Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Cudowne Dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 5

wtorek, 5 czerwca 2012

Cudowne Dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 5

Chyba nikt się tego nie spodziewał, a już najmniej my same, ale udało nam się wyrobić przynajmniej z przepisowymi minimalnymi dziesięcioma stronami w Wordzie kolejnej części analizy. Ot, w tym nawale zajęć potrzebne było coś na osłodę (?), więc w międzyczasie potorturowałyśmy trochę naszą ulubioną księżniczkę. Zapraszamy do lektury!






Mojnes uroczyście obiecał siostrze dochować tajemnicy (...) Może wpływ na to miało jego przekonanie, że Meihna jest czarownicą? Mojnes dopiero co skończył przecież czternaście lat. Był młody, o wiele za młody i bardzo podatny na wpływ imponujących mu ludzi. Meihna zdawała sobie z tego sprawę i dlatego dbała bardzo o swój wizerunek tajemniczej kobiety, wychodzącej z pałacu podczas pełni księżyca z kwiatami we włosach.
Wianek + pełnia księżyca = czarownica. Brzmi logicznie!

Dziewczyna westchnęła i rozejrzała się. Czy drzewa wiedziały, co się naokoło nich dzieje? Czy zwierzęta w ogrodzie zdawały sobie sprawę, że królestwo, w którym żyją, niegdyś tak piękne i kolorowe, teraz umiera jak motyl, dla którego nadejście nocy równa się końcowi świata? Czy woda czuje strach, a wiatr smutniej śpiewa w konarach drzew?
Czy wiesz, czemu wilk tak wyje w księżycową noc i czemu ryś tak zęby szczerzy rad?

Dla roślin nadchodzi tylko kolejna zima, kolejny sen i, choć jest długi, ma swój koniec, po którym znów wybuchnie orgia kolorów, a życie tryśnie z ziemi ognistym strumieniem.
Usilnie staram się nie mieć skojarzeń, ale to po prostu niewykonalne.
Jak coś „tryska z ziemi ognistym strumieniem”, to z reguły nie jest to życie. Jest czerwone, płynne i bardzo, bardzo gorące.

Meihna często zastanawiała się, czy woda w morzu i w jeziorze to jedno i to samo stworzenie, czy też dwa całkowicie odmienne gatunki.
A myślała o zmianie dealera?
Morska woda ma wielowiekowy rodowód, a jeziorna to tam pff, kundel taki...

Tu fabuła zaczyna szaleć: królewna najpierw rozmyśla o różnicach między nimfami z jezior i duchami z mórz, potem nagle przypomina sobie, że Nitrus odszedł i do tej pory nie wrócił, idzie w stronę skarbca, bo „teraz Majonez jej nie odmówi”, lol, a po drodze wydaje jej się, że ktoś ją śledzi, a wszystko to na jednej stronie książki.

— Kimkolwiek jesteś... — szepnęła — zostaw mnie w spokoju! — ale uczucie obserwowanej nie opuściło jej aż do czasu, kiedy stanęła przed drzwiami do Sali Tronowej. Wtedy też dziewczyna usłyszała dziwny
świst, a przed nią ukazał się wielki szczur, trzymający w zębach kawałek pergaminu. Kiedy Meihna nachyliła się nad nim, zwierzę czmychnęło, pozostawiając za sobą tylko krótki liścik: „Nie rób tego!”.
Tu się robi coraz bardziej disneyowsko. Tylko że tutaj nic nie ma najmniejszego sensu. A ty, Remy, wracaj do kuchni.

Czy ma posłuchać rady starca i znów się poddać? Podniosła głowę i krzyknęła:
— Słyszysz mnie, prawda?! Cały czas wiesz, co robię i myślę! Zatem... Powiedz mi, co mam robić, nie mogę siedzieć z założonymi rękami i patrzeć, jak mój świat wali się niczym zamek z piasku!
- Nic nie rób, kretynko! Ta opowieść ma dopiero 200 stron, „Zmierzch” ma z 600, chcesz być gorsza?!

Ale co jeśli Nitrus wie coś, czego nie wie ona — Meihna? Na pewno tak jest, on przecież wie wszystko... Albo prawie wszystko, skoro wyjechał, by czegoś szukać, i dotąd nie wrócił.
Pojechał szukać sensu. Nic dziwnego, że zaginął w akcji...

— Matko! — Meihna nie kryła zaskoczenia. — Jak miło... Jak miło cię widzieć!
— Szukałam cię. — Kobieta rozejrzała się. — Doszły mnie słuchy, że wychodzisz za mąż.
Nooo, bo to jest jedna z tych rzeczy, o których królowe dowiadują się mimochodem.
- Wasza wysokość, raport na dziś... Skończyły się olejki różane do kąpieli, w mieście panują zamieszki, kraj dotknęła klęska głodu... a, i twoja córka wychodzi za mąż.
- Co?! Skończyły się olejki?!


Księżniczka zmarkotniała.
— Tak. Nie pytaj kto to, bo nie wiem. Nikt nie wie!
— Właśnie to mnie martwi. Nie widziałam go z bliska, jednak mam dziwne uczucie, że skądś go znam... Ale to przecież niemożliwe!
Oj, losy mojej duszy wiszą na włosku. Czyżby Aragorn jednak nie był zakamuflowanym Nitrusem, a tylko na siłę wciśniętą postacią z dupy wziętą?

Meihna (...) Uśmiechnęła się więc tylko uspokajająco i szybkim krokiem odeszła w drugą stronę, a w głowie kłębiła jej się jedna myśl: Nie dopuścić do ślubu, nie dopuścić do ślubu!
Taaak, nie ma to jak zmiana priorytetów: od katastrofy czekającej cały kraj do ślubu z przystojnym, szarmanckim, troszeczkę zakłamanym Aragornem. Stlasne!
To na której stronie były te deklaracje, że królewna zrobiłaby wszystko dla Atlantydy...?

Ale jak to zrobić? Jeśli tak po prostu odwoła zaręczyny, to nie dość, że zwróci na siebie uwagę, to jeszcze może wywołać konsekwencje tragiczne w skutkach.
Ech... Laluniu zwana aŁtorką, wiem, że może nie chcieć ci się zaglądać do podręczników historii, ale obejrzyj sobie przynajmniej „Grę o tron” (bo na czytanie tyyylu tomów zapewne nie masz czasu, tak zajęta jesteś pozowaniem do reklam czekolady) i zobacz, jak przebiegły „zaręczyny” Sansy z Joffreyem. A potem zadaj sobie pytanie: czy ona PRZEŻYŁABY coś takiego, jak próba zerwania zaręczyn?!
http://www.youtube.com/watch?v=YsrXc3neQ6c

Co więc może zrobić, aby jak najbardziej zniechęcić do siebie Arakesa? Postanowiła, że zrobi wszystko.
Kiedy następnego dnia Meihna jadła posiłek wraz z bratem i Aragosem, miała już obmyślony szczegółowy plan działania, który miał sprawić, że jej zaręczyny z tajemniczym przybyszem zostaną zerwane.
Pierdnie przy stole?

Mężczyzna zaśmiał się z zadowoleniem.
— Czy to oznacza, że data naszego ślubu jest bliska?
Oczy Meihny zwęziły się.
— Nie tak szybko... — powiedziała tak słodko i niewinnie, że przypominała teraz czarę pełną miodu. — Czyżbyś nie słyszał nigdy o atlantydzkiej tradycji trzech podarków?
Aragos zawahał się.
— Cóż... Mojnes nic mi o niej nie wspominał...
Król spojrzał na siostrę ze zdziwieniem. Meihna zaśmiała się perliście.
— Och! Nic ci nie mówił, bo to tradycja (...) wymyślona na poczekaniu przez aŁtorkę, to oczywiste, że Mojnes nie ma o niej zielonego pojęcia...

— Polega ona na tym, że książę zaręczony z królewską córką, zanim zaprzysięgnie jej wieczną miłość, musi wykonać trzy wskazane przez nią zadania. Zazwyczaj jest to zapolowanie na jelenia, odgadnięcie trudnej zagadki czy też, jeśli księżniczka nie chce wyjść za mąż, udanie się w stuletnią podróż. Ja jednak postanowiłam wyznaczyć ci trzy całkiem proste zadania, by nie musieć czekać dłużej na ten piękny dzień, gdy pojmiesz mnie za żonę!
Ze wszystkich niedorzecznych rzeczy w tej powieści, ta jest (jak do tej pory), największa. Co to ma znaczyć, że jak księżniczka nie chce wyjść za mąż, każe iść narzeczonemu w stuletnią podróż? I wszyscy się na to godzą? To w takim razie te królewny sobie żyją w Atlantydzie jak pączki w masełku: wszystko im wolno, ich ciała są święte, sruty-gnuty, a jeśli narzekają, to tylko dlatego że od dobrobytu im się w dupach poprzewracało. -.-

Terina, która siedziała przy końcu stołu, wpatrując się w swój talerz, podniosła teraz głowę i spojrzała bacznie na Meihnę. Ich oczy spotkały się, przeprowadzając krótką, pozawerbalną rozmowę, po czym dziewczyna zmarszczyła brwi.
— Zapomniałaś dodać, że siostra twojego dziadka kazała narzeczonemu przyprowadzić skrzydlatego konia. Długo szukał, ale przyprowadził.
Chyba takiego:
(W sumie jakby mi ktoś dał nawet takiego, to byłabym skłonna go poślubić. :3)

— Jakie zatem dasz mi zadania, Meihno? Mam nadzieję, że nie będzie to odcięcie sobie głowy?
— Ależ nie! Oczywiście, że nie. Pierwsze zadanie nie jest trudne, musisz tylko przynieść mi włosy nimfy wodnej obwiązane złotą nicią i splecione w warkocz przez samą nimfę...
A więc odkryliśmy cel gadki o nimfach. Samo zadanie zaś jest bardzo sensowne: to chyba żaden problem znaleźć jakąś dziewuchę, urwać jej kłaki i zapleść w warkoczyk.
A może to o TAKĄ nimfę chodzi?

Aragos zaśmiał się tylko, a jego spojrzenie było tak samo ciepłe jak zawsze.
— Dobrze, księżniczko — powiedział. — Masz moje słowo, że jutro, zanim zajdzie słońce, przyniosę ci to, o co prosisz
Widzę, że Aragorn też już wpadł na ten sam pomysł, co ja. Sesese. C:

Terina westchnęła i zamyśliła się.
— Wiesz, Meihno... Skąd możesz wiedzieć, że jego wyspa nie istnieje? Albo jak wygląda kraniec świata? Przecież tak naprawdę nie wiesz wszystkiego. Nie znasz konstrukcji świata.
Meihna drgnęła. Przecież ona zna model Ziemi. Wie nawet, że Słońce jest centrum kosmosu!!!
I że w ogóle jest najmądrzejsza na świecie!!!

— (...) Przecież tak naprawdę nie wiesz wszystkiego. Nie znasz konstrukcji świata.
Meihna drgnęła. Przecież ona zna model Ziemi. Wie nawet, że Słońce jest centrum kosmosu!!! Terina kontynuowała:
— To, co mówią nam przez całe życie uczeni, może czasami okazać się błędne. Może prawdę odkryją dopiero nasze wnuki? A może nigdy nikt jej nie odkryje? Może coś, co wydaje się nam jasne i logiczne, coś, co według nas nie podlega dyskusji, jest w rzeczywistości czymś zupełnie innym... a może w ogóle tego nie ma? Mówienie, że wie się coś na pewno, jest błędem. Jest nierozsądne, bo w życiu nie ma niczego pewnego, nawet to, co widzisz, może okazać się złudne.
*mruga, skonsternowana* Jakim cudem przeszliśmy od tematu czarującego Aragorna do jakichś pseudofilozoficznych wynurzeń o niepewności?
Winky, naprawdę przepraszam, że to robię, ale uwierz mi, to ci ułatwi odbiór tego dzieła. *przesuwa wajchę podpisaną: MYŚLENIE na off*
Ooo... eeehehehe, ksionrzka... ma kartki... Luuubiem ksionrzki...

Świat nie jest prosty i choćby nawet bardzo chciało się go zrozumieć, jest to niemożliwe.
Brawo! Przerosłaś nawet Kapitana Oczywistość w stwierdzaniu rzeczy oczywistych! Owacje na stojąco!

To nie jest takie łatwe, jak na modelu Tyncjona. Świat to nie tylko różnego rodzaju kulki
What? o_O
No bo wiesz, są kulki do gry, gumy-kulki, kulki analne...

Kto wie, może kiedyś, w dalekiej przyszłości ludzie stwierdzą, że poznali już wszystko? Może będą chełpić się wiedzą o kulkach i gatunkach zwierząt
Rzucam kulturoznawstwo, idę na kulkoznawstwo. To o wiele bardziej przyszłościowe.

Albowiem kiedy ludzie w pełni świadomie będą potrafili odpowiedzieć sobie na pytanie, jak wygląda świat... świat ten zginie, ponieważ zabrane zostanie mu jego największe bogactwo. Tajemnica.
Wuj, nie tajemnica! Liczą się tylko kulki!!!
Zaczynam dostawać torsji na widok słowa „tajemnica”.

No ale kiedy Aragos odejdzie, król na pewno porzuci wszelkie zamiary, będzie zbyt leniwy, by podbijać świat. Zwłaszcza że w pewnym sensie i tak został już podbity, sława i uwielbienie miały większą moc niż strach.
Boru, nie ogarniam. Świat został już podbity, bo sława i uwielbienie. Ja już nawet uwierzę, że Michaśka wielką poŁetką była, ale niech to zostanie w czasie przeszłym, niech zostanie światowej sławy modelką i NIGDY WIĘCEJ NIE BIERZE PIÓRA DO RĘKI.

Wszystko było takie nielogiczne
No nie, kurwa?

Aragorn przychodzi na czas i wręcza Meihnie czarny warkocz obwiązany złotą nicią. Meihna jest wściekła, bo sądzi, że to nie są włosy nimfy, ale nie może tego udowodnić. Najwyraźniej bystrość nigdy nie była jej mocną stroną.


Tego samego dnia poszła do wioski, by spotkać się z Niką i na jej ramieniu wypłakać żale.
— Trzeba było kazać mu zrobić coś, co da się sprawdzić! — powiedziała dziewczyna, oglądając warkocz ze wszystkich stron. — Oczywiście, że to ludzkie włosy, ale kto to udowodni? Trzeba było kazać mu na przykład... zjeść na twoich oczach żywą kozę! Nie mógłby cię już wtedy oszukać!
— Wiem... Ale to wiązałoby się z moją inicjatywą zerwania zaręczyn. A ja nie mogę tego zrobić.
*przeklina długo i szpetnie* Ale kazać mu ujarzmić pegaza albo wysłać na stuletnią wyprawę to już mogła?! *dalej przeklina z pasją*


Meihna patrzyła niepewnie na Nike
Mam tego dość. Uruchamiam wyszukiwanie, by sprawdzić, czy to słowo W OGÓLE pojawia się tu w dobrej odmianie.
Word nie kłamie. W całej powieści NIGDZIE nie pojawia się słowo „Nikę”. Michaśka nie wyłączyła autokorekty, a biedne, sterroryzowane przez nią wydawnictwo nie śmiało poprawiać żadnych błędów.

Po raz pierwszy w ciągu ich [Meihny i Niki] znajomości jasna stała się granica, jaka dzieli ich światy, przepaść między nimi, przepaść nie do przeskoczenia. Z jednej strony księżniczka, wykształcona, mądra
BUAHAHAH...! Ekhem, przepraszam.

Meihna spojrzała na NikĘ z pogardą, gdy ta powiedziała, że nie umie czytać, co zakończyło się fochem ze strony Niki. Poruszona księżniczka rzuca szeptem w las obietnicę, że wynagrodzi Nice to, że jest jej jedynym towarzystwem...
Swoją drogą, zauważyliście, że w caaałej powieści tylko Meihna ma trudne do przeczytania imię? („Meihna”, jak informuje nas uprzejmie aŁtorka w przypisie na pierwszej stronie, czyta się „Mina”. Że też do tej pory nie zażartowałam z tego).

*wyje na melodię ”She’s a maniac”* She’s a Mary Sue, Maaary Sue, oh no! And the kind of one of worst that’re known!

Dziewczyna stanęła w drzwiach komnaty jadalnej i rzuciła ponuro:
— Chcę, aby Ajokon spotkał się ze mną jutro rano w ogrodzie. Wyznaczę mu następne zadanie.
— To już będzie drugie! — zaznaczył Mojnes, trochę bardziej wesoły niż zazwyczaj, i objął ramieniem uśmiechniętego Aragosa. Meihna spojrzała na niego z obrzydzeniem.
Nie jest yaoistką.
A Majonez to tak ją swata, żeby mieć Aragorna pod ręką, bo jawnie mu nie wolno go chędożyć...

Jednorożec leżący przy jej łóżku spojrzał na nią swoimi pięknymi ciemnymi oczami, po czym parsknął przyjaźnie starym zwyczajem koniowatych.
Po czym starym zwyczajem kozowatych, zeżarł jej sukienkę.

Gdy Jednorożec był podekscytowany lub zły, róg stawał się ciepły. Gdy wesoły lub figlarny – róg wibrował. A gdy jednorożec patatajał, tryskał tęczą spod ogona.

Jednak jednorożce nie były jedyną rasą zamieszkującą Atlantydę. Na wyspie występowały wszystkie gatunki zwierząt i prawie wszystkie rośliny świata, jak również wiele żyjących tylko i wyłącznie na Atlantydzie, jak morenesy, rogatyny czy atlantisy, olbrzymie konie, ptaki, których pióra odporne są na ogień, latające jaszczury, przez przyjezdnych brane często za ziejące ogniem smoki.
Atlantyda zagina czasoprzestrzeń: na jednej wyspie zmieściły się wszystkie istniejące biomy, a do tych biomów – wszystkie występujące w nich zwierzęta i rośliny. W sumie współczuję mieszkańcom, ten miliard gatunków owadów musi być nie do zniesienia.

Aragos czekał na nią pod wysokim kasztanowcem, otoczonym bajeczną pierzyną purpurowych liści.
Liście kasztanowca to się żółte robią na jesień. Jak na osóbkę pragnącą uchodzić za tak bardzo związaną z naturą, Michaśka wykazuje się dość sporą ignorancją w temacie.

— Bardzo ładne drzewo — powiedział Aragos, dotykając z zaciekawieniem grubego pnia.
Ej, laska, to twój kasztan?

— Mam nadzieję, że wiesz, po co się tu spotkaliśmy — powiedziała po chwili.
Well, duh? Powiedziałaś mu to wczoraj przy kolacji, tak?

— Słucham cię, pani. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, byś...
— Masz odwołać wojnę, do jakiej podkusiłeś króla Atlantydy, zniszczyć wszystkie związane z nią plany i już nigdy do niej nie wracać. To mój warunek.
Przez krótką chwilę oczy Aragosa przybrały gadzi wygląd, jednak zaraz powróciły do swego pierwotnego, ciepłego stanu.
To nie Nitrus, to Voldemort. Przegram zakład. :C

— Czy to oznacza, że odrzucasz mój warunek? — Meihna starała się, aby w jej głosie na dało się słyszeć nadziei. Aragos pokiwał wolno głową.
— To dla mnie bardzo trudne, uwierz... — zaczął, starannie dobierając słowa. — Ale w takiej sytuacji nie mam wyjścia. — Odwrócił się i odszedł w kierunku pałacu, a Meihna czuła, jak z każdym jego krokiem rośnie w niej nieokiełznana radość. Kiedy Aragos zniknął z pola jej widzenia, dziewczyna podskoczyła, klaszcząc dłonie, i zaczęła śmiać się jak małe dziecko. Znów była wolna! Znów mogła cieszyć się życiem, niczym młody ptak, bez poczucia, że ktoś zamknął ją w klatce! Dwa razy była o krok od ślubu i dwa razy udało jej się uniknąć go w ostatnim momencie.
Nie mam sił na komentarz... naprawdę nie mam.

Wszystko poderwało się do życia, by razem z księżniczką świętować jej zwycięstwo. Wielkie zwycięstwo, bo choć nie udało jej się teraz odwołać wojny, to zrobi to, zrobi na pewno!
Srał pies tysiące poległych w nadchodzącej wojnie! Walić potworne straty! Olać cienkim sikiem niedolę cywili, mordowanie niewinnych i gwałcone dziewczęta i kobiety! Ważne, że Minuśka nie musi wychodzić za mąż!

Nagle Meihna poczuła na czole zimną kroplę deszczu, która spłynęła wolno po jej twarzy jak łza, by zatrzymać się na ramieniu i tam już pozostać... Następna spadła na dłoń księżniczki, mieniąc się na niej jak najpiękniejszy kryształ.
Samotne Kryształowe... Krople Deszczu?
Kiepski z tego skrót wychodzi. Ale myślę, że SKŁ też się jeszcze doczekamy.

Księżniczka wstała, mrużąc oczy, lecz wokoło widziała tylko deszcz i mdło zarysowane sylwetki drzew. Poczuła, że stoi po kostki w rwącej rzece niosącej z sobą małe kamienie, gałęzie i liście, które obracały się tylko bezwładnie wraz z nurtem wody, jakby pogodzone ze swoim losem.
...
Królewna cały czas stoi tam gdzie stała, w królewskim ogrodzie, na trawce i purpurowych listkach kasztanowca, jakby się kto pytał.

Ależ Łynki, ty literaturoznawcza ignorantko, toż to hiperbolizacja jest, i to najwyższych lotów!

Resztkami sił Meihna złapała się śliskiego pnia drzewa, trzymając go mocno, jakby w obawie, że sięgająca jej do kostek „rzeka”, która tak bezdusznie topiła liście i dżdżownice, mogłaby porwać także i ją.
I my zapłaczmy gorzko nad strasznym losem liści i dżdżownic.
*a Muza nic, tylko: parsk, parsk, parsk*

Dziewczyna (...) usilnie próbowała rozpoznać, w którym miejscu ogrodu się znajduje. Zdawszy sobie jednak sprawę, że nie jest w stanie zobaczyć nic prócz ściany wody i ciemnych, niewyraźnych zarysów drzew, objęła mocniej pień, przy którym stała, i postanowiła czekać, aż deszcz zacznie rzednieć.
To naprawdę takie trudne do ogarnięcia w miejscu, w którym spędziła całe swoje życie? Stoi we własnym ogrodzie własnego pałacu obok wielkiego, charakterystycznego kasztanowca i nie ma pojęcia, którędy do drzwi frontowych?
Dramatyzm, moja droga, dramatyzm. Bieganie na oślep po lesie i te sprawy.

I nagle wszystko zaczęło cichnąć. Deszcz rozrzedził się (...) Meihna przetarła oczy, stwierdzając ze zdziwieniem, że była zaledwie kilka kroków od pałacu.
No proszę, kto by się spodziewał.

Mimo to Nara wręcz kazała jej wypić gorące końskie mleko i do końca dnia nacierała ją maściami i poiła dziwnymi miksturami z przepisu jej babki. Dziewczyna często powtarzała, że wiejskie metody są niezawodne i niejednemu uratowały życie.
Zupełnie jakby wtedy znali inne metody niż „wiejskie”. Nie widać tu ŻADNEGO zaawansowania cywilizacyjnego, w medycynie też się cudów nie spodziewamy.

Opowieści Nary o kolejnych chorobach jej babki, niezmiennie cudownie wyleczonych, nie należały może do najciekawszych, jednak dla Meihny, która w ostatnim czasie zajmowała się problemami metafizycznymi i duchowymi, były prawdziwym antidotum na zmartwienia.
Boshe, jaka ta ksienshniczka jest głemboka, metafizyczna i tajemnicza. Jestem oczarowana.

Terina zmarszczyła brwi.
— Szkoda tylko, że musiałaś się tak poświęcić.
— Ach, to nie było znowuż takie męczące... Zaraz! Co miałaś na myśli, mówiąc „poświęcić”? — Księżniczka spojrzała bacznie na dziewczynę. Miała złe przeczucia. Terina wzruszyła ramionami.
— Cóż... Ostatnio, jak rozmawiałyśmy, nie chciałaś za niego wyjść...
Meihna zbladła.
— Przecież za niego nie wychodzę... prawda?! Przecież była umowa! Nie przyjął jej!!!
Terina odwróciła z zakłopotaniem wzrok.
— Chyba, niestety, przyjął, Meihno. Naprawdę mi przykro, ale wygląda na to, że na tobie zależy mu bardziej niż na tej głupiej wojnie.
Trolololololo. ^^
Strasznie mi przykro, że unikniemy straszliwej wojny. To naprawdę okropne, że zamiast tego musisz wyjść za mąż.

Meihna złapała się za głowę i zaczęła chodzić w kółko, myśląc intensywnie.
— Nie, nie, nie... On coś knuje, wiem to na pewno!!! Ma inny plan, przewidział, że nie będę chciała dopuścić do tej wojny! Ona była tylko przykrywką do tego, co chce zrobić naprawdę!
ON CHCE MNIE WYCHĘDOŻYĆ!!!

— Jak by nie patrzeć, jesteśmy już prawie małżeństwem. — Ujął jej dłoń, wyrwała mu ją agresywnie.
— To się jeszcze okaże, mój panie! Nie chwal dnia przed zachodem słońca! Bo gdyby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała i pierwsze koty za płoty, kiedy już zasypię gruszki w popiele!

Swoją drogą, to czy skoro Aragorn dostosował się do drugiego zadania, nie powinien otrzymać trzeciego? 

Objął Meihnę wpół, drugą ręką zaczął gładzić japo policzku.
Gładzenie japy jest mało złowieszcze.

Meihna patrzyła z wściekłością w zielone oczy Aragosa. Wciąż miała poczucie, że są jej znane. Nienawidziła ich, lecz te, z którymi jej się kojarzyły, kochała. Ale czyje to były oczy?
Dzika. <3

Aragos ukłonił się i wyszedł, zostawiając ją oszołomioną i zroz paczoną.
I paczającą na Aragorna. Taki seks, że sama bym paczała.
Zrazy szamiąc.

Następne dni były dla Meihny najstraszniejszymi dniami w życiu.
Pławię się we współczuciu. *warczy znad sterty pięćsetstronicowych książek, tony notatek i dwóch zaległych esejów, w których napisała tylko tytuły – niezaprzeczalnych znaków zwiastujących rychłą sesję*

Czuła się uwięziona w niewidzialnej klatce i nikt prócz niej nie mógł lub nie chciał jej zauważyć.
Na tym właśnie polega niewidzialność, rybeńko.

Jedynie Kira zerkała niepewnie w stronę przybysza, jakby bała się do niego podejść. Od czasu, gdy Aragos przybył na wyspę, królowa jadała samotnie, całymi dniami siedząc w swojej komnacie i w ogóle z niej nie wychodząc, a kiedy już wychodziła, omijała mężczyznę szerokim łukiem. (...) Meihna długo próbowała tłumaczyć sobie strach matki kobiecą intuicją, zdolnością przeczuwania, jednak odnosiła ciągle dziwne wrażenie, że jest coś, czego Kira jej nie powiedziała, a co miało ścisły związek z Aragosem.
WIEM. Aragorn jest bękartem królowej, w końcu to ona ma zielone oczy. Jak Meihna to odkryje, będzie wielkie wytrzeszczanie oczu w niedowierzaniu i mnóstwo wykrzykników.
Jeśli myślisz, że twoja zmiana zdania sprawi, że nie przegrasz w zakładzie swojej duszy, to się mylisz. Michaśka jeszcze niejednym niesamowitym zwrotem akcji nas zadziwi. ;P

— Wiem... — zaczęła, starannie dobierając słowa — wiem, że ty też nie ufasz Aralokowi...
Kira odwróciła szybko wzrok, lecz Meihna nachyliła się do niej i spojrzała jej uważnie w oczy.
— Ale nie wiem, dlaczego się go boisz — powiedziała. — Bo boisz się, prawda?
Królowa patrzyła przez chwilę na córkę, jakby wahając się z odpowiedzią, po czym odwróciła głowę.
Jak ja nienawidzę takiego kreowania postaci i scen, gdzie dzieci stają się wielkimi mentorami swoich rodziców albo w zupełnie nieprzekonujący sposób górują nad dorosłymi. -.- *wspomina „Pannę nikt” Tryzny i jej frustracja rośnie*

Meihna zdziwiła się, że matka, która tak chętnie ją przyjęła, teraz chce, aby dziewczyna wyszła już, jednak przychyliła się do jej prośby i opuściła komnatę.
Cóż za łaskę okazała pani matce.

Gdy tylko weszła do swojej komnaty, nadepnęła na niewielki kawałek zwiniętego pergaminu. Z wielką radością podniosła go i rozwinęła, lecz tego, co było w nim napisane, nie spodziewała się przeczytać.
Naraziłaś się wrogom. Zabierz skarb, póki możesz, i czekaj na mnie
w jaskini Zenory. Nie daj się zauważyć!
KIM SĄ CI WROGOWIE?! Naprawdę trzeba tu wciskać na siłę jakąś durną intrygę?! Nie wystarczyłby głupi Majonez na tronie i Aragorn wykorzystujący okazję?!

Meihna patrzyła przez dłuższą chwilę na list, czytając go kilka razy, po czym usiadła na łóżku i zaczęła gorączkowo myśleć. Jak może dostać się do skarbca i przy tym pozostać niezauważona? Może stać się niewidzialna i przesmyknąć przez drzwi, gdy będą otwarte, jednak jak wydostanie się z powrotem?

Bo rozwiązanie „tak samo jak weszłaś, głupia pipo” jest za proste.

Wieża skarbcowa znajdowała się nad rzeką. Istniało prawdopodobieństwo, że skacząc do niej, można by było ujść z życiem. Prawdopodobieństwo to było małe, ale było, a Meihna nie widziała już żadnego innego wyjścia.
Widać sama już doszła do wniosku, że jej śmierć tylko wszystko ułatwi.
Najwyższy czas!

a Meihna nie widziała już żadnego innego wyjścia. Tak więc musiała tylko poczekać, aż Mojnes zapragnie udać się do skarbca. A na to nie trzeba było czekać długo, król bowiem z zamiłowaniem przesiadywał wśród błyskotek i drogocenności, bawiąc się nimi jak dziecko. Meihna wiedziała o tym bardzo dobrze, dlatego kiedy Mojnes udał się do skarbca, ona już tam była i niewidoczna czekała, aż wielkie drzwi się otworzą.
Nie ma to jak gwałtowne zmiany planu. Szkoda jeszcze, że nie zemdlała i nie obudziła się w skarbcu.
Nie, to domena Erasia.

Ostatnimi czasy Meihna usilnie próbowała zgadnąć, który ze skarbów jest tym jedynym, o którym mówili jej Zenora i Nitrus. Wreszcie, po długich, gorączkowych rozmyślaniach odkryła, że odpowiedź jest tak prosta, iż niesamowite zdawało się, że wcześniej na nią nie wpadła. (...) Zatrzymała się dopiero przy dużej perle
Jeżu kolczasty, już myślałam, że nigdy na to nie wpadnie. Ale i tak ponarzekam: skoro teraz wpada na to tak beznamiętnie, całe to dotychczasowe pierdolenie, że nie ma pojęcia, o co chodzi, o kant dupy rozbić.
Jak i całą tą książkę. Tylko dupy szkoda, siniak się zrobi.

Dawno, bardzo dawno temu, kiedy Atlantyda dopiero zaczynała wspinać się na swoją dzisiejszą pozycję, kiedy rządziło nią siedem królowych, a sama wyspa nie była jeszcze jednym królestwem, lecz siedmioma niezależnymi państwami, przybył na nią starzec o brodzie białej niczym morska piana i oczach niebieskich jak woda w niezmąconym sztormem oceanie.
Dumbledore!
Ron Weasley!
Hermione...!
Harry Potter, yeah!
Snape, Snape, Severus Snape...
Singing our song all day long at HOOOGWARTS!

*pół książki za nami, odbija nam*

Nikt nie wiedział, kim jest ani skąd przybywa, on sam zaś mówił o sobie, że jest dzieckiem nieba, ziemi i wody, a imion ma tyle, co gwiazd na niebie.
W przypadku Tajemniczego Mędrca z Długą Siwą Brodą nie mogło być inaczej.

Nadszedł jednak dzień, że zatrzymał się przed pałacem królowej Taleny, a gdy ta wyszła mu na spotkanie, rzekł:
— Gdy sześć pozostałych królestw upadnie, twoje trwać będzie jako Wielkie Królestwo Atlantydy, strzeżone przez trzy Córki Natury. Lecz jeśli jedna z nich zginie lub opuści wyspę, królestwo zacznie pogrążać się w ruinie i niedługi czas minie, a całkiem przepadnie... A kiedy chwila ta będzie już bliska, niech potomek króla uda się na wschód, tam mnie odnajdzie, a jako dowód, że z tego pochodzi królestwa, niech przyniesie tę perłę. — Tu wręczył Talenie skarb, po czym dodał: — Wtedy pomoc przybędzie, nim się słońce obudzi.
Pozwolę sobie zgadnąć, że nigdy nie poznamy backstory ani tego starca, ani królowej Taleny i dlaczego właśnie jej królestwo z tych siedmiu ocalało i zostało wyróżnione.
Nie ma sensu się zastanawiać nad tym ostatnim. Że królestw było siedem to i tak tylko zapchajdziura, która miała fajnie brzmieć. Równie dobrze Atlantyda mogła wyrosnąć ze śmietniska.
Meihny ród ze śmietnika
I tam ją czeka kres,
Przed dzikiem zawsze umyka,
Ona naszą królewną jest!

Aragorn przydybał Meihnę w skarbcu. Dziwne, bo podobno była niewidzialna, ale co my tam możemy wiedzieć o magii.


— Czy nie mam prawa wynosić niczego z MOJEGO skarbca?!
— Cóż... O ile wiem, Mojnes nie byłby zadowolony.
— Doprawdy?! Pozwolił mi tu wejść! — Meihna zarumieniła się, bo zwykle nie chciała i nie potrafiła kłamać.
Pomijając te wszystkie razy, kiedy to robiła.

Odwróciła wzrok, podchodząc ukradkiem do okna. W dole biegła rwąca rzeka. Trzeba było być szaleńcem, żeby wierzyć, że skacząc do niej z tak wysoka, można ujść z życiem. Dlatego Meihna nie wierzyła w nic podobnego, ale postanowiła spróbować.
Lepiej, żeby ta durna cizia zginęła, bo jak nie...! *macha wściekle łapami* BĘDĘ GŁOŚNO KRZYCZEĆ!

Mogłaby znów stać się niewidzialna, ale wtedy odkryłaby swoje umiejętności magiczne. Lecz czy to jest gorsze od śmierci w nurcie rzeki? Meihna stwierdziła, że tak.
*słuchając głośnych tąpnięć i głuchych jęków Winky, pisze pozew o odszkodowanie za jej urazy głowy spowodowane nieustannym facepalmowaniem i waleniem czołem w ścianę/blat biurka*

Kiedy Aragos był już tak blisko, że czuła na sobie jego oddech, księżniczka mocno odchyliła się do tyłu, zobaczyła tylko, jak świat przekręcił się wokoło, po czym nie minęła nawet chwila i dziewczyna poczuła chłód wody, która z potężnym chlupotem objęła ją czułym uściskiem.
CZUŁYM! Wpadła w CZUŁE objęcia spienionej, rwącej rzeki, zleciawszy do niej z ogromnej wysokości! *wraca do powiększania pęknięć czaszki*

Wtedy otworzyła oczy, zobaczyła, jak wymachuje w popłochu rękoma, próbując ustalić, w którą stronę ma płynąć, aby wydostać się na powierzchnię.
Tak z lotu ptaka się zobaczyła.
W trybie TPP.

W końcu poczuła ucisk w klatce piersiowej i oto zaczęła dusić się, wciąż nie wiedząc, w którą stronę ma płynąć. Ostatkiem sił machnęła jeszcze rękoma... i nagle jej oczom ukazało się niebo.
Kiedy wyczołgała się wreszcie na brzeg, nogi ugięły się pod nią. Przez chwilę oddychała płytko, nie mogąc zaczerpnąć powietrza. Gdy odzyskała pełną świadomość, zauważyła, że w zaciśniętej, aż zbielałej dłoni wciąż trzyma perłę, że mimo wszystko jej nie wypuściła. Leżała chwilę na trawie, obracając w palcach swój skarb, teraz tak pięknie mieniący się w słońcu. Potem wstała ostrożnie, ciągle trochę osłabiona, i chwiejnym krokiem poszła w kierunku wybrzeża.
Otrzepała piórka i poszła dalej... Boru, daj mi cierpliwość, bo jak dasz mi siłę, to laptopa rozpierdolę i będę tego bardzo żałować. T_T

Tu pojawia się znowu duuużo pseudofilozofizmów o gwiazdach, księżycu i wodzie. Niektórzy to tak o wszystkim potrafią, daj takiemu gówno, a napisze wzniosły poemat o przemianie i ponownym odzyskiwaniu wartości. Na dokładkę aŁtorce chyba też już zaczyna brakować na to weny, bo nawet nie umie dobrze zakończyć swojego bełkotu:

Największym zaś skarbem morza są perły — małe księżyce, tak samo lśniące, tak samo chłodne, tak samo białe...
*
Meihna rozejrzała się.
Enyłej, Meihna zostaje w jaskini na noc i marznie jak pies, czekając na Nitrusa, ale rano znajduje ją Nara ze „strasznymi” wieściami z pałacu.

— Królowa! Królowa Kira szuka cię, pani, od wczoraj! Jest bardzo zdenerwowana! Mówi, że jeśli nie powie ci czegoś ważnego, może się stać coś strasznego, dla niej, dla ciebie, pani, i dla Atlantydy! Och, och, to takie straszne!
Ta niewolnica, z całym swoim karykaturalnym zachowaniem, i tak wkurwia mnie o wiele mniej od Meihny.

Gdy tylko Meihna znalazła się w komnacie, Kira zatrzasnęła drzwi, zamykając je szybko na klucz. Prędko zasłoniła również wszystkie zasłony i zgasiła świece, zostawiając tylko jedną, malutką, po czym usiadła na sofie przy Meihnie.
Ciemność, świece, miękka sofa... Mrrry.
Weź... oO

— Rację? — Meihna nachyliła się do matki. Starała się, by jej głos był ciepły i uspokajający.
— Tak. Od początku przeczuwałam, że coś jest nie tak, wiedziałam, że go znam!
— Znasz... kogo?
— Aragosa... A właściwie Aru. Aru-Ghaan to jego prawdziwe imię. On... on nie jest tym, za kogo się podaje.
Meihna prychnęła ze złością. Od razu wiedziała, że Adujos jest oszustem.
— Ty go znasz, matko? Kim on jest? Kira znów schowała twarz w dłoniach.
— Moim bratem.
TUDUDUDUMMM... Duszo Winky, pódź do mię. ^^
Aru-Ghaan... Po co te subtelności, nie można było nazwać go po prostu Aro-gant? Nie wspominając, jak bardzo egipskie jest to imię. Ech... To było oczywiste, że ze wszystkich sensownych rozwiązań, aŁtorka nie wybierze żadnego. No i co z tego, że to jej brat? 
Jaki ma cel w swoim działaniu? Dlaczego kłamał odnośnie swego pochodzenia? Egipcjanin nie może być pogromcą smoków i całej reszty niekojarzącej się ze starożytnością menażerii? Co to za antyegipskie, rasistowskie insynuacje? Czy to szaleństwo ma koniec? Czy Michaśka doczeka się Nike i Zajdla? Nie, nie, nie, Boru, błagam, nie, zabierzcie ode mnie tą wizję, nie zgadzam się, protestuję, jebnę gest Rejtana i klatą zabronię jej odebrać te nagrody! T___T 

8 komentarzy:

  1. "Co więc może zrobić, aby jak najbardziej zniechęcić do siebie Arakesa? Postanowiła, że zrobi wszystko.
    Kiedy następnego dnia Meihna jadła posiłek wraz z bratem i Aragosem, miała już obmyślony szczegółowy plan działania, który miał sprawić, że jej zaręczyny z tajemniczym przybyszem zostaną zerwane. "

    Tak jest w tej, pożal się borze, książce? Arakes i Aragos? AŁtorka sama nie wie, jak on się nazywa w końcu?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ekhem, tak przy okazji rozbijania o kant dupy... TĘ! TĘ książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sry, z tym zawsze miałam problemy. :D A przekręcanie imienia Aragosa to taki wysublimowany komizm, ino najwyaźniej aŁtorka się z bohaterką pomyliła (w końcu jedna i druga piękna i mądra) i zrobiła to samo w narracji. Happens!

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. 1. A propos przekręcania imienia Aragosa - już nawet ja zdążyłem zapamiętać to imię, a wychodzić za niego nie zamierzam. To jest może komiczne i pokazuje taką haha niedbałość bohaterki, jeżeli to jest zastosowane przy pierwszym spotkaniu. Ale błagam, za każdym razem? To chyba miało pokazać, że bohaterka albo jest jebitnie tępa i nie potrafi zapamiętać imienia przyszłego męża, albo jest niewiarygodnie bucowata i zamierza na każdym kroku mu pokazywać, że ma go w głębokiej dupie, a jej niewolnica jest dla niej postacią o wiele bardziej wartościową. Tak czy siak, Aragos nie tyle nawet powinien zerwać zaręczyny, ile poprosić Majoneza o jej głowę, a nie rękę.
    2. "Bo rozwiązanie „tak samo jak weszłaś, głupia pipo” jest za proste" było dobre, tak jak cała analiza zresztą:)
    3. Nie jestem językoznawcą, ale nie wyobrażam sobie czytania imienia "Meihna" na sposób "Mina". Chyba musi z tego wychodzić albo "Meina", albo z niemieckiego "Majna" (w obydwu przypadkach bym obstawiał nieme h, przedłużające "i"). Gdyby czytać "Meihna" jak "Mina" to chyba "Nika" należałoby czytać "Bożydara".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli zasada "nie znam się, więc się wypowiem" wciąż ma się nieźle w internetach. -.- Wiem, że komentarz został dodany ponad rok temu, ale pozwolę sobie zabrać głos na ten temat (na szczęście jestem językoznawcą), bo jeszcze ktoś wejdzie, przeczyta i uwierzy w bzdurę.

      Po pierwsze, dlaczego mielibyśmy czytać atlantydzkie nazwy własne na wzór wymowy niemieckiej ("majna")? Skąd ten pomysł? Dlaczego "musi" z tego wychodzić "mejna" lub "majna"? Według jakich kryteriów? Nie znam wszystkich języków, które używają alfabetu łacińskiego, ale jestem pewna, że przynajmniej niektóre (angielski na przykład) pozwalają na czytanie sekwencji jako [i:]. (Meikle czy Keith przeczytamy mniej więcej jak "mikle" i "kif") [h] oczywiście może być nieme, jak sam Siberian tiger zauważył.

      Poza tym autorka tak czy owak nie wzoruje się na żadnym języku, a zapewne na mitycznym atlantydzkim. Czy taka wymowa jest więc możliwa teoretycznie? Cóż z punktu widzenia fonetyki czy fonologii jak najbardziej. (Odpowiedź na to pytanie jest właściwie zbędna, biorąc pod uwagę istniejące przykłady z angielskiego, ale warto ją wyjaśnić, żeby nie było wątpliwości.) [e] oraz [i] to samogłoski przednie ([i] jest po prostu nieco wyższe). Można spokojnie założyć sytuację, w której wysokie [i] oddziałuje na sąsiadującą samogłoskę, stopniowo ją podwyższając, aż do momentu, w którym oryginalne [e] maksymalnie upodobni się do [i], podczas gdy historyczny zapis pozostanie ten sam: . W końcu, jak twierdzą niektórzy językoznawcy, wszystkie zmiany fonologiczne to asymilacja. W przypadku Meihny warunek ten jest jak najbardziej spełniony.

      Inna sprawa, że nazwy własne w tej powieści nie stosują się właściwie do żadnych reguł, nie tworzą żadnego spójnego systemu, a jakiś zbiorek byle jak dobranych, fajnie brzmiących wyrazów.

      Fakt, książka jest zła, bardzo zła, najgorsza chyba, jaką w życiu czytałam, mimo wszystko uprasza się komentujących o niezabieranie głosu w sprawach, w których nie mają oni żadnych kompetencji.

      Pozdrawiam jak najserdeczniej.

      Usuń
  5. Buhahaha, analek jak zwykle genitalny :D Co powaliło mnie najbardziej?
    "Tu pojawia się znowu duuużo pseudofilozofizmów o gwiazdach, księżycu i wodzie. Niektórzy to tak o wszystkim potrafią, daj takiemu gówno, a napisze wzniosły poemat o przemianie i ponownym odzyskiwaniu wartości".
    No normalnie tu mnie dobito. Śmiechem :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam kiedyś taką baśń o zołzowatej księżniczce co to miała innego na boku i nie chciała wyjść za wyznaczonego jej narzeczonego. Zwodziła więc biedaka zmuszając by spełnił jej trzy życzenia. Jak pamiętam to się skończyło tak, że narzeczony uciął temu jej gachowi łepetynę i jej przyniósł jako prezent. :)

    "Przez krótką chwilę oczy Aragosa przybrały gadzi wygląd, jednak zaraz powróciły do swego pierwotnego, ciepłego stanu." - Jak to przeczytałam od razu przyszło mi do głowy że może on jest jak ten Duc z "Wyprawy Czarownic" T. Pratchetta. Urodził się jako jaszczurka.

    Świetne analizy. Czytam i nie mogę się nadziwić jak to można było wydać.
    Rany świat schodzi na psy.

    A.J.K.














    OdpowiedzUsuń