Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Najgłupszy - Dziewictwa księga druga, część 6

wtorek, 22 maja 2012

Najgłupszy - Dziewictwa księga druga, część 6

Fanów księżniczki Meihny najmocniej przepraszamy, lecz nie wyrobiłyśmy się z odpowiednią do publikacji ilością analizy. Zbliża się ten czas w życiu studenta, kiedy musi usiąść i zadać sobie jedno, zajebiście ważne pytanie: czy sesja jest za tydzień...? Na szczęście nie, ale i tak niebezpiecznie blisko, co nam się bardzo nie podoba. Ale JAKAŚ analiza być musi, zatem w ramach zadośćuczynienia anal dłuższy niż zwykle - oto ostatnia część drugiego tomu przygód Eragona!




WĄTEK RORANA

- Czy mogę z tobą pomówić, Roranie Garrowssonie?
Uśmiechnął się do niej.
- Zawsze, Feldo. Wiesz o rym.
- Częstochowski, męski, żeński czy nijaki?

- Dziękuję. - Patrząc na niego nieśmiało, zaczęła się bawić frędzlami szala, co chwila zerkając w stronę namiotu. - Chciałam cię prosić o przysługę. Chodzi o Mandela.
*przeczytała ,,menela" i właśnie zwija się ze śmiechu*

Roran z roztargnieniem podrapał się po brodzie. Problem z Mandelem i marynarzami nie był jedynym. Podczas żeglugi z Nardy Roran zauważył, że jeden z ludzi Torsona, Frewin, bardzo zbliżył się do Odele - młodej przyjaciółki Katriny.
Będą dzieci. *podryguje brwiami*
A poza tym to wszystko wygląda jak dostawanie zadań w grach RPG. Nawet identycznie brzmi.

- Musimy też uważać, żeby nas nie odkryto - uzupełnił Orval.
- Właśnie. Jeśli żadne z nas nie wróci do zmierzchu pojutrze, musicie założyć, że zostaliśmy schwytani. Weźcie wówczas barki i pożeglujcie do Surdy, nie zatrzymujcie się jednak w Kuaście, by uzupełnić zapasy. Imperium na pewno zastawi tam pułapkę.
A w Surdzie na 100000% nie?

- Zgadza się. - Wbił w marynarza stalowe spojrzenie. W końcu Clovis poruszył się niespokojnie.
Roran gapił się na niego tak długo i robił tak debilne miny, że Clovis w końcu się poruszył, by ten pomyślał, że się boi.

Patrzył z obojętnym zainteresowaniem, jak młodzieniec się nadyma.
W końcu penk.

Roran postanowił, że najlepszą metodą uniknięcia schwytania będzie nie wysyłanie do Teirmu nikogo, kogo widziano w Nardzie, prócz jego samego i Gertrude.
Niuuueee, nikt go nie rozpozna, skoro teraz ściga go pół imperium.
Bo on se brodę zapuścił, o!

Roran odznaczał się cierpliwością polującego drapieżcy
*tonem Rywińskiego* Był czujny jak chrabąszcz!
Jak gajowy!

nie mają najmniejszych szans na wynajęcie go od kompanii morskiej Blackmoor, chyba że zapłacą cały skarbiec czerwonego krasnoludzkiego złota.
A od kiedy krasnoludzkie złoto jest czerwone?
Od teraz.

By zaspokoić głód, zatrzymali się w piekarni i kupili bochen świeżego żytniego chleba oraz mały słoiczek miodu.
To gdzie oni to kupili, w Tesco?
A jak by kupili mleko w puszce, to by mogli zrobić kajmak. ^^
Cicho, głodna się robię.

Płacąc za zakupy, Loring wspomniał pomocnikowi piekarza, że interesują ich statki, sprzęt i prowiant.
Wcale nie zwracają na siebie uwagi, wyglądając jak łachudry i zadając takie pytania.
Wcale fokle.

Roran obrócił się gwałtownie, czując klepnięcie w tyłek.

Teraz zamierzają sprzedać majątek Jeoda, by zmniejszyć swoje straty. Co do prowiantu, nie mam pewności, ale całą resztę możecie kupić na licytacji.
Roran poczuł w piersi słabiutkie ukłucie nadziei.
- Kiedy się ona odbędzie?
- Obwieszczenia wiszą na wszystkich tablicach w całym mieście. Pojutrze, za dwa dni.
No ja bym nie wpadła na to, że ,,pojutrze" oznacza ,,za dwa dni".
A poza tym już widzę, jak wieśniacy - uciekinierzy i ścigani banici - robią zrzutkę i kupują na aukcji kilka statków i żarcie.

- Nie, uważam, że powinniśmy spotkać się z tym Jeodem i zobaczyć, czy nie da się dobić z nim targu przed rozpoczęciem licytacji. Zgadzacie się?
Postali przytaknęli i uzbrojeni w zdobyte od przechodnia wskazówki ruszyli do domu Jeoda.
Oczywiście, wiedzieli, gdzie go szukać w całym ogromnym mieście.

Jakie imię mam my przedstawić?
- Możesz nazywać mnie Młotorękim.
Usta lokaja drgnęły, jakby rozbawiło go to miano.
W końcu ktoś, kto podziela moje reakcje.

Mężczyzna - Roran mógł się założyć, że to był Jeod - wyglądał na mniej więcej tak samo zmęczonego, jak Roran. Twarz miał porytą zmarszczkami, znużoną i smutną, a gdy odwrócił się ku nim, ujrzeli paskudną, białą bliznę biegnącą od linii włosów aż do lewej skroni. Według Rorana świadczyła ona, że mężczyzna ten jest twardy jak stal
Nie sądzę, by mu cokolwiek stwardniało na widok Rorana. oO"

- Czy pozwolicie się poczęstować ciastkami i szklaneczką brzoskwiniówki?
*nuci z lekko nieobecną miną* Petitki Lubisie to przepyszne misie...
I jabolem ich częstuje!

- Macie nade mną przewagę. Wy znacie moje imię ja nie znam waszych.
- Młotoręki, do usług - rzekł Roran.
- Mądra, do usług - dodała Birgit.
- Głupi, do usług - powiedział Nolfavrell.
- Głupszy, do usług - zakończył Loring.
- Winky, ja tu tylko sprzątam - dodała z drapieżnym uśmiechem.
- Muza Kozica. Pocałujcie mnie w zad - mruknęła.

- Ty jesteś Roran, prawda? - spytał cicho Jeod, bez najmniejszej obawy patrząc na ich broń.
- Jak się domyśliłeś?
- Bo Brom przyprowadził tu Eragona, a ty wyglądasz zupełnie jak twój kuzyn.
Cóż... już nie.
Teraz Eragon wygląda jak...
Książątko! *padła na podłogę, zwijając się ze śmiechu*

- Nie wiem jak ci to powiedzieć, Roranie... ale w Alagaesii istotnie pojawił się nowy Jeździec. To twój kuzyn, Eragon. Kamień, który znalazł w Kośćcu, był w istocie smoczym jajem, które wiele lat temu pomogłem wykraść Galbatorixowi.
Jeod przecież nie miał ZIELONEGO POJĘCIA o tym, że Eragon wziął jajo za kamień. ><"

Gdy się tam znajdziesz, z pewnością Eragon zgodzi się ci pomóc. Nawet Ra'zacowie nie mogą się równać w otwartej walce z Jeźdźcem i jego smokiem.
Chyba że Jeździec jest Eragonem.
To wtedy ma przesrane.

Eragonie, pomyślał. Eragonie! Na krew, którą przelałem, którą mam na rękach, przysięgam na mego ojca, że odpokutujesz za to co zrobiłeś, zaatakujesz wraz ze mną Helgrind.
Łee, byłoby fajniej, jakby Roran chciał go zabić.
Mało dramatycznie wyjszło...

Wówczas Jeod opowiedział im o śmierci Broma
A niby skąd się o niej dowiedział, skoro Eragon wspaniałomyślnie zostawił truchło Broma in the middle of nowhere?
W diamentowym grobowcu... może Jeod poszedł go pocałować i sprawdzić, czy się obudzi? ^^

o Murtaghu synu Morzana; o schwytaniu i ucieczce w Gil'eadzie; o desperackiej gonitwie i próbie ocalenia elfki; o urgalach, krasnoludach i wielkiej bitwie w miejscu zwanym Farthen Dur, gdzie Eragon pokonał Cienia.
I SKĄD ON, KURWA, O TYM WSZYSTKIM WIEDZIAŁ? =.="
No... Vardeni mu powiedzieli...?
I wszystko z punktu widzenia Eragona, tak?
Widocznie w Alagaesii też już wydali te pożałowania godne książki. ^^ 

Nowy Jeździec! I to w dodatku Eragon.
To samo miałam powiedzieć. xD

- Jeszcze dwa ostatnie pytania, Laskonogi. Jak wyglądają Brom i Eragon? I jak rozpoznałeś imię Gertrude?
- Wiedziałem o Gertrude, bo Brom wspominał, że zostawił u niej list do ciebie. A co do wyglądu: Brom był nieco niższy ode mnie, miał gęstą brodę, haczykowaty nos i nosił ze sobą rzeźbioną laskę. Śmiem też dodać, że czasami bywał dość drażliwy.
Roran skinął głową, tak właśnie wyglądał Brom.
- Eragon był... młody. Brązowe włosy, brązowe oczy, blizna na przegubie, i nie przestawał zadawać pytań.
Roran skinął głową po raz drugi. Tak wyglądał Eragon.
Tak samo mógł ich opisać ktoś, kto tylko o nich słyszał. Pałoli chciał zabrzmieć bardzo sprytnie, ale mu nie wyszło.

Potem Roran odciągnął fotel od drzwi i cała czwórka wróciła na swe miejsca zachowując się jak ludzie cywilizowani.
Bo wcześniej skakali po gabinecie, wymachując łapami i wyjąc: UUUK!

Werbownicy zaciągali chłopów w wioskach, a wojsko rekwirowało konie, osły i wory.
A co to za zwierz: wór?
Taki duży, włochaty i różowy. Lubi mięsko. I często się drapie po tyłku.
Aha.

Zatrzymał się przy oknie wykuszowym z tyłu domu, wychodzącym na stajnie, i wciągnął w płuca chłodne, zadymione powietrze, w którym unosiła się znajoma woń łajna.
Bo popuścił. ^^

Raz usłyszeli dobiegające z góry kroki.
- Konstrukcja miasta - wyjaśnił Jeod - ułatwia złodziejom wspinaczkę z dachu na dach.
Ciekawe, który z (anty)fanów podpowiedział to Pałoliniemu.

Oblizał wargi, starając się nie kręcić niespokojnie, podczas gdy starszy wartownik oglądał uważnie wręczony mu przez Jeoda zwój. Po długiej chwili skinął głową i oddał kupcowi pergamin.
- Możecie przejść.
- Jak to dobrze, że nie umiał czytać - stwierdził Jeod, gdy znaleźli się na przystani.
-.-"
Nie no, któryś z polskich władców miał siedmiu ulubionych rycerzy, ale nie potrafił ich policzyć, bo umiał tylko do trzech (czy jakoś tak, nie pamiętam dokładnie), ale na takim stanowisku daliby kogoś, kto umie czytać...
A od kiedy ta poffie$ć jest logiczna i sensowna?

- Nie mówiłeś, że mamy walczyć u boku kobiety. Jak mam się skupić, gdy pod nogami będzie mi się kręcić tępa wieśniaczka?
- Nie mów tak o niej - warknął Nolfavrell, zaciskając zęby.
- I do tego jej szczeniak?
- Birgit walczyła z Ra'zacami - odparł spokojnie Jeod. - A jej syn zabił już jednego z najlepszych żołnierzy Galbatorixa. Możesz powiedzieć o sobie to samo, Utharze?
- To nie przystoi - poparł go drugi. - Nie czuję się bezpiecznie z kobietą u boku, przynoszą tylko pecha. Prawdziwa dama nie powinna...
Nie wiadomo, co chciał rzec dalej, bo w tym momencie Birgit zachowała się w sposób zupełnie nie przystający damie. Wystąpiła naprzód, kopnęła Uthara między nogi, a potem złapała drugiego marynarza i przycisnęła mu do gardła nóż. Trzymała go tak chwilę, by wszyscy zobaczyli, co zrobiła, a potem wypuściła. Uthar wił się na deskach u jej stóp i skulony przeklinał cicho.
- Ktoś jeszcze ma jakieś uwagi? - spytała ostro.
Ja mam. Jak zwykle. Bo podobna scenka wystąpiła już w około 245623 powieściach/opowiadaniach/etc i w gdzieś tak 6394256786 filmach. A teraz niech ktoś mi powie, że ,,Eragon" jest innowacyjny.
Yyy... jest, bo Brigit nie jest piękną, cycatą młódką! He, he. xD
*rzuca siekierą*
*ucieka z wrzaskiem*

Marynarze jak jeden mąż sięgnęli pod kubraki i wyciągnęli obciążone pałki oraz zwoje liny. Tak uzbrojeni ruszyli w głąb portu w stronę Smoczego skrzydła, starając się nie zwracać niczyjej uwagi.
To mogli jeszcze wyciągnąć tamburyny, kolorowe pióropusze na dupę i zacząć śpiewać ,,Kanikuły", nadal by nikt nie zwracał uwagi.

- Ucierpi na tym wielu niewinnych ludzi - zauważył Jeod, jakby je odczytując. Poczucie winy, gnębiące Rorana, sprawiło, że odpowiedział ostrzej, niż zamierzał:
- Wolałbyś siedzieć w więzieniu lorda Ristharta? Wątpię, by wielu ludzi zginęło w pożarze, a pozostałym nie grozi śmierć, w odróżnieniu od nas, jeśli schwyta nas imperium.
No i było się wychylać? A poza tym: no peeewnie, od kiedy to w pożarach pochłaniających całe miasto ginęli ludzie?

Baldor nie chybił, jego strzała trafiła skrzydlatego stwora w prawy bok. Bestia wrzasnęła z bólu tak głośno, że szklana szyba na pokładzie pękła, a kamienie na brzegu rozsypały się w proch.
A bębenki nie popękały nikomu. Nie no, z ,,Pogromców mitów" wiem, że od dźwięku wywołującego pękanie szkła nie da się ogłuchnąć (od takiego, który gasi płomień też), ale żeby KAMIENIE pękały? No ludzie...

WĄTEK NASUADY

- Oto - oznajmiła Trianna - najnowszy wzór, jaki wynaleźliśmy.
Nasuada wzięła od czarodziejki czarny welon i z zachwytem przesunęła go w dłoniach. Żaden człowiek nie zdołałby utkać tak delikatnej koronki. Z satysfakcją przyjrzała się rzędom stojących na biurku pudeł zawierających próbki nowych wzorów produkowanych przez Du Vrangr Gata.
Oto, czym się zajmuje królowa. Nadzorowaniem pracy nad koronkami.
Sprawa najwyższej wagi państwowej.

Dwie godziny później Trianna powróciła, prowadząc dwóch żołnierzy niosących trupa. Na rozkaz czarodziejki opuścili go na podłogę.
- Znaleźliśmy zabójcę tam, gdzie mówiła Elva. Nazywał się Drail.
Z dziwną, niezdrową ciekawością Nasuada obejrzała uważnie twarz człowieka, który próbował ją zabić. Zabójca był niski, brodaty, wyglądał zupełnie zwyczajnie, nie różnił się od innych ludzi w mieście. Czuła się z nim w pewien sposób związana, jakby zamach na jej życie i fakt, że w odwecie kazała go zabić, złączył ich w najbardziej intymny sposób.
Ujawniają się nekrofilskie skłonności Nasuady. oO"
W dodatku sado-maso! Seks z kimś, kto chcie/chciał cię zabić! xD

- Owszem. Drail należał do siatki agentów działających w Surdzie i oddanych Galbatorixowi. Nazywają się Czarną Ręką
*napad szału* Kurwajapierdolęchujjegomać... *idzie poszukać jakiejś dobrej, powolnej trucizny*
Zapytacie, co wkurwiło winky? Otóż od daaawna jest fanką oblivionicznego Mrocznego Bractwa, którego głowy rodziny nazywają się Czarna Dłoń.
Ale Pałolini nie zrzyna z nikogo, nieee, kurwa, to nie jego wina, że wszystko, co wymyśli już gdzieś było... I MOŻE JESZCZE MAJĄ TAM MATKĘ NOCY I SITHISA?!

Była noc, nie potrafił zatem określić ich liczby, jest jednak pewien, że znacznie przewyższa ona szesnaście tysięcy, stanowiące jądro oddziałów Galbatorixa. Armia mogła liczyć sobie nawet sto tysięcy, jeśli nie więcej.
Skoro tak go wszyscy nienawidzą, to skąd ta stutysięczna armia?
To tak jak z PiSem. Wszyscy wokół się śmieją i psioczą, a potem nagle PiS wygrywa wybory. :]

- Musimy mieć sojuszników i przede wszystkim musimy mieć tu Eragona, zwłaszcza jeśli przyjdzie nam zmierzyć się z Galbatorixem. Nasuado, zechcesz po niego posłać?
- Uczyniłabym to, gdybym mogła, lecz do czasu powrotu Aryi w żaden sposób nie mogę skontaktować się z elfami ani wezwać Eragona.
Wyślij mu smsa. Oromis na pewno dał już Eragonowi telefon.

Jeśli nie obalimy Galbatorixa, pozostaje nam tylko jedno wyjście: uciec z Alagaesii przez bezkresne morze i znaleźć nowy lad na którym stworzymy sobie nowe życie. Tam będziemy mogli zaczekać na śmierć Galbatorixa.
[ironia]Brawo.[/ironia]

Nawet on nie może żyć wiecznie. Jedno tylko jest pewne: wszystko przemija.
Głęboka myśl dnia.
A wiecie, że głębokie przemyślenia Pałoliniego można już znaleźć na wiki?
Świat schodzi na psy. -.-

WĄTEK ERAGONA

Eragon odetchnął głęboko, nakazał swemu sercu przyśpieszyć i zaraz potem zmarł na zawał.

Nie spał, nie sypiał bowiem od dnia swej przemiany. Gdy zmęczenie kazało mu się położyć, przechodził w stan przypominający sen na jawie. Doświadczał wówczas wielu cudownych myśli i krążył wśród szarych cieni wspomnień, cały czas jednak pozostając świadomym swego otoczenia.
Słowem: naćpał się. ^^

Może i zachowałem się jak głupiec, ale to nie do końca moja wina. Nie odpowiadam za to, co zrobiłem; byłem jak pijany.
Tak se tłumacz.

Eragon skierował się do łazienki i odprawił codzienny rytuał porannych ablucji, łącznie z usuwaniem zarostu zaklęciem, a także włosów z pleców i okolic lędźwi, manikiurem i pedikiurem, malowaniem oczu na czarno i nakładaniem żelu na włosy oraz układaniem grzywki na boczek.

Z drugiej strony pola zbliżył się ku nim Vanir.
- Jesteś gotów, Cieniobójco?! - krzyknął.
Pogarda dźwięcząca w głosie elfa zmalała nieco od czasu ich ostatniego pojedynku przed Agaeti Blodhren, ale nieznacznie.
Jakżeby inaczej. Teraz wszyscy kochają księciunia Eragona.

Opróżniając umysł Eragon chwycił Zar'roca i dobył go jak najszybciej. Ku jego zdumieniu miecz zdawał się ważyć nie więcej niż wierzbowa witka. Brak oporu zaskoczył Eragona; jego ręka wyprostowała się tak gwałtownie, że miecz wyśliznął mu się z palców i poleciał dwadzieścia jardów w prawo, wbijając się w pień sosny.
*megazaciesz*

Elf upuścił broń. Jego twarz zbielała gwałtownie.
- Jakże chyży jest twój miecz - rzekł.
Allle mam skojarzenia! xD

Wówczas Vanir uczynił coś, czego Eragon nigdy się nie spodziewał. Elf uniósł zdrową rękę i zgiął ją w geście hołdu, przykładając do mostka i kłaniając się.
- Błagam o wybaczenie za me wcześniejsze zachowanie, Eragon-elda. Sądziłem, że skazałeś mój lud na nicość otchłani, i ów lęk sprawiał, że zachowywałem się niegodnie. Wygląda jednak na to, że twoja rasa nie zagraża już naszej sprawie. Jesteś teraz godzien miana Jeźdźca
Nie, nie, nie! Vanish, nie gadam z tobą! *foch* T_____T
To było oczywiste, że nawet ci, co go nienawidzą, w końcu i tak pokochają.

Nałożył strzałę i powoli odciągnął cięciwę, rozkoszując się łatwością, z jaką mu to przychodziło. Wycelował, wypuścił strzałę i został na miejscu.
To wcześniej co robił przy strzelaniu, łuk zostawał, a on leciał w tył?

Saphira obwąchała oba kawałki drewna w jego dłoniach.
Wygląda na to, że potrzebny ci nowy kijomiot.
Przyda się też kij-samobij.
Albo wibrator. Na jedno wychodzi.
Oromis lubi takie zabawki. ^^

- Glaedr wyjaśnił mi najlepiej jak potrafił, co z tobą uczyniono podczas święta. Coś takiego nigdy nie nastąpiło w całej historii Jeźdźców... Raz jeszcze smoki dowiodły, że są zdolne do czynów wykraczających poza naszą wyobraźnię.
Tym bardziej, że to, co zmieniło Eragona w książątko nie było smokiem. W każdym razie nie prawdziwym.
Ale to trochę siara mówić, że odmienił go tatuaż.

- Glaedr nie był do końca pewien, jakich zmian doświadczysz, chciałbym zatem, abyś opisał w pełni swą przemianę, łącznie z wyglądem.
To nie widać? -_-"

Saphira podzielała ten niepokój.
Świat jest jak rozciągnięty, Eragonie - rzekła. Rozciągnięty do granic. Wkrótce pęknie i wszędzie zapanuje obłęd. To, co czujesz, czujemy też my, smoki, i czują elfy - nieubłagane zbliżanie się końca naszej ery. Opłakuj tych, którzy zginą w chaosie, jaki pochłonie Alagaesię, i miej nadzieję, że dzięki sile twego miecza i tarczy, i moich kłów i szponów, zdołamy wywalczyć lepszą przyszłość.
Kolejna zajebista przepowiednia, która aż się pali, by się wypełnić.

kiedy [Eragon] otworzył umysł, by obserwować otaczające go stworzenia, wyczuł nie tylko ptaki, zwierzęta i owady, ale też rośliny.
Rośliny miały zupełnie inną świadomość niż zwierzęta - powolną, leniwą, pozbawioną jądra
No jakoś nie zdarzyło mi się zobaczyć rośliny z jądrami.
Trzeba umieć szukać. ^^

Sama ziemia była żywa i świadoma.
Wszędzie istnieje inteligentne życie - pomyślał.
Patrząc na Eragona to chyba jednak nie wszędzie.

Kiedy zanurzył się w oceanie myśli i uczuć otaczających go istot, zdołał osiągnąć stan tak głębokiego wewnętrznego spokoju, że przez ten czas przestał istnieć jako odrębna jednostka. Stał się nicością, otchłanią, odbiorcą głosów całego świata. Nic nie umykało jego uwagi, bo uwaga ta nie skupiała się na niczym. Był lasem i jego mieszkańcami.
Czy tak właśnie czuje się bóg? - zastanawiał się Eragon po powrocie do swego ciała.
Żeby Eragon zamienił się w elfa - to jeszcze jestem w stanie przełknąć. Ale żeby był bogiem?! To już przyjmę chyba w formie lewatywy. o_O"
Biedna winky. Rest in pieces.

Opuścił polanę, odnalazł w chacie Oromisa i ukląkł przed nim.
MOMENTY!!!
Tak zaraz na początku rozdziału?

Oromis przerwał pisanie i spojrzał z namysłem na Eragona.
- Opowiedz mi.
Przez półtorej godziny Eragon rozpływał się nad każdym aspektem roślin i zwierząt żyjących na polanie.
Aż w końcu Oromis umarł z nudów.

Oromis dźwignął się z krzesła i pozostał w miejscu, chwiejąc się lekko. - Użycz mi ramienia, Eragonie, i pomóż wyjść. Członki nie słuchają mej woli.
To ile on ma członków? *skojarzenia mode on*

- Jaki jest koszt magii, Eragonie?
- Energia. Zaklęcie wymaga tej samej energii, jakiej potrzeba, by wykonać to zadanie zwykłymi środkami.
*chrząka, a odgłos dziwnie przypomina słowa: Ursula le Guin!*

- Mistrzu, wczoraj wieczorem przyszło mi do głowy, że w żadnym ze zwojów, które czytałem, nie wspomniano o waszej religii. W co wierzą elfy? (...) komu bądź czemu oddajecie cześć?
- Niczemu.
Niesamowite, że mają takie poglądy w czasach stylizowanych na ŚREDNIOWIECZE.
Elfy są nowoczesne. Powinnaś to pojąć po tym, jak dowiedziałaś się, że robią sobie operacje plastyczne.

Podczas szkolenia Eragon dowiedział się, że wiele zjawisk, które wieśniacy przypisywali siłom nadprzyrodzonym, to w istocie procesy naturalne. Na przykład podczas medytacji odkrył, że larwy wykluwają się z jajeczek much, a nie rodzą z brudu, jak wcześniej sądził. Nie widział też sensu w zostawianiu duszkom ofiary z jedzenia, by nie zakwaszały mleka, skoro wiedział, że mleko kwaśnieje, bo mnożą się w nim maleńkie organizmy.
Skoro tak i skoro jest teraz całkowicie przeciwny zabijaniu żywych istot, co sądzi o brutalnym akcie seksualnym, w trakcie którego tysiące plemników tak po prostu ginie? ^^
Nie wspominając o tym sadystycznym akcie mycia rąk, kiedy z premedytacją i zimną krwią morduje się miliardy bakterii!
No a gotowanie jajka na twardo to już istne barbarzyństwo.

- I nie uznajecie żadnych bogów?
- Wierzymy tylko w to, czego istnienia potrafimy dowieść.
A smoki nie istnieją!
Elfy też!
I jeszcze się mądrują.

Tej nocy dręcząca Eragona niepewność znalazła odbicie w śnie (...) Ujrzał Garrowa leżącego w domu Horsta, martwego Broma w samotnej jaskini z piaskowca i twarz zielarki Angeli, która szepnęła
„Strzeż się, Argedamie, wyraźnie widzę zdradę. Jej źródło to twoja rodzina. Strzeż się, Cieniobójco”.
Konkurs audiotrelemorele: kto to taki? ^^
Kasztaniaki!
A tak swoją drogą, to skoro elfy nie śpią (i Eraś automatycznie też), skąd ten sen?
Nawdychał się czegoś. xD

- Syn i ojciec jednacy, ślepi jak gacek.
- Zaczekaj! - wykrzyknął Eragon, zrywając się na równe nogi. - Znasz mojego ojca? Kto to?
Bladgen znów zakrakał; tym razem zdawało się, że się śmieje.
- Choć dwaj mogą mieć dwa, a jeden z dwóch to na pewno jeden, jeden może być dwoma.
- Imię, Bladgenie. Podaj mi imię!
Potter... Harry Potter...
A nie, bo Darth Father.

Skupiony na obrazie Nasuady Eragon przesunął dłoń nad zwierciadło i wymamrotał tradycyjne zaklęcie.
- Senna wizja.
Wolałam Draumr Kupa. :(

Zwierciadło zamigotało i zbielało. Pośrodku pojawiło się dziewięć osób zgromadzonych wokół niewidocznego stołu. (...) Gdy tylko Eragon wprowadził modyfikacje zaklęcia, z lustra dobiegł głos Nasuady
Czas umierać - Eragon zrobił telewizor. T_T

Dyskusja przeszła płynnie na braki w cięciwach. Temat ten nie zabrzmiał obiecująco, więc Eragon przełączył na LaskiXXX.

Czy nadszedł czas walki, Eragonie?- spytała Saphira; w jej głosie dźwięczała dziwnie uroczysta nuta.
Wiedział, co miała na myśli: Czy nadszedł czas, by rzucić otwarcie wyzwanie imperium, czas, by zabijać i niszczyć aż do granic ich nie najmniejszych umiejętności? Czas, by uwolnić całą skrywaną wściekłość i nie spocząć, póki Galbatorix nie legnie martwy u ich stóp? Czy nadszedł czas, by poświęcić się kampanii, której rozstrzygnięcie mogło potrwać dziesiątki lat?
Już czas.
Eragon wspiął się na Lwią Skałę i zrobił: ROOOAAAAR!

- Spodziewając się waszego odejścia, przygotowałem dla ciebie trzy dary Eragonie. - Wyłowił z sakwy srebrną flaszkę. - Po pierwsze, faelnirv, który wzmocniłem swoimi zaklęciami. Trunek ten doda ci sił, gdy wszystko inne zawiedzie
W czasie bitwy nie ma to jak łyk jabola na ukojenie nerwów.
Zajumali to-to Łucji Pevensie...

wyjął z sakwy długi, niebiesko-czarny pas od miecza. (...) Na polecenie Oromisa Eragon pociągnął za chwast z boku i zachłysnął się ze zdumienia, widząc, jak pasmo tkaniny z przodu przesuwa się, ukazując dwanaście diamentów, każdy liczący sobie cal średnicy. Cztery z nich były białe, cztery czarne, a pozostałe mieniły się czerwienią, błękitem, żółcią i brązem.
Raz dostałby coś mało nadzwyczajnego, symbolicznego, z przeceny... zaręczam, że by nie umarł.
A nawet jeśli, to tym lepiej. ^^

-Teraz ruszajcie i lećcie jak najchyżej z północnym wiatrem, wiedząc, że oboje - Saphira Jasnołuska i Eragon Cieniobójca - macie błogosławieństwo Oromisa, ostatniego potomka rodu Thandurina tego którego zwą zarówno Mędrcem w Smutku Pogrążonym, jak i Kaleką Uzdrowionym.
Macie też serdeczny brak pozdrowień i kopa w dupę od Winky z rodu Bora Wielkiego a Szumnego, zwanej Tą Wredną Krową.

Wymienili ostatnie smutne pozdrowienia i rozstali się.
Oromisowi będzie brakować Eragona... muehehe. Twisted Evil

- Wiedz też, że wyprawiłam do Surdy dwunastu najlepszych naszych magów.
No jasne. Dwunastu magów na WOJNĘ. To tak, jak w każdym opku aŁtorki i aŁtorzy z podziwem piszą o ogromnej, niezwyciężonej armii liczącej okrągły tysiąc wojowników!
Przecież Pałolini też jest aŁtorem, co się dziwisz...

Smoki - odparła Saphira - nie potrzebują do szczęścia dobytku. Po cóż nam bogactwa, skoro nasze łuski piękniejsze są niż jakiekolwiek skarby? Nie, wystarczy mi dobroć okazana Eragonowi.
Ze strony Oromisa czy ogólnie?

Orik zatrzymał się, dotarłszy na górę, po czym postawił stopy po obu stronach kręgosłupa smoczycy i ruszył ostrożnie naprzód, zmierzając ku siodłu. Poklepał dłonią jeden z kościanych szpikulców między nogami.
- Niezły sposób na utratę męskości - zauważył. Eragon uśmiechnął się szeroko.
Bo sam nie miał czego tracić. ^^

WĄTEK RORANA

Zanim zacznę, melduję, iż zmieniłam zdanie. Ten wątek jest jeszcze gorszy od Eragonowego, bo jest tak koszmarnie nudny, że nawet nie ma co cytować.

Obsydianowe morze kołysało się pod bursztynowo-złotym Smoczym skrzydłem, unosząc statek wysoko. Na moment balansował na grzbiecie spienionej aleksandrytowo-szafirowej fali, po czym opadł w ciemną onyksową dolinę. Strzępy lodowatej opalowej mgły unosiły się w mroźnym powietrzu, wiatr jęczał i zawodził w ekstazie.
Ostatni komentarz był nie na temat.

Roran ujrzał, niczym na serii monochromatycznych obrazów, jak bomstenga bezana przekręca się
Że niby CO się przekręciło? oO"
Dżek Sparoł by ci powiedział, a że jesteś dupa, to nie wiesz.
Phi, Pałolini też na pewno nie wie. On tylko wpisuje hasła z Wiki. *FOCH*

Roran wyjął zza pazuchy lunetę, przytknął ją do oka i ustawił ostrość.
Potem jednak stwierdził, że i tak jest za słaba, wziął więc lornetkę. Ale i ta była do dupy, spojrzał zatem przez teleskop. W końcu zrezygnowany włączył GoogleMaps.

Usłyszał, jak w dole Uthar krzyczy na wieśniaków, rozkazując im siąść do wioseł. W chwilę później po bokach Smoczego skrzydła uniosły się dwa rzędy długich tyczek nadających statkowi wygląd olbrzymiego nartnika.
Może narciarza?
Adaś?

Roran patrzył przerażony i zafascynowany na rozgrywający się wokół dramat. Podstawowym elementem, od którego zależał wynik całego planu, był czas. Czy Smocze skrzydło uzbrojone w wiosła i żagle okaże się dość szybkie, by pokonać Oko? I czy korwety - które także opuściły wiosła - zdołają zmniejszyć dzielącą ich odległość tak, by nie zginąć we wzburzonych wodach? O tym w następnym odcinku.
*nuci* Bżżżż, POM. Trym-tym-tym-tym-tym, tym... Miał być motyw końcowy z LOSTów, ale nie wyjszło.

Zdumiał się, gdy nad krawędzią kosza pojawiła się ręka, a potem twarz Baldora.
- Pomożesz mi? Mam wrażenie, że zaraz spadnę.
Roran zaparł się mocno i wciągnął Bałdora do kosza. Mężczyzna wręczył mu suchar i suszone jabłko.
- Pomyślałem, że zechcesz coś przekąsić.
Roran podziękował mu skinieniem głowy i wgryzł się w suchar, cały czas patrząc przez lunetę.
Nie no, jasne, zaraz statek zostanie wessany przez wir, a oni sobie żrą na bocianim gnieździe.
Ugryź suchara!

Otwarta paszcza Oka Dzika [tego wiru] miała obecnie prawie dziewięć i pół mili średnicy i nikt nie potrafił orzec, jak głęboko sięga, prócz tych, którzy w niej uwięźli. Boki Oka opadały pod kątem czterdziestu pięciu stopni
Oczywista Roran - zatwardziały wilk morski - potrafił to orzec na pierwszy rzut oka.

Miał wrażenie, że minęły wieki, odkąd usiadł za wiosłem w mrocznym, zadymionym wnętrzu.
Bo se dla luzu zarajali. W końcu ciężka dola galernika.
Pałolini nie przewidział tego, że przez dziury na wiosła może się wlewać woda. A statek niemal leży na jednej burcie, co sam napisał.
*razem* Żaaal.


A teraz pokażę wam coś interesującego. Oto zdania, jakimi kończyło się ostatnich kilka rozdziałów.
- Opłakuj tych, którzy zginą w chaosie, jaki pochłonie Alagaesię, i miej nadzieję, że dzięki sile twego miecza i tarczy, i moich kłów i szponów, zdołamy wywalczyć lepszą przyszłość.
(...)
- Już czas.
(...)
Usatysfakcjonowany Roran odłożył młot.
- Niechaj tak będzie.
(...)
- Mieliśmy szczęście, Roranie. Większe szczęście, niż mogliśmy przypuszczać.
- Tak - zgodził się.
Bo krótkie zdania dialogowe są takie emocjonujące.
 

WĄTEK ERAGONA

W dole pod brzuchem Saphiry olbrzymia puszcza rozciągała się między białymi horyzontami
To w lasach są horyzonty?
Ba, całe mnóstwo! Gdzie nie spojrzysz - horyzont. I do tego biały. A nie, czekaj, ja myślałam, że o purchawkach mówisz...

Aby urozmaicić podróż, Orik zabawiał się z Saphira w zagadki. Eragon wymówił się z gry. Nigdy nie przepadał za zagadkami, przeskoki myślowe niezbędne do ich rozwiązania jakoś mu umykały.
Bo za gupi jezd. ^^

Obłok gorącego dymu omiótł im twarze, gdy parsknęła.
Kiepsko sobie radzę z takimi zagadkami. Od dnia, gdy się wyklułam, nie byłam we wnętrzu domu i pytania o sprzęty domowe mnie zaskakują.
A domek na drzewie elfów się nie liczy?
Nigdy nie wiadomo, co elfy trzymają w domach, w końcu one strasznie zboczone są.

Eragon patrzył, jak mięśnie na karku Orika napinają się niczym węzły.
To co on mu robił?! O_O
Nic. To ty masz skojarzenia.
Analizujesz ze mną już drugi tom i jeszcze się dziwisz? :]

Na skraju pustkowia minęli grupę konnych nomadów odzianych w powłóczyste szaty, chroniące przed słońcem. Mężczyźni krzyczeli, potrząsając mieczami i włóczniami. Żaden jednak nie ośmielił się strzelić do smoczycy. (...) Po drodze Saphira nawet nie próbowała się ukrywać i często słyszeli okrzyki zdumienia i strachu dobiegające z leżących w dole wiosek.
Nooo, to też było bardzo cichociemne z ich strony, jeśli chcą zaskoczyć Galba istnieniem Szafirki. -.-

Wkrótce po tym, jak następnego ranka znów wyruszyli w drogę (...) Pojawiły się złocistoczerwone wydmy. (...) Trzeciego dnia (...) opuścili Pustynię Haradacką. (...) choć pustynia zniknęła w dali, było znacznie cieplej niż zazwyczaj o tej porze roku. Tutejsza wiosna przypominała lato.
Szybko zmieniają strefy klimatyczne. A narysowana mapka jest taka mała... *przewraca oczami*

- Witaj, Jeźdźcze - rzekł. - Jestem Dahwar, syn Kedara, seneszal króla Orrina.
- Ja jestem Eragon Cieniobójca, niczyj syn.
A więc skurwysyn. ^^

Po raz pierwszy Eragon uświadomił sobie, że może wydawać rozkazy i oczekiwać, że zostaną spełnione.
Patrzcie go, jaki władczy...
Ma już dość bycia pomiatanym przez Oromisa. xD

- Potrzebne nam tygodniowe racje podróżne, dla mnie wyłącznie owoce, warzywa, mąka, ser, chleb, Nutella, Kitkaty, kawior, bułeczki grahamki, sushi, Whiskas dla Saphiry i tak dalej.
I potejtołs.

- Proszę, wybacz mi moją impertynencję, nie znam bowiem zwyczajów Jeźdźców, ale czy nie jesteś człowiekiem? Słyszałem inaczej.
- Owszem, jest - warknął Orik. - Został... odmieniony i powinniście się cieszyć, bo inaczej nasza sytuacja wyglądałaby znacznie gorzej.
Chciałeś powiedzieć: Eragon wyglądałby znacznie gorzej. xD

nakreślił palcem linię na północny-zachód z Aberonu do Cithri.
Ke? Cintra? Gdybym nie wiedziała, że Pałolini napisał to jeszcze zanim powstała gra The Witcher, oskarżyłabym go o kolejny plagiat. o_O
A ja bym się nie zdziwiła, gdyby to mimo wszystko był plagiat.

Płonące Równiny - kryjące w sobie olbrzymie pokłady torfu - leżały po wschodniej stronie rzeki Jiet w miejscu, gdzie przecinała ją granica Surdy. W przeszłości odbyła się tam potyczka Jeźdźców i Zaprzysiężonych. Podczas walki ziejące ogniem smoki podpaliły niechcący torf.
Niechcący?

Żar pozostał pod ziemią i tlił się tam od tej pory. Cuchnące opary sączące się z rozpalonych otworów w zwęglonej ziemi sprawiały, że Równiny nie nadawały się do zamieszkania.
No taa, jakże proste rozwiązanie umieszczenia na mapie czegoś podobnego jak obszary wulkaniczne z dowolnej części Heroes of Might and Magic...
Bo może Pałolini pomyślał, że zrobienie z Alagejzerii drugich Hawajów to by była jedna atrakcja za dużo. :]
Swoją drogą niby czemu bitwa ma się odbyć właśnie tam? Bo tak się umówili?
Bo tam będzie MROCZNIEJ.

Gdy Saphira zaczęła szykować się do lotu, Eragon zmarszczył brwi - w śledzonych przez niego umysłach pojawiła się nuta niezgody.
- Dahwarze, dwóch stajennych wdało się w kłótnię. Jeden z nich, Tathal, zamierza popełnić morderstwo. Możesz go jednak powstrzymać, jeśli natychmiast wyślesz tam ludzi.
Podglądacz!!! A jakby ktoś właśnie uprawiał namiętny seks na sianie?!
To by siedział cicho i podglądał... ^^

- Skąd o tym wiesz, Cieniobójco? - spytał seneszal.
- Ponieważ jestem Mary Sue (...) - odparł Eragon.

Dramatyczny ostatni akapit nudnego i bezsensownego rozdziału...
Dotarli do Płonących Równin Alagaesii.
Tadaaa.

Na wschodnim brzegu wezbranej rzeki stały dwie armie. Na południu Vardeni i ludzie z Surdy (...) ich wojska wydawały się żałośnie małe w porównaniu z rozmiarami sił zgromadzonych na północy. Armia Galbatorixa była tak wielka, że jej czoło miało trzy mile szerokości
Armie stały naprzeciw siebie i się darły:
- TA RYBA ŚMIERDZI!

- WCALE NIE!
- TA RYBA ŚMIERDZI!
- WCALE NIE!

jej czoło miało trzy mile szerokości; nie wiadomo było, jak daleko się rozciągało bo poszczególni ludzie zlewali się w dali w jedną mroczną masę.
Mhroczna ahrmia mhrocznego Galbathorixa, co dwa jaja ma.
A nie ma czasem mrocznych jeźdźców w liczbie dziewięć?

Machnięciem ręki i słowem „ganga” odmienił ich kierunek, posyłając pociski ku ziemi niczyjej, gdzie, nie czyniąc nikomu szkody, wbiły się w jałową glebę. Przeoczył jednak jedną strzałę wystrzeloną kilka sekund po pierwszej salwie.
Gwałtownie odchylił się w prawo, jak najmocniej, szybciej niż jakikolwiek człowiek i złapał pocisk w powietrzu.
Woooaaaah, ale zaszpanował, krowa jego włochata mać.
Ja bym wolała, gdyby nie złapał... *burczy*

Brodaty Fredric zbliżył się do nich. Wyraźnie zaskoczyła go zmiana wyglądu Eragona
Poznał go w ogóle? o_O"

Zatrzymując się przed przedostatnim z żołnierzy, Eragon uniósł strzałę, którą chwycił w powietrzu, siedząc na grzbiecie Saphiry.
- To chyba twoja, Harwinie? Zachwycony Harwin przyjął strzałę.
- Rzeczywiście! Ma biały pasek, zawsze tak maluję moje drzewca, by je później łatwiej znaleźć.
No pewnie, w bitwie będzie szukał specjalnie swoich strzał, jak już kołczan będzie miał pusty. -______-"

Żołądek Eragona ścisnął się gwałtownie na widok stojącej naprzeciwko Aryi.
Chciał ją zeżreć.

- Mam nadzieję, że lot minął spokojnie?
- Owszem, bez przeszkód.
- Nie natknęliście się na nic na pustyni?
- A powinniśmy?
Na piaskale. *jeb*

Wyciągając z worków zbroję, szybko przywdział barwny strój wojenny.
SAM? SAM założył ZBROJĘ? Ratuunkuuu... dajcie mi jakąś dobrą książkę... T__T

Z radością odkrył, że w kołczanie mieści się też wyśpiewany przez królową łuk z już założoną cięciwą.
Mam wielką wyobraźnię, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić łuku, który by się zmieścił do kołczanu razem ze strzałami.

Eragon splótł ręce za plecami, czekając cierpliwie, gdy tymczasem Angela używając niezwykle barwnych, szczegółowych i pomysłowych określeń informowała go, jakim dokładnie jest durniem, jakich musiał mieć przodków, by okazać się równie ogromnym durniem - posunęła się nawet do tego, by insynuować, że jeden z jego dziadków musiał sparzyć się z Urgalem - a także opisywała przerażające kary, jakie powinien ponieść za swoją głupotę.
Zaczynam lubić tę głupią zielarkę. ^^
To rekompensata za Vanisha.

Gdyby ktokolwiek inny obraził go w ten sposób, Eragon wyzwałby go na pojedynek. I by przegrał.

- Zerkając na nią kątem oka, zauważył: - Nie wyglądasz na zaskoczoną moją przemianą.
Zielarka wzruszyła ramionami.
- Mam swoje źródła informacji. Według mnie to spora poprawa. Przedtem byłeś taki... jakby to ująć...
Zdeformowany!
Odrażający!
Odstręczający!
Szkaradny!
Plugawy!
Obmierzły!
Parszywy!
Kaleki!
No, kaleką umysłowym to on do końca życia będzie. Plus, muszę zamarudzić. Niby JAKIE ma ona źródła informacji? Internet? -.-

Mimo jej opanowania Eragon wyczuł w odpowiedzi czarodziejki nutę defensywną, jakby wiedziała, że tak naprawdę nie dysponuje przekonującymi argumentami. Wydała mu się dojrzalsza niż wówczas, gdy spotkali się po raz ostatni.
Zupełnie jakby on przez całe swoje życie był najdojrzalszym człowiekiem (?) na świecie.

Czemu zatem Nasuada chce mnie usunąć? W czym ją zawiodłam?
Koronki były brzydkie.
A zupa za słona.

Ujrzał olbrzymią chmarę ptaków kołujących pomiędzy dwiema armiami. Dostrzegł wśród nich orły, sokoły i jastrzębie, a także niezliczone żarłoczne wrony i ich większych, groźniejszych, połyskujących czernią kuzynów - drapieżne kruki. Każdy z ptaków wrzeszczał i skrzeczał, złakniony krwi i świeżego mięsa - krwi, która zwilży mu gardło, mięsa, by napełnić pusty brzuch i zaspokoić głód. Doświadczenie i instynkt podpowiadały im, że gdy w Alagaesii pojawia się wojsko, mogą oczekiwać uczty wśród trupów.
Zbierają się chmury wojny - pomyślał Eragon.
Kolejny dramatyczny akapit końcowy.
Takie same ptaki krążą nad moją szkołą. T_T
Eragon zmarszczył brwi. Nie spodziewał się natknąć w tej bitwie na urgale, bo Durza już nad nimi nie panował, a w Farthen Durze zginęło ich mnóstwo. Skoro jednak przybyły, to przybyły. Poczuł, jak wzbiera w nim żądza krwi, i pozwolił sobie na drapieżny uśmiech, widząc oczyma wyobraźni, jak dzięki nowo nabytej sile chędoży (...) setki potworów.

- Widzę, że naprawdę nie dokończyłeś szkolenia, skoro potrafisz być tak ślepy - mruknęła cicho do Eragona Nasuada, tak by nikt inny jej nie usłyszał.
Jakżeby inaczej, bo jak by pozostali potwierdzili, to by się jeszcze Eraś popłakał.
A to wrażliwa kreaturka jest... Zapytajcie Aryi. ^^

- Zapominacie wszyscy, że ja także walczyłam pod Farthen Durem, tak samo jak księżniczka Eowina.

Eragon stał po jej prawicy, Elva po lewicy, a Saphira po środkownicy.

Urgal - czy też byk; Eragon przypomniał sobie, że tak właśnie je nazywano
To to jest w końcu orkopodobne coś czy jeleń? oO
Z Pałolinim wszystko jest możliwe.

Był wspaniałymi okazem swego gatunku
Chyba jednak jeleń.
No to mamy problem. Ściągał orki z Tolkiena czy zwierzoludzi z Warhammera?
*wpadły w zadumę*


Gdy urgal zatrzymał się przed pawilonem, nie śmiąc podejść bliżej, Nasuada poleciła strażnikom, by uciszyli tłum. Wszyscy wpatrywali się w urgala, zastanawiając się, co teraz zrobi.
Ten uniósł ku niebu muskularne ręce, odetchnął głęboko, po czym otworzył paszczę i ryknął na Nasuadę.
Jak dobrze wychowany! ^^

Eragon bardzo pragnął zachować milczenie, znał jednak swoje obowiązki wobec Nasuady i Vardenów, Pochylił się zatem i szepnął jej do ucha.
- Nie obrażaj się, oni w ten sposób witają swoich wodzów. Prawidłowa odpowiedź to zderzenie się głowami, ale nie powinnaś raczej tego próbować.
*skanduje* Spró-buj! Spró-buj! Spró-buj!
No to niech chociaż odryknie. xD

Nasze najlepsze byki zginęły dla Galbatorixa, który potem porzucił nas niczym złamany miecz. To drżał wężowy język, bezrogi zdrajca.
Czy ja się przesłyszałam? ŻMIJOWY JĘZYK?! *wkurw*
Ale z małej litery. *słychać cykanie świerszczy* No dobra, ale i tak zrzynka z LOTRa.

- Doskonale, Nar Garzhvogu. Ty i twoi wojownicy możecie rozbić obóz przy wschodniej flance naszej armii
He, he. A nie mówiłam? Zmówili się z urgalami.
No to teraz czekamy na Winx.

Żołnierz ściągnął wodze czarnego ogiera, pełnej krwi fryza.
Coś ty, araba. Każdy piękny koń to w kretyńskich opkach arab, fryzy królują w filmach.
To dla odmiany niech będzie wielbłąd.
Albo lama.

- Odrzucając łaskawe warunki kapitulacji zaoferowane przez króla Galbatorixa, wybraliście śmierć. Nie będziemy więcej negocjować. Ręka przyjaźni zamienia się w pięść wojny!
Łaaa! *chowa się pod biurkiem*

Jeśli ktokolwiek z nas wciąż żywi szacunek dla prawowitego władcy, wszechwiedzącego, wszechpotężnego króla Galbatorixa, co dwa jaja ma...
Zaczynam wierzyć, że to parodia.

smoczyca wspięła się gwałtownie, oparła przednie łapy o zgniłozielony szczyt wału, rozchyliła szczęki i ryknęła ogłuszająco (...) Jej ogłuszający głos spłoszył ogiera. Koń szarpnął się w prawo, pośliznął na rozgrzanej ziemi i runął na bok. Żołnierz wyleciał z siodła i wylądował w płomieniach, które dokładnie w tym momencie wystrzeliły z ziemi. Wydał z siebie jeden okrzyk, tak straszny, że Eragonowi zjeżyły się włosy a potem umilkł na zawsze.
Patrz, jaki zbieg okoliczności z tymi płomieniami.
A ten mrożący pianę w pysku opis... nie będę mogła spać po nocach.

Murtagh był jedynym człowiekiem, który dorównywał mu umiejętnością fechtunku, przynajmniej przed Agaeti Blodhren.
Buehehe. A tu się okaże, że Murtagh też ukradkiem przerobił się na elfa i dupa. Hłe, hłe...

Codzienne z nim pojedynki były jednym z nielicznych miłych wspomnień ze spędzonego wspólnie czasu.
No dobra, nie mam skojarzeń. Ani odrobinkę. ^^

- Nie macie, po co wlec mnie do Nasuady - oznajmiła Angela. - Dostałam od niej pozwolenie na opuszczenie obozu.
- Ty tak twierdzisz. - Orik spojrzał na nią wyzywająco z jeszcze większym oburzeniem.
- Ja też tak twierdzę - oznajmiła Nasuada, która tymczasem podeszła do nich od tyłu. Eragon wiedział, że się zbliża.
Phi. Eragon by nie wiedział. Eragon wie wszystko.
Ale nie wie, że jego ojcem jeeest...
Nie! Nie mów! To niespodzianka ze strony Pałoliniego. xD

Zawiesiła głos - Och i Eragonie?
- Tak, pani.
- W razie mojej śmierci wybrałam cię na zastępcę.
Czytaj: prędzej czy pójźniej Eraś zostanie czyimś królem.
Ale nad jego rzycią nadal będzie panować tylko Oromis.

Ukrywając wstręt, odezwał się głośno.
- Nar Garzhvog, słyszałem, że zgodziliście się wpuścić mnie do waszych umysłów.
- Owszem, Ognisty Mieczu.
!!! *zjebała się z krzesła, powalona nagłą falą skojarzeń*

Jesteśmy twoimi dłużnikami, Ognisty Mieczu. Żaden z naszych byków nie rzuci ci wyzwania, a jeśli odwiedzisz nasze domostwa wraz ze smoczycą Płomiennym Językiem, zostaniecie powitani jak żaden dotąd przybysz z zewnątrz.
Urgale urządzą wam prawdziwie DZIKĄ orgię, ach, Ognisty Mieczu. xD
Pff. Chyba raczej Zimny Ogniu...

Przez połączone umysły przemknęło tak wiele obrazów i odczuć, że Eragon na moment o mało się nie zagubił: dzieciństwo Garzhvoga (tego urgala). Spędzone z braćmi i siostrami z miotu w prymitywnej wiosce w sercu Kośćca; jego matka, czesząca włosy grzebieniem z racicy i śpiewająca łagodną pieśń
*niewinnym tonem* Julia Pastrana?


Wiedział też, że choć brak mu wykształcenia, Garzhvog jest błyskotliwym dowódcą i wielkim myślicielem i filozofem, dorównującym Oromisowi.
Hyyy! Czyżby teraz Garzhvog (jestem ciekawa, jak to się, kurwa, czyta) miał się zająć rzycią Eragona? :>
O MÓJ BOŻE.
Swoją drogą, to trochę tak, jakby porównać Konfucjusza do Freda Flintstone'a.

Z pewnością jest mądrzejszy ode mnie - przekazał Saphirze Eragon.
*nie wierzy w to, co przeczytała*

Saphira trąciła jego ramię kolczastym językiem
A ja myślałam, że smoki mają wszystko kościste.
To co ona, rosiczkę w gębie hoduje?

- Mówiłam, że nie będziecie musieli czekać zbyt długo - odparła Angela. (...)
- Ty to zrobiłaś? - spytał Eragon.
- Tak. Zatrułam ich gulasz, chleb, wodę, wszystko co wpadło mi w ręce.
Nooo. Jedna dzielna Angela zdziesiątkowała gdzieś tak połowę armii. Łaaał. Szacun. [/ironia]

Naprzód! - (Nasuada) Spięła wierzchowca. Ludzie z gromkim okrzykiem podążyli za nią, unosząc broń nad głowy.
Inteligentne. Ta, która NIE MOŻE zginąć, wpieprza się na samo czoło bitwy.
Żeby Eragon mógł ją bohatersko uratować tudzież zostać królem, gdy ona zginie.

Eragonowi serce zatrzepotało w piersi.
Teraz muszę zabijać bądź zginąć.
*syczą* Zgi-niesz marnie... Zgi-niesz marnie...

Otrząsnąwszy się po zaskakującym ataku Vardenów, imperium posłało do walki machiny wojenne - katapulty wystrzeliwujące okrągłe ceramiczne pociski, porcelanowe serwisy do herbaty, kryształowe wazy i marmurowe rzeźby.

- Dobra walka! - ryknął Garzhvog.
- Dobra walka! - zgodził się Orik, z morderczym uśmiechem na twarzy.
- Beznadziejna książka! - zakrzyknęła mściwie Winky. Urgal i krasnolud spojrzeli na nią jakoś dziwnie.

położył dłoń na nodze Saphiry i spojrzał w przejrzyste szafirowe oko.
Zatańczymy, przyjaciółko mego serca?
Zatańczymy, mój mały.
Brzmi jak zaproszenie do łóżka.
Ten to ma doświadczenie! Elfy, smoki, urgale... xD

Trzy razy wypuszczali się naprzód i trzy razy Eragon i Saphira zabijali wszystkich ludzi w kilku pierwszych szeregach imperium
...aż w końcu, za czwartym razem, wrogowi udało się ich zarżnąć.
Koooniec.
Jeszcze nie.
Oł.

Walka jednak osłabiła jego refleks i jeden z żołnierzy zdołał przebić piką kolczugę i rozciąć mu lewy triceps.
Zostały uszkodzone tętnice okalająca ramię tylna i głęboka ramienia, nerw promieniowy, mięśnie poprzecznie popaćkane w kratkę i duma Erasia.

Podobną rozpacz ujrzał na twarzach Nasuady, Aryi, króla Orrina, a nawet Angeli, Harry'ego, Billa i Ernesta, gdy mijał ich w bitwie.

Coraz bardziej zmęczony i obolały Eragon, pozbawiony większości magicznych środków obronnych, zebrał kilkanaście drobnych obrażeń.
Zdolniacha! W kilkugodzinnej bitwie, w samym jej sercu, Eragon - główny bohater tejże powieści i naczelna Mary Sue - zebrał tylko kilkanaście drobnych obrażeń.
Ale zabił tysiące. *powiał złowrogi wiatr*

- Krasnoludy! - krzyknął król Orrin. - Krasnoludy są tutaj!
Krasnoludy?
Eragon zamrugał i rozejrzał się oszołomiony. Widział jedynie żołnierzy. Nagle zrozumiał i wezbrały w nim nowe siły.
Krasnoludy!
Koszałek-Opałek i Hałabała!

Wiedząc, że ma wsparcie, zapomniał o swych ranach. Znów poczuł się groźny i zdecydowany.
Wrau, bejbe.
o_O"

- Statek! Statek płynie rzeką Jiet!
Święty Mikołaj niesie prezenty!
Zbliżamy się do upragnionego końca. ^^

WĄTEK RORANA (I ERAGONA TEŻ)

Gdy zawinęli do portu, zapasy już im się wyczerpały, a wieśniacy ciągnęli resztką sił.
*stanowczo* Nie-będę-mieć-skojarzeń-w-tak-dramatycznej-chwili.

Wówczas jednak dowiedział się o armii Galbatorixa. Gdyby Vardeni ponieśli klęskę, już nigdy nie zobaczyłby Katriny, zatem z pomocą Jeoda przekonał Horsta i wielu innych, że jeżeli pragną pozostać w Surdzie, bezpieczni poza zasięgiem imperium, muszą powiosłować w górę rzeki Jiet i wspomóc Vardenów.
Jasne, z grupą skrajnie wykończonych wieśniaków pokonacie stutysięczną armię Galba.
Walniecie go w oba jaja i po sprawie.

Czy to samolubstwo z mojej strony? - zastanawiał się Roran.
Niuueee, to szlachetność i odwaga.
*parsk*


Roran jednak dostrzegł wyraźnie, że szala zwycięstwa może jeszcze przechylić się na jedną bądź drugą stronę. Wystarczył drobny impuls. A my możemy zapewnić ów impuls.
*przypomina sobie scenę z ,,Mulan", w której Ling, Yao i Chen-Po biegną z okrzykiem bojowym na wroga, potem nagle się zatrzymują i uciekają z wrzaskiem*


Roran urwał, bo powietrze wokół nich zawibrowało jak po potężnym uderzeniu.
Łup.
Zęby zderzyły mu się boleśnie.
Łup.
Uszy bolały po zmianie ciśnienia. Tuż po drugim uderzeniu nastąpiło trzecie..
Łup
... i rozległ się ochrypły okrzyk, który Roran rozpoznał bez trudu, bo słyszał go wielokrotnie w dzieciństwie. Uniósł wzrok i ujrzał olbrzymiego szafirowego smoka, opadającego ze skłębionych chmur - a na grzbiecie bestii, w miejscu gdzie szyja łączy się z ramionami, siedział Eragon.
Z wrażenia Roran zniósł jajo.

Poza tym, co te smoki, jak machają skrzydłami to im się włącza mega bass?

Nie był to Eragon, jakiego pamiętał. Rysy jego twarzy były wygładzone, szlachetne i miały w sobie kocią drapieżność.
- Eragonie! - ryknął Roran, zanosząc się ze śmiechu. - Wyglądasz jak książątko!
- Spierdalaj! - wrzasnął Eragon.

Eragon jest Jeźdźcem! Wydawało mu się niepojęte, że drobny, nieco kapryśny, radosny, głupi, rozpieszczony, gogusiowaty chłopak, z którym dorastał, stał się potężnym wojownikiem.
Dla mnie to też niepojęte.

- Jeździec! - rzekł z nabożnym podziwem Horst. - Prawdziwy Jeździec! Nigdy nie sądziłem, że zobaczę kogoś takiego. I w dodatku to Eragon.
Dobrze powiedziane: i w dodatku to Eragon.

- Co zamierzasz zrobić, Roranie?
- Zrobić? - Roran roześmiał się i obrócił gwałtownie, stając oko w oko z kowalem. - Zrobić? Zamierzam odmienić losy Alagaesii!
Bujaj się. Dla ciebie smoków zabrakło.
Ale Galbuś ma dwa jaja! ^^

Dzień przeszedł w późne popołudnie.
Przed chwilą zachodziło słońce. -.-

Kros zaczął bić w głuchy bęben i dudnienie uciszyło pole, bo wszyscy powiedli wzrokiem ku jemu źródłu. Na oczach Eragona złowieszcza postać oderwała się od horyzontu na północy i wzleciała w wielobarwne niebo nad Płonącymi Równinami.
Bębny biją, przez ciemny dym wzlatuje złowrogi stwór... jak mhrocznie!

Przed sobą widzieli czerwonego smoka, połyskującego i lśniącego w blasku słońca niczym wypełnione żarem palenisko. Błony jego skrzydeł miały barwę wina trzymanego przed lampą.
Zęby miał białe niczym śnieg pokrywający od tysiącleci Antarktydę... ech, nie mam weny na jeszcze głupsze porównanie od tego wina. T_T

Eragonowi świadomość Jeźdźca wydala się dziwna, zupełnie jakby zawierała dziesiątki różnych umysłów, uwięzionych duchów błagających o uwolnienie.
Ach, czyżby nie działał z własnej woli, był kierowany przez kogoś za pomocą czarów, a może jest Cieniem? *znudzonym głosem*

W chwili, gdy nawiązali kontakt, Jeździec odpowiedział uderzeniem czystej energii większym, niż potrafił przywołać nawet Oromis. Eragon wycofał się głęboko za własne bariery, gorączkowo recytując kawałek wiersza, którego nauczył go Oromis na takie okoliczności.
Odczep się ode mnie, zły duchu...
...jeśli nie chcesz, bym ci pogrzebał w uchu. ^^
Że niby CZYM?
Patyczkiem...

Pod pustym, szarym niebem mroźnej zimy
Stał drobny mąż ze srebrnym mieczem w dłoni,
Skakał, parował, dżgał w bojowym szale.
Walcząc z zebraną przed nim armią cieni...
Ja cię przepraszam bardzo, ale to ma być wiersz?
To ja zaczynam wierzyć w poetyckość poematu Erasia.

Eragon zorientował się, że na Płonących Równinach dzieje się coś złego. Członkowie z Du Vrangr Gata zostali zaatakowani przez dwóch nowych magów imperium.
Cała Śmiechawka pewnie już wie, kto to taki. Ech, ten Pałolini, w ogóle nie potrafi zaskakiwać!
A jeśli jednak ktoś nie wie, to niech się nie martwi zbytnio, macie odpowiedź z następnego rozdziału:
Eragon ujrzał Bliźniaków stojących na czele wojsk imperium, ciskających kule energii w sam środek armii Vardenów i krasnoludów.

Dwoma cięciami Zar'roca pozbył się więżących nogi pasków i zeskoczył z grzbietu smoczycy. To szaleństwo, pomyślał, śmiejąc się radośnie, gdy ogarnęło go poczucie nieważkości.
Wreszcie postanowił ze sobą skończyć. xD
Balanga w pokoju wspólnym! *wyciąga chipsy i piwo kremowe*

Ostrożnie, by nie nabić się na szpikulce Eragon z powrotem opadł na siodło
Nie zginął... *wielce nieszczęśliwa chowa trunki i przekąski*
Tak, spadając z wysokości kilku kilometrów ostrożnie wycelował w siodło lecącego smoka. To chyba, kurwa, spadochron miał albo plecak odrzutowy.
Jak Wormsy! *rzuca bananem*

Smoki zmagały się niestrudzenie, aż w końcu języki wysunęły im się z paszcz, ogony opadły.
Tak się starały, a czerwonemu nadal nie stawał.

Ale na pewno Jeździec nie był Galbatorixem, bo smok króla był czarny.
Jakoś sobie nie przypominam, by wcześniej ktoś coś takiego powiedział.
Ale Pałolini - a co za tym idzie: Eragon - to wie i JUSH.

Jeździec chwycił oburącz swój miecz i zamachnął się nad głową. Eragon odparował cios Zar'rokiem, klingi zderzyły się w fontannie szkarłatnych iskier A potem Eragon odepchnął przeciwnika, rozpoczynając skomplikowaną serię pchnięć. Ciął, parował, tańcząc i zmuszając zakutego w stal mężczyznę do wycofania się na skraj płaskowyżu.
A potem kopnął go w krocze i dzięki podstępnemu uderzeniu zyskał przewagę, a następnie ściął głowę Jeźdźca płonącym mieczem. ^^

Tamtemu brakowało szybkości i siły elfa, lecz jego umiejętności techniczne były lepsze niż Vanira i dorównywały umiejętnościom Eragona.
No bo to by było nie do pomyślenia, gdyby był LEPSZY. Jest GORSZY, tylko że Eraś jest zmęczony. How sad. *ociera samotną, kryształową łzę*

- Ja cię znam! - krzyknął.
Rzucił się na jeźdźca; blokując między ich ciałami oba miecze i wbijając palce pod hełm, zerwał go gwałtownie. Przed nim, pośrodku płaskowyżu, na skraju Płonących Równin Alagaesii, stał Murtagh.
Hyyy! Murtaś! Nasze powieściowe emo żyje! I ma smoka! ^_______________^
Ale nie wygląda jak książątko...? *z niepokojem*

- Zdradziłeś nas! ja cię opłakiwałem, a ty nas zdradziłeś!
*smark*

- Nie miałem wyboru - warknął Murtagh. - A potem, kiedy Cierń wykluł się dla mnie, Galbatorix zmusił nas obu do przysięgnięcia mu wierności w pradawnej mowie. Teraz nie możemy go nie słuchać.
A nie mówiłam? Nie działa z własnej woli. Jakie to wszystko przewidywalne.
A smok ma wielce oryginalne imię.
Hłe, hłe... Spajk! Spajki! Do nogi! Guuud boj... xD (Wiem, że ,,cierń" to ,,thorn", ale nie mogłam się powstrzymać ^^)

A elfy, ba! Potrafią tylko ukrywać się w swym lesie i czekać, aż ktoś je podbije.
Dobrze gada. Ten Murtaś mógłby pisać analka razem z nami. ^^

Roran skoczył naprzód, zamachnął się młotem i uderzył w głowę bliższego z Bliźniaków, miażdżąc mu czaszkę. Drugi Bliźniak runął na ziemię w drgawkach i wydał okrzyk. A potem on także padł pod młotem Rorana. Roran oparł stopę o trupy swych wrogów, uniósł nad głowę młot i zakrzyknął zwycięsko.
A wyszkoleni magowie tak się starali magią ich zabić - a tu się okazuje, że wystarczy pieprznąć takiego młotem w łeb i efekt ten sam. *gleba*

Galbatorix chce cię mieć żywego
- Po co?
Usta Murtagha wygięły się.
- Nie wiesz? Ha! To dopiero żart. Nie chodzi o ciebie, chodzi o nią - palcem w stronę Saphiry. - Smok wewnątrz jaja w skarbcu Galbatorixa, ostatniego smoczego jaja na tym świecie, to samiec. Saphira jest żyjącą smoczycą. Tylko ona może zostać matką całej swej rasy.
I najpewniej zostanie, za jakiś tom lub dwa.
Oczywiście, bez pomocy Galba, który zdechnie pod obcasem Eragona.

Czy to złe, że chce zjednoczyć Alagaesię pod jednym sztandarem? Na zawsze zakończyć wojny i odtworzyć Jeźdźców?
- Przecież to on ich zniszczył!
- I nie bez powodu - oświadczył Murtagh. - Byli starzy, tłuści i zepsuci. Elfy kontrolowały ich i z ich pomocą podporządkowywały sobie ludzi, trzeba było ich usunąć, by móc zacząć wszystko od początku.
Może wyjdzie teraz, że jestem zua i należałoby mnie zabić, ale popieram Murtasia i Galba. ^^"
Podpisałaś na siebie wyrok. Przyjdzie Eragon i cię zje, i nawet nie zostawi resztek dla Saphiry.

Dołącz do mnie, Murtaghu. Tak wiele możesz zdziałać dla Vardenów. Z nami będziesz podziwiany i wychwalany, a nie przeklinany i znienawidzony.
Dostaniesz budzik i pokój z prysznicem, i Oromisa na własność, i zostaniesz książątkiem...
Oj. To ja bym się zastanowiła.

- Może. Ale zanim cię wypuszczę... - Murtagh wyszarpnął z pięści Eragona Zar’roca i odpiął od pasa Belotha Mądrego czerwoną pochwę. - Skoro stałem się moim ojcem, wezmę jego klingę. (...) Poza tym Zar'roc powinien trafić do rąk najstarszego syna Morzana, nie jego najmłodszego. Należy mi się prawem starszeństwa.
HA! Ale szkoda, że nie ma nikogo, kto by mógł powiedzieć świszczącym głosem: szzzz-pchuuu.. ajm jor fader, Eragon... szzzz-pchuuu...

Żołądek Eragona ścisnął się w lodowatą kulę. Nie może być!
Olabogarety!

- Ty i ja jesteśmy tacy sami, Eragonie. Niczym dwa zwierciadlane odbicia. Nie możesz temu zaprzeczyć.
- Mylisz się - warknął Eragon. - Ja jestem od ciebie ładniejszy!

Bitwa bowiem dobiegła końca. Po śmierci Bliźniaków Vardeni i krasnoludy odzyskali utraconą przewagę i zdołali rozbić formację oszołomionych żołnierzy wroga, spychając ich do rzeki bądź przeganiając tam skąd przyszli.
Jakżeby inaczej. Jeśli w trzecim tomie znowu będzie jakaś końcowa bitwa, zdenerwuję się nie na żarty.

Eragon zamknął oczy. Po policzkach spływały mu łzy.
Wygrali, ale on przegrał.
Zaśpiewajmy hymn Eragona!
*śpiewają* Hał kud dys hapen tu miii?! Ajw mejd maj misteeejks! Gat nołłer tu raaan! De najt gołs aaan es ajm fejdin ełeeej! Ajm sik of dys laaajf! Aj dżust łono skriiim: hał kud dys hapen tu miii?!


Kiedy był młodszy, często zabawiał się marzeniami, że ojciec to ktoś ważny i bogaty
Minister Magii na przykład.

Spłodził mnie potwór... To mój ojciec zdradził Jeźdźców dla Galbatorixa.
Ta myśl sprawiła, że Eragon poczuł się nieczysty.
Ale to już od dawna. Oromis go przecież rozdziewiczył.

Zmądrzałeś - zauważyła Saphira.
Zmądrzałem?
*ryknęła śmiechem*

Krasnoludy szarpały i wyrywały sobie włosy biły się w piersi i zawodziły pod niebiosa.
Przeczytałam, że wyrywały sobie włosy z piersi. O_O
Z krasnoludami to nigdy nie wiadomo. xD

Eragon ujrzał nadchodzącego znad rzeki Jiet Rorana. Wraz z kuzynem powróciły obawy. Roran stanął przed Eragonem w szerokim rozkroku i spojrzał na kuzyna.
Uderzył go pięścią w podbródek.
Ja też chcę! *dołączyła się do zabawy*

Saphira zerknęła na Rorana lśniącym okiem. Zniósł to, nie odwracając głowy. Niewielu ludzi było stać na podobny wyczyn.
Ech... Już nawet nie mam siły komentować.

Eragon poczuł, jak ogarnia go fala ciepła. Powiódł wzrokiem od jednej kobiety do drugiej. Oszołomiony dowodami ich przyjaźni, uniósł dłoń ku piersi i przekręcił ją, prostując środkowy palec.

- To teraz nieważne. Wracajcie na statek. Niech wszyscy zejdą na ląd.
Logiczne. Wsiadajcie do samochodu, niech wszyscy stoją na asfalcie.

Zacisnął palce na ramieniu Rorana. - A co do odpowiedzi na twe pytanie, bracie, tak, wyruszę z tobą do Dras-Leony. Pomogę ci ocalić Katrinę. A potem ty i ja zabijemy Ra’zaców i pomścimy naszego ojca.
*dramatyczne solo na organach* Ta-da-da-DAMMMM! Ta-da-da-DAMMMM!

Koniec księgi drugiej.
WIWAAAT!

I tak oto kończy się owa zachwycająca powieść. Ale nie lękajcie się, powiadam, nie lękajcie się, bo już od dawien dawna w dowolnym EMPiKu znaleźć możecie trzeci tom przygód Eragona pod zacnym tytułem ,,Brisingr" i jeśli jesteście na tyle bogaci, by go sobie kupić i nie żałować, możecie już teraz śmiać się z kolejnych głupot wypisywanych przez Pałoliniego. Wiedzcie jednak, że ani ja, ani Kozica nie spoczęłyśmy na laurach i już położyłyśmy swe plugawe łapska na tymże dziele. Już wkrótce przekonacie się, z jakim skutkiem... już wkrótce.

KOOOONIEEEC. ^^

No, Muza, nie wiem, jak ty, ale ja mam poczucie spełnionego obowiązku obywatelskiego.

A ja potrzebuję terapii... wciąż mi przed oczami migają Eragonki... *ma drgawki*

7 komentarzy:

  1. Sorry, ale pora na Lincz (przez duże L):
    "Ke? Cintra? Gdybym nie wiedziała, że Pałolini napisał to jeszcze zanim powstała gra The Witcher, oskarżyłabym go o kolejny plagiat. o_O "
    Czy wy chcecie zasugerować, że Geralta znacie tylko z jakiejś cholernej (no dobra, całkiem niezłej, ale mimo wszystko) GRY KOMPUTEROWEJ?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, sugerujemy, że PAOLINI może znać Geralta tylko z gry komputerowej, jako że wydanie angielskie do niedawna w ogóle nie istniało, a na pewno nie w czasach, w których analiza powstawała. ;)

      Usuń
    2. Dobrze, że TO sugerujecie, bo gdybyście nie znały sagi o Wiedźminie...
      *jako wierna fanka szuka bomby z zapalnikiem czasowym*

      Usuń
  2. Boże, ratuj przed znudzonymi nastolatkami wszystkich pisarzy! Co do koloru smoka Galba, to był mówiony, ale to szczegół. Szkoda, że wasze komentarze są coraz częściej o sexie i skojarzeniach. Poza tym spoko i zabawnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, kolo... troszkę mnie obrażasz, bo ja mam kilkanaście lat i piszę powieść... ale ci obiecuję, że będzie o niebo lepsza niż cały ten cykl!

      Usuń
    2. Jeżeli mogę coś doradzić... Zacznij od napisania kilku opowiadań. Powieść jest cho****ie trudną formą na start. Zamiast tego stwórz kilka mniejszych dzieł, w których nauczysz się jak prawidłowo tworzyć postacie, opisywać wydarzenia itd. Małymi kroczkami...

      Usuń