Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Najgłupszy - Dziewictwa księga druga część 3

wtorek, 10 kwietnia 2012

Najgłupszy - Dziewictwa księga druga część 3

Kolejny raz nurkujemy w wir fascynujących przygód Eragona i Rorana... A dziś pierwszy raz zobaczymy, co słychać u Nasuady. Odkryjemy także tajemnicę upodobań seksualnych Eragona, powiększymy listę powieściowych emo do trzech, a także dowiemy się, skąd w Alagaesii wzięła się Nutella. Have fun!



 

WĄTEK RORANA

Na widok tych potworów sam o mało nie odgryzłem sobie języka. - Horst potrząsnął bujną grzywą włosów i zarżał, jak na ogiera przystało.

Przez żelazne kleszcze ściskające mu gardło przedarł się zdławiony szloch.
Przez chwilę się zastanawiałam, kto go torturuje, zanim wpadłam na to, że to metafora.
Tak?! Cholera, już myślałam, że naprawdę mu robią kuku... bu. ;_;

Roran przeklinał go najczarniejszymi słowami, jakie znał.
Ten czarny żuk wytarzany w smole zagotowanej w burym kotle na hebanowych drwach zżeranych przez mroczne korniki czczące Ciemnego Pana, który bzykał się z Panią Nocy...

Nawet gdybym mógł swobodnie odejść z Carvahall, jak miałbym znaleźć Ra'zaców? Kto wie, gdzie oni mieszkają?
W chatce z piernika.
Wiejska 4/8/6.

To było beznadziejne.
To wciąż JEST beznadziejne.

Zdawało się, że minęły całe wieki, nim szlochy Rorana zamieniły się w słabe jęki protestu.
*ma skojarzenia*

W zakamarkach mojej wiedzy musi kryć się rozwiązanie, jeśli tylko okażę się dość pomysłowy.
Już wiem! Obrzućmy orki kamieniami!
Ale tu nie ma orków...
Yyy... no to... WIEM! Przywiążmy elfkę smokowi do brzucha!
Jesteś wredna, wiesz?

- Gdyby, jeśli, może, jak - mamrotał, raz po raz zaciskając lewą dłoń.
Borze, jeżu, kurwa mać - mamrotała, waląc głową w biurko.

Oczyma duszy Roran ujrzał stojącą przed nim Katrinę, bladą i znękaną, poważnie spoglądającą bursztynowymi oczami. Przypomniał sobie ciepło jej skóry, korzenny zapach włosów i to, jak się czuł, będąc z nią pod osłoną ciemności.
Pałolini, wstydliwa chłopina, nie potrafi nazywać rzeczy po imieniu.
Ale angielskie słowo ,,sex" jest takie trudne, ma AŻ TRZY LITERY! xD

Na jego głową ciężki pióropusz chmur zabarwił się złotem i fioletem.
Aureolka mu wyrosła.
Taki mały, taki duży może świętym być...

chwycił pochodnię, osadzoną na tyczce wetkniętej w zachłanne błoto
- Ej! Oddawaj, skurwielu! - wrzasnęło błoto.

Unosząc rękę, wyprostował palce, ukazując wszystkim szkarłatne łzy ściekające ku ramieniu.
Czerwone koraaale!
Nieee, stygmaty!

Przemowa Rorana jest tak piemkna, że zasługuje na zacytowanie w całości, ale jest za długa. Wklejam najgłupsze fragmenty. :]
- Oto mój ból - rzekł. - Przyjrzyjcie się dobrze, bo będzie też wasz, o ile nie pokonamy przekleństwa, które zesłał nam okrutny los. (...) Nie wystarczy, że każdego dnia naszego życia ciężko harujemy, nie wystarczy, że musimy płacić mordercze podatki Galbatorixowi, mamy jeszcze znosić te bezsensowne męki? - Roześmiał się szaleńczo prosto w niebo, podnosząc głos do krzyku. Usłyszał dźwięczący w nim obłęd. (...) Teraz znam prawdziwą naturę imperium i Galbatorixa. Są źli. (To było odkrywcze.) (...) Nasze dzieci i ich potomkowie będą żyć w mroku (Jak na mhroczne dzieci mhroku przystało.) (...) będą recytować o nas sagi. Będą śpiewać pieśń o Carvahall (Będziemy sławni, będziemy sławni!)

- Myślicie, że ktoś pójdzie ze mną? Czy byłem dość dobry?
Albriech zaśmiał się głośno.
- Byłeś bez-na-dziej-ny w pełnym tego słowa znaczeniu!
A na pewno bardzo kwikaśny.

Roran poczuł w ustach smak trocin
Niestety, nikt mu ich nie wepchnął do gardła. To tylko kolejna, wspaniała metafora.
A mogę ja wepchnąć? Mogę? Proszę...

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, gdy Eragon zaczął chodzie zaledwie dwa dni po tym, jak otarł sobie fiuta do żywego ciała.

Roran szczycił się swym ciałem
Codziennie rano miział się z lustrem.

Roran szczycił się swym ciałem i jego uszkodzenie wywołało atak paniki.
- Jezusie Nazarejski! Moja twarz! Moje paznokcie! Łaa! Potrzebuję KOSMETYYYCZKIII!!!

Nawet jeśli odzyska władzę w ręce, na zawsze pozostanie mu szeroka blizna, pamiątka po obrażeniach.
Strashne.
Cieszę się, że zostało nam wyjaśnione słowo blizna, inaczej mogłabym się nie połapać, o co chodzi.

Czajnik zaczął głośno gwizdać.
Nie będę się czepiać takich błahostek, że w średniowieczu z całą pewnością nie mieli gwizdków na czajniki.
,,Ale w Alagaesii mają!" - odwrzasnął Pałolini, tupiąc nóżką.

I wszyscy traktowali Rorana z szacunkiem, który dziwnie go drażnił. (...) Jestem napiętnowany, pomyślał Roran
Tylko Tró Emo może uznać szacunek za napiętnowanie.
On nam psuje kanon, to Murtagh był powieściowym emo.

Teraz zrozumiał, jak udało mu się wpłynąć na wieśniaków. Obnażył zęby. Mogę wykorzystać ten wygląd, użyć go do zniszczenia Ra'zaców.
Jak tylko go zobaczą, zejdą ze śmiechu.

Albriech zbliżał się, maszerując między domami, na plecach dźwigał trzy baryłki piwa.
Strong Man.
W szkole wołali na niego Pudzian.

WĄTEK ERAGONA

Smok odwrócił się, by wylądować, i Eragon zachłysnął się głośno, gdy smok przypadkowo puścił bąka.

Smok odwrócił się, by wylądować, i Eragon zachłysnął się głośno. Lewa przednia noga smoka została odrąbana, pozostał po niej tylko żałosny biały kikut.
Zobaczył brak przedniej nogi, gdy smok się od niego odwrócił. Logiczne.
Mógł też z początku być do niego tyłem, ale z tekstu wynika, że jednak był przodem do Eragona i dopiero teraz się odwrócił.

Był to elf o srebrnych włosach, niewiarygodnie stary, choć jedyną oznakę wieku stanowiły głęboki żal i współczucie odciśnięte w rysach pięknej twarzy.
*myśli, jak to skomentować, ale po dłuższej chwili rezygnuje i stwierdza, że sam cytat wystarczy*

Jeździec uśmiechnął się, ujął ramiona Eragona i podniósł go, patrząc nań z taką czułością, że Eragon nie był w stanie odwrócić wzroku.
Pedofil!
Nieletniego maca!

Smoczyca czekała nieruchomo, sztywno wyginając szyję, podczas gdy Glaedr [smok] obwąchiwał jej policzek i krawędź skrzydła. Eragon dostrzegł, jak napięte mięśnie nóg Saphiry drżą.
No co, każdego denerwuje ten pierwszy raz.

Glaedr stracił nogę, a ja - dotknął boku swej głowy - ja także jestem okaleczony. Wycięli mi musk.

- To prawda. Pokaż mi swoje ręce; przekonałem się, że wiele mówią o danej osobie. - Eragon zdjął rękawice i pozwolił elfowi chwycić się za przeguby szczupłymi palcami. Oromis obejrzał uważnie odciski swego towarzysza. (...) - I mało pisałeś i rysowałeś, być może w ogóle.
Skąd! Jak ci Eragon machnie portrecik to normalnie mucha nie kuca.
Picasso przy nim to popierdółka jakaś!

- Już lepiej. Każdy, kto ma taką kolekcję blizn, jest albo beznadziejnym pechowcem, walczy jak berserker, albo świadomie naraża się na niebezpieczeństwo.
W takim razie Eragon jest beznadziejnym berserkerem.
A poza tym: jaka kolekcja?!

Zetknął czubki swych długich palców, zakończonych paznokciami okrągłymi i jasnymi niczym rybie łuski, długimi na cztery centymetry, pomalowanymi oczojebnie różowym lakierem i ozdobionymi kryształkami Swarovskiego.

- Wiesz chyba - Eragon poczuł gwałtowną falę wstydu, która sprawiła, że zapiekły go policzki - o moim... kalectwie? - Zająknął się na ostatnim słownie, nienawidząc jego brzmienia.
Ojejciu, biedny Eragonek, plecki go bolą i ma duzią bzidką bliznę... Zaraz, o którym kalectwie mowa? Umysłowym? Ach, to rzeczywiście straszne.

Eragonowi ścisnął się żołądek, chłopiec poczuł w ustach smak żółci
Z mężczyzny zdegradowali go na chłopca.
What a shame.

- Zgadzam się w imieniu tych, dla których walczę, ludzi z Alagaesii, wszystkich ras cierpiących pod jarzmem Galbatorixa. Bez względu na ból, przysięgam, że będę uczył się pilniej niż jakikolwiek Jeździec wcześniej.
- Siadaj. Jedynka.
- Ale za co?!
- I masz przyjść z rodzicami!
- Pierdolę, nie robię.

[Oromis, ten stary elf] Przez chwilę patrzył na Glaedra i w końcu wydał Eragonowi polecenie:
- Wstań i zdejmij tunikę. Chcę zobaczyć, do czego jesteś zdolny.
Mówiłam, że pedofil!
Ale on ma kilkaset lat... to niesmaczne. oO"

Zdjął tunikę i zadrżał, czując na skórze chłodny powiew. A potem wyprostował ramiona i wypiął pierś.
Oromis okrążył go (...)
- Teraz pochyl się, nie zginając kolan.
O___O

Następnie Oromis zwrócił się do Saphiry.
- Chce poznać także twoje zdolności, smoku.
O kurwa.

Przez następne pięć godzin, według szacunków Eragona, Oromis zapoznawał się ze wszystkimi aspektami wiedzy jego i Saphiry, od botaniki, poprzez pracę ciesielską, po metalurgię i medycynę.
Bo Eragon ma dyplomy Oxfordu i Harvardu ze wszystkiego.
Zdolna bestia.

Gdy przerwali, by spożyć posiłek, Oromis zaprosił Eragona do swego domu, zostawiając smoki na dworze.
Chcą pobyć sami...

Obraz był tak wyraźny i doskonały w każdym szczególe, że Eragon z początku wziął go za magiczne okno. Dopiero gdy przekonał się, że wizerunek pozostaje nieruchomy uwierzył, że naprawdę został namalowany. (...)
- Fairth to wizerunek przywołany magią na wypolerowanym łupku, na którym wcześniej rozprowadzono warstwy barwników. Obraz na drzwiach przedstawia dokładnie Ilireę taką, jaką widziałem ją w chwili wymówienia zaklęcia.
Interesująca parafraza aparatu fotograficznego.
Ech, ten Pałolini...

- Chcę się dowiedzieć tak wielu rzeczy - wyszeptał Eragon. - Kim jesteś, skąd pochodzisz, skąd przybył Brom, jaki był Morzan, jak, co, kiedy, dlaczego?
DLATEGO. *zdrowo zirytowana*

Oromis starannie oskubywał grono porzeczek, pochłaniając kolejno smakowite owoce. Gdy ostatni z nich zniknął między czerwonymi jak wino wargami
Zmysłowe, karminowe wargi stuletniego starego pryka...

Przez chwilę przyglądał się Saphirze i dostrzegł, że w obecności Glaedra zachowuje się nieśmiało i zalotnie. W jednej chwili obracała się, oglądając coś na polanie, w następnej szeleściła skrzydłami i przybliżała się do większego smoka, kołysząc głową z boku na bok i machając koniuszkiem ogona
Zastanawia się, jak go zgwałcić.

- Kąpałeś się dziś rano? - spytał, zaskakując Eragona, który w odpowiedzi pokręcił głową. - Proszę zatem, zrób to jutro i każdego następnego dnia
- Każdego dnia? Woda jest na to za zimna, dostanę zimnicy.
Wykręca się jak diabeł na widok święconej. ^^

- Czy widziałeś niewielkie pomieszczenie z zagłębieniem w posadzce?
- Sądziłem, że służy do prania ubrań albo pościeli.
- Nie, do prania twojej osoby. W ścianie nad zagłębieniem są ukryte dwa pokrętła; obróć je i możesz wykąpać się w wodzie o dowolnej temperaturze.
Pałolini jest tak nowoczesny, że nie wyobraża sobie, jak w średniowieczu mogli nie mieć pryszniców, aparatów czy gwizdków na czajniki. ><"

Saphira chętnie usiadła na swym łożu, gawędząc na temat Glaedra, podczas, gdy Eragon badał tajemnice łaźni elfów.
Z rozczarowaniem stwierdził, że nagie elfie niewolnice nie były wliczone w cenę.

Nastał ranek, a wraz z nim zjawiła się paczuszka owinięta w przejrzysty papier zawierająca obiecane przez Oromisa brzytwę i lusterko. Ostrze było dziełem elfów i nigdy się nie tępiło.
Jakżeby inaczej.

Eragon, krzywiąc się, najpierw się wykąpał w parującej, gorącej wodzie
Za czysta! Za czysta!

a potem uniósł lusterko, oglądając swą twarz.
Jakiś ty seksowny...
*cmok*

Wyglądam starzej, znać po mnie wiek i zmęczenie. I nie tylko.
Bezbrzeżną głupotę i skrajny marysuizm takoż.

Jego rysy wyostrzyły się, nadając mu ascetyczny, drapieżny wygląd.
*siłą powstrzymuje się od parsknięcia*

Nie był elfem, ale nikt, kto przyjrzałby mu się uważniej, nie wziąłby go za człowieka czystej krwi.
*zaczyna się dusić*

Odgarniając włosy, odsłonił zwężające się wyraźnie uszy, kolejny dowód tego, jak więź z Saphirą odmieniła jego ciało.
*nie wytrzymuje i 'ryka' śmiechem*

Trudno przyszło mu zaakceptować przemianę ciała. (...) Świadomość, że nie ma nic do powiedzenia co do kształtu własnego ciała, budziła w nim opór, ale jednocześnie był ciekaw, do czego doprowadzi ów proces. Dodatkowo, wciąż przechodził przez własny, ludzki okres dojrzewania i związane z nim trudności i tajemnice.
- Nie urósł... - mruknął zawiedziony, zerkając w dół.
Ale za to uszy ma długie... Nie można mieć wszystkiego. ^^

Kiedy w końcu dowiem się, kim i czym jestem? - myślał.
Przyłożył brzytwę do nadgarstka (...) i przesunął po skórze.
Ile emo można zmieścić w jednej powieści?
Duuużo.

Gdy jednak dotarł do podbródka, brzytwa poślizgnęła mu się w palcach i skaleczyła głęboko od kącika ust aż po koniec szczęki. Eragon zawył i upuścił ją, przyciskając dłoń do rany, z której krew spływała wprost na szyję - Przez odsłonięte zęby wykrztusił:
- Waise heill! piersi.
Głodnemu chleb na myśli? xD

[Saphira] Zlustrowała pomieszczenie.
Bądź ostrożniejszy. Wolałabym, żebyś pozostał włochaty niczym liniejący jeleń, niż miał obciąć sobie głowę przy próbie golenia.
Ja bym wolała, by obciął sobie głowę.
I co to za figura: włochaty niczym liniejący jeleń? oO"
Kosmaty jak łosoś.
Futro z tilapii!

wymówił wymyślone na poczekaniu zaklęcie. Z jego twarzy opadły smużki czarnego pyłu, pozostawiając idealnie gładkie policzki.
Zaklęcie KudłoPrecz: będziesz gładki niczym pupa niemowlęcia!

- Brom zawsze miał zręczne ręce.
Stary erotoman Oromis coś o tym wie...
Jeżu w borze, to z kim tego nie robił...?

- To, co ci pokaże, nazywamy rimgarem, Tańcem Węża i Żurawia - oświadczył. stając naprzeciwko niego w kwadracie. - To seria póz, jakie opracowaliśmy na potrzeby Kamasutry.

To seria póz, jakie opracowaliśmy, by przygotować naszych wojowników do walki, choć obecnie korzystają z nich wszystkie elfy pragnące zachować zdrowie i sprawność. Na rimgar składają się cztery poziomy, każdy trudniejszy niż poprzedni.
Kolejna ,,cudowna" parafraza - tym razem jogi i wschodnich sztuk walki. -__-"
Nawet zwierzęta wykorzystał podobne...

Ku ogromnej uldze Eragona kolejne pozycje okazały się na tyle łagodne, by nie rozpalić ognia w lędźwiach...
Złośliwiec. xD

Oromis ćwiczył wraz z nim, demonstrując sprawność i siłę niespotykane u kogoś tak starego. Elf potrafił dotknąć czołem palców u nóg.
A potrafi polizać swój łokieć?

- Zmyjmy teraz pot z naszych ciał - rzekł Oromis, gdy skończyli.
A ja wciąż mam skojarzenia!
Pozostaje mieć nadzieję, że to nadal jest wina Pało... Paoliniego.

Obaj podeszli do strumienia obok domu i szybko zrzucili ubrania. Eragon ukradkiem przyglądał się elfowi, ciekaw, jak tamten wygląda, obnażony.
Taka pedofilia w drugą stronę jak się nazywa?
Gerontofilia.
Eragonek to gerontofil!

Na jego piersi i nogach nie wyrastał nawet najmniejszy włosek, podobnie wokół lędźwi.
A ten gdzie się patrzy?!
No co, niektórzy lubią gładkich...
Ale żeby taki stary i pomarszczony? oO"

- Otwórz swój umysł i słuchaj otaczającego cię świata, myśli wszystkich istot na tej polanie, od mrówek wśród drzew po robaki w ziemi.
O nie. Nasz ,,ulubiony" rozdział.  
*idzie spać"

Każdy człowiek czy istota, ktokolwiek, kto chciałby wtargnąć do jego umysłu i zawładnąć nim, mógł to teraz uczynić. Eragon spiął się podświadomie
Obawia się penetracji z zewnątrz...

Zawsze wiedział, że ludzie w Alagaesii są nieliczni j narażeni na różne niebezpieczeństwa, nigdy dotąd jednak nie wyobrażał sobie, że nawet owady tak bardzo przewyższają ich swoją liczbą.
Ciekawe, czy Pałolini też tak myślał, zanim porównał na Wiki liczebność ludzi i owadów.

Mrówki zachowywały się niczym pasterze mszyc, prowadząc je i chroniąc, a także pobierały od nich pożywienie, masując im brzuchy koniuszkami swoich czułków.
Mrówki miziające mszyce. Zaczynam się zastanawiać, czy sam ,,Eragon" nie jest jakąś zmyślną parodią, bo aż wierzyć mi się nie chce, że ktoś mógł wypisywać takie bzdury (nie tylko o mrówkach tu mowa) na serio.
Albo na trzeźwo.

Zrelacjonował wszystko, co zdołał sobie przypomnieć, nie pomijając najdrobniejszych i najmniej ważnych obserwacji, dumny ze zgromadzonej wiedzy. Gdy skończył, Oromis uniósł brwi.
- I to wszystko?
- Ja... - Eragona ogarnęła rozpacz, bo pojął, że jakimś cudem udało mu się źle zrozumieć sens całego ćwiczenia. - Tak, ebrithilu.
Melduję, że przeczytałam ,,debilu".

Jakie są podstawowe samogłoski występujące w pradawnej mowie?
- Co takiego?
Wkrótce okazało się, jak dalece Eragon nie ma pojęcia o podstawach pradawnej mowy.
Pałolini miał pewnie podobną wiedzę, gdy brał się za pierwszy tom Dziewi... Dziedzictwa.
I nadal wiele nie zmądrzał.

- Pobłogosławiłeś dziecko w pradawnej mowie? - spytał Oromis z nagłą czujnością. - Pamiętasz, jak dokładnie brzmiało to błogosławieństwo? (...) To nie błogosławieństwo, lecz klątwa. (...) Powiedziałeś zatem: „Niechaj dobry los i szczęście stale ci sprzyjają i bądź ochroną od złego”. Zamiast ustrzec dziecko przed kaprysami losu, skazałeś je na to, by poświęcało się dla innych, chłonęło ich nieszczęścia i cierpienia tak, by mogli żyć w pokoju…
*skanduje* Eragon ma kłopoty, Eragon ma kłopoty, sialalala... ^____^
I jest debilem, i jest debilem... ^^

- Przez całe życie nie spotkałem nikogo takiego jak wasza dwójka. Każda decyzja którą podejmujecie, wydaje się mieć skutki sięgające o wiele dalej, niźli ktokolwiek mógłby przypuszczać. Każdy wasz kaprys zmienia świat.
Fszehmocny Eragon Cieniobujca i potenżna Safira Lśnioncouska zmieniom śfiat.
Niestety, wcale nie na lepsze.

- Rozumiem, że zmusiłem bezbronne dziecko, by przyjęło na siebie straszne przeznaczenie, nie pytając go nawet o zgodę.
Nooo, a gdyby spytał to by wiele zmieniło. ,,Przepraszam bardzo, dziewoczko, mogę cię przekląć?" - ,,Dawaj, będę Tró!"
Zakładając, że bobas byłby w stanie wydusić z siebie coś więcej niż ,,guguuu!"

Oromis pokazał mu okrągły drewniany bibelot, spoczywający na dłoni. - Dopóki będziesz pamiętał, by nakręcać je regularnie, urządzenie to obudzi cię o stosownej porze każdego ranka.
Jak wręczy Eragonowi komórkę, zacznę mordować - powoli i brutalnie.
*odsuwa się na stosowną odległość*

Przedmiot wielkości orzecha pokrywały głębokie rzeźbione zawijasy, otaczające gałkę wyrzezaną na podobieństwo róży kosmatej.
Kosmata róża?
Pałolini ma wiecznie włochate myśli.
To się leczy.

Niemal udławił się, widząc przekraczającą próg Aryę. (...) Zerwał się z miejsca, dostrzegając, że Arya ma gołe cycki.

- Nasze opanowanie magii - odparła równie cicho Arya - daje nam tyle swobody, ile zapragniemy. Nie polujemy, nie uprawiamy ziemi. W rezultacie całymi dniami zbijamy bąki i mamy wszystko w dupie.

Z niesamowitą szybkością wyciągnęła cęgi z ognia, ukazując pierścień rozpalonej do białości stali zaciśnięty w ich szczękach, przesunęła go przez krawędź niedokończonej kolczugi wiszącej na kowadle, chwyciła młot i uderzeniem wzbiła w powietrze snop iskier, zamykając ogniwo.
*z tego, co wie, zupełnie nie tak robiono kolczugi, ale już nie będzie się czepiać, bo nikt nic nie zrozumie z jej wywodów, a będą się czepiać, że anal nieśmieszny*

Starła odrobinę brudu z rękojeści, po czym oplotła ją palcami i dobyła miecza z wprawą wojownika. Powiodła wzrokiem wzdłuż krawędzi Zar'roca i wygięła w dłoniach ostrze tak mocno, że Eragon zląkł się, że zaraz pęknie.
*gotuje się ze złości* Pomijając fakt, że żaden człowiek nie byłby tak silny... *opanowuje się* Eragon ma miecz z plastiku.
Z Fisher-Price.

- Zar'roc - rzekła - pamiętam cię. - Przytuliła broń, niczym matka pierworodnego.
Elfy mają przeróżne zboczenia.

Jego miecz, Oromisa i dwa inne strzeżone przez rody, które zdołały ocalić je przed Wyrdfell.
Wyrdfell?- ośmielił się spytać Eragon Aryę.
Tak, Wyrdfell. Brzmi zdumiewająco podobnie do Vvardenfell, czyż nie?
Czy chociaż samo ,,Vvarden" i Vardeni. A potem mi powiedzcie, że Pałolini nie jest plagiatorem.
Nieee, Pałolini wielkim pisarzem jest!

- Brom... Pamiętam Broma. Błagał mnie, bym wykuła mu nowy miecz w miejsce tego, który stracił. Szczerze pragnęłam mu pomóc, ale złożyłam już przysięgę. Moja odmowa niepomiernie go rozgniewała, Oromis musiał go ogłuszyć, bo Brom nie chciał opuścić tej kuźni.
Eragon zapisał w pamięci tę informację.
,,Nowy wpis w dzienniku!"

- Święto - wyjaśniła Arya, kiedy ją o to spytał. - Co sto lat urządzamy Święto Przysięgi Krwi, by upamiętnić nasz pakt ze smokami.
W fantasTy święta o niefrasobliwych nazwach NIE ISTNIEJĄ. Wszystkie muszą być mhrochne, tayemnitche i nastroyowe, nawet jeśli nazwa nie ma nic wspólnego z istotą święta. I muszą się odbywać raz na sto lat.
No bo jak by to brzmiało, Dzień Przyjaciół Smoka?

Pośrodku polany stała samotna sosna. Nie wyższa niż reszta jej rodzeństwa, była jednak grubsza niż sto innych drzew razem wziętych.
Sosna o średnicy Pentagonu.

- Oczywiście, że jest przytomna - odparła Arya. Jej głos rozbrzmiewał miękko w nocnym powietrzu. - Chciałbyś, żebym opowiedziała ci historię drzewa Menoa?
- Bardzo.
Biała błyskawica przeszyła niebo niczym samotna zjawa i zatrzymała się pod postacią Bladgena obok Saphiry. Wąskie ciało i wygięta szyja kruka sprawiały, że przypominał skąpca pławiącego się w blasku stosu złota. Kruk uniósł białą głowę i zakrzyknął złowieszczo.
- Wyrda!
Jeszcze brakuje ulewy, wyjących w oddali wilkołaków i gnających niepewnym traktem spienionych koni, ciągnących podskakujący na wybojach powóz...

Historia ogromnego drzewa-Pentagonu o wdzięcznej nazwie Menoa jest tak wsrushayonca, że trzeba ją zacytować. Jak wam się nie chce czytać, możecie ominąć, mnie to doprowadziło tylko do jeszcze większej frustracji - te wszystkie historyjki są taaakie saaameee... -__-"
W dawnych czasach, w latach korzeni i wina, przed naszą wojną ze smokami i zanim staliśmy się nieśmiertelni w stopniu, w jakim nieśmiertelnym może być istota z krwi i wrażliwego ciała, żyła kobieta, Linnea. Linnea postarzała się, pozbawiona towarzystwa mężczyzny i dzieci. Nie czuła potrzeby posiadania ich, wolała zajmować się sztuką śpiewania do roślin, w której celowała. Działo się tak, dopóki w jej drzwiach nie stanął młodzian i nie omamił kobiety słowami miłości. Jego uczucie przebudziło Linriee taką, która, jak sądziła, nigdy nie istniała, i pragnienie doświadczenia tego, co nieświadomie poświęciła. Propozycja drugiej szansy okazała się zbyt wielką pokusą. Linnea porzuciła swą pracę i całkowicie oddała się młodzieńcowi. Przez jakiś czas byli szczęśliwi.
Lecz mężczyzna ów był młody i z czasem zaczął tęsknić za partnerką bliską mu wiekiem. Jego wzrok padł na młodą niewiastę, zaczął się do niej zalecać i zdobył jej serce. Przez jakiś czas oni także byli szczęśliwi.
Gdy Linnea odkryła, że została wzgardzona i porzucona, oszalała z żalu Młodzian uczynił rzecz najgorszą z możliwych: dał jej zakosztować pełni życia, a potem odebrał jej ją bez zastanowienia, niczym kogut podfruwający od jednej kury do drugiej. Znalazła go z tamtą kobietą i w swej furii zabiła nożem.
Linnea wiedziała, że to, co uczyniła, było złe. Wiedziała też, że nawet gdyby oczyszczono ją z zarzutu morderstwa, nigdy nie zdołałaby powrócić do swego poprzedniego życia. Straciło ono dla niej wszelką radość i sens. Podeszła zatem do najstarszego drzewa w Du Veldenvarden, przywarła do niego i złączyła się z nim śpiewem, porzucając wszelkie więzi łączące ją z jej własną rasą. Przez trzy dni i trzy noce śpiewała, a gdy skończyła, stała się jednością ze swymi umiłowanymi roślinami. I odtąd przez wszystkie tysiąclecia czuwa nad lasem. Tak właśnie powstało drzewo Menoa.

Arya pochyliła się z gracją, podniosła niewielką gałąź odrzuconą przez drzewo Menoa i zaczęła splatać ze szpilek niewielki koszyk.
Plecionka z sosnowych igieł?
Elfy zdolne są niesłychanie.

- Oromis-elda - rzekł, starannie przetrawiając każde słowo, nim w końcu je wypowiedział - jest bardzo dokładny. - Skrzywił się, gdy z miażdżącą siłą chwyciła go za ramię.
- Co się stało?
Próbował uwolnić się z jej uchwytu.
- Nic.
- Podróżowałam z tobą dość długo, by wiedzieć, kiedy jesteś szczęśliwy, zły albo cierpisz. Czy coś zaszło między wami?
Eragon rozpłakał się.
- Ja go kocham, a on mnie tylko wykorzystuuujeee...!

- Barzul! - Krasnoludzkie przekleństwo przeraziło Eragona; nigdy wcześniej nie słyszał, by Arya klęła, a to słowo wydawało się wyjątkowo stosowne, oznaczało, bowiem zły los.
Nawet wulgaryzmy są w Alagaesii przesłodzone i ugrzecznione. Żaden nigdy nie ryknie ,,kurwa!", tylko piśnie ,,masz ci los!"

WĄTEK NASUADY

- Ty - rzekła [Nasuada], wskazując go. - Ile twoich kur zabił? Powtórz.
- Trzynaście, pani.
Wszyscy chłopi w średniowieczu umieli liczyć do stu.

- Rozkazuję, zatem, byś zapłacił miedziaka za każdą skradzioną kurę. (...)
- To wszystko?! - wykrzyknął blady mężczyzna, jeszcze mocniej skręcając czapkę. - To nieuczciwa cena. Gdybym sprzedał je na targu...
Nasuada nie zdołała się pohamować.
- Tak, dostałbyś więcej. Ale wiem przypadkiem, że mości Gamble'a nie stać na pokrycie równowartości kur, bo to ja wypłacam mu pensję.
Miedziaka za każdą kurę, ja pierdolę, ale realizm... T_T Czy w Alagaesii nie wynaleźli jeszcze narzędzi tortur?
Ja im mogę pomóc...

Nieustanny upał pozbawiał ja sił i sprawiał, że nawet najprostsze zadania wydawały się nieznośnie trudne.
Nasuada - czarnoskóra piękność - nie przywykła do wysokich temperatur.

- Chcę, żeby przeniesiono tego Gamble'a. Dajcie mu prace, w której, wykorzysta się jego elokwencję, może w kwatermistrzostwie, byle tylko dostawał pełne racje. Nie chcę, żeby znów stanął przede mną oskarżony o kradzież.
I w efekcie ten, któremu Gamble ukradł kury, jest po wyroku sądu bardziej poszkodowany niż złodziej.
To mi śmierdzi jakąś aferą.

- Tak, pani. Ach, gdy byłaś zajęta, król Orrin prosił, byś odwiedziła go w pracowni.
- Co tam zrobił tym razem? Oślepił się?
- Wykastrował.
- Łee, to nie idę.

gdyby Galbatorix postanowił sam nas zaatakować, pomyślała z goryczą. Chroniła ich przed tym tylko duma Galbatorixa i taką przynajmniej miała nadzieję, jego strach przed Eragonem.
Galbatorix pewnie moczy się w nocy ze strachu przed walecznym Eragonem kaleką.

- Widzę, że doszedłeś do siebie po zeszłotygodniowym wybuchu. Orrin skrzywił się dobrodusznie.
- Nauczyłem się, że niemądrze jest łączyć fosfor i wodę w zamkniętej przestrzeni. Efekty mogą być dość gwałtowne.
Zaleciało mi Dexterem.
Albo jego kumplem Mandarkiem.

- Nie wiedziałam, że palisz.
- Tak naprawdę nie palę - przyznał - ale odkryłem, że dopóki mój bębenek nie do końca się zrósł, mogę zrobić coś takiego. - Zaciągnąwszy się, wydął policzki. Po chwili z jego lewego ucha wypłynęła smużka dymu, cienka niczym wąż opuszczający swe gniazdo, i popłynęła w górę wokół głowy.
Lol.
To bębenki mogą się zrosnąć po pęknięciu? Konia z rzędem ołowianych żołnierzyków temu, kto mi powie.

Fragment długi, ale muszę zacytować całość.
Zanurzając w tygielku długą, szklaną rurkę, napełnił je rtęcią, po czym palcem zatkał wolny koniec i pokazał Nasuadzie.- Zgodzisz się, że jedyną rzeczą w tej rurce jest rtęć?
- Zgodzę.
Dlatego właśnie chciał się ze mną widzieć? - pomyślała.
- A teraz? - Jednym szybkim ruchem odwrócił rurkę i wsunął otwarty koniec do kociołka, zabierając palec. Miast się wylać, jak oczekiwała Nasuada, rtęć w rurce opadła mniej więcej do połowy, po czym się zatrzymała i zamarła. Orrin wskazał pustkę ponad metalem. - Co zajmuje to miejsce?
- To musi być powietrze - oświadczyła Nasuada. Orrin uśmiechnął się szeroko i pokręcił głową.
- Skoro tak, jak udałoby mu się wyminąć rtęć bądź przeniknąć przez szkło? Nie ma żadnej drogi, którą mogłoby się tam dostać. - Gestem wskazał Faricę. - Jaka jest twoja opinia, panienko? Farica przez dłuższą chwilę przyglądała się rurce, w końcu wzruszyła ramionami.
- To nie może być nic, panie.
- Ach, wręcz przeciwnie. Myślę, że to właśnie jest nic. Uważam, że rozwiązałem jedną z najstarszych zagadek filozofii naturalnej, tworząc i dowodząc istnienia próżni!
Nagrodę Jobla temu panu.
Na cholerę Pałolini marnuje miescje w książce, by się pochwalić, że wie, co to jest próżnia?
Ja podejrzewam, że jego mózgoczaszkę wypełnia próżnia.

- Jakiemu celowi to służy?
Pochwaleniu się, że umie się wpisać odpowiednie hasło do Wikipedii.

A teraz zabawa w dokończenie zdania! ^^
- Najbardziej jednak podnieca mnie perspektywa...
Pytanie: co podnieca ,,króla" Orrina? Prawidłowa odpowiedź u dołu strony, małym druczkiem.

Zaledwie wczoraj Trianna pomogła mi jednym zaklęciem odkryć dwa zupełnie nowe gazy.
Jeden po fasoli, drugi po kapuście.

Zastanawiam się, czy samemu nie nauczyć się magii, jeśli mam taki talent i jeśli zdołam przekonać jakiegoś maga, by przekazał mi swą wiedzę.
Tak też uczynił Pałolini, z tym że wyglądało to tak: zastanawiał się, czy samemu nie napisać Ksionrzki, skoro ma taki Talęt i jeśli zdoła przekonać starych, by mu wydali.

Uwięziona w labiryncie przeciwności, dysponowała tylko jednym atutem - cyckami.

Uwięziona w labiryncie przeciwności, dysponowała tylko jednym atutem - władzą nad graczami, którzy mieli odegrać główną rolę w kolejnym akcie dramatu: Eragonem i Saphirą.
Uau, Nasuada ma władzę nad Eragonem...
A ja myślałam, że ten stary elf Oromis.
Różnica jest taka: Nasuada włada życiem Eragona, Oromis włada rzycią Eragona.

- Nim tu przybyliście... nie, nie tak. Nim twój Jeździec zmaterializował się w pełni z eteru niczym Moratensis z jego źródła (...)
Nie, inaczej... Nim Eragon Cieniobójca objawił się nam w podobie Matki Boskiej Fatimskiej... Nie, wróć. Zanim niczem poranna zorza na Alasce w barwach lazuru i błękitu paryskiego zalśnił na niebie Eragon Garrowson, dosiadając swej potężnej i wiernej smoczycy... Nie, moment. Nim ten półgłowek na smoku zaczął wszystko partaczyć...

To nie muszą być długie przerwy, wystarczy pięć, dziesięć minut. Możesz nawet ćwiczyć strzelanie z łuku, co również posłuży twojemu celowi, lecz w inny sposób.
Albo wiem, panno Nasuado, rąbanie drwa lub ćwiczenie władania młotem bojowym będzie dla ciebie idealnym zajęciem!

Musiała zaczekać na jego odpowiedź, a gdy ta nadeszła, miała w sobie żałobny ciężar złowieszczej przepowiedni.
- To nie ma sensu, jesteśmy beznadziejni, w końcu jakaś wredna nastolatka zanalizuje to, co ten debil Pałolini każe nam robić...

Roztańczone cienie chłodziły ich twarze; to chmara szpaków przesłoniła słońce.
Szpaki były wielkości TIRów.

- Czy twoi agenci nadal rozpowszechniają wieści o Eragonie?
- Staje się to coraz bardziej niebezpieczne, ale owszem. Mam nadzieję, że jeśli rozpuścimy w miastach takich jak Dras - Leona pogłoski o mocy Eragona, gdy dotrzemy do miasta i mieszkańcy go ujrzą, dołączą do nas z własnej woli i unikniemy oblężenia.
Pfff... *parska niepohamowanym śmiechem* MOC Eragona...

Nasuada zacisnęła palce na parapecie tak mocno, że w chwilę później zamek rozpadł się na kawałki.

Niesiona gniewem Nasuada trąciła prawym rękawem nefrytową butelkę i zrzuciła ją na ziemię.
Bardzo biedny kraj. Nawet butelki robią z kamieni szlachetnych.
A potem trzeba kury kraść.

Jej rękaw i spódnica kruszyły się, zamieniały w kredowobiałe pajęczyny, wydzielając gryzące opary.
- Uwolnij mnie z niej - poleciła.
Uwolnij ją z okowów sukni!
A ja myślałam, że takie teksty padają tylko w słabych pornosach.

Trzymając skażoną rękę jak najdalej od ciała w dwóch palcach drugiej ręki, rzekła:
- Fuj.

Palce służki gorączkowo drapały plecy Nasuady, w rozpaczliwym pośpiechu zmagając się z węzłami, aż w końcu rozluźniły wełniany stanik opinający tors.
Służka dobiera się do królowej. xD

Przez chwilę oddychała głęboko, uspokajając się; z rozpaczą przyjrzała się zniszczonej sukni. (...) Nasuada nie dysponowała niczym, co mogłoby ją zastąpić nie mogła też zamówić nowej sukni, biorąc pod uwagę trudności finansowe Vardenów.
Straszne! Królowa nie ma żadnych sukienek!
Kilerem mi zaleciało. ,,Jurek, trzysta dolarów? Ochujałeś? Co ja sobie za to kupię? Waciki?"

Będę musiała poradzić sobie jakoś bez niej, pomyślała.
Będę chodzić nago.

- Równie dobrze możemy ocalić jak najwięcej materiału. Wytnę zniszczone kawałki i każę je spalić. (...) Co więcej, gwarantuję, że inne damy zachwycą się nową modą i zaczną cię naśladować.
I tak oto Nasuada zapoczątkowała modę na mini.
W Alagaesii dokonują samych niezwykłych odkryć.

Zamierzając rozciąć szew, wyciągnęła rękę i zahaczyła czubkiem nożyczek rąbek klockowej koronki, przecinając ją na pół.
Fujara! Hahahahahahahahahahaha!
Swoją drogą ciekawe jest to, że koronki klockowe produkuje się dopiero od XVI wieku (my też umiemy korzystać z Wiki! ^^). Ja już w końcu nie wiem, na podobieństwo jakich czasów Pałolini pisze tę cholerną ,,trylogię".

Nie wstając z krzesła, Nasuada sięgnęła w dół i uniosła suknię, pokazując Triannie uszkodzoną koronkę. - Zatem wedle tych ograniczeń powinnaś móc opracować zaklęcie pozwalające produkować koronkę za pomocą magii?
Sprytne, kieckę sobie naprawi. Sprawa najwyższej wagi państwowej.

Pytam o koronkę, bo jeśli zdołacie produkować ją szybko i łatwo dzięki magii, będziemy mogli utrzymać Vardenów, sprzedając tanie koronki klockowe i niciane w całym imperium. Właśni poddani Galbatorixa dostarczą nam niezbędnych funduszy.
*zatkało ją*
W tej Alagaesii wszyscy wpadają na takie błyskotliwe, genialne pomysły... obrzucanie armii orkopodobnych stworów kamieniami, przywiązanie nieprzytomnej elfki smokowi do brzucha, teraz wyjście z kryzysu finansowego za pomocą sprzedaży koronek...
Skoro wszyscy klepią biedę, to niby za co mieliby je kupować? Ja-pier-do-lę... *z każdą sylabą wali czołem w blat biurka*

Nasuada z zadowoleniem odprowadziła wzrokiem czarodziejkę, po czym zamknęła drzwi, pozwalając sobie na chwilę dumy z tego, co osiągnęła. Wiedziała, że żaden mężczyzna, nawet jej ojciec, nie wymyśliłby czegoś podobnego.
Bo nie byłby na tyle głupi.

- Witaj, Jórmundurze. Jak się dziś miewa twój syn? - Ucieszyła się z jego przybycia. Ze wszystkich członków Rady Starszych Jórmundur najłatwiej zaakceptował jej przywództwo, służąc Nasuadzie z tą samą psią wiernością i determinacją jak wcześniej Ajihadowi.
Ta ,,psia wierność" zabrzmiała co najmniej niepokojąco.

- Magia najosobliwszego rodzaju.
- Ach tak?
- Pamiętasz dziecię, które pobłogosławił Eragon?
Oho. *wyciąga popcorn, colę i ze złośliwym uśmieszkiem patrzy na dalszy rozwój wydarzeń*

Nasuada zmarszczyła brwi. Z dawnych opowieści wiedziała, że zlekceważenie słów kotołaka to szczyt głupoty, często wiodący wprost do zguby. Jednakże jego towarzyszka, zielarka Angela, władała również magią i Nasuada nie do końca jej ufała.
Ciekawe, że wszyscy ze wszystkimi się tu znają.
A jeszcze tom temu Eragon nie znał nikogo.

Choć nie czuła się dobrze, Nasuada wiedziała doskonale, że i tak znosi gorąco lepiej niż większość ludzi, a to z powodu swej ciemnej skóry.
No wreszcie, Pałolini odkrył Amerykę w konserwach.
Już myślałam, że na to nie wpadnie.

- Kto tam?
- Pani Nasuada przybywa, by zobaczyć dziecko.
- Czy ma szczere serce i silną wolę? Tym razem to Nasuada odpowiedziała.
- Serce me jest czyste, a wola niczym żelazo.
O Borze...

Na środku pomieszczenia klęczała blada dziewczynka. Nasuada oceniła, że ma jakieś trzy, cztery lata.
W ciągu niespełna roku od ,,błogosławieństwa" Erasia, dziewczynka podrosła o cztery latka.

Na widok smoczego piętna jaśniejącego na czole dziecka Nasuada zachłysnęła się głośno. Spojrzała głęboko w fioletowe oczy. Dziewczynka wygięła usta w upiornym uśmiechu.
- Jestem Elva.
Mam trzy latka, trzy i pół. Sięgam głową ponad stół...
Mam fartusheq w trzy krzyżyki i zażywam narkotyki. ^^

To był głos dorosłej osoby, w którym brzmiało doświadczenie i cynizm. W ustach dziecka zabrzmiał odrażająco.
Oryginalne. Pewnie jeszcze ma długie kły i nocami odwiedza sypialnie małych chłopców.

- Usiądź, proszę. Czekałam na ciebie odkąd nauczyłam się mówić.
Nie wypuszczając sztyletu, Nasuada powoli opuściła się na kamienną posadzkę.
- Kiedy to było?
- W zeszłym tygodniu.
xD

Oszołomiona Nasuada gapiła się na dziewczynkę. Niczym klucz wsunięty w zamek
Lub jak penis wsunięty...
NIE KOŃCZ! Już się wyżyłaś na zajebistych porównaniach Orrina!

- Czym ty jesteś? - spytała ostro.
- Jestem tym, czym stworzył mnie Eragon.
- On cię pobłogosławił. Straszliwe, stare oczy zniknęły na moment pod powiekami, gdy
Elva mrugnęła.
- Sam nie rozumiał, co robi. Odkąd Eragon mnie zaczarował, gdy tylko widzę człowieka, wyczuwam wszelkie dręczące go troski i cierpienia, i te, które dopiero nastaną. Kiedy byłam mniejsza, nic nie mogłam z tym zrobić, toteż urosłam.
Jedno wynika z drugiego. Nie potrafiła mówić, więc skupiła się, stęknęła i urosła.

- Zastanawiasz się, czemu, widzę to. Bo jeśli ta wojna nie dobiegnie końca, i to im szybciej, tym lepiej, doprowadzi mnie do obłędu. Dostatecznie trudno jest mi znosić ból życia codziennego, a co dopiero okropności bitwy. Wykorzystaj mnie, zatem, a dopilnuję, byś żyła tak szczęśliwie, jak żaden inny człowiek.
Ona chce być wykorzystana. O.O

Tkwiła tam niczym upiorny płód w łonie matki, czekający na właściwy moment, by wychynąć na świat.
Drrrapieżne embriony, czyhające w mrocznych macicach na odpowiednią chwilę, by zerwać pępowinę i uniezależnić się od żywicielki...

- Jest niebezpieczniejsza od wielu i mniej niebezpieczna od innych. Jeśli jednak kogoś zabije, to najpewniej siebie.
O, w takim razie Elva powinna przejść do historii jako największe emo w dziejach, które czuje smuteq innych i popełnia samobójstwo, by sobie ulżyć.
Będą ją czcić pod postacią fioletowego penisa.

Jako suwerenka Eragona odpowiadam za jego czyny, nigdy jednak nie przypuszczałam, że mógłby zrobić coś równie potwornego.
On też nie przypuszczał.
I to jest najzabawniejsze. ^^

- Nie zrobię... trwałej.
Ondulacji.

WĄTEK ERAGONA

Opuścił głowę, zmagając się z huraganem, i powoli okrążył pokój, przywierając do ściany. W końcu dotarł do otworu, przez który wpadała wichura. (...) Wyłącznie dotykiem odnalazł skraj cienkiej błonki, którą można było wyciągnąć z drewna, by zamknąć otwór.
Aparaty, budziki, gwizdki na czajniki... czemu nie roleta na okno?
Jak tak dalej pójdzie to i komp się znajdzie. ^^

Eragon siłował się z zasłoną bez pomocy Saphiry. W chwili, gdy mu się udało, jego plecy rozdarł znajomy ból - niekończący się, wręcz ogłuszający ból.
Raz jeden krzyknął i ochrypł od siły owego krzyku.
Och, jejciu rety!
Przypomnijmy, że jego rana pochodzi od zwykłego cięcia mieczem... Oczywiście rana w tajemniczy sposób zabliźniła się zaraz po zakończeniu bitwy, co nie przeszkadza jej wywoływać od czasu do czasu pozbawiających przytomności ataków.

W połowie drogi natknął się na Saphirę, która wepchnęła głowę i szyję w przejście, rozdzierając łuskami drewno.
Nikt nie pomyślał, że DRZEWO to nienaljepsze mieszkanko dla SMOKA...
Ale to jest takie magiczne drzewo, elfowe. Wręcz morrowindowe. A u Telvanni to i mechaniczne centuriony po drzewkach biegały.

Wysunęła język i musnęła szorstkim koniuszkiem język Eragona.

Saphira wygięła szyję i spróbowała się cofnąć, bez skutku.
Co się stało?
Utknęłam.
Kubuś Puchatek musiał w takiej sytuacji poczekać aż schudnie. No cóż... miłej głodówki.

Jej łuski głęboko zarysowały korę, całkowicie ścierając delikatne wzory w drewnie.
Ups - mruknęła Saphira.
Przynajmniej to twoje dzieło, nie moje. Tobie elfy może wybacza. W końcu, jeśli je poprosisz, są gotowe całymi dniami i nocami śpiewać krasnoludzkie ballady miłosne.
ELFY śpiewające KRASNOLUDZKIE ballady?!
No... przynajmniej zerwał ze stereotypami.

Kolejny głupi tytuł rozdziału: DLACZEGO WALCZYSZ?

Podczas lotu Eragon i Saphira wymieniali się wspomnieniami z wczorajszych lekcji. Opowiedział jej wszystko, czego dowiedział się o mrówkach i pradawnej mowie, a ona o prądach opadających i innych niebezpiecznych zjawiskach pogodowych, a także o tym jak ich unikać.
Dzięki temu, gdy wylądowali i Oromis przepytał Eragona z lekcji Saphiry, a Glaedr Saphirę z tego, czego dowiedział się Eragon, zdołali odpowiedzieć na wszystkie pytania.
Też bym chciała tak zajebiście szybko zapamiętywać. Nie miałabym co roku czterech (co najmniej) zagrożeń. 

Tak jak poprzednio, Saphira odleciała z Glaedrem, a Eragon został na urwisku. Tym razem jednak zachowali łączącą ich więź, by móc przyswajać udzielane sobie instrukcje.
Nie wiem, czy Saphira będzie mogła się skupić, podczas gdy do jej umysłu będą docierać odczucia Eragona, któremu Oromis znowu dobiera się do rzyci...
Ani Eragon, którego będzie rozpraszać strumień świadomości z pierwszego razu Saphiry z Glaedrem. ^^

W chwili, gdy ich miecze się zetknęły, Eragon zrozumiał, że Oromis przewyższa go umiejętnościami, tak jak Durza i Arya. On sam był znakomitym szermierzem - człowiekiem, nie mógł jednak konkurować z wojownikami, w których żyłach płynęła magia.
No pewnie, Eragon jest najlepsiejszy, ale znajdzie się paru buraków, którzy umieją czary i wszystko diabli biorą. Argh, argh, argh...

Oromis testował Eragona na wszystkie możliwe sposoby, zmuszając go do wykorzystania całego arsenału pchnięć, ciosów, blokad i sztuczek. Na próżno, Eragon nie mógł dotknąć elfa.
Biorąc pod uwagę fakt, że to Oromis, mam skojarzenia, że ho-ho. ^^

Eragon dźwignął się na kolana i z mieszaniną niesmaku i żalu przyjrzał swej nowej tunice. Piękny rdzawy materiał pokrywała warstwa brudu, pamiątka konwulsji na ziemi. We włosach także miał błoto.
Boshe, strashne, jak ja wyglondam, gdzie moja kosmetyczka? ;((((((((((((((((((

Tu przez następne dwie strony Pałolini zanudza mnie niemal na śmierć długimi wywodami o tym, jak Eragon odkrywa fascynujące aspekty życia mrówekkkkkkkkkkzzzzzzzzzzzzzzzz... *śpi*
Budź się! Sama analizy nie napiszę!

A towarzysząc grupce mrówek wędrujących w górę gałązki różanego krzaku, obejrzał dobitną demonstrację tego, z jakimi wrogami przychodziło im się zmierzyć - jakiś stwór wyskoczył spod liścia i zabił jedną z nich.
*budzi się* Och, drodzy państwo, mamy tu niesamowity zwrot akcji - kolonię mrówek zaatakował jakiś potwór!

Eragon nie potrafił odgadnąć, co to za istota, bo mrówki widziały tylko jej fragmenty, a poza tym większą uwagę przykładały do zapachu niż wzroku. Gdyby były ludźmi, powiedziałbym, że zostały zaatakowane przez straszliwego potwora wielkości smoka, o szczękach potężnych jak najeżone ostrzami kraty bram w Teirmie, poruszającego się z oszałamiającą prędkością, myślał.
Czy to ptak? Czy to samolot? Nie! Penis wie, co to, ale mrówkom i tak wszystko jedno, zapowiada się pojedynek na śmierć i życie!

Rzuciły się na niego bez najmniejszego strachu, atakując grube nogi i wycofując się na sekundę przedtem, nim stwór chwycił je żelaznymi szczypcami.
Mrówki przystępują do frontalnego ataku, lecz co to? Potwór nie daje za wygraną i próbuje rozrywać im odwłoki szczypcami! Iiile krwiii!

Była to desperacka bitwa, żadna ze stron nie zamierzała ustąpić.


Tak bardzo zafascynowała go walka, że kiedy mrówki w końcu zwyciężyły, wydał z siebie radosny okrzyk, tak głośny, że spłoszył przycupnięte wśród drzew ptaki.
GOOOOO...! Yyy, znaczy: mrówki wygrywają!

Z ciekawości powrócił myślami do swego ciała i podszedł do różanego krzaka, by tam w spokoju oddać się masturbacji.
Tak sam? Oromis będzie zły, że go nie zaprosił.

Ujrzał zwykłego brązowego pająka z podwiniętymi nogami. Mrówki niosły go właśnie do swego gniazda.
Zdumiewające.
Zaiste. *ziewa potężnie*
Poza tym, od kiedy pająki atakują z własnej inicjatywy, zamiast czekać po borzemu, aż coś samo im wlezie do pajęczyny?

Musisz się bardziej przyłożyć, Eragonie. Wiem, że potrafisz, jesteś inteligentny i uparty, i możesz zostać wielkim Jeźdźcem.
Pfff. Mechanicznego byka chyba.
A i z tego szybko by się wyjebał.

Mimo że to trudne, musisz nauczyć się zapominać o kłopotach i skupiać całkowicie na aktualnym zadaniu.
Wyzbądź się twego emo...
Tego wewnętrznego fuj...

Oromis wyjął z szafek bochen świeżo upieczonego chleba i stój masła z orzechów laskowych
Może jeszcze Nutellę. >.<
I zagryzł Snickersem, i popił coca-colą.


Biorąc to wszystko pod uwagę, jaki byłby najłatwiejszy sposób rozwiązania owych różnych zagrożeń, pomijając osobisty udział w bitwie?
Eragon zamieszał zupę, by ją przestudzić, i starannie rozważył problem.
- Myślę - rzekł powoli - że najłatwiejszym wyjściem byłoby wyszkolenie oddziału magów, niekoniecznie nawet potężnych, zmuszenie ich, by przysięgli mi wierność w pradawnej mowie, a potem posłanie, by przeniknęli do Surdy i sabotowali wysiłki Vardenów, zatruwali studnie, sikali na mury i pluli na chodniki.

Tak czytam o sposobie walki magią i jak o tym dyskutują, i nic a nic z tego nie rozumiem. oO" Jeszcze tom temu mówiono, że żelazną regułą magicznego pojedynku jest wniknięcie do umysłu przeciwnika, by dwaj walczący wiedzieli, jakiego zaklęcia ma zamiar użyć drugi, by w porę móc zareagować (czy tylko ja widzę tę drobną niedorzeczność?). Teraz z kolei Oromis i Eragon zastanawiają się, czy warto wnikać do umysłu, bo ,,Miast próbować najpierw podbić twój umysł, nieprzyjaciel po prostu rzuci czar mający cię zabić, choć tuż przedtem, nim zostaniesz zniszczony, wciąż będziesz mógł odpowiedzieć tym samym. Nie możesz jednak powalić swego mordercy, jeśli nie wiesz, kim ani gdzie jest." Ni w chuja nie rozumiem, o co im biega.
Myślę, że Pałolini też nie.

- Wydaje mi się to złe. Niewłaściwe.
- Ach tak? Wyjaśnij…
- Co z prywatnością innych? Brom uczył mnie, bym nigdy nie gwałcił (...) innych, chyba, że to absolutnie konieczne.

- Czy mógłbyś mi powiedzieć, jakie jest najcenniejsze narzędzie umysłowe, które posiada człowiek? - spytał Oromis.
(...)
- Determinacja - wypalił w końcu. (...)
- Nieźle, ale jeszcze raz nie. Odpowiedź brzmi: logika, czy też, ujmując to inaczej, umiejętność analitycznego myślenia.
Analitycznego? Tak jak przy analizach? To znaczy, że jestem supermądra? Yay! *podnieciła się*

Usta Oromisa wygięły się w ostrym jak brzytwa uśmiechu.
Aż wargi zaczęły mu krwawić.
Te zmysłowe, karminowe wargi.

Usta Oromisa wygięły się w ostrym jak brzytwa uśmiechu.
- (...) Zgadzam się, że cnota odgrywa wielką wagę
*chrząka*

Szlachetni ludzie o powolnych umysłach wywołują zbyt wiele problemów tego świata.
Patrz: Eragon.

- Jak zamierzasz nauczyć mnie logiki?
Uśmiech Oromisa stał się szerszy.
Już mu coś zboczonego chodzi po łbie, staremu erotomanowi.
W sumie biedny ten Eragon.

Sprzątnęli ze stołu i wynieśli naczynia na dwór, by wyczyścić je piaskiem.
A potem będą z nich jeść?
Cicho, nie ty załapiesz salmonellę albo inne świństwo, co ci przeszkadza? ^^

Eragon odchylił się i rozprostował plecy.
Nie zabolały go?! O_O
Bo ten moment jest za mało dramatyczny.

Tymczasem jego mistrz wyjął z zagłębień w ścianie pięć zwojów.
- Dwa z nich są w pradawnej mowie - oświadczył - trzy w twoim ojczystym języku
Który już nie ma nazwy.
To dziwne, bo zazwyczaj nawet nazwy ojczystych języków mają mnóstwo apostrofów oraz kresek i kropek nad literkami.

Ręka elfa śmignęła z bezbłędną celnością i wyciągnęła ze ściany potężny szósty zwój. Oromis dodał go do piramidy tkwiącej w ramionach ucznia.
- To jest słownik. Wątpię, byś zdołał przeczytać go w całości, ale przynajmniej spróbuj.
Oromis wątpi w intelekt Eragona. Już go lubię.

Elf stanął w rozkroku na trawniku przed domem (...) zwrócony plecami do Eragona.
Oho, zaczyna się. xD

Magia to sztuka myślenia
Eragon nie posiadł ani jednego, ani tym bardziej drugiego.

Techniki te są tak potężne i niebezpieczne, że nigdy nie uczono ich takich jak ty nowicjuszy. Okoliczności jednak wymagają, bym ci je przekazał i ufał, że ich nie nadużyjesz.
Frajer.

Na oczach Eragona ponad strumieniem płynącym obok chaty utworzyła się kula wody i poszybowała w powietrzu, by zawisnąć pomiędzy wyciągniętymi palcami elfa. Strumień pod niskimi gałęziami drzew był ciemnobrązowy, natomiast podchodząca z niego kula bezbarwna niczym szkło. W środku pływały drobinki mchu, brudu i inne śmieci.
Papierki, sreberka po cukierkach, zużyte kondomy...

Gdyby nieprzyjaciel uwięził twoje nogi, im był silniejszy od ciebie, to próbując przełamać jego zaklęcie, zużyłbyś cała energię. Zginąłbyś, nie mogąc przerwać próby, nawet gdybyś pojął, że spełznie na niczym.
No patrz, a w poprzednim tomie udało mu się przerwać, gdy zamieniał piasek w wodę...
To już podpada pod jakieś prawa marysuizmu.

Podszedł do Oromisa, ukląkł i...
*rży jak gÓpia*

Podszedł do Oromisa, ukląkł i ukłonił się na modłę krasnoludzką przyciskając posiniaczone czoło do ziemi.
Bardzo mądre, do elfa kłaniać się jak do krasnoluda. -_-"
Bo Pałolini nie może się zdecydować, czy w Alagaesii one się lubią, czy nie. ^^
 

A tu rozwiązanie zagadki co podnieca ,,króla" Orrina:
- Najbardziej jednak podnieca mnie perspektywa wykorzystania magii do przeniknięcia tajemnic natury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz