Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Pofrut smoka, czyli Dziedzictwa księga trzecia, część 1

wtorek, 12 czerwca 2012

Pofrut smoka, czyli Dziedzictwa księga trzecia, część 1

Po raz trzeci na salonach gościmy Christophera Paoliniego, a z nim trzeci tom dzieła jego życia, jakim jest Eragon. Z góry pragniemy przeprosić, gdyż początek analizy został napisany przy użyciu bardzo wczesnej, tragicznej, skanowanej wersji e-booka i byków w nim co niemiara. Na szczęście szybko znalazłyśmy lepszą wersję, ale postanowiłyśmy nie edytować tego, co napisałyśmy, bo i to ma swój urok. Zapraszamy do lektury!



WĄTEK ERAGONA

Ukośne promienie wieczornego słońca zasnuwały wzgórze długimi, wąskimi cieniami i daleko na zachodzie oświetlały taflę jeziora Leona, zamieniając horyzont w migoczącą sztabkę złota.
Forsaaa! *rzuciła się z kilofem w łapie*
Jesteśmy bogaaateee!

— Kapłani Helgrindu - wymamrotał do Rorana.
— Umieją posługiwać się magią?
- To możliwe. Nie odważę się zbadać góry umysłem, dopóki nie odejdą, bo jeśli się pokapuje, to jak w nas piżgnie jaką półką skalną... A wiesz, Roruś, góry to strasznie nerwowe są.

Żelazne języki uderzały o ścianki żelaznych gardeł, a ich ponury dźwięk odbijał się echem od wzgórz. Akolici krzyczeli do wtóru, jęcząc i wrzeszcząc w ekstazie.
Uspokoję wasze skojarzenia: języki i gardła to wspaniała metafora dzwonków.
Ale czemu tamci jęczeli, ba! wrzeszczeli w ekstazie, to my już nie wiemy.
I nawet nie wiemy, czy chcemy wiedzieć.

Porywy wiatru co chwila zagłuszały deklamacje szamana, lecz Eragon dosłyszał urywki zdań (...) To, co zrozumiał, sprawiło, że zadrżał. Kazanie bowiem traktowało o sprawach, o których lepiej nie wiedzieć
Takich, jak kąpiele kilkusetlenich elfów z szesnastoletnimi chłopcami w strumyku?
Takich, jak nie do końca niewinne igraszki wyżej wymienionych, w dodatku z udziałem smoków?
A może takich, jak wielkie elfie orgie w środku lasu?
*razem, kręcąc głowami* Nieeee.
...o sprawach, o których lepiej nie wiedzieć, złowrogiej nienawiści dojrzewającej przez stulecia w mrocznych jaskiniach ludzkich serc, by wreszcie rozkwitnąć pod nieobecność Jeźdźców; o krwi, obłędzie i ohydnych rytuałach odprawianych pod czarnym księżycem.
MHROOOK!

- Teraz naprawdę jesteście mymi braćmi i siostrami, tu bowiem, w cieniu potężnego Helgrindu, skosztowaliście soku z moich żył. Krew wzywa krew i jeśli kiedykolwiek wasza rodzina będzie potrzebować pomocy, róbcie, co tylko w waszej mocy dla Kościoła i dla innych uznających moc naszego Straszliwego Pana...
Jeżu, a Łociec Dyrektor skąd tam?!
Mohery są jak szarańcza: wszędzie wlezą.

Gdy wrócił do swego ciała, odkrył, że Roran przygląda mu się z miną zgłodniałego wilka.
Mój Borze, takie akcje już na samym początku pierwszego rozdziału?

Roran wyjaśnił później, że udało mu się dokonać tego wszystkiego tylko dlatego, że potężne uczucie popychało go do czynów budzących lęk u innych, dzięki czemu mógł stawić czoło swym wrogom.
*śpiewa* De pałer of looow! E fors from abooow! Klinin maj soooul!
*wyje* Flejm on bern dizajer! Law łif tongs of fajer! Purdż de souuul!
*wyją razem* Mejk law jooor goool!


Co jeszcze ważniejsze, Eragon i Roran byli ostatnimi dziedzicami rodu.
*jak już doszła do siebie po ataku śmiechu* Ja nie wiedziałam, że takie chłopki-roztropki ze wsi mogą się pochwalić jakimś wielkim RODEM. xD
A jak, dziedziczą stodołę, widły i krowę.

Nawet teraz, gdy planowali wydrzeć Katrinę ze szponów Ra'zaców, obaj wojownicy - śmiertelnik Smoczy Jeździec - marzyli o tym, by zabić nienaturalne sługi króla Galbatorixa.
*w tle słychać jakiś poważny soundtrack* I tak oto śmiertelny Roran i nieśmiertelny Eragon wspólnymi siły rzucili się na ratunek pięknej, zgrabnej i powabnej Katrinie-Córce-Rzeźnika, albowiem tylko oni w całym państwie mieli tyleż odwagi, co skrajnej głupoty.

wątpię by Razacowie zostawili Katrinę długo samą. Nie, jeśli Galbatorix chce, by przeżyła, żeby móc ją wykorzystać przeciwko mnie.
Galbatorix zrobi wszystko, by tylko Roran nie mógł poślubić Katriny.
Może ma jakiś kompleks? ^^

Konające pozostałości ogniska wiły się w agonii i jęczały zbolałym głosem, błagając o litość.
- Muahaha - powiedział Eragon i chlusnął wodą.

Jeszcze tej nocy wzmocnił zarówno węźlasty kij, jak i rączkę młota Rorana kilkoma zaklęciami, które miały uchronić je przed złamaniem - pominąwszy naprawdę wyjątkowe okoliczności.
Takie jak majestatyczne pęknięcie broni w krytycznym momencie, by wydawało się, że nie ma już ratunku, który jednak w cudowny sposób nadejdzie.

Sięgając w głąb swego jestestwa
Wybaczcie, nie wiem, czemu, ale strasznie mnie to rozbawiło. xD

- Jutro możemy mieć problem.
- To znaczy?
- Pamiętasz, jak powiedziałem, że wraz z Saphirą łatwo poradzimy sobie Ra'zacami? - zapytał Eragon, zwracając się także do smoczycy.
- Owszem.
- Żartowałem.

- Mógłbyś uczynić mnie równie silnym i szybkim jak ty?
Eragon zastanawiał się kilka minut, nim odpowiedział.
- Nie. To ja tu jestem głównym najprzystojniejszym elfim książątkiem, a ty byś mi tylko psuł opinię.

Na ów dźwięk mur, na który napierał Eragon, pękł na dziesiątki kawałków, gdy nowe myśli zdekoncentrowały Rorana: Co to... Do diaska! Nie zwracaj uwagi, bo się przebije! Katrina, pamiętaj o Katrinie. Nie zważaj na Eragona. Ów wieczór, gdy zgodziła się za mnie wyjść, zapach trawy i jej włosów... Czy to on? Nie! Skup się! Nie...
Eragon chciał tylko podejrzeć jego wspomnienia po upojnej nocy, jaką Roruś spędził z gorrrącą Katriną. ^^
Skądś musi brać doświadczenie. xD

Wykorzystując zamęt panujący w głowie Rorana, Eragon parł naprzód.
*ma skojarzenia*

Niewiele mam do opowiadania. Zawsze mi się podobała. W dzieciństwie niewiele to znaczyło, ale gdy wszedłem w wiek męski, zacząłem się zastanawiać, kogo poślubię i kto miałby zostać matką moich dzieci.
Galbatorix.
Poza tym: buahaha! Cóż za wyidealizowany portret średniowiecznego chłopa: pragnie kochającej żony i gromadki uśmiechniętych dzieci...
I jeszcze stadka małych szczeniaczków.
...Podczas gdy nawet w dzisiejszych czasach tylko chędożenie im we łbach.

- I zalecałeś się do niej? — spytał Eragon po krótkiej, pełnej szacunku chwili. - Prócz przekazywania komplementów za moim pośrednictwem, co jeszcze robiłeś?
- Pytasz jak ktoś pragnący instrukcji?
- No, bo widzisz, próbowałem poderwać jedną taką elfią dupę, ale chyba coś jej się nie spodobało.
- Może nie trzeba było opowiadać z rozmarzeniem o kąpielach w strumyku z Oromisem?

- (...) Co właściwie łączy cię z Aryą?
Przenikliwość Rorana wstrząsnęła Eragonem.
- Nic! Księżyc zmącił ci rozum.
- Bądź szczery. Spijasz słowa z jej ust niczym diamenty i wpatrujesz się w nią, jakbyś konał z głodu, a ona była przepyszną ucztą, pozostającą tuż poza twoim zasięgiem.
Boru... *brak jej słów*

- W takim razie odpowiedz na moje pytanie i wyjaśnij, jak się rzeczy mają między tobą i Aryą. Rozmawiałeś o tym z nią bądź jej rodziną?
Tia. ,,Cześć, królowo Islanzadi, wiesz co, ta twoja córcia to niezła laska jest."

- Owszem. - Eragon zapatrzył się w błyszczącą głogową laskę.
*nie zauważyła słowa ,,głogową" i zakrztusiła się ze śmiechu*

Zmusił się, by przełknąć żółć wzbierającą w gardle i odesłać ją przez serce do zaciśniętego żołądka
Jeszcze kilka takich podniosłych, fizjologicznych szczegółów i rzygnę.
Konkretnie to chyba gastronomicznych.
Ale i tak rzygnę.

W tej okropnej wersji e-booka trafiają się czasem różne kffiatooshqi, takie jak ten:
zdaję iprawę z faktu, że w Alagaesii żyją inne dziewczęta i że ludzie czasami biją się więcej niż raz.

Od tego momentu dysponujemy lepszą książką, bez błędów. Przynajmniej tych wynikających ze skanowania.
 
- Twój język stał się równie splątany jak korzenie świerku - rzekł Roran.
- Taaa? A fallus twój wyglądem swym przywodzi na mą myśl kłaczek, co z kociego wydarł się gardła.

- Przecież nie możesz być nieśmiertelny.
- Jestem.
Niestety.

Gałąź, którą Roran dorzucił do ognia, pękła ze stłumionym trzaskiem, gdy gorąco żaru przeniknęło zeschnięte drewno, docierając do niewielkiego skupiska wilgoci bądź żywicy, które w jakiś sposób przetrwało dziesiątki lat upałów i eksplodowało w obłoczku pary.
Te opisy mnie bawią i denerwują jednocześnie. oO"
Weź Amol. *hihihi*

- Nie jestem niezwyciężony - przypomniał Eragon. - Wciąż mogę zginąć od miecza bądź strzały. I wciąż mogę się zarazić nieuleczalną chorobą.
- Ale jeśli unikniesz tych niebezpieczeństw, będziesz żyć wiecznie.
Ach, czyli jest nadzieja, że rzeczywistość wykończy go w inny sposób. ^^
Nie wykończy. Autorem jest Pałolini.
*po chwili ciszy* Kurwa.

- Kogóż innego mógłbym poślubić, jeśli nie elfkę?
Krasnoludkę, urgalkę, Ra'zaczkę...

Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jak teraz wyglądam.
Na takie ulizane książątka lecą wszystkie plastiki.
Ale on nie jest liderem szkolnej drużyny futbolowej.
To rzeczywiście może stanowić problem.

Eragon zwalczył pokusę pomacania zakrzywionych koniuszków uszu, co ostatnio weszło mu w nawyk.
Oplułam ekran. xD
Jak Oromisa nie ma, to se mastubuje uszy. *jebła ze śmiechu*

Nie jestem już zwykłym człowiekiem, ale nie jestem też elfem. Tylko czymś pomiędzy: mieszańcem, odmieńcem.
Następny, kurwa. -.-"

- Uśmiechnij się - rzucił Roran. - Może nie będziesz się musiał martwić życiem wiecznym. Galbatorix, Murtagh i Ra’zacowie, czy nawet jeden z żołnierzy Imperium, w każdej chwili mogą przebić nas stalą.
Rzeczywiście, pocieszające.
Jak odpowiedź faceta ,,Ale chociaż było nam dobrze" po tym, jak dziewczyna mu oznajmi, że jest z nim w ciąży.

Cisza zrodzona ze znużenia, bliskości i przeciwnie - wielu różnic, jakie los stworzył u tych, którzy kiedyś wiedli życie stanowiące drobne wariacje na temat tej samej melodii.
Ta głębia być zbyt głęboka. Ja nie rozumie.

Eragon spojrzał na czarne sklepienie nieba, oceniając godzinę po tym, jak daleko przesunęły się gwiazdy. Było później niż przypuszczał.
,,Fak, przegapiłem Różową Landrynkę..."

Czekaj, pokażę ci siniak, którym może szczycić się mężczyzna. - Rozsznurował lewy but, podwinął nogawkę spodni, ukazując czarną plamę szeroką jak kciuk Eragona i przecinającą mięsień czworogłowy. (...)
- Imponujące, ale mogę to przebić. - Eragon ściągnął tunikę, wyszarpnął koszulę ze spodni i obrócił się, demonstrując Roranowi wielką plamę na żebrach i podobną na brzuchu. (...)
Teraz Roran odsłonił skupisko nieregularnych sinozielonych siniaków, każdy rozmiaru złotej monety, maszerujących od lewej pachy do podstawy kręgosłupa. (...)
Eragon przyjrzał się im, po czym zachichotał. (...) Zdjął buty, po czym wstał i zsunął spodnie, pozostając jedynie w koszuli i wełnianych gatkach.
Zaraz się całkiem rozbiorą, a potem...
...Się do siebie dobiorą. ^^
Będzie yaoi! Incest nawet! xD

Wewnętrzną stronę ud pokrywała cała gama kolorów, jakby Eragon był egzotycznym owocem, który dojrzewa nierówno (...)
Roran skrzywił się i zadrżał.
- Czy to sięga aż do... - Urwał i machnął niezgrabnie ręką.
- Niestety.
- Muszę przyznać, że to niezwykły siniec. Powinieneś być dumny, podobne obrażenia, i to w tym szczególnym... miejscu budzą lęk w sercu każdego męża.
Ja cię sunę, jakbym zobaczyła takiego wielkiego siniaka na udach i się dowiedziała, że fiut też ucierpiał niemało, to TAK BYM SIĘ ŚMIAŁA, że by w Nepalu usłyszeli, a oni tu coś pierdolą o niezwykłym męstwie i szczególnych obrażeniach! XD XD XD
No wiesz, w końcu ,,podczas walki kopnął Vraela w krocze" i tak dalej. xDDD

Chwilowe podniecenie rozjaśniło twarz Rorana, potem jednak zawahał się i w jego oczach błysnął niepokój.
- Teraz? Czy to rozsądne?
- Jak powiedziała Saphira, lepiej, bym zajął się tobą, dopóki mam okazję.
(...) Sekundę później jęknął mimo woli
Zaczynam lubić moje skojarzenia.

Mmm. Nie przesadzałeś - rzekła do Rorana. Cóż za słodki i soczysty kąsek - taki miękki, słony i smakowity, że mam ochotę zatańczyć z rozkoszy.
Rozumiem, że Eraś i Roran... ale żeby jeszcze z Saphirą - to już chyba przesada.
Dla Oromisa nie istniało takie słowo, jak ,,przesada" :]

Spojrzeli po sobie, drżąc z podniecenia.
A wtedy BUM! Eksplozja namiętności.

Do diaska! Eragon miał ochotę zakląć soczyściej: motyla noga!

Teraz zaczął nucić najszybciej jak umiał, wymawiając dokładnie każde słowo w pradawnej mowie. Każde wypowiadane zdanie, a był ich legion
To zanim skończyłby recytować te tysiąc zdań, już dawno by przerżnęli tę bitwę. -.-"

Miał czas na zaledwie jeszcze jedno zaklęcie, nim będzie musiał zająć się powstrzymaniem Ra’zaca przed wbiciem mu miecza między nerki i wątrobę.
Odsunął się lekko na bok i dostał tylko w śledzioną.

Rozstawił szerzej nogi, gdy dwóch Ra’zaców rzuciło się na niego.
Zdecydowanie za dużo skojarzeń jak na jeden rozdział.

Największym niebezpieczeństwem pozostawał atak!
Coś ty?!

- Kveykva! - krzyknął Eragon.
DJ Quack Quack.
Kto oglądał ten odcinek Laboratorium Dextera? =)

Ra’zac przed nim zareagował gwałtowniej - upuścił łuk, zakrył osłoniętą kapturem twarz i wrzasnął przenikliwie.
Shireee... Baggins!

Ostatni cios strzaskał pancerz Ra zaca niczym skórę wysuszonej tykwy. W bezlitosnym rubinowym blasku, który był jako ten ostatni zachód słońca, na który patrzył konający flaming, rozlewająca się wokół kałuża krwi szkarłatnej niczym samotna, pustynna róża, którą smagają bezlitosne wiatry, mieniła się fioletem.

- Dziewiąte po prawej, idź po nią. Ja sprawdzę inne cele, Ra’zacowie mogli zostawić w nich coś ciekawego.
Jakieś seksowne elfki czekające na uwolnienie...

Rzeźnik siedział skulony pod ścianą po lewej, obie ręce miał przykuta łańcuchami do żelaznego pierścienia nad głową.
- Zemsta będzie słodka - mruknął Roran, oblizując lubieżne wargi.

Owszem, rzeźnik był człowiekiem godnym pogardy, lecz liczne wspomnienia i doświadczenia, które ich łączyły, zrodziły poczucie bliskości, które dręczyło sumienie Eragona.
Zabierzcie moje skojarzenia! Ja już nie chcę! *przerażona*
*wyjmuje kaftanik bezpieczeństwa*

Nie odrywając wzroku od Rorana, Katrina wstała i drżącą ręką dotknęła jego policzka.
- Przyszedłeś.
- Przyszedłem.
- Och, Roranie! Przyjszłeś!
- Przyjszłem.
Lol.

W końcu Roran cofnął się i ucałował ją trzykroć w usta. Katrina zmarszczyła nos.
- Zapuściłeś brodę!- wykrzyknęła. Ze wszystkich rzeczy, które mogła powiedzieć, ta była tak nieoczekiwana - a jej głos tak zdumiony - że Eragon zachichotał.
Hahaha. Ale zajebisty żart. Hohoho.

Ciałem dziewczyny wstrząsnął dreszcz. Zamknęła oczy i po jej policzku spłynęła samotna łza.
*zakwik totalny* SAMOTNA ŁZA! Samotna łza! SaMoTnA łZa! SAMOTNA łza!
Opkowości stało się zadość!

Za plecami słyszał, jak rozmawia z Roranem, wymieniając serie krótkich zdań.
- Kocham cię... Horst i pozostali są bezpieczni... Zawsze... Dla ciebie... Tak... Tak... Tak... Tak.
*znowu ma skojarzenia*
Winkyyy... weź się opamiętaj. *znudzona wyjmuje kaftanik*

Eragon oddarł z niej pas tkaniny i wręczył Katrinie.
- Obwiąż tym oczy - polecił. (...)
naprzeciwko pojawiła się Saphira. Na jej widok Katrina sapnęła i przywarła do Rorana
JAK ją zobaczyła z zasłoniętymi oczami? *wali się młotkiem po głowie*
*rzuca się w panice, by zabrać młotek*

Eragonie! - zawołała Saphira.
On jednak pokręcił głową.
- Nie, ja tu zostaję.
(...) - Jak wydostaniesz się z Imperium? - spytał Roran.
- Pobiegnę. Jestem teraz równie szybki jak elf.
Muza, oddawaj młotek.
Chędoż się.

Ganga! I nie wracaj po mnie ani nie wysyłaj nikogo innego. Nic mi nie będzie. Ganga! Ganga!
*śpiewa, kiwając się na boki* Ołwer hir is rejdijoł gugu, rejdijoł gaga...

Eragon stał tam, dopóki nie zniknęła mu z oczu i nie wyczuwał jej już myślami. A potem, z sercem ciężkim jak ołów, wyprostował ramiona i odwróciwszy się od słońca i wszelkiego co jasne i żywe, ponownie zstąpił w pogrążone w mroku tunele.
A wokół rozbrzmiewała pieśń piękna i bolesna...
Zooostańmy razem! Zooostańmy razem! Ja i tyyy!

- Przybądź, o pożeraczu ludzkiego mięsa, zakończmy naszą walkę - mówił. - Ty jesteś ranny, a ja znużony. Twoi towarzysze nie żyją, ja jestem sam. Godni z nas przeciwnicy. Przyrzekam, że nie użyję przeciw tobie gramarye, nie zranię cię i nie uwiężę rzuconym już zaklęciem. Przybądź, o pożeraczu ludzkiego mięsa, zakończmy naszą walkę...
Z ciemności dobiegł mrożący krew w żyłach, syczący głos:
- Ssspierdalaj.


Wiedział, że nieostrożnie posługiwał się magią i że gdyby zginął, jego bezmyślne zachowanie mogło skazać Vardenów na całkowitą klęskę.
Ale uradowałoby przynajmniej mnie...
To za mało. Antyfani są dla Pałoliniego niczem puch marny, który pozostał...
Dobra, daj se siana.

Puszka Red Bulla dodała Eragonowi skrzydeł.

Dramatyczne, pierwsze zdanie nowego rozdziału:
Eragonowi zaburczało w brzuchu.
Nie moshe bydź!

Oromis poświęcił wiele lekcji najróżniejszym klimatom i regionom geograficznym
Przeczytałam ,,pornograficznym". *padła*
Jak Oromis to jeszcze nie znaczy, że automatycznie pornografia. Chociaż...

choć dzięki temu utrzymałby się na nogach ze Sloanem, transfuzje energii trudno byłoby nazwać satysfakcjonującymi, bo nie napełniały żołądka.
Mógł też zapolować.
Eragon skrzywił się, po czym zakręcił kijem i wbił jego koniec w ziemię. Po tym, jak odczuwał myśli i pragnienia najróżniejszych zwierząt, sam pomysł zjedzenia któregoś z nich budził w nim odrazę.
Wielkie mi co. Zjedz Sloana.
Jeden problem mniej. I tak już wcisnął Katrinie kit, że nie żyje. ^^

przyjrzał się dłoniom Sloana (...) Długie, kościste palce, zakończone długimi paznokciami - w Carvahall zawsze o nie dbał: przycinał równo cążkami, piłował w idealne półkola, malował odżywką z wyciągu z fiuta, pokrywał warstwą różowego lakieru i przylepiał mnóstwo błyszczących dżecików.

Gdyby to zrobił, Sloan mógłby wytropić Rorana i Katrinę
Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że był na skraju wyczerpania, ledwo żył, był cały poraniony, oślepiony, a Roran i Katrina odlecieli na smoku. =_=

- Gdzie ja jestem? - spytał.
(...)
- Elfy, a także Jeźdźcy z minionych czasów, nazywali to miejsce Mirnathor. Krasnoludy zwą je Werghadn, a ludzie Szarym Wrzosowiskiem. Niziołki zwykły nazywać to mianem Jakiegoś Starego Pagórka, dla morrowindczyków to Duża Zła Czerwona Góra, a słyszałem nawet nazwę Zadóp'ie.

Głuchym szeptem, jakby przemawiał po potężnym ciosie w żołądek, Sloan dodał: - Ty nie możesz być Eragonem. On był brzydki i głupi.
A to już nie jest? ^^
Nie. Teraz to KSIĄŻĄTKO.

- Jestem Eragonem, a nawet znacznie więcej. Jestem Argetlamem, Cieniobójcą i Ognistym Mieczem.
*zeszła na nadmiar skojarzeń*

W zwykłych okolicznościach Eragon nie mógłby postrzegać osoby bądź miejsca, których wcześniej nie oglądał. Lecz widzące szkło elfów zaklęto tak, by przekazało obraz otoczenia każdemu, kto się z nim skontaktuje. Podobnie zaklęcie Eragona przekazywało obraz jego i jego otoczenia na powierzchnię szkła.
Skajpa mają i kamerkę.
W tej książce już nic nie będzie w stanie nas zadziwić.
Oj, nie wiem, nie wiem...

lecz strzeż się: naciągnięty łuk może równie łatwo pęknąć i zranić łucznika, jak posłać w powietrze strzałę...
Mi raz pękł łuk w dłoni i nawet mnie nie dotknął.
Bo to był jakiś gówniany indonezyjski łuk kupiony na Allegro, a on na pewno ma na myśli wielki, długi łuk o naciągu większym od ciężaru łucznika, który potrafi wyrwać rękę, która napnie cięciwę...
I by poleciała razem ze strzałą? Yay! Ja chcę to zobaczyć! Najlepiej na Eragonie! xD
 
królowa Islanzadi pchnęła ją, maszerując wprost do widzącego szkła. (...) Dopiero po chwili uświadomił sobie, że jej rękę pokrywa świeża krew.
Pocięła się...

W jej niskim, melodyjnym głosi pobrzmiewały echa szumiących sosnowych szpilek, bulgoczących strumieni i muzyki wygrywanej na trzcinowych fletniach.
Musiało to dziwnie brzmieć.

- Co zrobiliście? - spytał, choć podejrzewał, że zna odpowiedź. Islanzadi uniosła wysoko głowę, rysy jej twarzy stwardniały.
A oni wciąż mają tam wszystko twarde!

Nieświadomie potarła prawą dłoń, jakby ją zabolała i wtem Eragon zobaczył na jej przedramieniu Mroczny Znak.
Ale Voldie wypalał je na lewej ręce.
A bo to by się Pałolini przejął?

- Słuchaj uważnie, bo nie zamierzam niczego powtarzać. Zrobiłeś to, co zrobiłeś, z powodu miłości do Katriny; tak przynajmniej twierdzisz. Ale, choć tego nie przyznasz, wierzę, że próbując rozdzielić ją z Roranem, byłeś posłuszny innym, niższym uczuciom. Gniewowi... nienawiści... mściwości... i własnemu bólowi.
Wargi Sloana zacisnęły się, tworząc białą wąską kreskę.
- Krzywdzisz mnie.
- Nie, nie sądzę. Ponieważ sumienie nie pozwala mi cię zabić, twoja kara musi być najstraszniejsza, jaką tylko zdołam wymyślić. Dwadzieścia cztery godziny oglądania w kółko wszystkich odcinków ,,Klubu Winx", sześćset sześćdziesiąt sześć seansów ,,Głupiej i głupszej", a wszystko przeplatane czytaniem ,,Zmierzchu". I będę pilnował, byś czasem nie zasnął.
- Nieee! Łaski, panie, łaski!

Zatem oto twoja kara: nigdy już nie zobaczysz córki, nie spotkasz się z nią ani z nią nie pomówisz, nawet na łożu śmierci. I będziesz żył ze świadomością, że jest z Roranem i że oboje są szczęśliwi bez ciebie. (...) Wymuszę ją, każąc ci złożyć przysięgi w mowie elfów - języku prawdy i magii - byś dotrzymał warunków wyroku. (...) Co więcej, nałożę na ciebie przymus podążania na północ, dopóki nie dotrzesz do miasta elfów Ellesmery, stojącego w sercu puszczy Du Weldenvarden. Możesz próbować mu się oprzeć, jeśli chcesz, ale, nieważne jak długo będziesz walczył, zaklęcie będzie cię dręczyć niczym nieznośnie swędząca rana, aż w końcu go posłuchasz i wyruszysz do królestwa elfów.
To mi się kojarzy z różnymi zabawami w dzieciństwie, gdy ta bardziej zaborcza osoba wymyślała coraz to głupsze pomysły, byle w zabawie stało się to, co ona chce, by się stało.
Widać nie ty jedna masz traumę na tym punkcie. ^^

Splunął na lewo od Eragona. - Jesteś jedynie żółtobrzuchym pomiotem sparszywiałego tryka, jesteś bękartem, niechcianym cielakiem, zafajdanym obleśnym gnojarzem, zarzyganym draniem, jadowitą ropuchą, mizernym zapłakanym pomiotem tłustej świni. (...) Masz ropę zamiast szpiku, grzyb zamiast mózgu, ty nieprawy wypierdku!
Sama bym tego lepiej nie ujęła. ^^
A Pałolini się uczy bluźnić. xD

Rzucę na ciebie czary, które powstrzymają ludzi i zwierzęta przed nękaniem ciebie i sprawią, że w razie potrzeby przyniosą ci strawę.
*wyobraża sobie, jak gromadka ptaszków niesie w dziobkach tacę z wykwintnym daniem*
Za dużo Disneya.

Sloanie, wysłuchaj mnie. Żyjąc pośród elfów, odkryłem, że prawdziwe imię człowieka zmienia się często wraz z jego wiekiem. Rozumiesz, co to znaczy? To, kim jesteś, nie jest ustalone raz na zawsze. Jeśli zechcesz, możesz sam się odmienić.
Zakład, że w ostatnim tomie zobaczymy go jako wielkiego mędrca albo potężnego wojownika?
Nawet mimo faktu, że jest ślepy? Przyjmuję. W końcu to Pałolini. :]

Eragon nie powiedział rzeźnikowi, że jeśli dowiedzie, iż szczerze żałuje swych zbrodni i że stał się innym, lepszym człowiekiem, królowa Islanzadi każe swym władającym magią przywrócić mu wzrok.
Kurde, przegram ten zakład.
Muahaha. xD

WĄTEK NASUADY (tylko nie to...)

Ucieszył ją jednak fakt, że żołnierze postanowili nazwać swój oddział Nocnymi Jastrzębiami
Nadaję ci imię... *cmok* Jaszczomb!

Mimo to jednak nie była całkiem bezbronna. W fałdach sukni ukrywała sztylet, drugi, mniejszy, tkwił za jej gorsem pod bielizną, a tuż za zasłoną wiszącą za fotelem Nasuady czekała Elva, jasnowidzące magiczne dziecko, gotowe interweniować w razie potrzeby.
Rzeczywiście, jak napadnie na nią banda wyszkolonych zabójców, poradzi sobie z ucałowaniem rąsi.

Fadawar postukał o ziemię długim na cztery stopy berłem. Wykuto je ze szczerego złota, podobnie jak fantastyczną kolekcję biżuterii wojownika: złote bransolety na przedramionach, półpancerz z kutego kruszcu, długie grube łańcuchy wokół szyi
Gangsta! Joł, ziomal!

- W takim razie twierdzę, że nie nadajesz się do przewodzenia Vardenom, tak jak pozwala mi moje prawo, i wyzywam cię na Próbę Długich Noży.
Hyyyy! Ojaaa! *chwila ciszy* Yyy... czyli że co, wyjmą swoje noże i porównają, który dłuższy?
*zakrztusiła się herbatą*

- Ale po co? Przecież jeśli przegrasz...
- Jeśli przegram, Vardeni nie będą już podlegać moim rozkazom, lecz rozkazom Fadawara.
Ach, ale przecież nie przegra, przecież to jest główna bohaterka swojego wątku: wspaniała, młoda, egzotyczna piękność, której niestraszne są wszelkie Próby Noży Dłuższych Czy Krótszych, której zwycięstwo będzie skromne, ale spektakularne, a po tym wszystkim będzie robić za wyniosłą, chłodną, opanowaną królową, która w pełni zasługuje na swoje miano i urząd, jaki piastuje...
Zmęczyłaś mnie tym zdaniem.
Ja siebie też. Ten Pałolini to musi mieć wytrwałość. xD

Przed wpadnięciem w panikę chroniła ją tylko przepowiednia Elvy: dziewczynka oznajmiła, że w tym starciu Nasuada zwycięży.
Tiaaa... -.-"

Fadawar zaczynał. Uniósł wyprostowaną lewą rękę dłonią do góry. Przyłożył ostrze noża do przedramienia tuż pod zagłębieniem łokcia i przesunął błyszczącą jak zwierciadło klingą po ciele. (...)
Uśmiechnęła się i także przyłożyła nóż do ręki. (...) Ich starcie było próbą siły woli, sprawdzającą, kto zniesie więcej nacięć.
To chyba raczej konkurs, kto jest bardziej emo. xD

Nadal rozluźniała mięśnie - gdyby je spięła, ból byłby znacznie większy - i wciąż się uśmiechała, gdy ostrze powoli gwałciło jej ciało.
O.O
...
O.O
Ee... Winky?
O.O

Fadawar dygotał, przekładając nóż z prawej dłoni do lewej; tradycja zabraniała cięcia więcej niż sześć razy w jedną rękę, by nie uszkodzić ścięgien i żył w pobliżu przegubu.
Tró Emo się nie poddaje! Nie poprzestaje na sześciu drobnych rankach!
*skanduje* Tnij-cie! Tnij-cie! Tnij-cie!

Zgiął się wpół, przyciskając do brzucha poranione ręce.
- Poddaję się - oznajmił.
Cienias.

Skłonili się i Ramusewa przemówił.
- Nigdy jeszcze nikt nie zniósł tak wielu cięć podczas Próby Długich Noży. Niniejszym ogłaszam cię Królową Emo!
Na sali rozległy się radosne szlochy.

- Rozumiem to doskonale - warknął Orrin. - Moja rodzina i ja broniliśmy Surdy przed zakusami Imperium każdego dnia od pokoleń. Tymczasem Vardeni jedynie ukrywali się w Farthen Durze, żyjąc na łasce Hrothgara.
Jego szaty zawirowały w powietrzu, gdy odwrócił się i wymaszerował z pawilonu.
- Kiepsko to załatwiłaś, pani - zauważył Jórmundur. Nasuada skrzywiła się, gdy Farica pociągnęła bandaż.
- Wiem - wysapała. - Jutro ukoję jego zranioną dumę.
Nie chcę wiedzieć, jak. :]

Boru, to już 100 stron, a nie dzieje się absolutnie NIC. -.-"
W dodatku ,,nic" większe nawet od dwóch poprzednich tomów. *sigh* To się nazywa poświęcenie.
Ale jesteśmy na nie gotowe! *wznosi miecz ociekający szkarłatną krwią Erasia wysoko w górę, na lśniącą klingę padają złote promienie zachodzącego słońca, a pojedyncze krople krwi ściekające z ostrza unosi wiatr*

2 komentarze:

  1. To było... piękne. Od dawna nie czytałem tak kwikaśnej analki. Wizja latajacej ręki Erasia była zdumiewająco kojąca xD

    A od Samotnej Łzy (nawet jeśli nie Kryształowej) to nie trzeba już owijać w bawełnę i można z czystym sumieniem traktować tę erm... 'powieść' jako zwyczajowe opko. Sorry Pałolini, nagrabiłeś sobie.

    Pozdrawiam,
    Zelaznostopy

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteście świetne. Ta wasza ironia i do tego nie miałyście już tylu skojarzeń... najbardziej to by mi się bardziej uśmiechała wizja obciętego łba Murtagha niż ręka Eragona, ale na jedno wychodzi.

    Pozdrowienia od: Erenobaby, PaniFerrinu i Elfki ( czyli od :Niny, Natalii ( ona jest fanką tych głupich " Kronik" :-( i ode mnie!)

    OdpowiedzUsuń