Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Cudowne dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 6

wtorek, 26 czerwca 2012

Cudowne dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 6

Coś się nam wlecze ta analiza jak gówno przez morze... To już szósta część, a jesteśmy dopiero w połowie i końca nie widać. Dziś dosyć krótko - sesja wciąż nie daje nam spokojnie zagrać w League of Legends - ale za to całkiem kwikaśnie (przynajmniej dla nas ^^). Zapraszamy!





— Ale ja wciąż nie rozumiem, po co twój brat miałby przypływać na Atlantydę i w dodatku nie przyznać się do swej tożsamości! To całkiem nielogiczne!
— Tak, wiem. Ale boję się, że jest to dowodem na to, że nie ma dobrych zamiarów.
Zupełnie jakby dzięki nowej tożsamości nie wydał się wszystkim podejrzany. Ups, sorry: tylko naszej szalenie spostrzegawczej królewnie.

— Gdzie jest Mojnes? Nie sądzisz, że powinien dowiedzieć się o wszystkim?
— Aru-Ghaan urządził dziś w pałacu przyjęcie.
— Ojej! Znowu?!
— Niewolnice powiedziały mi, że będzie to przyjęcie, jakiego jeszcze nie było. Pełne sztucznych ogni i afrykańskich tancerek, magów, drogich potraw i napojów, kwiatów przywiezionych ponoć z końca świata. Wierzę, że Aru-Ghaan się postara.
Moment. Aro-Gant jest gościem. Od kiedy to goście mogą tak sobie wydawać przyjęcia w cudzych pałacach? Facet dosłownie wbija się na chatę i robi bibę.
Widocznie jego imię nie wzięło się z niczego.

— Myślę, że Aru coś knuje, ale nie jestem pewna. Wczoraj wieczorem wyszłam na chwilę z komnaty, by cię poszukać. Na korytarzu stał Aru- Ghaan z jednym ze swoich ludzi i rozmawiał z nim o czymś półgłosem. Próbowałam podsłuchać choć jedno słowo, lecz mówili zbyt cicho. Jedynie przy końcu rozmowy Aru powiedział głośniej: „Nie! Skoro nasz gołąbek wyleciał nam z klatki, musimy przejść do planu B. Plan B, mój druhu, plan B”.
Kszszt. Roger, do you copy? Orzeł wylądował, powtarzam, orzeł wylądował. Wdrożyć procedury. Nie brać jeńców, ale kopsnij trochę ciasteczek. Odbiór. Kszszt.
Ach, ta piękna retoryka starożytnych...

Dziewczyna wstała szybko.
— Muszę znaleźć Mojnesa! Kto wie, czy ten demon nie zechce zrobić mu krzywdy!
— Idź, ale uważaj na siebie. Gdyby i tobie coś się stało, pękłoby mi serce!
Nie, żeby pałac był pełen strażników gotowych oddać życie za rodzinę królewską, czy coś.
Meihna musi po prostu odegrać standardową piękną heroinę. Enjoy the show.

Meihna wbiega na huczne przyjęcie (serio, do tej pory nie zauważyła, że takowe się szykuje?). Majonez jest nawalony jak Messerschmitt i otoczony półnagimi dziwkami. Aro-Gant każe swoim sługom przytrzymać Meihnę i na jej oczach przekupuje Majoneza perspektywą większej ilości wina i dziwek, by zdradził mu, gdzie jest tajna machina. Nikt na sali nie zwraca najmniejszej uwagi na to zajście, nawet gdy Aro-Gant każe SWOIM żołnierzom wtrącić KSIĘŻNICZKĘ ATLANTYDY do lochów w JEJ PAŁACU. Po prostu... bez komentarza. Ten fakt świadczy sam o sobie.

— To tylko dziewczyna — powiedział uspokajająco do Mojnesa, który patrzył na siostrę, usilnie próbując sobie coś przypomnieć. — Jest zazdrosna, że lubię cię bardziej od niej.
Widać, kto w tym związku byłby seme, a kto uke.

— Jeśli cię to pocieszy, kwiatuszku, braciszek nie zdradził cię. Jest pod wpływem echinokaktusa, na trzeźwo nie chciał nic powiedzieć.
Przez pół książki byliśmy przekonywani, że Majonez jest głupim bawidamkiem.
Po co to dodawanie mu teraz szlachetności? A echinokaktus to halucynogen, a nie jakieś veritaserum.

Całe więzienie tworzyły głębokie dziury zakryte od góry gęstą kratą. Niemożliwością było wydostać się z nich bez drabiny, nawet gdyby krata była otwarta. Meihna pożałowała bardzo, że Nitrus nie zdążył nauczyć jej, jak udało mu się uciec z, tego samego przecież, więzienia.
AŁA! Ech, przepraszam, o mało nie wybiłam sobie oka od facepalmu... Przecież WSZYSCY wiedzą, jak Nitrus uciekł: zamienił się w szczura. Pokazał ci już, jak zamienić się w ptaka, skoro jesteś już tak zdolna i obeznana z czarami, co za problem sobie wyfrunąć?

Mojnes jest głupi, oboje o tym wiemy. Jednak, jak widać, słuchał cię i nie powiedział mi nic o maszynie, póki...
— Póki nie podałeś mu narkotyku! Jesteś podły!
— Biorę to, co mi się należy. Początkowo chciałem wziąć tylko ciebie, ale im dłużej przebywałem z Mojnesem, tym bardziej przekonywałem się, że to jego darzę największym uczuciem i z nim chcę spędzić resztę moich dni...

Dobra, koniec żartów o gejach. Przynajmniej w kontekście Majonez x Aro-Gant. A skoro o tym drugim mowa: nasz Książę Czarujący spuścił się do lochu księżniczki *dramatyczna pauza* na drabinie i uciął z nią małą pogawędkę. Proponuje jej wolność w zamian za bzykanko forever after. Ale nasza królewna-feministka ma to gdzieś i w nagłym zwrocie akcji wciąga Aroganta do lochu, a sama ucieka. Oczywiście ani trochę nie dziwi mnie, że była na tyle silna, by ściągnąć go z drabiny ani że nie złapał księżniczki za dupę, kiedy się gramoliła po drabinie na górę, ani też to, że żaden strażnik nie pilnował wyjścia z celi.


Biegła na oślep w ciemnościach
To chyba jej ulubiona rozrywka.

Kiedy dobiegała do muru, odbijała w lewo lub w prawo, byle nie cofać się i nie natrafić na goniących ją mężczyzn

 
W końcu zrozpaczona zaczęła kręcić się w kółko, a im częściej napotykała ścianę, tym jej strach narastał, a ona przestawała widzieć, gdzie biegnie. Nagle jedna ze „ścian” zdała jej się inna niż reszta...
Kiedy Meihna obudziła się, leżała znowu w ciemnym lochu, a koło niej przebiegało właśnie kilka szczurów.
*całkowita konsternacja* Znokautowała ją ściana?

Wszystko zaczęło się powoli odtwarzać w myślach. Była na siebie zła. Powinna zgodzić się na propozycję Ani, a skoro tylko wyszliby z lochów, zabić go albo uciec, albo poczekać, aż szanse na ucieczkę będą większe.
Huh? Jakiej Ani? Czyżby jednej z koleżanek z klasy Michaśki, o których tak bardzo lubi pisać? Wtf?

Meihna długo nie siedzi w śmierdzącej celi, bo pod postacią szczura przychodzi do niej Nitrus. Okazuje się, że o zagrożeniu ze strony Egiptu wiedział i król-nieboszczyk i jego równie martwy syn, choć poza świętym oburzeniem ze strony królewny wpływu na fabułę to nie ma. Nitrus uczy ją, jak zmienić się w pająka i oboje uciekają z więzienia.


— Naprawdę mi się udało?! Naprawdę?!
— Tak, i to całkiem dobrze. Większość osób przy pierwszej metamorfozie pozostaje, na przykład, z ludzką głową czy rękoma, ty zaś od razu cała przemieniłaś się w pająka.
— Ach! To wspaniale! Czego jeszcze muszę się nauczyć?
— Cóż, do wypełnienia misji potrzeba ci jeszcze umiejętności latania i telepatii.
Do tego pierwszego potrzeba 100 Punktów Nauki, do telepatii już 500. No nic, nie mamy wyjścia: idziemy expić.

Tego pierwszego nauczę cię w drodze na wschód, telepatii zaś nie będę mógł cię nauczyć.
— Dlaczego?
— Ludzka telepatia działa jedynie między osobami, które darzą się prawdziwą miłością. Osobami, które, choć w dwóch ciałach, są jedną duszą.
O Boru, robi się zmierzchowo. To znaczy, że prędzej czy później księżniczka znajdzie sobie jakiegoś tró lowera, żeby mogła tej całej telepatii w ogóle używać.
Swoją drogą, czy taka idea telepatii tylko nam wydaje się taka jakaś... z dupy wzięta?

— Czy to... — zaczęła Meihna, wskazując na statek. — Tym płyniemy? Nitrus skinął głową.
— „Dziecko Mórz”. Najwspanialszy statek, jaki widziało ludzkie oko. Jedyny w swoim rodzaju. Popłyniemy nim do miejsca, gdzie czeka twoja pomoc
Żadnych pegazów? Jestem rozczarowana.
Ale statek koniecznie wypasiony. Dam głowę, że zaczarowany.

— To statek jednej drogi. Nigdy nie zabiera nikogo z powrotem na Atlantydę, to jego zasada.
— Mówisz tak, jakby była to żywa istota... — Meihna zaśmiała się niepewnie. Nitrus westchnął, ale nic już nie powiedział, jakby wychodząc z założenia, że cokolwiek powie, będzie to za trudne do zrozumienia dla młodej, niedoświadczonej głowy księżniczki.
Przecież jest jedno słowo, które tłumaczy wszystko, od głupiej zasady „one way ticket” dla statku po to, jakim cudem na książka została w ogóle wydana.




Meihna kiwnęła głową i w tym momencie poczuła na dłoni ciepły oddech. Podskoczyła z przerażeniem, odwracając się jak oparzona. Jednorożec podniósł na nią pokorne oczy wiernego psiska, które poczłapałoby za swoim panem wszędzie i zawsze.
A piłeczkę przyniósł i ogonkiem pomerdał? -.-”

— Przyszedł tu za mną, wiedział, gdzie iść... Mogę go wziąć? — spytała stojącego obok niej Nitrusa.
— Ta podróż może okazać się dla niego zgubna. Wiesz, że nic, co należy do Atlantydy, nie może jej bezkarnie opuścić.
Meihna spojrzała na niego z przerażeniem.
— Myślałam, że to tylko niemądra tradycja, nic więcej!
— To, co zrodziła Atlantyda, zostanie z nią na zawsze lub też, zostawiając ją, zapłaci za to najwyższą cenę.
*headdesk* Księżniczki wysyłane za ocean dla ożenku się nie liczą. Powoli zaczyna mi brakować cierpliwości na te bzdury.

— I nie da się temu zapobiec?
— Nie, to jest silniejsze niż wszystko inne, to jest prawo Atlantydy... Ale powiem ci coś. Jeśli zabierzesz stąd Jednorożca, zginie przy tobie. Jeśli zaś zostawisz go tutaj, zabiją go ludzie Aru-Ghaana, więc weź go, bo wyrok na to zwierzę i tak już zapadł.
Jednorożec musi być zachwycony perspektywą czekającej go wycieczki.
Chaaarlieee! We’re going on adventureee! We’re going on adventure, Charlieee! Come with us, Charlie, it’ll be fun!

Kiedy stanęła na statku, stwierdziła ze zdumieniem, że nie ma na nim ani załogi, ani nikogo, kto mógłby nim kierować. Nie było nawet wioseł! W ogóle od razu statek ten wydał się Meihnie strasznym, uśpionym stworem, niezgłębionym i niezrozumiałym. W ogóle to zapomniałam o tym napisać, ale statek wydał się Meihnie podejrzany. Już wtedy, wcześniej. Nie chce mi się scrollować do góry, żeby to dopisać, to napiszę teraz.

— Sądzę, że nie ma co tracić czasu, nim dopłyniemy na miejsce, muszę cię jeszcze wiele nauczyć. — Mag stanął wyprostowany przed dziewczyną. — Spróbuj zmusić mnie, bym usiadł — powiedział. (...)
— Chcesz, abym zmusiła cię, byś usiadł? Jak?!
— Otwórz swój umysł. Przy pełnym rozluźnieniu połącz go z moim i zmuś mnie, żebym usiadł.
To wszystko brzmi tak cudownie prosto. Otwórz swój umysł, słuchaj swego serca... Jeśli to takie łatwe, dlaczego ¾ ludności Atlantydy nie zajmuje się czarami?
Bo magia to zuo, dziki i pełnie księżyca!

Dziewczyna skrzywiła się. Nitrus westchnął i zamknął oczy. Nagle Meihna poczuła nieodpartą potrzebę siądnięcia
*patrzy i mruga w niedowierzaniu*
Jezusicku Niebieski, tekst jak z zeszytów szkolnych. Autentyk z podstawówki Winky:
- Marcin, siądź!
- Już siądam!

Wiem, jak ta książka została wydana. Michaśka włamała się w nocy do drukarni i narozrabiała, a jak rano redaktor zauważył, co się stało, to wolał robić dobrą minę do złej gry i zrobił dziewczynie reklamę, by spróbować coś na tej tragedii zarobić. To musiało tak wyglądać, bo ja po prostu NIE WIERZĘ, by można było świadomie wydać coś takiego i to jeszcze zgadzając się na fanaberie autoreczki o nierobieniu korekty.

— Masz silny umysł... — powiedział. —Nie wiedziałem, że aż tak silny...
— Jeśli tak, to dlaczego nie wrócę do pałacu i nie zmuszę Aru-Ghaana, by opuścił Atlantydę?
— Gdyby to było takie proste, już dawno bym ci to zaproponował. Możesz władać czyimś umysłem tylko wtedy, kiedy jesteś z nim w kontakcie wzrokowym lub przynajmniej stoisz obok niego. Umiejętność robienia tego na odległość posiedli tylko najlepsi, uczący się tego przez setki, a nawet tysiące lat.
Tylko że Meihna nie chciała robić tego na odległość, imbecylu. Besides, skoro Nitrus jest taki potężny, czemu sam nie zrobi porządku na Atlantydzie?
Bo Przepowiednia i fokle. I Michalina w roli Meihny. Wszystko ma tu pewien marysuistyczny sens.

— Naprawdę nikt nie umie całkowicie kierować cudzym umysłem?
— Cóż... Był taki ktoś...
— Naprawdę? Kto?
— Zenora. Ona umiała wszystko, to również, ale nie używała tej umiejętności, uważała ją za niegodziwą. Nikt, kto posiada choć kroplę ludzkiej krwi, nigdy nie będzie mógł w pełni posiąść tej sztuki. Wiesz, co by się stało, gdyby ludzie, żądne władzy bezmyślne istoty, dysponowały taką mocą? Już dawno rodzaj ludzki przestałby istnieć. Dawno.
*blink blink* Wait, what? A Zenora kim niby była, jeśli nie człowiekiem, wróżką? I od kiedy to ludzie są „bezmyślnymi istotami”? Gdyby ludzie byli bezmyślni, księżniczka właśnie ganiałaby małpy po drzewach w stroju Ewy. Fail, Michaśka, fail.

— Koniec nauki na dzisiaj. Musisz dobrze wypocząć. Nie oczekuj jednak pałacowych wygód, jesteśmy na statku. — Starzec położył przed dziewczyną wielki kosz i niedźwiedzią skórę.
Ja pierdzielę, przed chwilą statek był opisany jako wielki żaglowiec z ogromnym posągiem syreny na dziobie, a teraz nagle się okazuje, że wszyscy śpią na pokładzie, na powietrzu? To jest w końcu statek czy kajak, kurwa?!
Jestem zawiedziona tylko tym, że spodziewałam się zrzynki z „Wyprawy Jednorożca” i statku większego w środku niż na zewnątrz.

Z torby wyjął dzbanek i kilka zawiniątek i postawił je przed Meihną.
— Masz tu mleko, ser i suszone mięso.
Tak! Do kompletu Schematycznego Posiłku w Powieści Fantasy brakuje jeszcze tylko wina.
I lembasów, nie zapominaj o lembasach.

Księżniczka rozwinęła szmatkę, w którą zawinięty był ser, wdychając z rozkoszą jego wspaniały zapach. Od dwóch dni nie miała w ustach nawet okruszka
To dlaczego nie zjadła nic poprzedniego wieczoru?
Bo wykluczyłoby to zajmujący opis śniadania na cztery linijki tekstu.

— Jestem gotowa. Możemy zaczynać naukę.
— Cóż się stało? Nigdy nie byłaś do tego aż tak chętna.
Dafuq? Ta dziunia całą książkę nie robi nic innego, tylko czeka na to, aż wreszcie będzie mogła się czegoś nauczyć, stary pryku. Nie wykręcaj kota ogonem.

— Dobrze więc. Umiesz już zamieniać się w zwierzę, sprawiać, by ludzie widzieli cię jako kogoś innego lub aby w ogóle cię nie widzieli. Umiesz też kierować cudzym umysłem, choć, jak ci już mówiłem, umiejętności tej mogłaś nabyć tylko w pewnym stopniu.
„Raz ci się udało” nie oznacza „umiesz”. Nikt nie jest w stanie nauczyć się czegoś ot tak, wszystko wymaga ćwiczeń i Michaśka, która jest skrzypaczką, powinna o tym wiedzieć.
Myślę, że była po prostu wychowana w silnej atmosferze złotego, genialnego dziecka. Parenting fail.

Nie potrafisz jeszcze latać.
Meihna jęknęła.
— I chyba się nie nauczę! Tyle razy już próbowałam i nigdy mi się nie udało! Myślę, że nie nauczę się tego i dojenia kozy!
Gdyby to było zgrabniej zapisane, żart byłby niezły. Póki co, niestety, kolejny fail.

Dziewczyna niechętnie zastosowała się do tego rozkazu i, łapiąc równowagę, wspięła się na dziób. Nitrus stanął przy niej, choć sam pozostał obiema nogami na pokładzie.
Ona mnie do tego zmusza, no... Ech, dawajcie tego screena.


Dziewczyna westchnęła, patrząc z rozpaczą na swoje szaty, które pamiętały i loch, i wilgotną noc w jaskini Zenory, i wcale nie wyglądały jak szaty księżniczki.
Czy od rozkazu Majoneza księżniczki nie miały chodzić w workach na kartofle?
Zadajesz zbyt wiele niewygodnych pytań i pewnego dnia odwiedzą cię smutni panowie w garniturach.

Mistyczna Powieść Fantasy Napisana Przez Nastolatkę nie może się obejść bez przynajmniej jednego proroczego snu. Meihna śni o tym, że biegnie plażą, słysząc głosy i nagle woda z oceanu torpeduje w kosmos, zostawiając suchą pustynię. Potem jednak woda wraca i zaczyna zataczać coraz ciaśniejsze kręgi wokół księżniczki. Koniec. Cóż, przynajmniej znaczenie nie jest tak nachalne jak w „Zmierzchu”.

Uklękła więc na piasku i zaczęła kreślić palcem tajemnicze znaki, te, które widziała w jaskini Zenory, a których sama nie potrafiła odczytać...
*przywiązuje Winky do krzesła, by uniemożliwić jej dalsze facepalmowanie* No. Starczy tego samookaleczania.
Ale ja MUUUSZĘ! Przecież ona czytała te znaki! Czytała je jak komiks! A teraz nagle znowu nie wie, co oznaczają?!

— Miałam dziwny sen... — zaczęła niepewnie. — Bardzo dziwny.
— Sny nigdy nie są dziwne. To my nie umiemy ich zrozumieć, zatem może to my jesteśmy dziwni.
Zatem mój sen o tym, że całuję się z Johnnym Deppem jako Jackiem Sparrowem, odgryzam mu przy tym język, ale on nie zwraca na to uwagi i dalej mnie całuje, nie jest ani trochę dziwny. I wiem na pewno, co oznacza. W niedzielę na obiad będą pampuchy. *_*
*robi dziwną minę i po chwili milczenia postanawia nie komentować*

Nitrus uśmiechnął się do siebie.
— Zdziwi cię jeszcze mnóstwo rzeczy, księżniczko. Ale... Tak. Ten statek nie jest zwykłą drewnianą łodzią. Nie ma w tym jednak niczego strasznego, a jedynie tajemniczego i... smutnego.
— Smutnego?
— Tak. Historia „Dziecka Mórz” jest tragiczna. Jego cierpienia jeszcze się nie skończyły.
Statek. Pięknie. Puściliśmy już w niepamięć Zenorę, straszliwego dzika, śmierć króla i jego syna, teraz czas, żebyśmy pochylili się nad tragicznymi dziejami smutnego statku.


— A kiedy się skończą?
— Niedługo. To jego ostami rejs.
Meihna poczuła nieodpartą chęć pocieszenia statku. Sama też nie lubiła ostów.

Meihna idzie spać – mimo że dopiero co był ranek – i gdy się budzi okazuje się, że Nitrus zniknął i szaleje sztorm. Na jego czas aŁtorka najwyraźniej zapomniała o czymś takim jak enter i cały opis zawiera się w jednym, długim na dwie strony akapicie. Po ostatnich przeżyciach z „Wymazywaniem” Bernharda, mam podobnych zabiegów po dziurki w du... uszach.

Niebo ołowianoczarne rozjaśniało się co chwilę potężnymi błyskawicami alabastrowymi i warczało groźnie, niczym nastroszony, wygłodniały pies szarobury.

Nagle niebo z wielkim grzmotem rozbłysło raz jeszcze, fala przypominająca wieloryba obaliła się na statek
LOL. Ze wszystkich możliwości w słowniku synonimów ta brzmiała najbardziej kretyńsko, czy co? Nie wspominając o tym, że obalić się = przewrócić się. Fala się potkła i fikła na statek?

fala przypominająca wieloryba obaliła się na statek, który w jednej sekundzie stanął w idealnym pionie
No teraz to mamy prawdziwą zagadkę. Fala się potkła, fikła na statek, a ten z wrażenia stanął dęba. A prawa fizyki miały w tym czasie przerwę obiadową.

Ledwo zdołała w ogólnym skotłowaniu wodnym wypłynąć na powierzchnię,
*leży i kwiczy*

po czym zaczęła rozglądać się przerażona, machając obficie rękoma
Machając obfi... nie, ja nie mogę. xD *ómiera na zakwik*
To nie taka z niej delikatna mimoza, skoro łapska ma obfite.

Delfin, pomyślała, mimo że jej mózg odmawiał jej już posłuszeństwa i ledwo trzymała się powierzchni, obejmując ciężkiego Jednorożca. „Muszę zamienić się w delfina!”. Ostatkiem sił skupiła się po raz ostatni... i natychmiast poczuła napływ nowych sił. Zarzuciła na grzbiet zwierzę i pracując zawzięcie płetwami, pomknęła przed siebie, nabierając co chwilę powietrza.
Księżniczka pod postacią delfina dopływa z Jednorożcem (swoją drogą, na imię weny brakło?) na grzbiecie na suchy ląd i traci przytomność. W tej dramatycznej chwili przerwiemy analizę, bo jeszcze pokwikuję po „ogólnym skotłowaniu wodnym” i „obfitym wymachiwaniu rękami” i muszę dojść do siebie.

2 komentarze:

  1. Okej. Okej. Ja myślę, że wszyscy wiemy, jakim cudem pełne błędów opko ukazało się drukiem. Ktoś tu komuś dał dupy. Nie będę pokazywać palcem kto i komu, ale doprawdy, jak inaczej szanujące się wydawnictwo puściłoby w obieg coś takiego?! *wzdych*
    Spokojnie, tylko spokojnie. Analiza lodzio miodzio, a smutny statek mnie ómarł xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby ten ostatni obrazek wrzucić do miksera, to otrzymalibyśmy narwala. https://www.youtube.com/watch?v=ykwqXuMPsoc

    OdpowiedzUsuń