Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Pofrut smoka, czyli Dziedzictwa księga trzecia, część 2

wtorek, 3 lipca 2012

Pofrut smoka, czyli Dziedzictwa księga trzecia, część 2

Ponieważ z długością ostatniej analizy dałyśmy ciała, dziś - świętując wakacje i wolność - odcinek nieco dłuższy. Jednocześnie zaczęłyśmy się zastanawiać, czy nie zacząć analizować równolegle trzeciej książki. Mamy kilka propozycji i być może niedługo na facebooku rąbniemy sondę (ze szczerą nadzieją, że nie wygra "Achaja", to jest zbyt straszne nawet dla nas). Póki co - zapraszamy do lektury kolejnych z wielu, wieeelu przygód Eragona i jego dzielnego brontozaura.





WĄTEK NASUADY

W tym miejscu w pamięci Nasuady pojawiła się dziura: całkowity brak bodźców zmysłowych.
To się nazywa: ,,i wtedy urwał mi się film..."

I, Farico, w drodze do namiotu powiadom, proszę, zielarkę Angele, że potrzebuję jej usług. Zgodziła się przygotować dla mnie tonik i okłady. Od tego cięcia straszne mi pryszcze powyskakiwały...

Nasuada zerknęła w stronę wejścia do pawilonu, (...) a potem zniżyła głos do szeptu.
- Nie będę sama.
Brwi Jórmundura uniosły się, na twarzy Faricy odbił się niepokój.
- Nigdy nie jestem sama. Rozumiecie?
- Ależ tak, pani. Masz wyimaginowanego przyjaciela, który zawsze i wszędzie jest gotów być ci oparciem.
Farica tymczasem przypominała sobie, gdzie schowany jest biały kaftanik bez rękawów.

Gdy Nasuada spotkała ją po raz pierwszy, zaledwie kilka miesięcy wcześniej, Elva wyglądała jak trzy-, czterolatka. Teraz bardziej przypominała sześciolatkę. Nosiła prostą czarną sukienkę z kilkoma akcentami fioletu wokół szyi i ramion. Jej długie proste włosy były jeszcze ciemniejsze: falująca otchłań spływająca aż do pasa. Twarz o ostrych rysach pozostawała śmiertelnie biała, bo dziewczynka rzadko wypuszczała się na zewnątrz. Smocze piętno na czole połyskiwało srebrem, a jej fioletowe oczy spoglądały na świat ze znużeniem i cynizmem
Ona mi się z Samarą kojarzy.
Tylko z telewizora nie wyłazi.

Ciężko mi zaimponować, Nasuado, ale silna z ciebie kobieta, skoro zniosłaś tak wiele cięć.
Ona chyba nie widziała tych fotek, które podrzuciła Cuś. o_O" (Na forum, na którym pierwotnie zamieszczałam analizy, jedna z czytelniczek zilustrowała scenę próby Długich Noży zdjęciami, na których jacyś porąbani masochiści uwieczniali swe ręce: nie tylko pocięte żyletkami, ale i z powykrawanymi całymi fragmentami skóry. Pozwólcie, że w trosce o wasze zdrowie nie zamieszczę tu linka do tej galerii.)
Prześlijmy Pałoliniemu. Może zejdzie na zawał. A jak nie, to przynajmniej się porzyga. ^^

Angela wpadła do pawilonu, dźwigając kilka sporych toreb i koszy założonych na ręce. Jej kręcone włosy jak zawsze unosiły się wokół twarzy niczym gradowa chmura.
Czy któraś kobieta NIE ma tutaj kręconych włosów? Arya - loki. Elva - fale. Angela - loki.
Eragon - loczki.
Eragon nie jest kobietą.
*wymowne milczenie*

- Barzul - wymamrotała Angela. - Tylko mężczyźni mogli wymyśleć, że nacinanie własnego ciała to najlepszy sposób wybrania przodownika stada. Idioci!
Gorzej. Emo.

Zmierzch rozpościerał złocisto-purpurowe skrzydła nad obozowiskiem Vardenów i w jego półmroku przechadzały się wampiry, połyskując.

Pogłębiające się cienie zwiastowały nadejście nocy
No nie mów?!
To ja też zdradzę ci coś odkrywczego: jeżeli za oknem jest dzień, to znaczy, że nie ma nocy.

Nasuada patrzyła tylko na północ i migotliwą sylwetkę Saphiry widoczne na niebie. Światło gasnącego słońca wciąż na nią padało, otaczając smoczycę błękitną aureolą.
W tle rozbrzmiewał anielski chór:


- Pani ma, jak widzisz, mówiłem prawdę.
- Tak, dobrze się spisałeś. Musisz mieć niezwykle bystry wzrok, skoro tak wcześnie wypatrzyłeś Saphirę. Jak się nazywasz?
- Fletcher, syn Hardena, pani.
Dung?! A ty skądżeś się tu wziął?!
Uciekł, zanim Rowling zdążyła go zabić.

Saphira mknęła chyżo niczym sokół bądź jastrząb, tudzież pustułka, albo też płomykówka, czy raczej gołąb, albo najpewniej indor.
*wyje* Miała baba indora, indora, indora, wsadziła go do wora, do wora, siedź...

(...) Arya.
Wysoka elfka zaczęła się przedzierać przez tłum, zmierzając w stronę Nasuady. Nawet w obliczu zbliżającej się Saphiry mężczyźni i kobiety odrywali wzrok od nieba, przyglądając się jej, nigdy bowiem nie oglądali nikogo podobnego. Odziana w czerń, miała nogawice, jak mężczyzna, miecz na biodrze, łuk i kołczan na plecach.
Na głowie ma kraśny wianek, a przed nią bieży baranek...
W tej sytuacji raczej: na głowie kocie ma uszka, wyglądem zaprasza do łóżka.

- To dla mnie zaszczyt, Aryo. Lękam się jednak, że jeśli zapłonę zbyt jasno, niewielu będzie pamiętać mego ojca, który zasłużył na pamięć.
Płoń, płoń, Święty Ogniu! *rzuca pochodnie*

- W istocie. Gdybyśmy jednak oceniali w latach, nie mądrości, wśród mych pobratymców żaden człowiek nie byłby uznany za dorosłego. To znaczy, oprócz Galbatorixa.
Aaa, czyli że na tym polegała ,,męskość" Eragona, taaak?
*parsk*

Nasuada przyjrzała się Katrinie. Była ciekawa, jakaż to kobieta mogła natchnąć mężczyznę do podjęcia równie niezwykłych wysiłków po to, by ją ratować.
Jak to jaka? W filmach powód jest zawsze ten sam: obrzydliwie bogata i cycata - sad but true.

Lecz mimo śladów długiej niewoli, Nasuada stwierdziła natychmiast, że Katrina jest bardzo ładna, choć nikt nie nazwałby jej wielką pięknością.
Pochwalę Pałoliniego, jak wykreuje postać brzydkiej, ale dobrej dziewczyny.
Zdobędziesz się na to?
Pff. Tak tylko gadam, bo wiem, że to nie nastąpi.

- Witaj wśród Vardenów, Katrino - rzekła Nasuada. - Wszyscy tu słyszeliśmy twe imię i znamy niezwykłe oddanie Rorana. Pieśni o jego miłości krążą już po całym kraju.
,,Jak anioła głos..."

Nasuada (...) Często zastanawiała się, czy nie poślubić Orrina
Przez chwilę myślałam, że chodzi o tego krasnoluda (Orika) i już miałam ryknąć śmiechem...

Zmarszczyła brwi. Eragonowi zdarza się postępować pochopnie, ale z pewnością nie jest aż takim głupcem, żeby narazić na niebezpieczeństwo wszystko co zdołaliśmy osiągnąć, tylko po to by odwiedzić parę jaskiń i dokonać swej gorzkiej zemsty.
Zdziwiłabyś się.

Arya uklękła i ku zdumieniu Nasuady zaczęła rozsznurowywać i ponownie wiązać swe wysokie buty. Przytrzymując sznurówkę zębami, spytała: Saphiro, gdzie dokładnie był Eragon, gdy ostatnio poczułaś jego umysł?
W wejściu do Helgrindu - odparła smoczyca.
(...) Zerwała się z ziemi. Niczym łania pomknęła przez plac, znikając wśród namiotów i kierując się na północ, szybko i lekko jak wiatr.
I może jeszcze mi powiecie, że w kilka godzin przebiegnie mnóstwo mil i go dogoni? LOL!

Modlę się, by odnalazła Eragona i zdołała go ochronić, bo bez niego czeka nas klęska.
Zginiemy! Zginiemy wszyscy! Koniec jest bliski!
Jak dla nas to chyba dobrze? ^^

WĄTEK ERAGONA

Przy każdym opadnięciu stopy Eragon słyszał trzask kruchych źdźbeł trawy i ronił łzy na myśl o kolejnych roślinach, które mordował nieprzemyślanymi krokami spoconych gir.

Aby nie zwracać niczyjej uwagi, z suchych gałęzi i kwadratowego kawałka grubego płótna, które przehandlował mu wędrowny druciarz, zrobił sobie plecak i ukrył w nim zbroję.
Kurde, jak wszyscy bohaterowie gier FPS i tym podobnych, którzy tachają ze sobą tony tego złomu i nijak im to nie przeszkadza w swobodnym poruszaniu się.
I sobie zbroję niesie na pleckach, hopsa, hopsa, leciutka w końcu jest.

W prawej dłoni trzymał włócznię, u lewego biodra kołysał mu się penis.
Wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać. ^^


- Achchch!
(...) W dole nie poruszyło się nawet najmniejsze stworzenie, słyszał jedynie łagodny szum wiatru pieszczącego trawę.
To by wyjaśniało te odgłosy.
Co za zbereźne zielsko...

Jestem słaby, pomyślał Eragon, mężczyzna nie powinien się tak czuć. Jeździec nie powinien się tak czuć. Wiem, że Garrow bądź Brom świetnie by sobie radzili. Robili to co musieli i tyle. Nie płakali, nie zamartwiali się bez końca, nie zgrzytali zębami... Jestem słaby.
Gratulacje! I SAM do tego doszedłeś!
*wyjmuje szampana (Piccolo - innego nie trawimy)*

Tam ujrzał pozostałości starożytnego gościńca, wyłożonego ciosanymi w kwadrat kamieniami. Ruszył nim w stronę ruin, zastanawiając się, kto mógł wznieść tę niezwykłą budowlę.
Dwemerowie albo ayleidzi.

Eragona ogarnęło nagłe podniecenie.
Ten to się ciągle podnieca, zboczuch.

- I co? - spytał mężczyzna, nie unosząc głowy. (...)
Eragon zawahał się, niepewny co robić. Potem pomyślał: czemu miałbym się bać starego pustelnika
A temu, że może być na usługach Tych Złych i go zabić albo nie być na niczyich usługach i i tak go zabić?
To niech Eraś idzie, niech idzie! ^^

Tenga zerwał się z miejsca i przyłożył czubek lewego wskazującego palca do pierwszej figurki. - Oto wiewiórka z puszystym ogonem, sprytna, zręczna, do żartów skora. - Jego palec przesunął się ku następnej figurce. - Oto wściekły dzik, jakże groźny z ostrymi szablami, kto spotyka w lesie dzika ten na drzewo szybko zmyka... Oto kruk, który dziób ma bury... Oto Eragon-książątko, nieporadne bydlątko...

I dopóki nie opuścisz Eastcroft, pamiętaj, że nie tolerujemy tu mordów, kradzieży ani żebractwa. Mamy solidne dyby i szubienice i nie brak im lokatorów.
Tylko dyby i szubienice? Pff! *wymachuje kluczami do swojej sali tortur*

Pośród pół tuzina listów gończych za przeróżnymi zbrodniarzami wisiały tam dwie pergaminowe karty długie na niemal trzy stopy. Na jednej widniał wizerunek Eragona, na drugiej Rorana
To wyglądało chyba tak:



Mężczyźni w czerwonych tunikach zachowywali się najgłośniej ze wszystkich, śmiali się, krzyczeli, tłukli o blaty zakutymi w stal pięściami, pijąc na umór piwo i obmacując każdą dziewkę dość nierozsądną, by się do nich zbliżyć.
Borze, jakich ten Pałolini używa słów: ,,obmacując"!
Jak na niego to wzięłabym to za osiągnięcie.

Z serii Bez Komentarza: Pałolini znów daje popis swych poetyckich zdolności:
Z rozwianymi włosami słodka Aethrid o’Dauth
Przybiegła do mości Edela. Zwolnij mego kochanka
Bo wiedźma cię odmieni w kozła kudłatego!
Mości Edel roześmiał się i rzekł: żadna wiedźma
Nie odmieni mnie w kozła kudłatego!

Tłum zafalował
Robimy falę!

Eragon uznał, że to porządni, ciężko pracujący ludzie, którzy zgubili swe dobre wychowanie na dnie kufla. Często oglądał podobne sceny podczas świątecznych dni w Carvahall. Garrow nie darzył zbytnim szacunkiem mężów nieznających umiaru w piciu i przynoszących sobie wstyd publicznie.
Kurwa, po imieniu rzeczy nazywać! Pijaki, ochlejmordy, żule, męty społeczne!
A nie, bo ,,porządni, ciężko pracujący ludzie, którzy zagubili swe dobre wychowanie na dnie kufla".

- To niegodne - mówił. - Co więcej, jeśli pijesz po to, by zapomnieć o swym losie, a nie dla przyjemności, winieneś to czynić tam, gdzie nikomu nie przeszkodzisz.
W szkole pod ławką.

Gdy tylko dotknął jej świadomości, poczuł potężny cios, rozpraszający jego myśli. A potem w głębi czaszki rozległ się głos:
Eragon!
Arya?
Ja się potnę niczym Nasuada. Dobiegła.
*dokupuje gwoździ, by ten nie okazał się ostatnim do trumny Winky*

Chodziło o coś innego. Będę zabijał na wojnie, ale nie podejmę się decydowania, kto ma żyć, a kto umrzeć. Brak mi mądrości i doświadczenia.
Pachnie mi Gandalfem.
Uwaga, cytuję. ,,Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A niejeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Nie bądź, więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci, nawet bowiem najmądrzejszy nie wszystko wie. "

- Czemu u ciebie wszystko musi być takie skomplikowane, Eragonie?
- Bo nikt mnie nie rozumie!

Przeżyłam wśród Vardenów więcej lat, niż wolałabym pamiętać, nadal jednak zapominam, jak uparcie ludzie próbują oddzielać swe kobiety od mężczyzn. Nigdy nie mogłam się zmusić do przyjęcia tych zwyczajów
Arya - ateistka, Arya - feministka, Arya - piękna, wojownicza elfia księżniczka... Coś pominęłam?
Arya - o burzy czarnych loków.
A no tak.

Eragon się roześmiał.
- Co teraz? - spytał w końcu.
- Kochajmy się!

Tej nocy Eragon leżał pod drzwiami, a Arya zajęła łóżko.
Ciekawe, czym sobie zasłużył. ^^

Eragon nie kierował się względami przyzwoitości bądź szacunku - choć tak czy inaczej upierałby się, by to ona spoczęła w łożu - lecz ostrożności. Gdyby ktoś wpadł do pokoju, zdziwiłby się, widząc niewiastę na ziemi.
No co, może podłogę pastowała.
Pchły goniła.
A to łoże to nie łatwiej byłoby im dzielić? ^^

nadszedł czas, by wraz z Aryą opuścili Eastcroft. Razem otworzyli okno i zeskoczyli z parapetu na ziemię dwanaście stóp w dole.
Zatem wyszli, w ogóle absolutnie wcale nie wzbudzając niczyich podejrzeń.

Spadając, Arya chwyciła spódnicę, by ta nie wzdęła się wokół niej.
Mogła nie chwytać.
Byłby efekt Marilyn Monroe.
Raczej Mary Poppins.

Z niecierpliwym westchnieniem postukała palcem stanik.
Ubrać się zapomniała? oO
Albo pomyliła kolejność. Superman też nosił majtki na rajtuzach.

Gdy dotarli do muru, Arya pobiegła wzdłuż niego, w poszukiwaniu wystającego pnia. (...)
- Ty pierwszy - rzekła.
- Proszę, idź przodem.
Z niecierpliwym westchnieniem postukała palcem stanik.
- Suknia jest nieco bardziej zwiewna niż para nogawic, Eragonie.
Zapiekły go policzki, gdy zrozumiał, co miała na myśli.
- Tym bardziej, idź pierwsza! - zakrzyknął.

Pięć mil od Eastcroft, gdy było jasne, że są zupełnie sami i nikt ich nie ściga, Eragon i Arya zatrzymali się przy zwęglonym kikucie drzewa.
I przez pięć mil zapierdalali jak F16 bez odpoczynku?
No... tak.
Ja już nawet nie mam siły się na to wkurwiać, a co dopiero śmiać z tego... T__T

Gęste czarne włosy Aryi opadły na bok, odsłaniając pasmo gładkiej skóry nad kołnierzem sukni. Widok ten całkowicie zafascynował go na niemal minutę.
Ależ ma podnietę.
Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. ^^

WĄTEK RORANA I NASUADY

Mięśnie na plecach Rorana napięły się i zafalowały - wzburzone bałwany z furią uderzyły w łopatki, rozbryzgując się malowniczo, gdy dźwignął z ziemi głaz.

Uśmiechnął się szeroko, rad, że znów jest cały i zdrów, choć wcześniej wydawało mu się to równie prawdopodobne jak krowa tańcząca kucanego.
A ja bym wolała krowę tańczącą kucanego od tego, że Roran i Eraś (znowu) wyszli cało z opresji. -_-"
Od bidy może być Eraś tańczący kucanego.

Z serii: Każdy Bohater Mojej Powieści Ma Zdolności Poety I Robi Za Tego, Który Wprowadza Nową Epokę Swoimi Innowacyjnymi Poglądami, A Wszystko To Po To, By Pokazać, Jaki Mondry Jezdem.
Nad jego głową poszybował kruk i Roran odprowadził go wzrokiem. Jego nastrój poprawił się szybko. Cóż, rzekł do siebie w myślach, człowiek rzadko zna dzień i godzinę swojej śmierci. Mógłbym zginąć w każdej chwili i w żaden sposób nie zdołałbym tego uniknąć. Będzie co ma być, nie zamierzam tracić czasu na próżne troski. Tych, którzy czekają, zawsze dościga nieszczęście. Cała sztuka w tym, by odnaleźć radość w krótkich chwilach pomiędzy klęskami.

Katrina wybiegła na dwór w burzy miedzianych loków i padła mu w objęcia.
Widziecie? Katrina też ma loki.
I obowiązkowo burzę.
Czekamy na pioruny.

- Och - rzuciła zdyszana. - Ciężko się z tobą spierać, Roranie Młotoręki.
- W istocie. - Zniżył głos, wskazując skinieniem głowy namiot za jej plecami. - Czy Elain wie?
- Zorientowałaby się, gdyby nie była tak zajęta własną ciążą.
Och, a więc Katrina urodzi małego Roranka. No to mamy kolejnego bohatera. Co mu będzie, urodzi się superbohaterem, w tajemnej śpiączce, będzie miał smocze piętno, młot zamiast dłoni, ktoś mu zrobi ogromną bliznę wielkim mieczem, by potem chwalił się tym przez całe życie?
Najfajniej by było, jakby się okazało, że to nie Rorana, tylko jakiegoś Ra'zaca (w końcu długo ją tam więzili, kto wie, co się działo). I Katrina zniesie jajo.

Boję się, że napięcie towarzyszące ucieczce z Carvahall może sprawić, że straci dziecko.
No tak, przewlekli ją w tragicznych warunkach przez wysokie góry, kilka miast, morze w czasie wielkich sztormów a na koniec uczestniczyła w bitwie, ale dopiero jak to wszystko się skończyło i dotarło do niej, co przeszła, poroni? *jebut*

Przedramiona okalały bandaże, ostro kontrastujące z resztą stroju i świadczące o zdumiewającej odwadze przywódczyni podczas Próby Długich Noży.
Ile jeszcze razy o tym wspomną? To się nudne robi.

- Oto moja propozycja. Dziś rano moi magowie wykryli na wschodzie patrol dwudziestu trzech żołnierzy Galbatorixa. Wysyłam oddział pod dowództwem Martlanda Rudobrodego (...) Będziesz go słuchał, wypełniał rozkazy (...) Czy uważasz to za uczciwe, Roranie Młotoręki?
- Owszem. Mam tylko pytanie, kiedy wyruszę i jak długo mnie nie będzie?
- No, myślę, że poniedziałek rano będzie w sam raz, w parę godzin będziecie na miejscu, trochę się tam pokręcicie, pozwiedzacie, to na następny dzień będziecie mogli wrócić. Kup sobie prowiant i ochraniacze na deski klozetowe, bo na kempingach to syf jest straszny.
Tiaa... Nie ma to jak wyprawa wojenno-zwiadowcza.

- Masz rację. Martwię się o Eragona, lecz ze wszystkich ludzi on sam najlepiej potrafi sobie radzić. Nie dlatego chcę zostać, by ujrzeć, jak wraca bezpiecznie.
- Czemu zatem?
- Bo Katrina i ja pragniemy wziąć ślub i chcielibyśmy, by udzielił nam go Eragon.
Buahahaha...
*pół godziny później*
...hahaha! Eragon - książątko, to jeszcze rozumiem, ale do księdza mu chyba jeszcze daleko. xD

- Czy ty, Roranie Garrowsonie Młotoręki z Rodu Carvahall bierzesz sobie za RZonę tę tu oto Katrinę Sloanównę Burzoloką z Rodu Carvahall?
No szkoda, że nie Saphira, byłoby jeszcze zabawniej. Nie mogę się doczekać tego rozdziału. xD

- Jeśli sądzisz, że pozwolę ci tkwić tu bezczynnie w czasie, gdy mógłbyś pomóc Vardenom, po to tylko, abyście mogli z Katriną wcześniej nacieszyć się nocą poślubną, głęboko się mylisz.
He... cóż. Trochę za późno. Noc poślubną to już sobie zorganizowali. Nawet potomek jest w drodze.
Jajko! Ja chcę, żeby ona zniosła jajko!

- (...) abyście mogli z Katriną wcześniej nacieszyć się nocą poślubną, głęboko się mylisz.
- To dość pilna sprawa, Nocna Łowczyni.
Bardzo pilna, a jakże. xD

tytuł rozdziału:
Krwawy Wilk
Był już Biały Wilk, czas na Krwawego.
Jak to dÓmnie brzmi.

Eragon to jeden z najgroźniejszych wojowników w Alagaesii
*parsk*

spotkała się z Trianną, która schwytała i przesłuchiwała członka szpiegowskiej sieci Galbatorixa
Dobrze, że tylko przesłuchiwała...
Z członkami nigdy nie wiadomo.
Oj, nie. A jak członek jest od Galbatorixa (dumnego posiadacza dwóch jaj), to już w ogóle.
Ee, przestań, może to nie był wysoko postawiony członek.
Ale mogło mu się coś wypsnąć.
Skończmy z tym, dobra? xD

- Pani Nasuado! - wykrzyknął. - Elfy tu są! Elfy przybyły.
Przez jedną szaloną, nieprawdopodobną chwilę Nasuada pomyślała, że to oznacza królową Islanzadi i jej armię. Potem jednak przypomniała sobie, że Islanzadi przebywa w pobliżu Ceunonu; nawet elfy nie zdołałyby przebyć całej Alagaesii w niecały tydzień.
Khem.

Mięśnie konia napięły się, gdy pomknął w galopie.
Pałolini ma chyba jakiś kompleks na punkcie mięśni.
Człowiek najwięcej mówi o tym, czego mu w życiu brak albo ma tego za mało. Według wyszukiwarki Worda wspomina o mięśniach 101 razy.
A więc wydało się. Meyer jest Bellą, Olszańska jest Meihną, więc Paolini może być Eragonem. Boru, ten nadmiar kompleksów leczonych marysuizmem w każdej książce jest przytłaczający.
 
Elfy biegły tak lekko i szybko, że spod ich stóp nawet nie wzlatywał kurz. Wyglądały, jakby frunęły nad ziemią.
Miały odrzutowe wrotki.

Poza tym, jak można oszukać oszusta?
Tak samo, jak zgwałcić dziwkę?

- Widzę, że Jórmundur otoczył mnie wojownikami, którzy równie sprawnie posługują się językami jak mieczem - rzekła z uśmiechem.
Niebędęmiećskojarzeń.

- Wydaje mi się, Garvenie, że chwilę temu wymyśliłeś motto dla Nocnych Jastrzębi.
- Naprawdę? Jeśli tak, nie pamiętam go.
- Owszem. „Najsprytniejsi, najtwardsi i najgroźniejsi”, tak powiedziałeś.
To ma być motto?
A wygląda?

Zawahał się i Nasuada szybko odgadła, co go dręczy.
- Ale obawiasz się, że podobne motto może być zbyt wulgarne dla ludzi o waszej pozycji, i wolałbyś coś szlachetniejszego i wznioślejszego. Mam rację?
Wulgarne? To coś?
To Pałolini musi być dopiero zboczony, skoro tak pomyślał. o_O

Z odległości kilkuset stóp pierwszy elf wydawał się czarny jak węgiel. Z początku Nasuada zakładała, że ma ciemną skórę, tak jak ona, i równie ciemny strój. Jednakże, gdy się zbliżył, odkryła, że elf ma na sobie jedynie przepaskę biodrową i pas ze splecionego materiału z wiszącą u niego sakwą. Resztę jego ciała porastało granatowoczarne futro
Nie ma to jak umieścić w swojej powieści przedstawicieli subkultur swoich czytelników, by znalazło się ich jeszcze więcej. Mamy już miłośników elfów, smoków i furry. Czekam na wampiry.
A ja czekam na ciebie. To może być dobre. xD Ciekawe, kim byś była?
Wróżką chrzestną Eragona. *szczerzy się wyjątkowo paskudnie*

Gdy zwolnił przed Nasuada, poczuła otaczający go zapach - słonawy, piżmowy, kojarzący się z suchym jałowcem, naoliwioną skórą i dymem. Była to tak silna woń, tak wyraźnie męska, że Nasuadę zalewała na przemian fala gorąca i zimna. Zarumieniła się.
Elf-afrodyzjak. xD

Były to pierwsze elfy prócz Aryi, z którymi spotkała się osobiście, i niezwykle ją ciekawiło, czy Arya to typowa przedstawicielka swej rasy.
Nie. Arya jest ksienrzniczkom i jezd feminizdkom.

Elf uśmiechnął się, ukazując szpiczaste zęby.
- Jestem Blódhgarm, syn Idrila Pięknego.
- A ja Raytooz, syn Pantovelqua Uroczego.
- Schmeenqa, córka Dsievooshqui Ślicznej.

- Królowa Islanzadi jest litościwa i łaskawa wobec swych poddanych, nawet tych niechętnych. Lecz jeśli ktoś ośmieli się nam sprzeciwić, zmieciemy go niczym jesienna burza suche liście.
- Niczego innego nie spodziewałam się po rasie tak starej i potężnej jak wasza.
Bardzo potężnej, wnioskując z tego, że ostatnie kilkaset lat kryli się po lasach.

- Nie daliście mi powodów, bym wam nie ufała, Blódhgarmie, ale nim wejdziecie do naszego obozu, muszę prosić, byście pozwolili jednemu z mych ludzi dotknąć waszych umysłów i potwierdzić, że naprawdę jesteście elfami, a nie ludźmi, których Galbatorix przysłał tu w przebraniu.
Jasne! Najpierw odbyli wszystkie rozmowy najwyższej wagi, a dopiero po nich sprawdzają, czy to na pewno oni, a nie wróg. Logika, logika...
A poza tym to nawet Galbatorix by sto lat myślał i nie wymyślił takich dziwolągów. *patrzy z ukosa na tego pseudokota*

Angela pochyliła się ku niej.
- Powinnaś była mnie wyznaczyć do sprawdzenia elfów - wyszeptała.
To się dzieje już w drugim tomie, a ja nadal nie rozumiem, na jakiej podstawie jakaś podrzędna baba z chramu dla zielarzy nagle miesza się do spraw wagi państwowej, towarzyszy królowej i tak po prostu sobie rozmawia z najważniejszymi personami kraju.
Spytaj Pało... albo nie. On pewnie też nie wie.

Świeży obłok piżmowego zapachu wypełnił nozdrza Nasuady. I choć kipiała złością, jej stawy ugięły się, a umysł zaatakowały myśli o buduarach, spowitych w jedwabne zasłony, pucharach wiśniowego wina i krasnoludzkich pieśniach, które często słyszała odbijające się echem w pustych salach Tronjheimu.
Jezu, co się z tym Pałolinim stało? Wszyscy wokół nagle otwarcie łakną seksu, bez podtekstów i wyrywania z kontekstu monologów Oromisa.
Hihihi... Osiągnął wiek męski. ^__________________________________^

I znów poddała się zmysłowemu przyciąganiu zapachu Blódhgarma, wyobrażając sobie, jak poczułaby się, przeczesując dłońmi jego grzywę.
Zoofilka. *po chwili* No bo... taki skociały elf... to już podchodzi pod zoofilię, nie?
Ty też uwielbiasz centaury.
Ale nie chcę się z nimi bzykać. A Nasuada najwyraźniej chce.

Lśniące futro zafalowało, gdy Blódhgarm wzruszył ramionami.
- Ta postać mi się spodobała - rzekł. - (...) Być może za kolejne sto lat dziki zwierz przestanie mnie pociągać. Zamiast tego uznam, że to morskie stwory ucieleśniają w sobie wszystko co dobre. Wówczas pokryję się łuskami, zamienię dłonie w płetwy, a stopy w ogon i zniknę pod powierzchnią fal, by nigdy już nie powrócić do Alagaesii.
Aha, już rozumiem. Elfy po prostu robią za wszystkie fantastyczne stworki: wilkołaki, fauny, syreny i Bór raczy wiedzieć, co jeszcze. Pomysł może i ciekawy, ale... ale... one sobie robią OPERACJE PLASTYCZNE!
*sigh*

Nasuada poczuła smutek towarzyszący przemijaniu snów. Na moment zasłona łez przesłoniła jej oczy, a potem i ona zniknęła.
*trzyma kciuki* Uroń SKŁ, uroń SKŁ...
Nie, SŁ już była. Teraz czekam, aż zejdzie na śniadanie. ^^

Blódhgarm wyglądał w swym rozbawieniu jednocześnie pięknie i niezwykle groźnie.
- Zaszczytem będzie służyć u boku niewiasty równie inteligentnej, zdolnej i dowcipnej jak ty, pani Nasuado. Któregoś dnia, gdy pozwolą ci na to obowiązki, z radością nauczyłbym cię naszej gry w runy. Z pewnością byłabyś godną przeciwniczką.
Podrywa ją! On ją podywa! Kociak ją podrywa! Czyli spełnią się jej żądze... buahaha.
No i co z tego? Aż tak niepoprawny Pałolini nie jest, by to opisać. Albo opisze, ale tak pseudopoetycko, że nikt z tego nic nie zrozumie, a Homer się w grobie będzie przewracał.

My, ludzie, jesteśmy bardzo ciekawi i nikt z nas nigdy nie widział aż tylu elfów.
I Kociaka.
Ogłoszenia parafialne: pan kotowaty elf zyskuje miano Kociaka. Blócośtam jest za trudne do zapamiętania.

Nasuada pomyślała jeszcze: och, będę musiała przydzielić Blódhgarmowi cały batalion, by odpierał zakusy wszystkich kobiet z obozu, gotowych rozszarpać go na strzępy.
Jakie tam rozszarpać... Przywiązać do pala i gwałcić. ^^
Myślę, że gdyby Kociak tego nie chciał, nie stawałby się Kociakiem. ^___^


WĄTEK ERAGONA I ARYI


Tytuł rozdziału:
Litości, Smoczy Jeźdźcze
No właśnie. Litości! Ja już tej książki nie zniese!

Arya wyjęła z plecaka spódnicę i naciągnęła ją, nie zdjąwszy nogawic. Eragon ukrył pierścień Broma w plecaku i wysmarował prawą dłoń ziemią, by ukryć srebrzystą gedwey ignasię. Potem znów ruszyli naprzód, z pochylonymi głowami, przygarbieni, powłócząc nogami. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, żołnierze wezmą ich za kolejną parę uciekinierów.
Zwłaszcza, że oboje mają spiczaste uszy i wyglądają jak książątka.
Powiedzą, że łojciec ich nakrył, jak cudzołożyli w stodole i już szafa gra.

Arya śmignęła naprzód, odbiła się od boku najbliższego konia, przeskakując ze strzemienia na siodło klaczy, i kopnęła w głowę niczego nieświadomego dosiadającego jej żołnierza. Mężczyzna przeleciał w powietrzu ponad trzydzieści stóp.
Chuck Norris niech się we własnych gumiakach schowa ze swoim półobrotem.

Potem Arya zaczęła przeskakiwać z wierzchowca na wierzchowca, zabijając żołnierzy kolanami, stopami, cyckami i dłońmi w niewiarygodnym pokazie równowagi i gracji.

Eragon nie mógł uskoczyć mu z drogi.
Zrobił jedyne, co mu pozostało - z całych sił uderzył tamtego pięścią w pierś. W powietrze bryznęła fontanna krwi i potu. Cios zmiażdżył żebra żołnierza i wyrzucił go ponad dwadzieścia stóp w powietrze.
To jest takie... kreskówkowe. o_O
Nie. Amerykańskie.

Patrząc na stężałą twarz tamtego, Eragon poczuł w ustach żółć. Za każdym razem, gdy zabijamy, zabijamy część siebie, pomyślał.
Every time you read "Eragon", God kills a kitty.
No to masz na sumieniu mnóstwo kotków.
Jerzó, nie pomyślałam o tym. T___T

Wówczas odkryjesz, że twoje obowiązki to coś więcej niż przemoc. Jeźdźcy byli nie tylko wojownikami, ale też nauczycielami, uzdrowicielami i uczonymi. Na moment zacisnął zęby.
Nie uśmiechało mu się zostać belfrem.

- Nie ma sposobu. Nie możemy pomaszerować do Uru baenu, dopóki nie pokonamy jego wojsk. I nie możemy wkroczyć do zamku, dopóki nie rozbroimy przygotowywanych przez stulecia pułapek, magicznych i nie tylko. Jednym słowem, nie możemy zabić Galba, dopóki Pałolini nie napisze jeszcze pięciuset stron jakichś bezsensownych przygód.

- Potrzebna mi broń, prawdziwa broń. Potrzebuję miecza.
A ci, których właśnie zabili, nie mieli przy sobie żadnego?
Poza tym wszyscy młodociani fantaści wbili sobie do swoich głupich łbów, że miecz jest zawsze najlepszą bronią. A gówno prawda. Zresztą, jak Eraś nie miał niczego innego pod ręką, to wszystko by mu się przydało. WSZYSTKO.
No coś ty, żeby nie mógł się popisywać swoimi małymi czarami?

Elfka sprawiała wrażenie zawstydzonej. Odwróciła wzrok, spoglądając na równinę.
- Cieszę się, że stałeś dziś u mojego boku, Eragonie.
- A ja, że ty u mojego.
Obdarzyła go szybkim, niepewnym uśmiechem.
Dla mnie to wystarczy: będą żyć razem dógo i rzczenśliwie.

Tej nocy Eragon siedział zapatrzony w skromny ogienek i przeżuwał liść mlecza.
Mlecyk! Chyba ostatni w tym sezonie.

Z uśmiechem przypomniał sobie krasnoluda Shrrgniena i stalowe szpikulce wyrastające z metalowej podstawy, zamocowanej do wszystkich kłykci prócz tego przy kciuku. Szpikulce pozwalały Shrrgnienowi uderzać, w co tylko zechciał, bez większego bólu.
Nie no, jasne, ma stalowe kolce WWIERCONE W KOŚCI, ale jak w coś uderzy, to go nie boli.
TO DOPIERO MUSI BOLEĆ, jakby w coś pierdzielnął. Ja nie mogę, zero pomyślunku...

- Tak jest zawsze. Potwory umysłu są znacznie gorsze niż te istniejące naprawdę. Strach, zwątpienie i nienawiść okaleczyły więcej osób niż jakiekolwiek zwierzęta.
- I miłość - przypomniał.
Law herts!
Czyżby doskonały Pałolini był już bogatszy o nieszczęśliwe doświadczenia w tej dziedzinie? :3

Nie odrywając wzroku od płonących gałęzi, odparła na pytanie Eragona: - Dziewięć miesięcy po tym, jak zostałam ambasadorem, wydało się, że mój brzuch to wcale nie otyłość.

- Owszem. Jedynym antidotum na niszczącą truciznę przemocy jest odnalezienie pokoju w sobie. To trudno dostępny lek, ale warto go poszukać. - Na moment przerwała. - Oddychanie także pomaga.
Takoż bicie serca, aczkolwiek na to już ciężko mieć wpływ.

Posłuszny jej radzie Eragon zaczął świadomie głęboko oddychać, pilnując spokojnego rytmu i przy każdym oddechu wypuszczając całe powietrze z płuc. Po minucie żelazna dłoń ściskająca mu wnętrzności zniknęła, gardło się wygładziło, a obecność powalonych wręgów nie wydawała się tak namacalna... Wilki znów zawyły i po owym pierwszym wstrząsie teraz słuchał ich bez lęku, bo ich głosy już go nie niepokoiły.
- Dziękuję - rzekł.
No popatrz, jak ręką odjął. -_-"

Arya cisnęła gałązkę w ogień. - Nie kocham urgali, ale też ich nie nienawidzę.
A ja lofciam urgale! I Galbatorixa też lofciam! I Era... nie, Erasia już nie lofciam.
Naprawdę, Pałolini musi mieć jakiś kompleks na punkcie miłości.
Jak był mały, to go mama biła patelnią. ^^

- Urgale też władały magią?
Arya zamknęła oczy, westchnęła i pokręciła głową.
- Nie, to była mroczna magia wynalazku Durzy. Przechwalał się nią już w Gil'eadzie.
- Nie wiem, jak zdołałaś opierać mu się tak długo. Widziałem, co ci zrobił.
- To... nie było łatwe. Potraktowałam męki, które mi zadawał, jako próbę mojego oddania, szansę dowiedzenia, że nie popełniłam błędu i jestem godna symbolu yawe. Dzięki temu mogłam znieść tortury.
Gdyby zaserwowali jej PRAWDZIWE tortury, Eraś gadałby właśnie sam do siebie.
Nie no, ELFIA KSIĘŻNICZKA miałaby nie przeżyć lub zostać kaleką? :]

- Nieważne. Nocne powietrze mnie odurzyło, odebrało mi poczucie ogłady, prowokując do mówienia nawet najgorszych rzeczy, które przyjdą mi do głowy.
Nie pierdol i gadaj, gdzie jest towar.

Eragon położył prawą dłoń na lewej ręce towarzyszki.
- Historie o dawnych bohaterach nigdy nie wspominają o cenie płaconej za zmagania z potworami z mroku i tymi z umysłu. Myśl nadal o ogrodach dworu Tialdari, a wszystko będzie dobrze.
I co? Już? Żylidługoiszczęśliwiekoniec?
Niecierpliwiec. A nieślubny potomek gdzie? ^^

(Eragon) zaczął śpiewać cicho na modłę elfów:
Eldhrimner O Loivissa nuanen, dautr abr deloi,
Eldhrimner nen ono weohnatai medh solus un thringa,
Eldhrimner un fortha onrfeon vara, Viol allr sjon.
Eldhrimner O Loivissa nuanen...
Pałolini znów daje popis swoich wątpliwych poetyckich zdolności. Aż zobaczę zajebiste tłumaczenie z końca ksionrzki.
,,Rośnij, o piękna Loivisso, córo ziemi
Rośnij, jak to byś czyniła w słońcu i w deszczu
Rośnij i wydaj z siebie wiosenny kwiat
by wszyscy go ujrzeli."

Hihihi... i Eraś to zaśpiewał... Eragon na Eurowizję! xD

- Aryo, czy smoki płci męskiej dorastają szybciej niż te płci żeńskiej?
- Nie. Dlaczego pytasz?
- Z powodu Ciernia. Ma zaledwie kilka miesięcy, a jednak niemal dorównuje rozmiarami Saphirze. Nie rozumiem tego.
Przyznać się, który (anty)fan wytknął to Pałoliniemu?
*wskazuje oskarżycielsko palcem*
Wcale nie. *foch*

- Najprawdopodobniej Galbatorix przyśpieszył jego rozwój, tak by Cierń był dość duży i mógł stawić czoło Saphirze.
Nie ma to jak wybrnąć z sytuacji, nie, Pałolini?

Eragon pomacał nowe odciski na swych kostkach.
- Czy wiesz może, czemu Murtagh jest taki potężny... potężniejszy ode mnie?
A cio, dziecinka nie mozie się pogodzić z tym, zie nie jest we wśistkim najlepsia?

Arya postawiła znak kończący zdanie. Pochyliwszy się, Eragon przeczytał nakreślone w piasku słowa: Unosząc się w morzu czasu, samotny bóg wędruje od brzegu do dalekiego brzegu, przestrzegając praw gwiazd ponad nim.
- Co to znaczy?
- Nie wiem - odparła i szybkim gestem starła napis.
Ta głębia jest tak głęboka, że nawet aŁtorka jej nie rozumie.
No i mamy potwierdzenie tezy z drugiego tomu, że Arya jest aŁtorką. ^^

- Dlaczego nikt nigdy nie mówi o smokach Zaprzysiężonych po imieniu? - Eragon mówił powoli, porządkując myśli. - Mówimy „smok Morzana” albo „smok Kialandiego”, ale nie nazywamy samego smoka.
Bo Pałoliniemu brakło weny.
I papieru, by to sobie gdzieś zanotować. ,,Cierń to smok MURTAGHA, a nie OROMISA."

Wychodzi jednak, że to dlatego, iż ich imiona zostały wymazane z historii za zbrodnie ich Jeźdźców. Trochę niesprawiedliwe, moim zdaniem. W końcu to ludzie byli głównymi bucami. 

Co za straszny los stracić własne imię, pomyślał Eragon.
Osobiście jestem w stanie sobie wyobrazić o wiele gorszy los. Na przykład czytanie prozy Paoliniego do końca życia i jakiś wybitnie natchniony cytat z tejże jako epitafium na nagrobku... *wzdryga się*
 
Zamaszystym gestem zakończyła ostatnie zdanie, nad którym pracowała. Eragon przechylił głowę i przysunął się bliżej, by odszyfrować wypisane znaki. Oto co ujrzał: Mistrz podstępów i zagadek, strażnik równowagi, ten o wielu twarzach, znajdujący życie w śmierci i nielękający się niczego; ten, który przechodzi przez drzwi.
- Co kazało ci to napisać?
- Myśl, że wiele rzeczy nie jest takimi, jakimi się wydają.
Chyba jednak jestem zbyt głupia, by móc zrozumieć tę głEMbię.

- Możemy tylko zgadywać, czy Galbatorix zna swoje prawdziwe imię. Osobiście uważam, że nie, bo jakkolwiek wygląda, jego prawdziwe imię musi być tak straszliwe, że nie mógłby żyć dalej, gdyby je usłyszał.
Już widzę tę scenkę.
Mhroczna komnata. Po jednej stronie kolumnady stoi Galbatorix, po drugiej Eragon.

- Nadszedł twój kres, bo imię znam twe! - zawołał Eragon.
- Phi! Chłystku, młokosie, spłoniesz na stosie! Ale powiedz, ciekawym jest!
W sali rozbrzmiały bębny, rozbrzmiewając ponurym echem, a po urwanym nagle crescendo, Eragon ryknął:
- ERNEST!

Galbatorix zwalił się na ziemię i w kilka przerażających chwil później, skonał ze śmiechu.

2 komentarze:

  1. "Arya postawiła znak kończący zdanie. Pochyliwszy się, Eragon przeczytał nakreślone w piasku słowa: Unosząc się w morzu czasu, samotny bóg wędruje od brzegu do dalekiego brzegu, przestrzegając praw gwiazd ponad nim.
    - Co to znaczy?
    - Nie wiem - odparła i szybkim gestem starła napis.
    Ta głębia jest tak głęboka, że nawet aŁtorka jej nie rozumie.
    No i mamy potwierdzenie tezy z drugiego tomu, że Arya jest aŁtorką. ^^ "
    zwrócę uwagę, że ta głębia jest jednak bardzo głęboka. Odnosi się do mojego najukochańszego serialu. Taka anomalia w książce... za to kocham Paoliniego ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, co możecie " zjechać"! Słyszałyście o książce " Szklany Tron" autorstwa Sarah J. Maas?

    OdpowiedzUsuń