Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Cudowne dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 7

wtorek, 10 lipca 2012

Cudowne dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 7

Dla tych, którzy jeszcze o niej nie wiedzą, przypominamy o istnieniu fejsbukowej sondy, jaką książkę wziąć na talerz w następnej kolejności (na pewno nie chcecie tej Reystone? To naprawdę analna książka i nie przyprawi mnie o myśli samobójcze jak "Achaja"...) - KLIK!
A póki co w dalszym ciągu męczymy księżniczkę Meihnę. A raczej ona nas. O mój Boru, to już wykracza wszelkie wyobrażenia o naprawdę ZŁEJ książce. Przekonajcie się sami.







Kiedy Meihna pierwszy raz uniosła lekko powieki, wszystko widziała zamazane. Zamknęła je więc raz jeszcze, marszcząc brwi. Wtedy usłyszała ciche głosy.
Wiele dziwacznych mocy miewały różne Mary Sue, ale o słyszeniu oczami (zamkniętymi!) jeszcze nie było mowy.
To by był pierwszy przejaw nowatorskości! Yay!

Meihna budzi się bez Jednorożca, Nitrusa i perły, otoczona przez ciekawskich ludzi – nie wiemy nic o ich wyglądzie, kolorze skóry, ubiorze, tyle tylko, że nie mówią w jej języku. Bo i po co się wysilać z opisami postaci nieważnych, czyli wszystkich poza Główną Bohaterką. Jeden z młodzieńców jednak zna język Meihny, bo tak i już.

— Jesteś z Atlantydy? — spytał Meihny. (...)
— Tak — przytaknęła, oddychając z ulgą. — Jestem ksi... księżniczki służką! Przybywam... przybywam po pomoc dla mojego kraju. — Meihna odruchowo zakryła strzępkiem rękawa tkwiącą na jej ramieniu bransoletę, mówiącą dość jasno o jej pochodzeniu.
*plask* Ona na okrągło chodzi w tej drogiej bransolecie, a mimo to NIKT nie ogarnia, że ma do czynienia ze szlachetnie urodzoną? Nie wspominając o tym, że miała się pozbyć wszelkich błyskotek z rozkazu jej braciszka?!
Ach, przypomniało mi się coś. Pamiętacie, jak Meihna zamieniła się z Niką i w magicznym kamuflażu spędziła dzień z rodziną Niki, a pod koniec zostały przyłapane, obie wyglądające identycznie? No więc ta scena nie pociągnęła za sobą jakichkolwiek konsekwencji. Nikt się nawet nie zdziwił. Kolejny dowód na to, z jak mierną pozycją mamy do czynienia.


— To nie koza! — prychnęła. — To, to... To Jednorożec. Stworzenie z Atlantydy.
Jedna z kobiet zaczęła mówić młodzieńcowi coś do ucha. Ten skrzywił się, ale zapytał:
— Oni pytają, czy mogą to zjeść.
Meihna osunęła się ze stołu, na którym leżała, czując dziwny skurcz w nogach.
— Nie... — wymamrotała. — Lepiej niech tego nie robią...
Coś słabo protestuje w sprawie życia jej najlepszego przyjaciela.
Bo sama by wszamała, ale głupio osobiście jednorożca zarżnąć, białogłową będąc.


Młodzieniec przedstawia się jako Liaam (Neeson?) i dla nas oczywistym staje się, że będzie on wybrankiem serca naszej roztrzęsionej królewny. Rodzina, u której pomieszkuje Meihna też się przedstawia, ale kogo by to obchodziło, te postacie i tak składają się wyłącznie z imion. Księżniczka kąpie się w strumyku, wyrzuca bransoletę, rozmyśla z mnóstwem wielokropków – nudy. Ale za to dostajemy Element Komiczny.

— Oni chcą wiedzieć, czy potrafisz pracować w gospodarstwie. Strzyc owce, doić kozy.
Meihna, która piła właśnie podane jej mleko, parsknęła nim, nie spodziewając się tego ostatniego pytania.
— Nie, nie, nie! Nie umiem doić kozy ani latać!
Haha.

Kiedy obudziła się następnego dnia, cztery córki gospodarzy siedziały już naokoło niej, wpatrując się w nią jak w bożka.
Bo taka piękna jest i fokle. <3

Tu następuje scena, której nie jestem w stanie opisać inaczej, jak festiwalem narcyzmu, tyczącym się w równym stopniu bohaterki, co autorki – biorąc pod uwagę, że Olszańska opisuje Meihnę niczym swojego klona, ino z zielonymi oczami, nie wspominając o pozowaniu na okładce jako ona. Nie jestem w stanie wybrać pojedynczych fragmentów, więc przytaczam całość, pełne dwa akapity, podkreślając tylko co bardziej soczyste kawałki.


Kiedy obudziła się następnego dnia, cztery córki gospodarzy siedziały już naokoło niej, wpatrując się w nią jak w bożka. Każda trzymała bukiet kolorowych liści i korale z zasuszonych owoców i szyszek, a gdy tylko księżniczka otworzyła oczy, obsypały ją tymi darami, przekrzykując się wzajemnie. Meihna wiedziała, dlaczego dziewczęta te są tak bardzo podekscytowane. Wszystkie one, każda bez wyjątku, miały jasne, rudawozłociste włosy opadające gęstymi lokami na ramiona, które, podobnie jak twarz, pokryte były tysiącami maleńkich piegów, nadających im wygląd przepiórczych jajek. (Tłumacząc z aŁtorkowego na ludzkie: były zbyt nijakie, przeciętne lub wręcz brzydkie, by mogły myśleć o konkurowaniu z kimś tak porażająco pięknym, jak Główna Bohaterka.)
Patrzyły więc szeroko otwartymi błękitnymi oczyma na stworzenie o długich ciemnych włosach, pełnych ustach i oczach przysłoniętych gęstą firaną czarnych rzęs. Podekscytowane szeptały między sobą, pokazując Meihnę palcami, biorąc w palce jej włosy, przypatrując się oczom i policzkom. Księżniczka cierpliwie znosiła pełne ciekawości dotyki i chichoty, siedząc spokojnie, niczym posąg, pozwalający łaskawie na siebie patrzeć. Nagham usiadła za nią, biorąc delikatnie w dłonie pukiel jej włosów, i zaczęła pleść z niego długi, błyszczący warkocz, który w efekcie, gruby i mocny, przypominał bardziej wylegującego się na kamieniu węża niż zwykły warkocz. Bora, najmłodsza z sióstr, przycupnęła tuż przed księżniczką i patrząc na nią wytrzeszczonymi oczami zaczęła wręcz „wchłaniać” w siebie jej egzotyczne piękno, nie mogąc oderwać oczu od przybysza zza morza. Anis zaś bardziej niż dziewczyną zafascynowana była Jednorożcem, który, choć początkowo stroszył się i fukał, nie chcąc dać się dotknąć, po kilku jabłkach dał się wreszcie obłaskawić i pozwolił Anis głaskać się i drapać, po chwili traktując już ją jak dobrą znajomą. Kiedy Meihna zmęczona setkami dotyków wstała, dając dziewczętom do zrozumienia, że ma ich już dosyć, z ich gardeł wydobyło się coś na kształt okrzyku prawdziwego podziwu. Meihna stała między nimi, wyższa o głowę, pełna wdzięku i dystynkcji, wyprostowana niczym sosna. Siostry znów zaczęły jej dotykać i szeptać z podnieceniem, coraz bardziej przekonane, że do ich domu zawitał jakiś bóg lub co najmniej piękny duch, elf czy jakaś inna wróżka... W każdym razie niemożliwe wydało im się, jakoby coś tak „cudownego” miało być ludzkim dziecięciem. (O ja pierdolę!) Kiedy już wybawiły się ostatecznie zmęczoną Meihną, robiąc z jej włosów najróżniejsze fryzury, ozdabiając ją koralami i wiankami i tańcząc naokoło niej pełne czci tańce, rozeszły się, wciąż szepcząc między sobą z podnieceniem. Gdy wyszły z chaty, księżniczka odetchnęła z ulgą, odczekała chwilę, po czym również wyszła na podwórze, marząc już tylko o oddechu świeżym powietrzem.

— Córki gospodarzy bardzo mnie polubiły... — powiedziała, starając się, by w jej tonie nie słychać było zniecierpliwienia tym faktem.
— Tak, wiem. Powiedziały mi przed chwilą, że jednak jesteś elfem. Nigdy nie widziały nikogo o włosach koloru ciemniejszego niż złoty, to normalne, że są tobą zaciekawione.
Zatem wyklarowało nam się miejsce akcji: Skandynawia. Pytanie brzmi: skąd zwykły chłopak, pasterzyk, człowiek ze wsi, zna język Atlantydy?
Imperatyw aŁtoreczkowy – nie zadawaj więcej głupich pytań.

Meihna stanęła i spojrzała z oburzeniem na chłopca.
— Bo to prawda! Na południu wyspy nawet nigdy nie pada śnieg.
— Śnieg? Hmmm... Tu też nie pada. Ostami raz widziano go jakieś dziesięć lat temu.
W Skandynawii nie pada śnieg? Pogubiłam się. Where the hell are we?!
Mnie te imiona brzmią tak z grecka trochę, ale w to, że Meihna nie zna GREKI, mając w przeszłości plan poślubić księcia Aten, to już nie uwierzę. No i typ urody zupełnie nie ten. Przyłączam się do pytania: WHERE THE HELL ARE WE?!

— Cóż... Nie. Zresztą myślałem, że Atlantyda jest raczej gorącą wyspą. Jak Kreta.
— O! Atlantyda jest wielka! Są na niej miejsca, gdzie nie ma niczego prócz nagich skał i piachu, są tereny wiecznie zielone i soczyste, gdzie zawsze świeci słońce, ale jest też taka część wyspy, na niej właśnie znajduje się siedziba króla, gdzie każda pora roku niesie z sobą coś innego, inny dar... Ta część jest według mnie najciekawsza, najbardziej różnorodna... Atlantyda...
Koniec tego bullshitu. Jedna wyspa nie może być tak ogromna, to już jest KONTYNENT. Gdzie między Europą i obiema Amerykami zmieściłby się jeszcze jeden kontynent i to taki, by mógł skupiać w sobie wszystkie strefy klimatyczne? To jest po prostu nierealne.
A może akcja dzieje się w prehistorii i po jednej stronie globu jest Superkontynent, a po drugiej – Atlantyda. Tak, teraz to ma sens.
No i znowu ta sama głupota, co w przypadku Niki i jej rodzeństwa: skąd chłopaczek ze wsi w ogóle wie o istnieniu czegoś takiego, jak Kreta?

Zamknęła oczy i wyobraziła sobie, że oto jest z powrotem na swojej wyspie (...)
Meihna widziała biegającego z procą po ogrodzie Mojnesa, Termę przechadzającą się z Tyncjonem,
Drugi raz ten sam błąd. Zaczynam myśleć, że w trakcie pisania aŁtorka sama nie była pewna, jak się nazywają jej postaci.

Nasza głupiutka królewna tak się zapomina w swej wizji, że o mały włos nie spada z urwiska do morza. Z opresji ratuje ją Liaam, który następnie zaprowadza ją na leśną, stuprocentowo disneyowską polankę, gdzie zza drzew wygląda ciekawsko jelonek, dzięciołek stuka w korę i takie tam. Tam ucinają sobie pogawędkę (Meihna i Liam, nie jelonek i dzięciołek – choć rozmowa tych drugich mogłaby być bardziej zajmująca).


— Mówiłaś, że przybywasz po pomoc dla swojego królestwa, prawda?
— Tak. Na Atlantydzie źle się dzieje, zawładnęły nią obce wojska,
Jakie obce wojska? Jeden Aro-Gant to już całe „obce wojsko”?
Jego ego starcza za całą armię!

Meihna rozpacza, że bez Nitrusa wszystko stracone i nie wie co robić, a wszystko przez ten głupi sztorm. Liaam mówi, że nie było żadnego sztormu i od dłuższego czasu morze jest bardzo spokojne. Jak na to reaguje królewna?

— No tak! To było do przewidzenia!
— Co takiego?!
— Mogłam od razu domyślić się, że nic, co mnie spotyka, nie dzieje się bez przyczyny! Nitrus to przewidział, od razu to wiedział i utonął sobie, zostawiając mnie samą! Nienawidzę go!!!
To jest... uch, o matko, nie. Spidey, wyręcz mnie, proszę.
 Dziękuję.

Liaam otworzył szerzej oczy.
— Powiedz mi! Może będę umiał ci pomóc? Obiecuję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby uratować twój kraj!
Jestem nastolatkiem z wioski na krańcu świata, ocalę wszechświat!

Księżniczka zastanawiała się jakiś czas, destylując informacje, które może powiedzieć od tych, których na razie nie powinna.
Przeprowadziłaś niewłaściwy proces. Powinnaś się wziąć za spalanie tego, co żeś napisała. Dymek będzie trochę toksyczny, ale uwierz mi, będzie warto.

— Meihno, ja... Ja pomogę ci, choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobię w życiu! Ja się nie poddam i ty się nie poddasz. A skoro tylko minie zima, wyruszymy na poszukiwania twojego maga i znajdziemy go
Cooo? Będziemy musieli znieść masę bezsensownych zimowych wydarzeń, zanim w końcu zacznie się coś dziać? Jeeeżuuu, jakby fabuła była niewystarczająco przeciągana w nieskończoność!
Zrozum, zapełnić czymś te 500 stron to nie jest taka prosta sprawa. Kiedyś to zrozumiesz. Jak zostaniesz pisarką tak wspaniałą, jak Michaśka.
Oh, shut up...

Okazuje się jednak, że cały ten długi okres zostaje pominięty i streszczony w jednym króciutkim akapicie. Od razu widać priorytety. Opis wydarzeń mogących mieć wpływ na fabułę: pięć wersów. Opis niezwykłej urody Meihny i zachwytów nią: pięćdziesiąt wersów.


I tak mijały dni. Meihna uczyła się coraz to nowych słów i wyrażeń, siostry, które już przyzwyczaiły się do jej pobytu w domu i były w stanie patrzeć na nią bez wypieków,
*brak słów*

pomagały jej chętnie w nauce, w zamian za wspaniałe opowieści o Atlantydzie. Nie rozumiały ich, co prawda, ale mogły wyobrazić sobie, jak wspaniałe muszą być rzeczy, o których mówi im dziewczyna, po samym wyrazie jej twarzy.
*brak słów vol.2*

— Czy tu zawsze tak pada? — spytała księżniczka, wolno dobierając słowa. Dziewczyna uśmiechnęła się.
— Nie. Jest w roku kilka słonecznych dni, a często w powietrzu wisi tylko mgła i w ogóle nie ma deszczu. Jednak częściej pada, zwłaszcza jesienią i zimą.
Wiem! Jesteśmy na Wyspach Brytyjskich! Niech żyją stereotypy!

— Będę musiała tu zostać, póki ulewa nie ustanie.
Eleea rozpromieniła się.
— O! To niech już nigdy nie ustanie! Nie chcemy, byś odeszła!
Meihna skrzywiła się na myśl o spędzeniu reszty życia w roli bożka córek gospodarzy.
*brak słów, facepalm, jebut z krzesła i ponure refleksje o pogłębiającym się narcyzmie u młodego pokolenia artystów*

Gospodyni mówi, że jak Meihna opowiada o Atlantydzie, to przypominają jej się Zaświaty – mityczne miejsce zamieszkane przez elfy, bogów i duchy zmarłych, kraj wiecznej uczty i radości (whaaa...?).


Eleea kontynuowała:
— Istoty z INNEGO świata czasem wchodzą między ludzi i... — Dziewczyna nachyliła się do księżniczki, patrząc jej głęboko w oczy. — Czy ty jesteś z TAMTEGO świata?
Meihna spojrzała na dziewczynę z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony chciała krzyknąć i rozkazać jej, by wreszcie zaprzestała wymyślania swoich niedorzecznych pomysłów... Z drugiej strony widziała wlepione w siebie oczy, wielkie jak spodki, nozdrza drgające z bezgranicznego podekscytowania i niespokojny oddech kogoś, kto w swoim bardzo nieciekawym życiu, które dzieli się tylko na dni ulewy i dni mgły z niezwykle podniecającymi momentami, gdy pojawia się słońce, znalazł coś, co nadaje jego życiu sens, coś, czym żyć będzie aż po kres swych dni.
Primo: *brak słów vol.4*. Secundo: ostatnie zdanie tak mnie zmęczyło, że mimo iż czytam je już chyba dziesiąty raz, nadal go nie rozumiem. Ta książka zamiast uczyć, odmóżdża.

I choć Meihna zmęczona była już wiecznym dotykaniem i gnieceniem, i szarpaniem, choć mięśnie ją bolały i miała serdecznie dosyć szeptów i chichotów, spojrzała na Eleeę poważnym wzrokiem, wyprostowała się, jak zwykła to robić, gdy jeszcze na Atlantydzie jako księżniczka przyjmowała gości, i podniosła dłonie.
— Droga Eleeo, córo człowiecza.
O mój Borze.

— Droga Eleeo, córo człowiecza. — Dziewczyna z wielkim przejęciem skuliła się w sobie. — Nie każdy człowiek byłby w stanie rozpoznać dobrze zamaskowanego... eee... elfa! Tobie się jednak udało. — Eleea zdawała się na wpół żywa z przejęcia. — Dlatego też, jako dowód mojego uznania dla twojej niesamowitej spostrzegawczości, obiecuję ci wieczystą przyjaźń moją i mojej rodziny z Zaświatów.
Dobra, o ile zakład, że za chwilę wszyscy o tym zapomną i fakt, że Meihna przedstawiła się jako elf z Zaświatów (whaaa...?) nie poniesie za sobą żadnych konsekwencji, ewentualnie poza paroma Elementami Komicznymi?
Nie wchodzę. To zbyt oczywiste.

Of kors! Eleea oniemiała z zachwytu, że dotknęło ją szczęście bycia błogosławioną przez elfkę z Zaświatów (whaaa...?) i cała ta scena miała tylko jeden cel:

Meihna poczuła się nieswojo, widząc, jak wielkie wrażenie zrobiły na Eleei jej słowa, ale z drugiej strony miała wreszcie chwilę wytchnienia, gdyż oszołomiona dziewczyna nie miała zamiaru na razie się do niej zbliżać, a już na pewno po tym, co usłyszała, nie odważyłaby się dręczyć księżniczki męczącymi pytaniami.
I dzięki swemu nieprzeciętnemu sprytowi, Meihna może cieszyć się świętym spokojem od bycia podziwianą i czczoną jak bóstwo! Ach, kamień z serca, kurwa mać.
Ulewa ustaje po kilku dniach i na wieść, że tutaj pada bardzo często, Meihna jest wybitnie niepocieszona – nie dlatego że to przeszkadza jej w wypełnieniu ważnej misji, ale że jest zimno i jej się nudzi. Tia. Liaam stara się jej pokazać, że to wcale nie jest takie upierdliwe i ograniczające.

— Idę zarzucić sieć dla Phinesa. Po takim deszczu wody zawsze przybywa, a wraz z odpływem na plaży pozostaje niezliczona ilość ryb! To wymarzona chwila dla rybaków.
Wydawało mi się, że rybacy wolą raczej łowić żywe ryby z wody, a nie zbierać rybie truchła z piachu, ale co ja tam mogę wiedzieć...

Meihna miała do wyboru przechadzkę na ryby, co pasjonowało ją mniej więcej tak, jak Mojnesa zagadki matematyczne i wiersze, lub pozostanie w domu z siostrami, które teraz rzuciły się na nią jeszcze bardziej, gdyż każda chciała zaskarbić sobie dożywotnią przyjaźń elfa.
Oh, the horror!

W trakcie przechadzki Liaam w dziwny sposób znajduje perłę Meihny. Skąd Meihna wie, że to akurat jej perła? Bo bije od niej takie ciepło i blask... Ale my wiemy, że chodzi o PRZECZÓCIE!


Liaam wzruszył ramionami.
— Skoro tak mówisz... — Po chwili jednak wyprostował się dumnie. — To ja ją znalazłem! Pomyśl, co byś zrobiła, gdyby mnie tu nie było!
Meihna spojrzała na niego.
— Sama bym ją znalazła — powiedziała.
Co za suka. Zero wdzięczności.
Nasza królewna – opisywana jako mądra, dobra i wspaniała – co i rusz odkrywa przed czytelnikiem swoje prawdziwe oblicze. Oj, coś tu aŁtorce nie wyszło.

Szarpnęła Liaama za rękaw.
— Jutro z samego rana wyruszymy na poszukiwania maga! Obiecałeś, że mi pomożesz, więc zrobisz to, jadąc ze mną.
100% bitch! Nie wspominając o tym, że od razu widać, że została wychowana w państwie uznającym wyższość mężczyzn.
Liaam, don’t be pussy! Postaw się tej harpii!

Chłopiec wyraźnie zachwycony wizją niesamowitej przygody, uśmiechnął się szeroko.
Właśnie straciłam wiarę w ludzkość.

Po chwili jednak zawahał się.
— Meihno... Oczywiście, że z tobą wyruszę, ale... ale czy ty wiesz, czego tak naprawdę szukamy?
Meihna zmarszczyła brwi.
— Nie. Ale dowiem się. Nie może być w tych stronach aż tak wielu magów!... Prawda?
— Cóż... Tak naprawdę, to...
— Nieważne! Będziemy szukać, choćby i całe życie! Nie poddam się bez walki. Zresztą... i tak nie mam nic do stracenia...
O tym, że rozbiła się na niewłaściwej wyspie/kontynencie to już nie pomyślała.
Na pewno się rozbiła na właściwej. W końcu to miał być ostatni rejs tego smutnego statku, Proroctfo i tak dalej.

Liaam opowiedział Phinesowi i jego żonie historię klejnotu w nadziei, że może przypomni im ona jakąś legendę lub podanie, które będzie wskazówką do odnalezienia maga. Ilana zamyśliła się.
— Magów w tych stronach mamy ci tak wielu, jak wiele jest gwiazd na niebie. Twoja historia może mówić o każdziutkim z nich...
Skoro w okolicy jest magów jak mrówków, nie warto by się przejść i ich dyskretnie wypytać? I od kiedy magowie występują w tak wielkich ilościach? Co to, Dungeons & Dragons, gdzie co drugi na ulicy ma cenny artefakt i jest Paladynem 88lvl?

Tu gospodyni opowiada dziwną i kompletnie z rzyci wziętą legendę – naprawdę z rzyci wziętą, nigdzie takowej nie znalazłam. Opowiada ona o cudownym koniu, „dziecku bogów” (jakich – a kogo by to obchodziło?), który czerpał swą siłę z trzech posadzonych na jego cześć jabłonek. Pewnego dnia bogowie pomyśleli, że kto ujeździ rumaka, ten zostanie jego jeźdźcem i poślubi jedną z jabłonek (WTF nr 1). Kto wygrał – nie wiemy, wiemy za to, że
„Mijały lata, a dzieci boga po kolei dziedziczyły po nim wspaniałego rumaka, przekazując go następnie swoim dzieciom, tak że każda pierworodna córka, nie syn, mogła na nim jeździć” (WTF nr 2). Potem nagle jeden z bogów w przypływie gniewu ściął jedną z jabłonek. Kto? Dlaczego? Z jakiego powodu? Nie wiemy! (WTF nr 3) Siły konia powoli słabły, w końcu upadł i nie mógł wstać. Wtedy przyszedł do niego jakiś bliżej nieokreślony „obcy jeździec”, założył mu uzdę i przywłaszczył sobie. „Jeździec bił go i zmuszał do tratowania mocnymi kopytami świata, jego grzywą wzniecał wichry, którymi podporządkowywał sobie wszystko i wszystkich, a kiedy cały świat był mu podległy i kiedy wykradł już wszystkie tajemnice rumaka, w obawie przed powrotem do sił boskiego konia, postanowił go zabić...” I na tym koniec. Jaki to ma sens? Żaden. Jaki z tego morał? Że nastolatki nie powinny się brać za pisanie legend i przypowieści. (WTF nr 4 za bezsensowne zakończenie) A co ta legenda ma wspólnego z poszukiwaniami Meihny? Że słyszano ją dawno, dawno temu od maga, który płakał perłami. Cóż za poetycka i kompletnie bezsensowna poszlaka.

Meihna wstała.
— Nie mam wyjścia. Musimy wyruszyć na wschód i tam zdecydować, co dalej.
Czemu akurat na wschód...?
Bo tam słońce wschodzi, nadzieję daje i w ogóle!

Dziękuję ci, Ilano, że opowiedziałaś mi tę historię. Teraz będę szukać maga płaczącego perłami.
Proponuję podchodzić do każdego i pytać uprzejmie: „Przepraszam bardzo, ale czy płacze pan perłami?”
Większość odpowiedzi pewnie będzie brzmiała: „Tak, z oczu lecą mi perły... chcesz zobaczyć, co leci z mej magicznej... laski?

Następnego ranka, gdy słońce różowiło się jeszcze nisko nad ziemią, Meihna wyszła z chaty. Ku jej zdziwieniu przed domem stały dwa osiodłane konie.
Kolejny mit powtarzany przez młodych twórców fantastyki: podróż bez konia jest NIEMOŻLIWA!
Bo na piechotę się robią pęcherze i tak brzyyydko wyglądają. :C

U jego [Liaama] boku wisiał długi, ostry miecz, jak sam powiedział: „na wszelki wypadek nieprzyjemnych przygód”. Meihna zgodziła się z jego ostrożnością, sama miała broń o wiele straszniejszą — magię.
Gdy tylko ktoś spróbuje ją zaatakować, zniewidzialni go na śmierć!!!
Ewentualnie zmieni się w gołębia i go obsra. ^^

Siostry, nie śmiąc podejść do dziewczyny, ukłoniły jej się tylko niezgrabnie, najniżej jak umiały. Meihna poprzysięgła im wszystkim wieczną przyjaźń, na co zareagowały dobrze jej znanym piskiem, i obiecała, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, zabierze je wszystkie do tych „Zaświatów” z opowieści.
To chyba raczej niedobrze, biorąc pod uwagę fakt, że te całe Zaświaty (whaaa...?) to miejsce, gdzie urzędują umarlaki.

Płonące czerwonymi kolorami niebo wprawiało w nastrój tak tajemniczy i magiczny
Gdyby przy lekturze tej książki zabawić się w drinking game i pić za każdym razem, gdy pada słowo „tajemniczy”, to po piętnastu minutach wszyscy by leżeli pokotem.

Jechali więc tak, najpierw Meihna, za nią Liaam, nie odzywając się do siebie, nawet nie patrząc w swoją stronę, nie chcąc spłoszyć tej atmosfery tajemnicy i nostalgii.
Nostalgia = tęsknota. Nikt nie wspominał, by za czymś tęsknił.
Ależ to nasza słodka królewna jest rozdarta wieczną tęsknotą za jej utraconą Atlantydą... zniszczoną... tak okrutnie...

Z westchnieniem uniosła powieki. Nie zobaczyła swojej komnaty ani Nary... ani wpadającego zawsze przez okno słońca. Jej mózg wiedział, że tego nie zobaczy, jednak jej serce... serce to co innego.
Te ciągłe nawiązania do mózgu są... dziwne. Nie można użyć do tego bardziej pasującego określenia, jak choćby „umysł”?
Ej... Człowiek najwięcej mówi o tym, czego mu w życiu brak, no nie? xD

— Gdzie zamierzamy jechać? Masz już ustaloną drogę?
Księżniczka wzruszyła ramionami.
— Będę się kierować instynktem.
Chłopak skrzywił się.
— Instynktem? Jesteś pewna, że to najlepszy przewodnik?
— Tak. I tak stanie się to, co ma się stać. Zapewniam cię, że to, czy maga znajdziemy, czy nie, nie zależy ode mnie.
— A od kogo?!
Meihna westchnęła. Gdyby tylko znała odpowiedź na to pytanie. Gdyby tylko znała odpowiedź na jakiekolwiek pytanie!
Liaam, uciekaj, ta idiotka wpakuje cię w całkiem poważne tarapaty, a potem jeszcze westchnie z poirytowaniem, że to los się na nią uwziął.

Koń Meihny zarżał głośno, bo oto stanęli na rozstaju dróg.
— Co mówi twój instynkt? — spytał Liaam, starając się, by zabrzmiało to jak najmniej złośliwie.
Księżniczka zamknęła oczy. Dotknęła drżącą ręką perły, którą trzymała w kieszeni szaty. „Perło... Którą drogę wybrać? Która poprowadzi mnie ku wybawieniu?”. Otworzyła oczy. Wiedziała, że jeśli pojedzie w prawo, czekają ją niebezpieczeństwa, ból i strach, jeśli zaś wybierze drogę w lewo, galopować będzie po otwartych łąkach, bezpieczna i szczęśliwa... Ale wiedziała też, że droga bez przeszkód nigdzie jej nie zaprowadzi.
— W prawo — powiedziała, zawracając konia.
Bosh... Większego banału już nam nie mogła sprzedać.

Meihna liczyła się z tym, że w pewnym momencie chłopak może odmówić dalszej drogi, zawrócić i zostawić ją samą, wolała jednak, by tego nie zrobił. Wiedziała, że poradzi sobie bez niego, znała się już przecież na magii, w razie niebezpieczeństwa mogła jej użyć, ale bardzo bała się zostać sama.
Oczywiście, że wszystko może zrobić sama, w końcu jest taką zdolną, dzielną i mądrą Mary Sue, potrzebuje tylko kogoś, kto będzie świadkiem jej heroicznych czynów i kto będzie mógł podziwiać jej wspaniałość.

Dlatego też księżniczka nie powtarzała mu więcej, że w każdej chwili może się wycofać. W głębi duszy chciała mu nawet powiedzieć, że wcale nie może...
200% bitch.
Sexy, naughty, bitchy me!

wilgotny wiatr zaś, którego Meihna tak bardzo nie lubiła, przebudził się i zaczął dmieć dokuczliwie.
CO robić?
Chyba chodziło o „dąć”...
...Nie mam więcej pytań.

— Nie mamy czasu na odpoczynek — powiedziała. — Nie teraz.
— To kiedy?! — Liaam spojrzał na nią błagalnie. — Nie powinniśmy czegoś zjeść?
Meihna żachnęła się na tak absurdalny pomysł. Jedzenie było teraz strasznym marnotrawstwem czasu. A marnotrawstwo czasu to ostatnie, na co mogli sobie pozwolić.
— Zatrzymamy się, gdy słońce będzie na tyle ciemne, by móc na nie patrzeć — powiedziała w końcu.
Co za nieobeznana z życiem kretynka! Przez cały dzień drogi bez ani chwili odpoczynku ich konie by PADŁY z wyczerpania i tyle by miała ze swojej wielkiej wyprawy! Ale tak się na pewno nie stanie, bo Meihna ma zawsze rację, co nie, Michaśka?! Wyjdź z domu, dziewczyno!
Winky rage’uje wyjątkowo głośno, bo od lat wspiera fundacje ratujące źle traktowane konie. Do czego, przy okazji, również zachęcamy. http://www.ratujkonie.pl/

Oczywiście, tak jak przewidywałam, mimo łażenia przez cały boży dzień bez sekundy odpoczynku, wszyscy wydają się być w porządku, a Meihny nawet dupa nie boli od całego dnia spędzonego w siodle. Ba, nawet wzdycha z irytacją, gdy nadchodzi już ta straszna chwila, gdy muszą się zatrzymać na popas. Ja. Tę. Sukę. Zamorduję.

Meihna zastanowiła się. (...) Pamiętała doskonale, jak jadł Mojnes, jego jedzenie znajdowało się wszędzie naokoło. Osobiście uważała, że brzydkie jedzenie ostatecznie uchodzi tylko mężczyznom. Kobiety muszą jeść ładnie, zresztą wszystko powinny robić ładnie. Taka jest równowaga świata.
Oplułam ekran. Równowaga świata zależy bowiem od tego, by kobiety robiły wszystko ładnie. Nagrodę Nobla dla tej pani!

— Tak naprawdę nic o tobie nie wiem — powiedziała nagle. (...)— Opowiedz mi o sobie, nie mogę podróżować z kimś, kogo nie znam.
To masz refleks...

Chłopak westchnął ciężko.
— Co chcesz wiedzieć?
— Wszystko! Czym ty się w ogóle zajmujesz? Kim jest twój ojciec?
Liaam wstał jak oparzony.
— W ogóle nie wiem, dlaczego pytasz mnie o takie rzeczy! To absurdalne, to, to... głupie!
Odwrócił się i zniknął w popłochu między drzewami.
Głupia jest cały ten dialog i jego reakcja. Oł maj gad, nawet nie wiem, od czego zacząć. To mnie zaczyna naprawdę przytłaczać.


Choć nie była zachwycona, że Liaam tak skrzętnie ukrywa przed nią swoją tożsamość, wiedziała, że nie ma wobec niej złych zamiarów. Ludzie ze złymi zamiarami zawsze mają przygotowane odpowiedzi, działają zgodnie z planem. Nie dają się ponieść emocjom, nigdy nie tracą głowy.
Nooo, to zupełnie jak Aro-Gant, który swoje bajeczki wymyślał na poczekaniu. Czy cokolwiek w tej książce ma sens?!
Prosisz z grubsza o cud.

Dziewczyna wiedziała coś o tym, miała okazję obserwować oszusta, który podstępem wkradł się do pałacu. On nie robił pomyłek, działał spokojnie, krok po kroku, wszystko potrafił przewidzieć...
*bezradnie wali głową w biurko*

No, może prawie wszystko, skoro ostatecznie Meihna wyniknęła mu się z pomocą Nitrusa.
Co to znaczy „wyniknąć się”? Coś takiego nie istnie...
Milcz i zachwycaj się wspaniałością młodej autorki, która była w stanie wydać tak grubą książkę w tak młodym wieku!
Oh yeah? Chciałabym ją zobaczyć, jak wrzuca swoje dzieło na forum Nowej Fantastyki i czyta komentarze ludzi, którzy NAPRAWDĘ znają się na pisaniu (no, przynajmniej część z nich). Gwarantuję, że usunęłaby temat przed upływem 24 godzin.

Wniosek, że każdy oszust i podlec prędzej czy później będzie musiał się poślizgnąć na jednym z misternie poukładanych kamieni w swoim murze intryg.
Jak te hipsterskie fotki z natchnionym napisem helveticą.

Czy jej pytanie naprawdę aż tak go zaskoczyło? A może nie umiał skłamać jej prosto w oczy?
Na myśl o tym ostatnim cała złość Meihny natychmiast zniknęła. Dziewczyna wiedziała jednak, że jej relacje z Liaamem nie będą już takie jak przedtem i że najlepiej będzie, jeśli dalej pojedzie już sama. Wsiadła więc na konia, choć nie uśmiechało jej się jechać przez nocny las tylko z Jednorożcem przy boku, i ruszyła wolno w dalszą drogę, na którą kładł się powoli cień nocy i samotności...
Apogeum głupoty zostało osiągnięte! Chłopak ucieka, zamiast odpowiedzieć jak człowiek na proste pytanie, Meihna ucieka, bo strzela królewskiego focha, na dokładkę dalej męczy tego biednego konia i Jednorożca, nie dając im nawet porządnie odpocząć przed dalszą mordęgą, a jakby tego było mało, wyrusza w drogę nocą przez las!
NIEKTÓRZY najwyraźniej nie ogarniają, że kiedyś noce nie były tak jasne jak teraz, kiedy na horyzoncie widać jasną łunę nad najbliższym miastem. A zresztą nawet w dzisiejszych czasach w środku lasu w nocy jest KUREWSKO CIEMNO. Nie wierzycie? Polecamy spacerek bez latarki ani innego źródła światła w bezksiężycową noc. Ciekawe, po jak długim czasie zaczniecie wzywać pomocy.

6 komentarzy:

  1. Matko, jakież to denne... Ksionrzkotfór znaczy.

    Wiesz, wpadła mi w łapy książka, którą napisała autorka zainspirowana Zmierzchem, nikt jej tego wydać nie chciał, to sama wydała. Nie odważyłam się czytać, ale może Ty zechcesz. Colleen Houck "Klątwa Tygrysa"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi interesująco... Jak widziałam w empiku, to okładki wyglądały nawet przyjemnie. ^^ Z przyjemnością rzucę okiem na to dzieuo.

      Usuń
  2. czy mi się wydaje czy ona miała u tego gostka spędzić CAŁĄ ZIMĘ?! tak bardzo była zajęta zgrywaniem chędożonej bogini i zachwycaniem sobą innych że nie miała czasu poznać ludzi u których mieszkała? ta "książka" z każdym zdaniem robi się coraz bardziej bez sensu a aŁtorka nie zadała sobie trudu żeby choć raz przeczytać ten swój twór może wtedy coś by do niej dotarło.
    z całego serca współczuję analizatorkom

    tuptaczek

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję wam z całego serca. Ja bym nie dała rady przeczytać aż tyle stron ścierwa nadającego się tylko na makulaturę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy to czytam to mam ochotę napisać tą książkę od nowa... Jak można pominąć opisy ludzi z wioski, ich zwyczaje?... Taką okazję zmarnować by czymś zaciekawić czytelnika lub popisać się kreatywnością... Ciekawe jakby wyglądały jej teksty pisane na lubimyczytać.pl i czy miałaby rzesze fanów... Bo TO wychodzi dennie i płytko w porównaniu z niektórymi pracami użytkowników z czytaju.
    A tak w ogóle to ciekawy pomysł z krytyka w ten sposób? To wasz pomysł?

    OdpowiedzUsuń
  5. niezgoda.b jest zachwycona wzmianką o forum Nowej Fantastyki.

    OdpowiedzUsuń