Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Najgłupszy - Dziewictwa księga druga część 5

wtorek, 15 maja 2012

Najgłupszy - Dziewictwa księga druga część 5

Powoli zbliżamy się do końca drugiego tomu wesołych przygód Eragona. Lecz nie lękajcie się, analiza trzeciego tomu już czeka grzecznie na publikację, a i czwartego rzeź nie ominie. ^^ Tymczasem w dzisiejszym odcinku: kto robi za Mesjasza w Alagaesii? Czyj poemat jest bardziej aŁtorkowaty? Jaki finisz będzie miało święto elfów? Uprzejmie proszę o odłożenie jedzenia i picia, bo odpowiedź na ostatnie pytanie może stać się przyczyną zaplutych herbatą monitorów i zadławień. ;)




 WĄTEK RORANA

- No cóż. - Robotnik dźwignął na ramię skrzynkę. - Jeśli nie musi być szybki i wybieracie się tylko do Teirmu, możecie spróbować pogadać z Clovisem.
(...)
Jak się okazało, Clovisa nie było w porcie. Wysłuchawszy wskazówek, ruszyli do jego domu po drugiej stronie Nardy i dotarli tam po półgodzinie. Clovis sadził właśnie cebulki irysów wzdłuż ścieżki wiodącej do frontowych drzwi.
A wokół rosły bratki, różyczki, stokrotki...

Większość ludzi, których zatrudniam, wypłynęła kilka tygodni temu polować na foki, bo tym właśnie się zajmują.
Analizator zanalizował to zdanie, bo analizowaniem właśnie się zajmuje.

Potrzebuję ich tylko po żniwach, więc przez resztę roku mogą robić co chcą.
A wtedy tylko jedzą, piją, lulki palą...
Tańce, hulanki, swawola! Ledwie karczmy nie rozwalą!
Ha-ha, hi-hi, hejże hola!

Z pewnością zacni panowie rozumieją, na czym stoję.
Na podłodze?

- Jeśli uzupełnimy braki w załogach, ile kosztowałaby przeprawa do Teirmu wszystkimi trzema barkami?
- To zależy - odparł Clovis. (...) - Prócz zarobków załogi żądam dwustu koron raz rekompensaty za wszelkie uszkodzenia barek spowodowane przez waszych ludzi, a także, jako właściciel i kapitan, dwunastu procent ogólnej sumy zysków ze sprzedaży ładunku.
- Nasza podróż nie przyniesie zysków.
(...)
- W takim razie po dotarciu na miejsce jeszcze czterysta koron
I oczywiście, biedni wieśniacy, uciekinierzy i banici, mają tyle kasy.
Poznajdywali w truchłach wilków i dzików, które ubili po drodze.

- Clovis pośpieszył do drzwi. Wychodząc z szopy, spytał nagle: - Przepraszam, ale jak masz na imię? Wcześniej chyba nie dosłyszałem, poza tym często zawodzi mnie pamięć.
- Młotoręki. Nazywają mnie Młotoręki.
- A tak, oczywiście. Dobre imię.
*zrobiła dziwną minę*
Co oni, Indianie? oO


- Nadal jest za drogi - przypomniał Horst. Roran zabębnił palcami o okrężnicę.
- Możemy zapłacić zaliczkę wynoszącą dwieście koron. Gdy dotrzemy do Teirmu. proponuję, żebyśmy albo ukradli barki, wykorzystując umiejętności, jakich nabędziemy podczas podróży, albo też unieszkodliwili Clovisa i jego ludzi i uciekli w inny sposób. Dzięki temu nie będziemy musieli zapłacić dodatkowych czterystu koron i pensji marynarzy.
Oni zawsze mają te genialne pomysły. ^^
Szczególnie zafascynowały mnie te umiejętności, jakich nabędą podczas podróży. Perswazja +10, Zastraszanie +20 i Przeciąganie pod kilem. Epicko, epicko. 

Dyskusja dobiegła końca, gdy Roran wyprostował nogi i dźwignął się na całą swą wysokość. Wieśniacy natychmiast się uciszyli. Czekali, wstrzymując oddech, w nadziei na kolejne porywające przemówienie.
- Albo to, albo idziemy pieszo - rzekł jedynie. A potem położył się spać.
*klaszcze*
Przecież nic wielkiego nie powiedział. oO
I dlatego biję mu brawo. ^^

Jak to miał w zwyczaju, Roran w myślach podzielił okolicę na kwadraty. Przyglądał się kolejno każdemu przez minutę, wypatrując jakiegokolwiek poruszenia bądź błysku światła mogącego zdradzić zbliżających się wrogów.
Siatka mapy jak w grach, ładują się obszarami, na które wchodzisz.
Roran ma zbyt kiepski... sprzęt, by załadować wszystkie naraz. ^^

Czarny stwór otworzył dziób i krzyknął przenikliwie. Roran skrzywił się z bólu wywołanego przez ów krzyk i towarzyszące mu wibracje. Głos stwora wniknął boleśnie w głąb jego uszu, zmroził krew, przegnał radość i nadzieję, pozostawiając tylko rozpacz.
Nawet dementorów i nazguli musi nieudolnie plagiatować?
Myślałby kto, że po przeczytaniu czterech tysięcy książek (a tym się chwali) powinien mieć chociaż bardziej oryginalne pomysły na plagiat. No i te wibracje... ^^

Nim Ra’zac zdążyć zatoczyć krąg w górze, większość zwierząt ucichła, prócz jednego osła, który z uporem wydawał z siebie przenikliwe i-haa.
Winky kwikła, wydając z siebie przenikliwe kwiii.
Osiołki nie robią i-haa, tylko i-ooo. 

Po spotkaniu z Ra'zakiem żaden z wieśniaków nie protestował już przeciwko podróży barką. Wprost przeciwnie, tak bardzo chcieli wyruszyć, że wielu z nich pytało Rorana, czy nie dałoby się pożeglować jeszcze tego samego dnia, nie następnego.
No pewnie, na początku nie zgadza się nikt, potem dzieje się coś strasznego i nagle wszyscy chcą.

Rezygnując ze śniadania, wraz z Horstem i grupką innych ludzi pomaszerowali do Nardy.
Hyyy! Nie może być! Nie zjadł codziennej porannej porcji chleba z twarogiem Almette?
Eragon może mu pożyczyć Nutellę. ^^

Poza tym uważał, że jego obecny wygląd tak bardzo różni się od podobizny na liście gończym imperium, iż nikt nie skojarzy jednego z drugim.
Że niby rysownik taki kiepski?
Czemu nie zrobić takiego obrazka czarami, jak Eraś?

Bez problemu weszli do miasta, bo bramy strzegła inna para żołnierzy.
Nie wiem jak wy, ale ja nie widzę związku. Powinni właśnie MIEĆ problemy, bo ci nowi żołnierze ich nie znają.

- Dziękuję, Młotoręki - rzekł, przywiązując do pasa sakiewkę z monetami. - Nie ma to jak żółte złoto, by rozjaśnić nasz dzień.
- Właściwie to to miedziane monety są... no, ale w sumie co za różnica...?

Poprowadził ich do ławy i rozwinął mapę wód otaczających Nardę, uzupełnioną zapiskami o sile najróżniejszych prądów, położeniu skał, mielizn i innych zagrożeń, a także o przeprowadzanych przez dziesiątki lat sondowaniach.
Kurde, to skąd oni tę mapę mają, od National Geographic? oO"
Średniowieczni kartografowie byli zdolni.
I mieli sondy.
Tiaaa...

- Jak wielu ludzi potrzebujesz, by uzupełnić załogi?
- Zdołałem wykopać spod ziemi siedmiu chłopa
To to statek widmo będzie! Zombie! xD
*śpiewa* In your heeaad, in your heeeaaad, zombie, zombie, zombie-ie-ie!

Zważ jednak, że większość z nich, kiedy odszukałem ich wczoraj, oglądała świat z dna swoich kufli, przepijając zapłaty z ostatniej wyprawy. Do jutra rana wytrzeźwieją niczym stare panny, przyrzekam.
A to stare panny są zawsze trzeźwe?

Inaczej nie wyruszę w drogę, nawet za całą whisky tego świata.
Gdzieś to już słyszałam... *myśli*

Podszedł do niego Orval, splatając ręce na piersi.
- Sądzisz, że będą bezpieczni, Młotoręki? - W jego głosie pobrzmiewał niepokój; Orval był spięty niczym naciągnięta cięciwa.
Spięty i gotowy do... hehe... akcji. xD
Te zboczone powieści wypaczą ci musk.

Roran ochlapał twarz wodą, po czym uzbroił się w łuk i strzały, nieodłączny młot, jedną z tarcz Fiska i jedną z włóczni Horsta, pod pachą ścisnął panzerfaust, przez ramię przewiesił sobie girlandę granatów, w wolnej ręce trzymał morgenstern, a w zębach harmonijkę.

- Tym razem jest was znacznie więcej - zauważył białowłosy.
Geralt?
Ustaliłyśmy już, że Draco.

- Wyglądasz jakoś znajomo. Jak masz na imię?
- Młotoręki.
- A przypadkiem nie Roran, co?
Roran dźgnął ostro włócznią, trafiając białowłosego żołnierza w gardło. (...) Roran odwrócił się do nich plecami i gestem wskazał biegnący pod drogą przepust.
- Ukryjcie tam ciała, nim ktokolwiek je zauważy - polecił szorstko.
Niuueee, nikt nie zauważył, że rano grupa podejrzanie wyglądających ludzi nie-wiadomo-skąd zamordowała pod samą bramą dwóch strażników.
Bo bram zawsze strzeże tylko dwóch strażników, żeby w razie czego można było ich łatwo i niepostrzeżenie zabić.

- Co się stało, Młotoręki? Wyglądacie, jakbyście ujrzeli ducha starego Galbatorixa we własnej osobie.
Przeca Galb Anonim żyje... ><"

Gdy Rudy Dzik okrążył skalisty przylądek, ujrzeli przed sobą białą plażę, na której zebrali się uciekinierzy z doliny Palancar. Na widok wypływających zza skał barek tłum zaczął wiwatować i machać rękami.
Roran odprężył się.
Obok niego Clovis zaklął siarczyście.
- Wiedziałem, że coś jest nie tak, w chwili gdy cię ujrzałem, Młotoręki. Ha, zrobiłeś ze mnie durnia.
- Krzywdzisz mnie - odparł Roran. - Nie skłamałem, to moje stado, a ja jestem jego pasterzem.
Mam na imię Jezus i chodzę po wodzie.
Aż mam ochotę zaśpiewać jakiś psalm.

Kłopoty dla was i dla mnie. Powinienem wyrzucić was wszystkich za burtę i zawrócić do Nardy.
- Ale tego nie zrobisz - rzekł złowieszczo cichym głosem Roran.
Jej, no normalnie groźny woźny.

- Tak? A czemu nie?
- Bo potrzebuję tych barek, Clovisie, i zrobię wszystko, by je zatrzymać. Wszystko. Dotrzymaj umowy, a czeka cię spokojna podróż, po której znów ujrzysz Galinę. Jeśli nie... - Zabrzmiało to groźniej, niż zamierzał.
Aż się Clovis ze strachu na pokład posikał.

Horst długą chwilę patrzył mu w oczy.
- Twardym stałeś się człekiem, Roranie, twardszym niż ja będę kiedykolwiek.
Bo Horstowi już wszystko na starość flaczeje...

Dołączył do Calithy i wspólnie zdołali uspokoić starca, tak że przestał krzyczeć i tłuc wszystkich wokół siebie pięściami. W nagrodę za dobre zachowanie Calitha dała mu kawałek suszonego mięsa, który pochłonął całą uwagę Waylanda. Podczas gdy starzec skupił się na przeżuwaniu przysmaku, Calitha z Roranem wprowadzili go na pokład Edeline i posadzili w pustym kącie, gdzie nikomu nie wadził.
Wszystkich ludzi w podeszłym wieku traktowali tam jak psy? oO"

- No dalej, szczury lądowe, podnieść zadki! - krzyczał Clovis.
Szkoda, że nie dupcie. *plask! dłonią o czoło*

Podniesiono trapy.
Przeczytałam ,,trupy".
No, niby wykopał siedmiu chłopa spod ziemi, to by się zgadzało.

Tymczasem marynarze wyciągnęli długie tyczki, którymi odepchnęli Dzika [statek] na głębiny.
To chyba nie tyczki, a drzewa. oO
Dziiik! Ten straszliwy, przerażający, straszący królewny po lasach dzik! 

WĄTEK ERAGONA

tytuł rozdziału: POCZĄTKI MĄDROŚCI
No nareszcie. xD
I tak nie spodziewałabym się wiele.

Dzikie zwierzęta z Du Veldenvarden nie lękały się myśliwych.
Podobno elfy mięsa nie żrą - skąd w takim razie myśliwi?

Raz dostrzegł kątem oka stwora przypominającego kudłatego węża, innym razem kobietę w białej szacie, która nagle zafalowała i zmieniła się w uśmiechniętą wilczycę.
*nabiera gwałtownych skojarzeń na widok ,,kudłatego węża"*

Na parapecie otwartego wykuszowego okna trzy miniaturowe drzewka układały się w kształt znaków pradawnej mowy oznaczających pokój, siłę i mądrość.
Bonsai i chińszczyzna.
W swoich książkach Pałolini nie przedstawił nic swojego. Szkoda.

Obok nich leżał skrawek papieru z niedokończonym wierszem, pełnym skreśleń i dopisków. Brzmiał on następująco:
Pod tarczą księżyca, jasną tarczą księżyca leży staw, płaski srebrny staw.
Wśród krzewów, kolczastych krzewów i czarnych smukłych drzew.
Wtem kamień, żywy kamień strzaskuje tarczę, jasną tarczę wśród krzewów, kolczastych krzewów i czarnych smukłych drzew.
Odłamki światła, miecze światła błyskają na tafli stawu.
Spokojne wody, milczące wody, samotny leśny staw.
Wśród mroków nocy, ciemnej nocy trzepoczą cienie, spłoszone cienie, gdzie kiedyś...

Zajebiste rymy.
Arya (bo to jej wypociny) jest AŁTORKĄ! *wybucha śmiechem*

Wyjęła z szafy dwa kubki, po czym zgniotła w palcach suszone liście pokrzywy, wsypała do obu naczyń, nalała wody i jednym słowem „wrzyj” zagotowała wodę na herbatę.
Jeden kubek był z Garfieldem, drugi z Kermitem. Herbata była Lipton, a czajnik miał chiński wzorek.
A szafa była z Ikei. ^^

Roześmiane, rozśpiewane elfy spacerowały po królewskich ogrodach; w mrocznym powietrzu tańczyły świetliki.
My jesteśmy krasnoludki, hopsasa, hopsasa...

- Szykuję się do powrotu do Vardenów. Eragon wzdrygnął się gwałtownie.
- Kiedy?
- Po Święcie Przysięgi Krwi. I tak za długo zwlekałam, ale nie chciałam wyjeżdżać i Islanzadi życzyła sobie, żebym została. Poza tym... nie uczestniczyłam jeszcze w tym święcie, a to najważniejsza z naszych uroczystości.
Przez sto lat swojego życia nie uczestniczyła w najważniejszym święcie?!
To tak, jakby winky nie obchodziła Bożego Narodzenia mimo tego, że mieszkała całe życie w statecznej, katolickiej rodzinie. oO
Na szczęście obchodziłam. Prezenty! *rozgląda się niepewnie* Znaczy... opłatek, wartości rodzinne, zaduma... hehe...

- Zwyczaj nakazuje, by każdy, kto uczestniczy w Święcie Przysięgi Krwi, przyniósł ze sobą wiersz, pieśń czy inne dzieło sztuki i podzielił się nim z innymi.
Eraś też napisze - padniecie, jak dojdziemy do tego rozdziału. ^^

Eragon sięgnął do wiszącej u pasa sakwy, wyjął wyrzeźbiony ze steatytu pojemnik z nalgaskiem - pszczelim woskiem stopionym z olejkiem z orzechów laskowych - i wysmarował nim usta, chroniąc je przed zimnym wiatrem.
Nie można było powiedzieć, że kupił sobie wazelinę w różowym pudełeczku?
Wazeliniarz.

Wiedziony nawykiem wyrobionym podczas tygodni medytacji, Eragon sięgnął umysłem we wszystkie strony, dotykając świadomości wszelkich żywych istot w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby źle mu życzyć. Wyczuł świstaka, który siedział i zawijał w te sreberka.
I życzył Eragonowi impotencji.

Nad nimi wznosiła się naga, czarna półka niczym szaniec zatrzymująca warstwę błękitnego lodu, który jęczał w ekstazie (...) pod naporem wiatru, zasypując granit w dole ostrymi odłamkami.

Skały zatrzeszczały w proteście, gdy Glaedr zwinął się wygodnie wśród głazów
Jeszcze nie słyszałam trzeszczącej skały.
Ani jęczącej.

Z jego nozdrzy wzleciała szara smużka dymu, a wiatr rozszarpał ją na strzępy.
Zabrzmiało groźnie.
*parsk!*


Królowa elfów Tarmunora i wybrany na naszego przedstawiciela smok, którego imienia - urwał i przekazał Eragonowi serię obrazów: długi ząb, biały ząb, złamany ząb, walki wygrane, walki przegrane; niezliczone pożarte shyrgy i nagry, dwadzieścia siedem spłodzonych jaj i dziewiętnaście potomków - nie da się wyrazić w żadnej mowie
*przypomina jej się filmowy Draco, który powiedział Bowenowi, że ,,i tak nie byłby w stanie wymówić jego imienia"*
*na widok słów ,,szyrgy i nagry" nie może sie powstrzymać: *

Podpisany papier nie ma żadnego znaczenia dla smoków. W naszych żyłach płynie gorąca, gęsta krew
W żyłach smoków płynie lurowata zupa.
A ja jestem pewna, że lawa. *z natchnionym błyskiem w oczach*

Saphiro, gdybyś była mądra, rozgrzałabyś te skały ogniem ze swego brzucha, by twój Jeździec nie zamarzł.
Brzucha? oO
Roran tam miał ogień w lędźwiach, ale żeby w brzuchu?
Może się chili nażarła.
A Eragon niech se zamarza. ^^

Pamiętaj, by językiem nadawać kierunek płomieniom - upomniał smoczycę Glaedr.
Kij tam, że się sfajczy.

Połączenie to odmieniło nas. My, smoki, zyskałyśmy władzę nad językiem i ogólną ogładą, a elfy naszą długowieczność; wcześniej żyły bowiem równie krótko jak ludzie. W ostatecznym rozrachunku to elfy zmieniły się najbardziej; nasza magia, magia smoków - przenikająca każdą cząstkę naszej istoty - dotknęła ich także i z czasem dała im słynną już siłę i wdzięk.
Jeszcze niedawno Oromis stwierdził, że to zasługa operacji plastycznych.

Nie jesteście już tymi barbarzyńcami, którzy piersi wylądowali w Alagaesii
Nie piersi, tylko silikon. Przecież wiadomo, że ludzie to wielce zakompleksiony ród.

Osłabienia, mistrzu? - spytała Saphira. Eragon przysiągłby, że w jej głosie dźwięczała kokieteryjna nuta.
Saphira zatrzepotała kościstymi rzęsami, wypięła dumnie kościstą pierś i seksownie zamerdała kościstym ogonem, wydymając kościste wargi w dzióbek.
To z pamięcią o tym, że smoki wszystko mają kościste. xD

Stary smok zacisnął szpony na kamieniach, miażdżąc je w drobny pył, by usadowić się wygodnie.
Kolejny Pudzian.

Gdy smok decyduje się oddać Jeźdźcom jajo, nad owym jajem wypowiada się pewne słowa - nauczę was ich później - sprawiające, że pisklę nie wykluwa się przedwcześnie, lecz dopiero gdy zetknie się z osobą, z którą zapragnie się złączyć.
Jeszcze w pierwszym tomie teoria głosiła, że smoczątko samo wiedziało, że ma się wykluć dla kogoś, a zanim pojawili się Jeźdźcy, przeczekiwały w jajach nieszczególne czasy i wykluwały się wtedy, kiedy było żarcie i bezpieczeństwo. Inne smoki nie przychodziły na świat. Teraz z powyższego zdania wynika, że równie dobrze smoczyca może nie chcieć dać swoich jaj i wychować dzikie smoki.
No ale od kiedy Pałolini jest konsekwentny w tym, co wypisuje?

Ponieważ smoki mogą pozostawać w swych jajach bez końca, czas nie gra tu roli, a pisklęciu nie dzieje się krzywda.
To pewnie też za sprawą magii, tak?

Więź łącząca Jeźdźca i smoka to jedynie wyższy poziom więzi już istniejącej pomiędzy naszymi rasami. Człowiek bądź elf staje się silniejszy i piękniejszy
Nie no, nie no, nie no, nie wierzę, to brzmi jak parodia! Albo komentarz, który mógłby być mój!
Teraz przynajmniej powiedział to wprost. Pałolini ma widocznie wieeelki kompleks na tym punkcie. xD
Zupełnie nie rozumiem dlaczego, tylko popatrzcie, sam seks.
Żeby nie było, żem sucz: pisarz nie musi być wyględny, pisarz musi umieć pisać. A Pałolini... nie umie. Shit happens. ;P

To właśnie brak owej więzi sprawia, że partnerstwo Galbatorixa ze Shruikanem, jego drugim smokiem, jest czymś tak odrażającym.
Jak już zrzyna, to mógł napisać Shuriken i przynajmniej by się nie ośmieszał, próbując nieudolnie zmienić wydźwięk tego słowa.

Łączy was coś więcej niż prosta więź między umysłami. Same wasze dusze, istoty, jeśli wolicie tak je nazwać, zostały nierozerwalnie złączone na poziomie podstawowym.
Potem będzie poziom czeladniczy, zaawansowany, ekspercki i mistrzowski.

Każdy umiera samotnie, Eragonie. Nieważne, czy jesteś królem na polu bitwy, czy też biednym chłopem, konającym w łóżku wśród rodziny. Nikt nie może towarzyszyć ci w głąb otchłani...
*śpiewa grobowym tonem* Nad światem dzwon żałobny dzwoni, więc niech was ręka boska broni...
*głos w oddali* Tralalala, tralalala...
...Nie znasz dnia ani godziny - znam je tylko JA! *rzuca się na widownię z obnażonymi zębiskami*


Eragon zapatrzył się na tacę z obiadem, pozostawioną w przedsionku domu na drzewie. Raz jeszcze przebiegł w pamięci jadłospis: chleb posmarowany masłem z orzechów laskowych, jagody, fasola, miska zieleniny, dwa jajka na twardo - niezapłodnione, żeby pozostać w zgodzie z poglądami elfów - i zakorkowany dzbanek świeżej, źródlanej wody.
Nutella i fasola? *powstrzymuje torsje*
I dwa, NIEZAPŁODNIONE jaja na twardo.
No chyba że jadł kawior. Albo... hyhy... te dwa jajca Galbatorixa. ^^

Wiedział, że każde z dań przygotowano z ogromną pieczą, że elfy dokładały wszelkich wysiłków, by jego posiłki były jak najlepsze, i że nawet Islanzadi nie jada lepiej.
A nawet Galbatorix i jego przydupasy żrą obrok z koryta!

Chcę mięsa - warknął i tupiąc głośno, wrócił do sypialni.
To się nazywa foch z przytupem.

Eragon zabrał szybko z juków sól, zioła i inne przyprawy
To normalne, że w domu zioła i przyprawy trzyma się w jukach przy siodle.

Smoczyca odbiła się i na prądzie wznoszącym pofrunęła nad miasto.
Pałolini chwali się, że przeczytał podręcznik do fizyki.
*prych* Wielkie mi halo.

W trawie nad wodą mieszkają króliki - powiedziała.
Wydziergały sobie szałasy z źdźbeł (ale fajne słowo ^^) i wykopały basen.

W trawie nad wodą mieszkają króliki - powiedziała. Może uda ci się parę złapać. Ja tymczasem zapoluję na jelenia.
A co, nie chcesz podzielić się własną zdobyczą?
Nie, nie chcę - odparła zrzędliwie. Choć zrobię to, jeśli uciekną ci te przerośnięte myszy.
Ona. Nazwała. Króliczki. Przerośniętymi. Myszami. *wkurwiona*
Mało tego: Eragon chce zjeść króliki.
*szykuje łuk i strzały*

W niecałą minutę później wybrał z gniazda rodzinę martwych królików.
*wyjmuje telefon i dzwoni* Halo? Ben Laden? Pożyczyłbyś mi kilka pocisków ziemia-ziemia i paru terrorystów, którzy potrafią się tym obsługiwać?

Umysłem zlokalizował je w mgnieniu oka, po czym zabił jednym z dwunastu słów śmierci.
Bo Eraś to pan rzycia i śmierdzi.

Uwaga, uwaga, Pałolini przepisał treść poradnika młodego skauta:
Szybko dobył starego myśliwskiego noża i wyćwiczonymi ruchami obdarł ze skóry i wypatroszył króliki, po czym - odkładając na bok serca, płuca, nerki i wątroby - pogrzebał resztę wnętrzności, by zapach nie zwabił padlinożerców. Następnie wykopał w ziemi dziurę, napełnił ją drewnem i rozpalił ognisko - za pomocą magii, bo nie zabrał hubki i krzesiwa. Przez chwilę doglądał go, aż w końcu uzyskał porządny żar. Wyciął rosnące obok młode drzewko, obdarł z kory i przypalił nad żarem, by pozbyć się gorzkiej żywicy. Nabił na nie króliki i zawiesił pomiędzy dwiema rozwidlonymi gałęziami, które zebrał z ziemi. Znalazł płaski kamień, ułożył na części ogniska i wysmarował tłuszczem, po czym na tak zaimprowizowanej patelni umieścił wnętrzności.

Otworzył usta, by ugryźć pierwszy kęs - i nagle przypomniał sobie medytacje, to jak zapuszczał się w umysły ptaków, wiewiórek i myszy, jak bardzo kipiały energią, z jakim zapałem walczyły o prawo do istnienia w obliczu niebezpieczeństwa. A jeśli mają tylko to życie...
Z nagłą odrazą odrzucił mięso, wstrząśnięty faktem zabicia dwóch królików, jak gdyby zamordował dwoje ludzi.
*nie wytrzymuje* To po co, kurwa, zabijał?! I czemu nie tknęło go, gdy je oskórowywał i wypruwał im flaki?!
A poza tym przed chwilą była mowa o całej rodzinie królików.
Pewnie patologiczna.

Przez całe życie jadał mięso, ryby i drób, uwielbiał je.
No jasne, bo w średniowieczu mięso, ryby i drób to było coś tak ogólnodostępnego dla wszystkich jak woda. *chlasnęła się dłonią w czoło*
Poza tym mnie to zawsze śmieszy: mięso, ryby i drób. A ryby i drób to już nie mięso?

Nie potępiał tych, którzy odżywialiby się mięsem. Wiedział, że dla wielu biednych farmerów to jedyny sposób przetrwania.
Każdy biedny farmer miał zapewnione fury mięcha.
Rosołek z wróbelków (jak mu się uda złapać) i hot dogi z dżdżownicami (o ile nie wypełzną, zanim ugryzie).

Ledwie wyczuwał smoczycę - zupełnie jakby próbował ścisnąć w dłoni naoliwioną kulę z polerowanego granitu.
Zupełnie, jakby każdy przynajmniej raz w życiu miał okazję trzymać naoliwioną kulę z polerowanego granitu. A poza tym szlag mnie trafi, jak jeszcze raz zobaczę słowo ,,granit" albo ,,łupek", bo tutaj wszystko jest albo z granitu, albo z łupku.
Czymkolwiek ten cholerny łupek jest. xD

Koń skoczył naprzód i pogalopował w głąb Du Veldenvarden, z niewiarygodną zręcznością odnajdując drogę między sękatymi sosnami. Obrazami myślowymi Eragon prowadził go ku Saphirze.
Obrazami myślowymi... *pada*

- Zostań tu - rzekł do Folkvira. Koń spojrzał na niego.
- Jeśli chcesz, możesz się paść, ale zostań, dobrze?
Folkv’ir zadrżał i otarł aksamitny pysk o ramię Eragona.
- A oddychać mogę? - spytał. - Mogę? Proooszę, pozwól mi, wielki Eragonie Cieniobójco Garrowssonie czy jak cię tam zwał...
A ten koń to chyba kucyk pony, bo nie wiem, który koń by tak rozumiał słowa, nawet jeśli w tej durnej, pradawno-starożytno-zajebistej mowie.

Wszędzie wokół widział ślady obecności smoków, począwszy od głębokich zadrapań w bazalcie, po kałuże stopionego kamienia
Które przez setki lat pozostały w stanie ciekłym. *JEBUT*
Przyrżnęła głową w blat. Jak sobie ją kiedy uszkodzi, będzie można wyciągać spore odszkodowanie od Pałoliniego.

Powiedz coś - rzuciła ostro.
Pozwolisz mi uleczyć twoją nogę?
Zostaw ją w spokoju.
Zatem zostanę tu milczący jak posąg i będę tak siedział, aż rozpadnę się w pył, od ciebie bowiem otrzymałem cierpliwość smoków.
Borze... *nie ma siły na komentarz*

I sądziłam... sądziłam, że Glaedra równie mocno ucieszy mój widok.
Ależ ucieszył.
Nie rozumiesz. Pomyślałam, że będzie dla mnie partnerem i że razem odbudujemy nasza rasę.
Parsknęła, a z jej nozdrzy wytrysnęły płomienie.
Myliłam się, on mnie nie chce.
Glaedr jest po prostu tak stary, że już mu nie staje. ^^

Cios, zębów bądź szponów, nie potrafił określić - rozszarpał mięsień czworogłowy pod skórą Saphiry.
Nie no, to tak, jakby nie odróżniał rany kłutej od szarpanej. ><" Ale że mięsień jest czworogłowy, to już wie.
Wiesz, nie wszyscy przeczytali z twoją maniakalną uciechą teksty o medycynie sądowej.
Ale nawet nie umiejąc tego nazwać dałoby się odróżnić, czy ktoś mnie UGRYZŁ czy PODRAPAŁ.

Eragon westchnął i oparł się plecami o szorstką bazaltową ścianę. Przez spuszczone rzęsy oglądał zachód słońca.
Długie, gęste, podkręcone w idealne półkola rzęsy...

Gdy nie odpowiedziała, sięgnął do jej głowy i połaskotał skrawek odsłoniętej skóry za uchem.
Słyszysz mnie? Nie.
Smoczyca zakasłała cicho, z niechętnym rozbawieniem, po czym wygięła szyję i uniosła głowę, umykając przed jego roztańczonymi palcami.
Eraś smyra Saphirę - będzie się działo? ^^

W czasie owych wędrówek Arya przedstawiała Eragona i Saphirę najznamienitszym z elfów: wielkim wojownikom, poetom i artystom. Zabierała ich na koncerty pod sosnowym sklepieniem i pokazywała wiele ukrytych cudów Ellesmery.
Na randki chodzili. *podryguje brwiami*

Całe miasto kipiało podnieceniem, gdy elfy szykowały się do święta.
Zwieńczeniem uroczystości będzie wielka orgia!

Udekorowały las kolorowymi girlandami i lampami, rozwieszonymi gęsto, zwłaszcza wokół drzewa Menoa. Na samym drzewie, na czubku każdej gałęzi pojawiły się lampiony, lśniące niczym świetliste łzy.
Choinki ubierają. Ha! Mówiłam, że to odpowiednik Bożego Narodzenia. xD
Właściwie to mówiłaś trochę inaczej, ale... dobra, dobra, odłóż już tę siekierę...

Eragon zauważył, że nawet rośliny przybrały świąteczny wygląd.
Machały dzwoneczkami i śpiewały ,,Jignle bell rock".

Każdego dnia setki elfów przybywały do Ellesmery z miast rozrzuconych w głębi puszczy, bo żaden z własnej woli nie opuściłby urządzanych raz na sto lat obchodów, upamiętniających przymierze ze smokami.
Jakoś wcześniej nie wspominano, by to obchodzono raz na sto lat. >< I właściwie dlaczego tak rzadko? Nie mają czasu na ,,najważniejsze święto elfów"?

- Oboje powinniście się zastanowić, co przyniesiecie na Święto Przysięgi Krwi. O ile stworzenie waszych dzieł nie wymaga magii, sugeruję, byście nie korzystali z gramarye. Nikt nie uszanuje daru, jeśli będzie on stanowił efekt działania zaklęcia, a nie dzieło waszych rąk. Sugeruję też, by każde z was przygotowało coś osobno. Tak nakazuje zwyczaj.
Eragon napisze epopeję, a Saphira zrobi laurkę.

Gdy wrócili do domu, Eragon zaczął analizować swe umiejętności.
Najlepiej znam się na uprawie roli, ale nie widzę, jak mógłbym to wykorzystać. Nie mogę też konkurować z elfami w dziedzinie magii, ani dorównać kunsztowi ich rzemiosła. Zdolnościami przewyższają najlepszych mistrzów imperium.
Masz jednak coś, czym nie dysponuje nikt inny - zauważyła Saphira
To znaczy?
Twoją tożsamość, historię, czyny, sytuacje w jakich się znalazłeś.
Och, tak, tylko Eragon ma umysł tak głęboki, by posiadać swoją tożsamość i historię.
Reszta to zwierzęta.

Zapominasz, że gdy odleciałeś z Glaedrem, spędziłam popołudnie, patrząc, jak Oromis maluje swe zwoje.
Taaa, tylko że Saphira była wtedy razem z nimi, a Oromis został sam.

Gdy Saphira odeszła, by zająć się swym projektem, Eragon zaczął krążyć po skraju otworu w sypialni, zastanawiając się nad jej słowami.
- Przyprowadź tu chętne elfki i gwałć, gwałć, gwałć... - szeptała sypialnia.

Spojrzał w głąb siebie, szukając czegoś, co porusza w nim najgłębsze, najmroczniejsze struny
Czy Pałolini jest emo? Wszystko jest dla niego mroczne.
*wspomina zdanie z pierwszego tomu* ,,Zanurzył się w poetyckich wersach krwi..." Tak, z całą stanowczością Pałolini jest emo.

Z nagłym podnieceniem odkrył, że w jego głowie splata się opowieść łącząca elementy wszystkich tych trzech rzeczy. Lekkim krokiem wbiegł po krętych schodach, przeskakując po dwa stopnie na raz. Usiadł za biurkiem w gabinecie, zanurzył pióro w kałamarzu i uniósł je drżące nad pustą kartką. Pióro zaskrobało, gdy nakreślił pierwsze wersy.
W królestwie, hen, gdzie morza brzeg, A góry kryje nieba płaszcz...
Tako pisze chłopek-jełopek, który całe życie spędził na oraniu pola.

Eragon, który nigdy wcześniej nie ułożył własnej pieśni, czuł dziwny dreszcz emocji, niczym odkrywca, zwłaszcza że wcześniej nie podejrzewał, że mógłby kiedykolwiek zostać bardem.
Zostań. Będzie śmiesznie.
Co on pisze, że tak go to podnieca? ^^

Półtorej godziny później wypuścił pióro ze zdrętwiałej dłoni, odsunął krzesło i wstał. Leżało przed nim czternaście kart; nigdy dotąd nie zapisał ich na raz aż tylu.
Zacznijmy od tego, że nigdy wcześniej nie pisał.

- Surowa, ale prawdziwa - orzekł Oromis, gdy Eragon odczytał mu Pieśń.
- A zatem podoba ci się?
- To dobry obraz stanu twego umysłu w chwili obecnej i wciągająca lektura, lecz nie arcydzieło. Oczekiwałeś czegoś więcej?
Eragon zacisnął pięści, podarł czternaśnie kart na strzępy, spoliczkował Oromisa i odszedł, trzasnąwszy drzwiami.

- Na tym papierze zapisałem dziesięć barier które winieneś rozmieścić wokół siebie i krasnoluda Orika. Jak przekonałeś się w Silthrimie, nasze święta są dość niezwykłe i niebezpieczne dla istot obdarzonych mniejszą siłą. Bez ochrony ryzykujecie, że rozpłynięcie się w morzu magii. Widziałem już coś takiego.
Eragon rozpuści się jak w kwasie? NIECH NIE ROBI TYCH BARIER! :D

Eragon, Saphira i Orik poszli wraz z Aryą pod drzewo Menoa, gdzie zebrała się grupa elfów. Ich czarne i srebrne włosy lśniły w blasku lampionów.
Bo w pierwszym tomie Pałolini dał Aryi czarne włosy, ale potem stwierdził, że nie może psuć schematów i reszta elfów ma srebrne.

Był tam Glaedr, a także Oromis odziany w czerwień i czerń
Zaleciało mi grą Gothic i tym złym... jak mu tam było... Xardasem, o.

 
Przecisnęła się przez tłum i wróciła, prowadząc Rhunón. Kowalka zamrugała jak sowa, rozglądając się wokół.
Obróciła swoją głowę o 180 stopni.

Pamiętał elfy przycupnięte niczym stado ptaków na rozłożystych gałęziach drzewa Menoa.
Poćwierkiwały i srały na przechodzących pod drzewem ludzi.

Pamiętał, że siedział w dolince oparty o bok Saphiry i patrzył, jak ta sama elfia panna kołysze się przed zafascynowaną publicznością, śpiewając:
Odlecisz, hen, daleko stąd. Za góry, lasy.
Gdzieś w odległy lad. Odlecisz, hen, daleko stąd, By nigdy nie wrócić już.
Odejdziesz, tak, odejdziesz stąd I nie zobaczę cię tu już. Odejdziesz, tak, odejdziesz stąd, Choć czekać będę wiecznie już.
Czekać będę wiecznie już... Tych rymów by się Kupicha nie powstydził. *pada*

Pamiętał cuda, jakie elfy przyniosły na święto. Większość z nich wcześniej uznałby za niewykonalne, nawet za pomocą magii. Łamigłówki i zabawki, dzieła sztuki i broń, a także przedmioty, których przeznaczenie mu umykało.
Depilatory? *z nadzieją w głosie*
Wibratory? *niewinnie*

Drewniana piramida, wysoka na osiem cali i złożona z pięćdziesięciu ośmiu zazębiających się elementów, stanowiła dar Orika. Elfy przyjęły ją z zachwytem i natychmiast zaczęły rozbierać i składać ponownie, gdy tylko na to pozwalał.
I tak Orik przeszedł do historii jako wynalazca puzzli 3D.
A raczej 3 razy do D.

Nad głową Eragona przeskoczył elf porośnięty cętkowanym futrem i nadal szalał wokół, zarówno na dwóch nogach, jak i na czworakach. Głowę miał wąską i wydłużoną, o uszach przypominających kocie, ręce sięgały mu do kolan, a dłonie o długich palcach miały wyraźnie zaznaczone poduszeczki.
No furry. W puszczy elfów narodziła się subkultura furry.
Albo po prostu Pałolini chciał się przypodobać wszystkim rodzajom młodych czytelników. Jejq jejq.

I pamiętał też dwa ataki bólu przeszywające plecy. Pamiętał, jak krzyczał i jęczał wśród cieni
Łaaach, jak dobrze! Łaaach, jak przyjemnie!

Trzeciego dnia Agaeti Blódhren - dowiedział się o tym później - Eragon wygłosił swój poemat elfom.
Ja nie pojmaju. Czego się dowiedział później? Że przeczytał swój ,,poemat"?
Czyżby komuś urwał się film...?

Uwaga, uwaga, nadeszła wiekopomna chwila, która nie wymaga komentarza. Może prócz tego, że chyba pisał czcionką numer 72, skoro mu to zajęło czternaście stron. POEMAT ERASIA!
W królestwie, hen, gdzie morza brzeg, 

A góry kryje nieba płaszcz, 
W zimowy dzień mąż zrodził się. 
Co jasny miał przed sobą szlak:
Zabić mrocznego Durzę
W kraju, gdzie zaległ cień. 

Chowany tam przez mędrców chór, 
Wśród dębów starych jak sam czas, 
Z jeleniem chyżym ścigał się
Iz wilkiem walczył, by móc wnet
Zabić mrocznego Durzę
W kraju, gdzie zaległ cień.
Skradać się zaś go uczył człek
W czerni, sam złodziej, zręczna dłoń, 

Sekrety walki, cios i zwód, 
Cios, pchnięcie, sztych, by kiedyś mógł
Zabić mrocznego Durzę
W kraju, gdzie zaległ cień.
Szybko jak myśl mu płynął czas
I człek ów wszedł już w męski wiek, 

W żyłach mu wrzała gniewem krew, 
Młodzieńczy zapał tlił się też.
I spotkał dziewczę, poczuł żar, 

Wiotka i smukła kibić jej, 
Na czole Gedy płonął blask, 
A za nią sukni zwiewny tren.
I tak w granacie ciemnych ócz, 

W źrenicach jej, otchłaniach dwóch
Ujrzał przyszłości jasny blask, 

W której nie będą musieć już
Lękać się mroku Durzy
W kraju, gdzie zaległ cień.

I opowiedział im, jak ów mąż wyprawił się do krainy Durzy, gdzie odszukał i walczył z wrogiem mimo chłodnej grozy ściskającej mu serce. Choć jednak w końcu zatriumfował, wstrzymał śmiertelny cios, teraz bowiem, gdy pokonał wroga, nie lękał się losu śmiertelników. Nie musiał zabijać mrocznego Durzy. Człowiek ów schował zatem miecz do pochwy, wrócił do domu i w letni wieczór poślubił swą ukochaną. Przeżył z nią w spokoju wiele dni, aż jego broda urosła długa i siwa. Ale:
Przed świtem, gdy najgłębszy mrok, 

W komnacie, w której mąż ów spał, 
Wróg mroczny stanął nad nim, 
bo Tamtemu siłę zabrał czas.
Z poduszek głowę uniósł mąż 

I spojrzał w chłodne niby lód Oblicze Śmierci, pustą twarz.
Król wiecznej nocy patrzył w dół. 

I poczuł mąż, jak w sercu mu Spokój rozkwita; dawno już Uścisku Durzy nie bał się, Ostatnie to, co czuje człek. Łagodnie, jak poranka dech, Schylił nad nim się ów wróg, Ducha żywego zabrał, i Odtąd w pokoju żyli już
Na wieki w sercu Durzy
W kraju, gdzie zaległ cień.


Choć twoja pieśń to alegoria, myślę, że wielu z nas pomogła lepiej zrozumieć trudy, jakim musiałeś stawić czoło, odkąd objawiło ci się jajo Saphiry, za co przecież odpowiadamy. Musisz odczytać nam ją ponownie, byśmy mogli wszystko głębiej przemyśleć.
A co tu jest do przemyślania? xD *śmieje się wybitnie złośliwie*

A teraz dar Saphiry. Może komuś uda się mi wytłumaczyć, o co w nim właściwie chodzi, bo ja nie widzę nawet nawiązania do jakiegoś teraźniejszego przedmiotu, choć nieco kojarzy mi się z lampą plazmową.
Potem nadeszła kolej Saphiry. Smoczyca odleciała w noc i powróciła, trzymając w szponach czarny kamień, trzykroć przewyższający rosłego mężczyznę. Wylądowawszy na tylnych łapach, ustawiła kamień pionowo pośrodku pustego trawnika, idealnie na widoku. Szklisty głaz został stopiony i ukształtowany w misterne krzywizny, splatające się ze sobą niczym zastygłe w biegu fale. Wielowarstwowe jęzory skalne skręcały się w tak skomplikowanych wzorach, że oko z trudem podążało za pojedynczymi liniami od podstawy po czubek, przeskakując z jednego na drugi.
Ponieważ Eragon także po raz pierwszy widział jej rzeźbę, oglądał ją z równie wielkim zainteresowaniem jak elfy.
Jak to zrobiłaś?
W oczach Saphiry rozbłysła iskra rozbawienia.
Liżąc stopioną skałę.
Następnie smoczyca pochyliła się i zionęła ogniem na swój kamień. Na moment złocista kolumna płomieni sięgnęła drżącymi palcami w niebo, a gdy Saphira zamknęła paszczę, cienkie jak papier krawędzie rzeźby zalśniły wiśniową czerwienią, podczas gdy w ciemnych zagłębieniach skały migotały niewielkie płomyki. Kamienne fale poruszały się w hipnotycznym blasku. Elfy wykrzyknęły z zachwytu, klaszcząc w dłonie i tańcząc wokół rzeźby.

Gdy wszystkie miejsca były zajęte, na środek polany wyszły dwie panny i stanęły zwrócone do siebie plecami. Były niewiarygodnie piękne i identyczne pod każdym względem prócz włosów - jedna miała loki czarne niczym zapomniane leśne jezioro, a pukle drugiej lśniły niczym rozżarzony srebrny drut.
(...)
Poruszając się jednocześnie, obie elfki uniosły ręce do brosz na szyjach i rozpięły je, pozwalając, by białe szary opadły na ziemię. Choć pod spodem nie miały niczego, ubrane były w barwny tatuaż przedstawiający smoka. Tatuaż zaczynał się od ogona owiniętego wokół lewej kostki Iduny, wspinał się po jej nodze i udzie, przez tors, a potem dalej poprzez plecy Neyi kończąc się smoczą głową na jej piersi.
Mam uzasadnione powody, by twierdzić, że Pałolini odwiedził jakiś nocny lokal. ^^

Tymczasem Iduna i Neya wirowały coraz szybciej i szybciej, aż ich zamieniły się w rozmazane plamy, a włosy uniosły wokół lśnią - od potu ciał.
To musiał być frywolny lokal.

Elfki przyśpieszyły do nieludzkiej szybkości i muzyka wzniosła się w szaleńczym chórze wyśpiewywanych fraz.
Bardzo frywolny.

A potem wzdłuż smoczego tatuażu przebiegła błyskawica od głowy aż po ogon i smok się poruszył. Z początku Eragon sądził, że zwodzi go wzrok. Potem jednak stwór zamrugał, uniósł skrzydła i zacisnął szpony.
Z zębatego pyska wystrzelił jęzor ognia. Smok pochylił się i oderwał od ciał elfek, wzlatując w powietrze, gdzie zawisł, łopocząc skrzydłami. Koniuszek jego ogona pozostał złączony z bliźniaczkami w dole niczym świetlista pępowina
I taki, w którym pozwalają brać wszelakie środki odurzające.

Gdy spojrzenie przepełnionych żałością oczu smoka padło na Eragona ten pojął, że nie jest to zwykła zjawa, lecz świadoma istota, spętana i podtrzymywana magią.
A mówili, że smoki są na wymarciu, podczas gdy jeden pędzi nudny żywot tatuażu...
Nie takie nudne, skoro oplata całe ciała dwóch elfek. ^^

Smok pochylił głowę i końcem pyska dotknął samego środka gedwey ignasii Eragona. Pomiędzy nimi przeskoczyła iskra. Eragon zesztywniał, czując, jak ciało zalewa mu oślepiające gorąco, pochłaniające jego wnętrze. Przed oczami zatańczyły czerwone i czarne plamy, blizna na czole (...) paliła niczym piętno.

A teraz czytajcie uważnie...
Gdy Eragon się zbudził, był sam. (...)
Spójrz w lustro - poradziła. Potem odpocznij, odzyskaj siły, a ja dołączę dla ciebie o świcie. Odeszła, Eragon zaś wstał i przeciągnął się, zaskoczony doskonałym samopoczuciem. Poszedł do łazienki, wziął używane do golenia lusterko i zaniósł w krąg światła rzucanego przez pobliską lampę.
Po czym zamarł wstrząśnięty.
Wyglądało na to, że, kiedy był nieprzytomny, liczne zmiany fizyczne, które z czasem dotykają Jeźdźców - ludzi i których Eragon zaczął już doświadczać od czasu złączenia się z Saphirą, dobiegły końca. Twarz miał teraz równie gładką i kanciastą jak elfy, uszy identycznie szpiczaste, a oczy skośne. Blada jak alabaster skóra połyskiwała lekko magicznym blaskiem.
Wyglądam jak książątko.
Ostatnie zdanie mogłoby być moim komentarzem. xD

Wyglądam jak książątko.
Eragon nigdy wcześniej nie użył tego słowa wobec mężczyzny, a już na pewno nie wobec siebie, teraz jednak najlepiej odpowiadało jego wyglądowi: był piękny.
*wyje* Jak anioła głooos...
*nuci* Na trawniku, przy śmietniku leży żaba z Mozambiku...

Ale nie do końca zamienił się w elfa. Szczękę miał mocniejszą, brwi grubsze, twarz szerszą. Był piękniejszy niż jakikolwiek człowiek i mężniejszy niż jakikolwiek elf.
Kurwa, Pałolini, napisz po prostu, że był ideałem i daruj sobie tę szopkę.

Drżącymi palcami sięgnął karku, szukając blizny. Nie znalazł niczego Ściągnął szybko tunikę i obrócił się przed lustrem, sprawdzając plecy. Były gładkie jak w czasach przed bitwą o Farthen Dur.
Po penis wprowadzać coś takiego do fabuły, skoro w połowie książki i tak znika bez śladu?
I bez sensu?

Jednakże nie tylko owa potężna szrama, którą zdecydował się zachować, zniknęła. Pozbył się też wszelkich innych blizn i znamion. Wyglądał jak nowo narodzony.
Gładziutki jak pupcia niemowlęcia. 

Nierówne blizny po wewnętrznej stronie ud, pozostałości pierwszego lotu z Saphirą, także zniknęły.
Naprawdę nie rozumiem, dlaczemu mam skojarzenia. ^^

Stałem się tym, kim powinienem - pomyślał i odetchnął głęboko.
Mary Sue?
Taką TRÓ.

Odrzucił lustro na łóżko i odział się w swój najlepszy strój: różową (...) tunikę przetykaną złotą nicią, pas wysadzany białymi jadeitami, ciepłe, filcowe nogawice wysadzane bursztynami, parę płóciennych butów ozdobionych brylantami i agatami, tak lubianych przez elfy, i skórzane nałokietniki z granatami, szafirami, cyrkoniami i turkusami podarowane przez krasnoludy.

Eragon znajdował się w stanie zwiększonej czujności, jego zmysły wibrowały, wychwytując rzesze nowych obrazów, dźwięków, zapachów i uczuć. Widział w ciemności, w której wcześniej byłby ślepy. Mógł dotknąć listka i samym dotykiem policzyć pojedyncze porastające go włoski. Rozpoznawał unoszące się wokół zapachy równie dobrze jak wilk czy smok. Słyszał też tupot myszy w poszyciu i szmer płatka kory padającego na ziemię. Bicie własnego serca było dla niego niczym uderzenia bębna.
Z opisu możnaby wywnioskować, że jest czymś w rodzaju nieudolnie wykreowanego przez aŁtorkę wampira.
Dupa. To tylko marysuistyczny elf. W dodatku Eragon.

Dokąd idziesz, mój mały? - spytała.
Ujrzał, jak Arya wstaje z miejsca u boku matki, przeciska się między elfami i niczym leśny duszek znika wśród drzew.
Stąpam pomiędzy światłem i ciemnością - odparł ruszając za nią.
Poruszam się w mhrrroooku!
Nic nie wiiidzę!

Gdy Eragon wynurzył się z lasu, spojrzała na niego. Odniósł wrażenie, że z trudem go poznaje. Jej oczy się rozszerzyły.
- Czy to ty, Eragonie? - szepnęła.
- Tak. Oto jestem. Z człowieka zrodzon, przez wieśniaków wychowan, w elfa przemienion. Gotów dosiąść smoka i wypełnić swe przeznaczenie jako wybawiciela tej krainy.
*koncert organowy i chóry anielskie*

Odmieniony Eragon niemal boleśnie czuł obecność Aryi. Słyszał szmer jej ubrania trącego o skórę, widział jasną, odsłoniętą szyję i rzęsy pokryte warstewką olejku, który sprawiał, że błyszczały i zawijały się niczym czarne płatki, mokre od deszczu.
Od samych tych ,,bolesnych odczuć" mógł mu stanąć. ^^
Smok chyba. Na tylnych łapach.

Tak upoiła go siła i żywotność krążąca mu w żyłach - a także nieposkromiona magia przepełniająca las - że zapomniał o ostrożności.
- Jakże wysokie są drzewa, jakże jasne gwiazdy i jakże jesteś piękna, o Aryo Svit'kona.
Słysząc to, Arya rzuciła mu się do gardła i rozpłatała go na dwoje.
I przepowiednię diabli wzięli.

- Nic do mnie nie czujesz?
- Moje uczucia do ciebie to uczucia przyjaciółki, nic więcej. Jestem ci wdzięczna, że uratowałeś mnie w Gil'eadzie, i raduje mnie twoje towarzystwo. To wszystko... Porzuć swe pragnienia, sprawią ci tylko ból, i znajdź kogoś w twoim wieku, z kim będziesz mógł spędzić długie lata.
Do jego oczu napłynęły łzy.
- Jak możesz być taka okrutna?
- A tak. Muehehehe! - Arya padła na ziemię w evillaughcie.

- Mogłabyś przekazać mi swoje wspomnienia - podsunął w rozpaczy. -Wówczas dysponowałbym tą samą wiedzą i doświadczeniem, co ty.
*nie wie, jak to skomentować, więc daje sobie spokój*

Po policzkach Eragona płynęły samotne, kryształowe łzy, ściekając na mech pod nogami, gdzie układały się niczym perły rozrzucone na szmaragdowym aksamicie.
Ojapierdolę...

Ścisnął rękami brzuch i kołysał się na pniu, szlochając głośno w rozpaczy.
Wielka uroda to wielka odpowiedzialność, mój mały, zasmarkany padawanie...

4 komentarze:

  1. Eragon sięgnął do wiszącej u pasa sakwy, wyjął wyrzeźbiony ze steatytu pojemnik z nalgaskiem - pszczelim woskiem stopionym z olejkiem z orzechów laskowych - i wysmarował nim usta, chroniąc je przed zimnym wiatrem.

    Z pszczelim woskiem? To chyba wazelina w sztyfcie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś wcześniej nie wspominano, by to obchodzono raz na sto lat. >< I właściwie dlaczego tak rzadko? Nie mają czasu na ,,najważniejsze święto elfów"? -> Właściwie wspominano. Same to zrobiłyście ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze jak widzę dopisek *myśli* to mam ochotę dodać: "Nie żartuj! Nie przegrzałaś się!? I jak wrażenia!?" ale to bez większego związku ;-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Płakałam ze śmiechu. Nie mogę się doczekać ,jak będziesz komentowała, co ten dupek Murtagh zrobił...

    OdpowiedzUsuń