Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Cudowne Dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 3

wtorek, 17 kwietnia 2012

Cudowne Dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 3

Meldujemy posłusznie, że postępów technicznych i pisarskich na Atlantydzie brak. Za to Majonez okazuje się nie być tym, za kogo go uważaliśmy, gołębie wydają się być jedynymi stworzeniami, których boi się jednorożec, a Meihna w dalszym ciągu boi się wszystkiego, tylko nie tego, czego powinna. Enjoy!




— ...Chodź ze mną... — Zjawa uniosła się lekko w powietrzu, odpłynęła wdzięcznym ruchem przed siebie i już po chwili została po niej tylko błękitna poświata. Meihna stała chwilę oniemiała. Nie musiała się śpieszyć, wiedziała, gdzie duch chce ją zaprowadzić.
A wiedziała, bo miała Przeczucie.

Ruszyła wolno, przesuwając się niepewnie wzdłuż ściany, cały czas oczarowana tym wszystkim, co się naokoło niej dzieje.
Jakby jeszcze ktoś miał wątpliwości, to wytłumaczę: dziewczę dostaje histerii na widok modelu układu słonecznego, ale gdy w środku nocy widzi ducha, jest oczarowana.

Meihna czuła na sobie spojrzenie stojących nieruchomo posągów, nie wiedząc, czy są one życzliwe, czy może zioną w jej stronę kamienną nienawiścią. Z oczu posągów trudno jest cokolwiek wyczytać, są niedostępne dla zwykłego śmiertelnika. A jednak czasami, gdy wokoło panuje niczym niezmącona cisza, można wyczuć na sobie ich wzrok.
Ale tylko wtedy, gdy się cierpi na poważne zaburzenia psychiczne.
Czuję się w tej chwili pouczana przez aŁtorkę. Traktuje czytelnika jak dziecko, któremu trzeba co chwilę coś wyjaśnić, przerywając właściwą opowieść.

Kiedy Meihna ocknęła się, stała oparta o ścianę przy komnacie jadalnej. Z dala zobaczyła pędzącą do niej Narę. Co się wydarzyło? Czy śniła na jawie? Może straciła przytomność? Cokolwiek to było, na pewno nie wydarzyło się przypadkiem. Na pewno nie!
Jestem o tym Przekonana!
A nawet Przekonana!!!

Bez dłuższego zastanowienia pobiegła do swojej komnaty po śpiącego pod jej łóżkiem Jednorożca
Jak jej się pod łóżkiem zmieścił cały jednorożec? To była wersja mini? oO
Jednorożec kieszonkowy! Zmieści się do twojej supermodnej torebki od Luisa Wujtą!

— Chodź! — powiedziała. — Idziemy do Nitrusa!
Zwierzę spojrzało na nią ze zdziwieniem, po czym podniosło się wolno, bez pośpiechu. Dziewczyna złapała je za grzywę i zaczęła ciągnąć z całych sił do wyjścia
Animal abuse! Mówiłam, że to wcielenie Elmirki? Mówiłam?!

W zaciśniętej dłoni trzymała grzywę Jednorożca, który szedł spokojnie obok niej, jakby ani ciemność, ani noc nie robiły na nim wrażenia. Dziewczyna zazdrościła mu tego opanowania, sama wciąż nie mogąc powstrzymać drżenia, próbowała więc wmówić sobie, że oto jest słoneczny dzień, ciepły i bezpieczny, i nic, ale to nic nie może jej się przytrafić... Naraz coś świsnęło znienacka nad jej głową!
Świszczypałek!

Upadła z krzykiem na ziemię, zakrywając głowę dłońmi, jakby to miało uchronić ją przed czymkolwiek. Jednorożec stanął czujnie, rozglądając się dokoła, po raz pierwszy wyraźnie zaniepokojony.
Nawet jednorożec – stworzenie od wieków opisywane jako delikatne i płochliwe – jest bardziej odważny od naszej królewny.

— Co to było? — spytała półgłosem. Jakby w odpowiedzi usłyszała nad głową ciche piszczenie. Powoli spojrzała do góry... i zbladła. Po niebie latała z zawrotną szybkością chmara nietoperzy, co chwilę nurkując i przelatując tuż nad jej głową. Meihna popatrzyła nieprzytomnym wzrokiem na Jednorożca.
— Tylko spokojnie... — powiedziała. — To tylko nietoperze, takie latające myszy.
Nagle krzyknęła rozpaczliwie i pobiegła bez namysłu przed siebie, nie zatrzymując się, nie oglądając.
Iiit’s facepalm time!

Biegła i biegła na oślep, nie patrząc na nic. Czuła tylko wiatr we włosach, przerażone kołatanie własnego serca i swój szybki oddech. Nagle grunt pod jej stopami zmiękł, a ona sama potknęła się i upadła na ziemię... Była na plaży. Odetchnęła z ulgą i położyła twarz na piasku. Jednorożec dobiegł do niej i stanął spokojnie, wpatrując się w nią z zaciekawieniem.
Jednorożec nie ogarnia, co ta jego pani odwala.
Podzielam jego uczucia...

Nagle chmury na niebie rozpłynęły się, a całą zatokę rozjaśnił blask księżyca.
— Dziś pełnia — szepnęła. — Niesamowite... Dziś pełnia, noc tak bardzo kojarzona z Zenorą
Sama dowiedziała się o kimś takim jak Zenora na początku książki, a teraz nagle wie tak wiele o krążących o niej legendach. Nie wspominając już o najbardziej wkurzającej mnie przypadłości Głównych Bohaterów/Bohaterek: NIEUSTANNE GADANIE DO SIEBIE NA GŁOS. ><”

Nagle chmury na niebie rozpłynęły się, a całą zatokę rozjaśnił blask księżyca.
— Dziś pełnia — szepnęła. — Niesamowite... Dziś pełnia, noc tak bardzo kojarzona z Zenorą, kiedy to nikt o zdrowych zmysłach nie wystawia nosa z domu, a ja siedzę tu teraz sama przed jej jaskinią... Czy ja oszalałam?
Ty, zaczyna do niej docierać!
Nie łudź się, że to coś zmieni.

Zdało się, że w jaskini oprócz Meihny i Jednorożca nie ma nikogo, ani żywej duszy, ale czy to możliwe? Przecież starzec obiecał czekać na nią, tak bardzo chciał dowiedzieć się, jakie dostaną wskazówki.
O rly? Pierwsze słyszę.
Ale aŁtorka to wie. To wystarczy. Co z tego, że sama straciła rachubę, co zapisała, a co nie?

Jednak dla Meihny las ten był zawsze przychylny, choć mógł zniszczyć ją tak samo jak innych. Stała przecież oko w oko z czymś, czego Atlantydzi bali się najbardziej, odchodząc niemal od zmysłów na samo o tym wspomnienie... A jednak ona przeżyła. Dlaczego doznała łaski, której nie zaznał nawet król? Czy ona, Meihna, naprawdę tak dużo miała zdziałać? Była aż tak ważna?
Tak, ona, Meihna, miała przeżyć, bo ona i właśnie ona ma niezwykłą, tajemniczą Misję do spełnienia, którą tylko ona może wykonać, dlatego właśnie, że jest oną. Tą wybraną przez Los Bohaterką, Zbawczynią, jedyną i najcudowniejszą Merysójką Atlantydy.
A mówili, że Milo był Garym Stu...
http://thatguywiththeglasses.com/videolinks/ir/marzgurl/reviews/32579-surprise-marzgurl-review-atlantis-the-lost-empire

Na razie stała przed tajemniczym, czarnym lasem i zastanawiała się, czy dobrze robi, ufając mu. Nie miała co do tego pewności, ale nie było wyjścia. Musiała wejść między srogie, niedostępne drzewa i stawić czoła wszystkiemu, co ją spotka, nie mogła się wycofać. Już nie.
A to przepraszam, ktoś ją do tego zmusza? Celuje do niej z pistoletu i grozi, że jak nie wejdzie do tego głupiego lasu, to zabije jej całą rodzinę (choć na dobrą sprawę już nie bardzo jest kogo zabijać)? SAMA najpierw polazła do jaskini, a nie znalazłszy tam Nitrusa, SAMA pomyślała, że a, pójdę se do lasu, może coś się stanie. No i dobra, siadam i czekam, aż coś ją napadnie w tym lesie, spotka Nitrusa albo Zecorę, nieważne, ale na pewno znowu ocipieje ze strachu bez powodu.

Meihna szła znanymi sobie drogami, mijała znajome drzewa i kamienie...
W tym złym i nieprzyjaznym lesie, w którym była raz, zabłądziła i natknęła się na dzika...

Zastanawiała się, co czuje Nitrus. Zauważyła, że kiedy wchodzą do lasu, starzec wzdycha melancholijnie, zamyśla się, wydaje się całkiem obok realnego świata... Kiedy znaleźli się w jego jaskini, wszystko to pogłębiło się jeszcze, Meihna wiedziała, jak bardzo grota ta musi być starcowi droga... Jaskinia Nitrusa... taaak.
Tyle upojnych nocy na zimnej skale...

Nagle coś ją tknęło. Może to intuicja, może jeden z czarów Nitrusa, a może coś zupełnie innego, ale nagle wiedziała, że musi wejść w głąb jaskini, że coś tam na nią czeka, coś bardzo ważnego.
PrzeczÓcie!
To po wuj lazła do tego lasu, skoro zaraz i tak wróciła do jaskini? -.-

Jaskinia w czarodziejski sposób wydaje się Meihnie większa, z większą ilością korytarzy i malunków na skale, mimo to dziewczę prze naprzód, gnane swym niezawodnym, merysójskim Przeczuciem. Znajduje list od Nitrusa (skoro kobiety nie miały prawa mieć takiej wiedzy jak mężczyźni, dlaczego w ogóle umie czytać?), w którym ten informuje ją, że wyruszył na poszukiwanie czegoś, o czym „nie może jej teraz powiedzieć”, że nadejdą ciężkie czasy i Meihna musi być silna, i... no cóż, każe jej „najlepiej siedzieć w swojej komnacie i nikomu się nie pokazywać”. Niby żeby „wróg” nie skojarzył jej z niebezpieczeństwem, ale my już wiemy, o co chodzi: księżniczka jest po prostu upierdliwą jęczybułą i starzec ma jej dość.
Poza tym: kim niby ma być ten „wróg”? Póki co wychodzi, że największym zagrożeniem jest Majonez i kapłani, a odnoszę wrażenie, że to nie ich mają tu na myśli. Ci cali kapłani NADAL nie zostali nam nawet przedstawieni. -.-

Gdyby jednak coś Ci groziło, ukryj się tu, w mojej jaskini, tego miejsca nikt nie zna.
Poza, no, WSZYSTKIMI. Bo to zła, osławiona jaskinia Zenory.

nagle drzwi jej komnaty otworzyły się i pojawiła się w nich uśmiechnięta Nara.
— Czas wstawać, moja pani! — powiedziała. — Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że rozpoczęła się długa chłodna jesień, a to oznacza, że nadszedł czas na ciepłe poranne kąpiele!
Meihna spojrzała na nią i uśmiechnęła się lekko. Taaak... ciepłe kąpiele. Niezmiennie od szesnastu lat wraz z jesienią nadchodził na nie czas.
To znaczy, że Meihna kąpie się tylko raz do roku?
To by tłumaczyło niechęć jej niedoszłego narzeczonego. xD

Meihna zdjęła ciężkie, atłasowe szaty
Atłas to akurat lekki jest...

Tu następuje długi na dwie strony opis kąpieli...

— Dobrze. Jaką chcesz, pani, suknię? Czerwoną czy żółtą?
— Daj mi dziś niebieską. Nie mam ochoty na żywe kolory.
— Ależ niebieską nosi się zimą!
Kąpie się raz w roku, jedną sukienkę nosi cały kwartał... Od tej królewny musi zajeżdżać starym capem.

— To nic. I tak dawne tradycje przestały już obowiązywać... Przynieś niebieską.
Prawie że czekam na zdjęcie przedstawiające, w co ubrała się bohaterka...
Niebieska atłasowa sukienka, here you go:

Nagle rozległ się tętent kopyt i na dziedziniec wgalopował drobny gniady koń. Meihna zmarszczyła czoło. Mojnes? Co tu robi Mojnes, tak wcześnie?!
I dlaczego, do cholery, jest koniem?!

— Gdzie ty byłeś? — Meihna patrzyła na brata ze złością. — Gdzie ty znowu byłeś?!
— Nie twoja sprawa, siostro. Nie zapominaj, że jestem królem.
(...)
Meihna westchnęła i ukryła twarz w dłoniach. Tak nie mogło być! Król Atlantydy nie może tak po prostu opuszczać pałacu, w dodatku na noc!
Ojeja, wielkie mi halo, poszedł po prostu nocować u kolegi, by pograć w LoLa i pooglądać podkradzione tacie Playboye. Młodzież musi się wyszumieć!

A królestwo osłabione, bez władcy przepadnie, pryśnie jak piękny sen.
*w ciszy napawa się głupkowatością tego zdania*

— Hmmm... On chyba nie jest gotowy na to wszystko, co przypadło mu teraz w udziale.
— Nikt go do tego nie przygotowywał, zawsze miał beztroskie życie.
Terina pokręciła głową.
— On sobie nie poradzi.
Meihna jęknęła. Znowu to samo!
— Ależ poradzi sobie! Na pewno sobie poradzi!... Chyba.
Jestem teraz równie skonfundowana, co ten jednorożec parę akapitów wyżej. Zwyczajnie przestałam ogarniać, co tak naprawdę myśli Meihna.
Meihna nie myśli, Meihna JEST.
Krowi placek na łące też nie robi wiele poza tym, że jest, i można by o nim napisać o wiele lepszą powieść niż to-to.

— Wiesz, chciałam być rozsądna. Wyjść za niego, bo tak być powinno, choć cała buntuję się przeciwko temu. Jednak naprawdę chciałam okazać się mądra i dojrzała.
Meihna złapała ją za ręce.
— I jesteś! Naprawdę jesteś bardzo mądra!
— Nie... Czas mija, a ja wciąż odkładam tę decyzję... Ale teraz postanowiłam. Wyjdę za Mojnesa, nim spadnie pierwszy śnieg. Naprawdę!
Ekhem. Ostatnio mówiła, że wyjdzie za niego, jak księżyc będzie w pełni. Księżyc już odbębnił swoją część umowy, a ta dziunia nadal się ZASTANAWIA? A co na to Majonez? Co na to żona zmarłego króla? Co na to „kapłani”, którzy to zarządzili?!

— To niedługo. Jesień w tym roku jest wyjątkowo chłodna.
— Wiem. Nadworni astrologowie mówią, że zima przyjdzie już za sześćdziesiąt dni. Dlatego za miesiąc, w pełnię księżyca...
Nie chcę przerywać ci tego natchnionego monologu, ale miesiąc ma około trzydziestu dni.

Terina spojrzała na swój brzuch, który z dnia na dzień robił się coraz bardziej okrągły.
Kiedy powiedziała, że jest w ciąży, kończyło się lato. Teraz zaczyna się jesień. Mógł minąć może z miesiąc. Gdzie tu mowa o jakichkolwiek krągłościach po miesiącu? Przecież wtedy zarodek  wygląda tak:

Terina spojrzała na swój brzuch, który z dnia na dzień robił się coraz bardziej okrągły.
— Tylko on podtrzymuje mnie na duchu.
— Syn Tyncjona... Kiedyś zostanie królem.
A tu dup – córka. Trolololo!

Nagle drzwi komnaty jadalnej otworzyły się i do środka wszedł pewnym krokiem Mojnes z nieznikającym mu nigdy z twarzy uśmiechem. Terina rzuciła mu wrogie spojrzenie, które natychmiast zauważył i skwitował śmiechem.
— Kapłan powiedział mi, że znasz już datę naszego ślubu!
U, ci kapłani też mają Przeczucia.
Może to zaraźliwe?

— To tylko formalność! Pamiętaj o tym!!!
Powiedziała kobieta w państwie patriarchalnym do króla.

— Oczywiście ta bezsensowna formalność doda mi wiele przywilejów! Jako mąż i ojciec będę już prawnie dorosły i wreszcie pozbędę się tych tłustych kapłanów, którzy mieli doradzać mi do tego wspaniałego momentu, a tak naprawdę wszystko robili bez konsultacji ze mną. Ale teraz będę władcą w każdym tego słowa znaczeniu.
— I to będzie tragedia!
Jw.

Meihna wytyka Majonezowi, że co chwila urządza przyjęcia, na które idzie kasa ze skarbca w ilości porównywalnej do tej, którą wydają księżniczki na biżuterię, perfumy i suknie przez cały rok. Majonez rozkazuje, by w takim razie sprzedały swoje wszystkie kosztowności i chodziły w tanich ciuchach i wisiorkach z muszelek.


Następne dni Meihna spędzała na próbach rozwiązania otaczających ją zagadek, a największą z nich była tajemnicza Zjawa nawiedzająca ją coraz częściej, niezmiennie mówiąc jej o niesamowitym znaku znajdującym się w skarbcu.
*czerwona ze złości* Magiczna perła mająca przynieść pomoc, o której była mowa na samym początku, głupia pipo!
Już wiem, czemu się nie boi tych duchów: zwyczajnie jej spowszedniały. Lata toto po zamku i jęczy w kółko o tym samym...

Gołąb pocztowy przynosi kolejny list od Nitrusa – równie nudny i nic nie wnoszący, co poprzedni, ale najwyraźniej czymś trzeba było zapełnić książkę. Meihna odpisuje, kończąc list dramatycznym: Boję się...

Dziewczyna złożyła kartkę i przywiązała ją do nóżki czekającego już na to gołębia. Kiedy ptak odleciał, Jednorożec ułożył się z ulgą przy Meihnie, zadowolony, że wszystko skończyło się dobrze i nikt go nie pożarł.
Gołębie są TAKIE straszne!

Cały pałac rozpoczął przygotowania do mającego odbyć się niedługo ślubu i choć wszyscy udawali wielką radość, nikt tak naprawdę nie cieszył się z tego, jak potoczyły się losy, i nikt nie patrzył już z nadzieją w przyszłość.
A więc nawet nie bomby zniszczyły Atlantydę – jej mieszkańcy po prostu solidarnie pocięli się z rozpaczy.

zdając sienie zauważać
*wyją* Sieje-je, sieje-je, sie-je-JE!

Jedynie Meihna chodziła naprawdę uśmiechnięta, reagując spokojnie na wszelkie rozkazy brata, zdając sienie zauważać panującego dookoła smutku, co zaczęło wywoływać ciche plotki, że księżniczka od tragicznego wypadku oszalała z rozpaczy i teraz nie jest już całkiem zdrowa na umyśle.
Zupełnie jakby kiedykolwiek była...

Jedynym powiernikiem dziewczyny w tych trudnych dla niej dniach była Nika, rozsądna, zdolna zrozumieć wszystko, co usłyszała.
Z którą komunikowała się najwyraźniej telepatycznie, biorąc pod uwagę zakaz opuszczania pałacu, by zuooo jej nie przejrzało.
No i jaka mądra ta Nika: rozumie, co się do niej mówi... Toż to prawdziwa rzadkość, zaiste!

Pewnego dnia księżniczka siedziała z Niką w lesie.
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, pewna królewna miała wszędzie bardzo daleko... *suchar dnia*
Enyłej, tu następuje scena wypisz-wymaluj jak z książeczki dla dzieci: „Dwie dziewczynki siedziały w lesie. Hmm – powiedziała jedna – nie wiem, co mi chce powiedzieć ta zjawa, która każe mi szukać czegoś w skarbcu. Hmm – zamyśliła się druga – może znajdziemy odpowiedź wśród malowideł w jaskini? Tak, to doskonały pomysł! – ucieszyła się pierwsza. W nocy spotkały się przed jaskinią...” Naprawdę, dosłownie taka. Dla ciekawskich przytaczam cytat, pozostali nic nie stracą, jak ten fragment pominą.


Pewnego dnia księżniczka siedziała z Niką w lesie.
— Naprawdę, nie mam pojęcia, co to może być za znak! Przeszłam skarbiec ze dwadzieścia razy i nic nie zauważyłam!
— Ale w twoich snach Zjawa mówi ciągle to samo? Żadnych podpowiedzi?
— Tylko tyle, że TO znajduje się w skarbcu... I to właściwie tyle.
— Może wskazówki są gdzie indziej? Jakieś księgi, może listy?
— Nie... Raczej nie. Sprawdziłam już wszystkie możliwości.
Nika zamyśliła się.
— A może... hmm... Mówiłaś mi kiedyś o malowidłach na ścianach jaskini Nitrusa, pamiętasz?
— Tak, rysunki. Myślisz, że są wskazówką?
— Tego nie wiem. W każdym razie nie zaszkodzi pójść tam i sprawdzić, co przedstawiają. Bardzo mało prawdopodobne, że jest to zupełnie bez znaczenia.
— Może masz rację. Pójdę tam dzisiejszej nocy i sprawdzę.
— Idę z tobą! Kto wie? Może przyda ci się moja znajomość legend? Mówią, że w każdej legendzie jest ziarnko prawdy... Kto wie?
*
Gdy nadeszła noc, Meihna i Nika spotkały się przed jaskinią Zenory.


— Nie boisz się? — Meihna spojrzała na dziewczynę badawczo. — Nie możesz się bać!
— Nie boję się... — Nika przełknęła ślinę. — Niby dlaczego miałabym się bać? Tylko do jaskini Zenory nigdy nie wejdę, ale do każdego innego miejsca — pójdę za tobą.
No co jest, kurwa?! Teraz nagle jaskinia Zenory i Nitrusa to dwa zupełnie różne miejsca?! Dafuck?! GDZIE to było opisane, no, kurwa, gdzie?!
Czytelnik nie jest od zadawania pytań, czytelnik jest od bezmyślnego wielbienia wspaniałości osoby aŁtorki, która napisała osiem książek! Co z tego, że sześć z nich nigdy nie wyszło z szuflady? Wszystko przed nimi!
I to mnie właśnie napawa coraz większym niepokojem...

Meihna zamknęła oczy i wyciągnęła przed siebie obie dłonie, koncentrując się intensywnie, skupiając myśl. Stała chwilę nieruchomo, czując, jak wzbiera w niej siła, niczym ogień w wulkanie, i po chwili poczuła przyjemne ciepło na otwartej dłoni. Nika wytrzeszczyła oczy.
— Jak to zrobiłaś?!
Z rąk księżniczki wydobywało się mdłe zielone światło, oświetlające jej drogę do jaskini.
— Nie wiem. Już dawno zastanawiałam się, czy będę w stanie to zrobić.
W końcu jestem tu Główną Bohaterką i w ogóle.

Tak jak Meihna to zapamiętała, ściany groty pokryte były gęsto rysunkami przedstawiającymi ludzi, zwierzęta i rośliny, a także księżyc we wszystkich stadiach, od nowiu po pełnię.
— I co? — Nika zmrużyła oczy. — Co tu jest namalowane?
— Zaraz sprawdzę... — Meihna podeszła do ściany i podniosła rękę.
— Widzę kobietę... Tak, to kobieta. Potem... mężczyzna... Tutaj jest kobieta i mężczyzna, chyba są zakochani.
A teraz cytat sprzed paru stron:
Meihna dostrzegła dziwne napisy pokrywające całe ściany groty. (...) Księżniczka zaintrygowana dotknęła lekko tajemniczych znaków. Były wypukłe, gładkie, wypisane nieznaną jej metodą.
Komentarz jest zbędny. Tu wszystko jest jasne. Panna Michalina nawet nie raczyła przeczytać swojego dzieła kilka razy przed wrzuceniem go do druku (i z zakazem robienia korekty!). Bo i po co? Mama chwali, koleżanki z klasy chwalą, więc siłą rzeczy to musi być dobre! Kurde, aż się sama sobie dziwię, czemu jeszcze nie zaspamowałam wydawnictwa Albatros moją tfurczością sprzed 10 lat – jest na podobnym poziomie, powinno im się spodobać.
Nie spodoba się, bo nie jesteś tak „wszechstronnie medialna” jak Michaśka.

— Widzę kobietę... Tak, to kobieta. Potem... mężczyzna... Tutaj jest kobieta i mężczyzna, chyba są zakochani.
— Typowe! — prychnęła Nika. — Trzymają się za ręce!
— Tak... Na następnym rysunku ta kobieta trzyma coś w rękach, Co to może być?
— To dziecko! Można się było domyślić! A ta kulka nad jej głową? Jestem pewna, że to księżyc!
— W pełni. Ciekawe.
— A tu są jacyś ludzie. Nie wyglądają przyjaźnie!
— Wskazują palcami na kobietę, ona się boi.
— Tak! A tu mężczyzna wyganiają! Ona odchodzi, ale dziecko chowa w... co to jest? Co za historia!
A więc „tajemnicze napisy” na ścianie jaskini nagle zmieniły się w komiks, wnosząc z powyższego dialogu. Nawiasem mówiąc, ta książka w dużej mierze składa się z dialogów...

— Hmmm... Dziwne. Ta kobieta.
— Co? Co z nią?
— Wygląda zupełnie, jak moja Zjawa. Ma takie włosy, taką suknię.
I oczy tego samego koloru. Położenie kości policzkowych i kształt nosa także się zgadzają. A te misterne koronki w mankietach to po prostu wypisz-wymaluj.
Litości, to są malunki naskalne czy fototapeta?!

— A mężczyzna? Czy to może być Nitrus?
— Nie, na pewno nie... Chociaż on mi kogoś bardzo przypomina. Ale nie Nitrusa.
— To kogo w takim razie? Kto to jest?
— Ktoś, kogo kiedyś widziałam. Dawno temu. Nie przypomnę sobie teraz...
Tego gościa z telewizji, co prowadził Teleranek!

— Czy to możliwe, że [Nitrus] ukrywa przed tobą jakąś wielką tajemnicę?
— O! To jest więcej niż możliwe! On ukrywa przede mną tak dużo rzeczy, że cud, iż mówi mi cokolwiek!
— Więc myślisz, że historia z obrazu ma coś wspólnego z tobą?
— Tak... Na pewno.
Myślę, że to, iż w czasie pełni zbrzuchaci cię jakiś buc, ludzie będą cię wytykać palcami i będziesz jak zwykle przerażona, jest dość prawdopodobne. Tobą. Tobie. Iż że ponieważ.

— Tak... Na pewno.
Tej nocy Zjawa znów pokazała się Meihnie. Kiedy chciała odejść, dziewczyna złapała ją mocno za skrawek sukni.
To przeskakiwanie od jednej sceny do drugiej jest STRASZNE. Wyobraźcie sobie, że oglądacie film z takimi cięciami. Gandalf na wozie wjeżdża do Shire i zaczyna rozmawiać z Frodem – CIACH! Na przyjęciu eksplodują fajerwerki – CIACH! Frodo otwiera kopertę z Pierścieniem, w strachu chce go dać Gandalfowi, czarodziej przemawia stanowczo dudniącym głosem – CIACH! Sam i Frodo wyruszają w drogę... Koszmaaar!

Kiedy chciała odejść, dziewczyna złapała ją mocno za skrawek sukni. Materiał był tak delikatny, iż księżniczce wydało się, że trzyma mgiełkę, nierealną, senną.
Księżniczka spojrzała na swoją dłoń pokrytą jakąś lśniącą, trupiozielonkawą maź.
- Fuuuuj, ektoplazma...

To zadanie dla Pogromców Duchów!


Zjawa nachyliła się do Meihny i pogłaskała japo głowie miękką, ciepłą dłonią.
— Jestem przyjacielem.
— A dokładniej? Jakie jest twoje imię?!
Kobieta wzniosła oczy ku niebu, po czym zamknęła je i szepnęła:— Posłuchaj mnie, bo już nigdy więcej się nie spotkamy.
Jasne. Do tej pory pojawiała się co noc i bełkotała jak niespełna rozumu, ale wystarczyło zmusić taką do gadania, a już jej się odechciało nocnych nawiedzeń.
Dlaczego żaden egzorcysta do tej pory na to nie wpadł?

— Ale... Czekaj! Jak się nazywasz?! — Meihna próbowała złapać rozpływającą się w powietrzu sylwetkę. Przezroczyste usta Zjawy szepnęły już ostatnie zdanie:
— Oni nazywali mnie Zenorą...
LOL, dokładnie jak Zecora – wszyscy się jej bali, a okazało się, że jest dobra.
Wiecie... kucyki są fajne, ale kiedy nie ma się pomysłu na książkę na tyle, by ściągać z nich imiona i fabułę, to trzeba jednak wracać do przedszkola i swoje odleżakować.

Meihna obudziła się nagle, drżąc na całym ciele. Zenora? Zenora?! Zenora?!!! To była Zenora?!
Czy podekscytowane postaci wszystko muszą powtarzać po trzy razy? Trzy razy?! Trzy razy???!!!

Czego jeszcze ona, Meihna, może się dowiedzieć? Już nic chyba nie zdziwi jej i nie przerazi bardziej !
W takich momentach krew mnie zalewa i mam ochotę zaprezentować naszej mimozie listę najohydniejszych ludzkich zbrodni ze wszystkich dziejów i szerokości geograficznych. O, przepraszam: geograficznych !

Meihna nic z tego nie rozumiała. Wszystko było takie nielogiczne, nic się z sobą nie kleiło...
Tandetne, chińskie podróbki! Wszystko klejem robione!

Jakież było jej zdziwienie, gdy drzwi zagrodził jej strażnik. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona, lecz gdy próbowała go ominąć, zatrzymał ją gwałtownie i jej zdziwienie sięgnęło zenitu, więc stanęła zdziwiona, dziwiąc się niemożebnie.

— Co się stało?! Chcę wejść do skarbca!
— Wybacz, księżniczko, rozkazy króla. Zabronił wpuszczania do skarbca kogokolwiek.
— Ależ ja jestem księżniczką!
Muszę wypróbować ten tekst, jak mnie kanar przyłapie bez biletu. xD

Meihna poczuła, jak buzuje w niej wściekłość. Czy naprawdę nic nie może pójść łatwo? Czy teraz, kiedy wie więcej na temat tego, czego szuka, nie będzie mogła pójść i wziąć tego?
Bardzo czegoś chcę, ale nikt mi nie chce tego dać! To skandal! Maaamooo, CHCĘĘĘ!!!

Terina zmarszczyła brwi.
— Słońce nawet raz nie okrążyło Ziemi, a ty już każesz mi zapomnieć?
Meihna zamilkła. (...) przypomniała sobie nagle o modelu konstrukcji świata, który pokazał jej Tyncjon...
Kiedy to było? Sto lat temu? Dzień? Dziewczyna zdała sobie sprawę, że wie coś, czego nie wie Terina. Czy Tyncjon nie pokazał jej modelu? Nie wyjaśnił, jak działa świat? Pewnie wyczuł, że byłoby to dla niej wielkie przeżycie i szok...
Nawet mi się nie chce tego komentować, kontynuujmy...
Onwards to the land of stupidity and inconsistency!


Dlaczego więc nie zawahał się pokazać tego Meihnie? Dlaczego wszyscy tak bardzo ją obciążają, powierzają największe tajemnice?!
Naści chusteczkę, wytrzyj nosek.

O, jakże by chciała żyć w słodkiej niewiedzy, a nie głowić się nad zagadkami świata!
Jak problemu nie widzę, to problem też mnie nie widzi! Jakie to proste. <3

Terina W KOŃCU wychodzi za mąż. Zostajemy uraczeni opisem pełnego przepychu zamkowego dziedzińca, wliczając w to łabędzie w srebrnych klatkach i złote fontanny tryskające winem.

Wszędzie panował ogólny gwar podniecenia i wyczekiwania, zebrała się cała ludność z okolicznych wiosek, pchająca się teraz, walcząc jak zwierzęta o miejsce z lepszym widokiem.
No jasne... Wsiura na królewskim weselu, przepychająca się „jak zwierzęta”. To musiała być piękna uroczystość.

Ceremonia rozpoczyna się, Meihna kontempluje złoty tron, oczywiście ma masę Złych Przeczuć et cetera. Nadchodzi moment kulminacyjny, ino w Atlantydzie zamiast obrączek jest nacinanie sobie dłoni do krwi i łączenie ich.


Mojnes wysunął dłoń ku Terinie. Dziewczyna spojrzała na nią i już wyciągnęła swoją... gdy wtem cofnęła ją gwałtownie...
Tłum zamarł, kapłan spojrzał na nią ze zdziwieniem.
— O co chodzi? — spytał. Terina wybuchnęła histerycznym płaczem.
— Nie mogę!!! — wykrzyczała. — Nie mogę!!!
On ma AIDS! On ma AIDS!!!

Mojnes zaśmiał się sztucznie, po czym jego twarz zamarła w lodowatym wyrazie.
Terina spojrzała na niego błagalnie.
— Wybacz mi, ja...
Król popatrzył na nią... i nagle podniósł rękę, z całej siły uderzając nią w zapłakaną twarz Teriny, która upadła na ziemię, kuląc się ze strachu.
Trzynastolatek. Który na początku książki biegał po ogrodzie z drewnianym mieczykiem.
Ale teraz, jak bierze ślub, to staje się „mężczyzną w pełnym tego słowa znaczeniu”. To od razu dodaje mu... potencji.

Ludzie stali oniemiali, nie wiedząc, jak się zachować, a Meihna patrzyła na brata ze smutkiem. To straszne, pomyślała. Co jeszcze się wydarzy? Co jeszcze spotka Atlantydę?
Pewna nastolatka napisze o niej książkę.
Polska przeprasza mieszkańców Atlantydy...

3 komentarze:

  1. Póki co tylko do tej części doczytałem, bo niestety praca zwróciła mi uwagę, że jednak powinna być priorytetem. Kawał *świetnej* roboty - Atlantydzi, którzy się prześcigają w tym, kto wyższy podatek państwu zapłaci, rodzina królewska zabita przez jelenie, księżniczka, która leży krzyżem przed dzikiem i błaga go o litość, nie wiadomo, co lepsze. Jeszcze tylko jedna niespójność - mentalność mieszkańców Atlantydy. Skoro technologia u nich była tak rozwinięta, to powinni być przywyczajeni do pojawiających się co jakiś czas nowinek technicznych, które zmieniają poglądy na rzeczywistość. A tutaj ten Tyncjon (przy okazji modelu heliocentrycznego) tak się zachowywał, jakby mieszkańcy mieli od setek lat ustalone postrzeganie świata i choćby najmniejsze jego naruszenie groziło rewolucją obyczajowo-społeczną. W ogóle jest tutaj oddzielony całkowicie rozwój technologiczny od mentalności. Tak, jakby współczesny człowiek myślał o świecie inaczej niż człowiek średniowieczny, bo mu się po prostu tamta mentalność znudziła, a nie przez przemiany technologiczne, jakie w tym czasie zaszły. Tak się rozwinąłem, bo mnie to bardzo raziło. Widać, że autorka ma znikome pojęcie o historii, psychologii, generalnie chyba o naukach jakichkolwiek;p Smutne, że w oczach nastolatków wymyślenie własnego świata uchodzi za takie łatwe i właściwie sprowadza się do wymyślenia nazwy. /Shiren

    OdpowiedzUsuń
  2. Winky, gratuluję zacięcia. Ja bym tego tFora już po pierwszych stronach pizgnęła za okno i poszła się zalać w trupa z rozpaczy >:[ Analiza za to cudna! A poza tym skoro teraz można wydać byle gniota, to ja też machnę przez weekend jakieś powieścidło i powiem, że zaczęłam je pisać w zerówce, żeby było bardziej TRU, a w ogóle to umiem rysować pokemony, prawie zawsze dmucham w ten właściwy koniec fletu, a swego czasu wymiatałam w hafcie krzyżykowym. Boru, jaka jestem zdolna. Albatrosie, nadciągam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie, ja nie mogę, nie mogę poprostu! Pokazałam to mojemu dzięwięcioletniemu bratu. Wiecie co na to odpowiedział? "To nie ma sensu!" i "Czemu ta dziewczyna tak histeryzuje?". Serio.
    Poprostu nie mogę na to patrzeć. Co za głupota. Nawet moja grypa żołądkowa wystraszyła się tego "dzieła"!

    Zrozpaczona

    OdpowiedzUsuń