Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Najgłupszy - Dziewictwa księga druga część 4

wtorek, 24 kwietnia 2012

Najgłupszy - Dziewictwa księga druga część 4

Na początek pragnę zaanonsować, że w przyszłym tygodniu analizy nie będzie, gdyż ponieważ będę się majówkować. :) Za wszelkie niedogodności przepraszam. Za to w dzisiejszym odcinku:
Czy w mrocznym, epickim heroic fantasy jest miejsce na słowa ablucja i egzoszkielet?
Czym Eragon narazi się Oromisowi?
Co sprawia, że wszystkie elfy są tak piękne? Ostrzegam, że odpowiedź na to ostatnie pytanie może być dla niektórych szokiem, jak i dla nas była... Niemniej, zapraszamy do poznania jej!




WĄTEK ERAGONA

Obaj trwali w swych pozycjach
Uahahaha! *ma skojarzenia, i to jakie*

- Nie nauczysz mnie sam? - spytał Eragon z cieniem urazy w głosie.
- Nie mam cię czego nauczyć. Jesteś jednym z najlepszych szermierzy, jakich poznałem
Niebędęsiędenerwować, niebędęsiędenerwować... ><"
*podaje siekierę*

- Czemu nie mogę zrobić tego z tobą... mistrzu?
A czego? *chichocze jak głupia*

- Czemu nie mogę zrobić tego z tobą... mistrzu?
- Bo nie mam ochoty zaczynać dnia od konfliktów i hałasów
*nuci* Cztery razy po dwa razy i dwa razy raz po raz...
O północy ze dwa razy i nad ranem jeszcze raz... ^^

Szybkość i gwałtowność reakcji Glaedra sugerowała, że nie po raz pierwszy tego dnia Saphira dała mu się we znaki. Zamiast skruchy Eragon wyczuł w niej podniecenie i figlarne rozbawienie, jak u dziecka z nową zabawką, a także niemal ślepe oddanie drugiemu smokowi.
Te smoki to też zboczuchy.
Prawie jak elfy.

Owszem, a jaka to zabawa!
Smoczyca spięła się pod nim (Eragonem).
Niebędęmiećskojarzeń...
Anija...

Eragon odprowadził go wzrokiem, zastanawiając się nad pytaniem, które zadał mu Oromis: Jak mógł uzasadnić walkę z imperium, skoro sprawi ona ludziom ból i wywoła cierpienie?
Mam odpowiedź - odezwała się Saphira.
Jaką?
Że Galbatorix... Zawahała się i stwierdziła. Nie, nie powiem ci, sam powinieneś ją znaleźć.
Spodziewam się czegoś równie genialnego, jak przywiązanie elfki smokowi do brzucha.

Eragon ponownie zauważył brak elfich dzieci.
Biorąc pod uwagę te elfie zboczenia, rzeczywiście dziwne zjawisko.

W końcu dotarli do strzelistego łuku pomiędzy dwoma drzewami, służącego za wejście do rozległego kompleksu.
Galeria handlowa?

Arya zanuciła w pradawnej mowie.
- Korzeń drzewa, owoc, krzew, pozwól mi przejść, na moją krew.
Ene, due, rike, fucke...
Fucke? xD

Wrota zadrżały i otwarły się na zewnątrz, wypuszczając pięć paziów królowej, które wzleciały ku ciemniejącemu niebu. Za bramą rozciągał się rozległy ogród kwiatowy, zaplanowany tak, by przypominał naturalną, dziką łąkę.
Weszli na ścieżkę i zabrzmiała muzyka z ,,Tajemniczego ogrodu". -_-"

Jedyny sztuczny element stanowiła różnorodność roślin: wiele gatunków kwitło poza sezonem bądź pochodziło z gorętszych czy chłodniejszych klimatów i nigdy nie wzrosłoby bez magii elfów.
Oczywiście, Eragon wiedział to na pierwszy rzut oka.

Ogród oświetlały podobne do klejnotów pozbawione płomieni lampy
Lampki ogrodowe na baterie słoneczne. 

Nim Eragon się zorientował, drzewa stały się gęściejsze
Niby wiem, że to poprawa forma, ale i tak brzmi jak brzmi.

elfka opowiadała mu o różnych odmianach kwiatów, o tym, skąd pochodzą, jak się je hoduje i, wielu przypadkach, w jaki sposób odmieniono je magią.
No cudownie, rośliny ulepszane magią, śpiewanie zwierzętom, by na rozkaz i wszystkie w jednej chwili zaczęły gody... a gdzie ta słynna równowaga w przyrodzie?
Pałolini po prostu łaknie władzy nad czymś więcej, poza pilotem do telewizora. *naukowym tonem*

- Czyż to nie najdoskonalszy i najpiękniejszy kwiat? - Spytała Arya. Eragon patrzył na nią, niemal boleśnie świadom jej bliskości.
- O tak - odparł i nim opuściła go odwaga, dodał: - Podobnie jak ty.
Uahahaha, zaczyna się...
Te nieudolne zaloty to jedna z najlepszych rzeczy w tym szmatławcu. xD

Ba! Skoro ty jesteś moim sumieniem, a ja twoim, to mam obowiązek uprzedzić, kiedy zachowujesz się jak oszalały dureń.
Niczym liniejący jeleń? *niewinnym tonem*

Na co ty liczysz? Arya to księżniczka
A ja jestem Jeźdźcem.
To elfka, ty jesteś człowiekiem!
Z każdym dniem coraz bardziej przypominam elfa.
Jeśli o zboczenia chodzi, to owszem.
Idź już do domu, Eragonie, Oromis na ciebie czeka. :3

Ujmując wolną rękę krasnoluda, Eragon postawił go do pionu. Jak zawsze zaskoczyła go masa Orika (...) Orik zachwiał się mocno, osiągając tak silne wychylenie
Używa tego trudnego, fizycznego żargonu.
Szacun.

- Co pijesz?
- Faelnirv - oznajmił Orik. - Niezwykle szudny, szmakowity trunek, najlepszy i największy ze wszyszckich dziwacznych wynalazków elfów. Rozwiązuje język, słowa spływają z niego niczym ławice roztrzepotanych rybek, sztada roztańczonych kolibrów, rzeki wijących się węży. - Urwał, najwyraźniej zachwycony bogactwem swych porównań.
Jak na zachlanego, porównania wynajduje zacne. oO"
Wiem! To potwierdza teorię, że Pałolini też pisze po pijaku! Ha!

- A jakież to psoty - spytał krasnolud - zdołaliście spłatać Oromisowi w waszym błogim lesie?
Kfff... nie chsssesz wiesssieś... *dusi się z powstrzymywanego śmiechu*

Orik słuchał, na przemian śmiejąc się i jęcząc, gdy Eragon opisywał swe szkolenie
Opowiedział mu... Z DETALAMI! xD
*znikła za blatem, kficząc w niebogłosy*

To wnuczka mojej ciotki Vardruny, dalekiej kuzynki Hrothgara. Ma białe, krągłe łydki, gładkie jak jedwab, policzki czerwone niczym jabłka. Jest najpiękniejszą krasnoludzką panną, jaka istnieje.
Bez wątpienia - dodała Saphira.
- Tak, pewnie - rzekła szybko.
- Oczywiście. - Pokiwała gwałtownie głową.

- Powiedz mi, o Jeźdźcze, gdyby straszliwy olbrzym spotkał cię na ścieżce w ogrodzie, jak by cię nazwał, poza obiadem?
- Zapewne Eragonem.
Cieniobójcą.
Króliczkiem Oromisa. ^^


Obudzony gwałtownie brzęczeniem wibrującego wibratora (...) Eragon chwycił biczyk z puszkiem (...) i wyskoczył z łóżka, oczekując ataku Oromisa.

Zachłysnął się, gdy jego ciało zaprotestowało gwałtownie
Nie! Nie! Ja już nie chcę analnie!
Czym oni się tak ciągle zachłystują? -.-"
*nabrała gwałtownych skojarzeń* *ómarła ze śmiechu*

Eragon z jękiem pokuśtykał do łazienki, by oddać się codziennym ablucjom.
Codziennym CZYM?
*wpisuje hasło w sjp.pwn.pl*
ablucja - rytualne obmycie ciała lub przedmiotów kultu
Kurwa, jaki erudyta. xD
Rytualnie obmywa sobie fiutka kozim mlekiem z ekstraktem z pokrzyw - na erekcję.
Dzieci, nie próbujcie tego w domu.

ujrzeli zmierzającego ku nim poważnego, czarnowłosego elfa. (...)
- Przysyła cię Oromis? - Elf zignorował jego słowa i odwrócił się do Saphiry.
- Bądź pozdrowiona, Smoczyco. Jestem Vanir z rodu Haldhina
A nie czasem Vanish?
Woolite Black. W końcu ma czarne włosy.

Na polu ćwiczeń było pełno elfów obojga płci, figlujących (...) w parach i grupkach.
Z przyzwoitości poinformuję, że oryginalnie było napisane ,,walczących".

Miast rzucić się w wir walki, potykał się z Vanirem, utrzymując dystans, uskakując, wymijając, robiąc wszystko co możliwe, by uniknąć kolejnego ataku. Mimo wysiłków Eragona Vanir w krótkich odstępach czasu dotknął go czterokrotnie - w lewy sutek, prawy sutek, prawe jajco i lewe jajco...
Przysięgam, to nie jest kwestia naszego zboczenia!
Wszystko przez Pałoliniego! To on jest tak zboczony, że wszystko musi opisywać tak, jakby mu się kojarzyło!
Bo mu się kojarzy.
No fakt.

- Trup - powtórzył Vanir. - Jak chcesz w ten sposób pokonać Galbatorixa? Oczekiwałem więcej, nawet po słabym człowieku.
- Czemu zatem sam nie staniesz do walki z Galbatorixem, miast ukrywać się w Du Veldenvarden?
Vanir zesztywniał z oburzenia.
I padł sztywny i zimny na podłogę.

Vanir zesztywniał z oburzenia.
- Ponieważ - rzekł chłodno - nie jestem Jeźdźcem. Ale gdybym był, to nie takim tchórzem jak ty.
Jaaa. To był wielce wysublimowany wrzut.

Po wszystkim Saphira podeszła do Vanira i dotknęła jego pierś czubkiem potężnego szponu.
Trup - rzekła.
Vanir zbladł, pozostałe elfy cofnęły się o parę kroków.
Strashne!
Co to będzie, co to będzie?!

Kiedy dotarli do chaty Oromisa, dzień potoczył się tak jak poprzednie: Saphira odleciała z Glaedrem, a Eragon pozostał z elfem.
Uuu, będzie się działo.
Po chuj on opisuje dokładnie każdy dzień?! Ja tu ocipieję... T___T

Patrzył, zamyślony, jak jego czerwone mrówki atakują mniejsze, konkurencyjne mrowisko, pokonują jego mieszkańców i kradną zapasy.
Kino akcji.

- Wiem, czemu warto walczyć z Galbatorixem, choć w wojnie mogą zginąć tysiące ludzi - rzekł Eragon, gdy elf podał południowy posiłek.
No, ciekawe. Co ten idiota tam wymyślił?
- Ponieważ Galbatorix spowodował już więcej cierpień przez ostatnie sto lat, niż my zdołalibyśmy wyrządzić w czasie życia jednego pokolenia. A w odróżnieniu od zwykłego tyrana nie możemy czekać, aż po prostu umrze. Może rządzić przez setki, nawet tysiące lat, prześladując i dręcząc ludzi. (No peeewnie, będzie żył miliard lat i będzie grzecznie czekał, aż Eragon go zarżnie...) Musimy go powstrzymać. Jeżeli jeszcze wzrośnie w siłę, zaatakuje krasnoludy i was, tu, w Du Veldenvarden. Zabije bądź zniewoli obie rasy. I - Eragon potarł krawędzią dłoni skraj stołu - ponieważ tylko odebranie Galbatorixowi dwóch jaj może ocalić smoki.
*klaszcze bez przekonania*
Brawooo. Łiii.
Swoją drogą to coś nie widać tych przejawów okrucieństwa ze strony Galba. Elfy tam se żyją jak pączki w maśle, krasnoludy też, w Surdzie i innych miastach żadnego stanu wojennego nie wprowadzili...
Bo to oczywiste: Galbuś naprzykrza się tylko Eragonowi i to jest jego cała tyrania.
Zaraz, zaraz, co on powiedział? Tylko odebranie Galbatorixowi dwóch jaj...? Co on, chce go wykastrować? xD

W tym momencie przerwał mu donośny gwizd czajnika Oromisa. Gwizd stawał się coraz głośniejszy, dźwięcząc nieznośnie w uszach. Oromis wstał, zdjął czajnik z ognia i nalał im obu jagodowej herbaty.
Lipton, Lipton Tiii!
*wali głową w ścianę*

- Czy wierzysz, że Galbatorix jest zły?
- Oczywiście!
- Wierzysz, że uważa siebie za złego?
- Nie, wątpię.
Oromis przebierał palcami złożonych dłoni.
- Zatem musisz też wierzyć, że Durza był zły?
- Byrzyyydaaal!
- George Clooney?
- Byrzyyydaaal!

- A urgale? (...) Nawet ich kobiety i dzieci? Te, które nigdy cię nie skrzywdziły i nie skrzywdzą? Niewinni?
*wyobraża sobie mamę orczycę śpiewającą kołysanki małemu orczątku w różowym beciku*
Ja nie wiem, co ten Pałolini bierze, ale to jest pewnie jedna z tych rzeczy, które wykrywają psy na lotniskach.
Rabarbar? ^^

- Co właściwie wiesz o urgalach? (...) Pamiętaj po prostu - rzekł łagodnie - że w pewnym momencie twoi wrogowie mogą stać się sojusznikami. Taka jest natura życia.
Dobra, spoiler. Eragon skuma się z urgalami. Będą walczyć ramię w ramię. Przewidywalne jak TeleTydzień.

Większość wykładów Oromisa koncentrowała się na właściwych sposobach kontrolowania najróżniejszych form energii, takich jak światło, ciepło, elektryczność, a nawet ciążenie.
Znaczy, zaciążanie? Zbrzuchacenie?
Kto jak kto, ale Oromis się na tym zna. ^^
Nie, on woli chłopców...
 
- Jak zabiłbyś magią? - spytał.
- Robiłem to na wiele sposobów - odparł Eragon. - Polowałem kamykiem, rozpędzając go i celując za pomocą magii. Użyłem też słowa „ jierda” by połamać urgalom nogi i karki. Raz jeden słowem „thrysta” zatrzymałem serce człowieka.
- Istnieją skuteczniejsze metody. Czego trzeba, by zabić człowieka, Eragonie? Ciosu miecza w pierś, skręconego karku, utraty krwi? Wystarczy jedynie zacisnąć jedną żyłkę w mózgu, odciąć kilka nerwów. Właściwie dobranym zaklęciem mógłbyś pokonać całą armię.
Hyyy! Nie moshe bydź!
Skoro to takie proste, co za problem polecieć do tego dwujajowego Galba i mu skopać dupę? -.-

- Powinienem był o tym pomyśleć w Farthen Durze. - Eragon poczuł niesmak wobec samego siebie. - I nie tylko w Farthen Durze, ale też, gdy Kulle ścigały nas podczas jazdy na Pustyni Haradackiej.
Nikt ich nie ścigał na pustyni. oO"
Pałolini sam nie pamięta, co czym pisze.
On nawet NIE WIE, o czym pisze. Wie, że piszę EPICKĄ POWIEŚĆ FANTASY i to mu wystarczy. *poszła skręcić sznur wisielczy*

- Ale czemu Brom mnie tego nie nauczył?
Bo nie umił!

- Skoro tak łatwo jest zabijać ludzi, po co gromadzimy armie? I czemu czyni to Galbatorix?
- Najkrótsze wyjaśnienie to taktyka. Magowie uczestniczący w zmaganiach umysłów są wrażliwi na ataki fizyczne. Potrzebują, zatem wojowników, by ich chronili
Wojownicy walą się po pyskach, magowie chronią ich, by nie zaczarowali ich wrodzy magowie i w efekcie nikt nie zabija magią. -.-
Jak już było wspominane przy pierwszym tomie, Pałolini nie miał matematyki, na której mógłby przerabiać logikę.

Poza tym musisz pamiętać, że zdolność posługiwania się magią pojawia się bardzo rzadko wśród wszystkich ras. (...) Eragon zgodził się z tym. Spotkał już podobnych magów wśród Vardenów.
Ale dziwnym trafem wszyscy z otoczenia Eragona potrafią czarować.
W takim razie od czego zależy posiadanie lub nie zdolności magicznych?
Kaprysu Pałoliniego.

- Dwulicowe, śliskie, wszawe, zdradzieckie psy! - zaklął Eragon. - Próbowali mnie zabić! - Powracając do własnego języka, rzucił jeszcze kilka barwnych przekleństw.
Kolorowe kredki w pudełeczku noszę...

W ciągu następnej godziny Oromis nauczył Eragona dwunastu metod zabijania.
Uwaga, Pałolini naoglądał się obrazków na deviantarcie z ninjami i grał w Assassin's Creed.
Wtedy nie było jeszcze Assassin's Creed. oO
A, no tak. ^^"

Gdy Eragon zapamiętał ostatnią, przyszła mu do głowy myśl, która sprawiła, że uśmiechnął się szeroko.
- Następnym razem, gdy Ra’zacowie staną mi na drodze, nie będą mieli szans.
(...)
- (...) Ra'zacowie są przystosowani do polowań na ludzi. To potwory z ciemności, nocny koszmar dręczący twą rasę.
Włosy na karku Eragona zjeżyły się ze zgrozy.
Popipsiał się ze strachu. ^^

(Ra'zacowie) Rozmnażają się, składając jaja, jak smoki.
A ptaki to mitologia.

Gdy się wykluwają młode, czy raczej larwy, otaczają się czarnym egzoszkieletem, naśladującym sylwetkę ludzką.
W średniowieczu pojęcia takie były powszechnie znane i używane. ><"
,,Ablucja" tyż. ^^

- Ra'zacowie pozostają larwami przez dwadzieścia lat, w tym czasie dojrzewają. Podczas pierwszej pełni dwudziestego roku swego życia odrzucają szkielety, rozkładają skrzydła i przekształcają się w dorosłe osobniki, gotowe do łowów na wszystkie istoty, nie tylko ludzi.
Opis potwora jak z serii horrorów dla dzieci ,,Gęsia skrórka".
Albo twórczości Grahama Masterona. *przewraca oczami*

- Zatem wierzchowce Ra’zaców, te na których latają, to w istocie...
- Tak. Ich rodzice.
Ale mają podwózkę. xD

- Czy ich rodziców też nazywamy Ra'zacami? - spytał. Oromis pokręcił głową.
- Nazwaliśmy ich Lethrblaka i o ile ich potomkowie, choć przebiegli są ograniczeni, Lethrblaka dorównują inteligencją smokom.
Skoro wszystkie smoki są piękne, dobre i słodkie jak źrebaczek jednorożca, trza było wymyślić jakieś zue smoky o odpowiednio trudnej do wymówienia, głupiej nazwie.

Eragon zacisnął szczęki.
Wtem proteza upadła mu na podłogę.

- Tymczasem jednak porzućmy nieprzyjemny temat. Pomyślałem, że spodoba ci się nauka robienia fairthów.
Rycerze i wojownicy w wolnym czasie też malowali obrazy.

Łupek nasączono tyloma barwnikami, że można go pokryć dowolnymi kolorami. Musisz tylko skupić się na obrazie, który chciałbyś zachować, i powiedzieć: „Niechaj to, co widzę oczyma umysłu, zostanie odtworzone na powierzchni tabliczki”.
Malowanie farbami i pędzelkiem jest dla frajerów.

Utrwalił tę scenę w swym umyśle najlepiej jak potrafił i wypowiedział zaklęcie.
Powierzchnia szarej tabliczki pojaśniała, gdy rozkwitły na niej plamy barw łączące się i mieszające w odpowiednie odcienie. Gdy w końcu barwniki przestały się poruszać, Eragon odkrył, że spogląda na osobliwą kopię tego, co chciał odtworzyć.
Każde zdjęcie wzięte znikąd będzie piękne dzięki Nikon.
Pożycz ten młotek z tej emotki.

[przyszła Arya i Orik]
Eragon mocniej chwycił tabliczkę. Dłonie lekko zwilgotniały mu na myśl, że Orik i Arya ocenią jego pracę.
Na widok Aryi ma kosmate myśli i kisiel w majtkach, więc obawia się, że jego obraz może wyjść... wyuzdany. ^^

Arya przyciągała jego uwagę niczym magnes (...) Ułożył w głowie jej portret - zajęło to tylko chwilę, bo znał rysy elfki lepiej niż własne - i wymówił zaklęcie w pradawnej mowie, przelewając w nie cały swój podziw, miłość i lęk przed nią.
Rezultat odebrał mu mowę.
Fairth przedstawiał głowę i ramiona Aryi na ciemnym, niewyraźnym tle. Na szyi miała naszyjnik z czarnych pereł, a w rękach trzymała łasiczkę.

Nie wyglądała tak jak w rzeczywistości, lecz tak, jak o niej myślał: tajemnicza, egzotyczna, najpiękniejsza kobieta, jaką kiedykolwiek oglądał. Miała na sobie lateksowe wdzianko, a w dłoni kajdanki.

Obraz był daleki od doskonałości, lecz pełen takiej pasji i namiętności, że poruszył w Eragonie nieznaną wcześniej strunę.
W okolicach lędźwi? ^^
Rozpaliła mu w nich ogień. ^^

Po długiej, przerażającej chwili odsunął w końcu palce od tabliczki i oddał ją Oromisowi. Twarz elfa oglądającego fairth przybrała surowy wyraz.
Mimo tego, co razem przeżyli w czasie wspólnych... lekcji, Eragon ,,namalował" Aryę, nie jego, Oromisa...

Arya podniosła gwałtownie fairth nad głowę i cisnęła go o ziemię, roztrzaskując obraz na tysiące kawałków. Potem wyprostowała się, z godnością przeszła obok Eragona, przecięła polanę i zniknęła w splątanym gąszczu Du Veldenvarden.
Wybaczcie, ale nie mogę się powstrzymać. Ha-ha-haha-hahaha!

Eragon obserwował go, niezdolny się poruszyć.
- Czemu? - spytał w pradawnej mowie.
- Może - odparł Oromis - Arya przestraszyła się ciebie?
Eragon jest niesamowity, we wszystkich wzbudza paniczny strach.
We mnie też, ale ze zgoła innego powodu...

Choć wśród twego ludu osiągnąłeś wiek męski, w naszych oczach jesteś zaledwie dzieckiem.
Pokusiłabym się o określenie: skretyniałym, przemądrzałym gówniarzem.

- Zatem... pójdę do niej, przeproszę i zapewnię, że nigdy więcej nie postawię jej świadomie w tak trudnym położeniu. - Niełatwo przyszło mu to powiedzieć, gdy jednak już to uczynił, poczuł ulgę, jakby przyznanie się do błędu go oczyściło.
Oromis sprawiał wrażenie zadowolonego.
- Już te słowa dowodzą, że dojrzałeś.
*dostała ataku histerycznego śmiechu*

 Następnego ranka Eragon wyruszył na poszukiwania Aryi, chcąc ją przeprosić. Szukał ponad godzinę, bez powodzenia - zupełnie jakby zniknęła wśród zaułków Ellesmery.
No, naprawdę dziwne, nie może znaleźć elfki w puszczy wielkiej jak... no, dużej.
Nie w puszczy, w borze wielkim a zielonym! 

Raz jeden
Jak jeszcze raz jeden niewtrącajsię zobaczę tę frazę, to mnie szlag trafi. Jest tak bezsensowna i żałosna jak to, że dla niektórych wszystko jest ,,daremne" albo ,,bynajmniej" stosują zamiennie z ,,przynajmniej".

Znakomicie radził sobie z zaklęciami manipulującymi wielką energią - światłem, ciepłem, magnetyzmem, miał, bowiem szczególny talent do doskonałego oceniania, ile siły wymaga określone zadanie i czy nie wyczerpie zasobów jego ciała.
Wcześniej jakoś nie miał tego talĘtu.
Któreś prawo Mary Sue?
A ten magnetyzm to chyba zwierzęcy.

Oromis stawiał mu liczne wyzwania.
Hihihi...
Wymagały coraz większej finezji. ^^

Kazał Eragonowi gotować magią potrawy
To on ma w końcu być Smoczym Jeźdźcem czy członkiem Koła Gospodyń Wiejskich?
Wszechstronnie uzdolniony: magia, miecz, gotowanie...
(wspominając wcześniejsze analki) ,,od botaniki, poprzez pracę ciesielską, po metalurgię i medycynę." xD

Elf pokazał Eragonowi, jak wykrywać i neutralizować najróżniejsze trucizny. Od tego czasu Eragon musiał sprawdzać swe jedzenie, szukając najróżniejszych jadów, które mógł podrzucić mu nauczyciel. Nie raz głodował, nie potrafiąc rozpoznać trucizny bądź jej unieszkodliwić. Dwukrotnie zachorował tak ciężko, że Oromis musiał go uleczyć.
Nie umarł...? T_T
Wszystko przed nim, sesesese. 

Elf poświęcał długie godziny sztuce nasycenia materii energią - po to, by uwolnić ją później albo też by nadać przedmiotowi pewne szczególne cechy.
- (...) Tak można zastawić w skrzynce pułapkę, która uaktywni się dopiero po otwarciu wieka
Morrowind.
Neverwinter Nights.
Innych przykładów nie znamy. xD

- Za pomocą tej techniki można by też odmienić własne ciało, prawda? - spytał Eragon. - Czy to zbyt niebezpieczne?
Wargi Oromisa wygięły się w lekkim uśmiechu.
- Niestety, natrafiłeś właśnie na największą słabość elfów: naszą próżność. Kochamy piękno i wszystkie jego przejawy, i staramy się odzwierciedlić ów ideał w naszym wyglądzie. Dlatego właśnie nazywają nas pięknym ludem. Każdy elf wygląda dokładnie tak, jak chce.
HA! Wydało się! Elfy robią sobie operacje plastyczne! xD
Jesu, lud Paris Hilton.
Zaraz, zaraz, JAK zmieniają swój wygląd, skoro tylko prawdziwie nieliczni umieją posługiwać się magią?
Tak jak teraz, zakładają salony piękności i robią to ci, co potrafią. ^^
*zaniemówiła z przerażenia, jak można być tak ślepym i nowoczesnym, by w fantasTy czasy średniowiecza dostosowywać do czasów nowożytnych*

Kilku z nas posunęło się nawet dalej, poza zwykłe zmiany estetyczne i odmieniło własną anatomię, by móc lepiej żyć w wybranym środowisku.
Powiększyli sobie... hehehe... a elfki cycki.
Ich jedyna wada to taka, że wybuchają w samolocie.

Często przypominają bardziej zwierzęta niż elfy.
Furry!
 
Żałośniej i żałośniej... -_-"

Dosłownie pożerał teksty dotyczące geografii, biologii, anatomii, filozofii i matematyki, a także wspomnienia, biografie i dzieła historyczne.
A WOSu i PO go nie uczyli?

Dzięki lekturom Eragon dowiedział się wiele o elfach. Z zapałem zagłębiał się w ów temat, licząc, że pomoże mu to w lepszym zrozumieniu Aryi. Ku swemu zdumieniu odkrył, że elfy nie praktykują małżeństwa.
To by im tylko przeszkadzało w realizowaniu swoich erotycznych fantazji.
A elfy mają wyobraźnię...

Pojmują tylko partnerów na czas, jaki im odpowiada - czasem dzień, czasem stulecie. Dzieci rzadko przychodzą na świat.
Kompleks wiedźmina? ^^

Dowiedział się też, że od czasu pierwszego zetknięcia obu ras istniała tylko garstka par elfio-ludzkich. (...) Z tego jednak, co zdołał wywnioskować z owych mętnych relacji, większość podobnych związków zakończyła się tragicznie - albo dlatego, że kochankowie nie potrafili się porozumieć, albo dlatego że ludzie starzeli się i umierali, podczas gdy elfy unikały szkód wyrządzonych przez czas.
A podobno Jeźdźcy żyją tyle, co elfy...

Szkolenie Saphiry także przebiegało bez przeszkód. Złączony z jej umysłem Eragon widział, jak Glaedr narzuca jej reżim ćwiczeń równie surowy jak jego własny. Ćwiczyła nieruchome zawisanie w powietrzu z głazami w szponach
Pałolini nie przykładał się do fizyki.
Inaczej wiedziałby, że to wymagałoby od niej szybkości koliberka. Smok poruszający się jak koliber?
Macha skrzydłami 3000km/h! xD
Stąd te tornada...

Glaedr kazał smoczycy godzinami ziać ogniem na naturalną kamienną iglicę, tak by ją stopiła.
Kamień da się stopić?
Lawę by z niego zrobiła.
Samym ogniem? o_O Przeca lawa ma ponad 1000 stopni Celsjusza, twardnieje poniżej 600-800, a głupi ogień ma najwyżej 500, no chyba że Szafirka ma piec kowalski w gębie, co jest niemożliwe, bo by się sfajczyła...
Dobra, my też umiemy korzystać z wiki i googli.

Z początku Saphira utrzymywała płomienie zaledwie kilka minut, wkrótce jednak oślepiający strumień ognia tryskał z jej paszczy przez ponad pół godziny bez przerwy
W tym czasie Safi mogła się zająć podlewaniem kwiatków, oglądaniem ,,D jak Dupa" i malowaniem pazurów.

Jedynym, co wychwycił i co Saphira ceniła ponad wszystko inne, były imiona jej ojca Iormiingra i matki Vervady.
Szkoda, że nie Vytrysk.

W dawnej mowie oznaczało to Burzodzierżcę.
Nikt nie nazywał smoków Kffiatusheq?
Albo xkucykxponyx?

Czasami Eragon i Saphira lecieli wraz z Oromisem i Glaedrem, ćwicząc walkę powietrzną bądź odwiedzając ruiny ukryte w głębi Du Veldenvarden.
Morrowind.
Oblivion.
I reszta serii pewnie też.
To teraz obstawiamy, jakie ruiny odwiedzali: dwemerowe czy ayleidzkie?

Każdego ranka Eragon fechtował się z Vanirem (...) Co gorsza, elf nadal traktował Eragona z wyniosłą pogardą, nieustannie rzucał uwagi, które, choć z pozoru nie wykraczały poza granice grzeczności, w istocie były niezwykle obraźliwe.
W końcu się znalazł jeden, co go nie lubi. Już go kocham, tego Vanisha. ^^

Zupełnie jakby elf obrażał go każdym swym ruchem, a jego towarzysze - którzy, z tego, co dostrzegał, wywodzili się z młodszego pokolenia elfów - podzielali tę ledwie skrywaną odrazę wobec Eragona
Łii!

Eragon zwalczył ochotę, by zazgrzytać zębami.
- Gdybym ja był elfem, a ty człowiekiem, nie zdołałbyś mi dorównać.
Oczywiiiście. Nie dorównałby nawet wtedy, gdyby Eraś był elfem, a Vanish RoboCopem.
Bo Eragon jest debeściak.
I jego mafia też.

Wściekłość Eragona wezbrała niczym szkarłatny przypływ.
Dostał miesiączki.

- Jak Vanir zdołał posłużyć się magią, nie mówiąc ani słowa?
(...)
- I znów - rzekł z rezygnacją Oromis - łakniesz wiedzy, na którą nie jesteś gotów. Biorąc jednak pod uwagę okoliczności, nie mogę ci jej odmówić. Ale wiedz jedno: tego, o co pytasz, nie uczono Jeźdźców ani naszych magów, póki nie opanowali już wszelkich innych aspektów magii.
Eragon jest taaaki muondry, że wszystko pojmie bez wyjaśniania.

Chcesz więc powiedzieć, że pewne dźwięki, wibracje, w jakiś sposób docierają do owej energii?
Wibracje to raczej gdzie indziej docierają...
I skąd indziej...

Obdarzyli też pradawną mowę dwiema wyjątkowymi cechami: tym, że nie pozwala przemawiającym w niej kłamać
Jakim, kurde, cudem?

oraz zdolnością opisywania prawdziwej natury rzeczy.
A ich przewodniczka nie nazywała się czasem Ursula?
O tak mało mówiącym nazwisku, jak le Guin?

- A zatem - spytał cicho Eragon - nadal można posługiwać się magią bez użycia pradawnej mowy?
- A jak sądzisz? Jak Saphira zionie ogniem?
I wszystko jasne. Żadne gruczoły, żaden zapalający się jad - małe hokus pokus.

Nawet rimgar w miarę przechodzenia do trudniejszych pozycji zaczął wywoływać ataki.
Kalectffo Erasia uniemożliwia mu beztroskie figlowanie z Oromisem. ^^

Pewnego ranka, ściskając w dłoniach jeden z jej szpikulców, Eragon rzekł:
Mam nową nazwę dla bólu.
Jaką?
Unicestwiacz.
*parsk*

- Wstań, Eragonie, i spróbuj raz jeszcze.
- Nie! Sam to zrób, jeśli chcesz.
Oromis ukląkł obok niego i położył mu na policzku chłodną dłoń. Spojrzał na Eragona z taką czułością, że chłopiec po raz pierwszy zrozumiał, że kocha Oromisa i tylko Oromisa, i nie ulegnie czarowi żadnej cycatej, wiecznie obrażającej się elfki, bo Oromis jest jego ideałem, z którym pragnie spędzić resztę swego życia...
*zakrztusiła się herbatą*

W milczeniu dokończyli razem rimgar i wykąpali się w strumieniu.
Razem! ^^

WĄTEK RORANA (w końcu...)

Roran przyklęknął na jednym kolanie i podrapał się po swej nowej brodzie kupionej na wyprzedaży w Tesco.

Niewielkie miasto było ciemne i dziwnie ściśnięte, niczym skórka żytniego chleba wepchnięta siłą w skalną szczelinę wybrzeża.
Albo ja jestem głupia, albo te porównania, bo ich nie rozumiem.
Zupełnie jakbyś nigdy nie wtykała skórek chleba w skały! 

Za nim czerwone jak wino morze migotało w ostatnich promieniach umierającego słońca.
Roran ze wzruszenia uronił ze swego bursztynowego oka Samotną Łzę...
*wzdycha ze wsrushenia*

Wędrówka z doliny Palancar odcisnęła na wszystkich swoje piętno. Ludzi dręczyły choroby, obrażenia i wyczerpanie, twarze mieli wychudzone z braku żywności, ubrania podarte. Niemal wszyscy okręcili szmatami dłonie, chroniąc się przez odmrożeniami podczas zimnych górskich nocy. Tygodnie dźwigania ciężkich worków przygarbiły nawet najdumniejsze ramiona. Najgorzej wyglądały dzieci - były chude i nienaturalnie ciche.
Ale nikt nie umarł.

ciągły wysiłek przywrócił Roranowi władzę w zranionej ręce, choć wciąż miał problemy z unoszeniem jej pod pewnymi kątami.
Ech, już o tym pisałam przy analizie pierwszego tomu... spartańskie warunki, brud, smród i ubóstwo, znajomość medycyny na znikomym poziomie, a połamane ręce goją im się z beztroską strupków. *walnęła czołem o blat raz jeden, a porządnie*

Nie obyło się też bez ofiar.
A jednak! ^^

Bramy strzegło dwóch żołnierzy. Obrzucili grupkę Rorana twardymi spojrzeniami
Tyle czasu minęło, a oni wciąż mają wszystko twarde.

- Skąd jesteście? - spytał wartownik po prawej. Miał najwyżej dwadzieścia pięć lat, lecz jego twarz okalały całkiem białe włosy.
Draco?
Lucjusz.
*Osioł* I ja!
*konsternacja*

Wybaczcie, że długie. Same dialogi, nie będzie straszne. Razz
- Skąd jesteście? - spytał wartownik po prawej. Miał najwyżej dwadzieścia pięć lat, lecz jego twarz okalały całkiem białe włosy.
Horst wypiął pierś i splótł na niej ręce.
- Z okolic Teirmu - oznajmił - jeśli łaska.
- Co was tu sprowadza?
- Handel. Przysłali nas kramarze, którzy chcą kupić towary bezpośrednio z Nardy zamiast od zwykłych pośredników.
- Czyżby? Jakie towary?
Gdy Horst zająknął się, naprzód wystąpiła Gertrude.
- Jeśli o mnie chodzi, zioła i leki. Rośliny, które stąd dostawałam, były albo zbyt stare, albo spleśniałe i zepsute. Muszę uzupełnić zapasy.
- A moi bracia i ja - dodał Darmmen - przybywamy, by pohandlować z waszymi szewcami. Buty uszyte w stylu północnym są modne w Dras Leonie i Uru'baenie. - Skrzywił się. - A przynajmniej były, gdy wyruszyliśmy w drogę.
Horst przytaknął z nową pewnością siebie.
- Właśnie. A ja mam odebrać dostawę towarów żelaznych dla mego pana.
- Tak przynajmniej mówisz. A co z nim? Co on robi? - Jeden z żołnierzy wskazał toporem
Rorana.
- Zajmuję się garncarstwem - odparł Roran.
- Garncarstwem?
- Garncarstwem.
- Po co ci zatem młot?
- A jak myślisz, jak rozbija się szkliwo powlekające butelki czy garnce? Nie pęka samo z siebie, trzeba je uderzyć.
Widząc pełen niedowierzania wzrok białowłosego mężczyzny, Roran odpowiedział spokojnym spojrzeniem Żołnierz odchrząknął i przyjrzał mu się uważnie.
- Dla mnie nie wyglądacie na kupców, prędzej na zagłodzone bezpańskie koty.
- Mieliśmy pewne trudności po drodze - wyjaśniła Gertrude.
- W to akurat wierzę. Skoro przybywacie z Teirmu, gdzie są wasze konie?
- Zostawiliśmy je w obozie - wyjaśnił Hamund, wskazał na północ, w kierunku przeciwnym do miejsca ukrycia reszty wieśniaków.
- Brak wam grosza, by zatrzymać się w mieście? - Żołnierz zaśmiał się pogardliwie, po czym uniósł berdysz, gestem nakazując swemu koledze, by uczynił podobnie. - W porządku, możecie przejść, ale żeby nie było z wami żadnych kłopotów.
Nie wierzę, no nie wierzę. Sam napisał, że po przeprawie przez góry wyglądają jak łachudry, a strażnicy wpuszczają ich usłyszawszy, że są kupcami, choć nijak nie mogą tego udowodnić.
Wielce wiarygodna gadka. Gdzie towary? A, potkłem się i do morza wpadły. Czemuś taki obdarty? A, rybami zaśmierdłem i koty mnie podrapały. Kim właściwie jesteś? A, przydupasem Galbatorixa. Znaczy, rzyci mu użyczam.

Inaczej traficie w dyby albo jeszcze gorzej.
Zrobimy wam gili-gili!

Po lewej stronie wejścia stała szeroka na sześć stóp tablica, zwieńczona wąskim daszkiem osłaniającym przypięte do niej pożółkłe pergaminy.
I może jeszcze za szkłem?
Nie, taka co się reklamy samie zmieniają.

Połowę tablicy obwieszono oficjalnymi proklamacjami i zawiadomieniami.
Oczywiście, wszyscy bez problemu potrafili je odczytać.

Na drugiej połowie rozpięto listy gończe z portretami ściganych przestępców. W samym środku wisiała podobizna Rorana bez brody.
BUAHAHAHA! Khem. A tę podobiznę to mu da Vinci walnął? *wróciła do gderania*

Roran odkrył, że imperium daje za niego dziesięć tysięcy koron, dość by przeżyć w spokoju kilkadziesiąt lat. W pewien perwersyjny sposób wysokość nagrody uradowała go; nagle poczuł się ważniejszy.
Kolejny perwers! *spadła z fotela*
W dodatku megaloman!

A potem jego wzrok powędrował do sąsiedniego listu gończego Widniała na nim twarz Eragona.
Pewnie był zajebiście przystojny.
Namalowany w iście barokowym stylu.

- O jakie zbrodnie go oskarżają? - spytał Gertrude Roran.
Skóra wokół oczu uzdrowicielki zmarszczyła się, gdy kobieta przyjrzała się tablicy.
- Zdradę, tak samo jak ciebie. Piszą tu, że Galbatorix da hrabstwo temu, kto schwyta Eragona, lecz ci, którzy podejmą taką próbę, powinni działać ostrożnie, bo jest on niezwykle niebezpieczny.
*śmieje się do rozpuku*

Roran zamrugał ze zdumienia.
- Eragon? - Nie potrafił tego pojąć, póki nie przypomniał sobie, jak on sam zmienił się przez ostatnie kilka tygodni.
I duma rozparła go tak, że się wzion i penkł.

W naszych żyłach płynie ta sama krew. Kto wie, może od swej ucieczki Eragon osiągnął tyle samo, albo i więcej niż ja.
Wiesz, nie chcę cię dołować czy coś, ale... he...
Z dziećmi trzeba szczerze! Eragon ma smoka, ukochanego, podstarzałego (ale wciąż sprawnego... khem, fizycznie) elfa, domek na drzewie i WŁASNY PRYSZNIC!

A ty, Roranie nie zwracaj na siebie uwagi jak zaczniesz nagle zachowywać się w... dziwny sposób.

Po tych słowach grupka rozdzieliła się na trzy części.
Głowy i torsy poszły w prawo, ręce w lewo, a nogi na wprost.

Darmmen, Larne Hamund wyruszyli razem, by zakupić jedzenie dla wieśniaków, zarówno na potrzeby bieżące, jak i zapasy na następny etap podróży. Gertrude, zgodnie z tym, co powiedziała strażnikom, poszła po zioła, mikstury i maści. A R, Horst i Baldor powędrowali ulicami opadającymi w stronę portu gdzie mieli nadzieję wynająć statek, który przewiózłby wieśniaków do Surdy czy też przynajmniej do Teirmu.
I na wszystko mieli forsę.
Zwłaszcza na statek. *parsk*

Głuchy szum wody [w morzu] uderzającej o słupy pod jego stopami sprawiał, że Roran miał wrażenie, iż stoi na powierzchni olbrzymiego bębna.
Najbardziej nietrafne porównanie roku 2008.

2 komentarze:

  1. Yay, znacie Neverwinter? :'D
    Umm. Chyba w Baldur's Gate też można było zakładać pułapki. A w ayleidzkich ruinach bywały różne zapadnie, niemieckie gazownie...

    O, i właśnie o tym rozdziale mówiłam, elfy posługują się magią, by stać się piękniejsze, mimo że to 'piękny lud'.
    O, to będzie idealne:
    XC
    Naród plastików.

    OdpowiedzUsuń
  2. Osobiście lubię " Eragona", ale dzięki Wam dostrzegłam błędy. Mam propozycję, która książka nadaje się do " Czarnych owiec"... mam na myśli " Szklany Tron" Sarah J. Maas. Gówno jakich mało!

    OdpowiedzUsuń