Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Cudowne Dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 2

wtorek, 3 kwietnia 2012

Cudowne Dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 2

Po długiej przerwie, wracamy do naszej ulubionej, rozkosznie roztrzęsionej księżniczki Meihny. Nie, żebyśmy się za nią stęskniły czy coś, ale po prostu to dzieło powinno dostawać regularne baty, tak samo jak jego autorka. Dlaczego? Przekonacie się, jak poczytacie o morderczych jeleniach i krwiożerczych zającach, o starożytnych łańcuszkach szczęścia i o tym, że ciąże dzielą się na małe i duże. Enjoy!






— Co zaś się tyczy księżniczki Meihny — ciągnął kapłan — postanowiono, iż nie wyjdzie ona za brata jej nieżyjącego na rzeczonego, czteroletniego księcia Herantolesa, lecz pozostanie na Atlantydzie do czasu, aż król znajdzie jej odpowiedniego wiekiem małżonka. Księżna Terina, zgodnie z prawem, jeszcze w tym roku poślubi króla, niwelując tym samym jego zaręczyny z trojańską księżniczką Letycją. Ogłaszam zebranie za zamknięte. Niech żyje król!
Czyli tak... Trzynastoletni Majonez jest nowym królem i ma poślubić owdowiałą żonę swojego nieżyjącego brata, zerwane zaręczyny z Letycją – kimkolwiek jest – powinny doprowadzić co najmniej do zerwania dobrych stosunków z Atlantydą, a pozbawiona dupkowatego narzeczonego Meihna może w spokoju ratować świat od... nie wiem, dzików czy czegoś.
Mówiłam, że to kraj skrajnej patologii jest i tyle.

Jej wzrok zatrzymał się na stojącej z boku Terinie, patrzącej się w zamyśleniu w podłogę. Jej twarz była zmęczona płaczem, zniknęło dawne piękno i harmonia. Księżniczka podeszła do niej, ujęła ją delikatnie za rękę. Dziewczyna spojrzała na nią nieprzytomnie.
— Zemdlałaś... — powiedziała cicho — ...jak ci dobrze, nie musiałaś tego przeżywać...
Noo, bo przespała najgorsze, a teraz wszyscy znowu będą się cieszyć.
Umarł król, niech żyje król!
*chrząka znacząco* To najprostszy i najczęściej wykorzystywany wytrych, kiedy aŁtorom nie chce się pisać.

Meihna stała, milcząc jak posąg. Słowa nie były potrzebne. W takich momentach słowa nie są potrzebne.
Co innego tamte momenty. W tamtych momentach słowa są potrzebne. Choć generalnie słowa nigdy nie są potrzebne. Na dobrą sprawę nic nie jest potrzebne. Boże. Jaki ten świat jest pozbawiony sensu.

— Mówisz tak, pani, bo cię przy tym nie było! Nie przeżyłaś tego, nie będziesz do końca życia widzieć tego wszystkiego!!! Nigdy nie zrozumiesz! Jechaliśmy przez cichy, spokojny las, kiedy nagle coś poruszyło się między drzewami! Pewni, że to jeden z królewskich rogaczy, pogalopowaliśmy w tamtą stronę... i wtedy zaczął się ten koszmar!
Meihna spojrzała na niego. Poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Zadała pytanie, na które znała odpowiedź, ale trzeba je było zadać. Trzeba się było upewnić...
— Czy zabił ich jeleń? To był jeleń, prawda?!
- Gorzej, moja pani!!! To był ZAJĄC!!!

— Dzik! Wielki jak dwa konie, czerwony jak ogień dzik!!! Nigdy nie zapomnę tych szabli... To demon. Może bóg, ale nie ziemska istota, na pewno nie.
Tam dzik od razu... Katoblepas się przybłąkał i tyle.
http://en.wikipedia.org/wiki/Catoblepas

Patrzyła przez chwilę na króla, a głowa zaczęła pulsować jej jak wulkan.
Kfik...!

— Nikt nie może się o tym dowiedzieć! — Meihna wstała gwałtownie. — Niech ludzie myślą, że rozszarpały ich jelenie, nie mogą usłyszeć o dziku!
*facepalm* Raz, że wszyscy już wiedzą, a jak nie wiedzą, to się dowiedzą, bo właśnie król Aten ogłosił to przy obiedzie. Dwa: WTF?! Nie ogarniam tej jej paniki na temat dzików.
Inna sprawa, że Meihna panikuje na temat WSZYSTKIEGO. To się leczy.

— To straszne! Nie da się tego odwołać?
— Niby jak? Wszystkim mówiłem przecież, jaki zwierz nas zaatakował... Dlaczego nie chcesz, by ludzie znali prawdę?!
— Oszaleją ze strachu, wiedząc, że w lasach żyje dzik!
Najbardziej szalejesz ty, robaczku świętojański.
Co się dziwisz? Chowana pod kloszem, wśród przepychu i piękna... Nic dziwnego, że wystraszyła się zwierzęcia, które nie jest olśniewająco białe i nie ma wypolerowanych kopytek.

Błagam, dla dobra królestwa powiedzmy, że król i książęta popełnili błąd, a to, co ich zaatakowało, było w istocie niegroźne!
Ee, taki tam króliczek...



Meihna zacisnęła usta, patrząc bratu w oczy. Był niemądry, młody. O wiele za młody, by stać się królem.
A wiecie, co się działo, gdy następca był zbyt młody, by zostać królem? KRAJEM RZĄDZIŁ REGENT. Czy ta dziewczyna w ogóle chodziła do szkoły?! Ja nie cierpię historii, a mimo to WIEM takie rzeczy! Skąd? BO ROBIĘ CHĘDOŻONY RESEARCH ZANIM PRZYSTĄPIĘ DO PISANIA!
Winky, nie unoś się, błagam, bo stopień twojej poczytalności niebezpiecznie maleje! *przerażona patrzy na wskaźnik poczytalnościomierza*

— Nie możesz tak mówić! Spodziewasz się dziecka, należysz teraz do niego, ono cię potrzebuje!
Terina spojrzała na nią.
— Jak to sobie wyobrażasz? Jak mam je wychować, gdy jego ojciec nie żyje? Mam wmawiać mu do końca życia, że jest synem Mojnesa?!
A kto powiedział, że ma tak mówić?

— Musisz, nie masz wyjścia!
*zbiera szczękę z podłogi*

— Musisz, nie masz wyjścia! A będę przy tobie tak długo, jak to możliwe. Kiedy narodzi się twój syn, nikt nie będzie go oszukiwał. Dowie się, że król jest jego wujem, a Tyncjon kochał go bardzo, ale w dzielnej walce z potworem stracił życie...
Ta laska ma więcej zaburzeń psychicznych niż myślałam. Najpierw mówi jedno, zaraz co innego, ma napady paniki bez wyraźnego powodu, halucynacje...

— A co ze mną? Jak mam wyjść za Mojnesa, nosząc pod sercem dziecko jego brata? Ty zrobiłabyś to na moim miejscu? Ty, która chciałaś uciec przed swoim ślubem?!
— Zrobiłabym wszystko, co jest dobre dla Atlantydy.
*pędzi zaparzyć melisę*
*usilnie stara się nie bluźnić* No pewnie. Zrobiłabym wszystko dla mojego kraju. Ale nie wyszłabym za księcia Aten. Bo nie i tupnięcie nóżką.

Meihna dotknęła jej ramienia.
— Nie opuszczę. Ani ciebie, ani Atlantydy!
— Kiedyś jednak opuścisz. Kiedy Mojnes znajdzie ci męża.
— Nie wyjdę za mąż. Poproszę go, by pozwolił mi zostać tutaj na zawsze. Nie odmówi mi.
— Nie możesz poświęcić się dla królestwa!
NIEwychodzenie za mąż byłoby poświęceniem? A niby po co są te wszystkie aranżowane małżeństwa, żeby robić na złość królewnom? Już nie mam siły na tę porażającą wprost głupotę. Zwyczajnie nie mam. Ja rozumiem: penis Edwarda stoi mimo braku krwi, Eragon przywiązuje smokowi elfkę do brzucha et cetera. Ale tutaj po prostu co akapit, to nowy debilizm.

— Mogę. Ty mnie potrzebujesz, Mojnes też, choć nie che się do tego przyznać.
No pewnie, że nie Che. Czego by tam niby Guevara szukał?

— Nie bój się, Terino. Zrobię wszystko, by było tak jak dawniej.
— Nie. Nic już nie będzie tak jak dawniej... Ale możemy sprawić, by życie toczyło się dalej. By na nowo rozkwitła radość... śmiech... szczęście...
Petunie... begonie... stokrotki...
Kalarepa... brukiew...

— I Atlantyda.
— Tak... Atlantyda... Ale możesz to uczynić tylko ty. Swoją siłą, pogodą ducha i wolą walki. Uratujesz jeszcze wszystko to, co zaczęło ginąć.
Uwaga! Zaczynam ginąć, przytłoczona głupotą tego, co czytam! Ginę! Ginę! Jeszcze jestem w trakcie, wciąż możecie mnie uratować...!

— Kiedy wreszcie za niego wyjdziesz?! — spytała któregoś dnia Terinę. Dziewczyna zmieszała się.
— Niedługo, Meihno... Naprawdę.
— Nie możesz wahać się przez całe życie! Wiem, że ciężko ci poślubić brata swojego męża, ale zrozum, że nie masz wyjścia! To konieczne!
— A gdybym tak uciekła? Co ty na to?!
Iiiii chuj. Wyginęłam.
 
z cyklu Bez Komentarza:
Kącik nieokiełznanej głupoty
— Kiedy wreszcie za niego wyjdziesz?! — spytała któregoś dnia Terinę. Dziewczyna zmieszała się.
— Niedługo, Meihno... Naprawdę.
— Nie możesz wahać się przez całe życie! Wiem, że ciężko ci poślubić brata swojego męża, ale zrozum, że nie masz wyjścia! To konieczne!
— A gdybym tak uciekła? Co ty na to?!
Meihna otworzyła usta, nie wiedząc, co powiedzieć. Terina nie rozumiała i nie mogła rozumieć wszystkiego. Nie mogła wiedzieć wszystkiego.
— Nie chodziło tylko o ślub...
— Nie?! To o co? O co chodziło?
— Musiałam kogoś znaleźć... To i tak nie ma już znaczenia.
— Co nie ma znaczenia? — Terina zmarszczyła brwi. Gniew zamienił się u niej w niepokój. Meihna odetchnęła głęboko.
— Mogłam temu zapobiec... Miałam wyraźne wskazówki, że to się stanie.
— Meihno! Co ty mówisz?!
— Ale skąd miałam wiedzieć, że to on? Nic na to nie wskazywało!
— Meihno! Nie podoba mi się to! Wytłumacz mi...
— Przepowiednia zaczęła się spełniać, teraz kolej na mnie... Nieuniknione...
— Meihno!!! — Terina złapała dziewczynę za ramiona, patrząc jej z przerażeniem w oczy. — Co się z tobą dzieje?! Jaka przepowiednia?!!!
— Gdybym tylko wiedziała, Termo... Gdybym wiedziała, Tyncjon żyłby nadal.
— To był nieszczęśliwy wypadek! WYPADEK!!!
— Nie, nie był. To klątwa, przepowiednia... A ja zostałam ostrzeżona i nic z tym nie zrobiłam. Przepowiednia zaczęła się wypełniać...
Nagle Meihna usłyszała swoje słowa: „Przepowiednia zaczęła się wypełniać”... Podskoczyła gwałtownie.
— Nie! — krzyknęła. — Nieprawda! Nie mogłam nic zrobić! Została dana mi możliwość uratowania siebie, nie mogłam pomóc bratu!
Terina spojrzała na nią zmęczonym wzrokiem.
— Miałaś dużo wrażeń, Meihno. Idź się połóż.

— Gdybym tylko wiedziała, Termo...
...metr by mi się nie zepsuł...

ON powiedział, że kiedy przepowiednia zacznie się wypełniać, znajdę ratunek w jaskini! Nie wcześniej! Ona musiała się zacząć wypełniać, coś musiało się stać! — Meihna usiadła na ławce i zaczęła gorączkowo myśleć. Z jednej strony pierwszym jej odruchem było pognać do groty Zenory... jednak bała się, bo kto wie? Może tam właśnie wypełnić się miała druga część przepowiedni? Postanowiła poczekać jeszcze kilka dni, by aŁtorka mogła wpleść jakoś jedną scenę, która nigdzie jej nie pasowała, a która jest potrzebna głównie po to, aby książka była nieco grubsza.

Tego dnia Meihna, wchodząc do pałacu, spotkała Mojnesa. Wyglądał źle, miał podkrążone oczy i zagięte usta, stracił cały swój urok. Księżniczka wiedziała, że w ciągu ostatnich kilku dni z beztroskiego chłopca przemienił się w mężczyznę.
Woah, szybciej nawet od Eragona!
Nowy rekord!

Problemy zaczął topić w winie, co niepokoiło wszystkich dookoła.
Wyżłopie nam całą piwniczkę, żul zasrany...

— Też chciałbym w to wierzyć, siostro, ale niestety. Oboje wiemy, że
jako król jestem do niczego.
— Może to się zmieni...
— Wiesz co? — Mojnes uderzył ręką w kolano, jego twarz przybrała teraz zdecydowany wyraz. — Zmieni się! Kiedy tylko odczepią się ode mnie ci wszyscy doradcy, dostojnicy i reszta tych fałszywych ludzi. A wiesz, kiedy to się stanie? — Meihna nie wiedziała. — Kiedy Terina wreszcie zdecyduje się mnie poślubić!
I co, jak to się stanie, to będą się wstydzić przebywać w ich pobliżu?
Poza tym: jakie „kiedy Terina się zdecyduje”? Przecież to już zostało postanowione przez „kapłanów” wujwieczego parę akapitów temu! Na co oni czekają, aż Terina łaskawie cmoknie i mruknie dla świętego spokoju, że no och, już dobrze? Za kudły i do ołtarza, tak to się wtedy robiło!

Dziewczyna ukłoniła się bratu, przychodziło jej to łatwiej, niż się spodziewała, i odeszła w swoją stronę, myśląc intensywnie nad czymś, co uświadomił jej Mojnes. A może miał rację? Może naprawdę to on miał zginąć? Ta myśl przeszyła jej ciało niczym lodowaty sztylet i uwięzła na stałe w głowie... Teraz już nie miała wyjścia. Musiała pójść po pomoc do jaskini.
*podnosi tabliczkę z napisem: A NIE MÓWIŁAM?*

Meihna idzie do jaskini Zecory... tfu, Zenory i tam – ołmajgadniespodziewałamsię – spotyka Nitrusa, który już nie jest obłąkany. Ot, przeszło mu.


— Nie podważaj decyzji losu! Zaufaj mu, on się nie myli.
— Jak mam mu ufać, skoro zabił mi ojca, zabił mi brata, a teraz chce zabić i mnie! On jest moim wrogiem, przyszłam tu, byś pomógł mi go oszukać!
Zabij go, zanim on zabije ciebie! Na pohybel losowi!
HADZIAAA! *rzuca się z kataną*

— Nie, księżniczko. Przyszłaś po pomoc dla Atlantydy, jej losy nie są jeszcze przesądzone. Ludzie się tutaj nie liczą, oni i tak umrą, urodzą się inni...
Treści wylewające się z tej książki zaczynają się robić przerażające.
Wujcio Stalin approves. oO”

— Moja misja polega na tym, bym nauczył cię, jak odnaleźć w sobie odpowiedź na to pytanie. Sama musisz zadecydować, co jest słuszne.
— Naucz mnie tego jak najszybciej!
— To zajmie trochę czasu, księżniczko. Nie można zrozumieć tak wielu rzeczy w ciągu kilku dni.
— A jeśli przeznaczenie dosięgnie mnie, zanim zakończysz naukę?
— Nie, tak się nie stanie. Jesteś Mery Sue tej opowieści, nic ci nie grozi.

— Nauczę cię słyszeć, widzieć i czuć. To ważniejsze od wszystkiego innego. Będziesz musiała zajrzeć w najgłębsze zakamarki swojej duszy i znaleźć w niej drogę, którą podążysz.
Czy możemy przeskoczyć te wszystkie pseudofilozofizmy, wydumane zen i przesadzone moralizatorstwo i przejść od razu do sceny zniszczenia Atlantydy? To by uradowało me serce.
Nie pierdol, tylko siedź i się zachwycaj w niemym podziwie.

w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stał Nitrus, niebyło już nikogo
Mnie też już tu niema. Wyginęłam jakiś czas temu.

w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stał Nitrus, niebyło już nikogo, tylko ciemny, tajemniczy brzuch jaskini. Meihna wiedziała, że nie zobaczy już maga.

Kiedy znalazła się na dziedzińcu, podbiegła do niej zdyszana Nara. Twarz miała bladą jak płótno, a oczy patrzyły na księżniczkę przerażone.
— Pani moja! — krzyknęła i upadła na ziemię. — To straszne, straszne, straszne! Dzieje się tak, jak przewidywałaś, pani!
— O co chodzi, Naro? Co się stało?
— Lud, zwiedziawszy się o śmierci króla, wpadł w popłoch! Kobiety i dzieci pozamykano w domach, a mężczyźni knują już, jak zabić bestię Zenory! Straszne! Straszne! Straszne!
Co to będzie?! Co to będzie?!
WSZYSTKICH bohaterów tej książki należy wysłać do psychiatryka w trybie natychmiastowym.

— Nie, nie! Wcale nie!... Ale mówiłam, że Zenora ześle na nas nieszczęście ! Mówiłam !!!
No błagam... Do tej pory nie komentowałam tych wszystkich wykrzykników przed wielokropkiem (co nie jest błędem, ale występuje tu ZA KAŻDYM CHĘDOŻONYM RAZEM), ale SPACJA przed wykrzyknikiem... Ta plotka o braku redakcji jest chyba prawdziwa.
Jak byś była tak wspaniała jak mości aŁtorka, twoje teksty też nie potrzebowałyby korekty. *machnęła nonszalancko ogonem*

— Uspokój się, Naro. Rozpaczanie nic tu nie da.
— Kiedy to takie straszne nieszczęście! Co teraz zrobimy?
— Zobaczymy, jak postąpią ludzie. Wątpię, by mieli tyle odwagi, aby stanąć oko w oko z potworem, który zabił króla. Jednak gniew dodaje sił, więc...
— Biada nam!!!
To ją podsumowała. xD

— Nie jest powiedziane. Znam paru ludzi w pobliskiej wiosce. Pójdę tam i porozmawiam z nimi. Będę ich uspokajać najlepiej, jak umiem, a jeśli nie poskutkuje... Zacznę się martwić.
*wali czołem w biurko*

— Nie... — wyszeptała dziewczyna, a oczy zrobiły jej się wielkie jak talerze — ...nie pójdziesz do wioski, pani! Nie tamtędy!
— Tam jest bezpieczniej niż na głównej drodze, gdzie mogą czaić się złoczyńcy i bogowie raczą wiedzieć co jeszcze. W jaskini mogę spotkać co najwyżej rozwścieczonego ducha Zenory, który już chyba zdążył przyzwyczaić się do mojej obecności. Z jego strony nic mi już chyba nie grozi...
*wali biurkiem w czoło*

Meihna skinęła głową i zostawiła niewolnicę na pałacowym dziedzińcu. Zastanowiła się, jak wielu ludzi zginie w ciągu następnych dni.
Ale chędooożyć ich, nowi się urodzą.
I znów będzie słodko i różowo. <3

Meihna zaprowadziła Nike przez las do jaskini Zenory. Pomyślała, że paradoksalnie jest to dla niej najbezpieczniejsze miejsce. Co za ironia... Nika cofnęła się.
— Chyba nie tam?!!
— Dlaczego nie? Widziałaś przecież, jak wchodzę tu po naszym pierwszym spotkaniu. Wtedy nie protestowałaś.
Dziewczyna skrzywiła się.
— Nie zdawałam sobie sprawy, co to za miejsce. Dopiero teraz aŁtorka połapała się, że ostatnio nie zareagowałam i próbuje nieudolnie zatuszować swój błąd.

Meihna idzie do wioski, rozmawia z Niką i razem idą na zebranie, któremu przewodniczy eks-żołnierz.


— Nie będziemy siedzieć spokojnie i patrzeć, jak Zenora wyniszcza nasze królestwo!
— Zenora nie niszczy Atlantydy! Nie o to jej chodzi.
To o co?! I kim, na Melitele, w ogóle jest?! Czy ktoś mógłby udzielić nam, szarym czytelnikom, wyjaśnień?!
Siedź...! Cicho...! I...! Się...! Zachwycaj...!

Niebo rozświetliły gwiazdy, wśród których, niczym główny aktor, srebrzył się pysznie księżyc. On każdej nocy pojawiał się na scenie nieba, tylko czasem kurtyna chmur osłaniała jego spokojne, zimne światło. Meihna mu zazdrościła.
Temu księżycu. Też chciała być taka okrągła. I świecąca. I pełna kraterów.

— Głupi! Głupi człowiek z tego Aksoresa!
— Zawsze był bardzo bitny, z tego słynął. Dużo lat spędził jako wojownik. Jest przekonany o swojej racji i nikt nie potrafiłby wytłumaczyć mu, że się myli.
Meihna popatrzyła za siebie.
— Jutro zginie. Jako pierwszy.
TU DUDU DUMM...

— Teraz wszystko jest w twoich rękach! Namów swojego ojca, by nie szedł jutro na polowanie. On niech poprosi swoich przyjaciół, oni swoich... Niech jak najwięcej mężczyzn zrezygnuje z polowania!
Ale jazda, starożytny łańcuszek szczęścia.
Nie idź na polowanie! Roześlij to do 10 swoich znajomych, albo PRZYJDZIE ZENORA I CIĘ ZJE! To działa! Ja rozesłałem tylko do 9 i mnie zeżarła!

Nika westchnęła przeciągle, po czym uśmiechnęła się. Był to jednak wymuszony uśmiech, Meihna o tym wiedziała.
Mądrość i przenikliwość Meihny onieśmiela mnie...

Wracając, Meihna zastanawiała się, co zrobić, aby strach przed Zenorą nie rozniósł się po królestwie.
Mówi to ta, która panikuje na widok modelu układu słonecznego i o mało nie schodzi na zawał przy spotkaniu z dzikiem.

Jedna wioska, ta najbliżej pałacu, miała niedługo stracić na jego skutek wielu ludzi, jednak ilość ta nie była aż tak wielka, by mogła zaszkodzić w jakikolwiek sposób Atlantydzie. Natomiast gdyby inne wioski lub, co gorsza, miasta zainteresowały się legendą o wiedźmie i również zapragnęły pomścić króla... To byłby istny pogrom.
Pytanie: czemu najbardziej wzburzona jest jakaś dziura zabita dechami w środku lasu, dokąd ledwo można się dostać, a nic nie wiadomo o jakimś, bo ja wiem, MIASTECZKU wokół pałacu królewskiego, które powinno mieć chyba najlepsze pojęcie o tym, co się w nim dzieje?
Może komuś tu się wydaje, że zamek pełni funkcję wyłącznie domu dla króla.

Kiedy dziewczyna dotarła do pałacu, z dala usłyszała już muzykę i śmiechy.
— O nie! — szepnęła do siebie. — Oby nie było to to, o czym myślę!
Zaczęli melanż beze mnie?!
Okazało się, że... no cóż, owszem. Majonez wydał przyjęcie pełne wina i dziwek, które „śmiały się bezmyślnie”.

skręciła w korytarz, do którego wstęp miał tylko król i jego doradcy. Znajdowały się w nim komnaty, w których wnętrzu kryły się największe tajemnice państwowe, dokumenty, plany i pamiętniki królów. Meihna musiała dostać się do tego ostatniego.
„Drogi Pamiętniczku, dzisiaj odbywa się zebranie rady państwa. Bosh, ale nudy...”

Księżniczka stała chwilę przed [zamkniętymi] drzwiami, zastanawiając się, w jaki sposób może dostać się do środka. Odrzucała od siebie myśl, że istnieje tylko jedna możliwość: czary.
Ach, cóż za pech, że ślusarz miał tego dnia wolne. Ja pierdolę, co ja czytam? -.-

Mogła wejść do komnaty w sposób, w jaki zrobił to Nitrus, uciekając z lochów, jednak Meihna nie chciała prosić maga o pomoc, jeszcze nie teraz. Znów pewnie zacząłby jej opowiadać o samodzielności, odnajdywaniu odpowiedzi w swojej duszy i tak dalej... Meihna westchnęła. Jedynym rozwiązaniem było wybrać się następnego dnia do jaskini Zenory i błagać Nitrusa, by nauczył ją, jak przedostawać się przez zamknięte drzwi.
Znam niezawodną metodę: NACISNĄĆ KLAMKĘ.

Gdy obudziła się następnego dnia, zdała sobie nagle sprawę, że ludzie z wioski wyruszyli na polowanie już kilka godzin temu.
Też tak miewam. Otwieram rano oczy i sobie myślę: o nie! Dzisiaj w Sudanie wybuchły kolejne zamieszki!

W popłochu zarzuciła na siebie szatę i pobiegła do komnaty jadalnej. — Jakieś wieści?! — spytała zdyszana, gdy tylko otworzyła ciężkie drzwi. Mojnes siedział u szczytu stołu, trzymając się za głowę.
— Ciii! — szepnął. — Możesz mówić trochę ciszej...?
Terina spojrzała na dziewczynę.
— Jakie wieści? Czy coś się stało?
— Obawiam się, że tak! Obawiam się, że dużo się stało! Ludzie z wioski mieli dziś rano wybrać się do lasu, by zabić dzika!
— Miejmy w takim razie nadzieję, że im się udało!
— Nie udało im się, Terino! Jestem tego pewna!
Czy naprawdę muszę komentować poziom, jaki reprezentują sobą te koszmarne dialogi?
I kolejne prawo marysuizmu odhaczone: główna bohaterka wykazuje skłonności do „mania” Proroczych Snów i Przeczuć.

— Dobra! — Mojnes wstał, wciąż trzymając się za głowę. — Jeśli chcesz, pojedziemy dzisiaj do tej twojej wioski. Jeśli przywita nas połowa mieszkańców, to nie ma się czym martwić, jeśli mniej, mamy problem. Ale nie przejmuj się, siostro! Wątpię, żeby odważyli się wyjść potworowi Zenory naprzeciw. — Mojnes zaśmiał się. Meihna zmusiła się do uśmiechu
Ma także skłonność do uroczego uśmiechania się w najmniej odpowiednich momentach. Ona nie powinna się brać za sprawy państwowe, tylko na sygnale jechać do najbliższego psychiatryka.
Nie znasz się! To tak dobrze ukazuje jej GŁEMBIĘ!

— Hop, hooop! Czy jest tu kto? Wasz król przybył... — Cisza.
Żadnych okrzyków, żadnego gwaru, nic. Tylko cisza. — Spokojnie — król zwrócił się do Meihny
Hop, hooop! Czy jest tu jakaś korekta?
Nie ma, dzik zeżarł. :c

— Wszyscy!!! Nikt... Nikt nie wrócił!!!
— Ale nie wszyscy poszli... Prawda?
Kobieta pokręciła głową, ale wciąż wstrząsały nią napady szlochu.
— Kilku zostało. Kilku żyje... Dlaczego nie słuchaliśmy księżniczki?!!!
Dlaczego wykrzykniki nie występują tu pojedynczo?!
Bo wszystkimi tutaj targają tak silne EMOCJE!!!

Meihna wstała i zwróciła się do brata:
— Wracaj do pałacu. Nic tu nie pomożesz.
Ooo, a ty bardzo pomożesz, tak? Może na przykład weźmiesz łopatę i zajmiesz się grzebaniem zmarłych, co, słodka królewno?
Byłaby to pierwsza sensowna rzecz, jaką do tej pory zrobiła.

— Miałaś rację. Skąd wiedziałaś, że tak się stanie?
— Nie trzeba było być jasnowidzem. Ten dzik nie zabije nikogo prócz tych, których wyznaczy mu Zenora, i tych, którzy sami go zaatakują. Ludzie się tu nie liczą, ważna jest Atlantyda.
„Śmierć człowieka to tragedia, śmierć milionów – to już tylko statystyka”, co? -.-

Miała świadomość, że została w jakiś sposób wybrana, nawet jeśli tego nie chciała.
Zgodnie z kolejnym prawem marysuizmu.

— Ilu namówił?
— Czterech. Ja poszłam jeszcze do mojego narzeczonego i powiedziałam mu, że jeśli wyruszy na polowanie, zerwę nasze zaręczyny. Poskutkowało.
To był Element Komiczny, tak? Bo nie bardzo widzę sens tej wypowiedzi.
Mówisz tak, jakby coś tu W OGÓLE miało sens.

— Chcesz zajmować się magią?! Jak wiedźma?!!!
— To jedyny sposób, aby uratować Atlantydę. Poza tym muszę dowiedzieć się czegoś o Zenorze. Wszystkie potrzebne mi informacje znajdują się w pamiętnikach królów, ale one są pilnie strzeżone... Nitrus potrafi ominąć straże i wszelkie przeszkody, chcę, by nauczył mnie, jak to robi.
*plask* To jest budowanie fabuły na zasadzie gry komputerowej. Chcę otworzyć drzwi, ale oł, nie mogę, to idę poszukać kogoś, kto da mi klucz, ale jak wypełnię dla niego questa...
Plus: niby skąd wie, że informacje o Zenorze znajdzie właśnie w pamiętnikach królów?  

— (...) Czasami po prostu trzeba zaryzykować, inaczej zginie się ze świadomością, że nic się nie zrobiło.
— Jeżeli Zenora zechce cię zabić, i tak to zrobi. A co będzie, jeśli okaże się, że jesteś potężniejszą czarownicą od niej?
To chyba dobrze...?

— Nitrus nie pozwoliłby na to. Poza tym nie o mnie tu chodzi, ale o Atlantydę. Ludzie się nie liczą...
Liczę się tylko ja i moja tajemnicza cudowność. <3

Meihna spojrzała na Nike.
- Ależ ty masz cycki – mruknęła z uznaniem.
 

— Chcę wiedzieć, co robisz, że zawsze udaje ci się uciec z więzienia, nawet najpilniej strzeżonego.
Nitrus spojrzał na dziewczynę poważnie, po czym uśmiechnął się w swój tajemniczy, nieujawniający niczego sposób. Wstał powoli, zamknął oczy i po chwili zaczął blednąc i blednąc, aż zniknął całkowicie. Meihna na próżno szukała go w jaskini, na próżno wołała. W końcu pojawił się znowu.
— Mózg, mózg, mózg... — zaczął cicho.
Zamienił się w zombie? oO

— Zniknąłeś. To czary.
— Zniknąłem, bo chciałem. Chciałem, bo mam mózg. Nazywaj to, jak chcesz: czarami, magią, przewidzeniem... Ja nazywam to siłą woli.
Primo: aŁtorka najwyraźniej nie odróżnia słowa „przywidzenie” od „przewidywać”. Secundo: a więc to jest ta istota magii, która jest lekcją także i dla nas, w prawdziwym życiu? Chciej, a będzie ci dane? Nawet filmy Disneya nie są tak płytkie...
Chciałaś powiedzieć: „MISTYCZNE”.

— Powiedziałeś, że zrobiłeś to siłą woli. Czy to znaczy, że pomyślę, iż chcę, by nikt mnie nie widział, i naprawdę nikt mnie nie zobaczy?
— To oznacza dokładnie to!
Intensywnie myślę o tym, by tę powieść wycofano z obiegu, ale nic się nie dzieje.
Bo jesteś zbyt ograniczona, by w pełni pojąć cudowność tego... Argh, nie, dość, mnie też wkurwiają te bzdury.

— Dlaczego więc nie każdy to potrafi? Przecież każdy ma mózg.
*taktownie milczy*

Meihnie przyszło na myśl, że jeszcze niedawno wszystko wyglądało inaczej. Przyroda w pełni rozkwitu i szczęścia (...) Aż do dnia, gdy Meihna dowiedziała się o konstruowaniu przez ojca latającej maszyny.
Wtedy wszystkie zielone listki zrobiły DUP! na ziemię, sarenki w lasach wyzdychały, a bociany stwierdziły, że pierdolą i poleciały do Afryki.
To stąd ten niż demograficzny!

Z zamyślenia wyrwała Meihnę Terina. Usiadła obok niej na ławce, twarz miała poważną, oczy zgaszone.
— Długo myślałam nad tym wszystkim, Meihno.
Księżniczka spojrzała na nią pytająco.
— Czas mija, ciąża robi się coraz większa
Proszę mi wytłumaczyć definicję dużej ciąży, aŁtorko. I małej też. Skoro jest większa, to i mniejsza być musi.
Przed oczami stanęły mi rozmawiające ze sobą ciężarne kobiety, mówiące do siebie: Och, moja ciąża jest większa niż twoja!

— I zdecydowałam. Wyjdę za Mojnesa, gdy księżyc znów będzie w pełni.
Nie TY zdecydowałaś, tylko bliżej nieprzedstawieni nam (bo i pooo co) kapłani zdecydowali za ciebie paręnaście stron temu!

Resztę dnia siedziały, nié odzywając się do siebie
Takie dystyngowane, że nawet „dupa” mówią przez „el”.
Ech, nie, tego żartu się nie da zapisać... Wiecie, jak na tych starych polskich filmach nie wymawiają „ł” tylko takie „el”...


Było późne popołudnie (...)
Resztę dnia siedziały, nié odzywając się do siebie ani słowem, każda pogrążona w swoich myślach. Meihna nie wiedziała, o czym teraz myśli Terina, ale czuła, że mimo iż twarz dziewczyny była spokojna niczym ścięte lodem jezioro, jej dusza krzyczała z rozpaczy za utraconą miłością i życiem. Kiedy zaczęło się ściemniać, Meihna wstała.
Ciekawy przeskok w czasie, kazać bohaterom swojej powieści siedzieć pół dnia nieruchomo w miejscu, aż nadejdzie odpowiednio klimatyczna pora na zrobienie czegoś epickiego.

— Tu jest zimno, Terino. Nie możesz się teraz przeziębić, chodź do pałacu.
— Tu mi dobrze, idź sama.
Oho. Mam przeczucie, że zaraz problem ślubu z gówniarzem rozwiąże się sam.
*biegnie galopem po popcorn*

Chwila na natchnione westchnienie:
Księżniczka zastanawiała się nad tym dłuższą chwilę i nie zauważyła nawet, jak lepkie palce snu zamykają jej powoli powieki niczym kurtynę, która osłania scenę życia i przenosi człowieka w świat bez trosk, świat snów...

— Meihna...
Dziewczyna poruszyła się. Zdawało jej się, że ktoś wymówił jej imię... A może to tylko przesłyszenie?
A może przewidzenie? *z niewinną minką*

Wstał powoli, zamknął oczy i po chwili zaczął blednąc i blednąc
(...)
po czym zaczęła blednąc i blednąc
Ech, a za pierwszym razem łudziłam się, że to przypadek... ale nie, to jednak permanentny babol. I metoda ctrl+c, ctrl+v, jak widzę.
Tak czy siak: do Meihny przychodzi w środku nocy piękna zjawa i prowadzi ją do skarbca. Meihna nie wie po co, my wiemy po co, ale nie wiemy, po jaką cholerę ta zjawa. Chyba tylko dla fajniejszego, TAJEMNICZEGO efektu.

Meihna udaje się pod zamkniętą komnatę, mijają ją jakiś bezimienny (oczywiście) kapłan i Majonez. Niewidzialne dziewczę idzie za nimi i podsłuchuje.

— Z pozoru to zwykła maszyna, kolejny środek lokomocji. Zamiast sunąć po ziemi, będzie unosić się w powietrzu niczym ptak... Ale tak naprawdę będzie to coś więcej, o wiele więcej. Ukryta broń, o której
wiemy tylko my, która będzie siała w ludziach postrach większy, niż ten, jaki sieją demony i nieczyste moce!
— Ukryta broń?
— Tak! W jej wnętrzu umieścimy wyrzutnię o zasięgu tysiąca stóp! Do niej włożymy kule śmierci!
Mhm, owszem, owszem... ale model układu słonecznego nadal wydaje mi się straszniejszy. Popanikuję trochę.

— Jedyna słuszna! Gdzie upadnie jedna z nich, tam wyginie całe życie, nikt i nic nie będzie w stanie się uratować!
Ja wszystko rozumiem: Atlantyda opiewana jest jako kraj technologii, o jakiej w tamtych czasach nikomu się nie śniło. Ale raz: jakoś NIGDZIE nie widzimy tej technologii, wszyscy może poza królem i paroma inżynierami są tak samo głupi i ograniczeni jak reszta świata i nie mają o niczym zielonego pojęcia. Dwa: co oni, kurwa, bombę atomową montują? TO jest ta legendarna zagłada Atlantydy?

— To jakieś czary?
— Tak powiemy ludziom. Dowiedzą się, iż kule zsyłają nam sami bogowie, którzy przychylni nam chcą, byśmy zapanowali nad światem!!!...
A tego to już po prostu nie rozumiem... „Ludzie”, których kapłan ma na myśli, czyli lud Atlantydy, to – jak widzieliśmy do tej pory – wierna do obłędu hołota, która jest gotowa rzucić się na (ekhem) dzika, który (ekhem...) zamordował ich króla, choć właściwie nie mają w tym żadnego interesu – za dzika nie została nawet wyznaczona nagroda. Po cholerę zabijać kogoś takiego? Toż to doskonałe narzędzie, które daje się manipulować z taką łatwością!
Winky, daruj sobie te wykłady. Przecież wiesz, co tu tak naprawdę się liczy. Jej imię zaczyna się na M.
A nazwisko na O?
Hm... W sumie to miałam na myśli bohaterkę, ale w tym też coś jest...

W rzeczywistości jest to skomplikowana konstrukcja naszych inżynierów.
— Na czym polega?
Kapłan zmieszał się.
— Tak dokładnie to nie wiem, Wasza Wysokość... Ałtorce nie chciało się szukać informacji na ten temat. Ja tu jestem tylko po to, by się demonicznie śmiać w kontekście zawładnięcia światem.

Kapłan zdradza, że król prawdopodobnie zamierzał za pomocą tej maszyny – you guessed it – take over the world.

Meihna osunęła się na podłogę całkiem zdruzgotana tym, co usłyszała. Miała okropne poczucie, że ludzie w swej pysze zaczynają posuwać się już trochę za daleko.
A gdyby zobaczyła tatusia mordującego z zimną krwią niewinnego człowieka to co, pomyślałaby, że „lekko przesadził”? Boru, niekonsekwencja w budowaniu tutaj CZEGOKOLWIEK doprowadza mnie do szewskiej pasji. T_T

Nie od dzisiaj wiadomo było, że kto raz narazi się bogom, będzie musiał za to zapłacić cenę gorszą niż śmierć... Meihna wolała nie myśleć nawet, co jest gorsze niż śmierć.
Wieczność spędzona na wiszeniu na skale i patrzeniu, jak codziennie sęp wyjada ci żywcem wątrobę?
Wieczność spędzona na wtaczaniu ogromnego głazu na szczyt góry, który zawsze pod koniec spada z powrotem na sam dół?
Wieczność spędzona na byciu przywiązanym do krzesła, gdy ktoś inny czyta ci na głos „Atlantydę. Dzieko Gwiazd”...?

Nie! Nie! Błagam, litości! Ja chętnie nakarmię tego sępa! Serio!

nie zauważyła nawet, jak król i kapłan wychodzą z komnaty, zatrzaskując za sobą drzwi. Nagle spowiła ją bezkresna ciemność. Wstała gwałtownie, rozglądając się dokoła i zapominając na chwilę, po co tu przyszła. Była w pułapce. Z rozpaczą zaczęła chodzić po komnacie, obijając się o półki z zapiskami, błądząc po ciemku jak ślepiec. Poczuła, jak powoli zaczyna opanowywać ją szaleństwo, słyszała głosy, nawoływania, świat kręcił się w kółko jak zepsuta karuzela, z każdą sekundą przyśpieszając i przyśpieszając, aż do utraty tchu!
Jejq jejq! Te egzaltowane opisy są takie egzaltowane, że w całej tej egzaltacji się normalnie w majtki popipsiałam!

Nagle Meihnie zdezorientowanej w czarnej, głuchej komnacie poplątały się nogi
Tyle tych nóg...

W komnacie pojawia się – jakżeby inaczej – Nitrus, zapala czarodziejskie światełko (Właśnie, dlaczego światło zgasło automatycznie po zatrzaśnięciu drzwi i czemu nasza słodka, roztrzęsiona księżniczka, która najwyraźniej nigdy wcześniej nie znalazła się w ciemnościach, po prostu nie zapaliła go z powrotem? Bo najwyraźniej koło drzwi musiał być jakiś włącznik... -.-”) i Meihna może w spokoju przeczytać pamiętniki poprzednich królów – bo z caaałą pewnością każdy z nich napisał kilka tomów o samej Zenorze, o której informacji Meihna szuka. Jednakowoż, strony pamiętników są puste.

— Ja tu widzę całe karty zapisków. To, że ty nie możesz ich zobaczyć, świadczy o jednym.
— O czym mianowicie?
— Że nie jesteś gotowa, by poznać prawdę.
Księżniczka oburzyła się.
— Kiedy więc będę gotowa?! Czy wtedy, kiedy już dopadnie mnie przeznaczenie?! Wtedy będę zdolna dowiedzieć się czegoś?!!!
— Nie. A może tak? Nie wiem, jakie jest twoje przeznaczenie i co cię w życiu czeka. Nie jest mi dana ta wiedza. Teraz nie zrozumiałabyś prawdy. Mogłabyś ją źle odebrać.
Oho, zapamiętajmy to sobie. Założę się, że z logicznego, czytelniczego punktu widzenia nie będzie to miało najmniejszego znaczenia i cały ten zabieg jest jedynie sposobem na przedłużenie książki. Bo grube książki są taaakie faaajne i tak świeeetnie świadczą o ich autorze, bo był w stanie napisać tak gruuube dzieeeło...

Meihna patrzyła z rozżaleniem na Nitrusa. Czas mijał, a ona nauczyła się tylko stawać niewidzialna!
To skandal! Prawdziwa Mary Sue powinna do tej pory potrafić już przemieniać się w co najmniej 10 zwierząt, mieć opanowaną w stopniu mistrzowskim magię Wody, Ziemi, Powietrza, Ognia, Eteru, Słońca, Księżyca i Zupy, mieć skrzydła i być Upadłym Aniołem Zemsty!

— Chodźmy stąd — powiedział starzec. — Nie mamy dużo czasu.
— Jak chcesz stąd wyjść? Drzwi są zamknięte.
— Jak zwykle mówisz bardzo stereotypowo. Jest tu okno.
A więc było tam okno, a mimo to w całej komnacie zapadły egipskie ciemności, mimo że był RANEK?!
Winky...
Co?
Znowu to robisz. Zapamiętaj sobie: tutaj NIE MA logiki.

Nitrus zamienia siebie i Meihnę w ptaki (i tym samym wypełniają się kolejne prawa marysuizmu...). Księżniczka leci sobie i trochę zapomina o tym, że tak naprawdę jest człowiekiem, pada parę blogaskowych zdań o wolności, sratatata... Aż tu NAGLE!!!

Ptak nie wiedział, dlaczego nagle zachwiał się i spadł bezwładnie w czarne głębie oceanu...
My też nie. Skoro tak po prostu tuż po swojej pierwszej w życiu przemianie potrafiła latać, oficjalnie mamy w dupie wszelkie tłumaczenia typu „wietrzyk zawiał trochę inaczej i nie wiedziała, jak się utrzymać w powietrzu”.

— Co się stało? Gdzie jestem?
— Na plaży. Właśnie przeżyłaś swoją pierwszą metamorfozę, zniosłaś ją całkiem dobrze. Choć o mały włos zostałabyś ptakiem na zawsze. Niedoświadczeni magowie podczas przemiany w zwierzę często nie umieją zatrzymać swoich myśli. Bezwiednie pozwalają, by nie tylko ciało, ale i umysł zmieniły się podczas metamorfozy, co sprawia, że zapominają, kim są naprawdę, i pozostają w zmienionej formie do końca życia.
Czy nie tak samo było w „Ziemiomorzu”? Jak jeszcze zobaczę gdzieś wzmiankę o pradawnej mowie czy prawdziwych Imionach, to mnie szlag trafi. Znowu.

— W takim razie dlaczego ty potrafisz utrzymać myśli, kiedy jesteś zwierzęciem?
— Miałem najlepszego nauczyciela. Ciebie również nauczę wszystkiego, czego nauczyła mnie Ona.
Dobra, dobra, skończ, aŁtorko, z tą kiepską konspirą, i tak wszyscy już wiemy, że chodzi o Zenorę.
Zecorę!


Powiedział mi: „Gdy spotkasz mysz, zmień się w kota, gdy spotkasz kota, zmień się w psa. Gdy spotkasz psa, zmień się w człeka, gdy spotkasz człeka, zmień się w mysz”.
— Nie wszyscy ludzie boją się myszy.
— Tak, ale pamiętaj, że kiedy braknie ci broni, jaką mogłabyś pokonać wroga... uciekaj. Małej myszy łatwo jest umknąć.
Nie, jeśli się zrobi SRRU! glanem.
Dlaczego nie nauczy jej zamieniać się w bakterię? Bakterii to dopiero łatwo umknąć.

Przeważnie jeśli stracisz życie, nie cieszysz się wygraną.
No shit, Sherlock?!

— Może masz rację... Mimo to wiele razy atakuje się kogoś, kto nie miał wcale złych intencji, i atak ten jest największym z możliwych do popełnienia błędów!
*jęczy z bólu pod biurkiem, znokautowana przez Prawdę Życiową ciśniętą jej prosto w twarz*

— Powiedz mi... — księżniczka zwróciła się do maga — dlaczego każesz mi się tak męczyć, skoro i tak mój los jest już z góry ustalony?
Lol, a co, myślałaś, że możesz się srujnąć na leżankę jak drama queen i pojęczeć, jak ci niedobrze i że i tak umrzesz? Ta postać coraz bardziej mnie wkurwia. Choć nie tak, jak Achaja.
Oj, ostrożnie z tymi sądami. Przed tobą jeszcze z 300 stron...

— Nie każ mi próbować tego jeszcze raz! To było straszne!
— Tylko dlatego, że się zawahałaś. Tylko dlatego. Do tego czasu wszystko było dobrze. Nie możesz się bać, czeka cię podróż pełna niebezpieczeństw, nie będzie miał ci kto pomóc.
Dziewczyna jęknęła.
— Nie chcę podróży, nie chcę niebezpieczeństw! Chcę do domu!!!
Skrócę twe cierpienia, moje dziecko...*idzie po kałacha*

Ptaki umilkły już zupełnie, tylko czasem jakiś spóźniony romantyk zaświergotał w krzakach.
To nie ptak, tylko Werter. Tak sobie leży i umiera, i umrzeć nie może.

Meihnę naszła dziwna myśl. Skoro przyroda, która dziś wygląda na umierającą w melancholijnych kolorach i smutku jesiennej pogody, pewnego dnia znów powstanie, jeszcze piękniejsza i okazalsza niż przedtem, to może wszystko, co wydaje się teraz martwe, tak naprawdę tylko śpi sobie, by przeczekać ciężkie czasy? Może pewnego ranka znów wstanie słońce, śnieg stopnieje i wszystko się przebudzi, jakby nigdy nie położyło się spać...
Ile razy będę musiała jeszcze wklejać tego mema z „You don’t say”? -.-
To on powinien widnieć na okładce, a nie Miśka.

— Przyszliśmy po natchnienie. Ta jaskinia jest mi bliższa niż jakiekolwiek inne miejsce na Ziemi. A bywałem w różnych miejscach. Tutaj przychodzi do mnie natchnienie.
— Jakiego natchnienia szukasz?
Takiego jak zbeszczeszczony w pewnym opku Jaskier?
http://przyczajona-logika.blogspot.com/2012/02/trzy-nagie-miecze-geralta-czyli.html
Część „JaskierxNatchnienie”.

— Nie. To wskazówka. Teraz powinnaś usłyszeć wyraźniejszą.
— Jaką?
— Nie wiem. Nie wiem tego. Ale miej uszy i oczy szeroko otwarte. Nawet podmuch wiatru może podsunąć nam jakieś wyjaśnienie, pamiętaj o tym... A teraz idź. Idź i słuchaj. Wsłuchaj się w swoje serce...
Wiemy...



Tym oto indiańskim akcentem kończymy dzisiejszą analizę. Mamy nadzieję, że z waszą psychiką jest trochę lepiej niż z naszą, bo odszkodowań nie wypłacamy. ^^

2 komentarze:

  1. Cały tydzień i ani jednego komentarza? Wstydźcie się, ludzie.

    To było cudowne. To znaczy analiza, a nie, pożal się Borze, książka. Czytałam Twoją analizę wraz z koleżanką, która miała wątpliwą przyjemność zapoznać się z utworem i była zachwycona Twoimi komentarzami.

    Nie mówiąc o dennej, przewidywalnej fabule, błędach logicznych i kiepskim stylu: główna bohaterka nosząca imię będące przekształceniem imienia autorki? I niech mi ktoś powie, że to nie Mary Sue...

    Jaka książka jest następna w kolejce? Błagam, niech to będzie "Achaja"! O ile wątki drugoplanowe są przyzwoite (naprawdę lubiłam Siriusa i Zaana), to Achaja przyprawia mnie o ból zębów.

    W każdym razie, gratuluję wykonywania tak dobrej roboty i oświadczam, że niniejszym ta analizatornia stała się, obok Niezatapialnej Armady i PLUSa, trzecią analizatornią, którą śledzę regularnie.

    Jeszcze raz gratuluję, pozdrawiam i dziękuję za tak wielką dawkę endorfin,
    Offca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem wzruszona i ucieszona, zapraszam w przyszłości po więcej endorfin, droga Offco. ^^ "Achaję" bardzo chętnie bym wzięła na salę tortur, ale zwyczajnie nie wiem, czy podołam - to była jedyna książka, którą trzymałam w ręku i miałam ochotę podrzeć na strzępy, tak ZŁA była. Tak więc nie mówię "nie", ale "tak" - też nie. To naprawdę ciężki kaliber... ;P A co mogę zanalizować? Może "Kostnicę" Mastertona, może jakiś wyjątkowo głupi tom "Sagi o Ludziach Lodu" (mimo całego sentymentu, muszę powiedzieć, że niekiedy te książki są niesamowicie głupie xD)... Zawsze się coś znajdzie. ^^

      Usuń