Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: maja 2012

wtorek, 29 maja 2012

Sesja wuje :c

Przychodzi taki czas w życiu studenta, kiedy zdaje sobie sprawę z tego, jak mało zrobił przez ostatnie cztery miesiące, a jak niewiele czasu zostało do dnia sądu ostatecznego i jak bardzo ma w związku z tym przesrane... Taaak, sesja już daje się we znaki. W związku z tym jesteśmy zmuszone tymczasowo zawiesić aktualizacje. W przerwach między uczeniem się, nadrabianiem zaległości i graniem w League of Legends, będziemy powoli dziubdziać analizę Atlantydy i kiedy uzbiera się tego wystarczająca ilość, niezwłocznie rzucimy wam na pożarcie. Niech moc(z) będzie z wami!
 
 

wtorek, 22 maja 2012

Najgłupszy - Dziewictwa księga druga, część 6

Fanów księżniczki Meihny najmocniej przepraszamy, lecz nie wyrobiłyśmy się z odpowiednią do publikacji ilością analizy. Zbliża się ten czas w życiu studenta, kiedy musi usiąść i zadać sobie jedno, zajebiście ważne pytanie: czy sesja jest za tydzień...? Na szczęście nie, ale i tak niebezpiecznie blisko, co nam się bardzo nie podoba. Ale JAKAŚ analiza być musi, zatem w ramach zadośćuczynienia anal dłuższy niż zwykle - oto ostatnia część drugiego tomu przygód Eragona!




WĄTEK RORANA

- Czy mogę z tobą pomówić, Roranie Garrowssonie?
Uśmiechnął się do niej.
- Zawsze, Feldo. Wiesz o rym.
- Częstochowski, męski, żeński czy nijaki?

- Dziękuję. - Patrząc na niego nieśmiało, zaczęła się bawić frędzlami szala, co chwila zerkając w stronę namiotu. - Chciałam cię prosić o przysługę. Chodzi o Mandela.
*przeczytała ,,menela" i właśnie zwija się ze śmiechu*

Roran z roztargnieniem podrapał się po brodzie. Problem z Mandelem i marynarzami nie był jedynym. Podczas żeglugi z Nardy Roran zauważył, że jeden z ludzi Torsona, Frewin, bardzo zbliżył się do Odele - młodej przyjaciółki Katriny.
Będą dzieci. *podryguje brwiami*
A poza tym to wszystko wygląda jak dostawanie zadań w grach RPG. Nawet identycznie brzmi.

- Musimy też uważać, żeby nas nie odkryto - uzupełnił Orval.
- Właśnie. Jeśli żadne z nas nie wróci do zmierzchu pojutrze, musicie założyć, że zostaliśmy schwytani. Weźcie wówczas barki i pożeglujcie do Surdy, nie zatrzymujcie się jednak w Kuaście, by uzupełnić zapasy. Imperium na pewno zastawi tam pułapkę.
A w Surdzie na 100000% nie?

- Zgadza się. - Wbił w marynarza stalowe spojrzenie. W końcu Clovis poruszył się niespokojnie.
Roran gapił się na niego tak długo i robił tak debilne miny, że Clovis w końcu się poruszył, by ten pomyślał, że się boi.

Patrzył z obojętnym zainteresowaniem, jak młodzieniec się nadyma.
W końcu penk.

Roran postanowił, że najlepszą metodą uniknięcia schwytania będzie nie wysyłanie do Teirmu nikogo, kogo widziano w Nardzie, prócz jego samego i Gertrude.
Niuuueee, nikt go nie rozpozna, skoro teraz ściga go pół imperium.
Bo on se brodę zapuścił, o!

Roran odznaczał się cierpliwością polującego drapieżcy
*tonem Rywińskiego* Był czujny jak chrabąszcz!
Jak gajowy!

nie mają najmniejszych szans na wynajęcie go od kompanii morskiej Blackmoor, chyba że zapłacą cały skarbiec czerwonego krasnoludzkiego złota.
A od kiedy krasnoludzkie złoto jest czerwone?
Od teraz.

By zaspokoić głód, zatrzymali się w piekarni i kupili bochen świeżego żytniego chleba oraz mały słoiczek miodu.
To gdzie oni to kupili, w Tesco?
A jak by kupili mleko w puszce, to by mogli zrobić kajmak. ^^
Cicho, głodna się robię.

Płacąc za zakupy, Loring wspomniał pomocnikowi piekarza, że interesują ich statki, sprzęt i prowiant.
Wcale nie zwracają na siebie uwagi, wyglądając jak łachudry i zadając takie pytania.
Wcale fokle.

Roran obrócił się gwałtownie, czując klepnięcie w tyłek.

Teraz zamierzają sprzedać majątek Jeoda, by zmniejszyć swoje straty. Co do prowiantu, nie mam pewności, ale całą resztę możecie kupić na licytacji.
Roran poczuł w piersi słabiutkie ukłucie nadziei.
- Kiedy się ona odbędzie?
- Obwieszczenia wiszą na wszystkich tablicach w całym mieście. Pojutrze, za dwa dni.
No ja bym nie wpadła na to, że ,,pojutrze" oznacza ,,za dwa dni".
A poza tym już widzę, jak wieśniacy - uciekinierzy i ścigani banici - robią zrzutkę i kupują na aukcji kilka statków i żarcie.

- Nie, uważam, że powinniśmy spotkać się z tym Jeodem i zobaczyć, czy nie da się dobić z nim targu przed rozpoczęciem licytacji. Zgadzacie się?
Postali przytaknęli i uzbrojeni w zdobyte od przechodnia wskazówki ruszyli do domu Jeoda.
Oczywiście, wiedzieli, gdzie go szukać w całym ogromnym mieście.

Jakie imię mam my przedstawić?
- Możesz nazywać mnie Młotorękim.
Usta lokaja drgnęły, jakby rozbawiło go to miano.
W końcu ktoś, kto podziela moje reakcje.

Mężczyzna - Roran mógł się założyć, że to był Jeod - wyglądał na mniej więcej tak samo zmęczonego, jak Roran. Twarz miał porytą zmarszczkami, znużoną i smutną, a gdy odwrócił się ku nim, ujrzeli paskudną, białą bliznę biegnącą od linii włosów aż do lewej skroni. Według Rorana świadczyła ona, że mężczyzna ten jest twardy jak stal
Nie sądzę, by mu cokolwiek stwardniało na widok Rorana. oO"

- Czy pozwolicie się poczęstować ciastkami i szklaneczką brzoskwiniówki?
*nuci z lekko nieobecną miną* Petitki Lubisie to przepyszne misie...
I jabolem ich częstuje!

- Macie nade mną przewagę. Wy znacie moje imię ja nie znam waszych.
- Młotoręki, do usług - rzekł Roran.
- Mądra, do usług - dodała Birgit.
- Głupi, do usług - powiedział Nolfavrell.
- Głupszy, do usług - zakończył Loring.
- Winky, ja tu tylko sprzątam - dodała z drapieżnym uśmiechem.
- Muza Kozica. Pocałujcie mnie w zad - mruknęła.

- Ty jesteś Roran, prawda? - spytał cicho Jeod, bez najmniejszej obawy patrząc na ich broń.
- Jak się domyśliłeś?
- Bo Brom przyprowadził tu Eragona, a ty wyglądasz zupełnie jak twój kuzyn.
Cóż... już nie.
Teraz Eragon wygląda jak...
Książątko! *padła na podłogę, zwijając się ze śmiechu*

- Nie wiem jak ci to powiedzieć, Roranie... ale w Alagaesii istotnie pojawił się nowy Jeździec. To twój kuzyn, Eragon. Kamień, który znalazł w Kośćcu, był w istocie smoczym jajem, które wiele lat temu pomogłem wykraść Galbatorixowi.
Jeod przecież nie miał ZIELONEGO POJĘCIA o tym, że Eragon wziął jajo za kamień. ><"

Gdy się tam znajdziesz, z pewnością Eragon zgodzi się ci pomóc. Nawet Ra'zacowie nie mogą się równać w otwartej walce z Jeźdźcem i jego smokiem.
Chyba że Jeździec jest Eragonem.
To wtedy ma przesrane.

Eragonie, pomyślał. Eragonie! Na krew, którą przelałem, którą mam na rękach, przysięgam na mego ojca, że odpokutujesz za to co zrobiłeś, zaatakujesz wraz ze mną Helgrind.
Łee, byłoby fajniej, jakby Roran chciał go zabić.
Mało dramatycznie wyjszło...

Wówczas Jeod opowiedział im o śmierci Broma
A niby skąd się o niej dowiedział, skoro Eragon wspaniałomyślnie zostawił truchło Broma in the middle of nowhere?
W diamentowym grobowcu... może Jeod poszedł go pocałować i sprawdzić, czy się obudzi? ^^

o Murtaghu synu Morzana; o schwytaniu i ucieczce w Gil'eadzie; o desperackiej gonitwie i próbie ocalenia elfki; o urgalach, krasnoludach i wielkiej bitwie w miejscu zwanym Farthen Dur, gdzie Eragon pokonał Cienia.
I SKĄD ON, KURWA, O TYM WSZYSTKIM WIEDZIAŁ? =.="
No... Vardeni mu powiedzieli...?
I wszystko z punktu widzenia Eragona, tak?
Widocznie w Alagaesii też już wydali te pożałowania godne książki. ^^ 

Nowy Jeździec! I to w dodatku Eragon.
To samo miałam powiedzieć. xD

- Jeszcze dwa ostatnie pytania, Laskonogi. Jak wyglądają Brom i Eragon? I jak rozpoznałeś imię Gertrude?
- Wiedziałem o Gertrude, bo Brom wspominał, że zostawił u niej list do ciebie. A co do wyglądu: Brom był nieco niższy ode mnie, miał gęstą brodę, haczykowaty nos i nosił ze sobą rzeźbioną laskę. Śmiem też dodać, że czasami bywał dość drażliwy.
Roran skinął głową, tak właśnie wyglądał Brom.
- Eragon był... młody. Brązowe włosy, brązowe oczy, blizna na przegubie, i nie przestawał zadawać pytań.
Roran skinął głową po raz drugi. Tak wyglądał Eragon.
Tak samo mógł ich opisać ktoś, kto tylko o nich słyszał. Pałoli chciał zabrzmieć bardzo sprytnie, ale mu nie wyszło.

Potem Roran odciągnął fotel od drzwi i cała czwórka wróciła na swe miejsca zachowując się jak ludzie cywilizowani.
Bo wcześniej skakali po gabinecie, wymachując łapami i wyjąc: UUUK!

Werbownicy zaciągali chłopów w wioskach, a wojsko rekwirowało konie, osły i wory.
A co to za zwierz: wór?
Taki duży, włochaty i różowy. Lubi mięsko. I często się drapie po tyłku.
Aha.

Zatrzymał się przy oknie wykuszowym z tyłu domu, wychodzącym na stajnie, i wciągnął w płuca chłodne, zadymione powietrze, w którym unosiła się znajoma woń łajna.
Bo popuścił. ^^

Raz usłyszeli dobiegające z góry kroki.
- Konstrukcja miasta - wyjaśnił Jeod - ułatwia złodziejom wspinaczkę z dachu na dach.
Ciekawe, który z (anty)fanów podpowiedział to Pałoliniemu.

Oblizał wargi, starając się nie kręcić niespokojnie, podczas gdy starszy wartownik oglądał uważnie wręczony mu przez Jeoda zwój. Po długiej chwili skinął głową i oddał kupcowi pergamin.
- Możecie przejść.
- Jak to dobrze, że nie umiał czytać - stwierdził Jeod, gdy znaleźli się na przystani.
-.-"
Nie no, któryś z polskich władców miał siedmiu ulubionych rycerzy, ale nie potrafił ich policzyć, bo umiał tylko do trzech (czy jakoś tak, nie pamiętam dokładnie), ale na takim stanowisku daliby kogoś, kto umie czytać...
A od kiedy ta poffie$ć jest logiczna i sensowna?

- Nie mówiłeś, że mamy walczyć u boku kobiety. Jak mam się skupić, gdy pod nogami będzie mi się kręcić tępa wieśniaczka?
- Nie mów tak o niej - warknął Nolfavrell, zaciskając zęby.
- I do tego jej szczeniak?
- Birgit walczyła z Ra'zacami - odparł spokojnie Jeod. - A jej syn zabił już jednego z najlepszych żołnierzy Galbatorixa. Możesz powiedzieć o sobie to samo, Utharze?
- To nie przystoi - poparł go drugi. - Nie czuję się bezpiecznie z kobietą u boku, przynoszą tylko pecha. Prawdziwa dama nie powinna...
Nie wiadomo, co chciał rzec dalej, bo w tym momencie Birgit zachowała się w sposób zupełnie nie przystający damie. Wystąpiła naprzód, kopnęła Uthara między nogi, a potem złapała drugiego marynarza i przycisnęła mu do gardła nóż. Trzymała go tak chwilę, by wszyscy zobaczyli, co zrobiła, a potem wypuściła. Uthar wił się na deskach u jej stóp i skulony przeklinał cicho.
- Ktoś jeszcze ma jakieś uwagi? - spytała ostro.
Ja mam. Jak zwykle. Bo podobna scenka wystąpiła już w około 245623 powieściach/opowiadaniach/etc i w gdzieś tak 6394256786 filmach. A teraz niech ktoś mi powie, że ,,Eragon" jest innowacyjny.
Yyy... jest, bo Brigit nie jest piękną, cycatą młódką! He, he. xD
*rzuca siekierą*
*ucieka z wrzaskiem*

Marynarze jak jeden mąż sięgnęli pod kubraki i wyciągnęli obciążone pałki oraz zwoje liny. Tak uzbrojeni ruszyli w głąb portu w stronę Smoczego skrzydła, starając się nie zwracać niczyjej uwagi.
To mogli jeszcze wyciągnąć tamburyny, kolorowe pióropusze na dupę i zacząć śpiewać ,,Kanikuły", nadal by nikt nie zwracał uwagi.

- Ucierpi na tym wielu niewinnych ludzi - zauważył Jeod, jakby je odczytując. Poczucie winy, gnębiące Rorana, sprawiło, że odpowiedział ostrzej, niż zamierzał:
- Wolałbyś siedzieć w więzieniu lorda Ristharta? Wątpię, by wielu ludzi zginęło w pożarze, a pozostałym nie grozi śmierć, w odróżnieniu od nas, jeśli schwyta nas imperium.
No i było się wychylać? A poza tym: no peeewnie, od kiedy to w pożarach pochłaniających całe miasto ginęli ludzie?

Baldor nie chybił, jego strzała trafiła skrzydlatego stwora w prawy bok. Bestia wrzasnęła z bólu tak głośno, że szklana szyba na pokładzie pękła, a kamienie na brzegu rozsypały się w proch.
A bębenki nie popękały nikomu. Nie no, z ,,Pogromców mitów" wiem, że od dźwięku wywołującego pękanie szkła nie da się ogłuchnąć (od takiego, który gasi płomień też), ale żeby KAMIENIE pękały? No ludzie...

WĄTEK NASUADY

- Oto - oznajmiła Trianna - najnowszy wzór, jaki wynaleźliśmy.
Nasuada wzięła od czarodziejki czarny welon i z zachwytem przesunęła go w dłoniach. Żaden człowiek nie zdołałby utkać tak delikatnej koronki. Z satysfakcją przyjrzała się rzędom stojących na biurku pudeł zawierających próbki nowych wzorów produkowanych przez Du Vrangr Gata.
Oto, czym się zajmuje królowa. Nadzorowaniem pracy nad koronkami.
Sprawa najwyższej wagi państwowej.

Dwie godziny później Trianna powróciła, prowadząc dwóch żołnierzy niosących trupa. Na rozkaz czarodziejki opuścili go na podłogę.
- Znaleźliśmy zabójcę tam, gdzie mówiła Elva. Nazywał się Drail.
Z dziwną, niezdrową ciekawością Nasuada obejrzała uważnie twarz człowieka, który próbował ją zabić. Zabójca był niski, brodaty, wyglądał zupełnie zwyczajnie, nie różnił się od innych ludzi w mieście. Czuła się z nim w pewien sposób związana, jakby zamach na jej życie i fakt, że w odwecie kazała go zabić, złączył ich w najbardziej intymny sposób.
Ujawniają się nekrofilskie skłonności Nasuady. oO"
W dodatku sado-maso! Seks z kimś, kto chcie/chciał cię zabić! xD

- Owszem. Drail należał do siatki agentów działających w Surdzie i oddanych Galbatorixowi. Nazywają się Czarną Ręką
*napad szału* Kurwajapierdolęchujjegomać... *idzie poszukać jakiejś dobrej, powolnej trucizny*
Zapytacie, co wkurwiło winky? Otóż od daaawna jest fanką oblivionicznego Mrocznego Bractwa, którego głowy rodziny nazywają się Czarna Dłoń.
Ale Pałolini nie zrzyna z nikogo, nieee, kurwa, to nie jego wina, że wszystko, co wymyśli już gdzieś było... I MOŻE JESZCZE MAJĄ TAM MATKĘ NOCY I SITHISA?!

Była noc, nie potrafił zatem określić ich liczby, jest jednak pewien, że znacznie przewyższa ona szesnaście tysięcy, stanowiące jądro oddziałów Galbatorixa. Armia mogła liczyć sobie nawet sto tysięcy, jeśli nie więcej.
Skoro tak go wszyscy nienawidzą, to skąd ta stutysięczna armia?
To tak jak z PiSem. Wszyscy wokół się śmieją i psioczą, a potem nagle PiS wygrywa wybory. :]

- Musimy mieć sojuszników i przede wszystkim musimy mieć tu Eragona, zwłaszcza jeśli przyjdzie nam zmierzyć się z Galbatorixem. Nasuado, zechcesz po niego posłać?
- Uczyniłabym to, gdybym mogła, lecz do czasu powrotu Aryi w żaden sposób nie mogę skontaktować się z elfami ani wezwać Eragona.
Wyślij mu smsa. Oromis na pewno dał już Eragonowi telefon.

Jeśli nie obalimy Galbatorixa, pozostaje nam tylko jedno wyjście: uciec z Alagaesii przez bezkresne morze i znaleźć nowy lad na którym stworzymy sobie nowe życie. Tam będziemy mogli zaczekać na śmierć Galbatorixa.
[ironia]Brawo.[/ironia]

Nawet on nie może żyć wiecznie. Jedno tylko jest pewne: wszystko przemija.
Głęboka myśl dnia.
A wiecie, że głębokie przemyślenia Pałoliniego można już znaleźć na wiki?
Świat schodzi na psy. -.-

WĄTEK ERAGONA

Eragon odetchnął głęboko, nakazał swemu sercu przyśpieszyć i zaraz potem zmarł na zawał.

Nie spał, nie sypiał bowiem od dnia swej przemiany. Gdy zmęczenie kazało mu się położyć, przechodził w stan przypominający sen na jawie. Doświadczał wówczas wielu cudownych myśli i krążył wśród szarych cieni wspomnień, cały czas jednak pozostając świadomym swego otoczenia.
Słowem: naćpał się. ^^

Może i zachowałem się jak głupiec, ale to nie do końca moja wina. Nie odpowiadam za to, co zrobiłem; byłem jak pijany.
Tak se tłumacz.

Eragon skierował się do łazienki i odprawił codzienny rytuał porannych ablucji, łącznie z usuwaniem zarostu zaklęciem, a także włosów z pleców i okolic lędźwi, manikiurem i pedikiurem, malowaniem oczu na czarno i nakładaniem żelu na włosy oraz układaniem grzywki na boczek.

Z drugiej strony pola zbliżył się ku nim Vanir.
- Jesteś gotów, Cieniobójco?! - krzyknął.
Pogarda dźwięcząca w głosie elfa zmalała nieco od czasu ich ostatniego pojedynku przed Agaeti Blodhren, ale nieznacznie.
Jakżeby inaczej. Teraz wszyscy kochają księciunia Eragona.

Opróżniając umysł Eragon chwycił Zar'roca i dobył go jak najszybciej. Ku jego zdumieniu miecz zdawał się ważyć nie więcej niż wierzbowa witka. Brak oporu zaskoczył Eragona; jego ręka wyprostowała się tak gwałtownie, że miecz wyśliznął mu się z palców i poleciał dwadzieścia jardów w prawo, wbijając się w pień sosny.
*megazaciesz*

Elf upuścił broń. Jego twarz zbielała gwałtownie.
- Jakże chyży jest twój miecz - rzekł.
Allle mam skojarzenia! xD

Wówczas Vanir uczynił coś, czego Eragon nigdy się nie spodziewał. Elf uniósł zdrową rękę i zgiął ją w geście hołdu, przykładając do mostka i kłaniając się.
- Błagam o wybaczenie za me wcześniejsze zachowanie, Eragon-elda. Sądziłem, że skazałeś mój lud na nicość otchłani, i ów lęk sprawiał, że zachowywałem się niegodnie. Wygląda jednak na to, że twoja rasa nie zagraża już naszej sprawie. Jesteś teraz godzien miana Jeźdźca
Nie, nie, nie! Vanish, nie gadam z tobą! *foch* T_____T
To było oczywiste, że nawet ci, co go nienawidzą, w końcu i tak pokochają.

Nałożył strzałę i powoli odciągnął cięciwę, rozkoszując się łatwością, z jaką mu to przychodziło. Wycelował, wypuścił strzałę i został na miejscu.
To wcześniej co robił przy strzelaniu, łuk zostawał, a on leciał w tył?

Saphira obwąchała oba kawałki drewna w jego dłoniach.
Wygląda na to, że potrzebny ci nowy kijomiot.
Przyda się też kij-samobij.
Albo wibrator. Na jedno wychodzi.
Oromis lubi takie zabawki. ^^

- Glaedr wyjaśnił mi najlepiej jak potrafił, co z tobą uczyniono podczas święta. Coś takiego nigdy nie nastąpiło w całej historii Jeźdźców... Raz jeszcze smoki dowiodły, że są zdolne do czynów wykraczających poza naszą wyobraźnię.
Tym bardziej, że to, co zmieniło Eragona w książątko nie było smokiem. W każdym razie nie prawdziwym.
Ale to trochę siara mówić, że odmienił go tatuaż.

- Glaedr nie był do końca pewien, jakich zmian doświadczysz, chciałbym zatem, abyś opisał w pełni swą przemianę, łącznie z wyglądem.
To nie widać? -_-"

Saphira podzielała ten niepokój.
Świat jest jak rozciągnięty, Eragonie - rzekła. Rozciągnięty do granic. Wkrótce pęknie i wszędzie zapanuje obłęd. To, co czujesz, czujemy też my, smoki, i czują elfy - nieubłagane zbliżanie się końca naszej ery. Opłakuj tych, którzy zginą w chaosie, jaki pochłonie Alagaesię, i miej nadzieję, że dzięki sile twego miecza i tarczy, i moich kłów i szponów, zdołamy wywalczyć lepszą przyszłość.
Kolejna zajebista przepowiednia, która aż się pali, by się wypełnić.

kiedy [Eragon] otworzył umysł, by obserwować otaczające go stworzenia, wyczuł nie tylko ptaki, zwierzęta i owady, ale też rośliny.
Rośliny miały zupełnie inną świadomość niż zwierzęta - powolną, leniwą, pozbawioną jądra
No jakoś nie zdarzyło mi się zobaczyć rośliny z jądrami.
Trzeba umieć szukać. ^^

Sama ziemia była żywa i świadoma.
Wszędzie istnieje inteligentne życie - pomyślał.
Patrząc na Eragona to chyba jednak nie wszędzie.

Kiedy zanurzył się w oceanie myśli i uczuć otaczających go istot, zdołał osiągnąć stan tak głębokiego wewnętrznego spokoju, że przez ten czas przestał istnieć jako odrębna jednostka. Stał się nicością, otchłanią, odbiorcą głosów całego świata. Nic nie umykało jego uwagi, bo uwaga ta nie skupiała się na niczym. Był lasem i jego mieszkańcami.
Czy tak właśnie czuje się bóg? - zastanawiał się Eragon po powrocie do swego ciała.
Żeby Eragon zamienił się w elfa - to jeszcze jestem w stanie przełknąć. Ale żeby był bogiem?! To już przyjmę chyba w formie lewatywy. o_O"
Biedna winky. Rest in pieces.

Opuścił polanę, odnalazł w chacie Oromisa i ukląkł przed nim.
MOMENTY!!!
Tak zaraz na początku rozdziału?

Oromis przerwał pisanie i spojrzał z namysłem na Eragona.
- Opowiedz mi.
Przez półtorej godziny Eragon rozpływał się nad każdym aspektem roślin i zwierząt żyjących na polanie.
Aż w końcu Oromis umarł z nudów.

Oromis dźwignął się z krzesła i pozostał w miejscu, chwiejąc się lekko. - Użycz mi ramienia, Eragonie, i pomóż wyjść. Członki nie słuchają mej woli.
To ile on ma członków? *skojarzenia mode on*

- Jaki jest koszt magii, Eragonie?
- Energia. Zaklęcie wymaga tej samej energii, jakiej potrzeba, by wykonać to zadanie zwykłymi środkami.
*chrząka, a odgłos dziwnie przypomina słowa: Ursula le Guin!*

- Mistrzu, wczoraj wieczorem przyszło mi do głowy, że w żadnym ze zwojów, które czytałem, nie wspomniano o waszej religii. W co wierzą elfy? (...) komu bądź czemu oddajecie cześć?
- Niczemu.
Niesamowite, że mają takie poglądy w czasach stylizowanych na ŚREDNIOWIECZE.
Elfy są nowoczesne. Powinnaś to pojąć po tym, jak dowiedziałaś się, że robią sobie operacje plastyczne.

Podczas szkolenia Eragon dowiedział się, że wiele zjawisk, które wieśniacy przypisywali siłom nadprzyrodzonym, to w istocie procesy naturalne. Na przykład podczas medytacji odkrył, że larwy wykluwają się z jajeczek much, a nie rodzą z brudu, jak wcześniej sądził. Nie widział też sensu w zostawianiu duszkom ofiary z jedzenia, by nie zakwaszały mleka, skoro wiedział, że mleko kwaśnieje, bo mnożą się w nim maleńkie organizmy.
Skoro tak i skoro jest teraz całkowicie przeciwny zabijaniu żywych istot, co sądzi o brutalnym akcie seksualnym, w trakcie którego tysiące plemników tak po prostu ginie? ^^
Nie wspominając o tym sadystycznym akcie mycia rąk, kiedy z premedytacją i zimną krwią morduje się miliardy bakterii!
No a gotowanie jajka na twardo to już istne barbarzyństwo.

- I nie uznajecie żadnych bogów?
- Wierzymy tylko w to, czego istnienia potrafimy dowieść.
A smoki nie istnieją!
Elfy też!
I jeszcze się mądrują.

Tej nocy dręcząca Eragona niepewność znalazła odbicie w śnie (...) Ujrzał Garrowa leżącego w domu Horsta, martwego Broma w samotnej jaskini z piaskowca i twarz zielarki Angeli, która szepnęła
„Strzeż się, Argedamie, wyraźnie widzę zdradę. Jej źródło to twoja rodzina. Strzeż się, Cieniobójco”.
Konkurs audiotrelemorele: kto to taki? ^^
Kasztaniaki!
A tak swoją drogą, to skoro elfy nie śpią (i Eraś automatycznie też), skąd ten sen?
Nawdychał się czegoś. xD

- Syn i ojciec jednacy, ślepi jak gacek.
- Zaczekaj! - wykrzyknął Eragon, zrywając się na równe nogi. - Znasz mojego ojca? Kto to?
Bladgen znów zakrakał; tym razem zdawało się, że się śmieje.
- Choć dwaj mogą mieć dwa, a jeden z dwóch to na pewno jeden, jeden może być dwoma.
- Imię, Bladgenie. Podaj mi imię!
Potter... Harry Potter...
A nie, bo Darth Father.

Skupiony na obrazie Nasuady Eragon przesunął dłoń nad zwierciadło i wymamrotał tradycyjne zaklęcie.
- Senna wizja.
Wolałam Draumr Kupa. :(

Zwierciadło zamigotało i zbielało. Pośrodku pojawiło się dziewięć osób zgromadzonych wokół niewidocznego stołu. (...) Gdy tylko Eragon wprowadził modyfikacje zaklęcia, z lustra dobiegł głos Nasuady
Czas umierać - Eragon zrobił telewizor. T_T

Dyskusja przeszła płynnie na braki w cięciwach. Temat ten nie zabrzmiał obiecująco, więc Eragon przełączył na LaskiXXX.

Czy nadszedł czas walki, Eragonie?- spytała Saphira; w jej głosie dźwięczała dziwnie uroczysta nuta.
Wiedział, co miała na myśli: Czy nadszedł czas, by rzucić otwarcie wyzwanie imperium, czas, by zabijać i niszczyć aż do granic ich nie najmniejszych umiejętności? Czas, by uwolnić całą skrywaną wściekłość i nie spocząć, póki Galbatorix nie legnie martwy u ich stóp? Czy nadszedł czas, by poświęcić się kampanii, której rozstrzygnięcie mogło potrwać dziesiątki lat?
Już czas.
Eragon wspiął się na Lwią Skałę i zrobił: ROOOAAAAR!

- Spodziewając się waszego odejścia, przygotowałem dla ciebie trzy dary Eragonie. - Wyłowił z sakwy srebrną flaszkę. - Po pierwsze, faelnirv, który wzmocniłem swoimi zaklęciami. Trunek ten doda ci sił, gdy wszystko inne zawiedzie
W czasie bitwy nie ma to jak łyk jabola na ukojenie nerwów.
Zajumali to-to Łucji Pevensie...

wyjął z sakwy długi, niebiesko-czarny pas od miecza. (...) Na polecenie Oromisa Eragon pociągnął za chwast z boku i zachłysnął się ze zdumienia, widząc, jak pasmo tkaniny z przodu przesuwa się, ukazując dwanaście diamentów, każdy liczący sobie cal średnicy. Cztery z nich były białe, cztery czarne, a pozostałe mieniły się czerwienią, błękitem, żółcią i brązem.
Raz dostałby coś mało nadzwyczajnego, symbolicznego, z przeceny... zaręczam, że by nie umarł.
A nawet jeśli, to tym lepiej. ^^

-Teraz ruszajcie i lećcie jak najchyżej z północnym wiatrem, wiedząc, że oboje - Saphira Jasnołuska i Eragon Cieniobójca - macie błogosławieństwo Oromisa, ostatniego potomka rodu Thandurina tego którego zwą zarówno Mędrcem w Smutku Pogrążonym, jak i Kaleką Uzdrowionym.
Macie też serdeczny brak pozdrowień i kopa w dupę od Winky z rodu Bora Wielkiego a Szumnego, zwanej Tą Wredną Krową.

Wymienili ostatnie smutne pozdrowienia i rozstali się.
Oromisowi będzie brakować Eragona... muehehe. Twisted Evil

- Wiedz też, że wyprawiłam do Surdy dwunastu najlepszych naszych magów.
No jasne. Dwunastu magów na WOJNĘ. To tak, jak w każdym opku aŁtorki i aŁtorzy z podziwem piszą o ogromnej, niezwyciężonej armii liczącej okrągły tysiąc wojowników!
Przecież Pałolini też jest aŁtorem, co się dziwisz...

Smoki - odparła Saphira - nie potrzebują do szczęścia dobytku. Po cóż nam bogactwa, skoro nasze łuski piękniejsze są niż jakiekolwiek skarby? Nie, wystarczy mi dobroć okazana Eragonowi.
Ze strony Oromisa czy ogólnie?

Orik zatrzymał się, dotarłszy na górę, po czym postawił stopy po obu stronach kręgosłupa smoczycy i ruszył ostrożnie naprzód, zmierzając ku siodłu. Poklepał dłonią jeden z kościanych szpikulców między nogami.
- Niezły sposób na utratę męskości - zauważył. Eragon uśmiechnął się szeroko.
Bo sam nie miał czego tracić. ^^

WĄTEK RORANA

Zanim zacznę, melduję, iż zmieniłam zdanie. Ten wątek jest jeszcze gorszy od Eragonowego, bo jest tak koszmarnie nudny, że nawet nie ma co cytować.

Obsydianowe morze kołysało się pod bursztynowo-złotym Smoczym skrzydłem, unosząc statek wysoko. Na moment balansował na grzbiecie spienionej aleksandrytowo-szafirowej fali, po czym opadł w ciemną onyksową dolinę. Strzępy lodowatej opalowej mgły unosiły się w mroźnym powietrzu, wiatr jęczał i zawodził w ekstazie.
Ostatni komentarz był nie na temat.

Roran ujrzał, niczym na serii monochromatycznych obrazów, jak bomstenga bezana przekręca się
Że niby CO się przekręciło? oO"
Dżek Sparoł by ci powiedział, a że jesteś dupa, to nie wiesz.
Phi, Pałolini też na pewno nie wie. On tylko wpisuje hasła z Wiki. *FOCH*

Roran wyjął zza pazuchy lunetę, przytknął ją do oka i ustawił ostrość.
Potem jednak stwierdził, że i tak jest za słaba, wziął więc lornetkę. Ale i ta była do dupy, spojrzał zatem przez teleskop. W końcu zrezygnowany włączył GoogleMaps.

Usłyszał, jak w dole Uthar krzyczy na wieśniaków, rozkazując im siąść do wioseł. W chwilę później po bokach Smoczego skrzydła uniosły się dwa rzędy długich tyczek nadających statkowi wygląd olbrzymiego nartnika.
Może narciarza?
Adaś?

Roran patrzył przerażony i zafascynowany na rozgrywający się wokół dramat. Podstawowym elementem, od którego zależał wynik całego planu, był czas. Czy Smocze skrzydło uzbrojone w wiosła i żagle okaże się dość szybkie, by pokonać Oko? I czy korwety - które także opuściły wiosła - zdołają zmniejszyć dzielącą ich odległość tak, by nie zginąć we wzburzonych wodach? O tym w następnym odcinku.
*nuci* Bżżżż, POM. Trym-tym-tym-tym-tym, tym... Miał być motyw końcowy z LOSTów, ale nie wyjszło.

Zdumiał się, gdy nad krawędzią kosza pojawiła się ręka, a potem twarz Baldora.
- Pomożesz mi? Mam wrażenie, że zaraz spadnę.
Roran zaparł się mocno i wciągnął Bałdora do kosza. Mężczyzna wręczył mu suchar i suszone jabłko.
- Pomyślałem, że zechcesz coś przekąsić.
Roran podziękował mu skinieniem głowy i wgryzł się w suchar, cały czas patrząc przez lunetę.
Nie no, jasne, zaraz statek zostanie wessany przez wir, a oni sobie żrą na bocianim gnieździe.
Ugryź suchara!

Otwarta paszcza Oka Dzika [tego wiru] miała obecnie prawie dziewięć i pół mili średnicy i nikt nie potrafił orzec, jak głęboko sięga, prócz tych, którzy w niej uwięźli. Boki Oka opadały pod kątem czterdziestu pięciu stopni
Oczywista Roran - zatwardziały wilk morski - potrafił to orzec na pierwszy rzut oka.

Miał wrażenie, że minęły wieki, odkąd usiadł za wiosłem w mrocznym, zadymionym wnętrzu.
Bo se dla luzu zarajali. W końcu ciężka dola galernika.
Pałolini nie przewidział tego, że przez dziury na wiosła może się wlewać woda. A statek niemal leży na jednej burcie, co sam napisał.
*razem* Żaaal.


A teraz pokażę wam coś interesującego. Oto zdania, jakimi kończyło się ostatnich kilka rozdziałów.
- Opłakuj tych, którzy zginą w chaosie, jaki pochłonie Alagaesię, i miej nadzieję, że dzięki sile twego miecza i tarczy, i moich kłów i szponów, zdołamy wywalczyć lepszą przyszłość.
(...)
- Już czas.
(...)
Usatysfakcjonowany Roran odłożył młot.
- Niechaj tak będzie.
(...)
- Mieliśmy szczęście, Roranie. Większe szczęście, niż mogliśmy przypuszczać.
- Tak - zgodził się.
Bo krótkie zdania dialogowe są takie emocjonujące.
 

WĄTEK ERAGONA

W dole pod brzuchem Saphiry olbrzymia puszcza rozciągała się między białymi horyzontami
To w lasach są horyzonty?
Ba, całe mnóstwo! Gdzie nie spojrzysz - horyzont. I do tego biały. A nie, czekaj, ja myślałam, że o purchawkach mówisz...

Aby urozmaicić podróż, Orik zabawiał się z Saphira w zagadki. Eragon wymówił się z gry. Nigdy nie przepadał za zagadkami, przeskoki myślowe niezbędne do ich rozwiązania jakoś mu umykały.
Bo za gupi jezd. ^^

Obłok gorącego dymu omiótł im twarze, gdy parsknęła.
Kiepsko sobie radzę z takimi zagadkami. Od dnia, gdy się wyklułam, nie byłam we wnętrzu domu i pytania o sprzęty domowe mnie zaskakują.
A domek na drzewie elfów się nie liczy?
Nigdy nie wiadomo, co elfy trzymają w domach, w końcu one strasznie zboczone są.

Eragon patrzył, jak mięśnie na karku Orika napinają się niczym węzły.
To co on mu robił?! O_O
Nic. To ty masz skojarzenia.
Analizujesz ze mną już drugi tom i jeszcze się dziwisz? :]

Na skraju pustkowia minęli grupę konnych nomadów odzianych w powłóczyste szaty, chroniące przed słońcem. Mężczyźni krzyczeli, potrząsając mieczami i włóczniami. Żaden jednak nie ośmielił się strzelić do smoczycy. (...) Po drodze Saphira nawet nie próbowała się ukrywać i często słyszeli okrzyki zdumienia i strachu dobiegające z leżących w dole wiosek.
Nooo, to też było bardzo cichociemne z ich strony, jeśli chcą zaskoczyć Galba istnieniem Szafirki. -.-

Wkrótce po tym, jak następnego ranka znów wyruszyli w drogę (...) Pojawiły się złocistoczerwone wydmy. (...) Trzeciego dnia (...) opuścili Pustynię Haradacką. (...) choć pustynia zniknęła w dali, było znacznie cieplej niż zazwyczaj o tej porze roku. Tutejsza wiosna przypominała lato.
Szybko zmieniają strefy klimatyczne. A narysowana mapka jest taka mała... *przewraca oczami*

- Witaj, Jeźdźcze - rzekł. - Jestem Dahwar, syn Kedara, seneszal króla Orrina.
- Ja jestem Eragon Cieniobójca, niczyj syn.
A więc skurwysyn. ^^

Po raz pierwszy Eragon uświadomił sobie, że może wydawać rozkazy i oczekiwać, że zostaną spełnione.
Patrzcie go, jaki władczy...
Ma już dość bycia pomiatanym przez Oromisa. xD

- Potrzebne nam tygodniowe racje podróżne, dla mnie wyłącznie owoce, warzywa, mąka, ser, chleb, Nutella, Kitkaty, kawior, bułeczki grahamki, sushi, Whiskas dla Saphiry i tak dalej.
I potejtołs.

- Proszę, wybacz mi moją impertynencję, nie znam bowiem zwyczajów Jeźdźców, ale czy nie jesteś człowiekiem? Słyszałem inaczej.
- Owszem, jest - warknął Orik. - Został... odmieniony i powinniście się cieszyć, bo inaczej nasza sytuacja wyglądałaby znacznie gorzej.
Chciałeś powiedzieć: Eragon wyglądałby znacznie gorzej. xD

nakreślił palcem linię na północny-zachód z Aberonu do Cithri.
Ke? Cintra? Gdybym nie wiedziała, że Pałolini napisał to jeszcze zanim powstała gra The Witcher, oskarżyłabym go o kolejny plagiat. o_O
A ja bym się nie zdziwiła, gdyby to mimo wszystko był plagiat.

Płonące Równiny - kryjące w sobie olbrzymie pokłady torfu - leżały po wschodniej stronie rzeki Jiet w miejscu, gdzie przecinała ją granica Surdy. W przeszłości odbyła się tam potyczka Jeźdźców i Zaprzysiężonych. Podczas walki ziejące ogniem smoki podpaliły niechcący torf.
Niechcący?

Żar pozostał pod ziemią i tlił się tam od tej pory. Cuchnące opary sączące się z rozpalonych otworów w zwęglonej ziemi sprawiały, że Równiny nie nadawały się do zamieszkania.
No taa, jakże proste rozwiązanie umieszczenia na mapie czegoś podobnego jak obszary wulkaniczne z dowolnej części Heroes of Might and Magic...
Bo może Pałolini pomyślał, że zrobienie z Alagejzerii drugich Hawajów to by była jedna atrakcja za dużo. :]
Swoją drogą niby czemu bitwa ma się odbyć właśnie tam? Bo tak się umówili?
Bo tam będzie MROCZNIEJ.

Gdy Saphira zaczęła szykować się do lotu, Eragon zmarszczył brwi - w śledzonych przez niego umysłach pojawiła się nuta niezgody.
- Dahwarze, dwóch stajennych wdało się w kłótnię. Jeden z nich, Tathal, zamierza popełnić morderstwo. Możesz go jednak powstrzymać, jeśli natychmiast wyślesz tam ludzi.
Podglądacz!!! A jakby ktoś właśnie uprawiał namiętny seks na sianie?!
To by siedział cicho i podglądał... ^^

- Skąd o tym wiesz, Cieniobójco? - spytał seneszal.
- Ponieważ jestem Mary Sue (...) - odparł Eragon.

Dramatyczny ostatni akapit nudnego i bezsensownego rozdziału...
Dotarli do Płonących Równin Alagaesii.
Tadaaa.

Na wschodnim brzegu wezbranej rzeki stały dwie armie. Na południu Vardeni i ludzie z Surdy (...) ich wojska wydawały się żałośnie małe w porównaniu z rozmiarami sił zgromadzonych na północy. Armia Galbatorixa była tak wielka, że jej czoło miało trzy mile szerokości
Armie stały naprzeciw siebie i się darły:
- TA RYBA ŚMIERDZI!

- WCALE NIE!
- TA RYBA ŚMIERDZI!
- WCALE NIE!

jej czoło miało trzy mile szerokości; nie wiadomo było, jak daleko się rozciągało bo poszczególni ludzie zlewali się w dali w jedną mroczną masę.
Mhroczna ahrmia mhrocznego Galbathorixa, co dwa jaja ma.
A nie ma czasem mrocznych jeźdźców w liczbie dziewięć?

Machnięciem ręki i słowem „ganga” odmienił ich kierunek, posyłając pociski ku ziemi niczyjej, gdzie, nie czyniąc nikomu szkody, wbiły się w jałową glebę. Przeoczył jednak jedną strzałę wystrzeloną kilka sekund po pierwszej salwie.
Gwałtownie odchylił się w prawo, jak najmocniej, szybciej niż jakikolwiek człowiek i złapał pocisk w powietrzu.
Woooaaaah, ale zaszpanował, krowa jego włochata mać.
Ja bym wolała, gdyby nie złapał... *burczy*

Brodaty Fredric zbliżył się do nich. Wyraźnie zaskoczyła go zmiana wyglądu Eragona
Poznał go w ogóle? o_O"

Zatrzymując się przed przedostatnim z żołnierzy, Eragon uniósł strzałę, którą chwycił w powietrzu, siedząc na grzbiecie Saphiry.
- To chyba twoja, Harwinie? Zachwycony Harwin przyjął strzałę.
- Rzeczywiście! Ma biały pasek, zawsze tak maluję moje drzewca, by je później łatwiej znaleźć.
No pewnie, w bitwie będzie szukał specjalnie swoich strzał, jak już kołczan będzie miał pusty. -______-"

Żołądek Eragona ścisnął się gwałtownie na widok stojącej naprzeciwko Aryi.
Chciał ją zeżreć.

- Mam nadzieję, że lot minął spokojnie?
- Owszem, bez przeszkód.
- Nie natknęliście się na nic na pustyni?
- A powinniśmy?
Na piaskale. *jeb*

Wyciągając z worków zbroję, szybko przywdział barwny strój wojenny.
SAM? SAM założył ZBROJĘ? Ratuunkuuu... dajcie mi jakąś dobrą książkę... T__T

Z radością odkrył, że w kołczanie mieści się też wyśpiewany przez królową łuk z już założoną cięciwą.
Mam wielką wyobraźnię, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić łuku, który by się zmieścił do kołczanu razem ze strzałami.

Eragon splótł ręce za plecami, czekając cierpliwie, gdy tymczasem Angela używając niezwykle barwnych, szczegółowych i pomysłowych określeń informowała go, jakim dokładnie jest durniem, jakich musiał mieć przodków, by okazać się równie ogromnym durniem - posunęła się nawet do tego, by insynuować, że jeden z jego dziadków musiał sparzyć się z Urgalem - a także opisywała przerażające kary, jakie powinien ponieść za swoją głupotę.
Zaczynam lubić tę głupią zielarkę. ^^
To rekompensata za Vanisha.

Gdyby ktokolwiek inny obraził go w ten sposób, Eragon wyzwałby go na pojedynek. I by przegrał.

- Zerkając na nią kątem oka, zauważył: - Nie wyglądasz na zaskoczoną moją przemianą.
Zielarka wzruszyła ramionami.
- Mam swoje źródła informacji. Według mnie to spora poprawa. Przedtem byłeś taki... jakby to ująć...
Zdeformowany!
Odrażający!
Odstręczający!
Szkaradny!
Plugawy!
Obmierzły!
Parszywy!
Kaleki!
No, kaleką umysłowym to on do końca życia będzie. Plus, muszę zamarudzić. Niby JAKIE ma ona źródła informacji? Internet? -.-

Mimo jej opanowania Eragon wyczuł w odpowiedzi czarodziejki nutę defensywną, jakby wiedziała, że tak naprawdę nie dysponuje przekonującymi argumentami. Wydała mu się dojrzalsza niż wówczas, gdy spotkali się po raz ostatni.
Zupełnie jakby on przez całe swoje życie był najdojrzalszym człowiekiem (?) na świecie.

Czemu zatem Nasuada chce mnie usunąć? W czym ją zawiodłam?
Koronki były brzydkie.
A zupa za słona.

Ujrzał olbrzymią chmarę ptaków kołujących pomiędzy dwiema armiami. Dostrzegł wśród nich orły, sokoły i jastrzębie, a także niezliczone żarłoczne wrony i ich większych, groźniejszych, połyskujących czernią kuzynów - drapieżne kruki. Każdy z ptaków wrzeszczał i skrzeczał, złakniony krwi i świeżego mięsa - krwi, która zwilży mu gardło, mięsa, by napełnić pusty brzuch i zaspokoić głód. Doświadczenie i instynkt podpowiadały im, że gdy w Alagaesii pojawia się wojsko, mogą oczekiwać uczty wśród trupów.
Zbierają się chmury wojny - pomyślał Eragon.
Kolejny dramatyczny akapit końcowy.
Takie same ptaki krążą nad moją szkołą. T_T
Eragon zmarszczył brwi. Nie spodziewał się natknąć w tej bitwie na urgale, bo Durza już nad nimi nie panował, a w Farthen Durze zginęło ich mnóstwo. Skoro jednak przybyły, to przybyły. Poczuł, jak wzbiera w nim żądza krwi, i pozwolił sobie na drapieżny uśmiech, widząc oczyma wyobraźni, jak dzięki nowo nabytej sile chędoży (...) setki potworów.

- Widzę, że naprawdę nie dokończyłeś szkolenia, skoro potrafisz być tak ślepy - mruknęła cicho do Eragona Nasuada, tak by nikt inny jej nie usłyszał.
Jakżeby inaczej, bo jak by pozostali potwierdzili, to by się jeszcze Eraś popłakał.
A to wrażliwa kreaturka jest... Zapytajcie Aryi. ^^

- Zapominacie wszyscy, że ja także walczyłam pod Farthen Durem, tak samo jak księżniczka Eowina.

Eragon stał po jej prawicy, Elva po lewicy, a Saphira po środkownicy.

Urgal - czy też byk; Eragon przypomniał sobie, że tak właśnie je nazywano
To to jest w końcu orkopodobne coś czy jeleń? oO
Z Pałolinim wszystko jest możliwe.

Był wspaniałymi okazem swego gatunku
Chyba jednak jeleń.
No to mamy problem. Ściągał orki z Tolkiena czy zwierzoludzi z Warhammera?
*wpadły w zadumę*


Gdy urgal zatrzymał się przed pawilonem, nie śmiąc podejść bliżej, Nasuada poleciła strażnikom, by uciszyli tłum. Wszyscy wpatrywali się w urgala, zastanawiając się, co teraz zrobi.
Ten uniósł ku niebu muskularne ręce, odetchnął głęboko, po czym otworzył paszczę i ryknął na Nasuadę.
Jak dobrze wychowany! ^^

Eragon bardzo pragnął zachować milczenie, znał jednak swoje obowiązki wobec Nasuady i Vardenów, Pochylił się zatem i szepnął jej do ucha.
- Nie obrażaj się, oni w ten sposób witają swoich wodzów. Prawidłowa odpowiedź to zderzenie się głowami, ale nie powinnaś raczej tego próbować.
*skanduje* Spró-buj! Spró-buj! Spró-buj!
No to niech chociaż odryknie. xD

Nasze najlepsze byki zginęły dla Galbatorixa, który potem porzucił nas niczym złamany miecz. To drżał wężowy język, bezrogi zdrajca.
Czy ja się przesłyszałam? ŻMIJOWY JĘZYK?! *wkurw*
Ale z małej litery. *słychać cykanie świerszczy* No dobra, ale i tak zrzynka z LOTRa.

- Doskonale, Nar Garzhvogu. Ty i twoi wojownicy możecie rozbić obóz przy wschodniej flance naszej armii
He, he. A nie mówiłam? Zmówili się z urgalami.
No to teraz czekamy na Winx.

Żołnierz ściągnął wodze czarnego ogiera, pełnej krwi fryza.
Coś ty, araba. Każdy piękny koń to w kretyńskich opkach arab, fryzy królują w filmach.
To dla odmiany niech będzie wielbłąd.
Albo lama.

- Odrzucając łaskawe warunki kapitulacji zaoferowane przez króla Galbatorixa, wybraliście śmierć. Nie będziemy więcej negocjować. Ręka przyjaźni zamienia się w pięść wojny!
Łaaa! *chowa się pod biurkiem*

Jeśli ktokolwiek z nas wciąż żywi szacunek dla prawowitego władcy, wszechwiedzącego, wszechpotężnego króla Galbatorixa, co dwa jaja ma...
Zaczynam wierzyć, że to parodia.

smoczyca wspięła się gwałtownie, oparła przednie łapy o zgniłozielony szczyt wału, rozchyliła szczęki i ryknęła ogłuszająco (...) Jej ogłuszający głos spłoszył ogiera. Koń szarpnął się w prawo, pośliznął na rozgrzanej ziemi i runął na bok. Żołnierz wyleciał z siodła i wylądował w płomieniach, które dokładnie w tym momencie wystrzeliły z ziemi. Wydał z siebie jeden okrzyk, tak straszny, że Eragonowi zjeżyły się włosy a potem umilkł na zawsze.
Patrz, jaki zbieg okoliczności z tymi płomieniami.
A ten mrożący pianę w pysku opis... nie będę mogła spać po nocach.

Murtagh był jedynym człowiekiem, który dorównywał mu umiejętnością fechtunku, przynajmniej przed Agaeti Blodhren.
Buehehe. A tu się okaże, że Murtagh też ukradkiem przerobił się na elfa i dupa. Hłe, hłe...

Codzienne z nim pojedynki były jednym z nielicznych miłych wspomnień ze spędzonego wspólnie czasu.
No dobra, nie mam skojarzeń. Ani odrobinkę. ^^

- Nie macie, po co wlec mnie do Nasuady - oznajmiła Angela. - Dostałam od niej pozwolenie na opuszczenie obozu.
- Ty tak twierdzisz. - Orik spojrzał na nią wyzywająco z jeszcze większym oburzeniem.
- Ja też tak twierdzę - oznajmiła Nasuada, która tymczasem podeszła do nich od tyłu. Eragon wiedział, że się zbliża.
Phi. Eragon by nie wiedział. Eragon wie wszystko.
Ale nie wie, że jego ojcem jeeest...
Nie! Nie mów! To niespodzianka ze strony Pałoliniego. xD

Zawiesiła głos - Och i Eragonie?
- Tak, pani.
- W razie mojej śmierci wybrałam cię na zastępcę.
Czytaj: prędzej czy pójźniej Eraś zostanie czyimś królem.
Ale nad jego rzycią nadal będzie panować tylko Oromis.

Ukrywając wstręt, odezwał się głośno.
- Nar Garzhvog, słyszałem, że zgodziliście się wpuścić mnie do waszych umysłów.
- Owszem, Ognisty Mieczu.
!!! *zjebała się z krzesła, powalona nagłą falą skojarzeń*

Jesteśmy twoimi dłużnikami, Ognisty Mieczu. Żaden z naszych byków nie rzuci ci wyzwania, a jeśli odwiedzisz nasze domostwa wraz ze smoczycą Płomiennym Językiem, zostaniecie powitani jak żaden dotąd przybysz z zewnątrz.
Urgale urządzą wam prawdziwie DZIKĄ orgię, ach, Ognisty Mieczu. xD
Pff. Chyba raczej Zimny Ogniu...

Przez połączone umysły przemknęło tak wiele obrazów i odczuć, że Eragon na moment o mało się nie zagubił: dzieciństwo Garzhvoga (tego urgala). Spędzone z braćmi i siostrami z miotu w prymitywnej wiosce w sercu Kośćca; jego matka, czesząca włosy grzebieniem z racicy i śpiewająca łagodną pieśń
*niewinnym tonem* Julia Pastrana?


Wiedział też, że choć brak mu wykształcenia, Garzhvog jest błyskotliwym dowódcą i wielkim myślicielem i filozofem, dorównującym Oromisowi.
Hyyy! Czyżby teraz Garzhvog (jestem ciekawa, jak to się, kurwa, czyta) miał się zająć rzycią Eragona? :>
O MÓJ BOŻE.
Swoją drogą, to trochę tak, jakby porównać Konfucjusza do Freda Flintstone'a.

Z pewnością jest mądrzejszy ode mnie - przekazał Saphirze Eragon.
*nie wierzy w to, co przeczytała*

Saphira trąciła jego ramię kolczastym językiem
A ja myślałam, że smoki mają wszystko kościste.
To co ona, rosiczkę w gębie hoduje?

- Mówiłam, że nie będziecie musieli czekać zbyt długo - odparła Angela. (...)
- Ty to zrobiłaś? - spytał Eragon.
- Tak. Zatrułam ich gulasz, chleb, wodę, wszystko co wpadło mi w ręce.
Nooo. Jedna dzielna Angela zdziesiątkowała gdzieś tak połowę armii. Łaaał. Szacun. [/ironia]

Naprzód! - (Nasuada) Spięła wierzchowca. Ludzie z gromkim okrzykiem podążyli za nią, unosząc broń nad głowy.
Inteligentne. Ta, która NIE MOŻE zginąć, wpieprza się na samo czoło bitwy.
Żeby Eragon mógł ją bohatersko uratować tudzież zostać królem, gdy ona zginie.

Eragonowi serce zatrzepotało w piersi.
Teraz muszę zabijać bądź zginąć.
*syczą* Zgi-niesz marnie... Zgi-niesz marnie...

Otrząsnąwszy się po zaskakującym ataku Vardenów, imperium posłało do walki machiny wojenne - katapulty wystrzeliwujące okrągłe ceramiczne pociski, porcelanowe serwisy do herbaty, kryształowe wazy i marmurowe rzeźby.

- Dobra walka! - ryknął Garzhvog.
- Dobra walka! - zgodził się Orik, z morderczym uśmiechem na twarzy.
- Beznadziejna książka! - zakrzyknęła mściwie Winky. Urgal i krasnolud spojrzeli na nią jakoś dziwnie.

położył dłoń na nodze Saphiry i spojrzał w przejrzyste szafirowe oko.
Zatańczymy, przyjaciółko mego serca?
Zatańczymy, mój mały.
Brzmi jak zaproszenie do łóżka.
Ten to ma doświadczenie! Elfy, smoki, urgale... xD

Trzy razy wypuszczali się naprzód i trzy razy Eragon i Saphira zabijali wszystkich ludzi w kilku pierwszych szeregach imperium
...aż w końcu, za czwartym razem, wrogowi udało się ich zarżnąć.
Koooniec.
Jeszcze nie.
Oł.

Walka jednak osłabiła jego refleks i jeden z żołnierzy zdołał przebić piką kolczugę i rozciąć mu lewy triceps.
Zostały uszkodzone tętnice okalająca ramię tylna i głęboka ramienia, nerw promieniowy, mięśnie poprzecznie popaćkane w kratkę i duma Erasia.

Podobną rozpacz ujrzał na twarzach Nasuady, Aryi, króla Orrina, a nawet Angeli, Harry'ego, Billa i Ernesta, gdy mijał ich w bitwie.

Coraz bardziej zmęczony i obolały Eragon, pozbawiony większości magicznych środków obronnych, zebrał kilkanaście drobnych obrażeń.
Zdolniacha! W kilkugodzinnej bitwie, w samym jej sercu, Eragon - główny bohater tejże powieści i naczelna Mary Sue - zebrał tylko kilkanaście drobnych obrażeń.
Ale zabił tysiące. *powiał złowrogi wiatr*

- Krasnoludy! - krzyknął król Orrin. - Krasnoludy są tutaj!
Krasnoludy?
Eragon zamrugał i rozejrzał się oszołomiony. Widział jedynie żołnierzy. Nagle zrozumiał i wezbrały w nim nowe siły.
Krasnoludy!
Koszałek-Opałek i Hałabała!

Wiedząc, że ma wsparcie, zapomniał o swych ranach. Znów poczuł się groźny i zdecydowany.
Wrau, bejbe.
o_O"

- Statek! Statek płynie rzeką Jiet!
Święty Mikołaj niesie prezenty!
Zbliżamy się do upragnionego końca. ^^

WĄTEK RORANA (I ERAGONA TEŻ)

Gdy zawinęli do portu, zapasy już im się wyczerpały, a wieśniacy ciągnęli resztką sił.
*stanowczo* Nie-będę-mieć-skojarzeń-w-tak-dramatycznej-chwili.

Wówczas jednak dowiedział się o armii Galbatorixa. Gdyby Vardeni ponieśli klęskę, już nigdy nie zobaczyłby Katriny, zatem z pomocą Jeoda przekonał Horsta i wielu innych, że jeżeli pragną pozostać w Surdzie, bezpieczni poza zasięgiem imperium, muszą powiosłować w górę rzeki Jiet i wspomóc Vardenów.
Jasne, z grupą skrajnie wykończonych wieśniaków pokonacie stutysięczną armię Galba.
Walniecie go w oba jaja i po sprawie.

Czy to samolubstwo z mojej strony? - zastanawiał się Roran.
Niuueee, to szlachetność i odwaga.
*parsk*


Roran jednak dostrzegł wyraźnie, że szala zwycięstwa może jeszcze przechylić się na jedną bądź drugą stronę. Wystarczył drobny impuls. A my możemy zapewnić ów impuls.
*przypomina sobie scenę z ,,Mulan", w której Ling, Yao i Chen-Po biegną z okrzykiem bojowym na wroga, potem nagle się zatrzymują i uciekają z wrzaskiem*


Roran urwał, bo powietrze wokół nich zawibrowało jak po potężnym uderzeniu.
Łup.
Zęby zderzyły mu się boleśnie.
Łup.
Uszy bolały po zmianie ciśnienia. Tuż po drugim uderzeniu nastąpiło trzecie..
Łup
... i rozległ się ochrypły okrzyk, który Roran rozpoznał bez trudu, bo słyszał go wielokrotnie w dzieciństwie. Uniósł wzrok i ujrzał olbrzymiego szafirowego smoka, opadającego ze skłębionych chmur - a na grzbiecie bestii, w miejscu gdzie szyja łączy się z ramionami, siedział Eragon.
Z wrażenia Roran zniósł jajo.

Poza tym, co te smoki, jak machają skrzydłami to im się włącza mega bass?

Nie był to Eragon, jakiego pamiętał. Rysy jego twarzy były wygładzone, szlachetne i miały w sobie kocią drapieżność.
- Eragonie! - ryknął Roran, zanosząc się ze śmiechu. - Wyglądasz jak książątko!
- Spierdalaj! - wrzasnął Eragon.

Eragon jest Jeźdźcem! Wydawało mu się niepojęte, że drobny, nieco kapryśny, radosny, głupi, rozpieszczony, gogusiowaty chłopak, z którym dorastał, stał się potężnym wojownikiem.
Dla mnie to też niepojęte.

- Jeździec! - rzekł z nabożnym podziwem Horst. - Prawdziwy Jeździec! Nigdy nie sądziłem, że zobaczę kogoś takiego. I w dodatku to Eragon.
Dobrze powiedziane: i w dodatku to Eragon.

- Co zamierzasz zrobić, Roranie?
- Zrobić? - Roran roześmiał się i obrócił gwałtownie, stając oko w oko z kowalem. - Zrobić? Zamierzam odmienić losy Alagaesii!
Bujaj się. Dla ciebie smoków zabrakło.
Ale Galbuś ma dwa jaja! ^^

Dzień przeszedł w późne popołudnie.
Przed chwilą zachodziło słońce. -.-

Kros zaczął bić w głuchy bęben i dudnienie uciszyło pole, bo wszyscy powiedli wzrokiem ku jemu źródłu. Na oczach Eragona złowieszcza postać oderwała się od horyzontu na północy i wzleciała w wielobarwne niebo nad Płonącymi Równinami.
Bębny biją, przez ciemny dym wzlatuje złowrogi stwór... jak mhrocznie!

Przed sobą widzieli czerwonego smoka, połyskującego i lśniącego w blasku słońca niczym wypełnione żarem palenisko. Błony jego skrzydeł miały barwę wina trzymanego przed lampą.
Zęby miał białe niczym śnieg pokrywający od tysiącleci Antarktydę... ech, nie mam weny na jeszcze głupsze porównanie od tego wina. T_T

Eragonowi świadomość Jeźdźca wydala się dziwna, zupełnie jakby zawierała dziesiątki różnych umysłów, uwięzionych duchów błagających o uwolnienie.
Ach, czyżby nie działał z własnej woli, był kierowany przez kogoś za pomocą czarów, a może jest Cieniem? *znudzonym głosem*

W chwili, gdy nawiązali kontakt, Jeździec odpowiedział uderzeniem czystej energii większym, niż potrafił przywołać nawet Oromis. Eragon wycofał się głęboko za własne bariery, gorączkowo recytując kawałek wiersza, którego nauczył go Oromis na takie okoliczności.
Odczep się ode mnie, zły duchu...
...jeśli nie chcesz, bym ci pogrzebał w uchu. ^^
Że niby CZYM?
Patyczkiem...

Pod pustym, szarym niebem mroźnej zimy
Stał drobny mąż ze srebrnym mieczem w dłoni,
Skakał, parował, dżgał w bojowym szale.
Walcząc z zebraną przed nim armią cieni...
Ja cię przepraszam bardzo, ale to ma być wiersz?
To ja zaczynam wierzyć w poetyckość poematu Erasia.

Eragon zorientował się, że na Płonących Równinach dzieje się coś złego. Członkowie z Du Vrangr Gata zostali zaatakowani przez dwóch nowych magów imperium.
Cała Śmiechawka pewnie już wie, kto to taki. Ech, ten Pałolini, w ogóle nie potrafi zaskakiwać!
A jeśli jednak ktoś nie wie, to niech się nie martwi zbytnio, macie odpowiedź z następnego rozdziału:
Eragon ujrzał Bliźniaków stojących na czele wojsk imperium, ciskających kule energii w sam środek armii Vardenów i krasnoludów.

Dwoma cięciami Zar'roca pozbył się więżących nogi pasków i zeskoczył z grzbietu smoczycy. To szaleństwo, pomyślał, śmiejąc się radośnie, gdy ogarnęło go poczucie nieważkości.
Wreszcie postanowił ze sobą skończyć. xD
Balanga w pokoju wspólnym! *wyciąga chipsy i piwo kremowe*

Ostrożnie, by nie nabić się na szpikulce Eragon z powrotem opadł na siodło
Nie zginął... *wielce nieszczęśliwa chowa trunki i przekąski*
Tak, spadając z wysokości kilku kilometrów ostrożnie wycelował w siodło lecącego smoka. To chyba, kurwa, spadochron miał albo plecak odrzutowy.
Jak Wormsy! *rzuca bananem*

Smoki zmagały się niestrudzenie, aż w końcu języki wysunęły im się z paszcz, ogony opadły.
Tak się starały, a czerwonemu nadal nie stawał.

Ale na pewno Jeździec nie był Galbatorixem, bo smok króla był czarny.
Jakoś sobie nie przypominam, by wcześniej ktoś coś takiego powiedział.
Ale Pałolini - a co za tym idzie: Eragon - to wie i JUSH.

Jeździec chwycił oburącz swój miecz i zamachnął się nad głową. Eragon odparował cios Zar'rokiem, klingi zderzyły się w fontannie szkarłatnych iskier A potem Eragon odepchnął przeciwnika, rozpoczynając skomplikowaną serię pchnięć. Ciął, parował, tańcząc i zmuszając zakutego w stal mężczyznę do wycofania się na skraj płaskowyżu.
A potem kopnął go w krocze i dzięki podstępnemu uderzeniu zyskał przewagę, a następnie ściął głowę Jeźdźca płonącym mieczem. ^^

Tamtemu brakowało szybkości i siły elfa, lecz jego umiejętności techniczne były lepsze niż Vanira i dorównywały umiejętnościom Eragona.
No bo to by było nie do pomyślenia, gdyby był LEPSZY. Jest GORSZY, tylko że Eraś jest zmęczony. How sad. *ociera samotną, kryształową łzę*

- Ja cię znam! - krzyknął.
Rzucił się na jeźdźca; blokując między ich ciałami oba miecze i wbijając palce pod hełm, zerwał go gwałtownie. Przed nim, pośrodku płaskowyżu, na skraju Płonących Równin Alagaesii, stał Murtagh.
Hyyy! Murtaś! Nasze powieściowe emo żyje! I ma smoka! ^_______________^
Ale nie wygląda jak książątko...? *z niepokojem*

- Zdradziłeś nas! ja cię opłakiwałem, a ty nas zdradziłeś!
*smark*

- Nie miałem wyboru - warknął Murtagh. - A potem, kiedy Cierń wykluł się dla mnie, Galbatorix zmusił nas obu do przysięgnięcia mu wierności w pradawnej mowie. Teraz nie możemy go nie słuchać.
A nie mówiłam? Nie działa z własnej woli. Jakie to wszystko przewidywalne.
A smok ma wielce oryginalne imię.
Hłe, hłe... Spajk! Spajki! Do nogi! Guuud boj... xD (Wiem, że ,,cierń" to ,,thorn", ale nie mogłam się powstrzymać ^^)

A elfy, ba! Potrafią tylko ukrywać się w swym lesie i czekać, aż ktoś je podbije.
Dobrze gada. Ten Murtaś mógłby pisać analka razem z nami. ^^

Roran skoczył naprzód, zamachnął się młotem i uderzył w głowę bliższego z Bliźniaków, miażdżąc mu czaszkę. Drugi Bliźniak runął na ziemię w drgawkach i wydał okrzyk. A potem on także padł pod młotem Rorana. Roran oparł stopę o trupy swych wrogów, uniósł nad głowę młot i zakrzyknął zwycięsko.
A wyszkoleni magowie tak się starali magią ich zabić - a tu się okazuje, że wystarczy pieprznąć takiego młotem w łeb i efekt ten sam. *gleba*

Galbatorix chce cię mieć żywego
- Po co?
Usta Murtagha wygięły się.
- Nie wiesz? Ha! To dopiero żart. Nie chodzi o ciebie, chodzi o nią - palcem w stronę Saphiry. - Smok wewnątrz jaja w skarbcu Galbatorixa, ostatniego smoczego jaja na tym świecie, to samiec. Saphira jest żyjącą smoczycą. Tylko ona może zostać matką całej swej rasy.
I najpewniej zostanie, za jakiś tom lub dwa.
Oczywiście, bez pomocy Galba, który zdechnie pod obcasem Eragona.

Czy to złe, że chce zjednoczyć Alagaesię pod jednym sztandarem? Na zawsze zakończyć wojny i odtworzyć Jeźdźców?
- Przecież to on ich zniszczył!
- I nie bez powodu - oświadczył Murtagh. - Byli starzy, tłuści i zepsuci. Elfy kontrolowały ich i z ich pomocą podporządkowywały sobie ludzi, trzeba było ich usunąć, by móc zacząć wszystko od początku.
Może wyjdzie teraz, że jestem zua i należałoby mnie zabić, ale popieram Murtasia i Galba. ^^"
Podpisałaś na siebie wyrok. Przyjdzie Eragon i cię zje, i nawet nie zostawi resztek dla Saphiry.

Dołącz do mnie, Murtaghu. Tak wiele możesz zdziałać dla Vardenów. Z nami będziesz podziwiany i wychwalany, a nie przeklinany i znienawidzony.
Dostaniesz budzik i pokój z prysznicem, i Oromisa na własność, i zostaniesz książątkiem...
Oj. To ja bym się zastanowiła.

- Może. Ale zanim cię wypuszczę... - Murtagh wyszarpnął z pięści Eragona Zar’roca i odpiął od pasa Belotha Mądrego czerwoną pochwę. - Skoro stałem się moim ojcem, wezmę jego klingę. (...) Poza tym Zar'roc powinien trafić do rąk najstarszego syna Morzana, nie jego najmłodszego. Należy mi się prawem starszeństwa.
HA! Ale szkoda, że nie ma nikogo, kto by mógł powiedzieć świszczącym głosem: szzzz-pchuuu.. ajm jor fader, Eragon... szzzz-pchuuu...

Żołądek Eragona ścisnął się w lodowatą kulę. Nie może być!
Olabogarety!

- Ty i ja jesteśmy tacy sami, Eragonie. Niczym dwa zwierciadlane odbicia. Nie możesz temu zaprzeczyć.
- Mylisz się - warknął Eragon. - Ja jestem od ciebie ładniejszy!

Bitwa bowiem dobiegła końca. Po śmierci Bliźniaków Vardeni i krasnoludy odzyskali utraconą przewagę i zdołali rozbić formację oszołomionych żołnierzy wroga, spychając ich do rzeki bądź przeganiając tam skąd przyszli.
Jakżeby inaczej. Jeśli w trzecim tomie znowu będzie jakaś końcowa bitwa, zdenerwuję się nie na żarty.

Eragon zamknął oczy. Po policzkach spływały mu łzy.
Wygrali, ale on przegrał.
Zaśpiewajmy hymn Eragona!
*śpiewają* Hał kud dys hapen tu miii?! Ajw mejd maj misteeejks! Gat nołłer tu raaan! De najt gołs aaan es ajm fejdin ełeeej! Ajm sik of dys laaajf! Aj dżust łono skriiim: hał kud dys hapen tu miii?!


Kiedy był młodszy, często zabawiał się marzeniami, że ojciec to ktoś ważny i bogaty
Minister Magii na przykład.

Spłodził mnie potwór... To mój ojciec zdradził Jeźdźców dla Galbatorixa.
Ta myśl sprawiła, że Eragon poczuł się nieczysty.
Ale to już od dawna. Oromis go przecież rozdziewiczył.

Zmądrzałeś - zauważyła Saphira.
Zmądrzałem?
*ryknęła śmiechem*

Krasnoludy szarpały i wyrywały sobie włosy biły się w piersi i zawodziły pod niebiosa.
Przeczytałam, że wyrywały sobie włosy z piersi. O_O
Z krasnoludami to nigdy nie wiadomo. xD

Eragon ujrzał nadchodzącego znad rzeki Jiet Rorana. Wraz z kuzynem powróciły obawy. Roran stanął przed Eragonem w szerokim rozkroku i spojrzał na kuzyna.
Uderzył go pięścią w podbródek.
Ja też chcę! *dołączyła się do zabawy*

Saphira zerknęła na Rorana lśniącym okiem. Zniósł to, nie odwracając głowy. Niewielu ludzi było stać na podobny wyczyn.
Ech... Już nawet nie mam siły komentować.

Eragon poczuł, jak ogarnia go fala ciepła. Powiódł wzrokiem od jednej kobiety do drugiej. Oszołomiony dowodami ich przyjaźni, uniósł dłoń ku piersi i przekręcił ją, prostując środkowy palec.

- To teraz nieważne. Wracajcie na statek. Niech wszyscy zejdą na ląd.
Logiczne. Wsiadajcie do samochodu, niech wszyscy stoją na asfalcie.

Zacisnął palce na ramieniu Rorana. - A co do odpowiedzi na twe pytanie, bracie, tak, wyruszę z tobą do Dras-Leony. Pomogę ci ocalić Katrinę. A potem ty i ja zabijemy Ra’zaców i pomścimy naszego ojca.
*dramatyczne solo na organach* Ta-da-da-DAMMMM! Ta-da-da-DAMMMM!

Koniec księgi drugiej.
WIWAAAT!

I tak oto kończy się owa zachwycająca powieść. Ale nie lękajcie się, powiadam, nie lękajcie się, bo już od dawien dawna w dowolnym EMPiKu znaleźć możecie trzeci tom przygód Eragona pod zacnym tytułem ,,Brisingr" i jeśli jesteście na tyle bogaci, by go sobie kupić i nie żałować, możecie już teraz śmiać się z kolejnych głupot wypisywanych przez Pałoliniego. Wiedzcie jednak, że ani ja, ani Kozica nie spoczęłyśmy na laurach i już położyłyśmy swe plugawe łapska na tymże dziele. Już wkrótce przekonacie się, z jakim skutkiem... już wkrótce.

KOOOONIEEEC. ^^

No, Muza, nie wiem, jak ty, ale ja mam poczucie spełnionego obowiązku obywatelskiego.

A ja potrzebuję terapii... wciąż mi przed oczami migają Eragonki... *ma drgawki*

wtorek, 15 maja 2012

Najgłupszy - Dziewictwa księga druga część 5

Powoli zbliżamy się do końca drugiego tomu wesołych przygód Eragona. Lecz nie lękajcie się, analiza trzeciego tomu już czeka grzecznie na publikację, a i czwartego rzeź nie ominie. ^^ Tymczasem w dzisiejszym odcinku: kto robi za Mesjasza w Alagaesii? Czyj poemat jest bardziej aŁtorkowaty? Jaki finisz będzie miało święto elfów? Uprzejmie proszę o odłożenie jedzenia i picia, bo odpowiedź na ostatnie pytanie może stać się przyczyną zaplutych herbatą monitorów i zadławień. ;)




 WĄTEK RORANA

- No cóż. - Robotnik dźwignął na ramię skrzynkę. - Jeśli nie musi być szybki i wybieracie się tylko do Teirmu, możecie spróbować pogadać z Clovisem.
(...)
Jak się okazało, Clovisa nie było w porcie. Wysłuchawszy wskazówek, ruszyli do jego domu po drugiej stronie Nardy i dotarli tam po półgodzinie. Clovis sadził właśnie cebulki irysów wzdłuż ścieżki wiodącej do frontowych drzwi.
A wokół rosły bratki, różyczki, stokrotki...

Większość ludzi, których zatrudniam, wypłynęła kilka tygodni temu polować na foki, bo tym właśnie się zajmują.
Analizator zanalizował to zdanie, bo analizowaniem właśnie się zajmuje.

Potrzebuję ich tylko po żniwach, więc przez resztę roku mogą robić co chcą.
A wtedy tylko jedzą, piją, lulki palą...
Tańce, hulanki, swawola! Ledwie karczmy nie rozwalą!
Ha-ha, hi-hi, hejże hola!

Z pewnością zacni panowie rozumieją, na czym stoję.
Na podłodze?

- Jeśli uzupełnimy braki w załogach, ile kosztowałaby przeprawa do Teirmu wszystkimi trzema barkami?
- To zależy - odparł Clovis. (...) - Prócz zarobków załogi żądam dwustu koron raz rekompensaty za wszelkie uszkodzenia barek spowodowane przez waszych ludzi, a także, jako właściciel i kapitan, dwunastu procent ogólnej sumy zysków ze sprzedaży ładunku.
- Nasza podróż nie przyniesie zysków.
(...)
- W takim razie po dotarciu na miejsce jeszcze czterysta koron
I oczywiście, biedni wieśniacy, uciekinierzy i banici, mają tyle kasy.
Poznajdywali w truchłach wilków i dzików, które ubili po drodze.

- Clovis pośpieszył do drzwi. Wychodząc z szopy, spytał nagle: - Przepraszam, ale jak masz na imię? Wcześniej chyba nie dosłyszałem, poza tym często zawodzi mnie pamięć.
- Młotoręki. Nazywają mnie Młotoręki.
- A tak, oczywiście. Dobre imię.
*zrobiła dziwną minę*
Co oni, Indianie? oO


- Nadal jest za drogi - przypomniał Horst. Roran zabębnił palcami o okrężnicę.
- Możemy zapłacić zaliczkę wynoszącą dwieście koron. Gdy dotrzemy do Teirmu. proponuję, żebyśmy albo ukradli barki, wykorzystując umiejętności, jakich nabędziemy podczas podróży, albo też unieszkodliwili Clovisa i jego ludzi i uciekli w inny sposób. Dzięki temu nie będziemy musieli zapłacić dodatkowych czterystu koron i pensji marynarzy.
Oni zawsze mają te genialne pomysły. ^^
Szczególnie zafascynowały mnie te umiejętności, jakich nabędą podczas podróży. Perswazja +10, Zastraszanie +20 i Przeciąganie pod kilem. Epicko, epicko. 

Dyskusja dobiegła końca, gdy Roran wyprostował nogi i dźwignął się na całą swą wysokość. Wieśniacy natychmiast się uciszyli. Czekali, wstrzymując oddech, w nadziei na kolejne porywające przemówienie.
- Albo to, albo idziemy pieszo - rzekł jedynie. A potem położył się spać.
*klaszcze*
Przecież nic wielkiego nie powiedział. oO
I dlatego biję mu brawo. ^^

Jak to miał w zwyczaju, Roran w myślach podzielił okolicę na kwadraty. Przyglądał się kolejno każdemu przez minutę, wypatrując jakiegokolwiek poruszenia bądź błysku światła mogącego zdradzić zbliżających się wrogów.
Siatka mapy jak w grach, ładują się obszarami, na które wchodzisz.
Roran ma zbyt kiepski... sprzęt, by załadować wszystkie naraz. ^^

Czarny stwór otworzył dziób i krzyknął przenikliwie. Roran skrzywił się z bólu wywołanego przez ów krzyk i towarzyszące mu wibracje. Głos stwora wniknął boleśnie w głąb jego uszu, zmroził krew, przegnał radość i nadzieję, pozostawiając tylko rozpacz.
Nawet dementorów i nazguli musi nieudolnie plagiatować?
Myślałby kto, że po przeczytaniu czterech tysięcy książek (a tym się chwali) powinien mieć chociaż bardziej oryginalne pomysły na plagiat. No i te wibracje... ^^

Nim Ra’zac zdążyć zatoczyć krąg w górze, większość zwierząt ucichła, prócz jednego osła, który z uporem wydawał z siebie przenikliwe i-haa.
Winky kwikła, wydając z siebie przenikliwe kwiii.
Osiołki nie robią i-haa, tylko i-ooo. 

Po spotkaniu z Ra'zakiem żaden z wieśniaków nie protestował już przeciwko podróży barką. Wprost przeciwnie, tak bardzo chcieli wyruszyć, że wielu z nich pytało Rorana, czy nie dałoby się pożeglować jeszcze tego samego dnia, nie następnego.
No pewnie, na początku nie zgadza się nikt, potem dzieje się coś strasznego i nagle wszyscy chcą.

Rezygnując ze śniadania, wraz z Horstem i grupką innych ludzi pomaszerowali do Nardy.
Hyyy! Nie może być! Nie zjadł codziennej porannej porcji chleba z twarogiem Almette?
Eragon może mu pożyczyć Nutellę. ^^

Poza tym uważał, że jego obecny wygląd tak bardzo różni się od podobizny na liście gończym imperium, iż nikt nie skojarzy jednego z drugim.
Że niby rysownik taki kiepski?
Czemu nie zrobić takiego obrazka czarami, jak Eraś?

Bez problemu weszli do miasta, bo bramy strzegła inna para żołnierzy.
Nie wiem jak wy, ale ja nie widzę związku. Powinni właśnie MIEĆ problemy, bo ci nowi żołnierze ich nie znają.

- Dziękuję, Młotoręki - rzekł, przywiązując do pasa sakiewkę z monetami. - Nie ma to jak żółte złoto, by rozjaśnić nasz dzień.
- Właściwie to to miedziane monety są... no, ale w sumie co za różnica...?

Poprowadził ich do ławy i rozwinął mapę wód otaczających Nardę, uzupełnioną zapiskami o sile najróżniejszych prądów, położeniu skał, mielizn i innych zagrożeń, a także o przeprowadzanych przez dziesiątki lat sondowaniach.
Kurde, to skąd oni tę mapę mają, od National Geographic? oO"
Średniowieczni kartografowie byli zdolni.
I mieli sondy.
Tiaaa...

- Jak wielu ludzi potrzebujesz, by uzupełnić załogi?
- Zdołałem wykopać spod ziemi siedmiu chłopa
To to statek widmo będzie! Zombie! xD
*śpiewa* In your heeaad, in your heeeaaad, zombie, zombie, zombie-ie-ie!

Zważ jednak, że większość z nich, kiedy odszukałem ich wczoraj, oglądała świat z dna swoich kufli, przepijając zapłaty z ostatniej wyprawy. Do jutra rana wytrzeźwieją niczym stare panny, przyrzekam.
A to stare panny są zawsze trzeźwe?

Inaczej nie wyruszę w drogę, nawet za całą whisky tego świata.
Gdzieś to już słyszałam... *myśli*

Podszedł do niego Orval, splatając ręce na piersi.
- Sądzisz, że będą bezpieczni, Młotoręki? - W jego głosie pobrzmiewał niepokój; Orval był spięty niczym naciągnięta cięciwa.
Spięty i gotowy do... hehe... akcji. xD
Te zboczone powieści wypaczą ci musk.

Roran ochlapał twarz wodą, po czym uzbroił się w łuk i strzały, nieodłączny młot, jedną z tarcz Fiska i jedną z włóczni Horsta, pod pachą ścisnął panzerfaust, przez ramię przewiesił sobie girlandę granatów, w wolnej ręce trzymał morgenstern, a w zębach harmonijkę.

- Tym razem jest was znacznie więcej - zauważył białowłosy.
Geralt?
Ustaliłyśmy już, że Draco.

- Wyglądasz jakoś znajomo. Jak masz na imię?
- Młotoręki.
- A przypadkiem nie Roran, co?
Roran dźgnął ostro włócznią, trafiając białowłosego żołnierza w gardło. (...) Roran odwrócił się do nich plecami i gestem wskazał biegnący pod drogą przepust.
- Ukryjcie tam ciała, nim ktokolwiek je zauważy - polecił szorstko.
Niuueee, nikt nie zauważył, że rano grupa podejrzanie wyglądających ludzi nie-wiadomo-skąd zamordowała pod samą bramą dwóch strażników.
Bo bram zawsze strzeże tylko dwóch strażników, żeby w razie czego można było ich łatwo i niepostrzeżenie zabić.

- Co się stało, Młotoręki? Wyglądacie, jakbyście ujrzeli ducha starego Galbatorixa we własnej osobie.
Przeca Galb Anonim żyje... ><"

Gdy Rudy Dzik okrążył skalisty przylądek, ujrzeli przed sobą białą plażę, na której zebrali się uciekinierzy z doliny Palancar. Na widok wypływających zza skał barek tłum zaczął wiwatować i machać rękami.
Roran odprężył się.
Obok niego Clovis zaklął siarczyście.
- Wiedziałem, że coś jest nie tak, w chwili gdy cię ujrzałem, Młotoręki. Ha, zrobiłeś ze mnie durnia.
- Krzywdzisz mnie - odparł Roran. - Nie skłamałem, to moje stado, a ja jestem jego pasterzem.
Mam na imię Jezus i chodzę po wodzie.
Aż mam ochotę zaśpiewać jakiś psalm.

Kłopoty dla was i dla mnie. Powinienem wyrzucić was wszystkich za burtę i zawrócić do Nardy.
- Ale tego nie zrobisz - rzekł złowieszczo cichym głosem Roran.
Jej, no normalnie groźny woźny.

- Tak? A czemu nie?
- Bo potrzebuję tych barek, Clovisie, i zrobię wszystko, by je zatrzymać. Wszystko. Dotrzymaj umowy, a czeka cię spokojna podróż, po której znów ujrzysz Galinę. Jeśli nie... - Zabrzmiało to groźniej, niż zamierzał.
Aż się Clovis ze strachu na pokład posikał.

Horst długą chwilę patrzył mu w oczy.
- Twardym stałeś się człekiem, Roranie, twardszym niż ja będę kiedykolwiek.
Bo Horstowi już wszystko na starość flaczeje...

Dołączył do Calithy i wspólnie zdołali uspokoić starca, tak że przestał krzyczeć i tłuc wszystkich wokół siebie pięściami. W nagrodę za dobre zachowanie Calitha dała mu kawałek suszonego mięsa, który pochłonął całą uwagę Waylanda. Podczas gdy starzec skupił się na przeżuwaniu przysmaku, Calitha z Roranem wprowadzili go na pokład Edeline i posadzili w pustym kącie, gdzie nikomu nie wadził.
Wszystkich ludzi w podeszłym wieku traktowali tam jak psy? oO"

- No dalej, szczury lądowe, podnieść zadki! - krzyczał Clovis.
Szkoda, że nie dupcie. *plask! dłonią o czoło*

Podniesiono trapy.
Przeczytałam ,,trupy".
No, niby wykopał siedmiu chłopa spod ziemi, to by się zgadzało.

Tymczasem marynarze wyciągnęli długie tyczki, którymi odepchnęli Dzika [statek] na głębiny.
To chyba nie tyczki, a drzewa. oO
Dziiik! Ten straszliwy, przerażający, straszący królewny po lasach dzik! 

WĄTEK ERAGONA

tytuł rozdziału: POCZĄTKI MĄDROŚCI
No nareszcie. xD
I tak nie spodziewałabym się wiele.

Dzikie zwierzęta z Du Veldenvarden nie lękały się myśliwych.
Podobno elfy mięsa nie żrą - skąd w takim razie myśliwi?

Raz dostrzegł kątem oka stwora przypominającego kudłatego węża, innym razem kobietę w białej szacie, która nagle zafalowała i zmieniła się w uśmiechniętą wilczycę.
*nabiera gwałtownych skojarzeń na widok ,,kudłatego węża"*

Na parapecie otwartego wykuszowego okna trzy miniaturowe drzewka układały się w kształt znaków pradawnej mowy oznaczających pokój, siłę i mądrość.
Bonsai i chińszczyzna.
W swoich książkach Pałolini nie przedstawił nic swojego. Szkoda.

Obok nich leżał skrawek papieru z niedokończonym wierszem, pełnym skreśleń i dopisków. Brzmiał on następująco:
Pod tarczą księżyca, jasną tarczą księżyca leży staw, płaski srebrny staw.
Wśród krzewów, kolczastych krzewów i czarnych smukłych drzew.
Wtem kamień, żywy kamień strzaskuje tarczę, jasną tarczę wśród krzewów, kolczastych krzewów i czarnych smukłych drzew.
Odłamki światła, miecze światła błyskają na tafli stawu.
Spokojne wody, milczące wody, samotny leśny staw.
Wśród mroków nocy, ciemnej nocy trzepoczą cienie, spłoszone cienie, gdzie kiedyś...

Zajebiste rymy.
Arya (bo to jej wypociny) jest AŁTORKĄ! *wybucha śmiechem*

Wyjęła z szafy dwa kubki, po czym zgniotła w palcach suszone liście pokrzywy, wsypała do obu naczyń, nalała wody i jednym słowem „wrzyj” zagotowała wodę na herbatę.
Jeden kubek był z Garfieldem, drugi z Kermitem. Herbata była Lipton, a czajnik miał chiński wzorek.
A szafa była z Ikei. ^^

Roześmiane, rozśpiewane elfy spacerowały po królewskich ogrodach; w mrocznym powietrzu tańczyły świetliki.
My jesteśmy krasnoludki, hopsasa, hopsasa...

- Szykuję się do powrotu do Vardenów. Eragon wzdrygnął się gwałtownie.
- Kiedy?
- Po Święcie Przysięgi Krwi. I tak za długo zwlekałam, ale nie chciałam wyjeżdżać i Islanzadi życzyła sobie, żebym została. Poza tym... nie uczestniczyłam jeszcze w tym święcie, a to najważniejsza z naszych uroczystości.
Przez sto lat swojego życia nie uczestniczyła w najważniejszym święcie?!
To tak, jakby winky nie obchodziła Bożego Narodzenia mimo tego, że mieszkała całe życie w statecznej, katolickiej rodzinie. oO
Na szczęście obchodziłam. Prezenty! *rozgląda się niepewnie* Znaczy... opłatek, wartości rodzinne, zaduma... hehe...

- Zwyczaj nakazuje, by każdy, kto uczestniczy w Święcie Przysięgi Krwi, przyniósł ze sobą wiersz, pieśń czy inne dzieło sztuki i podzielił się nim z innymi.
Eraś też napisze - padniecie, jak dojdziemy do tego rozdziału. ^^

Eragon sięgnął do wiszącej u pasa sakwy, wyjął wyrzeźbiony ze steatytu pojemnik z nalgaskiem - pszczelim woskiem stopionym z olejkiem z orzechów laskowych - i wysmarował nim usta, chroniąc je przed zimnym wiatrem.
Nie można było powiedzieć, że kupił sobie wazelinę w różowym pudełeczku?
Wazeliniarz.

Wiedziony nawykiem wyrobionym podczas tygodni medytacji, Eragon sięgnął umysłem we wszystkie strony, dotykając świadomości wszelkich żywych istot w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby źle mu życzyć. Wyczuł świstaka, który siedział i zawijał w te sreberka.
I życzył Eragonowi impotencji.

Nad nimi wznosiła się naga, czarna półka niczym szaniec zatrzymująca warstwę błękitnego lodu, który jęczał w ekstazie (...) pod naporem wiatru, zasypując granit w dole ostrymi odłamkami.

Skały zatrzeszczały w proteście, gdy Glaedr zwinął się wygodnie wśród głazów
Jeszcze nie słyszałam trzeszczącej skały.
Ani jęczącej.

Z jego nozdrzy wzleciała szara smużka dymu, a wiatr rozszarpał ją na strzępy.
Zabrzmiało groźnie.
*parsk!*


Królowa elfów Tarmunora i wybrany na naszego przedstawiciela smok, którego imienia - urwał i przekazał Eragonowi serię obrazów: długi ząb, biały ząb, złamany ząb, walki wygrane, walki przegrane; niezliczone pożarte shyrgy i nagry, dwadzieścia siedem spłodzonych jaj i dziewiętnaście potomków - nie da się wyrazić w żadnej mowie
*przypomina jej się filmowy Draco, który powiedział Bowenowi, że ,,i tak nie byłby w stanie wymówić jego imienia"*
*na widok słów ,,szyrgy i nagry" nie może sie powstrzymać: *

Podpisany papier nie ma żadnego znaczenia dla smoków. W naszych żyłach płynie gorąca, gęsta krew
W żyłach smoków płynie lurowata zupa.
A ja jestem pewna, że lawa. *z natchnionym błyskiem w oczach*

Saphiro, gdybyś była mądra, rozgrzałabyś te skały ogniem ze swego brzucha, by twój Jeździec nie zamarzł.
Brzucha? oO
Roran tam miał ogień w lędźwiach, ale żeby w brzuchu?
Może się chili nażarła.
A Eragon niech se zamarza. ^^

Pamiętaj, by językiem nadawać kierunek płomieniom - upomniał smoczycę Glaedr.
Kij tam, że się sfajczy.

Połączenie to odmieniło nas. My, smoki, zyskałyśmy władzę nad językiem i ogólną ogładą, a elfy naszą długowieczność; wcześniej żyły bowiem równie krótko jak ludzie. W ostatecznym rozrachunku to elfy zmieniły się najbardziej; nasza magia, magia smoków - przenikająca każdą cząstkę naszej istoty - dotknęła ich także i z czasem dała im słynną już siłę i wdzięk.
Jeszcze niedawno Oromis stwierdził, że to zasługa operacji plastycznych.

Nie jesteście już tymi barbarzyńcami, którzy piersi wylądowali w Alagaesii
Nie piersi, tylko silikon. Przecież wiadomo, że ludzie to wielce zakompleksiony ród.

Osłabienia, mistrzu? - spytała Saphira. Eragon przysiągłby, że w jej głosie dźwięczała kokieteryjna nuta.
Saphira zatrzepotała kościstymi rzęsami, wypięła dumnie kościstą pierś i seksownie zamerdała kościstym ogonem, wydymając kościste wargi w dzióbek.
To z pamięcią o tym, że smoki wszystko mają kościste. xD

Stary smok zacisnął szpony na kamieniach, miażdżąc je w drobny pył, by usadowić się wygodnie.
Kolejny Pudzian.

Gdy smok decyduje się oddać Jeźdźcom jajo, nad owym jajem wypowiada się pewne słowa - nauczę was ich później - sprawiające, że pisklę nie wykluwa się przedwcześnie, lecz dopiero gdy zetknie się z osobą, z którą zapragnie się złączyć.
Jeszcze w pierwszym tomie teoria głosiła, że smoczątko samo wiedziało, że ma się wykluć dla kogoś, a zanim pojawili się Jeźdźcy, przeczekiwały w jajach nieszczególne czasy i wykluwały się wtedy, kiedy było żarcie i bezpieczeństwo. Inne smoki nie przychodziły na świat. Teraz z powyższego zdania wynika, że równie dobrze smoczyca może nie chcieć dać swoich jaj i wychować dzikie smoki.
No ale od kiedy Pałolini jest konsekwentny w tym, co wypisuje?

Ponieważ smoki mogą pozostawać w swych jajach bez końca, czas nie gra tu roli, a pisklęciu nie dzieje się krzywda.
To pewnie też za sprawą magii, tak?

Więź łącząca Jeźdźca i smoka to jedynie wyższy poziom więzi już istniejącej pomiędzy naszymi rasami. Człowiek bądź elf staje się silniejszy i piękniejszy
Nie no, nie no, nie no, nie wierzę, to brzmi jak parodia! Albo komentarz, który mógłby być mój!
Teraz przynajmniej powiedział to wprost. Pałolini ma widocznie wieeelki kompleks na tym punkcie. xD
Zupełnie nie rozumiem dlaczego, tylko popatrzcie, sam seks.
Żeby nie było, żem sucz: pisarz nie musi być wyględny, pisarz musi umieć pisać. A Pałolini... nie umie. Shit happens. ;P

To właśnie brak owej więzi sprawia, że partnerstwo Galbatorixa ze Shruikanem, jego drugim smokiem, jest czymś tak odrażającym.
Jak już zrzyna, to mógł napisać Shuriken i przynajmniej by się nie ośmieszał, próbując nieudolnie zmienić wydźwięk tego słowa.

Łączy was coś więcej niż prosta więź między umysłami. Same wasze dusze, istoty, jeśli wolicie tak je nazwać, zostały nierozerwalnie złączone na poziomie podstawowym.
Potem będzie poziom czeladniczy, zaawansowany, ekspercki i mistrzowski.

Każdy umiera samotnie, Eragonie. Nieważne, czy jesteś królem na polu bitwy, czy też biednym chłopem, konającym w łóżku wśród rodziny. Nikt nie może towarzyszyć ci w głąb otchłani...
*śpiewa grobowym tonem* Nad światem dzwon żałobny dzwoni, więc niech was ręka boska broni...
*głos w oddali* Tralalala, tralalala...
...Nie znasz dnia ani godziny - znam je tylko JA! *rzuca się na widownię z obnażonymi zębiskami*


Eragon zapatrzył się na tacę z obiadem, pozostawioną w przedsionku domu na drzewie. Raz jeszcze przebiegł w pamięci jadłospis: chleb posmarowany masłem z orzechów laskowych, jagody, fasola, miska zieleniny, dwa jajka na twardo - niezapłodnione, żeby pozostać w zgodzie z poglądami elfów - i zakorkowany dzbanek świeżej, źródlanej wody.
Nutella i fasola? *powstrzymuje torsje*
I dwa, NIEZAPŁODNIONE jaja na twardo.
No chyba że jadł kawior. Albo... hyhy... te dwa jajca Galbatorixa. ^^

Wiedział, że każde z dań przygotowano z ogromną pieczą, że elfy dokładały wszelkich wysiłków, by jego posiłki były jak najlepsze, i że nawet Islanzadi nie jada lepiej.
A nawet Galbatorix i jego przydupasy żrą obrok z koryta!

Chcę mięsa - warknął i tupiąc głośno, wrócił do sypialni.
To się nazywa foch z przytupem.

Eragon zabrał szybko z juków sól, zioła i inne przyprawy
To normalne, że w domu zioła i przyprawy trzyma się w jukach przy siodle.

Smoczyca odbiła się i na prądzie wznoszącym pofrunęła nad miasto.
Pałolini chwali się, że przeczytał podręcznik do fizyki.
*prych* Wielkie mi halo.

W trawie nad wodą mieszkają króliki - powiedziała.
Wydziergały sobie szałasy z źdźbeł (ale fajne słowo ^^) i wykopały basen.

W trawie nad wodą mieszkają króliki - powiedziała. Może uda ci się parę złapać. Ja tymczasem zapoluję na jelenia.
A co, nie chcesz podzielić się własną zdobyczą?
Nie, nie chcę - odparła zrzędliwie. Choć zrobię to, jeśli uciekną ci te przerośnięte myszy.
Ona. Nazwała. Króliczki. Przerośniętymi. Myszami. *wkurwiona*
Mało tego: Eragon chce zjeść króliki.
*szykuje łuk i strzały*

W niecałą minutę później wybrał z gniazda rodzinę martwych królików.
*wyjmuje telefon i dzwoni* Halo? Ben Laden? Pożyczyłbyś mi kilka pocisków ziemia-ziemia i paru terrorystów, którzy potrafią się tym obsługiwać?

Umysłem zlokalizował je w mgnieniu oka, po czym zabił jednym z dwunastu słów śmierci.
Bo Eraś to pan rzycia i śmierdzi.

Uwaga, uwaga, Pałolini przepisał treść poradnika młodego skauta:
Szybko dobył starego myśliwskiego noża i wyćwiczonymi ruchami obdarł ze skóry i wypatroszył króliki, po czym - odkładając na bok serca, płuca, nerki i wątroby - pogrzebał resztę wnętrzności, by zapach nie zwabił padlinożerców. Następnie wykopał w ziemi dziurę, napełnił ją drewnem i rozpalił ognisko - za pomocą magii, bo nie zabrał hubki i krzesiwa. Przez chwilę doglądał go, aż w końcu uzyskał porządny żar. Wyciął rosnące obok młode drzewko, obdarł z kory i przypalił nad żarem, by pozbyć się gorzkiej żywicy. Nabił na nie króliki i zawiesił pomiędzy dwiema rozwidlonymi gałęziami, które zebrał z ziemi. Znalazł płaski kamień, ułożył na części ogniska i wysmarował tłuszczem, po czym na tak zaimprowizowanej patelni umieścił wnętrzności.

Otworzył usta, by ugryźć pierwszy kęs - i nagle przypomniał sobie medytacje, to jak zapuszczał się w umysły ptaków, wiewiórek i myszy, jak bardzo kipiały energią, z jakim zapałem walczyły o prawo do istnienia w obliczu niebezpieczeństwa. A jeśli mają tylko to życie...
Z nagłą odrazą odrzucił mięso, wstrząśnięty faktem zabicia dwóch królików, jak gdyby zamordował dwoje ludzi.
*nie wytrzymuje* To po co, kurwa, zabijał?! I czemu nie tknęło go, gdy je oskórowywał i wypruwał im flaki?!
A poza tym przed chwilą była mowa o całej rodzinie królików.
Pewnie patologiczna.

Przez całe życie jadał mięso, ryby i drób, uwielbiał je.
No jasne, bo w średniowieczu mięso, ryby i drób to było coś tak ogólnodostępnego dla wszystkich jak woda. *chlasnęła się dłonią w czoło*
Poza tym mnie to zawsze śmieszy: mięso, ryby i drób. A ryby i drób to już nie mięso?

Nie potępiał tych, którzy odżywialiby się mięsem. Wiedział, że dla wielu biednych farmerów to jedyny sposób przetrwania.
Każdy biedny farmer miał zapewnione fury mięcha.
Rosołek z wróbelków (jak mu się uda złapać) i hot dogi z dżdżownicami (o ile nie wypełzną, zanim ugryzie).

Ledwie wyczuwał smoczycę - zupełnie jakby próbował ścisnąć w dłoni naoliwioną kulę z polerowanego granitu.
Zupełnie, jakby każdy przynajmniej raz w życiu miał okazję trzymać naoliwioną kulę z polerowanego granitu. A poza tym szlag mnie trafi, jak jeszcze raz zobaczę słowo ,,granit" albo ,,łupek", bo tutaj wszystko jest albo z granitu, albo z łupku.
Czymkolwiek ten cholerny łupek jest. xD

Koń skoczył naprzód i pogalopował w głąb Du Veldenvarden, z niewiarygodną zręcznością odnajdując drogę między sękatymi sosnami. Obrazami myślowymi Eragon prowadził go ku Saphirze.
Obrazami myślowymi... *pada*

- Zostań tu - rzekł do Folkvira. Koń spojrzał na niego.
- Jeśli chcesz, możesz się paść, ale zostań, dobrze?
Folkv’ir zadrżał i otarł aksamitny pysk o ramię Eragona.
- A oddychać mogę? - spytał. - Mogę? Proooszę, pozwól mi, wielki Eragonie Cieniobójco Garrowssonie czy jak cię tam zwał...
A ten koń to chyba kucyk pony, bo nie wiem, który koń by tak rozumiał słowa, nawet jeśli w tej durnej, pradawno-starożytno-zajebistej mowie.

Wszędzie wokół widział ślady obecności smoków, począwszy od głębokich zadrapań w bazalcie, po kałuże stopionego kamienia
Które przez setki lat pozostały w stanie ciekłym. *JEBUT*
Przyrżnęła głową w blat. Jak sobie ją kiedy uszkodzi, będzie można wyciągać spore odszkodowanie od Pałoliniego.

Powiedz coś - rzuciła ostro.
Pozwolisz mi uleczyć twoją nogę?
Zostaw ją w spokoju.
Zatem zostanę tu milczący jak posąg i będę tak siedział, aż rozpadnę się w pył, od ciebie bowiem otrzymałem cierpliwość smoków.
Borze... *nie ma siły na komentarz*

I sądziłam... sądziłam, że Glaedra równie mocno ucieszy mój widok.
Ależ ucieszył.
Nie rozumiesz. Pomyślałam, że będzie dla mnie partnerem i że razem odbudujemy nasza rasę.
Parsknęła, a z jej nozdrzy wytrysnęły płomienie.
Myliłam się, on mnie nie chce.
Glaedr jest po prostu tak stary, że już mu nie staje. ^^

Cios, zębów bądź szponów, nie potrafił określić - rozszarpał mięsień czworogłowy pod skórą Saphiry.
Nie no, to tak, jakby nie odróżniał rany kłutej od szarpanej. ><" Ale że mięsień jest czworogłowy, to już wie.
Wiesz, nie wszyscy przeczytali z twoją maniakalną uciechą teksty o medycynie sądowej.
Ale nawet nie umiejąc tego nazwać dałoby się odróżnić, czy ktoś mnie UGRYZŁ czy PODRAPAŁ.

Eragon westchnął i oparł się plecami o szorstką bazaltową ścianę. Przez spuszczone rzęsy oglądał zachód słońca.
Długie, gęste, podkręcone w idealne półkola rzęsy...

Gdy nie odpowiedziała, sięgnął do jej głowy i połaskotał skrawek odsłoniętej skóry za uchem.
Słyszysz mnie? Nie.
Smoczyca zakasłała cicho, z niechętnym rozbawieniem, po czym wygięła szyję i uniosła głowę, umykając przed jego roztańczonymi palcami.
Eraś smyra Saphirę - będzie się działo? ^^

W czasie owych wędrówek Arya przedstawiała Eragona i Saphirę najznamienitszym z elfów: wielkim wojownikom, poetom i artystom. Zabierała ich na koncerty pod sosnowym sklepieniem i pokazywała wiele ukrytych cudów Ellesmery.
Na randki chodzili. *podryguje brwiami*

Całe miasto kipiało podnieceniem, gdy elfy szykowały się do święta.
Zwieńczeniem uroczystości będzie wielka orgia!

Udekorowały las kolorowymi girlandami i lampami, rozwieszonymi gęsto, zwłaszcza wokół drzewa Menoa. Na samym drzewie, na czubku każdej gałęzi pojawiły się lampiony, lśniące niczym świetliste łzy.
Choinki ubierają. Ha! Mówiłam, że to odpowiednik Bożego Narodzenia. xD
Właściwie to mówiłaś trochę inaczej, ale... dobra, dobra, odłóż już tę siekierę...

Eragon zauważył, że nawet rośliny przybrały świąteczny wygląd.
Machały dzwoneczkami i śpiewały ,,Jignle bell rock".

Każdego dnia setki elfów przybywały do Ellesmery z miast rozrzuconych w głębi puszczy, bo żaden z własnej woli nie opuściłby urządzanych raz na sto lat obchodów, upamiętniających przymierze ze smokami.
Jakoś wcześniej nie wspominano, by to obchodzono raz na sto lat. >< I właściwie dlaczego tak rzadko? Nie mają czasu na ,,najważniejsze święto elfów"?

- Oboje powinniście się zastanowić, co przyniesiecie na Święto Przysięgi Krwi. O ile stworzenie waszych dzieł nie wymaga magii, sugeruję, byście nie korzystali z gramarye. Nikt nie uszanuje daru, jeśli będzie on stanowił efekt działania zaklęcia, a nie dzieło waszych rąk. Sugeruję też, by każde z was przygotowało coś osobno. Tak nakazuje zwyczaj.
Eragon napisze epopeję, a Saphira zrobi laurkę.

Gdy wrócili do domu, Eragon zaczął analizować swe umiejętności.
Najlepiej znam się na uprawie roli, ale nie widzę, jak mógłbym to wykorzystać. Nie mogę też konkurować z elfami w dziedzinie magii, ani dorównać kunsztowi ich rzemiosła. Zdolnościami przewyższają najlepszych mistrzów imperium.
Masz jednak coś, czym nie dysponuje nikt inny - zauważyła Saphira
To znaczy?
Twoją tożsamość, historię, czyny, sytuacje w jakich się znalazłeś.
Och, tak, tylko Eragon ma umysł tak głęboki, by posiadać swoją tożsamość i historię.
Reszta to zwierzęta.

Zapominasz, że gdy odleciałeś z Glaedrem, spędziłam popołudnie, patrząc, jak Oromis maluje swe zwoje.
Taaa, tylko że Saphira była wtedy razem z nimi, a Oromis został sam.

Gdy Saphira odeszła, by zająć się swym projektem, Eragon zaczął krążyć po skraju otworu w sypialni, zastanawiając się nad jej słowami.
- Przyprowadź tu chętne elfki i gwałć, gwałć, gwałć... - szeptała sypialnia.

Spojrzał w głąb siebie, szukając czegoś, co porusza w nim najgłębsze, najmroczniejsze struny
Czy Pałolini jest emo? Wszystko jest dla niego mroczne.
*wspomina zdanie z pierwszego tomu* ,,Zanurzył się w poetyckich wersach krwi..." Tak, z całą stanowczością Pałolini jest emo.

Z nagłym podnieceniem odkrył, że w jego głowie splata się opowieść łącząca elementy wszystkich tych trzech rzeczy. Lekkim krokiem wbiegł po krętych schodach, przeskakując po dwa stopnie na raz. Usiadł za biurkiem w gabinecie, zanurzył pióro w kałamarzu i uniósł je drżące nad pustą kartką. Pióro zaskrobało, gdy nakreślił pierwsze wersy.
W królestwie, hen, gdzie morza brzeg, A góry kryje nieba płaszcz...
Tako pisze chłopek-jełopek, który całe życie spędził na oraniu pola.

Eragon, który nigdy wcześniej nie ułożył własnej pieśni, czuł dziwny dreszcz emocji, niczym odkrywca, zwłaszcza że wcześniej nie podejrzewał, że mógłby kiedykolwiek zostać bardem.
Zostań. Będzie śmiesznie.
Co on pisze, że tak go to podnieca? ^^

Półtorej godziny później wypuścił pióro ze zdrętwiałej dłoni, odsunął krzesło i wstał. Leżało przed nim czternaście kart; nigdy dotąd nie zapisał ich na raz aż tylu.
Zacznijmy od tego, że nigdy wcześniej nie pisał.

- Surowa, ale prawdziwa - orzekł Oromis, gdy Eragon odczytał mu Pieśń.
- A zatem podoba ci się?
- To dobry obraz stanu twego umysłu w chwili obecnej i wciągająca lektura, lecz nie arcydzieło. Oczekiwałeś czegoś więcej?
Eragon zacisnął pięści, podarł czternaśnie kart na strzępy, spoliczkował Oromisa i odszedł, trzasnąwszy drzwiami.

- Na tym papierze zapisałem dziesięć barier które winieneś rozmieścić wokół siebie i krasnoluda Orika. Jak przekonałeś się w Silthrimie, nasze święta są dość niezwykłe i niebezpieczne dla istot obdarzonych mniejszą siłą. Bez ochrony ryzykujecie, że rozpłynięcie się w morzu magii. Widziałem już coś takiego.
Eragon rozpuści się jak w kwasie? NIECH NIE ROBI TYCH BARIER! :D

Eragon, Saphira i Orik poszli wraz z Aryą pod drzewo Menoa, gdzie zebrała się grupa elfów. Ich czarne i srebrne włosy lśniły w blasku lampionów.
Bo w pierwszym tomie Pałolini dał Aryi czarne włosy, ale potem stwierdził, że nie może psuć schematów i reszta elfów ma srebrne.

Był tam Glaedr, a także Oromis odziany w czerwień i czerń
Zaleciało mi grą Gothic i tym złym... jak mu tam było... Xardasem, o.

 
Przecisnęła się przez tłum i wróciła, prowadząc Rhunón. Kowalka zamrugała jak sowa, rozglądając się wokół.
Obróciła swoją głowę o 180 stopni.

Pamiętał elfy przycupnięte niczym stado ptaków na rozłożystych gałęziach drzewa Menoa.
Poćwierkiwały i srały na przechodzących pod drzewem ludzi.

Pamiętał, że siedział w dolince oparty o bok Saphiry i patrzył, jak ta sama elfia panna kołysze się przed zafascynowaną publicznością, śpiewając:
Odlecisz, hen, daleko stąd. Za góry, lasy.
Gdzieś w odległy lad. Odlecisz, hen, daleko stąd, By nigdy nie wrócić już.
Odejdziesz, tak, odejdziesz stąd I nie zobaczę cię tu już. Odejdziesz, tak, odejdziesz stąd, Choć czekać będę wiecznie już.
Czekać będę wiecznie już... Tych rymów by się Kupicha nie powstydził. *pada*

Pamiętał cuda, jakie elfy przyniosły na święto. Większość z nich wcześniej uznałby za niewykonalne, nawet za pomocą magii. Łamigłówki i zabawki, dzieła sztuki i broń, a także przedmioty, których przeznaczenie mu umykało.
Depilatory? *z nadzieją w głosie*
Wibratory? *niewinnie*

Drewniana piramida, wysoka na osiem cali i złożona z pięćdziesięciu ośmiu zazębiających się elementów, stanowiła dar Orika. Elfy przyjęły ją z zachwytem i natychmiast zaczęły rozbierać i składać ponownie, gdy tylko na to pozwalał.
I tak Orik przeszedł do historii jako wynalazca puzzli 3D.
A raczej 3 razy do D.

Nad głową Eragona przeskoczył elf porośnięty cętkowanym futrem i nadal szalał wokół, zarówno na dwóch nogach, jak i na czworakach. Głowę miał wąską i wydłużoną, o uszach przypominających kocie, ręce sięgały mu do kolan, a dłonie o długich palcach miały wyraźnie zaznaczone poduszeczki.
No furry. W puszczy elfów narodziła się subkultura furry.
Albo po prostu Pałolini chciał się przypodobać wszystkim rodzajom młodych czytelników. Jejq jejq.

I pamiętał też dwa ataki bólu przeszywające plecy. Pamiętał, jak krzyczał i jęczał wśród cieni
Łaaach, jak dobrze! Łaaach, jak przyjemnie!

Trzeciego dnia Agaeti Blódhren - dowiedział się o tym później - Eragon wygłosił swój poemat elfom.
Ja nie pojmaju. Czego się dowiedział później? Że przeczytał swój ,,poemat"?
Czyżby komuś urwał się film...?

Uwaga, uwaga, nadeszła wiekopomna chwila, która nie wymaga komentarza. Może prócz tego, że chyba pisał czcionką numer 72, skoro mu to zajęło czternaście stron. POEMAT ERASIA!
W królestwie, hen, gdzie morza brzeg, 

A góry kryje nieba płaszcz, 
W zimowy dzień mąż zrodził się. 
Co jasny miał przed sobą szlak:
Zabić mrocznego Durzę
W kraju, gdzie zaległ cień. 

Chowany tam przez mędrców chór, 
Wśród dębów starych jak sam czas, 
Z jeleniem chyżym ścigał się
Iz wilkiem walczył, by móc wnet
Zabić mrocznego Durzę
W kraju, gdzie zaległ cień.
Skradać się zaś go uczył człek
W czerni, sam złodziej, zręczna dłoń, 

Sekrety walki, cios i zwód, 
Cios, pchnięcie, sztych, by kiedyś mógł
Zabić mrocznego Durzę
W kraju, gdzie zaległ cień.
Szybko jak myśl mu płynął czas
I człek ów wszedł już w męski wiek, 

W żyłach mu wrzała gniewem krew, 
Młodzieńczy zapał tlił się też.
I spotkał dziewczę, poczuł żar, 

Wiotka i smukła kibić jej, 
Na czole Gedy płonął blask, 
A za nią sukni zwiewny tren.
I tak w granacie ciemnych ócz, 

W źrenicach jej, otchłaniach dwóch
Ujrzał przyszłości jasny blask, 

W której nie będą musieć już
Lękać się mroku Durzy
W kraju, gdzie zaległ cień.

I opowiedział im, jak ów mąż wyprawił się do krainy Durzy, gdzie odszukał i walczył z wrogiem mimo chłodnej grozy ściskającej mu serce. Choć jednak w końcu zatriumfował, wstrzymał śmiertelny cios, teraz bowiem, gdy pokonał wroga, nie lękał się losu śmiertelników. Nie musiał zabijać mrocznego Durzy. Człowiek ów schował zatem miecz do pochwy, wrócił do domu i w letni wieczór poślubił swą ukochaną. Przeżył z nią w spokoju wiele dni, aż jego broda urosła długa i siwa. Ale:
Przed świtem, gdy najgłębszy mrok, 

W komnacie, w której mąż ów spał, 
Wróg mroczny stanął nad nim, 
bo Tamtemu siłę zabrał czas.
Z poduszek głowę uniósł mąż 

I spojrzał w chłodne niby lód Oblicze Śmierci, pustą twarz.
Król wiecznej nocy patrzył w dół. 

I poczuł mąż, jak w sercu mu Spokój rozkwita; dawno już Uścisku Durzy nie bał się, Ostatnie to, co czuje człek. Łagodnie, jak poranka dech, Schylił nad nim się ów wróg, Ducha żywego zabrał, i Odtąd w pokoju żyli już
Na wieki w sercu Durzy
W kraju, gdzie zaległ cień.


Choć twoja pieśń to alegoria, myślę, że wielu z nas pomogła lepiej zrozumieć trudy, jakim musiałeś stawić czoło, odkąd objawiło ci się jajo Saphiry, za co przecież odpowiadamy. Musisz odczytać nam ją ponownie, byśmy mogli wszystko głębiej przemyśleć.
A co tu jest do przemyślania? xD *śmieje się wybitnie złośliwie*

A teraz dar Saphiry. Może komuś uda się mi wytłumaczyć, o co w nim właściwie chodzi, bo ja nie widzę nawet nawiązania do jakiegoś teraźniejszego przedmiotu, choć nieco kojarzy mi się z lampą plazmową.
Potem nadeszła kolej Saphiry. Smoczyca odleciała w noc i powróciła, trzymając w szponach czarny kamień, trzykroć przewyższający rosłego mężczyznę. Wylądowawszy na tylnych łapach, ustawiła kamień pionowo pośrodku pustego trawnika, idealnie na widoku. Szklisty głaz został stopiony i ukształtowany w misterne krzywizny, splatające się ze sobą niczym zastygłe w biegu fale. Wielowarstwowe jęzory skalne skręcały się w tak skomplikowanych wzorach, że oko z trudem podążało za pojedynczymi liniami od podstawy po czubek, przeskakując z jednego na drugi.
Ponieważ Eragon także po raz pierwszy widział jej rzeźbę, oglądał ją z równie wielkim zainteresowaniem jak elfy.
Jak to zrobiłaś?
W oczach Saphiry rozbłysła iskra rozbawienia.
Liżąc stopioną skałę.
Następnie smoczyca pochyliła się i zionęła ogniem na swój kamień. Na moment złocista kolumna płomieni sięgnęła drżącymi palcami w niebo, a gdy Saphira zamknęła paszczę, cienkie jak papier krawędzie rzeźby zalśniły wiśniową czerwienią, podczas gdy w ciemnych zagłębieniach skały migotały niewielkie płomyki. Kamienne fale poruszały się w hipnotycznym blasku. Elfy wykrzyknęły z zachwytu, klaszcząc w dłonie i tańcząc wokół rzeźby.

Gdy wszystkie miejsca były zajęte, na środek polany wyszły dwie panny i stanęły zwrócone do siebie plecami. Były niewiarygodnie piękne i identyczne pod każdym względem prócz włosów - jedna miała loki czarne niczym zapomniane leśne jezioro, a pukle drugiej lśniły niczym rozżarzony srebrny drut.
(...)
Poruszając się jednocześnie, obie elfki uniosły ręce do brosz na szyjach i rozpięły je, pozwalając, by białe szary opadły na ziemię. Choć pod spodem nie miały niczego, ubrane były w barwny tatuaż przedstawiający smoka. Tatuaż zaczynał się od ogona owiniętego wokół lewej kostki Iduny, wspinał się po jej nodze i udzie, przez tors, a potem dalej poprzez plecy Neyi kończąc się smoczą głową na jej piersi.
Mam uzasadnione powody, by twierdzić, że Pałolini odwiedził jakiś nocny lokal. ^^

Tymczasem Iduna i Neya wirowały coraz szybciej i szybciej, aż ich zamieniły się w rozmazane plamy, a włosy uniosły wokół lśnią - od potu ciał.
To musiał być frywolny lokal.

Elfki przyśpieszyły do nieludzkiej szybkości i muzyka wzniosła się w szaleńczym chórze wyśpiewywanych fraz.
Bardzo frywolny.

A potem wzdłuż smoczego tatuażu przebiegła błyskawica od głowy aż po ogon i smok się poruszył. Z początku Eragon sądził, że zwodzi go wzrok. Potem jednak stwór zamrugał, uniósł skrzydła i zacisnął szpony.
Z zębatego pyska wystrzelił jęzor ognia. Smok pochylił się i oderwał od ciał elfek, wzlatując w powietrze, gdzie zawisł, łopocząc skrzydłami. Koniuszek jego ogona pozostał złączony z bliźniaczkami w dole niczym świetlista pępowina
I taki, w którym pozwalają brać wszelakie środki odurzające.

Gdy spojrzenie przepełnionych żałością oczu smoka padło na Eragona ten pojął, że nie jest to zwykła zjawa, lecz świadoma istota, spętana i podtrzymywana magią.
A mówili, że smoki są na wymarciu, podczas gdy jeden pędzi nudny żywot tatuażu...
Nie takie nudne, skoro oplata całe ciała dwóch elfek. ^^

Smok pochylił głowę i końcem pyska dotknął samego środka gedwey ignasii Eragona. Pomiędzy nimi przeskoczyła iskra. Eragon zesztywniał, czując, jak ciało zalewa mu oślepiające gorąco, pochłaniające jego wnętrze. Przed oczami zatańczyły czerwone i czarne plamy, blizna na czole (...) paliła niczym piętno.

A teraz czytajcie uważnie...
Gdy Eragon się zbudził, był sam. (...)
Spójrz w lustro - poradziła. Potem odpocznij, odzyskaj siły, a ja dołączę dla ciebie o świcie. Odeszła, Eragon zaś wstał i przeciągnął się, zaskoczony doskonałym samopoczuciem. Poszedł do łazienki, wziął używane do golenia lusterko i zaniósł w krąg światła rzucanego przez pobliską lampę.
Po czym zamarł wstrząśnięty.
Wyglądało na to, że, kiedy był nieprzytomny, liczne zmiany fizyczne, które z czasem dotykają Jeźdźców - ludzi i których Eragon zaczął już doświadczać od czasu złączenia się z Saphirą, dobiegły końca. Twarz miał teraz równie gładką i kanciastą jak elfy, uszy identycznie szpiczaste, a oczy skośne. Blada jak alabaster skóra połyskiwała lekko magicznym blaskiem.
Wyglądam jak książątko.
Ostatnie zdanie mogłoby być moim komentarzem. xD

Wyglądam jak książątko.
Eragon nigdy wcześniej nie użył tego słowa wobec mężczyzny, a już na pewno nie wobec siebie, teraz jednak najlepiej odpowiadało jego wyglądowi: był piękny.
*wyje* Jak anioła głooos...
*nuci* Na trawniku, przy śmietniku leży żaba z Mozambiku...

Ale nie do końca zamienił się w elfa. Szczękę miał mocniejszą, brwi grubsze, twarz szerszą. Był piękniejszy niż jakikolwiek człowiek i mężniejszy niż jakikolwiek elf.
Kurwa, Pałolini, napisz po prostu, że był ideałem i daruj sobie tę szopkę.

Drżącymi palcami sięgnął karku, szukając blizny. Nie znalazł niczego Ściągnął szybko tunikę i obrócił się przed lustrem, sprawdzając plecy. Były gładkie jak w czasach przed bitwą o Farthen Dur.
Po penis wprowadzać coś takiego do fabuły, skoro w połowie książki i tak znika bez śladu?
I bez sensu?

Jednakże nie tylko owa potężna szrama, którą zdecydował się zachować, zniknęła. Pozbył się też wszelkich innych blizn i znamion. Wyglądał jak nowo narodzony.
Gładziutki jak pupcia niemowlęcia. 

Nierówne blizny po wewnętrznej stronie ud, pozostałości pierwszego lotu z Saphirą, także zniknęły.
Naprawdę nie rozumiem, dlaczemu mam skojarzenia. ^^

Stałem się tym, kim powinienem - pomyślał i odetchnął głęboko.
Mary Sue?
Taką TRÓ.

Odrzucił lustro na łóżko i odział się w swój najlepszy strój: różową (...) tunikę przetykaną złotą nicią, pas wysadzany białymi jadeitami, ciepłe, filcowe nogawice wysadzane bursztynami, parę płóciennych butów ozdobionych brylantami i agatami, tak lubianych przez elfy, i skórzane nałokietniki z granatami, szafirami, cyrkoniami i turkusami podarowane przez krasnoludy.

Eragon znajdował się w stanie zwiększonej czujności, jego zmysły wibrowały, wychwytując rzesze nowych obrazów, dźwięków, zapachów i uczuć. Widział w ciemności, w której wcześniej byłby ślepy. Mógł dotknąć listka i samym dotykiem policzyć pojedyncze porastające go włoski. Rozpoznawał unoszące się wokół zapachy równie dobrze jak wilk czy smok. Słyszał też tupot myszy w poszyciu i szmer płatka kory padającego na ziemię. Bicie własnego serca było dla niego niczym uderzenia bębna.
Z opisu możnaby wywnioskować, że jest czymś w rodzaju nieudolnie wykreowanego przez aŁtorkę wampira.
Dupa. To tylko marysuistyczny elf. W dodatku Eragon.

Dokąd idziesz, mój mały? - spytała.
Ujrzał, jak Arya wstaje z miejsca u boku matki, przeciska się między elfami i niczym leśny duszek znika wśród drzew.
Stąpam pomiędzy światłem i ciemnością - odparł ruszając za nią.
Poruszam się w mhrrroooku!
Nic nie wiiidzę!

Gdy Eragon wynurzył się z lasu, spojrzała na niego. Odniósł wrażenie, że z trudem go poznaje. Jej oczy się rozszerzyły.
- Czy to ty, Eragonie? - szepnęła.
- Tak. Oto jestem. Z człowieka zrodzon, przez wieśniaków wychowan, w elfa przemienion. Gotów dosiąść smoka i wypełnić swe przeznaczenie jako wybawiciela tej krainy.
*koncert organowy i chóry anielskie*

Odmieniony Eragon niemal boleśnie czuł obecność Aryi. Słyszał szmer jej ubrania trącego o skórę, widział jasną, odsłoniętą szyję i rzęsy pokryte warstewką olejku, który sprawiał, że błyszczały i zawijały się niczym czarne płatki, mokre od deszczu.
Od samych tych ,,bolesnych odczuć" mógł mu stanąć. ^^
Smok chyba. Na tylnych łapach.

Tak upoiła go siła i żywotność krążąca mu w żyłach - a także nieposkromiona magia przepełniająca las - że zapomniał o ostrożności.
- Jakże wysokie są drzewa, jakże jasne gwiazdy i jakże jesteś piękna, o Aryo Svit'kona.
Słysząc to, Arya rzuciła mu się do gardła i rozpłatała go na dwoje.
I przepowiednię diabli wzięli.

- Nic do mnie nie czujesz?
- Moje uczucia do ciebie to uczucia przyjaciółki, nic więcej. Jestem ci wdzięczna, że uratowałeś mnie w Gil'eadzie, i raduje mnie twoje towarzystwo. To wszystko... Porzuć swe pragnienia, sprawią ci tylko ból, i znajdź kogoś w twoim wieku, z kim będziesz mógł spędzić długie lata.
Do jego oczu napłynęły łzy.
- Jak możesz być taka okrutna?
- A tak. Muehehehe! - Arya padła na ziemię w evillaughcie.

- Mogłabyś przekazać mi swoje wspomnienia - podsunął w rozpaczy. -Wówczas dysponowałbym tą samą wiedzą i doświadczeniem, co ty.
*nie wie, jak to skomentować, więc daje sobie spokój*

Po policzkach Eragona płynęły samotne, kryształowe łzy, ściekając na mech pod nogami, gdzie układały się niczym perły rozrzucone na szmaragdowym aksamicie.
Ojapierdolę...

Ścisnął rękami brzuch i kołysał się na pniu, szlochając głośno w rozpaczy.
Wielka uroda to wielka odpowiedzialność, mój mały, zasmarkany padawanie...