Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Najgłupszy - Dziewictwa księga druga część 2

wtorek, 27 marca 2012

Najgłupszy - Dziewictwa księga druga część 2

Tak jak podejrzewałam, nie wyrobiłam się z zanalizowaniem odpowiedniej ilości dzieła o Atlantydzie. Konwenty są bardzo absorbujące. ^^ Jeśli ktoś był na Pyrkonie w miniony weekend i widział brykającego wesoło i podśpiewującego kapitana Zee z Romantically Apocalyptic, to byłam ja.

No, ale przejdźmy do meritum, czyli ciągu dalszego przygód Eragona. W dzisiejszym odcinku poznamy między innymi nowego mentora Eragona - pedofila, wraz z Roranem wespniemy się na szczyt bzdurnego patetyzmu i przekonamy się, że można uczynić elfy jeszcze bardziej ciotowatymi. Enjoy!




WĄTEK RORANA

- Trzeba zabić żołnierzy - warknął Sloan.
- I co wtedy? Przyjdą nowi i w końcu utoniemy w morzu szkarłatnych tunik.
- Jak to: cóż nam po tym? Choć alabastrowe onegdaj tuniki zalśnią szkarłatem krwi naszej puszczonej z żył, honor nasz, godność i duma nasza opiewane będą przez bardów od ziemi naszej szczodrej, Alagaesii, przez lasy Lorien i Mordor złowrogi, na Realmowej Forgottni kończąc.

Gedric odprowadził go wzrokiem i dostrzegł Rorana.
- Chodź, wejdź, czekaliśmy na ciebie.
Roran splótł ręce za plecami, czując na sobie uważne spojrzenia.
- Jak mogę pomóc?
- Tak pomyśleliśmy... skoro Ra'Zacowie przybyli tu po ciebie, damy cię im. Oni będą mieli ciebie, my będziemy mieli spokój, a ty... no, ty nie będziesz miał już ŻADNYCH problemów.
Jakie to ludzkie. ^^

Obok grobów ułożono dziesięć trupów spowitych w białe całuny. Na każdej nieruchomej piersi spoczywała gałązka tojadu, a na szyi wisiał srebrny amulet.
Bogaci ci wieśniacy, skoro nawet nieboszczyków raczą srebrem.
A co mają z tym robić, wszędzie go pełno...

jęczała i zawodziłaś wraz z całą, pogrążoną w żałobie wioską.
Wcale nie! oO"
Nie wykręcaj się, przecież wszyscy widzieli!

W gardle wezbrała mu żółć z trudem opanował mdłości, nie chcąc wymiotować przed całą wioską
Rzygać na weselu - to jeszcze rozumiem, ale na pogrzebie?
Nietakt i brak wychowania.

Roran nigdy nie pragnął nikogo zabić, a jednak pozbawił życia więcej ludzi niż ktokolwiek w Carvahall.
Całych dwóch.
Się świntusz... świętoszek znalazł.

Roran policzył ich szybko; w sumie na plac przybyło czterdziestu ośmiu ludzi. - Jeśli każdy z was przez następną godzinę zetnie jedno drzewo, to może dostarczyć. Dacie radę?
No jasne, jakiś kwadrans i zaraz postawimy taki fort, że Fort Knox się w rzyci schowa.

- A co powiesz na jeżyny i dzikie róże? - wtrącił Darmmen. - Moglibyliśmy obłożyć nimi drzewa.
Będą absorbować smród wyprutych ludzkich bebechów.
Nie wspominając o walorach estetycznych.

Roranie Garrowssonie
Krewni i znajomi Thorgala Aegirssona.

Chwycił łopatę i natychmiast wbił w ziemię, z nadzieją że ciężka praca fizyczna przegna z jego umysłu wszelkie troski.
Powiedziałabym ci, jaka konkretnie praca fizyczna przegania wszelkie troski, ale za młody jesteś.

- Katrino, ukochana - powtórzył. - Ukochana. Nie mogę ci dać niczego poza mą miłością. Mimo to muszę spytać. Wyjdziesz za mnie?
- A co z tego będę miała?
W tym momencie Roranowi wszystko opadło...

Dolinę Palancar zasnuły wielowarstwowe, ciężarne chmury
*wyobraża sobie deszcz noworodków*

Kiedy przykucnął w błocie, promień słońca przebił się przez chmury i oświetlił strugi deszczu tak, że każda kropla rozbłysła krystalicznym ogniem.
I wioska stanęła w płomieniach.

Jego palce musnęły rękojeść miecza. Wyrwał go z kałuży i chlasnął dzierżącą ostrze dłoń żołnierza, odcinając kciuk. Przeciwnik spojrzał tępo na zakrwawiony kikut.
- Oto efekty nieużywania tarczy - powiedział.
- Owszem - zgodził się Roran i odrąbał mu głowę.
*nie skomentuje, bo tarza się po podłodze, wyjąc coś o odpowiednio spokojnym komentarzu w krytycznej sytuacji*

Roran tymczasem odturlał martwych żołnierzy w błoto poza fortyfikacjami. Zabiłem już pięciu, pomyślał.
Mój ty seryjny morderco na zlecenie jedyny... ^^
Nie natura a chęć szczera zrobi z ciebie bohatera. xD

WĄTEK ERAGONA

Pierwszego dnia po opuszczeniu Tarnagu Eragon nauczył się imion wszystkich strażników Undina.
Wymagało to zużycia całego jego intelektu. Aż biedaczysko dostało migreny.

Brzmiały one: Arna, Trfhga,
Tenfakewnl, Hefbwefb, Uewnkbgv i Omfg.
A teraz przeczytajcie to szybko pięć razy.

Shrrgnien - Eragon nie potrafił go wymówić, usłyszał jednak, że znaczy: Wilcze Serce
A Gwynbleidd potrafi wymówić? Znaczenie podobne...

Pośrodku każdej tratwy stała niewielka chatka.
Miasto na tratwach.

Gdy zapadł zmierzch, krasnoludy powiesiły się.

krasnoludy powiesiły w narożnikach tratew okrągłe lampy, rzucające czerwone światło
I tak założyli własną, nawodną wersję Dzielnicy Czerwonych Latarni.
Wiedzą, co dobre. xD

- Wiesz, jak je [lampy] robią? - spytał.
- Za pomocą zaklęcia
Bo jak nie można wymyślić na coś sensownego wyjaśnienia, to należy zwalić winę na magię.
Ej, gdzie się podziała moja czekolada?
*chowa Milkę za plecami z niewinną miną* Czary!

Eragon ściskał mocno nogami pozbawiony siodła grzbiet smoczycy Czuł, że twarde łuski ocierają się o jego penisa.

ujrzał trzy brązowe punkciki startujące ze zbocza poniżej i szybujące ku nim. Z początku Eragon wziął je za sokoły, gdy się jednak zbliżyły, uświadomił sobie, że zwierzęta mają niemal dwadzieścia stóp długości
Rzeczywiście, nietrudno było je pomylić z sokołami. oO"
Bo w tych górach wszystko mają wielkie. Szyszki...
...wilki...
...kozy...
...fiuty...
Ee, to chyba nie.

Głowę smoczycy otoczyła jaskrawobłękitna poświata, w której blasku podobne klejnotom łuski rozbłysły ogniście.
Poetycki niczem Homer.
Simpson.

Eragon dostrzegł, że z kostek krasnoluda przy wszystkich palcach prócz kciuków sterczą ćwieki z błyszczącej stali, długie na jakieś ćwierć cala.
- Co to? - spytał.
- Moja pieshczocha!

- To moje Ascudgamln... moje stalowe pięści. (...) Uzdrowiciel wprowadza cię w głęboki sen, żebyś nie czuł bólu. Wtedy wiercą. (...) Wiercą ci otwór na wylot stawów. (...) W każdym otworze montuje się metalowe gniazdo (...). Za pomocą magii uzdrowiciel goi rany i łączy kość z metalem. Gdy wojownik wyzdrowieje, może wkręcać w gniazda różne kolce i ćwieki.
Matrix! O_O
Jeszcze brakuje Neo, Trinity i tego, no... Morfeoosha.
A poza tym każdy powód jest dobry, by nie nazywać rzeczy po imieniu: bo pomijając przywiercanie do ciała, są to po prostu kastety.

Eragon nie mógł uwolnić się od wizji walki Ascudgamln. Mógłby bezkarnie uderzać absolutnie wszystko, łącznie z urgalami w zbrojach.
*parsk* Tak się rodzi uliczna hołota.

Ogień rzucał dość światła by móc dostrzec sylwetkę Saphiry
Ogień pomachał jej żarem.

- To nie postrzeganie - oznajmiła Arya. Przemawiała rozmyślnie powoli, by umysł Eragona zdążył przetrawić wszystkie informacje.
- Tttooo nnniiieee pppooossstttrzeeegggaaannniiieee - powtórzyła na wszelki wypadek.

Kiedyś, dawno temu elf Maerzadi miał przeczucie, że przypadkiem zabije w bitwie swego syna. Zamiast żyć spokojnie i czekać, popełnił samobójstwo, ratując syna i dowodząc, że przyszłość nie jest ustalona.
A wtedy syn z rozpaczy po stracie ojca rzucił się ze skały...
,,Oszukać przeznaczenie MLXIV."

Płynąca za jego tratwą Saphira wydźwignęła się z wody i wzleciała nad równinę. Po chwili zamieniła się w maleńki punkcik na lazurowej kopule nieboskłonu.
W OGÓLE nie rzuciła się nikomu w oczy, przecinając całe niebo.
Miszczyni dyskrecji. Przypomnijmy, że nikt postronny nie może się dowiedzieć o istnieniu Szafirki.

Co widzisz? - spytał.
Olbrzymie stada gazeli na północy i wschodzie, na zachodzie Pustynię Haradacką. To wszystko.
A oprócz tego dwa sąsiednie kontynenty i mnóóóstwo wysep.

[Eragon miał kolejny napad bólu swojej osobistej Blizny]
Próbowałam wyciągnąć cię z twojego ciała do mojego
Czy tylko ja mam włochate myśli?

- Jak mogę przejść szkolenie? - spytał cicho. - Jak mam walczyć, posługiwać się magią? Jestem jak stłuczone naczynie. - Jego twarz wyglądała w tej chwili bardzo staro.
Uci kuci, naści chusteczkę. Jakież z ciebie biedniątko, plecki cię bolą, ajajaj.

Czekam zatem i w każdej chwili obawiam się, że jeśli podniosę coś ciężkiego albo wyciągnę rękę w złą stronę, ból powróci. Moje własne ciało jest teraz moim wrogiem.
Nigdy nie miał okresu.

Życie to zarówno ból, jak i rozkosz. Jeśli taka jest cena, jaką musisz zapłacić za godzinę radości, czy to zbyt wiele?
Tak - warknął.
Rozpieszczony bachor.
Ja cię nauczę bólu... *szuka kluczy do sali tortur*
Schowaj się Muza, ty perwersie jeden ty.

Arya spojrzała na niego. Eragon popatrzył elfce w oczy i coś drgnęło gwałtownie w jego wnętrzu. Zarumienił się, nie wiedząc czemu. Nagle poczuł się z nią związany; miał wrażenie, że Arya rozumie go lepiej niż ktokolwiek prócz Saphiry. Reakcja ta kompletnie go zaskoczyła, bo nigdy wcześniej nie czuł nic podobnego.
Zabujał się! ^______________^
No nie, od teraz będziemy mieć do czynienia z romansidłem. T_T

- Oto Moldun Wyniosły, ostatnia prawdziwa góra, jaką ujrzymy podczas tej podróży
Reszta to chińskie podróbki.

- Czy elfy także używają rogowych łuków? - spytał. (...)
- My wyśpiewujemy nasze łuki z drzew, które już nie rosną - odparła i odeszła.
*parsk*

Arya odmówiła zaproponowanego jej wierzchowca.
- Nie wrócę do kraju moich przodków na grzbiecie osła - oznajmiła. Thorv zmarszczył brwi.
- Jak dotrzymasz nam kroku?
- Pobiegnę.
*parsk!*

Dla śmiertelników puszcza była niebezpiecznym miejscem, pełnym niezwykłej magii i osobliwych stworzeń.
Jakżeby inaczej.
Elfy po prostu MUSZĄ mieszkać w wielkich, starych, mrocznych i tajemniczych puszczach.

WĄTEK ERAGONA

od chwili ozdrowienia nie próbował dotknąć umysłu elfki. Było to niezwykle osobiste przeżycie. Za każdym razem, gdy sięgał do świadomości innej osoby, miał wrażenie, jakby ocierała się o nią jakaś część jego nagiej duszy. Rozpoczynanie czegoś tak intymnego bez zaproszenia wydawało mu się grubiańskie i nieuprzejme
Zawsze przed zgwałceniem trzeba zapytać o zgodę lub przynajmniej uprzedzić o zamiarach.
*dusi się ze śmiechu*

- Natomiast elfy nie przypominają innych ras.
Mają czułki.

Krasnoludy także żyją długo, są jednak płodniejsze niż my i nie podzielają naszych zahamowań oraz upodobania do perwersyjnych igraszek. Hi, hi!

Najpierw wyjaśniła, że gdy jeden elf spotyka drugiego, zatrzymują się i unoszą do ust dwa palce na znak, że: Podczas naszej rozmowy nie zniekształcimy prawdy.
To nie przywitanie, tylko jeden pyta drugiego, czy ma fajki.

- W naszej kulturze nikt nie stoi wyżej niż smok. Nawet królowa nie ma nad tobą władzy. Możesz robić i mówić co zechcesz.
- Nawet pierdzieć na przyjęciach?

- Pytasz, co mnie niepokoi, Eragonie? Naprawdę chcesz wiedzieć? Zatem powiem ci. - Jej głos zabrzmiał miękko niczym ostowy puch unoszony z wiatrem.- Boję się.
Dont łory, Aryja! *śpiewa* Łen de stars goł blajnd end de darknes start to flod jor ajs, łen jor drims giw ap...
AJ ŁYL KERY JU, KERY JUUU!


- Słyszałem, że ludzie mają dziesięć palców u nóg. Czy to prawda?
- Bujda! - odparł stanowczo Eragon, machnąwszy rozwidlonym ogonem zwieńczonym różowymi piórkami.

- A wy nie?
Krasnolud pokręcił głową.
- Nie, mamy siedem u każdej stopy. Takimi właśnie stworzył nas Helzvog. Pięć to za mało, sześć pechowa liczba, ale siedem... Siedem jest akurat.
To się nazywa: sztuczne urozmaicanie na siłę.

Elfy zeskoczyły z drzew i uścisnęły Aryę, śmiejąc się radośnie czystymi, dźwięcznymi głosami. Chwyciły się za ręce i zaczęły tańczyć w krąg niczym dzieci, śpiewając wesoło i wirując w trawie.
La, la, la-la-la, to jest smerfów świat!
Elfy to oszołomy. oO"

Znając Aryę, nigdy nie sądził, że elfy lubią czy nawet umieją się śmiać. Był to cudowny dźwięk, przypominający harfy i flety
- Cześć, elfie, jak masz na imię?
- Fiiiiuuu, fiurulululu, plum, plum.

Eragon usiadł obok Saphiry, ciesząc się, że może odpocząć i obserwować elfy. Choć nie było wśród nich kobiet, ich twarze przypominały oblicze Aryi: delikatne usta, wąskie nosy i wielkie, skośne oczy, błyszczące pod prostymi brwiami. Reszta ciała także była harmonijnie zbudowana wąskie ramiona, smukłe ręce i nogi.
Zboczeńcy i transwestyci. Trzymałabym się z daleka.
Jak transwestyci, to pokrewne zainteresowaniom Eragona! xD

Uważała też użycie podobnie intymnej formy kontaktu w zwykłych rozmowach za zbyt nachalne.
Dotykanie kolan i macanie się po tyłkach nie wchodziło w rachubę.

Eragon przyprowadził Śnieżnego Płomienia i przekazał opiece Thorva ogiera, jego siodło i zestaw do pielęgnacji.
Kolorowe spinki do grzywy i ogona, wazelinę, różowy lakier do kopyt...

- Czy wszystkie wasze łodzie budujecie tak samo?
- Poza największymi - odparł Nari, zajmując miejsce na dziobie. - Te wyśpiewujemy z najlepszych cedrów i dębów.
Falalala, drzewko moje złote
Falalala, mam wielką ochotę
Falalala, na nowy mebelek
Falalala, urośnij w zydelek!

Wyśpiewywać łodzie z drzew... wyśpiewywać. Nie no, lol, brak mi słów.

W ten sposób unosił się na chłodnych wodach jeziora, zagubiony w fantastycznych światach ukrytych pod powiekami.
Ach... ta poetyckość...

WĄTEK RORANA

Roran reagował zdumieniem na swój nowy, niezwykły autorytet, póki w końcu nie pojął, że stanowi on owoc podziwu, szacunku i może nawet strachu wywołanego przez śmierci, które zadał.
Od zera do bohatera.

Ludzie zaczęli nazywać go Roranem Młotorękim.
To ciekawe, jak by mówili na Eragona. Między-nogo-smoki?
Nie, raczej Od-łusek-obtarty-fiutek.

Zza skąpanego w blasku świec stołu dobiegały go głosy kobiet i mężczyzn.
Nie było to nic szczególnego, przeważnie przeciągłe ,,ooochy!" i ,,aaachy!"

Teraz pojął, że będzie musiał przekonać rzeźnika tak jak wszystkich innych. Zmusił się zatem do ugodowego tonu.
- Tam nie jest tak źle. Pomijając krwiożercze bestie z zębami długimi na dwa łokcie, drapieżne rośliny pożerające ludzi jednym kłapnięciem szczęk i ponurych, wiecznie wściekłych czarnoksiężników jest całkiem znośnie.
Tylko komarów, cholibka, mnóstwo.

Choć Roran usilnie starał się powstrzymać uczucia, do oczu napłynęły mu łzy. - Tu chodzi o dzieci! - krzyknął z gniewem.
Ech, kolejny, któremu tylko jedno w głowie.
I nie chodzi o jedzenie.

- Skąd wezmą dość jedzenia, by przetrwać tam kilka tygodni? (...)
Roran rozłożył ręce.
- Jeżeli wszyscy pomożemy, to wystarczy im jedzenia.
Melduję, że przeczytałam ,,pomrzemy".
I właściwie dopiero wtedy miałoby to sens... Mięsko!

- Wymówki! Usprawiedliwienia!
- Nie mam, psorze... pies mi zjadł - burknął Roran, wpatrzywszy się w czubki swoich trampek.

- Nie musisz w nim uczestniczyć - przypomniał Horst.
- I nie zamierzam - odparł Sloan. - Jeśli chcecie, zróbcie to, ale ani ja, ani nikt z mojej krwi nie postawi nogi w Kośćcu, dopóki w moich kościach wciąż jest szpik.
To się da załatwić... Muza!
*biegnie, dźwigając naręcze skomplikowanej aparatury własnej roboty do odsysania szpiku*

Horst pochylił się wsparty na łokciach i splótł grube palce w warkoczyk.

- Jak zatem możesz oczekiwać, że zrobię coś, czego ty nie potrafisz?! - krzyknęła. - To moja cena. Ani złoto, ani klejnoty, ani piękne gładkie słówka nie zastąpią tej przysięgi. Jeśli nie kochasz mnie dość mocno, by także uczynić ofiarę, Roranie Młotoręki, to odejdź, bo nigdy więcej nie chcę oglądać twej twarzy.
*zbliżenie na sfrapowaną minę Rorana*
*durna muzyczka* ,,Moda na sukces", odcinek 648 274 347 285.

Katrina opadła na krzesło, wciąż sztywno wyprostowana.
To jak usiadła, skoro taka sztywna?
Denatka! Świeża denatka! Chodźcie szybko, bo ostygnie!

Po minucie przekręcił się na bok, wstał, ubrał się i pomaszerował do kuchni. Tam ukroił sobie pajdę chleba, posmarował twarogiem i wyszedł na werandę podziwiać wschód słońca.
Tak lekki...
*szept* Almette...
Tak puszysty...
*szept* Almette...
Almette... puszysty smak wsiury.

Po raz pierwszy tego dnia wieśniacy umilkli, ucichły nawet osły.
I rozdziawiły szeroko pyski.
Musiało to wyglądać komicznie.

Sloan sięgnął po Katrinę, lecz Roran zagrodził mu drogę, wyraz twarzy miał równie twardy jak zatwardzenie, nie dające mu wygodnie usiąść od wielu dni.

W tym samym momencie Roran ryknął i z całej siły uderzył rzeźnika (...) W końcu Sloan wyszeptał:
- Zawsze tak jest, że ci, którzy są najbliżsi naszemu sercu, potrafią zadać nam największy ból. Nie dostaniesz ode mnie posagu, żmijo, ani spadku po matce. - Płacząc, odwrócił się i umknął do swego sklepu.
- Buuuhuhuhu, Lolan mnie udeeezyyył!

Bardzo żałował, że wcześniej nie uprzedził Sloana o ich zaręczynach. Żałował, że nie mogli wspólnie uczynić wszystkiego, by uchronić Katrinę przed imperium.
Całe imperium sprzysięgło się przeciw Katrinie, by nie mogła poślubić Rorana.

Roran zmarszczył brwi.
- Wolałbym, żeby mnie obgadywano, niż to, że mam pod domem tych wszystkich bezcześcicieli.
Zdenerwuję się nie na żarty, jak jeszcze raz zobaczę słowo ,,bezcześciciel".
Jak Pałolini pozna jakieś nowe słowo, chwali się nim na prawo i lewo, i na skos.

Gdy ukończyli fortyfikacje, obóz nabrał już kształtu: siedemnaście wełnianych namiotów, siedem pluszowych chatek i dwa baseny z piłeczkami.

zauważył twardy błysk w oczach kobiet
Niezła wioska, wszystko mają tam twarde.
No czy ja wiem...
Zbok.

- Dołożysz wszelkich starań, żeby zabić Ra'zaców i pomścić mojego ojca, prawda? Sam bym to zrobił, ale mama twierdzi, że muszę pilnować braci i sióstr.
- Jeśli zdołam, przyniosę ci ich głowy - obiecał Roran.
- Gites! - ucieszył się chłopiec. - Będę miał piłki!

Pierś Nolfavrella napięła się dumnie.
Niestety, nie była zbyt rozciągliwa i rozerwała się na dwoje.

- Będę jej strzegł, dokądkolwiek pójdzie. - Nagle oklapł
Ja wcale nie mam skojarzeń.
Ani ja.

- Cieszę się, że już ci lepiej. - Roran uścisnął ją, próbując jednym dotknięciem przekazać całą swą miłość i podziw.
Jezus się znalazł.
Kolejny...? *znudzona*

- Roranie. - Wyraz jej delikatnej twarzy był twardy jak skała.
Mówiłam, że wszystko tam mają twarde!
Hmm, nadal mam wątpliwości. Niedawno komuś oklapł...

- Widywałam mężczyzn, którzy obdarzali swym uczuciem młode panny równie lekko, jak chłop karmi ziarnem kury. Panny wzdychały, płakały i wierzyły, że są dla nich kimś wyjątkowym. Lecz dla owych mężczyzn były wyłącznie przelotną zabawką. Zawsze zachowywałeś się godnie i honorowo, Roranie. Lecz ogień w lędźwiach może zamienić nawet najrozsądniejszego człeka w oszalałego głupca bądź przebiegłego, złośliwego lisa.
Boru Zielony, ogień w lędźwiach... xD
I kisiel w majtkach?

Nie ma sreber, pościeli, obrusów, koronek, futra z norek, biżuterii, Merca, niczego potrzebnego do prowadzenia domu.

nasłuchiwał (...) szeptu i pieszczot wiatru na framudze okna
Ach, jakie skojarzenia... coś się będzie działo. ]:>

Patrzył, jak haczyk nad klamką unosi się i drzwi przesuwają powoli z cichym zgrzytem protestu. Na moment zamarły, do środka wśliznęła się ciemna postać, drzwi zamknęły się i Roran poczuł falę włosów muskającą mu twarz, a także usta jak płatki róży. Westchnął.
Katrina.
Rozdziewiczyyyła gooo!
Wrau.

Gdy żołnierz zbliżył się ze sznurem do Rorana, Katrina znów krzyknęła i skoczyła na napastników, gryząc i drapiąc jak szalona. Jej ostre paznokcie rozdzierały skórę, strużki krwi oślepiały przeklinających w głos żołnierzy.
Ostrrra.

Roran opadł na kolano, chwycił z podłogi młot, po czym dźwignął się zaparł mocno i z głośnym rykiem zamachnął nad głową.
Po chwili stwierdził, że rozłupał Katrinie czaszkę na miazgę.

Żołnierze rzucili się na niego, próbując go pokonać samą masą; bez skutku.
Spróbujcie ciężarem, jak nie podziała to grawitacją, ewentualnie przyspieszeniem.
Ja bym jeszcze wypróbowała ruch prawie jednostajny posuwisty.
MUZA, ZBOKU!

Przyzywając na pomoc całą swą energię, Roran pierdnął potężnie.

- Hej, kto idzie? - Pozostali wartownicy zeszli ze swych stanowisk wzdłuż umocnień i zgromadzili się wokół zamordowanego ziomka.
- Ale mu dojebali.
- Masakra normalnie.
- Daj bucha, zią.

A dlaczego nas pokonali? Dlatego że wy macie mniej rozumu niż mój giermek!
Ale mu powiedział!

Żołnierze także się rozkaszleli. Klnąc głośno, przycisnęli do nosów rękawy i chustki.
Perfumowane olejkiem różanym.
- A fe - powiedział rycerz.

Gdy jednak wystąpił naprzód, krew zatętniła mu jednocześnie w głowie i w zranionym ramieniu, ziemia zniknęła w rozbłysku światła i stracił świadomość.
Teraz dla odmiany Roran omdlewa na koniec każdego rozdziału.
Ale kilka chyba pominęłyśmy... łee, nie chce mi się liczyć.

WĄTEK ERAGONA

elfy nie były ludźmi. Poruszały się za szybko, zbyt płynnie, jak na zwykłe istoty z krwi i kości.
Bo elfy są z gumy i silikonu.

- Powiedz mi, Eragonie-finiarelu, o czym w tych mrocznych czasach śpiewacie wy, ludzie? Pamiętam poematy i pieśni, jakie słyszałem w Ilirei, sagi o waszych dumnych królach i możnowładcach. Było to jednak bardzo dawno temu i te wspomnienia zwiędły w mej głowie niczym jesienne kwiaty. Jakież nowe dzieła stworzyli ludzie?
Eragon odchrząknął.
- Szłaaa dzieweeeczka do laseeeczka, do zielonegooo...


Teraz rządzi nami Islanzadi, jego małżonka.
A imię takie ma, ponieważ...
...ma wielki zad.

Eragona zalała fala gorąca, krew napłynęła mu do twarzy niczym parzący roztopiony łój.
Momentalnie na jego czole i policzkach zakwitło mnóstwo pryszczy.

- Nasze historie mówią jedynie, że jego ojczyzna leżała daleko na południu, poza Beorami. A opuścił ją z powodu wojny i głodu.
Eragonowi nagle przyszła do głowy fascynująca myśl.
- Zatem gdzieś jeszcze mogą istnieć kraje, które być może pomogłyby nam w walce z Galbatorixem!
Murzyni się ucieszą.

Wkrótce zjawiła się Arya. Przez chwilę przyglądała się białozorowi, potem naciągnęła cięciwę, wycelowała i trafiła go idealnie w pierś. Z początku Eragon sądził, że uczyniła to dla mięsa, elfka jednak nawet nie próbowała podnieść ptaka ani strzały.
To jest ta, co kocha zwierzęta, jakby się kto pytał.

- Nigdy nie proś elfa o pomoc. Może uznać, że lepsza będzie dla ciebie śmierć. Co ty na to?
Jak na lato.
Eragonowi wszystko jedno, i tak chodzi mu tylko o przelecenie Aryi.
Czym niby?

WĄTEK ERAGONA

Choć Eragon wciąż czuł zmęczenie po poprzednim dniu, zmusił się do wstania przed świtem, chcąc przyłapać śpiące elfy.
Zbok!

Stało się to dla niego pewnego rodzaju grą wstępną.
Zaliczanie śpiących elfów?

Eragon sapnął, dźwigając swój [pakunek] - był dwukrotnie cięższy niż ten, który zwykle niósł, wędrując pieszo.
Jakbyś codziennie zapierdzielał do szkoły dźwigając na plecach 10 kg inaczej byś śpiewał...
Naprawdę 10. Ważyła.

Co za bzdury.
Ta myśl nie opuszcza mnie od 188 stron.

Ciszę rozdarł srebrzysty czysty śmiech przypominający trele drozda.
Zdumiony Eragon odwrócił głowę i zobaczył Aryę. Po raz pierwszy słyszał, jak się śmieje
Jak robi elf, gdy się śmieje? ,,Ćwir, ćwir, ćwir!"
Świr.

Saphira czekała już tam na nich. Była pochłonięta chwytaniem ryb na płyciźnie, zanurzywszy swą trójkątną głowę w wodzie.
Trójkąt rozwartokątny czy równoboczny?
Jeśli ten pierwszy to Saphira jest najszpetniejszym stworzeniem jakie widziałam.

Eragon uścisnął jej szyję - starannie unikając ostrych kolców
- Papa, kaktusiku, będę tęsknić.

- Eragonie! (...) Eyddr eyreya onr! Opróżnij uszy!
Woskowina ci leci!

Eragon patrzył na poruszające się usta Aryi
W pewnym momencie zaskoczył, że wymawiają najgorsze przekleństwa pod jego adresem.

Nasze saturnalia, nasze zabawy, są dla śmiertelników niebezpieczne.
- Czemu?
- Powiedzmy, że nasze igraszki mogą się niektórym wydać trochę nazbyt perwersyjne.

- Chodzi o to, by zapewnić lasowi zdrowie i płodność.
Viagra dla każdego.

Jakby dla podkreślenia jej słów, ptaki, jelenie, wiewiórki szare i rude, pasiaste borsuki, lisy, króliki, wilki, żaby, ropuchy, żółwie i wszystkie inne zwierzęta w pobliżu zaczęły pędzić szaleńczo naprzód do wtóru kakofonii jęków i krzyków.
- Szukają partnerów - wyjaśniła Arya.
o_O"
Luuudzie, takie rzeczy to występują w filmach typu ,,Dzwoneczek", gdzie wróżki malują biedronki,  budzą zajączki na wiosnę, rzeźbią płatki śniegu i tego typu duperele. A tu, w tej mhrocznej jak dupa Maryny, epickiej trylogii fantasy, losy całej przyrody zależą od elfów - bez ich rozkazu zwierzaki by się nie bzykały, śnieżek by nie padał, a żuk gnojarz zesrałby się z nudów i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Ratunku. 

Znalazłem się w krainie czarów, pomyślał [Eragon], splatając ręce na piersi.
Zdecydowanie nie jest to Kansas.

- Na moją brodę i topór, nie życzę sobie, by wbrew mej woli ktoś próbował zmusić mnie do seksu za pomocą magii.

Saphira. W jej oczach lśniło dziwne światło. Zadrżała i wyprostowała nogi, dysząc przez rozchylone szczęki.
Ten las - powiedziała. - On żyje. I ja żyję. Moja krew płonie jak nigdy dotąd. Płonie tak jak twoja, gdy myślisz o Aryi. Ja... rozumiem.
Eragon położył dłonie na jej ramieniu, czując wstrząsające smoczycą dreszcze. Jej boki wibrowały, gdy mruczała do wtóru muzyki. Wbiła w ziemię ostre szpony, mięśnie napięły się i zacisnęły w potwornym wysiłku zachowania bezruchu. Koniuszek ogona skręcał się, jakby zaraz miała rzucić się do ataku.
Smoczyca jest po prostu rrrozpalona.
A tu żadnego smoka, tylko popierdółka Eragon...

Znów jestem sobą. Ale to co czułam... Zupełnie jakby świat urodził się na nowo, a ja pomagałam go tworzyć ogniem w moich członkach.
Saphira ma członka!
A nawet kilka!!!

Jak się czujesz? No wiesz, w środku?
Potrzebuję czasu, by zrozumieć to co przeżyłam.
Orgazm to szokujące przeżycie.

Nawet jeśli z wykradzionymi przez Galbatorixa jajami się nie uda
Dlaczego mam skojarzenia?

Ziemię porastały gęste kępy kwiatów, od różowych róż, fioletowych fiołków, żółtych żonkili i amarantowych ambrozji.
Nie zwracajcie uwagi na to, że ambrozja nie jest amarantowa.

Mchy i żółte porosty pokrywały dach i zwisały nad wysadzanymi klejnotami oknami, umieszczonymi w każdej ze ścian.
Nawet w leśnych chatkach ,,wyśpiewanych z drzew" nie mogło zabraknąć, kurwa, klejnotów.
Ech, ta chciwość.
Warto także przypomnieć, jak wszystkim jest potwornie ciężko w tych straszliwych czasach wojny.

Wszystkie odznaczały się delikatną, zwiewną urodą
Eragon dmuchnął i elfki jak jeden mąż okrutnie oszpetniały.

Mężczyźni byli równie urodziwi, mieli wysoko osadzone kości policzkowe, pięknie rzeźbione nosy i ciężkie powieki.
Eragon się tak zachwyca, bo gej.

Dotknął palcami ust w powitalnym geście.
Elfy jednocześnie się pokłoniły. Potem uśmiechnęły się i zaśmiały, nie krępując radości. Jedna z kobiet zanuciła:
Gala O Wyrda brunhvitr Abr Berundal vandr-fódhr, Burthro laufibladar ekar undir, Eom kona dauthleikr...
Co znaczyło: ,,Boru wielki a zielony, widział kto większego chłopka-jełopka? Bo ja nie...

Arya wędrowała brukowaną ścieżką wykładaną kawałkami zielonego turmalinu
Znowu...
Może tak: http://pl.wikipedia.org/wiki/Turmalin

Elfy tańczyły wokół ich grupy, wirując w piruetach, śmiejąc się w głos, a czasem wskakując na gałęzie i przebiegając im nad głowami.
Wydurniały się, jednym słowem.
Jackass?

wzdłuż każdej ze ścian ustawiono dwanaście foteli.
Zasiadało w nich dwadzieścia czworo elfich panów i dam
Po dwóch na każdym fotelu.
Orrrgia! Te elfy to niezłe rozpustniki i perwersy.

Byli piękni, o (...) bystrych mądrych oczach, lśniących z podniecenia.
*padła*

W odróżnieniu od innych elfów ci nosili u pasów miecze o rękojeściach wysadzanych brylantami, szmaragdami, szafirami (czerwonymi), jaspisami, jadeitami, cyrkoniami, bursztynami, ametystami, malachitami i granatami

królowa Islanzadi. Była piękna jak jesienny zmierzch, a jednocześnie szpetna jak czarna noc listopadowa. Notabene - noc jesienna.

Tuż obok jej lewej ręki stała zakrzywiona różdżka z grawerowaną poprzeczką, na której przysiadł śnieżnobiały kruk
Pałolini powinien napisać poradnik ,,Jak opisać wygląd najprostszych przedmiotów, używając co najmniej pięciu słów i żeby to brzmiało du(m/r)nie".

[kruk] Na widok Eragona przekrzywił głowę i zmierzył go przenikliwym spojrzeniem, po czym zakrakał cicho i wrzasnął: „kurwa!”.
Eragon zadrżał, czując siłę kryjącą się w tym słowie.

Islanzadi wstała i gdy ruszyła w ich stronę, płaszcz powiewał za nią. Zatrzymała się przed
Aryą (...)
- O moja córko, jakże cię skrzywdziłam!
(...) Eragon (...) odczuwał wyłącznie szok. Arya to księżniczka!
Mnie to jakoś nie dziwi.
Chyba bardziej bym się zdziwiła, gdyby okazała się matką Eragona.

- Islanzadi Dróttning - powiedziała oficjalnym tonem Arya. Królowa cofnęła się jak oparzona.
Bo Arya powiedziała: ,,Islanzadi Dziwka".
To imię samo w sobie jest... dziwne. xD

- Odkąd zniknęłaś, prawie nie spałam i nie jadłam. Prześladowała mnie myśl o twym losie, lękałam się, że nigdy cię już nie zobaczę. Odprawienie cię z dworu było największym błędem mego życia.
Skoro tak bardzo się martwiła o córuchnę (jak można później przeczytać - przez 70 lat), to po kiego ją wyrzucała?
Może miała PMS. Swoją drogą: wiesz, czemu kobieta z PMS'em dwa razy gotuje wodę na herbatę?
Nie. Czemu?
BO TAK!

Biały kruk podskoczył na swej poprzeczce.
- Na drzwiach wyryto mądrość tę, tradycję rodu, światła skrę, co prosto brzmi: Kochajmy się!
Tyle to i Mickiewicz wiedział.

- Witaj w Ellesmerze, Saphiro. A twoje imię, Jeźdźcze?
- Eragon Cieniobójca, Wasza Wysokość.
Skrooomność...

- Potężne nosisz imię - rzekła cicho. - Imię, które rzadko nadajemy naszym dzieciom.
No mnie by było wstyd nazwać syna Cieniobójca.

Czuł na sobie niepokojąco przenikliwy wzrok królowej, badający, analizujący.
To nie królowa, to tylko ja.
I ja. I paręnaście czytających to koiet i męszczyzn.

- Nie ma w tym twojej winy i boli mnie, że muszę głośno o tym mówić, winieneś jednak zrozumieć powagę swego kalectwa.
Ciężki przypadek debilizmu i marysuizmu to za dużo.
Powiedziała, wyjmując kaftanik bezpieczeństwa.

[mowa o jakimś trunku]
- Co to jest? - spytał Nariego. Elf wybuchnął śmiechem.
- Faelnirv? Destylujemy go z jagód czarnego bzu i promieni księżyca W razie potrzeby silny mężczyzna może podróżować trzy dni, nie żywiąc się niczym innym.
Żule z mojej wsi na zwykłym jabolu potrafią z tydzień pociągnąć...

Prócz bochnów gorącego chleba i piramid małych, okrągłych miodowych ciastek, wszystkie inne potrawy przyrządzono wyłącznie z owoców, jarzyn i jagód. Jagody stanowiły główny element - znajdowały się we wszystkim, od zupy z czarnych jagód, poprzez sos malinowy, po galaretkę jeżynową. Obok ciasta z grzybami z farszem ze szpinaku, tymianku i porzeczek stał półmisek pokrojonych w plastry jabłek, oblanych syropem i obsypanych poziomkami.
A chipsów nie było?
Tragiczna impreza.

Ulotna muzyka harfy wzdychała i szeptała na skraju jego słuchu, wywołując dreszcze podniecenia.
Coś jak oglądanie pornosa z samym dźwiękiem, bez obrazu?
Nie, to tylko tobie wszystko się kojarzy.
Nieplawda. ^^

- Jest późno, czuję zmęczenie i chcę wrócić do mej altany. Saphiro i Eragonie, zechciejcie mi towarzyszyć, a pokażę wam, gdzie możecie spędzić dzisiejszą noc.
Trzeci karton po lewej.

- Lepiej idźcie za królową młodzieniaszki tutejsza władczyni nie przepada za głupcami i spóźnialskimi.
- Miło było cię poznać, Maud. - Eragon skłonił się
- Która godzina?
- Nie, ja nie lubię sajgonek.

dotarła do podstawy drzewa. Wokół pnia biegły lekkie schody wznoszące się spiralą ku serii kulistych pomieszczeń podtrzymywanych w koronie drzewa przez rozłożyste gałęzie.
Mnie się to ewidentnie kojarzy z architekturą Telvanni w Morrowindzie. PLAGIAT!
Jak dla mnie za bardzo się bulwersujesz, ale... co fakt, to fakt.

W zewnętrznej ścianie ział otwór w kształcie Izy, trochę jednak przypominał Monikę i miał w sobie coś z Kasi.

Eragon przyjrzał się ścianom po obu stronach otworu. Lekko obmacywał abstrakcyjne wzory obrazujące takie pozycje, że aż włosy na ... plecach dęba stawały.

Nagi do rosołu, usiadł na łóżku i zadzwonił pod 0-700.

Eragon przykrył się puchową kołdrą.
Różową. ><" *poszła walić głową w ścianę*
Bardziej sfrustrowało ją tylko pewne fantasy na forum literackim, gdzie w tolkienowskim świecie krasnolud otwiera... lodówkę. I to nie była parodia.

Witajcie, Saphiro Bjartskular i Eragonie Cieniobójco. Ja, Bellaen z rodu Miolandry, pokornie proszę Cif, Saphiro, bo Vanish mi się skończył.

Schrupała jednak kilka pełnoziarnistych ciastek.
Bo pełne ziarno jest promowane w reklamach.

trzy pary skarpet tak miękkich, że gdy zważył je w dłoniach, przelewały się przez palce niczym woda.
Eragon mizia skarpety. xD

- Spałem jak kamień. - Krasnolud zachichotał, zadowolony ze swojego dowcipu
Łohihihi. Ależ to było zabawne.
Ha, ha.

U stóp drzewa czekała już Islanzadi, otulona w płaszcz ze wzburzonych łabędzich piór. Ten widok przywodził na myśl śnieg usypany nad piersią kardynała.
Nie wiem, co ma piernik do wiatraka.
To, że wiatrak może się spierniczyć, a piernik nie może się zwiatraczyć.

Znam to miejsce, uświadomił sobie nagle, wspominając wizje Togiry Ikonoki.
Łup.
Powietrze zadrżało, poruszone siłą uderzenia.
Łup.
Kolejny tępy huk sprawił, że Eragon zaszczekał zębami.
Łup.
Wepchnął palce do uszu, chroniąc je przed bolesnymi uderzeniami ciśnienia. Elfy stały bez ruchu
Łup.
Koniczyna pochyliła się, poruszona nagłym, gwałtownym powiewem
Łup.
Spod krawędzi urwiska wynurzył się olbrzymi złoty smok z Jeźdźcem na grzbiecie.
No ale czemu złoty?
To miał być punkt kulminacyjny, a ty pytasz, czemu smok jest złoty!
Bo to nuuudneee... mógłby być różowy, byłoby chociaż śmiesznie.

3 komentarze:

  1. O boru, analiza genialna po prostu, naprawdę poprawiłyście mi humor dziewczyny ^^
    Szczerze, "Najgłupszy" jest chyba najgorszą książką jaką czytałem, podziwiam was za to że dałyście radę zanalizować to dzieUo. :P

    Pozdrawiam,
    Zelaznostopy

    OdpowiedzUsuń
  2. Macie dostęp do tego forum literackiego z futurystycznym światem Tolkiena?

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi się seria podobała ( wspomnienie z dzieciństwa i niezła inspiracja do pisania tam jakichś swoich rzeczy) ale uśmiałam się jak nigdy XDD I teraz ciągle torturuję tym koleżankę. Genialne. Genialne. XD

    Podpisano:
    Fiu fiururu plum plum. XDDDD

    OdpowiedzUsuń