Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Cudowne Dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 4

wtorek, 8 maja 2012

Cudowne Dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 4

To, co się wyprawia na Atlantydzie, przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania. I nie jest to komplement... Musimy nadmienić, że ta książka jest wprost fascynująco beznadziejna i analizowanie jej sprawia nam dziką satysfakcję (zwłaszcza mając w pamięci różne peany na cześć aŁtorki), ale przez skupianie się na wytykaniu błędów i nieścisłości analizy wychodzą mało śmiesznie. A może to i dobrze? Zostawiamy wam tę kwestię do oceny, serwując kolejną, czwartą już część przygód Meihny.




Na czas wesela Terina zamyka się w swojej komnacie i nikogo do siebie nie dopuszcza, zaś Majonez świetnie się bawi w towarzystwie „arabskich tancerek i fałszywych magów”. Jeden z iluzjonistów zaprasza Meihnę do sztuczki ze znikającym człowiekiem, co nasza szalenie sprytna królewna wykorzystuje i staje się naprawdę niewidzialna (gdyż „tę sztuczkę opanowała już do perfekcji”). Nie pojawia się z powrotem, co budzi konsternację iluzjonisty i całego dworu, za to szepcze Mojnesowi do ucha, by był dobry dla Teriny. W ten sposób zyskuje nad nim przewagę i może mu rozkazywać. Serio, nie wiem, jak to działa, ale przyzwyczajmy się po prostu do myśli, że to Mary Sue.

Meihna uszczęśliwiona swoim sukcesem, jakim niewątpliwie było nakłonienie Mojnesa do przeproszenia Teriny, nie widziała teraz naokoło siebie smutnej jesieni, a jedynie złoto i czerwień, i magiczną atmosferę pory roku tak samo pięknej jak pozostałe trzy. A może i piękniejszej? Piękniejszej, bo oto zdobiła ją nuta nadziei, która jak kwiat rozkwitła w sercu księżniczki. Tak... życie, co by o nim nie mówić, zawsze było bardzo sprawiedliwe — jeśli raz doprowadzało swojego właściciela do obłędnej rozpaczy, za chwilę pokazywało mu, że jest piękne i mimo wszystko trzeba je kochać...
To wszystko brzmi bardzo ładnie, mądrze i ma odpowiednio dużo wielokropków, ale jaki to ma związek z jesienią, to ja już nie wiem.

Zdawała sobie sprawę, że tak naprawdę walkę tę zaczęła, nakłaniając brata do pojednania z Terina, ponieważ siła zjednoczonej rodziny, a w niej kochających się ludzi przewyższa siłę każdej, nawet największej armii, największego wulkanu...
Tak! Nikt nas nie pokona, bo razem jesteśmy wielką, silną, kochającą się rodziną!
Jak Iniemamocni! Nie mogę się doczekać, aż zobaczę Majoneza w majtkach założonych na rajtuzy.

Trzeba tylko wiedzieć, jak z niej korzystać, a wszystko — fortece, góry, zamki przed człowiekiem uzbrojonym w miłość innych ludzi położą się jak trzcina, stopnieją niczym śnieg ogrzany przez marcowe słońce!
Wychodzi na to, że Hitler był wprost przepełniony miłością. <3

Terina zmieszała się.
— (...) Wiesz, był u mnie Mojnes.
— Cóż podobnego?! Wpuściłaś go?
— Hmmm... Kiedy zapukał do drzwi, po raz pierwszy od czasu, gdy został królem, przedstawił się jako „Mojnes”, nie „Jego Wysokość” czy „król”... Tak mnie to zdziwiło, że po prostu musiałam otworzyć i sprawdzić, czy na pewno wszystko z nim w porządku...
— I było wszystko w porządku?
— Czy ja wiem... Wyglądał, jakby zobaczył ducha, a potem przeprosił mnie i na kolanach błagał o wybaczenie. (...)
Meihna uśmiechnęła się, z trudem powstrzymując śmiech.
— I wybaczyłaś mu?
— Tak, wyglądał naprawdę strasznie. Miałam wrażenie, że jeśli nie przyjmę przeprosin, to umrze!
To właśnie potęga miłości: zastraszanie ludzi, by coś zrobili, bo jak nie, to się ich potraktuje paroma nieprzyjemnymi, magicznymi sztuczkami.

Nika zaprasza Meihnę na swoje urodziny do wioski. Królewna idzie tam incognito, w przebraniu wieśniaczki, zgodnie z modą, którą zapoczątkowała Dżasmina.


Nara westchnęła ciężko, jakby miała ze sto lat, i pokiwała ze zrezygnowaniem głową. Bo cóż innego mogła zrobić?
Powstrzymać idiotkę? Donieść Majonezowi?
No i kto w tej wiosce będzie świętował, skoro wszyscy mężczyźni zginęli w ataku na tego straszliwego dzika, a kobiety zapewne po nich rozpaczają?
Ee tam, do wesela się zagoi, a wesele już było, więc nie ma wymówki: PARTY TIME!

Nika czekała na nią w lesie.
— Dobrze, że się przebrałaś! — Odetchnęła z ulgą. — To by była tragedia, gdyby ktoś cię rozpoznał!
— Wiem o tym. Chociaż ty przecież mnie rozpoznałaś!
— Ktoś, kto cię zna, musiałby być ślepy, by nie zauważyć, że to ty. Jednak w wiosce nikt cię aż tak dobrze nie zna, widzieli cię tylko raz, i to w niemal zupełnej ciemności... Poza tym na zabawie będą głównie młodzi, którzy nie uczestniczyli w zebraniu, na którym się objawiłaś. Ci zaś, którzy cię widzieli, w większości nie żyją. No ale do wioski wprowadzili się nowi mieszkańcy, nie mogliśmy przecież zostać w dwudziestu ludzi i dzieci, prawda? Tak więc możesz być spokojna, i ja też, że nikt cię nie rozpozna.
Niech ten cytat należy do serii „Bez komentarza”, bo mnie po prostu wbił w ziemię, tak drętwy i bezduszny jest ta wypowiedź.

Meihna skinęła głową i wręczyła Nice kosz z owocami, który dla niej przygotowała. Dziewczyna wytrzeszczyła oczy.
— Co to?!
Meihna wzruszyła ramionami.
— Prezent. Wy nie dajecie sobie prezentów z okazji rocznicy narodzin?
— Dajemy... ale jakieś koce, skóry, mleko... Te owoce, jeśli to owoce, nie rosną nawet na Atlantydzie, a już na pewno nie tutaj, w naszych rejonach! (...) jak wytłumaczysz ludziom z wioski, skąd masz te afrykańskie owoce kosztujące majątek, albo nawet dwa?!
Nawet nie będę pytać, skąd ta siksa wie, że owoce są z Afryki ani nawet skąd wie o ISTNIENIU takiego kontynentu, skoro całe życie spędziła na zadupiu, zbierając grzybki w lesie.

Nika zachichotała. Przeczuwała, że zetknięcie księżniczki z wiejskim sposobem bycia będzie co najmniej śmieszne, jeśli nie straszne.
O mój borze! SIANO!!! Jest tak straszne, że pobiegam na oślep po lesie, odchodząc od zmysłów ze strachu!!!

Wszędzie porozwieszane były polne kwiaty splecione w prześliczne wianki i łańcuchy
Jak dobrze, że na tyłach wioski była szklarnia. -.-
Pani Lucynka z kwiaciarni przeszła samą siebie.

wkoło rozbrzmiewała radosna, skoczna muzyka, dało się słyszeć gwar śpiewów i rozmów, a przy tym nikt nie zwracał uwagi na Nike, jakby całe święto nie miało z nią nic wspólnego.
Trochę nieuprzejme.
Bo to urodziny Niki, nie Nike. Ech, zastanawiam się, czy kiedykolwiek zobaczę odmianę tego imienia z „ę” na końcu.

mężczyźni stali blisko kobiet, niektórzy nawet łapali je wpół, co w pałacu groziło karą! Mężczyzna mógł dotknąć kobiety tylko wtedy, gdy był z nią spokrewniony, zaręczony i, oczywiście, gdy był jej mężem.
OMÓJBORZEKAZIRODZTWOPEŁNĄPARĄ.
I don’t want to live on this island anymore.

W praktyce, rzecz jasna, nie miało to nigdy zastosowania, ale na wszelkiego rodzaju uroczystościach i oficjalnych spotkaniach takie właśnie panowały zasady. Miało to swój początek, gdy na Atlantydzie system matrylineamy został wyparty przez patrylinearny i w ogóle patriarchat. Przyszło to razem z nowymi religiami, w których przedkładano mężczyzn nad kobiety.
Nadal czytam powieść fabularną czy kolejny nudny artykuł na zajęcia?

Przyszło to razem z nowymi religiami, w których przedkładano mężczyzn nad kobiety. Dziwne to było
Skłaniałabym się w stronę jakiejś parodii albo pastiszu, bo to nie może być pisane na serio.

Meihna nie chciała, twarde zasady jej wychowania mówiły wyraźnie, że księżniczka jest świętością, a jej ciała może dotknąć jedynie ten, który da jej dzieci. To był powód, dla którego księżniczki nie mogły zostawać kapłankami bogini Matki i nie przechodziły świątynnej inicjacji. Były święte.
Tu się wszystko ze sobą nawzajem tak kłóci, że mnie, jako kulturoznawcę (noo, niedługo), zęby bolą od czytania. Z jednej strony patriarchat i twarde rządy mężczyzn, z drugiej – księżniczki są święte i nietykalne. Najpierw mowa o kapłanach, a za chwilę o kulcie bogini Matki. No kurde, no!

Nagle jeden z chłopców szarpnął Meihnę lekko za włosy, na co ta podskoczyła z przerażeniem i spojrzała na niego płochym wzrokiem.
— Tańczysz? — spytał, patrząc jej bezczelnie w oczy.
Wyprostowała się dumnie.
— To zależy jaki taniec. Chiński taniec czterech żywiołów, grecki na cześć Pallas Ateny, egipski taniec kotek...
Już wiem, jak wygląda kultura Atlantydy. Otóż Atlantyda nie ma własnej kultury. Nie jest nawet zlepkiem ani zrzynką z innych kultur. Oni tam po prostu sprowadzają wszystko i wszystkich z całego świata (JAK?!) i cieszą się z ich pocieszności. So. Fucking. LAME! Przykro mi to mówić, pani aŁtorko, ale jeśli bierzesz się za powieść fantasy, powinnaś mieć jedną rzecz, której najwyraźniej jesteś całkowicie pozbawiona: WYOBRAŹNIĘ. Tyle na ten temat.
Winky jeszcze nigdy nie miała tylu rage’ów w ciągu analizy jednego utworu. A jeszcze nawet nie doszła do połowy. To już o czymś świadczy...

Nika stanęła za Meihna, ratując ją z opresji.
— Ona jest tu nowa, nie zna tego tańca... A poza tym wczoraj złamała nogę!
*facepalm*

— Jeśli ktoś jeszcze raz poprosi cię do tańca, powiedz po prostu, że źle się czujesz. Na wieść, że nie umiesz tańczyć, będą proponowali, że cię nauczą, a to będzie kataklizm!
A co, nasza wszechstronnie utalentowana królewna ma dwie lewe królewskie nóżki?

— Księżniczka nie powinna odmawiać bez podawania powodów, chyba że propozycja jest niemoralna albo rozmówca agresywny.
„Bo jeśli nie odejdziesz, każę cię skrócić o głowę” to niewystarczający powód?

— Może napijesz się czegoś?
— Chętnie. Czego na przykład?
— Hmmm, niech pomyślę. Może być woda, woda, woda, wino... Ale to nie jest wino, jakie znasz.
— Poproszę wodę. Wodę chyba znam.
Ale nie z tej studni, do której ostatnio naszczał Ernest, nasz wiejski żul.

Księżniczka nie miałaby nic przeciwko spędzeniu tu jednego, dwóch dni...
Nagle aż podskoczyła z wrażenia. Właściwie dlaczego nie miałaby tego zrobić? Dlaczego nie miałaby tu zabawić trochę dłużej? Przecież nikt by się nie zorientował!
Poza całym królewskim dworem, jej bratem i osobistą niewolnicą, faktycznie, zupełnie nikt!

Podekscytowana pobiegła do Niki, klaszcząc energicznie w dłonie.
— Co się stało?! — Dziewczyna spojrzała na nią z niepokojem. Meihna skakała z radości i wciąż była zbyt podniecona, by cokolwiek powiedzieć. Nika złapała ją za ramiona i przytrzymała. — Dobrze się czujesz?!
— Wspaniale! Właśnie wpadłam na wyśmienity pomysł! Jest cudowny, wspaniały, po prostu genialny!
— Dobrze, cieszę się razem z tobą. Jaki to pomysł?
— Wspaniały! Na jeden dzień ty pójdziesz do pałacu, a ja zamieszkam w twoim domu!
*gdzieś w centrum Polski nastąpiła potężna eksplozja zilustrowana efektownym grzybem atomowym*
Przerwa na reklamy!

Nika skrzywiła się.
— To jest ten pomysł?
— Tak!
— Cudowny. Ma tylko jedną wadę. Jak wpuszczą mnie do pałacu?!
— O! To proste! Przebierzesz się za mnie i wejdziesz bez problemu!
— Wspaniale, jestem do ciebie podobna jak kaczka do buta!
— Powiadomię o tym moją służącą i nikt nie nabierze podejrzeń.
Again: poza twoją RODZINĄ, dworem i kapłanami, którzy widzą cię CODZIENNIE i całą furą służących – nikt, kurwa, NIKT. Nie sądziłam, że to możliwe, ale ta książka z każdą stroną robi się nie dość, że coraz mniej oryginalna (a skoro na początku już taka nie była, teraz ma to wartość ujemną), to jeszcze coraz głupsza. Serio, po wpisaniu w Google hasła „najgłupsza rzecz na świecie”, na pierwszym miejscu powinien wyskakiwać odnośnik do tej książki.

— No dobrze... Ja też marzyłam zawsze, by być księżniczką, ale trochę się boję. Co będzie, jeśli ktoś mnie zobaczy?
— Z nikim nie rozmawiaj. W pałacu każdy chodzi własnymi drogami, korzystaj więc z tego i z nikim się nie zadawaj. A już na pewno nie z Mojnesem!!!
Więc ma zobaczyć, jak jest być księżniczką bez... bycia księżniczką? Czy nie równie dobrze może wejść do pałacu jako służka i się kręcić po komnatach?
Ale wtedy nie byłoby tego cudownego, subtelnego jak zefirek i delikatnego jak mimoza „nawiązania” do „Księcia i żebraka”, nooo.
Mark Twain przewraca się w grobie.

Następnego dnia Meihna spotkała się z Niką przed jaskinią Zenory.
(...)
— Kiedy spotkamy się ponownie?
— Jutro o tej samej porze... Domyślam się, że nie dasz namówić się na przejście przez jaskinię?
— Wybacz, Meihno, ale chyba nigdy się na to nie zdobędę. Trudno jest mi tak nagle przestać bać się czegoś, czym straszono mnie przez całe życie!
Czas na kolejny cytat sprzed parunastu stron...
Meihna zaprowadziła Nike przez las do jaskini Zenory. Pomyślała, że paradoksalnie jest to dla niej najbezpieczniejsze miejsce. Co za ironia... Nika cofnęła się.
— Chyba nie tam?!!
— Dlaczego nie? Widziałaś przecież, jak wchodzę tu po naszym pierwszym spotkaniu. Wtedy nie protestowałaś.
Dziewczyna skrzywiła się.
— Nie zdawałam sobie sprawy, co to za miejsce. Dopiero teraz starsi zaczęli ostrzegać nas przed tą grotą.
*nie komentuje i idzie sobie zaparzyć melisy*
*profilaktycznie pozbywa się z otoczenia materiałów ostrych, ciężkich i łatwopalnych*

Nika pożegnała się z Meihna (...) Zaczęła wyobrażać sobie siebie i Nike
Hej, redakcjo wydawnictwa Albatros, a może w ogóle zrezygnujecie z polskich znaków? Wtedy będziecie trochę mniej wkurwiający. ><”
W koncu na co komu te bezuzyteczne kreski kropki i ogonki i w ogole to przecinkow tez sie pozbadzmy bo po co one i kropek w sumie tez

Księżniczka skupiała się bardzo mocno, wiedziała, że tylko maksymalna koncentracja jest w stanie doprowadzić ją do celu, ale nie czuła, aby działo się z nią coś specjalnego. Żadnego gorąca, skurczów czy bólu, jakie spodziewała się odczuć przy przemianie w kogoś innego, nic.
Na poprzedniej stronie mówiła, że nie zamierza się w Nikę ZMIENIĆ, tylko sprawić, by inni MYŚLELI, że... Nie, zaraz, znowu próbuję myśleć logicznie, muszę się tego oduczyć przy lekturze „Atlantydy...”, to tylko źle działa na moje nerwy.

Meihna w niezmienionej formie nachyliła się nad leśnym jeziorkiem, a jej rozżalenie jeszcze się powiększyło: nawet w spiętym ciasno warkoczu i sukience Niki nie była do niej ani trochę podobna. Różniły się tak bardzo, że nawet ślepiec zauważyłby, że to nie ona.
I mimo to wysłała tamtą dziewuchę do pałacu, gdzie grozi jej o wiele większe niebezpieczeństwo i ryzyko wykrycia. Gdzie ta dziewczyna ma mózg?
Może ten zombie-mag jej zeżarł.

Sztuczka, oczywiście, udaje się i wszyscy w wiosce myślą, że Meihna to Nika.

Tymczasem Meihna weszła do chaty, uśmiechając się szeroko, gotowa wykonać każde polecenie.
— Gdzieś ty była?! Naprawdę nie wiesz, ile masz rzeczy na głowie?!
— Wiem... eee... matko. Przepraszam.
Matka Niki spojrzała na dziewczynę bacznie.
— Dobrze się czujesz? Jesteś jakaś spokojna.
Faktycznie, dziwna przypadłość w tym kraju znerwicowanych panikarzy.

Meihna otrzymuje arcytrudne zadanie wydojenia kozy. Mała siostrzyczka Niki ma niezły ubaw z jej nieporadności.


— Łapiesz tu i naciskasz, pamiętasz? W ten sposób my, ludzie, otrzymujemy takie białe coś, co nazywamy mlekiem. Trudne, prawda?
Meihna usiadła obok niej i rzuciła jej spojrzenie pełne wyrzutu.
— Nie musiałaś być sarkastyczna — powiedziała.
Dziewczynka wstała i otrzepała ręce.
— Sarkazm — uśmiechnęła się z dumą — to moje drugie imię. Nie wiem co prawda, co to słowo oznacza, bo jestem tylko małą gówniarą ze wsi, ale mądrze brzmi.

— Nie pamiętasz może, gdzie Nik... to znaczy, gdzie JA położyłam wczoraj taki duży kosz?
Dziewczynka zaśmiała się.
— Ten z dziwnymi afrykańskimi owocami?
Luuudzieee... *łapie się za głowę i kiwa w przód i w tył w nagłym przypływie choroby sierocej*

Meihna wyjęła z kosza sześć bananów i wręczyła je zdumionym dzieciom.
— Dziś nie będzie mleka, musicie zadowolić się tym. To jest dobre, naprawdę!
Dzieci niepewnie zabrały się do jedzenia, jedno rzuciło owoc na ziemię, ale w końcu po ciągłych namowach i prośbach wszystkie zgodziły się zjeść nieznaną im dotychczas potrawę.
Potrawa – jedzenie odpowiednio przyrządzone, stanowiące składnik posiłków” (sjp.pwn.pl).
Niespodzianka dnia: przed zastosowaniem jakiegoś wyrazu bliskoznacznego należy się upewnić, czy aby na pewno oznacza to samo! Ale przecież tak genialnej i utalentowanej pisarce nie musimy tego mówić, prawda?

(...) zgodziły się zjeść nieznaną im dotychczas potrawę.
W tym momencie do chaty wbiegła zdyszana Nika, ta prawdziwa. Siostra dziewczyny otworzyła ze zdumienia buzię, Meihna wstała i wyprowadziła Nike z domu.
Mnie też szczęka opadła. Jeśli to zdarzenie nie pociągnie za sobą ŻADNYCH konsekwencji natury „OMG tu stoją dwie Niki?!”, to stawiam na tej książce krzyż i bezlitośnie obniżam swoją jej ocenę na Biblionetce do 1.

Nika informuje Meihnę, że Majonez znalazł nowego kochasia dla niej i już przyjął zaręczyny.

— To niemożliwe! Dlaczego ustalił wszystko bez mojej zgody?! Mówił, co to za książę?
— Tak, wspominał... Teraz sobie nie przypomnę, ale zdaje mi się, że to było coś na „A”...
— Boję się. Mojnes nie jest najlepszym psychologiem, kto wie, na kogo się zgodził?!
W tej sprawie nie trzeba być psychologiem, wystarczy patrzeć, kto da więcej.
O tym, że w tamtych czasach (i przy widocznym zacofaniu – sorry, my tu żadnych cywilizacyjnych osiągnięć nie widzimy) z pewnością mieli psychologów na pęczki nie wspominając.

— Jeśli chcesz znać moje zdanie, uważałabym na tego kogoś, ktokolwiek to jest. Król za bardzo go chwalił, jak najdroższego przyjaciela... Musiałam natychmiast tu przyjść i opowiedzieć ci o wszystkim, myślę, że w takiej sytuacji powinnaś natychmiast wrócić do pałacu.
Więc cała ich wielka zamiana ról trwała tylko tyle, by Nika posiedziała trochę w komnacie, a Meihna spłoszyła kozę na dach, rozwaliła studnię przy pomocy konia i nakarmiła dzieci bananami.


— A przy okazji... Widzę, że udało ci się zamienić we mnie!
I absolutnie mnie to nie dziwi, mimo że jestem zabobonną dziewczyną ze wsi!

— Myślę, że tak. Choć może moja zewnętrzność naprawdę się zmieniła, tylko ja, patrząc w lustro, przyzwyczajona, że zobaczę siebie, naprawdę widzę moją twarz?
Kolejna Rzyciowa Mondrość. To bardziej pouczające od Troskliwych Misiów.

Meihna zamknęła oczy i po chwili stanęła przed Niką znów w swej prawdziwej postaci.
Przypominam, że ta scena dzieje się przed domem Niki, na środku wsi. *gwiżdżąc beztrosko, odpala Biblionetkę*
Hej, skoro nosi cię mimo że jeszcze nawet nie skończyłaś książki, może poczekasz chociaż do końca rozdziału?
Błaaagam, to pokusa nie do odparcia... *wyciąga chciwie ręce ku myszce komputerowej*

— Wszystko przemyślałaś? Gdy mówiłem ci to po raz pierwszy, nie wydawałaś się bardzo zachwycona.
— I nadal nie jestem. Mówiłam ci przecież, że nie wyjdę za mąż!
Mojnes zaśmiał się.
— Ale chyba tak nie myślałaś! Zapewniam cię, że będziesz oczarowana księciem Aragosem!
*rąbnęła głową w biurko* No po prostu... Proszę państwa, księżniczka Meihna wychodzi za Aragorna.
A nie, bo za Aragoga!

Meihna skrzywiła się.
— Aragosem? A kto to taki? Jakiego królestwa jest księciem?
Gondoru.

Zakazanego Lasu! 

— (...) Co on ci takiego obiecał w zamian, że tak łapczywie przystałeś na tę propozycję?
Oczy Mojnesa błysnęły.
— Obiecał wyruszyć ze mną na Europę, by podporządkować Atlantydzie kontynent, a potem na Azję i cały świat! Będziemy panami całego świata, rozumiesz?! Niepokonanymi bogami, władcami życia i śmierci, tak jak nasi przodkowie! Oni stracili władzę, mieszając się z ludźmi, teraz czas, aby ją odzyskać!
— Mojnes. — Meihna westchnęła. — To legenda. Nie ma powodu ekscytować się mitami.
Poza tymi o dzikach i Zenorze, one wyglądają na godne ekscytacji.

Mojnes zamyślił się.
— To przykre. Nie zmienię decyzji, nie licz na to, siostro. Jedyne, co możesz zrobić, to pogodzić się z losem, jaki dla ciebie wybrałem.
Meihna zaśmiała się gorzko.
— Co ty możesz wiedzieć o wytyczaniu losu?! Sam jesteś marionetką w rękach opatrzności, jak my wszyscy.
To akurat nie ma wiele wspólnego z analizą, ale muszę wtrącić swoje trzy grosze: jak ja nienawidzę tego pierdolenia o losie, opatrzności i przeznaczeniu. Wierzyć w to mogą tylko ci, którym zwyczajnie się nie chce albo boją się żyć swoim życiem.
A co, Michalina może, to i ja swymi Mondrościami Rzyciowymi poszpanuję. ;P


Sam jesteś marionetką w rękach opatrzności, jak my wszyscy. Smutne, że zrozumiemy to dopiero, gdy będzie już za późno. Naprawdę, wielka szkoda.
Obudził się w niej duch Kasandry czy tam jakiejś innej wyroczni?
Nie, po prostu udoskonala bycie merysójką, Główną Bohaterką etc. Wiesz, rozkręca się.
Zaczynam się bać punktu kulminacyjnego.

Meihna zrezygnowana wyszła do ogrodu i usiadła na kamiennej ławce. Jednorożec położył jej wiernie pysk na kolanach.
— Ile to jeszcze będzie trwać? — szepnęła dziewczyna. — Co musi się wydarzyć, by Nitrus wreszcie pozwolił mi zacząć szukać pomocy?
Może zaczniesz wreszcie MYŚLEĆ, głupia pindo? Dostałaś wszystkie wskazówki jak na talerzu: wykorzystaj sztuczki, których się nauczyłaś od Nitrusa, idź do skarbca po magiczną perłę i po kłopocie. Ale niueee, lepiej usiąść na ławeczce i dramatycznym szeptem poużalać się nad swym okrutnym losem, którego nie można w żaden sposób zmienić. Oh, woe is me!


Kącik, W Którym Ilość Wielokropków Przerosła Wszelkie Oczekiwania:
Po co więc siedzieć tu i rozpaczać, skoro można zacząć nowe życie, w całkiem innym, może nie tak pięknym, ale wolnym od trosk miejscu? Po co?...
...Po to, żeby później nie tęsknić, bo tęsknota jest najbardziej bolesnym ze wszystkich uczuć, a tęsknota za czymś, czego nie możemy przywrócić, zabija... Oto przyczyna, dla której nie opuszczę mojego królestwa, tak pięknego, tak cudownego... jeszcze...

Meihna siedziała chwilę na kamiennej ławce, wpatrując się w dal, jak zwykła to robić Terina, i bawiła się bezwiednie kosmykiem swoich ciemnych włosów. Były piękne. Jak zresztą cała postać dziewczyny.
*jebła z krzesła*
Woah, niezły upadek. Nie pocieszy cię to, ale przed nami jeszcze 2/3 książki, żyjesz tam?
No... Choć wolałabym, by było inaczej...

Równie charakterystyczne były ich dłonie: smukłe, o długich palcach, nieprzystosowane do ciężkiej pracy.
Terefere-kuku, wszystko, byleby się tylko wykręcić od zrobienia czegoś, co nie, słodka królewno?

Równie charakterystyczne były ich dłonie: smukłe, o długich palcach, nieprzystosowane do ciężkiej pracy. Dlatego też gdziekolwiek pojawiali się atlantydzcy książęta, powodowali niemałe poruszenie i towarzyszące mu okrzyki zachwytu i lęku.
Te dłonie... One są takie... DŁUGIE...! O_O

Meihna zastanawiała się, dlaczego nieznajomy przyjaciel Mojnesa tak bardzo pragnął pojąć ją za żonę. Czy to przez niesamowitą urodę, czy może z innych, zupełnie innych przyczyn?
Zapamiętaj sobie, królewno: jeśli nie wiadomo o co chodzi, to albo o seks, albo o pieniądze.
Choć w tym przypadku stawiam na sztuczne przedłużanie fabuły.

Bardzo bała się, że to nie jej zielone oczy przyciągały obcego księcia, ale wiadomość, która już rozniosła się po świecie, że nowy król Atlantydy jest niedoświadczony i w razie niebezpieczeństwa nie zdoła dobrze władać królestwem.
Nikt na mnie nie leci. T_T
Forever alone (and annoying).

Meihna obiecała sobie, że bardzo bacznie będzie obserwować przybysza, gdy ten tylko pojawi się w pałacu, a na razie nie odezwie się już na jego temat, by nie denerwować Mojnesa, tak bardzo podekscytowanego swoimi planami. Złymi planami.


Atlantydzi byli niegdyś dość agresywnym narodem, budującym swoją potęgę licznymi podbojami, ale nie tylko. Żyjąc w symbiozie z naturą, czcząc dusze lasów, mórz, kamieni, związali się na stałe z Ziemią, stając się nieoderwalna jej częścią.
Wyrywanie wrogom głów razem z kręgosłupami nie przeszkadzało im w przytulaniu drzew.

Potem rozpoczęła się budowa silnej i odważnej cywilizacji,
Nie widać.
konstruowanie licznych maszyn,
Od 200 stron nie widziałam ani jednej maszyny.
imponujących budowli,
Takoż.
obserwacja nieba i ziemi, już nie jako cudów i dusz, ale jako czegoś, czym można zawładnąć,
A mimo to nikt nie wpadł na to, że Ziemia jest okrągła i krąży wokół Słońca.
jak każdą inną rzeczą.
Poza Losem, bo to zaborczy sukinsyn jest.

To było złe, każdy dzień oddalania się od przyrody przybliżał królestwo do zagłady.
Teraz robi się z tego „Avatar”...
Ja chcę jakiś motyw z „Gwiezdnych wojen!” Albo jeszcze lepiej – z „Eragona”, do którego tak Michaśkę porównują! To by dopiero było osiągnięcie: zrzynać zrzynkę. ^^

Dlatego królowie i ich rodziny utrzymywali wiarę przodków, nigdy nie podporządkowując się nowym religiom i przekonaniom.
NIGDY? A co z zamianą wiary w boginię Matkę (?) na wiarę... nie wiem w kogo, ale najwyraźniej bardzo męską, biorąc pod uwagę dużą ilość kapłanów?
Ja mam bardziej sensowne pytanie: co brała aŁtorka, gdy pisała swą niezwykle natchnioną powieść?

Królowa Kira (...) Kiedy przypłynęła na Atlantydę, miała jedenaście lat, rok później wyszła za Menrosa i wtedy też zamknęła się w sobie. Nie była nieszczęśliwa, na pewno nie
Ten przywilej przysługuje tylko Meihnie, która tak bardzo nie chce poślubić Aragorna.
I zupełnie jej w tym nie rozumiem...


Kira nigdy nie zrezygnowała z nabytych w dzieciństwie zwyczajów, nosiła czarną perukę, modliła się do egipskich bogów, nie zważając na niezadowolone spojrzenia atlantydzkich kapłanów.
Wyrok wydany: w życiu nie czytałam tak beznadziejnie naiwnej książki. Przecież to jest nie do pomyślenia, by w państwie patriarchalnym tak po prostu pozwalano jej na to wszystko po zostaniu KRÓLOWĄ zupełnie nowego kraju.

Meihna pamiętała swoje zdziwienie, że jej dziadek nie chciał mieć córki. Królowie Atlantydy zawsze zadowoleni byli z dziewcząt, wysyłając je w najdalsze zakątki świata i tym samym szerząc kulturę i geny atlantydzkie.
Przepraszam, bo chyba nie dosłyszałam: jaką kulturę? Atlantydzką? To taka w ogóle istnieje?

Meihna próbowała zrozumieć mamę, choć nie wyobrażała sobie, jak można być nieszczęśliwym, mieszkając na Atlantydzie. Teraz, za rządów Mojnesa, może i można było, ale nie kiedyś. Nie za czasów Menrosa. Teraz Meihna zastanawiała się, czy nie lepiej byłoby wysłać królową z powrotem do Egiptu.
Wtedy jej merysójkowości stałoby się zadość! Póki przynajmniej jeden z rodziców jest w pobliżu, wciąż daleko jej do tytułu największej Mary Sue, jaką zna polska fantastyka.

Nie potrafiła opuścić swoich dzieci, szczególnie Meihny. Dziewczyna miała jej oczy, oliwkowozielone, o głębokim spojrzeniu.
I tylko dla tych głębokich, zielonych oczu, królowa nie chciała opuszczać Atlantydy... Swoją drogą, to czy Egipcjanka w ogóle MOŻE mieć zielone oczy?
Cóż, i tak dobrze, że nie szmaragdowe albo jadeitowe.

Meihna weszła do swojej komnaty. (...) w wielkiej drewnianej skrzyni leżały suknie i szale i choć nie było już wśród nich złotych i srebrnych tkanin, wciąż robiły wrażenie bogatych i wystawnych.
Wszystkie księżniczki miały chodzić w tanich łachach... Czy ona naprawdę musi cechować się tą samą dziecinnością, co Pałolini, który tak bardzo nie potrafił sobie wyobrazić życia bez budzików czy pryszniców, że wcisnął je do swojego heroic-pożalsięboże-fantasy?

Mojnes uważał, że przynajmniej ze względów reprezentacyjnych sala tronowa i prywatne komnaty króla muszą świadczyć o bogactwie królestwa. Może miał rację, choć za jego rządów pomieszczenia te zaczęły wyglądać zacniej od skarbca, a to zaczynało już niepokoić królewskich doradców i kapłanów. Bo skoro do dużej, acz nie wielkiej komnaty Mojnesa można było upchać bogactwa ze skarbca — największego pomieszczenia na Atlantydzie, niegdyś zapełnionego po brzegi, to nie świadczyło to o niczym dobrym, a jedynie o tym, że królestwo biednieje.
Chyba raczej na odwrót: skarbiec jest pełny po brzegi, więc kosztowności do sali tronowej...
Ale za to mamy tu ważną Rzyciową Mondrość, że nie należy chwalić się swoim bogactwem, bo (to w domyśle) przyjdzie jakiś zazdrosny buc i ci podpierdoli. ^^

Nara weszła do pokoju Meihny z dużą tacą w rękach, zamykając stopą drzwi. Na tacy stał dzbanek z mlekiem, kilka owoców, udo gęsie oraz dwa jajka.
Surowe, w skorupce, i Meihna zrobi tak:


— Postaw to na stole. Nie będę na razie jadła — powiedziała Meihna, siadając na łóżku.
Nara spojrzała na nią z troską.
— Jesteś chora, pani? Źle się czujesz?
— Nie, nie! Czuję się dobrze. Po prostu... nie jestem głodna.
I dlatego kazałam sobie przynieść to wszystko. Logiczne!

Do Majoneza przybywają goście, jednym z nich jest zapewne Aragorn. Meihna podsłuchuje z bezpiecznej odległości.


— Czy naprawdę wracacie z wyprawy na Skraj Ziemi? Jeszcze nikt tam nigdy nie dotarł, to niesamowite! A nasi astronomowie twierdzą, że Ziemia ma kształt kuli. Nonsens!
— W istocie, byliśmy tam. Na krańcu Ziemi woda wielkim wodospadem spada w przepaść bez dna, a ludzie chodzą do góry nogami.
Gówno prawda, Ziemię na grzbietach trzymają cztery słonie, a one stoją na skorupie wielkiego żółwia, który przemierza orbitę...

— Oczywiście... A wracając do mojej przygody: król Raramonen był tak bardzo zbudowany moją postawą i wrodzonym męstwem, iż wręczył mi coś innego, w zamian za córkę.
— Co?!!! Co takiego?!!!
Mężczyzna uśmiechnął się tajemniczo, po czym wyciągnął z uwieszonego na szyi mieszka małą buteleczkę.
— Oto eliksir — powiedział, wskazując na żółtawą ciecz — który sprawia, że każdy, kto go wypije, zawsze będzie otrzymywał to, czego zapragnie.
Mojnes drżącymi rękoma sięgnął po flakonik.
— Już to piłeś? — spytał szeptem.
— O tak! A myślisz, panie, że bez tego udałoby mi się namówić władcę najpotężniejszego królestwa świata, by uznał mnie za swego kompana i oddał za żonę piękną siostrę?
Ja-pier-do-lę. Przecież to brzmi jak czarna magia w najczystszej postaci, a Majonez ponoć sra ze strachu na wzmiankę o jakiejkolwiek magii. No i jaki idiota nadal by się cieszył po dowiedzeniu się, że został oszukany? Mikstura to zapewne pic na wodę, ale Majonez o tym nie wie, więc tak to właśnie wygląda!

Meihna całą tą scenę podglądała, wspiąwszy się z ogrodu do okna i wisząc na parapecie. Nie była jednak w stanie się dłużej utrzymać i spadła wprost na kosz pełen owoców i sok rozchlapał się po całej fontannie, a tamci w komnacie wszystko widzieli i od razu zaczęli do niej mówić i podchodzić... Nie pytajcie, ja też tego nie jestem w stanie ogarnąć.


Mężczyzna stojący obok króla podszedł do niej szybkim krokiem i ukląkł.
— Księżniczko Meihno! — wyszeptał. — Jesteś tak piękna, jak o tobie mówią. — Delikatnie ujął jej dłoń.
Wyrwała mu ją ze złością, taksując go morderczym spojrzeniem.
— Jestem również wściekła! — wycedziła. — Ty jesteś ten Albatros?
Cóż za subtelna kokieteria aŁtorki z wydawnictwem.

Mężczyzna skinął głową.
— Tak dokładniej to Aragos, pani, ale ty możesz nazywać mnie, jak chcesz.
Meihna prychnęła.
— Rozumiem, że opowiadanie królowi Atlantydy niestworzonych bajeczek bawi cię... Aralesie?
(...)
Meihna podniosła dumnie głowę.
— Jutro z samego rana spotkamy się w pałacowych ogrodach. Myślę, że musimy wyjaśnić sobie parę rzeczy, Arigasie.
Haha, o Borze, ten komizm jest zabójczy, umieram ze śmiechu, łobuhaha.

Meihna patrzyła na niego poważnie.
— Nie ufam ci — powiedziała. — Chcę, abyś wiedział, że ci nie ufam.
Aragos znów się skłonił na znak zrozumienia. Księżniczka nie wiedziała dlaczego, ale wydawał jej się dziwnie znajomy. Kiedy patrzył na nią, miała wrażenie, że przyglądają jej się dobrze jej znane, bliskie oczy, którym bezgranicznie ufała...
Stawiam, że to Nitrus. Mam małe szanse, tym bardziej, że przegrywam wszystkie zakłady, w jakie wchodzę, ale tym razem mam... PrzeczÓcie. xD
To o ile zakład? :3 *przelicza pieniążki*
O mą duszę, mwahaha.

Następnego ranka Meihna wstała dość wcześnie, pomna umówionego spotkania z Aragosem. Nie ufała mu, wcale mu nie ufała, wzięła więc na wszelki wypadek sztylet, jakby Aragos miał okazać się zdrajcą, i wyszła do ogrodu.
No no no, drapieżna niczym Bella Swan, która chciała komuś wgniatać nos do mózgu.
Życzymy powodzenia! I idziemy sobie zrobić popcorn, bo to może być dobre.

Trawa mokra była od porannej rosy, panował tu jeszcze sen zwierząt i zamkniętych kwiatów.
Na trawniku co dwa kroki leżał jakiś zahibernowany jeżyk lub niedźwiadek? oO”

Ruszyli ogrodowymi alejkami przysypanymi suchymi liśćmi.
— Kiedyś były wysadzane drogimi kamieniami — powiedziała Meihna. — Alejki. Teraz Mojnes zamienił je na żwir...
Cekajcie, musę posukać mojej scenki, snofu mi dzieś upadua...

Na widok dziewczyny uśmiechnął się i ukląkł przed nią.
— Wstań — powiedziała. — Nie lubię cię.
(...)
— Alejki. Teraz Mojnes zamienił je na żwir... Czy przywiozłeś z sobą jakieś skarby?
Ha, wydało się, niby taka skromna i szlachetna, a tak naprawdę to wredna sucz i materialistka. ;P

— Nie wyjdę za pierwszego lepszego mitomana, musisz odpowiedzieć mi na kilka pytań. Skąd pochodzisz?
— No więc na południu jest taka kraina...
Dziewczyna przerwała mu.
— Podaj mi dokładną nazwę twojego królestwa. Nie opowiadaj o baśniowych światach.
Aragos zmieszał się.
— Moje królestwo nazywa się... Pigetegien.
— Jak?! — Meihna zmarszczyła brwi.
— Pigetegien. To niewielka wyspa niedaleko końca świa... Na południu.
Jest to Kraj Świniami i Dzikami płynący.
Nikt, NIKT nie byłby tak GŁUPI, by nie przygotować sobie lepszych wymówek, zamiast wymyślać je na poczekaniu.
Kiedy mówię ci, że to Nitrus jest. Na pewno ma niezły ubaw z Meihny, odkrywając jej prawdziwe cechy charakteru.
Ciesz się, póki możesz... twoja dusza już jest prawie moja. :3

— Hmmm... Co przywiozłeś z sobą w darze... ślubnym, ech!
— Czterdzieści koni, dwa białe słonie, trzy tygrysy, sto sztuk czystego złota, bursztynowego konia rozmiarów naturalnych oraz dwa statki kadzideł i perfum.
Meihna spojrzała na mężczyznę i splotła ręce na piersi.
— To za mało, ech!
— To masz pecha, laska, bo twój brat już i tak dał mi twoją rękę, ech!

Mężczyzna, choć w swoim otoczeniu uchodził za niezwykle rosłego, nie był wyższy od księżniczki, Mojnes zaś przewyższał go o półtorej głowy, co sprawiało bardzo zabawne wrażenie, kiedy Aragos opowiadał swoje niesamowite historie, a król, zachwycony jak dziecko, schylał się do niego
Majonez ma lat 13, Aragorn – 24. Albo Aragorn jest karłem, albo Majonez ma gigantyzm.

— Muszę zadać ci jeszcze jedno pytanie, Ajholesie.
*przeczytała „AjCHUJOSIE” i znów spadła z krzesła*

— Czego od nas chcesz?
Aragos patrzył chwilę na dziewczynę uśmiechnięty, po czym spoważniał.
— Rozumiem, że mi nie ufasz, księżniczko, ale zapewniam cię, że mam na celu jedynie dobro Atlantydy. Nie muszę ci chyba mówić, że Mojnes, wybacz mą zuchwałość, nie nadaje się na króla.
Meihna wyprostowała się. Jak on, jakiś przybłęda Aloes, ma prawo mówić tak o królu Atlantydy?! Szkoda, że ma rację...
Szkoda, że jego ślub z Meihną nie sprawi, że Majonez przestanie być królem. Chyba że go zabije.

— (...) przedyskutowałem z Jego Wysokością kilka szczegółów.
— (...) Jak to, że mam wyjść za ciebie, w ogóle cię nie znając?
Mężczyzna zaśmiał się, jak zwykle.
— A czy kiedy byłaś zaręczona z księciem ateńskim, znałaś go choć trochę?
Dziewczyna wyprostowała się.
— To co innego. Przez szesnaście lat żyłam ze świadomością, że za niego wyjdę. Uczyłam się o kulturze jego państwa, znam ateński język... O tobie nie wiem nic prócz tego, jak masz na imię! Aragornie, to znaczy Aragogu, to znaczy Eragonie, to znaczy Ambroży!

— Tak, to musi być trudne... Niemniej obiecuję ci, że zatroszczę się o ciebie najlepiej, jak będę umiał, bo od pierwszego wejrzenia skradłaś mi serce!
Meihna skrzywiła się. Słyszała już wyznania miłosne w wykonaniu Teriny i Tyncjona, ale wydawały jej się jakieś... piękniejsze... Może to dlatego, że się starzeje?
16 lat, boru najzieleńszy, jaka ona stara, renta tuż-tuż...

Następne dni mijały wolno, jakby czas zatrzymał się w miejscu. Mojnes siedział ciągle z Aragosem, knując szczwane plany wojen i ataków, które miały na celu... właściwie nie wiadomo co.

 
— Znowu planujesz z Ajamosem jakieś bijatyki?
— Oczywiście, siostrzyczko! Wojna to nie taka błaha sprawa, trzeba planować, szykować, układać, planować... Poza tym to trochę przez ciebie tak długo to wszystko trwa.
— Jak to przeze mnie?!!! — Meihna szczerze się oburzyła. Mojnes pokiwał głową.
— A, no taa. Aragos wciąż dopytuje się o naszą sekretną maszynę, mówi, że bez niej będzie o wiele trudniej. A ja z oślim uporem nie wyjawiam mu szczegółów, bo obiecałem ci, że w relacjach z nim będę bardzo ostrożny.
Twarz Meihny z oburzonej zaczęła przeradzać się w zachwyconą. Z piskiem zarzuciła bratu ręce na szyję.
— Mój Mojnes! — powiedziała, tuląc go mocno — Mój mądry, kochany Mojnes! Jak to dobrze, że jesteś taki mądry! Nie wolno mówić Akajakowi o maszynie, nie wolno mu nic mówić!
o___________________________________O”
Przepraszamy, ale Winky jest w zbyt wielkim szoku, by móc kontynuować analizę. Na dziś to wszystko!

8 komentarzy:

  1. Pacz, a polecając Ci Michalinę nie sądziłam, że okaże się być taką skarbnicą mądrości xD

    KzK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałaś powiedzieć: mondrości. ^^

      Usuń
  2. OMFG!

    Będzie o tym więcej jeszcze...? To znaczy, nie wiem, czy chcę, ale kurde. No.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba, że będzie, nie opuścimy tej ksionrzce aż do ostatniej strony. ^^

      Usuń
  3. ZOMFGWHATWASTHAT.
    Melisa to za mało. Idę po babciną nalewkę z pigwy i mam gdzieś, że jest jeszcze przed południem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeżu. To opk... opowiadanie jest koszmarne. Straszne.
    Btw, z tym dzikiem to panna Michalina zerżnęła z Trylogii Kusziela, jestem o tym niemal przekonana. O ile jej wrażliwość pozwala na czytanie takich książek...

    OdpowiedzUsuń
  5. ... Co? To jedyne co mogę z siebie wydusić. Nawet opowiadaie o przeciętnej Mionce Riddle ma więcej sensu niż... to coś!

    Załamana

    OdpowiedzUsuń