Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Pofrut smoka, czyli Dziedzictwa księga trzecia, część 4

wtorek, 31 lipca 2012

Pofrut smoka, czyli Dziedzictwa księga trzecia, część 4

Dziś wielkie wydarzenie: ślub Rorana i Katriny!
Przy okazji pragnę nadmienić, że w związku z moim wyjazdem w góry w przyszłym tygodniu analiza może się opóźnić o dzień lub dwa. Ale za to będzie... specjalna. ^^






WĄTEK ERAGONA

Orrin wyjaśniał, że pierwszy atak początkowo szedł doskonale. Jeźdźcy wpadli na nieprzyjaciół, rozdając na prawo i lewo ciosy, które uważali za śmiertelne, sami podczas ataku stracili tylko jednego żołnierza. Gdy jednak stanęli do walki z pozostałymi przy życiu wrogami, wielu powalonych podniosło się z ziemi i dołączyło do bitwy.
Świt żywych trrrupów...
Inferiusy! *chowa się pod łóżkiem*

Gdy wróg prze do walki z kością sterczącą z łydki, oszczepem przebijającym brzuch i odrąbaną połową twarzy i nadal się śmieje, mało kto jest w stanie ustać pola.
No co, to byli weseli ludzie najwyraźniej.

Eragon (...) spytał, czy nadal chcą wziąć tego dnia ślub.
(...) Roran kopnął kamień czubkiem buta. - Imperium w każdej chwili znów może zaatakować, jutro może być za późno. Gdybym... gdybym jakoś zginął przed ślubem, co by się stało z Katriną i naszym...
A gdybyś zginął po ślubie, wiele by to zmieniło.
Najlepiej niech zginą oboje, a jeszcze lepiej razem z Eragonem, wszystkim to oszczędzi czasu i zmartwień. ^^
A najbardziej nam. :>

Pogładziła palcami brodę Rorana, on uśmiechnął się i objął ją ramieniem.
Nie rozumiem połowy z tego, co się między nimi dzieje - poskarżył się Saphirze Eragon.
Niedorozwój.
Nie... prawiczek.

A potem zaczęli śpiewać pradawne pieśni weselne z doliny Palancar.
Pradawne pieśni weselne... *wyglebiła się*
Kolorowe jarmaaarki!

Gdy Roran i Katrina pokonali połowę drogi, z wierzb porastających brzegi rzeki Jiet wyleciała para białych synogarlic. Ptaki trzymały w łapkach wianek z żółtych żonkili. Kiedy się zbliżyły, Katrina zwolniła kroku i się zatrzymała. Ptaki okrążyły ją trzykrotnie z północy na wschód, opadły i złożyły wianek na czubku jej głowy, po czym wróciły nad rzekę.
Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Normalnie jest tak słodko, że zaraz się skarmelizuję.
Za dużo Disneya.

Gdy ostatni refren dobiegł końca, Eragon uniósł ręce.
- Witajcie wszyscy. Dziś zgromadziliśmy się, by uczcić związek pomiędzy rodzinami Rorana Garrowssona i Katriny Ismirasdotter.
Pfff... *ledwo się trzyma na nogach z tłumionego śmiechu*
Eraś do seminarium!

- Słuszne to i właściwe.
Zaprawdę godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne jest...

Cóż zatem wnosi Roran Garrowsson do tego małżeństwa, by im obojgu dobrze się wiodło?
- Wnosi swoje imię - odparł Horst. - Wnosi swój młot. Wnosi siłę swoich rąk. I wnosi obietnicę farmy w Carvahall, na której oboje będą żyć w pokoju.
Mało. W krajach arabskich kosztowałoby go to sporo wielbłądów.
A gdzie pierścionek z brylanteeem? *tupie racicą*

- A co Katrina Ismirasdotter wnosi do tego małżeństwa, by ona i jej mąż żyli w dostatku?
- Wnosi swą miłość i oddanie, z którymi będzie służyć Roranowi Garrowssonowi. Wnosi umiejętności prowadzenia domu. I wnosi wiano.
Zaskoczony Eragon patrzył, jak Birgit kiwa dłonią. Na ten znak dwaj stojący obok Nasuady mężczyźni wystąpili naprzód, dźwigając metalową skrzynię. Birgit otworzyła zatrzask, uniosła wieko i zademonstrowała Eragonowi zawartość. Zdumiał się na widok stosu klejnotów.
- Wnosi złoty naszyjnik wysadzany diamentami. Wnosi broszę z czerwonym koralem z Południowego Morza i perłową siatkę do włosów. Wnosi pięć pierścieni ze złota i elektrum. Pierwszy pierścień...
Wiedziaaałam, że tak będzie. Przekupiły go. xD

- I czy przysięgasz, że do jutrzejszego zachodu słońca dasz jej klucze swego domostwa i obejścia, a także szkatuły, w której trzymasz swą monetę, by mogła zająć się twymi sprawami, jak przystoi żonie?
To miało podtekst?
Nie wiem, ale i tak mam skojarzenia.

- Nadanym mi prawem Smoczego Jeźdźca ogłaszam was mężem i żoną!
*chórkiem* Aaaameeent!

Roran i Katrina odwrócili się do zebranych i unieśli ku niebu złączone ręce.
- Niechaj rozpocznie się uczta! - powiedział Roran.
Godzinę temu stoczono krwawy bój, w którym wojska Nasuady poniosły ogromne straty, przypominam.
Oj tam, trupy. Ich strata! *wychyla butlę wina*

Z sakiewki u pasa (Eragon) wyjął dwie proste złote obrączki, wypolerowane do połysku. (...) Większą wręczył Roranowi, mniejszą Katrinie. (...)
- Jeśli kiedykolwiek będziecie potrzebowali pomocy mojej bądź Saphiry, obróćcie raz pierścień wokół palca i powiedzcie: „Pomóż mi, Cieniobójco; pomóż mi, Jasnołuska”, a usłyszymy was i przybędziemy najszybciej, jak będziemy mogli.
To mi pachnie Potterem i monetami z Gwardii Dumbledore'a.

A mnie telefonem komórkowym...  

- Mam dla was jeszcze jeden dar. - Eragon odwrócił się, gwizdnął i pomachał. Przez tłum przecisnął się stajenny, prowadzący za uzdę Śnieżnego Płomienia. (...)
Roran zmierzył wzrokiem konia.
- Wspaniałe zwierzę.
- Najlepsze. Przyjmiesz go?
Roran zastanowił się chwilę.
- Nie. Daj mi Saphirę!

- Czy to ty podarowałaś Katrinie suknię i wiano?
(Nasuada) - Owszem.
(...)
- Zawsze starasz się zwiększyć szanse powodzenia Vardenów, prawda?
Nooo, bardzo zwiększyła ich szansę, dając wieśniaczce, którą zna tylko z tego, że jest żoną kuzyna Eragona, skrzynię pełną złota i kieckę ślubną.
Bo ,,kupiła lojalność Rorana, która jest warta sto tarcz i sto włóczni". Chciałabym to zobaczyć w realu. :]

- Posłuchaj mnie, Cieniobójco - wyszeptał mężczyzna, przyciągając Eragona do swej pomarszczonej twarzy. - Widziałem twojego brata i on płonął. Lecz nie płonął jak ty.
Bo Eraś to gorrrący chłopak.

- Właśnie, Cieniobójco. Czasami zastanawiam się, czy Galbatorix nie zdołał schwytać bogów i uczynić z nich niewolników.
Szykuje się walka Erasia na niebiosach z bogami wyklętymi. A jego miecz płonąć będzie...
...jak jego lędźwia...

Eragon i Saphira poszli dalej, do jego namiotu. Tam Saphira zwinęła się na ziemi w kłębek, gotowa do snu.
To musiał być cyrkowy namiot.
Przecież ta cała saga to jeden wielki cyrk.

WĄTEK RORANA

- Co cię obudziło?
Zadrżała.
- Myślałam.
Męczące, wiemy.

- A jeżeli Galbatorix zaatakuje Du Weldenvarden, to odlecę na księżyc i wychowam nasze dziecko pośród duchów zamieszkujących niebiosa.
*fikła i nie jest w stanie skomentować*

WĄTEK ERAGONA

W ten sposób narazilibyśmy się na ataki zarówno z przodu, jak i od tyłu.
Wcaleniemamskojarzeń.

- Wczoraj w walce z tobą Murtagh odniósł druzgocącą klęskę.
Konkurs: kto odgadnie, jaki jest tu błąd, wygra buzi od Pałoliniego. Załatwiłam to w 50%. Jeszcze tylko Pałolini musi się zgodzić.

Saphiro, mam nadzieję, że zgodzisz się zostać tutaj, podczas gdy Eragon wyruszy do krasnoludów, abyśmy mogli oszukać Imperium i Vardenów co do miejsca jego pobytu. Jeśli zdołamy ukryć twe odejście - skinęła na Eragona - przed masami, nikt nie będzie miał powodów podejrzewać, że cię tu nie ma. Musimy jedynie wymyślić stosowną wymówkę, by wyjaśnić nagłe pragnienie pozostawania w namiocie za dnia.
,,Eragon nie może cię przyjąć, Sir Hooli'ghanie, ma srakę."

- Jeśli Saphira nie zaniesie mnie do Farthen Duru - spytał szorstko Eragon - jak mam tam dotrzeć bez zbytniej zwłoki?
- Biegnąc. Sam mi mówiłeś, że przebiegłeś większą część drogi z Helgrindu.
No, Eraś, wpadłeś. Teraz tylko konsola, god mode i hajda wio.

Postanowiłam zatem, że będzie ci towarzyszył Kull. To jedyne stworzenia mogące dotrzymać ci kroku.
Jak do tej pory tylko elfy były w stanie zapierdzielać szybciej od koni.
Not any more.

Spojrzał jej w oczy.
- Mógłbym odmówić spełnienia rozkazu i pozwolić ci mnie ukarać.
Jego słowa zaskoczyły ją.
- Widok Jeźdźca chłostanego przy słupku poczyniłby niepowetowane szkody Vardenom.
Wielkie mi co. Wychłostajcie go w ukryciu.
Przy słupku po lewym półdupku.
A prawy półdupek wystaje mu za słupek...
*razem* Hej, siup, zmiana dup!


- Dlaczego musicie udać się aż do Ellesmery? Nie dysponujecie sposobem nawiązania bezpośredniej łączności z nauczycielami?
Eragon rozłożył ręce.
- Bardzo bym chciał. Niestety, nie stworzono jeszcze zaklęcia, które przebiłoby się przez czary ochronne wokół Du Weldenvarden.
Zaraz, zaraz, przecież to było jeszcze w tym tomie. Proszę bardzo, rozdział ,,Błąkać się samotnie":
Zaklęcia ochronne elfów nie pozwalały niczemu magicznemu przekroczyć granic Du Weldenvarden. Obejmowało to także postrzeganie na odległość. (...) Teraz jednak, kiedy wymaszerowały, porzucając cień ogromnych sosen o czarnych szpilkach, potężne zaklęcia już ich nie chroniły i można było korzystać z narzędzi takich jak widzące szkło.

Ku zdumieniu Eragona, porośnięty futrem elf nie protestował.
- Aprobujesz ten pomysł? - spytał Eragon.
- Okazywanie aprobaty bądź nie nie jest moją rolą. - Ton głosu Blódhgarma przypominał mruczenie.
Kici, kici, bądźmy nieprzyzwoici.

Eragon i Nar Garzhvog biegli cały dzień, noc i następny dzień, zatrzymując się tylko, by się napić i ulżyć pęcherzom.
Superbohaterowie nie muszą sikać!
Ale urgale muszą. W końcu to prymitywy nieokrzesane jedne. ^^

- (urgal) Rozpal wielki ogień, a ja przyniosę strawę.
(...)
Garzhvog ruszył ku niemu, dźwigając pod lewą pachą truchło tłustej sarny. (...)
- Zamierzasz ją upiec na rożnie? Czy urgale jadają mięso na surowo?
Tak. A ten ogień to dla hecy.
Nie ma to jak świeża sarenka, której oślizgłe wnętrzności jeszcze parują naturalnym ciepłem. Pychotka!

Czekając, aż gulasz dojdzie
*stara się beztrosko gwizdać, ale i tak ma skojarzenia*
Patrz, nawet zupa jest tam taka jakaś niedomiziana.

Patrzył i rozmyślał o Saphirze, potem o Aryi, wreszcie o Aryi i Saphirze, następnie dla odmiany o Saphirze i Aryi.
A na dobry koniec: o Oromisie. ^^

- Nie wydaje ci się ciekawe, że urgale i krasnoludy mają po czternaście palców, a elfy i ludzie po dziesięć?
Szykuje się skandal na miarę ,,Mody na sukces", gdzie Bruk czy inny zbuk ma dzieci ze wszystkim, co się rusza.

Kość zatrzymała się w palcach urgala, po czym znów zaczęła się poruszać, w przód, w tył.
I tak powstało pierwsze dildo.

Nasze kobiety nie spojrzą na byka, który nie dowiedzie swej siły w bitwie i nie zabije przynajmniej trzech przeciwników. A walka niesie w sobie radość, której nie dorówna nic innego. Lecz mimo że uwielbiamy zbrojne starcia, nie oznacza to, że nie jesteśmy świadomi naszych wad. (...) Nie ma po co zatem rozważać zła z przeszłości. Jeśli nie zdołamy zapomnieć o krzywdach, jakie wyrządziły sobie nasze rasy, nigdy nie będzie pokoju między ludźmi i urgralgra.
To mi się totalnie kłóci. Z jednej strony urgale są bezlitosnymi maszynami do zabijania, a z drugiej filozofami. Wychodzi na to, że w tym wesołym, pałoliniowym świecie wszyscy są dobrzy i robią się be dopiero pod wpływem Wilka Bardzozłego Galba.

Przed nimi stał wilk o szarym grzbiecie, wielki jak koń, z kłami niczym szable i płonącymi żółtymi oczami, obserwującymi każdy ich ruch.
Jacob! Waruj!

Shrrg! - pomyślał Eragon.
Żżżcc?
Jjkk tt cc? Shrrg!
Hhh.

WĄTEK RORANA

Gdzieś w głębi umysłu czuł słaby, lecz ciągły nacisk, mentalne swędzenie, które dniami i nocami wskazywało w tym samym kierunku: w stronę Katriny.
To ,,mentalne swędzenie" brzmi co najmniej intrygująco. xD

Żołnierz wyraźnie znał się na szermierce. Roran pojął, że jeśli nie zdoła go pokonać w ciągu najbliższych kilku sekund, tamten go zabije. (...) Nie dysponując niczym innym, postanowił uciec się do nieoczekiwanego. Wyciągnął i szyję i krzyknął: „Buu!” - jakby chciał wystraszyć kogoś w ciemnym korytarzu. Żołnierz wzdrygnął się i w tym momencie Roran pochylił się i opuścił młot wprost na kolano tamtego.
*szczęka stuknęła jej o podłogę*
*poklepała ją ze współczuciem po ramieniu*

WĄTEK ERAGONA

Orik go wezwał.
- Mamy w stajniach osła, gdybyś chciał pojechać konno.
- Nie, jeśli ci to nie wadzi, wolę iść pieszo.
Co oni mają do osiołków? Ja bym się przejechała na kłapouchu.
Ale to hańba... hańba... hańba...
W rzyć niech se ją wsadzą. *przytula się do osiołka*

Ty martwisz się o Durgrimst Ingeitum i całą waszą rasę, ja mam obowiązek martwić się o nich, ale i o całą Alagaesię.
*podaje Erasiowi chusteczkę* Biedniątko. Cały świat na jego małej, pustej główce.

- Istnieje inny sposób, Eragonie - rzekł już łagodniej Orik. - Byłby dla ciebie trudniejszy, ale rozwiązałby nasz problem.
- Ach tak? A jakież to cudowne rozwiązanie?
- Krzyknijmy na inne klany: ,,buuu!"

- Może faktycznie - odparł ze śmiechem Orik. - Poza tym myślę, że Hvedra (jego żona) (swoją drogą wszyscy w zamążpójście idą, a jeden Eraś nawet nie może Oromisa odwiedzić) obcięłaby ją, gdyby sięgnęła mi kolan. Ma bardzo zdecydowane poglądy co do właściwej długości bród.
Tylko bród? :3

WĄTEK RORANA

Rorana zdziwiło, że wyszkoleni żołnierze popełnili równie oczywisty błąd. Może pochodzą z miasta?
W miastach są same nooby.

- Wyślij sygnał - rzekł głośno. (...)
- Wysłałem - odparł Carn po chwili ciszy
Puścił mu strzałkę.
Głuchacza.
Szczurka.
Sowę.
Co?!
No, sowę mu wysłał... Taki ptak, ma duże oczy i robi ,,hu-huu".

- Martland mówi, że podziela twoje obawy, jeśli jednak nie chcesz uciec do Nasuady, z ogonem podwiniętym między nogi
*nie chce wiedzieć, co ten ogon by robił między jego nogami*
Jak to co? Byłby podwinięty. ^^

Ogier zarzucił gwałtownie głową, w mroku jego grzywa i boki połyskiwały jak srebro. Nie po raz pierwszy Roran pożałował, że jego koń nie ma bardziej kamuflującej barwy, mógłby być na przykład gniadoszem albo kasztanem.
Czyżby Pałolini czytał moją parodię?
Uwaga, cytat:
Znieruchomiał w momencie, w którym zobaczył na trakcie trzy alabastrowe rumaki niosące na grzbietach jeźdźców. Gdyby to nie była zasadzka, ryknąłby gromkim śmiechem; tylko idioci biorą siwe konie na wyprawę, którą mają odbyć niezauważeni, a ci trzej byli ewidentnie zauważalni.
Winky "Deragon", parodia "Eragona", którą zaczęła pisać w gimnazjum i do tej pory nie może skończyć


dźgnął końcem młota i złamał mu nos, zalewając twarz potokiem szkarłatnej krwi.
Ja bym się spodziewała zielonej.
 

W jednym błysku zrozumiał, czemu żołnierze wybrali równie kiepskie miejsce na obóz: nie obchodzi ich, czy trafią w pułapkę, bo nie możemy ich zranić.
Mów za siebie. *obraca w dłoniach detonator*
 

Jego oczy zasnuła czerwona mgła
W (żałosnej, swoją drogą) książce Piekary i Kucharskiego ,,Necrosis" jest opowiadanie pod tytułem ,,Czerwona mgła". Owa mgła oznacza ,,chorobę" głównej bohaterki objawiającą się nieokiełznaną żądzą seksu. Zastanawiam się, czy w tym przypadku mamy do czynienia z tym samym zjawiskiem. xD
 

Trudniej ich zabić niż węże. Możemy rozsiekać ich na strzępy, a oni wciąż będą atakować, jeśli nie trafimy w ważny narząd.
*wyobraziła sobie podskakujące krwawe strzępy*
Gore!
 

Kiedy Martland Rudobrody ruszył przez zasłany trupami obóz, żołnierz, którego Roran wziął za nieżywego, obrócił się i zamachnął z ziemi mieczem, odcinając prawą dłoń hrabiego. (...)
- Zostawcie mnie! To żadna rana, idźcie do wozów! (...)
Carn uniósł odciętą dłoń Martlanda.
- Może zdołam ją doczepić, ale potrzebuję paru minut.
- Ach, do diaska, dawaj ją! - Martland wyrwał magowi swą dłoń i schował za pazuchę. - Przestań kręcić się przy mnie i jeśli zdołasz, ocal Velmara i Lindena. Możesz spróbować ją doczepić, kiedy oddalimy się kilka staj od tych potworów.
I do tego czasu wcale się nie wykrwawi na śmierć.
Ba, pewnie z łatwością zatamuje krwawienie.
 

WĄTEK ERAGONA


wbił gniewny wzrok w posadzkę wyłożoną prostokątami agatu i jadeitu.
A cały świat klepie biedę.
Chłopy! Idziem na rozbój! Rozkradamy pałac krasnoludów! *łapie kilof i wybiega z pokoju, a za nią z tumultem tłum wieśniaków*
...
 

Rozmawiając z Iortinn, zawsze czuł się niezręcznie. Krasnoludy uważały ją za wielką piękność nawet wedle standardów ludzkich wyglądała niezwykle. Co więcej, najwyraźniej budził w niej fascynację, czego nie potrafił pojąć.
Ja też nie. Przecież Eraś to teraz elfickie książątko.
W tej książce nawet gdyby Eraś był wampirem, a reszta populacji wilkołakami, wszyscy by go podziwiali i kochali.
Daj mi już spokój z wampirami...
 

*ómiera z nudów nad dokładnymi opisami, czym się zajmują poszczególne krasnoludzkie klany i co zamierzają zrobić w związku z wyborem nowego króla*


Jak tłumaczył Orik, była to najdelikatniejsza część procesu i w pewnych wypadkach zdawało się, że ciągnęła się morderczo długo.
*łypie spode łba*
 

- Gdzie jesteśmy, Kvistorze? - spytał Eragon, zerkając na swych straże ników.
- We komenacie.
- Bezedura!
Dla tych, co nie zrozumieli: http://www.youtube.com/watch?v=kUaENCgvv28
 

Nagle zesztywniał, widząc grupę Az Sweldn rak Anhuin, przekraczającą gęsiego korytarz.
My jesteśmy krasnoludki, hopsasa, hopsasa...
 

Wszystkie krasnoludy odwróciły głowy i spojrzały na niego. Ich rysy przesłaniały noszone publicznie fioletowe woale. Ostatni w rzędzie splunął na ziemię u stóp Eragona, po czym zaklął, bo opluł sobie woalkę.
 

Zaledwie odrobina dziennego światła przenikała do podstawy Tronjheimu. Elfy nazywały go Miastem Wiecznego Zmierzchu.
Raj dla fanek Patinsona.
 

Latarnie mieniły się wszystkimi barwami tęczy, zupełnie jakby ściany sali wysadzono tysiącami lśniących klejnotów.
Candy Mountain!
 

Podchodząc do rusztowania, pozdrowił skinieniem głowy Skega, stojącego na platformie nad Isidar Mithrimem. Eragon poznał już wcześniej szczupłego krasnoluda o zręcznych palcach.
Nie chcę znać szczegółów.
 

- Czy istnieje cokolwiek, co mógłbym zrobić, jakiś wasz zwyczaj, ceremonia, która ugłaskałaby Vermunda i jego pobratymców?
Zamiziajcie ich na śmierć.
 

Thordris, przywódczynię Durgrimst Nagra, u której widział jedynie kręcone ciemnorude włosy
Widzicie? Nawet krasnoludzkie kobiety nie mające wpływu na fabułę mają loki.
To już chyba jakiś fetysz.
 

Iorunn zauważyła spojrzenie Eragona i na jej ustach pojawił się leniwy uśmieszek. Mrugnęła do niego.
Eragon poczuł, jak pieką go policzki i koniuszki uszu, do których napłynęła krew.
*śpiewa* Love me, love me, say that you love me...
 

Wciąż leciał w powietrzu, aż w końcu trafił ostrzem o ścianę tak mocno, że Eragonowi zdrętwiała ręka. Z krystalicznym brzękiem klinga bułata pękła na tuzin kawałków, pozostawiając mu sześciocalowy szpikulec poszarpanego metalu, sterczący z rękojeści.
No i z czym do ludzi? To ze szkła było?
*leniwie* Co ty wiesz o zabijaniu? Ty stara dupa jesteś.
 

Zderzył się z krawędzią łukowatego przejścia, zyskując nową kolekcję skaleczeń i sińców.
Będzie się czym pochwalić Roranowi. ^^
 

Uwaga, uwaga, w końcu mamy do czynienia z czymś nowym... ale wątpię, czy bardziej  interesującym:
 

WĄTEK SAPHIRY 


Wiatr-porannego-ciepła-nad-płaską-ziemią, różniący się od wiarru-porannego-ciepła-nad-wzgórzami zmienił kierunek.
Hę?
*łyp łyp*
 

Wyobraziła sobie, jak jej łuski mienią się w jasnym świetle i jak ci, którzy widzą ją krążącą na niebie, muszą się zachwycać tym widokiem, i zamruczała z zadowolenia, napawając się świadomością, że jest najpiękniejszą istotą w Alagaesii.
Narcyz! Zdechniesz w sadzawce.
*przerażonym głosem* To już nawet nie jest marysuizm...
 

Była najcudowniejszą istotą w Alagaesii i tak właśnie być powinno.
Cóż... ta tutaj przynajmniej nie wmawia sobie i wszystkim wkoło, że jest brzydka, nijaka i nie może się równać wspaniałością z pewnym wampirem.
Ale za to pozuje na okładce!
 

Brzuch miała pełny, niebo było czyste i nie musiała się niczym zajmować, prócz wypatrywania spragnionych walki wrogów, co zresztą i tak czyniła z przyzwyczajenia.
Z bloga Saphiry: obudziłam się rano, zeżarłam tuzin dzików, polatałam sobie, zachwycając się swoją skromną osobą, rozgromiłam obóz nieprzyjaciela, znowu się trochę sobą pozachwycałam i poszłam spać.
|<0Mc1uYc1e pLz :*:* :D xP :F 
 

Kiedy wreszcie Eragon, najbliższy-umysłem-i-sercem-Eragon nawiąże kontakt z Nasuadą i poprosi, by ona, Saphira, dołączyła do niego w Tronjheimie? Nalegała, by posłuchał rozkazu Nasuady i wyruszył w-góry-wyższe-niż-mogła-wzlecieć, ale minęło już zbyt dużo czasu i czuła w piersi chłód i pustkę.
Opisy może i ciekawe, ale i tak mam nieodparte wrażenie, że ktoś tu jest jeszcze bardziej niedorozwinięty od Eragona.
To nie niedorozwój, to SZTÓKA.
 

Saphira znów warknęła, kłapnęła zębami na maleńkiego wróbla, dość niemądrego, by podleciał za blisko. (...) Nawet z wysokości tysięcy stóp mogła zliczyć pióra na grzbiecie pustułki
Wróbelek na wysokości tysięcy stóp. Ciekawe.
 

Wczoraj dotarli do brodu i od tej pory trzecia część ludzi-będących-przyjaciółmi i urgali-będących-przyjaciółmi i koni-których-nie-wolno-jej-jeść przeprawiła się przez rzekę.
To się robi męczące.
 

Ujrzała kawalkadę czterdziestu pięciu znużonych koni, drepczących w stronę Vardenów.
Szybko liczy, skubana.
,,Szybciej od ciebie" nie znaczy ,,szybko".
Wal się na dziób.
 

Większość nie miała jeźdźców, toteż dopiero po półgodzinie, gdy dostrzegła już twarze ocalałych, przyszło jej do głowy, że może to być oddział Rorana, wracający z wypadu.
To w jakiej odległości od niej się znajdowali? A ona na jakiej wysokości? I nikt nie zareagował na jej widok? Nie da się mieć TAK dobrego wzroku.
Ale da się mieć lornetkę. ^^
 

Wycofując się z umysłu Aryi, poczuła pytające dotknięcie czarno-błękitnego-wilczego-futra-Blódhgarma.
Nawet Kociak na nią leci.
Prędzej ona na niego... z ich dwojga to ona umie latać
 

znów przyśpieszyła, szybując na wysokość stu stóp nad brązową, niedobrą-do-picia-wodą. Od czasu do czasu uderzając skrzydłami, by utrzymać wysokość, frunęła w górę rzeki Jiet, uważając na nagłe zmiany ciśnienia, typowe dla zimnego-powietrza-nad-bieżącą-wodą, które mogły zepchnąć ją w nieprzewidzianą stronę, albo, co gorsza, na ostre-szpiczaste-drzewa, albo łamiącą-kości-ziemię.
To naprawdę infantylne. *zgina nonszalancko nadgarstek*
 

Przemknęła nad Vardenami zgromadzonymi nad rzeką, dość wysoko, by jej przybycie nie przeraziło niemądrych koni-których-jej-jeść-nie-wolno, a potem, opadając na nieruchomych moich-ach-tak-pięknych-skrzydłach, wylądowała na placu między namiotami-za-małymi-by-do-nich-wchodzić - Nasuada kazała go przygotować specjalnie dla niej - i popełzła przez obóz-przyjaciół-który-można-odwiedzać do pustego namiotu Eragona-mojego-pimbi-bimbi, gdzie czekał już Blódhgarm-niebieskie-futro-fetyszysta i jedenastka elfów, którymi dowodził. 


Nad jej głową zahuczała ważka i Saphira nie po raz pierwszy przypomniała sobie, że wieśniacy nazywają te owady małymi smokami. Cóż za durny szczeniak wymyślił coś podobnego. Zupełnie nie wygląda jak smok - zagrzmiała i zapadła w drzemkę.
Ładny grzmot, skoro był tylko myślą i i tak nikt go nie słyszał.
 

Wielki-okrągły-ogień-na-niebie wisiał już nisko nad horyzontem
No jak dziecko... albo niewychowany dzikus...
W Morrowindzie była taka książka ,,Abecadło barbarzyńców". A jak Atronach... B jak Bolączka Biedaka...
 

Blódhgarm pół wyśpiewał, pół wyszeptał zaklęcie, tworzące niematerialną podobiznę Eragona. Elf kazał mu wyjść z namiotu i wdrapać się na grzbiet Saphiry, gdzie siedział, rozglądając się wokół: idealna imitacja niezależnego życia. Pozornie zjawa była doskonała, lecz nie miała własnego umysłu i gdyby któryś z agentów Galbatorixa próbował podsłuchać myśli Eragona, natychmiast odkryłby podstęp. Jego sukces zależał zatem od Saphiry, która miała nosić zjawę po obozie i jak najszybciej znikać z oczu, a także od reputacji Eragona, tak groźnej, że zniechęciłaby ukradkowych obserwatorów do prób wydobycia informacji o Vardenach z jego świadomości, w obawie przed zemstą.
Nooo, bo Eraś to jest taki straszny, że setka najlepszych magów Galba na jego widok zesrałaby się w gacie ze strachu
 

Saphira ruszyła w podskokach przez obóz.
Kicu, kicu.
 

Gdy dotarła do czerwonoskrzydłego-jak-poczwarka-motyla-namiotu Nasuady
Nawet Saphira używa tych kretyńskich porównań. -.-"
Ale i tak naszymi numerami jeden pozostaną na zawsze ,,włochaty niczym liniejący jeleń" i ,,cośtam jak śnieg usypany na piersi kardynała".
 

Niecałą minutę później do czerwonego namiotu wmaszerował Martland Rudobrody, Roran i człowiek-okrągłe-uszy, którego nie poznała.
To tak niespotykane, by ludzie mieli okrągłe uszy, że aż musiała to podkreślić.
 

Kapka filozoficznych złotych myśli Pałoliniego:
Saphira wiedziała, że Eragon dziwi się czasem, czemu ona nie bierze większego udziału w rozmowach. Miała po temu prosty powód: prócz Aryi i Glaedra najlepiej czuła się, rozmawiając z Eragonem. W jej opinii większość dyskusji stanowiła jedynie czczą gadaninę. Nieważne, czy mieli okrągłe-uszy, szpiczaste-uszy, rogi, czy byli mali, dwunodzy albo byli nałogowymi gadułami. Brom nie gadał, to właśnie lubiła w nim najbardziej. Dla niej wybór był prosty: mogła albo podjąć działanie poprawiające sytuację, w takim przypadku to czyniła, albo też nie i wszystko inne stanowiło jedynie próżny hałas. Tak czy inaczej nie martwiła się o przyszłość, oczywiście prócz Eragona. O niego martwiła się zawsze.
*smarknęła, wzruszona*
 

sięgnęła myślami ku namiotowi Rorana i naparła na jego umysł, aż w końcu opuścił otaczające świadomość bariery.
Saphira? - spytał.
Znasz kogoś innego podobnego do mnie?
Oczywiście, że nie, po prostu mnie zaskoczyłaś. W tej chwili jestem, uhm... nieco zajęty.
Przyjrzała się barwie jego emocji, a także emocjom Katriny i rozbawiły ją wnioski.
Przeszkodziła im w krochmaleniu pościeli.
 

WĄTEK RORANA 


tytuł rozdziału
Ucałuj mnie słodko
Momenty na cały rozdział? Uhuhuhu. ^^
Nie ciesz się, Pałolini to popierdółka. Nie będzie nawet namiętnych pocałunków jak u Meyer.
:C
 

- Za każdym razem, kiedy wyjeżdżasz, czuję się tak, jakby wracała do mnie mniejsza część ciebie. Stałeś się taki ponury i milczący... Jeśli chcesz mi opowiedzieć o tym, co cię gryzie, to wiesz, że możesz, nieważne jakie to straszne. Jestem córką rzeźnika, widziałam wielu poległych w boju.
Wiele wieprzy walczyło mężnie z mym ojcem, ale koniec końców każdy poległ pod jego zakrwawionym tasakiem i złożył na tacy swój szlachetny ryj...
*parrrrrrrrsk*
 

- A Eragon albo...
- Nie są nawet w połowie tak dzielni jak ty. (...)
- Eragon rzucił na mnie zaklęcia ochronne.
- Ale już ich nie masz. Poza tym żadne zaklęcia nie chroniły cię w Carvahall, a czy wtedy uciekłeś przed Ra’zacami?
No... tak. Uciekł. Z całą wioską.
Ktoś tu nagina fakty, żeby brzmiało bardziej epicko, ale nie z nami te numery, sasasa...
 

Po jakimś czasie, gdy Katrina rozluźniła mu się w ramionach, i on sam nie czuł się już taki spięty, pogładził jej szyję. - Chodź, ucałuj mnie słodko i wracajmy do łóżka. Jestem zmęczony, chcę zasnąć.
Zasnąć, taaak?
Ach, ucałuj mnie słodko, moja ty dzika kotko... Pałolini też będzie takie rzeczy wygadywał do swojej dziewczyny?
Dziewczyny?! *wymieniły spojrzenia* *ryknęły śmiechem*
 

Katrina zaśmiała się i ucałowała go najsłodzi ej jak umiała, a potem położyli się razem, jak wcześniej.
Aaach, jak rozkosznie. <3
 

Jedynie rzeka Jiet płynąca obok, nigdy nieustająca w biegu, szumiała cicho, wlewając się w sny Rorana, w których wyobrażał sobie, że stoi na dziobie statku z Katriną u boku, krzycząc: ,,jestem królem świata!"
*śpiewa, a raczej wyje* Jooor hiiir! Der naaafin aj fiiir! End aj noł dat maj hart łil goł ooon!
Łiiil steeej! Foreeewer dys łeeej! Ju ar seeejf in maj hart end...
...Maj hart łyl goł ooon end OOON!
*kurtyna*
 

4 komentarze:

  1. W sprawie tego konkursu gdzie jest błąd: Zamiast MURTAGH powinien być ERAGON? xD

    OdpowiedzUsuń
  2. A nie, bo powinno być PONIÓSŁ druzgocącą klęskę. Odnieść można zwycięstwo, klęskę - ponieść.

    OdpowiedzUsuń