się, że wyskrobał w nim dwa słowa: Czemu ja?
Wsrushayonce...
*śpiewa* How could this happen to meee?!



Eragon zaśmiał się słabo i odkrył, że płacze.
Bystry jest!

Brom chciał też, byś wiedział, że według niego ze wszystkich ludzi w Alagaësii, ty najbardziej zasługujesz na to, by przejąć dziedzictwo Jeźdźców.
*ksztusi się własną śliną*
Ależ go zashczyt kopnął... w jaja.

Saphira wyciągnęła długą szyję i dotknęła grobowca czubkiem nosa. Jej boki zadrżały, w powietrzu rozległ się cichy pomruk. Piaskowiec wokół jej nosa zamigotał niczym pozłocona rosa i stał się przejrzysty, lśniący. (...) Saphira cofnęła się, podziwiając swoje dzieło.
Kamienne rzeźbione mauzoleum stało się teraz bezcenną kryptą. Pod diamentową płytą widzieli wyraźnie nietknięte oblicze Broma. Eragon spojrzał tęsknie na starego człowieka, który zdawał się zaledwie drzemać.
Najtrafniej opisuje to komentarz mojej kuzynki: jak Królewna Śnieżka! Broma też będzie całować królewicz? xD

Szesnaste urodziny Eragona minęły mu w drodze. W Carvahall obchodzono by hucznie jego wejście w wiek męski, lecz tu na pustkowiach nawet nie wspomniał o tym Murtaghowi.
Radujcie się! Eragon wszedł w wiek męski! Ma już całe SZESNAŚCIE lat!
Fallus mu urósł!

– Jesteś niesamowity! – wykrzyknął Murtagh, głośno chwytając powietrze. – Całe życie uczyłem się fechtunku, ale nigdy nie walczyłem z kimś podobnym. Gdybyś chciał, mógłbyś zostać królewskim zbrojmistrzem.
Z początku chciałam zacytować ten akapit tylko do pierwszej kropki i gruchnąć jakiś zboczony komentarz, ale doszłam do wniosku, że całość zasługuje na zacytowanie.
Bo Eragonek miszczem jest i na wsim się zna, i w ogóle jest debeściak.

W chwili gdy pałka zbliżała się do jego głowy, wrzasnął: Saphiro! Leć! Potem przed oczami błysnęło mu oślepiające światło i stracił przytomność.
Koniec rozdziału i sen/omdlenie. Po raz siódmy.

– Sam nie wiem... – rzekł wolno. – Nazywam się Eragon, ale jestem też kimś więcej, prawda?
Owszem. Jesteś debilem.

– Kim... jesteś? – spytał Eragon bełkotliwie.
– Nikim ważnym. – W rdzawych oczach Cienia dostrzegał niewypowiedzianą groźbę
Oczy mu zardzewiały.
Za dużo pracy przy kompie.
*odsuwa się nieco od monitora*

Odwrócił się do Eragona i oświadczył śmiertelnie cichym głosem:
Głos był tak cichy, że ten, kto go usłyszał, umierał natychmiast na niedobór decybeli.

Na końcu korytarza, w drzwiach, którymi weszli zbrojni, stał obdarty ze skóry brodaty mężczyzna

– Murtagh? To ty?
– Tak. – Murtagh na moment odsunął brodę, odsłaniając gładko ogoloną twarz
A ta broda to skąd? Ze skalpu?
Z Rossmanna?

Murtagh wbiegł do środka.
– Jest piękna!
– Ale ranna.
– Później ją opatrzymy. Ja pierwszy - rzucił Murtagh, w pośpiechu ściągając spodnie.

Czemu zrobił coś takiego własnym poddanym?
Bo jest zły – odparła twardo Saphira.
Bziiidaaal.

Choć starał się uszanować jej skromność, musiał dostrzec, że pod bliznami i oparzeniami jej ciało było niezwykle piękne. Wyczerpany nie zastanawiał się nad tym, choć parę razy poczerwieniały mu uszy. Miał tylko szczerą nadzieję, że Saphira nie wie, o czym wówczas myślał.
Buahaha, ledwie wszedł w wiek męski a już musi oglądać nagie elfki...
Biedaczek.

Mam pomysł – odezwała się niespodziewanie Saphira. Może przywiążecie mi ją (elfkę Aryę) do brzucha? Będę mogła poruszać się swobodnie. I trudno znaleźć bezpieczniejsze miejsce. Mogliby jej zagrozić tylko strzelający do mnie żołnierze, ale w takim wypadku po prostu polecę wyżej.
Ale by się ta Arya darła, gdyby się wtedy obudziła. xD xD xD
Oni zawsze wpadają na takie błyskotliwe, genialne pomysły!
Żeby było śmieszniej - oni NAPRAWDĘ przywiązali tę bidną elfkę smokowi do brzucha.

– Zaczekaj – rzucił. Przekręcił koc spod siodła Tornaca
*zeszła na nagły zawał serca*
Biedna winky, całe życie była taka wrażliwa...
A oni to wydają, ja sobie żyły wypruwam, a oni wydają takie... takie... *wali czołem o kant biurka w rytm ,,Bogurodzicy"*

Dotarli do Pustyni Hadarackiej. Przed nimi aż po horyzont rozciągało się morze wydm, pofalowanych niczym ocean.
Trawa, trawa, a tu nagle hyc! - pustynia.
Do geografii się coś Pałolini nie przykładał.

Gorące powietrze parzyło mu gardło.
Może umrze...?

Gdy podjęli podróż, Eragon zauważył, iż mgiełka zrzedła, odległe ciemne plamy nabrały wyrazu.
Nie były już niewyraźnymi, niebieskofioletowymi kształtami – widział przed sobą szerokie, porośnięte lasem wzgórza o dobrze widocznych, ostrych kształtach (...) To, co wzięli za wzgórza, stanowiło w istocie podstawy gigantycznych gór, szerokich na całe mile. Ponad strefą gęstych lasów zbocza i wierzchołki pokryte były śniegiem i lodem. To właśnie sprawiło, iż Eragonowi wydało się, że widzi białe niebo. Wyciągnął szyję, szukając wzrokiem szczytów gór, nie ujrzał ich jednak. Sięgały wysoko w niebo i niknęły z oczu.
A te wszystkie atrakcje tuż przy pustyni...
Naprawdę tuż. Zaraz z niej wyjdą jak z piaskownicy i wejdą do lasu.

Wyobraź sobie życie z tymi behemotami nad głową!
Nagrał się chłopak w Heroes of Might and Magic...
Ja tam lubię Behemotha.

Jak się nazywasz? – spytała [Arya, nadal nieprzytomna; komunikują się telepatycznie] w pradawnej mowie. Głos miała znużony, przepełniony cichą rozpaczą.
Eragon, a ty?
Jej świadomość wabiła go bliżej, zachęcając, by zanurzył się w poetyckich wersach krwi.
Znaczy się... miała akurat okres.


Gdy dotrzesz do jeziora Kóstha-mérna, na końcu rzeki Niedźwiedzi Ząb, weź kamień, uderz w skałę obok wodospadu i krzyknij: „Aí varden abr du Shur’tugals gata vanta”.
Ugabuga!

Żegnaj, Eragonie, Jeźdźcze smoków... Życie me jest w twoich rękach.
Gdybym chciała oglądać takie melodramaty, włączyłabym kanał Romantica.

Murtagh mruknął coś gardłowo i skrzyżował ręce na piersi.
– Oczywiście. Murtagh-juczne zwierzę. Murtagh-koniuszy. Powinienem pamiętać, że obecnie tylko do tego się nadaję. Nikt mnie nie rozumie, nikt! Idę się pociąć...

Przez całą noc na zmianę spali w siodłach
Aż nagle budzą się i stwierdzają: ooo, a co my robimy całkiem sami w środku lasu, bez koni?

Eragon z roztargnieniem wyrwał z ziemi źdźbło trawy i zaczął obracać je w palcach, wpatrując się w elkę.
*śpiewa* Ela całowała cudnie, nawet tuż po swoim ślubie...

Eragon spojrzał na niego gniewnie.
– Mimo wszystko to było złe.
Bzidki Murtagh, ciuś-ciuś.

Zwinęła się w kłębek obok niego, dzieląc się swym ciepłem. Siedział nieruchomy w ciemności, zmagając się z własnym sumieniem.
Koniec rozdziału i sen/omdlenie. Po raz ósmy.

Grunt pod ich nogami zaścielały szyszki wielkości końskiej głowy.
Jesteśmy w Mrówkolandii!

Od wysiłku zakręciło mu się w głowie. Otaczający go świat pociemniał. Pochłonęła go ciemność.
Sen/omdlenie... w środku rozdziału, ale podzielonego gwiazdkami. Liczy się. Dziewięć.

Nagle Eragon poczuł gwałtowny odpływ sił; serce zatrzepotało mu jak konający ptak. Sapnął, wywrócił oczami. Desperacko spróbował przerwać więź z magią, zablokować szczelinę, przez którą wypływało z niego życie. Z ochrypłym jękiem zerwał kontakt.
Jeszcze niedawno było to absolutnie niewykonalne przez nikogo. On powinien już gryźć glebę.
Ale to jest ERAGON.

A co zrobimy, jeśli Kulle (odpowiedniki uruk'hai - lepiej opisać się ich nie da :]) zaatakują Murtagha?
Oczywiście będziemy walczyć. Nie pozwolę, by schwytały bądź zabiły jego i Aryę – rzekł z oburzeniem. (...) Obrzućmy je kamieniami – zaproponował Eragon. To powinno je rozproszyć.
Jak powiedział, tak też zrobił. Ale Kulle nie zauważyły, że są zasypywane kamieniami przez SMOKA...
Może deszcze meteorytów są dość popularne w okolicy, jakiś zbzikowany mag albo cuś...

W końcu Murtagh zwrócił się do Eragona. Dyszał ciężko, niczym wilk zapędzony w potrzask. Zawahał się, aż wreszcie przemówił udręczonym głosem:
– Masz prawo wiedzieć. Ja... jestem synem Morzana, pierwszego i ostatniego z Zaprzysiężonych.
To dlatego jestem Emo - jęknął i zapłakał.

Musisz zrozumieć, nie kocham imperium ani króla.
Ło jejciu.

Nagle silna ręka chwyciła tył jego tuniki i pociągnęła w górę. Jego wybawiciel parł naprzód szybkimi, krótkimi uderzeniami.
Czyli wyglądało to mniej więcej tak: JEB komuś po pysku! i jest metr dalej. JEB komuś z łokcia! i jest kolejny metr dalej.
Męczące. Ja wolę chodzić nogami.
Ty masz racice.
No ale na nogach... co z tego, że są cztery? -_-"

Krasnolud starannie wykręcał wodę z długiej, splecionej w warkocze brody. Pierś miał masywną, okrywała go kurtka z metalowych kółek
Jako że zajmuję się pleceniem ,,kurtek z metalowych kółek", właśnie opadła mi szczęka z niedowierzania, a kombinerki upadły z hukiem na podłogę.
A wystarczyłoby otworzyć Wikipedię...

Okuta żelazem czapka z bawolej skóry, ozdobiona symbolem młota w otoczeniu dwunastu gwiazd
Coś między UE a CCCP? ^^
Komunyści!

– Z tego, co wiem, jestem jedynym dzieckiem Trzynastu Sług
Czyli cała trzynastka jest jego ojcem. Na Teutatesa, ale musiała być orgia...
Zakładając, że każdy z ojców produkuje sto trzy plemniki na godzinę, oblicz ile lat ma matka.

Wyjechaliśmy tej samej nocy, lecz Galbatorix zdołał jakoś przewidzieć moje działania, bo za bramą czekali na nas żołnierze. Krew pokryła mój miecz połyskujący w słabym świetle latarni.
Nie dość, że emo z tego Murtasia, to jeszcze poeta.

Usiadł obok Murtagha, opierając głowę o mur. – Wiesz, która godzina?
Wpół do komina. --"
Czekaj, wyciągnę mój zegar słoneczny...

O, to jedna z moich ulubionych serii cytatów.
Teraz widział już grube kolumny z marmuru zdobionego rubinami i ametystami, stojące w rzędach wzdłuż ścian. Między nimi rozwieszono dziesiątki latarni, które wypełniały przestrzeń cudownym blaskiem. U podstaw kolumn wiły się żyłki złota przypominające ogniste nici.
Znów ten infantylizm: wszystko piękne, śliczne, błyszczące, drogie, shpanerskie...
biały marmur Tronjheimu został starannie wypolerowany i wykuty w płynne fale, zupełnie jakby pradawni mistrzowie odlali z niego całe miasto. W ścianach otwierały się niezliczone okrągłe okienka o bogato rzeźbionych framugach
I znów.
dwa wysokie na trzydzieści stóp złote gryfy strzegły ciężkiej drewnianej bramy
I znów.
Wzdłuż ścian wznosiły się zwężające się kolumny z krwistoczerwonego jaspisu
I znów.
Długi na milę korytarz kończył się łukiem pomiędzy czarnymi kolumnami z onyksu zwieńczonymi żółtymi cyrkoniami, wielkimi jak trzech ludzi
I ZNÓW.
Posadzkę zrobiono z wypolerowanego karneolu, w którym wykuto podobiznę młota otoczonego przez dwanaście srebrnych gwiazd
To się nudne robi.
A najlepsze (?) dopiero przed nami...
Sklepienie sali tworzył czerwony gwiaździsty szafir olbrzymich rozmiarów. Klejnot miał dwadzieścia kroków średnicy i niemal tyleż grubości. Wyrzeźbiono go tak, by przypominał różę w pełni rozkwitu, a uczyniono to tak zręcznie, iż kwiat wydawał się niemal żywy. Klejnot otaczał rząd latarni rzucających błękitny blask na wszystko w dole.
Tyle słodkości i ani jednego kucyka pony? Ja chcę kucyki! Besides, w istocie powiało tu grozą pogrążonego w nędzy i rozpaczy kraju pod uciskiem tyrana. W istocie.

Tronjheim stanowił oszałamiające świadectwo potęgi i cierpliwości krasnoludów.
*gdy już opanowała nagły atak śmiechu* Coś te krasnoludy się chyba filmów z Barbie naoglądały.

[wizyta u króla buntowników, który jednakoż nosi się jak prawdziwy król, mimo że formalnie jest nim Galbatorix]
Gdy przemówił, jego głos zabrzmiał mocno, stanowczo.
– Witajcie w Tronjheimie, Eragonie i Saphiro. Jestem Ajihad, proszę, usiądźcie.
- Miło poznać, proszę, już siadam.
Od kuzynki:A mogę w tym wielkm, czerwonym fotelu?

– Czego oczekujecie ode mnie w Tronjheimie? Ty i elfy macie wobec mnie pewne plany. Ale jeśli mi się nie spodobają, to co?
To masz zonka.

Ajihad pochylił się naprzód, jego głos zabrzmiał śmiertelnie poważnie. – Czasem czyjaś przyszłość spocznie w twoich rękach... wystarczy słowo, byś zadecydował o czyimś szczęściu. Dziewczęta będą cię pytać o zdanie na temat przyszłych mężów, wiele zaś w tobie będzie widzieć owego męża, a starzy ludzie poproszą o radę w kwestii wyboru dziedzica. Musisz być dla nich dobry i mądry, bo oni ci ufają. Nie przemawiaj lekko, bez namysłu; wpływ twoich słów będzie naprawdę dalekosiężny.
No, bycie swatką to wielce poważne i odpowiedzialne zadanie.
Eragon śmierdzi.

Ajihad wyprostował się z wyniosłą miną.
– Orik! – zawołał.
Krasnolud wpadł do komnaty i stanął przed biurkiem, splatając ręce na piersiach.
Ależ szacunek okazał królowi...

Wkrótce znaleźli się głęboko pod Tronjheimem, korytarze zamieniły się w ciasne tunele, wysokie na zaledwie pięć stóp. Wiszące na ścianach latarnie połyskiwały czerwienią.
Obok plakietka: WYJŚCIE EWAKUACYJNE.

Zaledwie wkroczyłem w wiek męski, a już rozmawiałem z przywódcą Vardenów, ściga mnie Galbatorix, podróżowałem z synem Morzana – a teraz ludzie proszą mnie o błogosławieństwo!
Ach, te hormony.

[tytuł rozdziału]
Język kijanki i mandragora
Język kijanki. Ale to musi być ogromne...
To tak, jakby plemniki miały zęby.

– Argetlam – wymamrotał z mocnym akcentem. – Dobrze, nie śpi. Knurla Orik czeka.
Knur Orik?!
A co ten knur chce zrobić z Eragonem?

– Nie pragnę władzy ani korony – odparł Eragon poruszony słowami Hrothgara. – Bycie Jeźdźcem to dla mnie dostatecznie trudne zadanie. Nie, nie zasiądę na tronie w Uru’baenie... chyba że nie znajdzie się nikt inny, kto mógłby go zająć.
Aha, czyli CHCE zostać królem.
I najpewniej nim zostanie.

– Kim jest jej matka?
– Tego nie wiem. Gdy Ajihad przyniósł Nasuadę do Farthen Duru, był sam. Nigdy nie powiedział, skąd się wzięła.
Z kosmosu.
Zapamiętajcie ją - jak Winky przebrnie przez drugi tom, to jednym z wątków będą wesołe rządy Nasuady.
To był Wątek Zbędny. Są jeszcze dwa: Wątek Najciekawszy z całej książki (co nie znaczy, że ciekawy w ogóle) z Roranem - kuzynem Eragona jako wielkim bossem, oraz Wątek Nudny - Eragon obserwujący mrówki w lesie i zarywający do Aryi.

Jeżu kolczasty, daj mi siłę, bym przebrnęła przez te 40 stron, które mi jeszcze zostały...
Ku chwale Świętego Lola, walcz, Winky!

Kąciki ust Bliźniaków wygięły się ostro. Odwrócili się i stanęli naprzeciw Eragona, po czym pochylili się jednocześnie i nakreślili na ziemi wielki pentagram.
Uu, sataniści.

Niezależnie jednak od tego, jak był pomysłowy, miecz Aryi zawsze go powstrzymywał. Dotrzymywała mu kroku z lekkim niewymuszonym wdziękiem.
Ich ciała połączone w ognistym tańcu rozdzielały tylko błyski mieczy.
To oni w końcu walczą czy uprawiają seks?!
Najwyraźniej w domu Paolinich, oprócz książek, z których czerpał całą swą wiedzę, walały się także świerszczyki...

Zacisnęła zęby, wzrok miała zimny jak lód.
– Miesiącami próbował bez powodzenia. Jego metody były... brutalne. Gdy tortury zawiodły, polecił swym żołnierzom zabawiać się ze mną
To był dla nich przykry obowiązek, ale zacisnęli zęby i odwalili brudną robotę...

Murtagh spojrzał w dal, powoli pokręcił głową.
– Nie. Chciała tylko mnie poznać. Czy nie wygląda jak księżniczka? Ta jej postawa! (...)
Eragon słuchał tych pochwał z rosnącą obawą. Może to nic nie znaczy, upomniał się w duchu. Wyciągasz pochopne wnioski. Lecz przeczucie, że nadciąga coś złego, nie opuszczało go.
Hyy! Murtagh chce mu odbić dziewczynę!
Nie bądź głupi, Jeźdźcze Eragonie, zabij go teraz, skoro masz okazję!

– Cisza! To nie koniec. Urgale nie zbliżają się do nas przed góry, lecz pod nimi.
*drapie się niepewnie po głowie*

Zgodnie z tradycją Sztampowego FantasTy, dochodzi do wielkiej bitwy: Vardeni vs urgale.

Ludzie i krasnoludy z ogłuszającym wrzaskiem skoczyli do walki. Saphira ryknęła i rzuciła się naprzód, nurkując w dół w wir hałasów i śmiertelnego tańca.
Co on z tym tańcem, kompleks jakiś?

Tuż za nią podążał Solembum pod postacią młodego chłopca o kędzierzawej czuprynie. Walczył niewielkim czarnym sztyletem, w drapieżnym grymasie odsłaniając ostre zęby.
On mi się kojarzy z tym dzieciakiem, co nawiedzał dom w ,,Klątwie"...
Nie cierpię takich horrorów. Co jest strasznego w tym, że komuś się zlew zapchał włosami?

Zaczął krzyczeć. Był – JESTEM DURZA!
A ja MAŁA! I się nie chwalę...

Eragon ujrzał, jak Durza unosi głowę i spojrzał w górę. Jego twarz wyrażała najpierw szok, potem gniew. Ze wzgardliwym uśmiechem uniósł dłoń i wycelował w Saphirę. Wargi zaczęły wypowiadać słowo: BANZAAAI!
Gdyby ktoś miał wątpliwości, to na tym dwukropku akapit się kończył. Literoofka albo debilizm. Albo jedno i drugie...

Zar’roc zapłonął krwawym blaskiem, po ostrzu przebiegły zimne płomienie...
Rzucił się naprzód...
...I pchnął Durzę prosto w serce.
I tak oto Eragon przeszedł do legendy jako Pogromca Cienia...

– Zapłaciłeś za swój czyn straszliwą cenę, Eragonie, Pogromco Cienia.
A nie mówiłam? :]

Szarpnięciem uwolnił rękę i sięgnął do tyłu, wyciągając palce. Skóra na jego plecach była gładka i ciepła, nieskazitelna. Pod palcami czuł twarde mięśnie. Przesunął dłoń do podstawy karku i nagle wyczuł twardą wypukłość, szeroką na pół cala. Podążył wzdłuż niej, czując rosnącą grozę. Cios Durzy pozostawił po sobie potężną bliznę, sięgającą od prawego ramienia do przeciwległego biodra.
Rana zadana przed chwilą już stała się blizną...
W dodatku ta blizna działa podobnie do tej pana Pottera. Nie wierzycie? Zapraszam do tomu numer dwa. ^^

Przybądź do mnie, Eragonie, bo mam odpowiedzi na wszystkie twe pytania.
Eragona ogarnął nagły spokój.
Przybędę.
O nie.




I tak kończy się pierwsza część opowieści o Eragonie Cieniobójcy, pogromcy urgali i obrońcy uciśnionych... Lecz nie rońcie łez, bo już za tydzień powróci on w analizie kolejnego tomu jego fascynujących przygód i nie raz rozbawi was skrajną głupotą tego dzieła...

41 komentarzy:

  1. To doprawdy wspaniałe, wspaniałe! :D

    PS. Dawno temu, kiedy pracowałam w księgarni i z nudów robiłam różne dziwne rzeczy, to trafiłam na książki pana Guya N. Smitha. Niech się Paolini i Meyer schowają :).

    Kesja zwana Kesją

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi intrygująco, zaiste, warto rzucić na to analizatorskim okiem. :3 Dzięki ci, Kesjo zwana Kesją. ;D

      Usuń
    2. Och, Guy N. Smith jest mistrzem nad mistrzami. A najpiękniejsze jest to, że nic nie usprawiedliwia tego, co pisze i jak pisze :D

      Ta cała Michalina od Atlantydy czy czegoś tam może być też niezła.

      Usuń
    3. Hmm, tak właśnie oglądałam tę książkę w Empiku (pękając z zazdrości, arrrgh) i zastanawiałam się, ile to może być warte. Też się nadaje do analka, powiadasz?

      Usuń
    4. Nie mam pojęcia, bo nie czytałam. Czytywałam z musu tylko te rzeczy, które się sprzedawały (np. Meyer nieszczęsna) lub były śmieszne w swojej głupocie (jak Guy N. Smith). To było za czasów pracy w księgarni ofkors, teraz już nie mam zapędów masochistycznych. Powieść Michaliny została wrzucona przeze mnie do worka z napisem "żenujące" i takich nie tykam nawet bardzo długim kijem. Tam leży nadal i umiera. Swoją drogą i Paolini siedzi w tym worku.
      Ale. Paolini opatrzony przez ciebie odpowiednim komentarzem jest wspaniały, zatem i Michalina taka będzie :).
      Wybacz mi, zaraziłam się słowotokiem, tylko, cholera, nie wiem od kogo.

      KzK

      Usuń
    5. Nie szkodzi, że żenada, odkryłam bowiem, iż beznadziejne książki to taka moja guilty pleasure. :D Tknę zatem toto za ciebie i zdam tu szczegółową relację, muahaha.

      PS Tylko trzy "i", nie starasz się. ^^

      Usuń
    6. Och i ach nie mogę się doczekać! :D

      Usuń
  2. Ale tak w sumie... To to są błędy tłumacza, nie pisarza... Pisarz pisze gorzej, na przykład "kopnął go w rozwidlenie jego nóg".

    OdpowiedzUsuń
  3. powiem to w dwóch słowach: za***ista analiza :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle wspaniała analiza, ale...
    Nie chce żeby wyszło, że jestem przeciwko wam, jednak fakt, że tworzyć jest trudniej niż komentować nie daje mi spokoju. Czy zastanowił się jakikolwiek Analizator jak by się czuł, gdyby ktoś wyśmiał w jakże okrutny sposób jego "dzieło"..?
    Paolini i autorzy innych analizowanych książek (przynajmniej części) odnieśli wspaniałe sukcesy w dziedzinie literatury (co nie zmienia oczywiście faktu, że nikt z nich nie pisze idealnie).
    Moim zdaniem chcecie się dowartościować, nie potrafiąc pisać, analizując i wyśmiewając książki.
    + Zauważcie też, że łatwiej jest się utożsamić z idealną we wszystkim postacią niż kompletną fujarą.
    To czy weźmiecie sobie to do serca czy nie mnie nie obchodzi. Ważne, że w końcu się wypowiedziałam.

    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja uważam, że beznadziejnie gotujesz. Nigdy nie jadłam nic dobrego, co przyrządziłaś, więc to oczywiste i nie masz nic na swoją obronę.

      Logika, Karolinko, logika.

      Usuń
    2. Masz rację. Gotuję fatalnie i nie radzę próbowac moich wyrobów bo jeszcze się ktoś zatruje...

      Usuń
    3. Droga Karolino.
      Nie jestem pewien, czy to co napisałaś to satyra, a ja po prostu przegapiłem dowcip, ale nie mogłem się powstrzymać przed odpowiedzią.

      "Czy zastanowił się jakikolwiek Analizator jak by się czuł, gdyby ktoś wyśmiał w jakże okrutny sposób jego "dzieło"..?"
      Dokładnego cytatu nie pamiętam, ale pewien Japończyk kiedyś powiedział, że najcieplejsza pochwała nie jest równie cenna co najostrzejsze słowa krytyki.
      Innymi słowy, nieistotnym jest jak jegomość, taki jak Paolini, będzie się czuł. Istotnym jest czy przyjmie do wiadomości, że napisał szmirę i czy wyciągnie z tego jakieś wnioski. W jego przypadku odpowiedź brzmi nie.
      A odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: gdybym był na jego miejscu pisałbym tak samo albo inaczej ;)

      "Paolini i autorzy innych analizowanych książek odnieśli wspaniałe sukcesy w dziedzinie literatury"
      Poprawka: pisarzyny takie jak Paolini odnieśli wspaniałe sukcesy w komercjalizacji i tworzeniu sztucznego szumu wokół siebie. Jego "twórczość" tyle wnosi do świata literatury, co kakofonie Justyny Bieber czy też jeszcze gorszej Rebeki Black do świata muzyki i śpiewu.

      "Moim zdaniem chcecie się dowartościować, nie potrafiąc pisać, analizując i wyśmiewając książki"
      Bzdura. Analizuje się w celu obiektywnego i rzetelnego ocenienia danego dzieła. Ewentualnie w ramach hobby. Ponadto nie trzeba umieć pisać, aby odróżnić Tolkiena od wypocin Paoliniego.
      Akurat Eragon to ten tym książek, które w pełni zasługują na to, żeby się z nich wyśmiewać. Sztandarowy tekst o "woni mogącej odmienić losy świata"? Miało być "epicko", wyszło patetycznie i kiczowato. Ja osobiście się uśmiałem. Jeśli śmiejesz się w sytuacjach, które nie powinny być śmieszne,a ludzie robią sobie jaje z twojej twórczości, to potencjalnie nie jest to dobry znak.

      "Zauważcie też, że łatwiej jest się utożsamić z idealną we wszystkim postacią niż kompletną fujarą"
      A tego trendu na utożsamianie się protagonistą to ja kompletnie nie rozumiem. Z protagonistami nawiązuje się co najwyżej tzw. emocjonalną więź, wciskanie siebie w jego/jej buty nie ma kompletnie sensu. Tym bardziej, że z Eragonem ani tu emocjonalnej więzi nie ma jak nawiązać (bo jest fujarą) ani też utożsamić się nie da (bo kto chciałby się utożsamiać z fujarą?).

      "To czy weźmiecie sobie to do serca czy nie mnie nie obchodzi"
      Oczywiście, że cię obchodzi. Inaczej po co miałabyś się wypowiadać? ;)

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. Nie. Nie obchodzi *krzyżuje ręce na piersi i wytyka wyzywająco język*

      Karolina

      Usuń
  5. nie lubię pierogów

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje mi się, Winky, że niepotrzebnie czepiałaś się tego, że Paolini nie zna nazw poszczególnych części miecza lub siodła. Książka jest pisana z, tak jakby, perspektywy Eragona, który - jako zwykły wieśniak - nazw tych nie musi znać. Byłoby nawet dziwne, gdyby znał. Oczywiście nie próbuję usprawiedliwić niewiedzy lub lenistwa Paoliniego. ;)

    MrsFindlay

    OdpowiedzUsuń
  7. Witajcie, ladies.
    Ah, hejty na Eragonku, mój fach! <3
    Istnieje dwójka autorów, która mnie oczarowała: pierwszym jest R.A. Salvatore, drugim - Henryk Sienkiewicz. ^^'
    Salvatore pisze w niesamowitym stylu, i niech się Mały Paolini uczy.
    Wspominałyście o tym, że Arya jest plastikiem?

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozbroiła mnie ta recenzja. Mówię wam - wydajcie tą książkę poprawioną, a zawojuje cały świat XD
    Ale z drugiej strony ... jak możecie tak pisać o wspaniałym, mądrym, kochanym, uczciwym, pięknym, mającym idealną babkę i kilkusetletniego smoka ERAGONKU?! XD
    Tak, tak - Arya jest okropnym plastikiem, z domieszką plastiku i odrobiną plastiku. Ale za to ma wspaniałego, mądrego, kochanego, uczciwego, pięknego mającego kilkusetletniego smoka i przyjaciela EMO chłopaka ERAGONKA!
    Wasz post mnie rozwalił, kocham te wasze komentarze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mówię, że Eragon to wspaniała książka, ale jest mądrzejsza niż wasza analiza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buahahahahahah *Leży i kwiczy* Eragon to zaiste bezkresna studnia wiedzy milordzie! Powinni ją wprowadzić jako lekturę obowiązkową w podstawówkach, niech każdy dzieciak liczy teatralne omdlenia EraZgonka.

      Usuń
    2. Jako lekturę raczej nie wprowadzą, ale do książek od j, polskiego już wprowadzili. Chyba, że teksty z Eragona są tylko w wersji, którą ma moje gimnazjum.

      Usuń
  10. Żadnych zgniłków nie będzie! Rany, tak bardzo nienawidzę tej książki! Miałam 13 lat jak to czytałam i już wtedy myślałam ,że szlag mnie trafi. Koleś poskładał do kupy Gwiezdne Wojny, Władcę Pierścieni, Ziemiomorze i Jeźdźców smoków z Pern, nie dokładając NICZEGO od siebie i myślał, że takie ambytne, oryginalne dzieuło stworzył...

    OdpowiedzUsuń
  11. Komentarz bardzo, bardzo spóźniony, ale i tak się wypowiem.
    Leżę. Miałam chyba ze 12 lat, kiedy po raz pierwszy dostałam do rąk tę książkę. Moja najlepsza przyjaciółka strasznie się nią podniecała, więc postanowiłam się przekonać, o co ten cały szum. I przyznam się szczerze, że uznałam ją za ciekawą, spróbowałam nawet przeczytać Najstarszego, ale nie dałam rady i po kolejne tomy już nie sięgnęłam, a po paru latach zupełnie zapomniałam, że coś takiego kiedykolwiek istniało. Po przeczytaniu analizy moją pierwszą reakcją było: "Ja to kiedyś czytałam? Naprawdę było tam tyle bezsensu?"
    Przezacna analiza, zaiste.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak to czytałam w gimnazjum, to wydawało mi się mądrzejsze. Podziwiam, analiza rozbawiła mnie do łez i kilka razy o mało nie udusiłam się przy niej herbatą XD

    OdpowiedzUsuń
  13. ,,Ciężko ranny Vrael umknął na górę Utgard, gdzie miał nadzieję zebrać siły. Nie doszło jednak do tego, bo Galbatorix go znalazł. Podczas walki kopnął Vraela w krocze i dzięki podstępnemu uderzeniu zyskał przewagę, a następnie ściął głowę Jeźdźca płonącym mieczem.
    Na skomentowanie tego fragmentu tekstu zwyczajnie brakuje mi słów.''
    Nie tylko tobie O,o
    ,,Główna część siodła składała się z trzech identycznych fragmentów, zszytych razem i wypchanych wyściółką. Z przodu Brom zamocował grubą pętlę, oplatającą ciasno jeden ze szpikulców na szyi Saphiry. Szerokie pasy po obu stronach obejmowały jej brzuch i łączyły się pod spodem. Miejsce strzemion zajęła seria pętli biegnących po obu bokach. Zaciśnięte przytrzymywały nogi Eragona. Dodatkowy długi pas przebiegał między przednimi nogami Saphiry, rozdwajał się, po czym wysuwał spomiędzy tylnych nóg i powracał do siodła.''
    Mam rozumieć, że Eragon jest taki zarąbisty, że zwykłe siodło(jakoś dopasowane, oczywiście) nie wystarczyłoby? W filmie było dobre, w miarę normalne. Jak to przeczytałam, nasunęła mi się myśl: ,,Eragon ma jakiś niedowład nóg, że ma specjalne strzemiona?
    Shina

    OdpowiedzUsuń
  14. "– Jesteś niesamowity! – wykrzyknął Murtagh, głośno chwytając powietrze. – Całe życie uczyłem się fechtunku, ale nigdy nie walczyłem z kimś podobnym. Gdybyś chciał, mógłbyś zostać królewskim zbrojmistrzem.
    Z początku chciałam zacytować ten akapit tylko do pierwszej kropki i gruchnąć jakiś zboczony komentarz, ale doszłam do wniosku, że całość zasługuje na zacytowanie. "
    XDDDDD
    Świetna analiza :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Analiza byłaby śmieszna, gdyby nie to... że jest żałośnie smutna. Z "Eragona" można wyciągnąć więcej i wytknąć dosadniej, ale to trzeba umieć. A niedoszła zazdrosna pisarka to tylko zajadła sztuka, która analizując chce ukoić swój ból. Nie oglądaj się, dziewczynko, na "bestsellery" tylko poczytaj więcej, poćwicz kilka lat i napisz coś, co wydasz z dumą. Proste. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie trzeba być pisarzem, by analizować. Wystarczy być oczytanym, obeznanym w porządniejszych książkach i umieć logicznie myśleć. A czy Winky jest zazdrosna? Hm... trzeba by ją spytać.

      Usuń
  16. Cuchnie mi tu dziecinnością. Ludzie. Rozumiem, że niektórzy autorzy piszą szablonowe książki, albo przesadzają z językiem. Ale znowuż Eragon nie jest taką okropną książką. Po co tak po nim jedziecie? Wasze skojarzenia i komentarze to tylko dowód waszej niedojrzałości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się ;)

      Usuń
    2. Nie ma to jak jakieś Anonimy, którym się wydaje, że jak się zbiorą, to udowodnią, że szmira może być arcydziełem.
      Gratuluję *ironicznie klaszcze*

      Usuń
  17. Bogowie, a mnie się kiedyś "Eragon" podobał... ;)
    Gdzie ja miałam mózg?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha... mi też kiedyś się ,,Eragon" podobał, całe szczęście wyzdrowiałam. XD Co ciekawe ,,Eragon" jest chyba najlepszą książką tego "cyklu" jaką miałam (nie)przyjemność czytać.

      Usuń
  18. Eragon to wspaniała książka którą osobiście uwielbiam, i tu zwracam się do autora tej powalonej strony/bloga :

    CZŁOWIEKU to że masz w książkach inny gust to nie znaczy żebyś po nich jechał -,- To że ktoś woli np. ksiązki historyczne od fantasy to miłośnik historyki nie będzie JECHAŁ po książkach fantazy ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nie rozumiem czemu ktoś miałby nie jechać po czymkolwiek, skoro zauważył błędy czy głupoty? To że dzieło to podoba się tobie tak bardzo że przyjmujesz je bezkrytycznie, nie znaczy że nie wolno osobom o nieco swobodniejszym spojrzeniu nieżyczliwie go skomentować. I tu nikt nie jedzie po książkach dlatego że są z tego czy innego gatunku, tylko dla tego że to są złe.
      Fantasy ma to do siebie że łatwo wpada w charakterystyczne, robiące krzywdę szablony, typu cycate pinkne elfki, wielka bitwa dobra ze złem i tak dalej. Władca pierścieni miał to wszystko, jednak tak cudownie i naturalnie wkomponowane, sensowne, logiczne, że stał się jakoby biblią miłośników gatunku. Natomiast Eragon to kolejna kupa bazująca na niej oraz kilku innych dziełach lepszych. Niestety będąc z tych czy innych przyczyn fanem rzeczy kiepskiej, trzeba być przygotowanym na słuszną krytykę tej rzeczy. Ja na przykład bardzo lubię się samobiczować powieściami Guy N. Smitha, o którym wspomniano wyżej. Węże, Śmiertelny pierwiosnek, niesamowity Obóz, czy cykl Kraby, to są rzeczy na które marnuje swój czas. I jak ktoś kiedyś zrobi analizę którejś z tych powieści, to zamiast się pluć, zasiądę w pierwszym rzędzie z popcornem.

      Usuń
  19. Przepraszam bardzo, nazywasz to analizą? To jest przyczepianie się do pojedynczych zdań. Rozumiem, każdy ma swoją rozrywkę. Twoją jest hejtowanie ludzi którzy coś osiągnęli. Ale naprawdę, aż smutno mi się zrobiło, gdy doszedłem do słów "będzie orgia" i "greenpeace na pewno dobierze mu się do dupy". A to dopiero początek twojej "analizy". Tak właściwie, to analiza jest bardzo mądrym słowem, określającym działanie oparte na logicznym rozumowaniu. Pozwól, że uchylę ci rąbka tajemnicy. Używanie słów "będzie orgia" w analizie, podważa jej wiarygodność. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Przepraszam bardzo, nazywasz to analizą?" Ponieważ to JEST analiza, czy się to Tobie podoba, czy też nie. Cytuję: "Analiza krytyczna tekstu to z jednej strony omówienie jego zawartości, a z drugiej jego krytyczna ocena. (...) Nie sprowadza się ona do streszczenia wywodu autora i chociaż zawiera w sobie rekapitulację treści to jest ona uzupełniana o analizę i ocenę wartości poznawczej pracy."
      "To jest przyczepianie się do pojedynczych zdań." Taka jest forma tej konkretnie (i wielu innych) analiz. Poza tym, nie jest to "przyczepianie się" ("przyczepianie się" sugeruje, iż jest to działanie bezpodstawne, a książce i owym zdaniom nikt nie ma i nie powinien mieć absolutnie nic do zarzucenia, że są idealne, perfekcyjne i bez zarzutu), a analizowanie ich w kontekście i odniesieniu do całości serii.
      "Rozumiem, każdy ma swoją rozrywkę." Najwyraźniej jednak NIE rozumiesz, skoro się tak oburzasz i próbujesz obrazić Analizatorkę.
      "Twoją jest hejtowanie ludzi którzy coś osiągnęli." Tak, osiągnęli. Wydali szmirę. W dodatku, jak to już wcześniej zostało wspomniane, bazowaną na kilku sławnych, DOBRZE - w odróżnieniu od serii Paoliniego - napisanych książkach i "ubogaconą" litrami kiczu i patosu.
      "Tak właściwie, to analiza jest bardzo mądrym słowem, określającym działanie oparte na logicznym rozumowaniu. Pozwól, że uchylę ci rąbka tajemnicy. Używanie słów "będzie orgia" w analizie, podważa jej wiarygodność. :-)" A to niby dlaczego? Bo TY tak powiedziałeś? Spójrz jeszcze raz w definicję analizy i wskaż, proszę, gdzię jest napisane, że użycie słowa "orgia" w analizie automatycznie ją dyskwalifikuje.
      Tym niemniej, po części się z Tobą zgadzam; komentarze takie jak "będzie orgia" czy "greenpeace na pewno dobierze mu się do dupy"są w rzeczy samej dosyć mało konstruktywne, niewiele wnoszące i raczej czepialskie.
      Pozdrawiam,
      Q.

      Usuń
  20. Zero prób wczucia się w klimat. Drętwa, głupia i niedojrzała analiza, muszę to głośno powiedzieć. Trafiłem tu przez przypadek i żałuję.
    Pomijając infantylne teksty i nabijanie się z czyjejś pracy, to nie widzę sensu w tym działaniu. Równie dobrze można się tak nabijać z wielkich dzieł literatury. Wszystko można wyśmiać. Wszystko!
    A wiecie o co chodziło z tą "wonią mogącą zmienić losy świata?" Nie? To powiem. Wiatr niósł zapach jeźdźców, którzy wieźli jajo Saphiry. Wykrycie tego zapachu przez Cienia Durzę zmieniło sytuację jaja, a to, że jajo przepadło i trafiło do Erqgona, zmieniło sytuację świata.

    Moim zdaniem właściciel bloga powinien zająć się hejtowaniem teledysków na YouTubie, bo książki to dlań zbyt ambitne zajęcie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgadzam się z Tobą.
      Jakie " wczucie się w klimat", jeśli w ogóle go nie ma? "Eragon" w zamiarze autora miał być dojrzałą powieścią high fantasy, ale wyszło dzieło zakrawające o parodię, więc klimatu jako takiego nie ma.
      Po drugie- pod względem prawnym analizatornie mają sens bytu. Póki działające w nich osoby nie łamią praw autorskich, to mają pełne prawo do takiej działalności.
      Po trzecie- tzw" wielkie dzieła literatury", nawet jeśli się komuś nie podobają, to są na tyle logicznie zbudowane, że nie można się przyczepić. Za to "bestsellery" to z reguły nielogiczne gnioty, a z braku logiki można śmiało się nabijać. Jasne, co prawda drwienie z podtekstów seksualnych może wydawać się dziecinne.
      Po czwarte- uwierz mi, jeśli Paolini miał 15 lat ( albo i mniej) pisząc " Eragona:, to nie dziw się, że nikt nie bierze tej książki na serio, no może nie licząc Ciebie i jeszcze paru innych osób. No i wytropienie kogoś po zapachu to bardzo znana sztuczka, a najwyraźniej panie analizatorki uznały tą kalkę za zabawną.
      " Książki to dlań za ambitne zajęcie"? Nie chcę Cię dobijać, ale pisząc te słowa brzmisz jak jakaś 12 letnia dziewczynka ,która strzela focha, bo ktoś ma inne zdanie niż ona.

      Usuń