Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Pofrut smoka, czyli Dziedzictwa księga trzecia, część 3

wtorek, 17 lipca 2012

Pofrut smoka, czyli Dziedzictwa księga trzecia, część 3

Wciąż mamy cichą nadzieję, że w czarnoowcowej sondzie nie wygra "Achaja" i zachęcamy do głosowania. A w międzyczasie:





WĄTEK ERAGONA

- Wątpię jednak, czy będzie to konieczne. Prawdziwe imiona nie tak łatwo odkryć jak przypuszczasz.
A parę stron temu Eraś sam, ot tak wymyślił sobie prawdziwe imię Sloana.

Włoski na grzbiecie dłoni zjeżyły się i falowały w powiewach wiatru.
Jak wodorooosty...

Pomruk był teraz tak głośny, że zęby Eragona uderzały o siebie, poczuł w ustach metaliczny smak, zjeżyły mu się włosy. Włosy Aryi uczyniły to samo, mimo ich długości.
Jak piorun w miotłę szczelił. ^^

Mimo ogarniającej Eragona euforii, obecność stworzenia była tak dziwna i obca, że pragnął przed nim uciec. Lecz wewnątrz świadomości nie miał się gdzie schronić. Musiał pozostać w bliskim intymnym kontakcie z ognistą duszą istoty, podczas gdy ona przeglądała jego wspomnienia, przeskakując z jednego do następnego z prędkością elfiej strzały.
Bliskie spotkania z piorunami kulistymi są takie erotyczne.
Ten Pałolini naprawdę, naprawdę jest zboczony.

Po ostatnim, niemal błyskawicznym przelocie przez jego ciało, istota się wycofała.
Piorun go przeleciał! *jebut*

- Z pewnością nie sądzisz, że mag ma prawo zmuszać duchy, by słuchały jego woli. Są takie piękne, że... - Pokręcił głową, walcząc z emocjami. - Każdego, kto je krzywdzi, winno się wychłostać, by wył z bólu.
- Zgaduję, że Oromis nie zdążył omówić z tobą tego tematu, nim opuściliście z Saphirą Ellesmerę.
- Mieliśmy... inne zajęcia.

Jej ramiona uniosły się i opadły.
Japierdykam, nie można napisać po prostu, że ,wzruszyła ramionami? ><"
Nie rozumiesz, co gra w duszy Pałoliniego!

Lepiej, żeby to nie trwało dłużej niż kilka godzin; nie mogę krążyć po świecie, jaśniejąc jak latarnia. To niebezpieczne. I niemądre. Kto słyszał o Smoczym Jeźdźcu ze świecącą częścią ciała?
*niewinnym głosikiem* Którą?

Dopóki Galbatorix nie wie o Oromisie i Glaedrze, mamy przewagę.
Na pewno nie wie, biorąc pod uwagę, że cała trójka chodzi po świecie już ze 100 lat.

Oromis i Glaedr bardziej niż ktokolwiek pragnęli zniszczyć Galbatorixa. Skoro zdecydowali się czekać w Ellesmerze, musieli mieć po temu ważne powody.
Czekanie, aż Pałolini wpadnie na pomysł, jak zboczony starzec i kulawy smok mogą pokonać Galba, Murtasia i całe imperium.

liść i łodyżka lilii zamieniły się w szczere złoto, płatki w białawy metal, którego nie rozpoznał, a serce kwiatu, ukazane, gdy Arya odchyliła lilię, wydawało się wyrzeźbione z rubinów i diamentów. (...)
- Prawdziwe pytanie - rzekła Arya - brzmi: czy kwiat może zrodzić nasiona?
- Mógłby się rozrosnąć?
- Wcale by mnie to nie zdziwiło.
Załóżcie kwiaciarnię. Może to będzie ciekawsze od ich obecnych przygód. *ziewa*
I znów mają coś ślicznego i bogatego... -_-

- Słyszałem już wcześniej powiedzonko „pozłacać lilię”, ale duchy naprawdę to zrobiły! Pozłociły lilię. - Wybuchnął śmiechem. Jego głos rozszedł się echem po pustej równinie.
Wargi Aryi zadrżały.
- Cóż, zamiary miały szlachetne. Nie możemy ich winić za to, że nie znają ludzkich powiedzonek.
- Nie, ale... Ha, ha, ha!
Też chcę się pośmiać. Ha, ha, ha.

Eragon wyciągnął się na wolnym od kamieni kawałku ziemi. Wciąż chichocząc, osunął się w otchłań snu na jawie.
*z nadzieją* I nie wrócił...?

Otworzył umysł jak najszerzej i zbierając wszystkie siły, krzyknął: Saphira!’Jego myśl pomknęła nad ziemią niczym włócznia. Odpowiedź nadeszła szybko. Eragon!
Saphira skoczyła na niego jak Dino na Freda Flintstone'a, wylizując po twarzy.

Jeśli jeszcze kiedyś tak mnie zaskoczysz, przyszpile cię do ziemi i obliżę od stóp do głów.
Mówiłam? xD

Eragon zadrżał. Język Saphiry pokrywały zakrzywione kolce, które jednym pociągnięciem były w stanie zedrzeć z jelenia sierść i skórę.
To ma sens, gdy jest skórą rekina, ale mieć coś takiego w pysku?
Pałolini lubi hardkor. ^^

A teraz, czy moglibyśmy porzucić podobnie mroczne rozważania? Pogadajmy o kucykach.


Przez ostatnie kilka dni wciąż rozmyślałem tylko o losie, przeznaczeniu, sprawiedliwości i innych równie poważnych sprawach i kompletnie mnie to wyczerpało.
Przeczytaj ,,Zmierzch". Odmóżdża.

położył dłonie po obu stronach ciepłej szyi, czując wznoszenie się i opadanie mięśni przy każdym oddechu.
Złapałam się z całej siły, ale jedyny ruch na mojej szyi wynikał z krążenia krwi.
Ktoś tu powinien się przejść na lekcje biologii. I nie jesteśmy to my.

Lekko jak piórko przeskoczył z lewej łapy smoczycy na jej ramiona, a stamtąd w zagłębienie u podstawy szyi, w którym zwykle siadał. (...) Tu jest moje miejsce, przy tobie. Jego nogi zawibrowały, gdy Saphira zamruczała radośnie.
Cóż za doznania.

Bądź pozdrowiona, alfakona.
Ja bym się obraziła.

Czy jadłaś dość ogniodrzewu? Twój oddech wydaje się silniejszy niż zwykle.
Nie, to czosnek. Chuchnąć?

od czasu Agaeti Blódhren zauważyłem, że ludziom zdarza się mocno cuchnąć. Ale nie możesz zaliczać mnie do nich, bo nie jestem już do końca człowiekiem.
Eragon nie może śmierdzieć! Mery Su nigdy nie śmierdzą!
Jak ja lubię tego gogusia.

Pragnąc wywrzeć pozytywne wrażenie, Eragon przeczesał palcami włosy, postawił je na żel, wyciućkał dwa tik-taki, rozpiął zawadiacko koszulę i wyprostował ramiona.

- Blódhgarmvodhr, czy przypadkiem nie widziałem cię podczas Agaeti Blódhren? - Pamiętał bowiem, jak oglądał elfa o podobnym futrze, baraszkującego pośród drzew podczas zabaw.
Kotki lubią igraszki.
I baraszkowanie.
*siłą próbuje utrzymać powagę*

- Sądzę, że spotkałeś moją kuzynkę, Liothę. Łączy nas niezwykłe rodzinne podobieństwo, choć jej futro jest brązowe i cętkowane, a moje ciemnoniebieskie.
- Przysiągłbym, że to byłeś ty.
-.-"
Kociak, jaki jest, każdy widzi.

Czy zgodzisz się ze mną - spytała Saphira - że roztacza przyjemną woń?
Eragon pociągnął nosem. Nic nie czuję.
Bo sam śmierdzi i zazdrości.

A co z Nasuadą? Czy ona uległa jego urokowi?
Nasuada jest mądra i czujna. Kazała Triannie rzucić na siebie zaklęcie, które ochroni ją przed wpływami Blódhgarma.
Zacinęła jej na nosie żabkę do wieszania prania.

Jakaś kobieta dwakroć zawołała: „Cieniobójco, czy zostaniesz moim mężem?”. Spojrzał w tamtą stronę, ale nie zdołał odszukać źródła głosu.
Nie ma to jak mieć fangirlsy.

- Roranie, jesteś dla mnie jak brat, a ty, Katrino, jesteś dla mnie siostrą. Gdybyście kiedykolwiek mieli kłopoty, wezwijcie mnie i nieważne, czy potrzebny wam będzie Eragon rolnik, czy Eragon Jeździec, wszystko co do mnie należy, pozostanie do waszej dyspozycji.
*zdechła*
Rolnik, rolnik, rolnik, pod rolnikiem ciągnik. Na ciągniku rolnik worek ma. W tym worku są buraki i choć chce rolnik w krzaki nie może, bo w mieście buraków skup już trwa...

- Obyście żyli długo, obyście zawsze byli razem i szczęśliwi i obyście mieli wiele dzieci.
Jaki ten Pałolini prorodzinny. o_o
Może sam nie może ten teges?

WĄTEK ERAGONA (A WŁAŚCIWIE TO KAŻDEGO PO TROCHU)

Eragon wykrył też splątany wzór mrocznych, pokręconych myśli Elvy, dobiegających z miejsca, w którym magiczne dziecko ukrywało się na końcu pawilonu.
Dlaczego wszystko, co dotyczny Elvy, jest mroczne?
Bo jest Curką Mrokó? ^^

Nawet Galbatorix na jego mrocznym tronie
O, a Galb jest Curem Mrokó.
Bo wszyscy mroczni to jedna jest rodzina.
*nuci* Każdy sługa mroku ma kozę u boku... ^^

Król Orrin przyciągnął zapasowe krzesło do Nasuady i usiadł w plątaninie długich kończyn i falujących fałd materiału.
To ile on miał tych kończyn? o_O
Wedle mojej rachuby powinien mieć trzy. Jeśli to pośrodku też się liczy...
Nie, cicho, potem mówią, że to ja jestem niewyżyta. ;P

- Na zbyt wiele sobie pozwalasz... Wasza Wysokość - rzekła lodowatym tonem Nasuada. - Nie masz władzy, by zatrzymać mnie w tym miejscu. Ani też Eragona, mojego wasala, ani Saphiry, ani Aryi, która nie podlega żadnym śmiertelnym władcom, lecz komuś potężniejszemu niż my oboje.
Latającemu Potworowi Spaghetti!

Lecz od czasu objęcia stanowiska najwyraźniej zapomniałaś, że nadal jestem królem Surdy i że my, Langfeldowie, wywodzimy swój lud od samego Thanebranda Dawcy Pierścienia
Czyli co, zrobili mu przeszczep pierścienia?
Od Saurona.

Nasuada i ja podlegamy przynajmniej jednemu władcy, przed którym klęknąć musi każdy król. Odpowiadamy przed Angyardem, w jego krainie wiecznego zmierzchu.
Kraina wiecznego Zmierzchu?! NIEEE!
*ucieka z kwikiem*
A tak całkowicie baj de łej... kto to w ogóle jest ten Angyard? Domyślam się, że jakiś bóg, ale skoro wydaje się być taki ważny, czemu słyszymy o nim pierwszy (i ostatni, jak się okazuje) raz?

- Rozumiesz mnie, Eragonie? Jesteś tak niebezpieczny, ze po prostu MUSIMY trzymać cię w tym zabawnym pokoju z poduszkami na ścianach i w kaftaniku...
Bez niego jeszcze byś coś sobie zrobił.

Arya wyszła minutę później, wyjaśniając, że musi złożyć raport królowej Islanzadi. A potem, jak rzekła:
- Nagrzać wannę pełną wody, zmyć piasek ze skóry i przywrócić rysom zwykły kształt. Nie czuję się sobą, gdy brak mi koniuszków uszu, mam okrągłe oczy i kości twarzy w niewłaściwych miejscach.
Nie ma to jak odnawiający lifting wieczorkami.

Potem sięgnął jeszcze głębiej pod łóżko, dotykając palcami tkaniny namiotu, i zaczął macać w ciemności.
Niemamskojarzeńwcaleawcale.

Jego dłoń natrafiła na długi, twardy przedmiot.
No dobra, mam.

Długą chwilę siedział, walcząc z myślami i wpatrując się w miecz. Nie wiedział, co nim kierowało, lecz dzień po bitwie wrócił na płaskowyż i wyciągnął go ze zdeptanego grzęzawiska, w które Murtagh go upuścił.
Ale na ratowanie Katriny nie mógł go wziąć, żeby tylko móc marudzić, że nie ma żadnego miecza? -.-"

(Nasuada) Od ich rozstania ona także się przebrała, teraz miała na sobie jasną letnią suknię barwy słomy. Gęste, przypominające mech włosy upięła wysoko na głowie w skomplikowaną masę węzłów i warkoczy, przytrzymywanych samotną białą wstążką.
Słoma, mech... to jakaś moda z Doliny Paproci?

- Teraz znów musimy zanurkować w bagno polityki.
Łii tam. Królewna Adda uważała, że polityka jest jak schadzka. Inna sprawa, że była małą, rozpuszczoną kur...
Najwyraźniej Pałolini jeszcze nie dorósł do tego poziomu, co Sapkowski na spółkę z twórcami gry Wiedźmin. ^^

Uniosła klapę namiotu i Eragon podskoczył, słysząc chóralny okrzyk:
„Niespodzianka!” W środku pełno było skąpo odzianych elfek, czipendejsów, a z wielkiego, trzypiętrowego tortu wyskoczył nagi Oromis.

Drobna dziewczynka o wąskich ramionach spojrzała na niego spod czarnej grzywki upiornymi, fioletowymi oczami i bezgłośnie wymówiła słowa, w których domyślił się pozdrowienia: „Witaj, Cieniobójco”.
Rzeczywiście, nie brzmi jak pozdrowienie. --"
To po prostu Eragon jest głupi. ^^

Roran uniósł hardo głowę. - Czy udzielisz ślubu Katrinie i mnie? (...)
- Kiedy? - spytał, odzyskawszy oddech. - Nasuada zaplanowała dla mnie jakąś misję, nie wiem jeszcze jaką, ale przypuszczam, że zajmie mi trochę czasu. Zatem... może na początku przyszłego miesiąca, jeśli okoliczności pozwolą?
I oni tak sobie swobodnie wszystko planują na wojnie. Och, dostałem jakąś ważną misję, ale tak za tydzień pewnie będę wolny.
I trochę expa skapnie.

- Co powiesz na pojutrze?
Wtedy będzie koniec świata! Buahaha!

Ramiona Rorana uniosły się, żyły na jego rękach napęczniały, gdy otworzył i zacisnął pięści.
Nagle wybuchły i trysły krwią.

Eragon potrzebował chwili, by pojąć znaczenie słów Rorana. Potem jednak nie zdołał powstrzymać szerokiego uśmiechu. Roran będzie ojcem!
- Nazwijcie go na mą cześć Eragonkiem!
Ja proponuję Orogona.
Jeszcze jakieś sugestie? :> Musimy coś wymyślić, bo Pałolini pewnie go nazwie w Strasznie Starej Mowie, co będzie znaczyło TenKtóremuPaznokiećWrasta albo TaCoPoszłaDoMiastaPoKawałekCiasta.

- Dziękuję. Teraz muszę przekazać wieści Katrinie i zaczniemy przygotowywać weselną ucztę. Kiedy ustalimy godzinę, dam ci znać.
Czynasta czydzieści z dokładnością do jednego ziarenka w klepsydrze. Piąty namiot po lewej. *załamała się*

Roran ruszył w stronę namiotu, potem obrócił się i uniósł wysoko ręce, jakby chciał przycisnąć do piersi cały świat.
- Eragonie, ja się żenię!
Byłoby fajniej, jakby wychodził za mąż.

A noc podążała swym szlakiem aż do poranka.
To ja też ci zdradzę coś odkrywczego: dzień trwa od świtu do zmierz... do wieczora.
Słowo ,,zmierzch" już nigdy nie będzie takie samo.

O świcie, gdy Eragon siedział na pryczy, oliwiąc kolczugę, jeden z vardeńskich łuczników przyszedł do niego, błagając, by uzdrowił mu żonę, którą zaatakował złośliwy guz.
Jestem ciekawa, jak odkrył, że to rak i że złośliwy.
No jak to, przeca to średniowiecze! Rozkroił kobiecinie ciało, zobaczył w środku guza i się dowiedział. ^^
A w średniowieczu jak człowieka bolała głowa, to otwierali mu czaszkę, żeby diabeł wyskoczył.

Naprzeciw niej siedziała wysoka kobieta o szerokich ramionach, ogorzałej skórze, czarnych włosach splecionych w długi gęsty warkocz opadający na plecy i twarzy nadal pięknej, mimo głębokich bruzd wokół ust, wyrytych przez czas.
Nadal czekam na brzydką bohaterkę.
No to się raczej nie doczekasz.

Obok kobiety przysiadła poważna nastoletnia dziewczyna, wkraczająca właśnie w pełen rozkwit swej urody.
Rzeczywiście. To jak oczekiwać braku marysuizmu w twórczości Meyer.

Już miał odejść, lecz Saphira parsknęła i wysunęła głowę ponad Eragonem i Angelą, górując nad dwiema kobietami. Wyginając szyję, chuchnęła najpierw na twarz starszej, a potem młodszej i posyłając myśli z siłą, której przeciwstawić się mogły tylko najpotężniejsze bariery
Czy tylko ja mam skojarzenia z Aslanem?
Nie! Paolini, zrzynaj ze wszystkiego, tylko nie mieszaj do swojej brei mojej kochanej Narnii! T__T

Co, żadnych śladów na ich czołach?
- Nie, Saphiro, nie będziemy już plagiatować Harry'ego Pottera.

Sześćdziesiąt stóp od pawilonu Nasuady drogę zagrodził im oddział pikinierów maszerujących przez obóz. Czekając, aż żołnierze przejdą, Eragon zadrżał i chuchnął na nich - a warto napomknąć, że jadł wcześniej śledzie w occie.

- Eragonie, Angelo, oboje wiecie, jak to jest dzielić czyjeś myśli i emocje, gdy ktoś umiera.
Wiedzą?
A już zwłaszcza Angela?

Czuję każdą śmierć wokół mnie. Nawet teraz wyczuwam, jak życie opuszcza Seftona, jednego z twoich żołnierzy, Nasuado, ranionego na Płonących Równinach. I wiem, co mogłabym powiedzieć, by ukoić jego grozę przed nicością. Jego strach jest tak wielki, że drżę! - Z głuchym krzykiem uniosła ręce przed twarz, jakby osłaniając się przed ciosem. - Ach, odszedł.
Istotnie, brzmi, jakby straszliwie cierpiała.
To się dopiero nazywa stoicyzm.

Właśnie naradzał się z Saphirą, gdy Elva przemówiła: - Nie!
Zdumiony, spojrzał na nią.
Z jej ciała promieniowała ekstatyczna radość.
Czy Pałolini nawet wobec dzieci musi używać tak jednoznacznie kojarzących się słów?
Jerzó, pedofil. O_O

Enyłej, Eragon zdejmuje swoje nieudane błogosławieństwo z Elvy i... teraz jest gorsza niż przedtem.
Dziewczynka odwróciła się do niej tak szybko, że jej włosy uniosły się w powietrzu.
- A tak, zapomniałam o tobie, moja piastunko. Zawsze wierna. Zawsze wścibska. Jestem wdzięczna, że adoptowałaś mnie po śmierci matki i opiekowałaś się mną od czasu Farthen Duru, ale nie wymagam już twojej pomocy. Będę mieszkać sama, zajmować się sobą i nie podlegać nikomu.
Kilkuletnie dziecko, proszę państwa.
Które parę akapitów temu powiedziało, że:
radzę pamiętać, że jestem jeszcze małym dzieckiem. Nie obchodziłam nawet drugich urodzin.

Eragon podniósł się chwiejnie.
- Co za potwora stworzyłem?
IT'S ALIVE! *psychodeliczny śmiech*

Gdy (Saphira) skręciła na zachód w stronę rzeki Jiet, jej głos zadźwięczał mu w głowie, z powodu odległości słabiej niż wcześniej: Kiedy wrócę, polecimy razem, prawda, Eragonie?
Tak, kiedy wrócisz, polecimy razem, tylko we dwoje.
Randka się szykuje. ^^

Przykucnąwszy, położył prawą rękę dłonią do góry na zdeptanej ziemi. Wybrał potrzebne słowa z pradawnej mowy i wymamrotał:
- Kuldr, risa lam iet un malthinae unin bóllr.
(...) Ze środka żółtej plamy wzleciała fontanna migotliwego pyłu, lądując pośrodku dłoni Eragona. (...) w końcu na jego ręce spoczęły trzy kule czystego złota, każda wielkości dużego laskowego orzecha.
To on powinien zostać górnikiem, a nie Smoczym Jeźdźcem, skoro na środku pola namiotowego jest w stanie znaleźć pod ziemią mnostwo złota.

- Chodzi o Elain, wiesz. Ciężko znosi tę ciążę (...) Może kiedyś znajdziesz chwilkę. Mógłbyś ją obejrzeć i jakoś pomóc..
- Tak uczynię - przyrzekł Eragon.
Eragon przyjmuje kolejne zadania jak w klasycznym eRPeGu.
A, dajcie spokój, po dwóch i jednej trzeciej tomu nie ma się już siły na komentowanie takich rzeczy... -_-

- Ukradłem je i nie jestem z tego dumny, ale potrzebowałem tych skór. Wątpię, czy bez nich przeżyłbym wystarczająco długo, by dotrzeć do elfów w Du Weldenvarden. Zawsze wolałem sądzić, że po prostu je pożyczyłem, ale, spójrzmy prawdzie w oczy: ukradłem je, bo nie zamierzałem ich oddawać. Proszę cię zatem o wybaczenie. A ponieważ zatrzymam te skóry, czy też to, co z nich zostało, powinienem za nie zapłacić.
Wyjął zza pasa jedną ze złotych kul - twardą, okrągłą i rozgrzaną od dotyku jego własnego ciała - i wręczył Gedricowi.
*brak jej słów*

Z zadowoleniem myślał o tym, jak załatwił tę sprawę.
Może czasami trochę to trwa, ale zawsze spłacam swe długi.
I to jest powód do wpadania w samozachwyt?
A już najbardziej przerażające jest to, że to może stanowić wzór dla kogoś.
Zdecydowanie muszę trzymać moje przyszłe dzieci z dala od tych książek. Ups: ksionrzek.

Eragon dotknął zwoju palcem.
- Powiedz mi zatem, skąd tak wiele papierów? Czy zostałeś pisarzem?
Lepiej, by niektórzy ludzie nie zostawali pisarzami.

Eragon pociągnął łyk herbaty.
- Po bitwie na Płonących Równinach obiecałem opowiedzieć ci (Jeodowi), jak zginał Brom. Dlatego przyszedłem.
W zeszłym tomie Jeod dokładnie o tym opowiedział Roranowi. -.-"

Przesunął palcem po uszku kubka.
Porcelanowego.
Z owieczką Sheep.
I grającego ,,sto lat", jak się go podniesie.

Chociaż obawiam się, że gdy ludzie odkryją jego grób, nie zawahają się go rozbić, by zdobyć diamenty.
- Jeśli to zrobią, pożałują - wymamrotał Eragon.
Zapewne już dawno to zrobili. :] Zakładając, że udało im się pokruszyć diament...

- Pomyślmy zatem. - Jeod zastanawiał się chwilę. - (Morzan) Był wysoki, barczysty, włosy miał ciemne jak krucze pióra, a jego oczy miały różną barwę. Jedno było niebieskie, drugie czarne. Nie nosił brody, brakowało mu też koniuszka jednego palca, zapomniałem którego. Był wielce urodziwy, na swój okrutny, wyniosły sposób, a gdy przemawiał, przyciągał uwagę wszystkich. Zbroję miał zawsze wypolerowaną, nieważne czy kolczugę, czy płytową, jakby nie lękał się, że wypatrzą go wrogowie. I pewnie w istocie tak było. Kiedy się śmiał, wyglądał, jakby cierpiał.
No pewnie, ktoś taki może być tylko ojcem Erasia.
A jego mamusia zowie się Selena. Szkoda, że nie Dorcas. ^^

- A jego towarzyszka, kobieta Selena? Ją także poznałeś? Jeod się roześmiał.
- Gdybym poznał, nie byłoby mnie tu dzisiaj. Morzan mógł być wspaniałym szermierzem, potężnym magiem i zdrajcą, ale to ta kobieta budziła lęk w sercach ludzi. Morzan wykorzystywał ją wyłącznie w misjach tak odrażających, trudnych bądź tajnych, że nikt inny nie zgodziłby się ich podjąć. Była jego Czarną Ręką i jej obecność zawsze zwiastowała zbliżającą się śmierć, tortury albo zdradę.
Eragonowi zrobiło się niedobrze, gdy usłyszał taki opis jego matki.
Jeszcze dwa tomy temu opowiadano o niej jako biednej kobiecinie w cieniu okrutnego męża. Skoro obrosła TAKĄ legendą, nie wierzę w ,,różne wersje zdarzeń".
A moja mamusia jest zabujcom!

- Powiadano, że gdy zgłosiła się na służbę u Morzana, ten poddał ją próbie, ucząc słowa „uzdrawiać” w pradawnej mowie - znała się bowiem nie tylko na walce, ale też na zaklęciach - a potem postawił naprzeciw dwunastu najlepszych szermierzy.
- Jak ich pokonała?
- Uleczyła ich z lęku, nienawiści i wszystkiego, co każe człowiekowi zabijać. A potem, gdy stali, szczerząc się do siebie jak kretyni, podeszła do nich i kolejno poderżnęła im gardła...
Jak dla mnie te uczucia nie są czymś, z czego się można ,,wyleczyć". W ogóle z uczuć nie da się wyleczyć. A już na pewno pozbawienie człowieka złych uczuć nie uczyni z niego śliniącego się debila. Idiotyzm. -.-"
Ale mhrocznie i błyskotliwie brzmi... *na powykrzywianym drzewie zakrakali krucy*

Książki powinny trafiać tam, gdzie najbardziej je docenią, nie tkwić nieczytane, zakurzone na zapomnianych półkach. Zgodzisz się ze mną?
*patrzy na opasły tom ,,Erasia", który trzyma w ręku* *wrzuca książkę do pieca*
*patrzy, czy się równo pali*

- A jeśli chodzi o dar dla ciebie - powiedział Eragon - to nie pochodzi ode mnie, lecz od Saphiry. Zgodziła się i będziesz mógł na niej polecieć, gdy znajdziesz parę wolnych godzin.
Dla mnie byłoby to cokolwiek dziwne, gdybym pozwalała wszystkim jeździć na moim przyjacielu.
*wybuchła śmiechem od nadmiaru skojarzeń*
No co...?

- Jakiego miecza szukasz? - spytał. - Ten twój Zar’roc był jednoręczny, jeśli dobrze pamiętam. Miał ostrze szerokie na dwa kciuki - no, dwa moje kciuki
Wyobraziłam sobie Erasia próbującego utrzymać miecz o szerokości ludzkiego uda. Tyle wychodzi na dwa kciuki.
Chodziło o kciuka mierzonego w drugą stronę...
Tak? *odwraca linijkę, marszczy czoło* Od tej strony ma tyle samo. ^^
No dobra, a jeśli chodzi o szerokość kciuka, to co to był za miecz? Rapier?


- Klingi elfów zwykle bywają cieńsze i lżejsze niż nasze bądź krasnoludzkie. Sprawiają to zaklęcia wplecione w stal. Gdybyśmy wykuwali równie delikatne miecze, wytrzymywałyby w bitwie zaledwie minutę, a potem gięłyby się, pękały bądź wyszczerbiały tak mocno, że nie dałoby się przekroić nimi nawet sera. - Wzrok Fredrica pomknął ku Blódhgarmowi. - Zgadza się, elfie?
- Jak mówisz, człowieku - odparł z doskonałą modulacją Blódhgarm.
To po co takie w ogóle wykuwać?
No jak to po co? Dla szpanu. Przecież to elfy. A wszystko, co elfie, jest piękne, co nie znaczy, że użyteczne. ^^

Potrzebne ci dzieło krasnoludów. Ich kowale są najlepsi, oczywiście oprócz elfów.
Khem.

Co za dziwna myśl. Dziwne, że Roran się żeni
*śpiewa* Rudy! Rudy się żeeeni!
A potem tylko koko dżambo i noc poślubna!

Roran żonaty. Na samą myśl czuję się staro. Nawet my, jeszcze niedawno chłopcy, nie unikamy nieubłaganego upływu czasu. Tak właśnie mijają pokolenia i wkrótce nadejdzie nasza kolej, by posłać dzieci w świat, aby mogły uczynić to co do nich należy.
Sama myśl o tym, że Eragon mógłby mieć dzieci wydaje mi się przerażająca.

- A, Eragon - rzuciła Elain. - Miałam nadzieję, że się zjawisz. (...) Wciąż trzeba zagnieść ciasto na dwadzieścia bochnów chleba. Zajmiesz się tym?
Ja pierwsze słyszę, by ktoś uchodzący za najważniejszą personę w średniowiecznym kraju tak po prostu sobie ugniatał ciasto z plebsem.
Eraś musi spróbować wszystkiego. Z surowym ciastem włącznie.

Z donośnym przekleństwem Roran chwycił uprząż pierwszego muła i zaczął ciągnąć zwierzęta na bok. Widok ten rozbawił Eragona - nigdy jeszcze nie widział kuzyna tak zniecierpliwionego i poirytowanego.
- Potężny wojownik denerwuje się przed swym podbojem - zauważyła Isold, jedna z sześciu kobiet obok Eragona. Cała grupa wybuchnęła śmiechem.
- Może - odparła Birgit, mieszając wodę z mąką - martwi się, że jego miecz zegnie się w boju.
Bosche, jakie seksualne podteksty tu padają!
Niedługo to się zacznie samo analizować.

Sprośne dowcipy należały do tradycji na ślubach
Tylko na ślubach?
Wszystko musi tu mieć jakieś wytłumaczenie, nawet jeśli ze słowem ,,racjonalny" ma wspólną tylko literkę ,,a".

Eragon przejrzał zaklęcia ochronne, umieszczone wokół niego, Saphiry, Nasuady, Aryi i Rorana. Wszystkie wydawały się w porządku.
Firewall aktywny.

Eragon już przyglądał się ich wrogom. Około dwóch mil dalej pięć smukłych, czarnych jak smoła łodzi dobiło do bliższego brzegu rzeki Jiet. Wyroiła się z nich grupa mężów odzianych w mundury armii Galbatorixa.
I to w dniu ślubu...
Mówiłam, że Galb dokona wszelkich starań, by się on nie odbył. xD

(tytuł rozdziału) Ogień na niebie
*nuci* Jak statki na niebie...
*wyje* Piękne jak smoczek... Uuuu-uuu... ...pod pełnymi żaglami!
Jak Eraś w galopie...
Uuuu-uuu... ...z rozpalonymi lędźwiami!
Ej, wróć. Co ty klicisz? To Roran miał ogień w lędźwiach.
Póki co to raczej kto inny... *patrzy na niebo*

- Każ dwustu miecznikom i stu włócznikom pomaszerować za nimi. Niech pięćdziesięciu łuczników ustawi się siedemdziesiąt, osiemdziesiąt jardów od pola walki. Chcę zmiażdżyć tych żołnierzy, Jórmundurze, zmieść ich, zniszczyć bez śladu. Ci ludzie muszą pojąć, że nie ustąpimy ani cala.
Tak mówiąc, wręczyła Jórmundurowi linijkę i cyrkiel.

Podczas walki króla Orrina z żołnierzami Cierń wznosił się coraz wyżej i wyżej. Teraz jednak zawisł bez ruchu na niebie, w połowie drogi między walczącymi i obozem, i wzmocniony magią głos Murtagha odbił się echem po całej równinie
SONORUS!
*zirytowana macha różdżką* Silencio!

- Eragonie! Widzę cię tam, ukrytego za spódnicą Nasuady.
- Odwal się! - odwrzasnął Eragon. - I tak ci nie oddam tego lizaka!

- Bądź ostrożny, Eragonie - odparła także w pradawnej mowie. - Nie chcę, by Murtagh cię pobił.
- Spoko-loko, przylutuję mu z liścia, wyklepię mu maskę i nie ma chuja we wsi.

-...dowiedziałem się, że jeśli twoja osobowość się zmieni, to samo stanie się z prawdziwym imieniem w pradawnej mowie. To, kim jesteś, nie jest wyryte w kamieniu, Murtaghu! Jeśli wraz z Cierniem uda wam się zmienić coś w was samych, przysięgi przestaną was wiązać i Galbatorix straci nad wami władzę.
To brzmi zbyt prosto.
Spokojnie, już Pałolini wymyśli coś błyskotliwego.
Już wymyślił...
Spomiędzy zębów Saphiry trysnął płomień, Eragon zdusił w sobie podobnie gwałtowną reakcję.
Znaczy co, rzygnąłby na nich?

Galbatorix nie ucieszyłby się, gdyby, używając magii, Murtagh wzbudził w tobie panikę i w efekcie doprowadził do śmierci twojej bądź Ciernia czyjego samego.
Czy ja dobrze rozumiem? Gdyby Murtaś rzucił zaklęcie, Eraś i Saphira, uczeni i używający magii, zdechliby ze strachu?
Ja nie pojmaju.

Cierń i Saphira zderzyli się - Eragon miał wrażenie, jakby smoczyca wpadła na zbocze góry. Siła uderzenia rzuciła go naprzód, uderzył hełmem o sterczący z szyi szpikulec, wgniatając grubą stal.
Żałowałeś kasy na airbagi to teraz masz.

W miejscu, gdzie Zar roc wbił kolczugę w ciało, na skórze pozostała plama wielkości pięści. W jej środku widniała cienka czerwona linia długa na dwa cale, tu klinga wbiła się w ciało.
No coś ty? A ja myślałam, ze przez ucho przeszło.

Nad równiną rozległ się wzmocniony głos Murtagha: - Nie myślcie, że wygraliście, Eragonie, Saphiro! Przyrzekam, że znów się spotkamy, a wówczas Cierń i ja pokonamy was, bo będziemy jeszcze silniejsi niż teraz!
Zespół eR znowu błysnąąął...!

3 komentarze:

  1. ,,Czy tylko ja mam skojarzenia z Aslanem?
    Nie! Paolini, zrzynaj ze wszystkiego, tylko nie mieszaj do swojej brei mojej kochanej Narnii! T__T ''
    Jak? Jak? *wyjmuje zza pleców topór* JAK on śmie Eragona porównywać do Narnii?
    Shina

    OdpowiedzUsuń
  2. - za wspominanie Wiedźmina tylko w kontekście gry.
    + za Narnię i Zespół R :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Murtagh to menda, a wy go lubicie?!

    OdpowiedzUsuń