Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Całe mnóstwo magicznych stworzeń, czyli "Dziewiąty mag", część 1

środa, 8 sierpnia 2012

Całe mnóstwo magicznych stworzeń, czyli "Dziewiąty mag", część 1

Tadaa! Ponieważ w analizowaniu „Achai” chwilowo wyręczyła mnie załoga Niezatapialnej Armady i głupio tak jak wszyscy analizują to samo w tym samym czasie, wbiłam zębiska w pozycję, która w sondzie zajęła drugie miejsce. Przed państwem „Dziewiąty mag” A.R. Reystone!



Choć imię autorki brzmi egzotycznie, tak naprawdę jest ona Polką. Nigdzie jednak nie zdradza swojego prawdziwego imienia i po lekturze owej powieści przestałam się temu dziwić. Pierwotnie książkę wydało wydawnictwo RedHorse, które już przestało istnieć. Widocznie nie zbiło na Reystone kokosów – kolejny brak zaskoczenia z mojej strony. Ostatnio „Dziewiąty mag” ukazał się nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia – to już raczej dziwne, biorąc pod uwagę ogrom kiepskich recenzji, jakie zebrał. Tak więc książka ma ładniejszą okładkę (dla porównania: stara wersja) i nowe logo wydawcy. Czy zmianie na lepsze uległa też treść? Szczerze wątpię – w końcu pianie z zachwytu nad wspaniałym debiutem et cetera. Jak by tego było mało, szykuje się kontynuacja... Bo jakże to tak, pierwszą książkę wydać i to taką, żeby nie była częścią CO NAJMNIEJ trylogii?! To od razu odbiera jej epickości!

Ciekawostka: rozwinięcie tajemniczego A.R. to Alice Rosalie. Twilight anyone? Jeśli nadal spodziewacie się miłego zaskoczenia i ciekawej, dobrej lektury, zostaliście ostrzeżeni. Lecimy z tym koksem.

(Przy okazji, ebook, którym dysponuję, cierpi na beznadziejne braki polskich liter i umiarkowanie mi się chce wszystkie poprawiać. Z góry przepraszam.)









PROLOG
W Oazie Piastunów
- A jak dolosne, to ziostane oficielem i bede miec plawidziwy buzidygan!
Pierwsze zdanie i już mam dość. Możemy wrócić do Eragona?
Nie maż się, trzeba być twardym, nie mientkim.

- Phi! - Dziecko wydeło usta. - I tak ziostane oficielem! I bede jezdził na smokach, ziobacis!
- Marcus, na smokach sie NIE jezdzi! Nimi sie dowodzi. Prawdziwy oficer lata na pegazie, a smoki tylko trenuje... do walki, pamietasz?
- Ale pegazy som dla dzieeefcyn!
Ja bym tam mogła latać na pegazie. Choć, jak się wkrótce przekonacie, wybór w fantastycznych środkach transportu jest o wiele większy niż być powinien.

- Do bani taki inteles - wykrzyknał zdenerwowany chłopiec - jak sie nie można psieleciec na smoku! – Teraz był bliski płaczu.
Nie wiem, w jakie realia mam się wczuwać. Quasi-średniowieczne? Współczesne?
Po prostu aŁtoreczkowe. <3

Wiele lat pózniej
Sala odpraw w koszarach trzeciego miasta była prosto i skromnie urzadzona. Scian nie zdobił żaden gobelin. Tafle szyb okiennych wyłożono witrażami ze scenami walk smoków z różnymi fantastycznymi stworzeniami.
Nie, żebym była ekspertem, ale witraże to generalnie PEŁNIĄ ROLĘ szyb, a nie są na takowe wykładane.

Bycie oficerem stanowiło nie lada przywilej - okupiony wieloma latami nauki, wyrzeczen, mozolnych treningów, a przede wszystkim wymagajacy akceptacji samych smoków, które z reguły pożerały mniej wiecej co dziesiatego adepta.
Łał, nie mogę się doczekać, aż zobaczę te wielkie, groźne, ziejące ogniem, majestatyczne potwory, nad którymi tak ciężko zapanować!
[cytat z parunastu stron później:]

- Mam na imie Croy - przedstawił sie smok. - Ty musisz byc Ariel. Wybacz Marcusowi, że nas sobie nie przedstawił. To dosc gburowaty typ. Zawsze musze myslec o wszystkim za niego. - Zasmiał sie z własnego dowcipu.
Uhm... Wybaczcie, że spytam tak bezpośrednio, ale... co to ma, kurwa, być?! Najpierw obiecują nam to:


A potem otrzymujemy coś takiego:


No ja się tak po prostu, kurtyzana mać, nie bawię. *foch*

Oficerowie co dnia udowadniali swoim życiem, wysiłkiem i lojalnoscia, że zasłużyli na ten przywilej. W koncu strzegli bezpieczenstwa miast, nie?
Ano, ehe, dobrze gadasz, ziooom.

– Poszukuje samych ochotników, wiec jesli ktos nie ma zamiaru wziac w tym udziału, prosze, żeby teraz opuscił sale.
Nastapiła chwila ciszy. Nikt sie nie poruszył. Opuszczenie sali odpraw byłoby równoznaczne z tchórzostwem, dlatego wszyscy ci piekni meżczyzni wciaż siedzieli na swych niewygodnych stołkach i zachodzili w głowe, jakie to zadanie ma dla nich generał.
Wielcy, wspaniali, wyjątkowi, PIĘKNI i pełniący niezwykle ważną rolę oficerowie dowodzący smokami siedzą na krzesełkach jak uczniacy na szkolnym apelu.

- przejde do rzeczy. Potrzebuje dwunastu chetnych do dosc trudnego zadania, a ponieważ jest was tu kilkudziesieciu, wiec bedziemy musieli te dwunastke wylosowac. Addar, wnies kocioł!
Generał był najwyrazniej przygotowany na taka ewentualnosc (Jaką ewentualność? Wygląda, że od początku miał taki zamiar i nie było żadnej alternatywy.), bo teraz jego chochlik Addar taszczył solidne naczynie z dziura w pokrywce.
- Przyjaciele - powiedział elf - prosze, aby każdy z was wypisał swoje imie na karteczce i wrzucił do srodka.
Na karteczce i wrzućcie do środeczka tego kociołeczka. Co ja mówiłam o szkolnym apelu...?
Czekam, aż wyjdzie Dumbledore i ogłosi, że w tym roku odbędzie się dyskoteka bożonarodzeniowa.

- Cokolwiek to jest, mam nadzieje, że to bede ja. - Marcus mrugnał porozumiewawczo do
swego przyjaciela, czarnoskórego elfa Fabiena. - Te patrole sa taaaaaaakie nudne!
Trzeba na nich patrolować i w ogóle... No staaary, masakra! Kiedy ja mam niby mieć czas na wbijanie levelu w WoWa?

Dwunastka oficerów zostaje wylosowana. Dostajemy opis tego, jak zaszywają się w magicznej kapsule dźwiękoszczelnej i jak nic nie słychać, i jak generał wydaje rozkazy... ale nie zostajemy poinformowani, czy Marcus albo ktokolwiek wymieniony do tej pory z imienia jest wśród szczęśliwej dwunastki. Uhm... okej.


- Pamietajcie - powiedział na koniec generał – obowiazuje was scisła tajemnica. Nie wolno jej wam zdradzic nikomu. Ten z was, który pierwszy namierzy i osiagnie swój cel, daje nam znak przez Znamie Smoka. Wtedy reszta sie wycofuje, jasne?
- Jasne. Oczywiscie - przytakneli.
Nie sądziłam, że będę musiała cytować Mushu, no ale...
HEJ, TYYY! To jest wojsko! W tym musi być duch BOJOWY! Kapujesz, nie?


- No to do roboty. Czas nagli. Powodzenia, panowie! - Zorian spojrzał na każdego uważnie,
potem usciskał ich i wyszedł.
Generał. Uściskał. Swoich podwładnych. Uściskał. Generał. Podwładnych.



Wychodzi na to, że Fabien został wylosowany, a Marcus nie.

„Cholera! - zaklał w myslach - że też musi byc taki uczciwy!"
„Słyszałem" - odparł telepatycznie Fabien z pewnym rozbawieniem. - Nie złosc sie, stary.
Oto jak według autorki dobrze przedstawić postać męską: faceci dużo przeklinają i do wszystkich zwracają się per „stary”, a reszta odruchów może zostać kobieca. Ciekawe czy na powitanie dają sobie buziaczki w oba policzki.
Nie dość, że elfy, to jeszcze homo-elfy. A yaoistki kwiczą z zachwytu. ^^

Predzej czy pózniej dowiesz sie o wszystkim, ale teraz nie mam wyboru, wiec nie naciskaj, zgoda? - dodał już na głos i odszedł.
Tego dnia Ariel miała istne urwanie głowy.
Łoł! Przeskok od jednej sceny do drugiej szybszy niż w Atlantydzie. Taki już ultra-instant.

Tak więc zostaje nam przedstawiona nasza główna heroina, a właściwie wszystkie jej problemy. Jest młodą rozwódką, samotnie wychowuje córkę, dla której nie ma czasu, nie ma absolutnie żadnej rodziny i ma urwanie głowy w klinice weterynaryjnej, którą prowadzi.


Pograżona w ponurym zamysleniu szybko i sprawnie „podziergała" psa po wypadku
Zrobiła z niego szaliczek.
Kuźwa, te cudzysłowy w każdej książce zaczynają mnie doprowadzać do szewskiej pasji. Nabierzta trochę pewności w operowaniu słownictwem, a dopiero potem bierzta się do pisania! -.-

Amanda chyba była u siebie, bo z jej pokoju dobiegała głosna muzyka. Co ona własciwie widzi w tym Eminemie?
- No cóż, widocznie sie starzeje, a ona wchodzi w okres buntu - usmiechneła sie pod nosem Ariel.
Bohaterowie, którzy gadają do siebie na głos całymi zdaniami – odhaczone.

Amanda, niesforna dziesieciolatka o ciemnych włosach i takich oczach. Zasadniczo dobra uczennica, ale traktowana przez innych z dystansem. Miała jedna, może dwie dobre koleżanki oraz Aurore - sasiadke i przyjaciółke Ariel.
Amanda, Aurora, Ariel... To powieść fantasy o smokach czy nowy numer Księżniczki?
I czy tylko mnie wydaje się dziwne, że dziesięcioletnie dziecko ma za koleżankę przyjaciółkę swojej matki?

- Czesc - zaczeła.
Chciała zapytac matke, jak było, ale jej wyglad i mina mówiły, że lepiej darowac sobie dociekania.
- Goraca kapiel? - zapytała wiec zachecajaco. – No wiesz, to odgoni smutki, zrelaksuje ciało. Chcesz? Zrobie... - zaofiarowała sie podchwytliwie. Chyba miała nadzieje, że nakłoni Ariel do opowiedzenia, jak było w sadzie.
Czuję, że nie ma sensu pytać, jaka dziesięciolatka, której rodzice się rozwodzą, zachowuje się w ten sposób. Nie takie rzeczy dzieją się w Ałtorkolandii.

Dziewczynka wyszła, a Ariel zaczeła zdejmowac ubrania, które po kolei ladowały na podłodze. No cóż, nie da sie ukryc: była bałaganiara. Nie to co Amanda – pedantka w każdym calu (a miała tylko dziesiec lat!).
Niespełnione marzenie mojej mamy. I kolejny irytujący idiotyzm w kreowaniu postaci: dzieci mądrzejsze od dorosłych i kompletnie niezachowujące się jak dzieci. Check!
Może powinnyśmy zrobić listę najbardziej denerwujących bzdur w powieściach i na jej podstawie oceniać te tfory. ;P

No tak, miała trzydziesci pare lat, nie była ani piekna, ani zgrabna. Stosowała tylko podstawowe kosmetyki, a już na pewno nie robiła makijażu. Czuła sie w nim jak clown w cyrku. Lubiła naturalnosc. Lata pracy w odpowiedzialnym i stresogennym zawodzie spowodowały, że jej ciemne włosy zaczynały pokrywac sie siwizna, co podobno dodawało jej uroku. Z kolei aktywny tryb życia sprawił, że jej ciało nadal było szczupłe, dobrze umiesnione i całkiem sprawne fizycznie, mimo że nie miała czasu, aby specjalnie o nie dbac.
„Nie jest piękna, ale w sumie to jednak jest”. Ech...

- Mamo! Zasnełas? Ta woda jest kompletnie zimna! Siedziałas tu półtorej godziny! Mogłas sie utopic! – krzyczała jej nad wiek poważna i odpowiedzialna córka.
- Czy to nie rola rodziców wrzeszczec na dzieci? – upomniała ja łagodnie Ariel, ale zrobiło jej sie głupio, bo jesli faktycznie przysneła?
- Jasne! Ale to dzieci z reguły zachowuja sie nieodpowiedzialnie, a nie rodzice, tak?
Miło, że sama autorka podkreśliła własną głupotę. Szkoda tylko, że nie wyciągnęła z tego żadnych wniosków.

Później w pracy recepcjonistka woła Ariel, bo przyszedł do niej ktoś w szalenie pilnej sprawie. Jednak gdy zaglądają do pokoju, okazuje się, że przybysz zniknął – bo i nikt nie widział, by wychodził.


- Kathey, powiedz, jak on wygladał.
- Był PIEKNY!!!!! - jekneła z zachwytem Kathey.
Przyzwyczajajcie się... To dopiero początek.

- Fajnie. Powiem to twoim wnukom, jak je tylko zobacze. - Sarkazm w głosie Ariel był niemal powalajacy.
Zaiste, prawie się zachwiałam.

- No wiec - zaczeła Kathey - był... był... wysoki. I... miał... miał włosy do ramion. I był... ciemnoskóry. Miał taki ciepły, seksowny głos, fantastyczne usta i... i... i... był piekny! - znów jekneła zachwycona.
Oooch... och, dochodzę...! Och, ooooch...!
Ciemnoskóry, seksowny głos... To musi być Michael Clarke Duncan!



- Czy miał jakies znaki szczególne? - zapytała cierpliwie Ariel.
To policyjne przesłuchanie czy pani doktor pytająca recepcjonistkę o gościa, który przyszedł i wyszedł bez specjalnego powodu?

– Jakby mnie ktos szukał, to jestem pod komórką.
Pod schodami.

Przez moment znowu miała wrażenie, że jest obserwowana. Takie uczucie, jakby ktos podsłuchiwał jej mysli.
Bo na pewno doskonale wie, jak to jest, kiedy ktoś podsłuchuje jej myśli.

– Już niedługo bedzie po wszystkim, a potem dwa razy sie zastanowie, zanim spojrze na jakiegos faceta. Zreszta na takie rzeczy jestem już za stara. Niech sie w to bawia młodzi.
Na seks nigdy nie jest za późno. Edward Ciullen miał już ponad setkę jak się w końcu zdecydował. :3

Zaraz, przecież to bedzie weekend bez dyżuru! Można pogrillowac albo wyskoczyc z Amanda do aquaparku. No jasne! Przełom wiosny i lata bzem i magnolia pachnacy.
*mruga zdezorientowana, wpatrując się w ekran*
Nie czuję, że rymuję, jestem taka spoko ziom, piszę książki no i joł!

W sobote po południu wpadła do nich Aurora z Liamem i dzieciakami - siedmioletnim Brianem i dziewiecioletnia Amber.
Czy wszystkie postaci żeńskie mają tu imiona na A? -.-
Ale popatrz, jednak nie wszystkie są disneyowskimi księżniczkami. To już jakiś postęp.

Ariel rozsiadła sie w wiklinowym fotelu i wyciagneła nogi. Przez chwile sprawdzała nastrojenie gitary, potem ciepłe powietrze wieczoru drgneło pod wpływem dzwieków płynacych spod jej palców i z jej gardła. Popijajac wino, Aurora zasłuchała sie. Ariel była faktycznie niesamowita. Skala głosu, jakiej nie powstydziłaby sie niejedna gwiazda popu. Interpretacja też całkiem, całkiem. Jak można marnowac taki talent, pracujac po prostu w klinice dla zwierzat?
It’s a Mary Sue thing. You wouldn’t understand.

- Jak sprawy ze Stevenem? - nie wytrzymała w koncu Aurora.
Ariel siegneła po jeszcze jeden kieliszek wina, wypiła jednym haustem, westchneła, spusciła głowe. Nie musiała nic mówic. Przyjaciółka zrozumiała ja bez stów. Niestety, po tym pytaniu radosc wieczoru ulotniła sie i nastepna piosenka była ju_ tylko manifestem smutku, rozczarowania, żalu i tesknoty... Za czym? Aurora mogła sie tylko domyslac. Ariel zamkneła oczy, jej palce przebiegły po strunach i zaczeła nucic:
Jestes poezja,
Sonetem zapisanym przez Los
Na kartach mojego życia
Odczytuje Cie co dnia
Upajajac sie Toba wciaż od nowa...
Jesteś jak gwiazda mi, tak lśnisz na niebie mym... i pulsujący mocno wulkan mój to ty... Jak motyl fruniesz tak przez całe życie mi...!
Merci, że jesteś tuuu, merci, że jesteś tuuuuuu!

Przyjaciółka popatrzyła na nia zszokowana. Ta znana ballada mówiła o kobiecie zakochanej, nie o kobiecie, która własnie sie rozwodzi!
Nie o żadnej kobiecie, tylko o czekoladkach!

- No co? Przecież mówie, że nie ma o czym gadac...
- Jaaasne! A ta piosenka to niby jest o cieżkiej rozpaczy rozwodzacej sie kobiety? – zadrwiła przyjaciółka. - Dalej, nawijaj! Kto to?
- O czym ty, do cholery, gadasz?! - zdenerwowała sie Ariel.
- O tej piosence! Tak spiewa tylko kobieta cieżko zakochana.
Tak! Przekroczyliśmy granicę „Zmierzchu”! Bohaterka zakochuje się w osobie, której jeszcze nawet na oczy nie widziała!
Oczywiście utrzymuje, że nieprawda, ale to oczywiste, do czego to zmierza.

Lubiła te ballade, to prawda, jednak w tej piosence było też cos, za czym teskniła całe życie... Ktos, kto prawie co noc nawiedzał ja w snach...
Aha, a więc jednak sen o nieznajomym. Czyli wracamy do konwencji disneyowskiej księżniczki. Tylko imię się nie zgadza, o księciu śniła Aurora, nie Arielka.

Blablabla, Ariel użera się z eksmężem w sądzie, czyta Amandzie fantastyczne książki na dobranoc i jest w tym taaaka dobra i w ogóle, nudy, pewnego wieczoru nadciąga burza.

Ulicą płyneła istna rzeka wody. Jakby tego było mało, o dach zadudnił grad wielkosci sliwek.
Ale żadna szyba nie została wybita, a z dachu nie spadła ani jedna dachówka.

Amanda się drze, że przez okno widziała na dachu smoka. Ariel, oczywiście, ani go nie widzi, ani jej nie wierzy.
Mylą mi się te wszystkie Aurory i Arielki, kompletnie nie orientuję się, która jest która. Nikt autorce nie powiedział, że nadawanie wszystkim bohaterom imion zaczynających się na tę samą literę to głupota?

Wiesz co? Dzisiaj chyba darujemy sobie czytanie, bo zaczynasz gadac głupstwa. Od jutra zabierzemy sie za poważniejsze ksiażki.
„Zmierzch”, „Eragon”, „Dziecko gwiazd. Atlantyda”...

- Tu Natalie Mosse. Przepraszam, że dzwonie o tak póznej porze, ale Barnaba ma atak. Dałam już ten czopek, który mu pani przepisała, ale nic nie przechodzi! (...)
Barnaba był starym cocker-spanielem od lat cierpiacym na padaczke. Najwidoczniej musiał wystraszyc sie tej burzy. Jesli jednak zaordynowany lek nie działał, to znaczyło, że jest naprawde zle.
Czy wspominałam, że autorka również jest weterynarzem i wychowuje (chyba samotnie, wnosząc ze statusu „to skomplikowane” na fejsie) jedno dziecko?
A więc to nie fantasy, tylko autobiografia. Osom! Tylko tego nam było trzeba: kolejnej idealniejszej wersji autorki. Ja nie wiem, skąd w tych ludziach tyle kompleksów?
Ale ta przynajmniej nie pozuje na okładce. ^^

Arielka na pieszo poszła w środku nocy do pacjenta (dziwne, skoro ma samochód i dopiero co była straszna nawałnica). W drodze powrotnej nagle napada na nią czworo osobników, związuje i porywa. Są niscy, krępi, mają fioletową skórę i żółte oczy, a ich lina świeci na błękitno. Czory jakie, panocku!

Nagle zobaczyła czekajaca na nich ciemna postac w długim płaszczu, normalnego wzrostu.
Książę ze bajki! <3

Jeden z karłów wyciagnał z kieszeni kurtki cos, co przypominało skrzyżowanie staroswieckiego zegarka kieszonkowego z puderniczka. Otworzył to urzadzenie i wtedy w kierunku obcego pomkneło cos na kształt srebrnej kuli wielkosci pomaranczy.
Moje skojarzenia są dość jednoznaczne...



- Wszystko w porzadku? Nic ci nie jest? - zapytał. Podniosła głowe i ujrzała nad soba najpiekniejszego meżczyzne, jakiego w życiu widziała. Ciemnoskórego z czyms w rodzaju zielonego, fosforyzujacego tatuażu na szyi. Tatuażu w kształcie głowy smoka, nie legwana. I własnie w tej chwili film jej sie urwał.
Nie wytrzymała z nadmiaru zajebistości, jaką ociekał jej wybawiciel.
Jej boski wybawiciel, chciałaś powiedzieć. <3
Nota do autorów i autorek: wiemy, że możecie nie mieć lepszego pomysłu na pociągnięcie takiej sceny, ale omdlenie to naprawdę ograny, tani i głupi chwyt.

Książę ze bajki odstawia nieprzytomną do domu. Arielka budzi się otoczona przez niego, córkę i przyjaciółkę.


- Ale jak mam sie panu odwdzieczyc? - nalegała Ariel, bo wcale w to zapewnienie nie uwierzyła. Przecież wczesniej ten człowiek był w jej klinice i chciał z nia rozmawiac. To nie mógł byc przypadek.
Fabien uklakł przy kanapie, ujał jej dłon w swoje duże, ciepłe rece i spojrzał Ariel w oczy.
I to wydało się takie stuprocentowo normalne stojącej obok Aurorze i Amandzie (matko, te blogaskowe imiona doprowadzają mnie do szewskiej pasji).
A kogo to obchodzi? W końcu to taaakie romantyyyczne! *rozpływa się*

Przekaz, który odebrała w swoim mózgu, był tak wyrazisty, że aż bolesny:
„Bedzie mi miło, jesli zechcesz ze mna porozmawiac na przykład przy kawie. Jutro, powiedzmy o szesnastej. W kawiarni »Pod Krzywym Kogutem«, dobrze?"
*opluła się kakaem* Srsly, skąd takie nazwy w dzisiejszym, stuprocentowo współczesnym i zwyczajnym... gdziekolwiekjesteśmy? To kawiarnia w centrum miasta czy karczma w Wyzimie?

„Dobrze" - odpowiedziała zdumiona również w myslach.
Nie, kochanie. Prawidłowa reakcja to: O MÓJ BOŻE CO JEST GRANE SŁYSZĘ GŁOSY W MOJEJ GŁOWIE I WIDZĘ FIOLETOWE KARZEŁKI ŁAAA

- Jeeezu!!! - jekneła z zachwytem Aurora. - Ależ on był pieeekny!
Jak posąg Adoniiisa?

- Czemu on nie mógł uratowac mnie? - Aurora prawie piała z zachwytu.
- Amanda, zadzwon do wujka Liama i powiedz, że Aurora prosi o natychmiastowy rozwód - rozbawiona nakazała córce.
Wszystkie trzy wybuchneły smiechem.
Szczególnie dla dziesięcioletniej córeczki żart o rozwodzie musiał być szalenie zabawny.

Następnego dnia Ariel zasypia do pracy i jest wybitnie rozkojarzona.


- Czemu, do cholery, nie zadzwoniłas z domu, że bierzesz dzien wolnego! - zdenerwował sie [pracownik kliniki]. To jeszcze pogorszyło samopoczucie Ariel. Nie dosc, że tyle przeszła, to teraz jeszcze na nia wrzeszczano. Zero współczucia. Wiec nawet Tom jest nieczułym draniem? Miała prawie łzy w oczach.
A więc mężczyźni z tego świata to dupki i świnie o imionach wybitnie nieciekawych, takich jak Steve czy Tom, natomiast ważni dla fabuły mężczyźni ze świata fantastycznego to zabójczo piękne (nie przystojne – piękne), szarmanckie elfy o cudownie egzotycznych imionach. Cóż... z takim podejściem życzę powodzenia w kontaktach towarzyskich.
Argument o tym, że w naszym świecie imiona nie mogą nie być niepospolite stanowczo odpieramy obecnością Arielek i Aurorek.

Kawiarnia „Pod Krzywym Kogutem" była małym lokalikiem na obrzeżach centrum. Stała na skraju miejskiego parku i blisko rzeczki. (...)
Dziewczyna, zgrabnie mijajac kolejne stoliczki, skierowała sie ku drugiej czesci lokalu schowanej za cieżka kotara. Kiedy Ariel weszła tam za nia, o mało nie krzykneła z zaskoczenia i zachwytu. Ta sala była przestronna, jasna, pełna tropikalnej roslinnosci, wsród której ukryto małe marmurowe stoliki i ławeczki. Sprawiała raczej wrażenie pieknej, zadbanej palmiarni z przeszklonym dachem, licznymi strumykami i oczkami wodnymi bioracymi swój poczatek w centralnie usytuowanej fontannie. Fontanna też była ciekawie zbudowana, ponieważ przypominała kształtem siedzacego smoka z rozłożona podwójna para skrzydeł, z którego paszczy wypływał ów strumien.
Mały lokalik. Tia. A tę komnatę to jestem bardzo ciekawa, gdzie ukryli, że jej z zewnątrz nie widać.
Ot, interior większy od exterioru, w Oblivionie też się zdarza. Wchodzisz do małej chałupki w lesie, a tam 10km tuneli.

-„Zupełnie jakby wyczuł moja obecnosc" - pomyslała irracjonalnie.
„Bo tak było" - odpowiedział jej w myslach. – Rzeczywiscie cie wyczułem - dodał już na głos. - Ciesze sie, że zdecydowałas sie przyjsc. Wiem, że sie mnie nie boisz, chociaż wiesz, że jestem telepatą. Podobnie jak ty zreszta.
Ou, zapomniałam już o tym szczególe od ostatniej lektury. Nasza merysójka jest bardziej merysójkowata niż mi się zdawało. No, to teraz z ciekawością oczekuję wyjaśnień, dlaczego Arielka jest taka speshul.
Nie wystarczy fakt, że ma na imię Ariel i kompletnie niewymawialne nazwisko? Ogden, Odgen czy jakoś tak...

- Nie! Opowiedz mi o tych karłach, które mnie napadły - przerwała mu Ariel. (...)
- Własnie o tym mówie. To akurat też nie jest dla mnie jasne - zaczał niepewnie. - To były krasnoludy.
Okej, niby to jest fantasy i nie powinnyśmy się czepiać fioletowych krasnoludów z żółtymi oczami, które mają świecące liny i strzelają we wrogów srebrnymi kulami z puderniczki, no ale...

- Normalnie krasnoludy sa gburami, to prawda, ale nie sa agresywne. Te wygladały, jakby były pod wpływem ordonu, ale to niemożliwe. Ordon jest zakazany. Prawie niemożliwy do zdobycia...
Opcja, że ktoś im po prostu dobrze zapłacił albo najzwyczajniej w świecie, podobnie jak ludzie, dzielą się na dobrych, złych et cetera, nikomu nie przychodzi do głowy.
U Erasia to samo: wszyscy są dobrzy, tylko niektórym Galbatorix namieszał w głowach.
A niektórzy są wręcz dobrymi, ciężko pracującymi ludźmi, którzy dobre wychowanie zagubili na dnie kufla!

- Ooo! No tak. Zapomniałem, że ty o niczym nie wiesz... A gdybym ci powiedział, że obok twojego swiata istnieje inny, na wyciagniecie reki? A gdybym ci powiedział, że ten inny swiat pełen jest takich istot jak ludzie, elfy, fauny, chochliki, gnomy, krasnoludy, driady i tym podobne stworzenia? Że zamieszkuja one ten pełen magicznej mocy swiat prawie w harmonii?
Powiedziałabym, że ten motyw był wykorzystywany w zbyt wielu powieściach, by je tu teraz przytaczać.

- Powiedziałabym, że jestes uroczy, ale masz zbyt bujna fantazje. Przeczytałam sporo ksiażek fantasy i obejrzałam wiele podobnych filmów, wiec bedziesz musiał sie mocno natrudzic, żeby mi udowodnic, że to prawda, a nie wytwór twojej chorej wyobrazni!
Panna – ops, już nie panna przecież – kobiecina stąpa po ziemi tak twardo, że bycie porwaną przez fioletowe krasnoludy, uratowaną przez spiczastouchego elfa ze świecącym tatuażem i nieustanne czytanie w jej myślach to nie są wystarczające dowody.
No bo wiesz, może to wszystko jeden wielki spizeg.

- Jaaasne! A ty jestes bratem blizniakiem Harry'ego Pottera! - zadrwiła bezlitosnie.
Prędzej Kingsley’a Shacklebolta.

Ariel irytuje się i wychodzi. Rozczarowany Fabien rzuca na nią ukradkiem klątwę zapomnienia. Przenosimy się wraz z Fabienem do tego magicznego świata, gdzie dowiadujemy się, że Fabien odpuścił także dlatego, że inny uczestnik misji sprowadził swojego kandydata.

- To dobrze. Brakowało nam ciebie. Akurat jak cie nie było, trolle, cyklopy i chimery przypusciły zmasowany atak na miasta. Jeszcze czegos takiego nie widziałem! – opowiadał Marcus z przejeciem.
Tu po raz pierwszy czytelnik ma wrażenie, że nie czyta książki, tylko gra w Heroes of Might and Magic.
I że powieść jest zbudowana na zasadzie: „im więcej fantastycznych potworów, tym fajniej”.

Okazuje się, że w czasie ataku zginęło czworo oficerów i dwa smoki, w tym ulubienica Fabiena. Nasz spiczastouchy seks na nóżkach myśli, że tak nagły atak i napaść na Ariel mogą mieć ze sobą coś wspólnego i udaje się do siedziby Naczelnego Czarnoksiężnika Severiana, by podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Ale po drodze zatrzymuje go inny oficer, bo na naradę magów nie wpuszcza się nikogo postronnego. Wobec tego Fabien idzie – bo gdzieżby indziej! – do karczmy. Tam dowiaduje się, że to wcale nie Severian posłał jego smoczycę do walki, tylko ona sama na to nalegała. Podejrzaaaneee! Tymczasem elf upija się w sztok nalewką miodowo-bursztynową (czyż nie jest to romantyczna nazwa?), za co może mu grozić wydalenie z korpusu. Na odsiecz przybywa Marcus i zabiera pijanego Fabiena do ich kwater. Następnego dnia Marcus użera się z „powszechnie nielubianym” dyżurnym, który jest wykreowany na przygłupiego dupka, jak każdy „powszechnie nielubiany” osobnik, a przy tym sprzeczają się ze sobą jak nastolatki.

Zamknał za soba drzwi i popatrzył z niepokojem na spiacego przyjaciela, którego przezornie przeniósł do siebie. „Co może postawic elfa na nogi i pomóc mu wydalic resztki nalewki?
*niewinnym głosikiem* Lewatywa?

Zaraz, zaraz... Mam! - Strzelił uradowany palcami. - Mleko samicy pegaza!"
No raczej nie samca... Chyba że tam samce też dają mleko, w końcu to świat fantasy, nie takie cuda się widuje.
Ogier to i bez fantasy może dać, hmm... „mleko”.

Nie przerywajac głaskania, dotarł do zadu, gdzie miedzy tylnymi konczynami samice pegazów maja małe wymię.
No shit?! A ja myślałam, że tak jak ludzie, między przednimi!
O mój Cthulhu, klacz z cyckami na piersi. Najgorsza wizja ever.

Marcus wraca na górę, a tu dup – Tristan się zagapił i Fabiena w jego pożałowania godnym stanie zobaczył sam generał. Zastanawiam się, czemu ten imbecyl OD RAZU nie dał Fabienowi tego mleka, skoro narąbany oficer to martwy oficer, tym bardziej, że: Efekt był piorunujacy. Jak szybko Fabien sie ubzdryngolił, tak szybko wytrzezwiał.
Blablabla, Fabien zostaje ukarany patrolami na Trollowych Rubieżach (WOOOAAAH), a Marcus dodatkowymi patrolami na miejscu.

Nagle Zorian wydał sie Marcusowi po prostu starszym kolega, nie groznym dowódca. Był generałem, a jednak sie tłumaczył!
Po tym, jak uściskał swoich podwładnych, już nic mnie nie zdziwi.

19 komentarzy:

  1. o bogini to jest lepsze od atlantydy

    OdpowiedzUsuń
  2. @Dextella - jak dla mnie Atlantyda była bardziej radosna. Tam przy prawie każdym zdaniu kwikałam, a tu większość działa jak środek usypiający.

    Za to komentarze - przednie. I tylko dzięki nim mam ochotę czytać dalej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Winky - ty to jednak dzielna babka jesteś. Treść tej *westchnienie* książki ma poziom opowiadania pisanego do szuflady przez nastolatkę, próbującą odreagować kiepski tydzień w szkole. Fakt, że popełniła je dorosła kobieta, i nie wstydziła się go wydać drukiem, jest po prostu przygnębiający.

    Zwłaszcza te fragmenty z dziesięciolatką, którą bawi do łez nędzny dowcip o rozwodzie, są przerażające. Pytanie, czy brane przez autorkę z doświadczenia...

    Scena w kawiarni (przy której opisie szczęka mi opadła...) jakby przeszczepiona ze "Zmierzchu".

    Yay, filmik, w którym przez kilka chwil pojawia się Buscemi - dziękuję :3

    Co do tych wszelkich Ariel i innych Auror - warto napomknąć, że w "Małej Syrence" imiona wszystkich córek Trytona zaczynały się na "a".

    Pozdrowienia i niech kisiel z mleka samicy pegaza będzie z Wami!

    Kazik

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja to przeczytałam całe...
    Najlepsze jest na koniec...

    Mol

    OdpowiedzUsuń
  5. to ma 3 tomy... przeczytałam dwa, bo nie mam dostępu do trójki. Twoje komentarze genialne, szkoda że najpierw przeczytałam książkę a dopiero dziś tu trafiłam.

    OdpowiedzUsuń
  6. *Ociera łzy ze śmiechu* Szkoda, że trafiłam tu po polubieniu tego odmóżdżacza, ale tak czy siak uśmiałam się przednie. :D Twoje dopiski mają głębszy sens niż ta książka. ;) Lecę dalej czytać twoje zdanie o bublach.
    Jak to ładnie po ęgielsku powiem "you make my evening" :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam zamiar to kiedyś przeczytać, ale teraz wiem, że nie warto. Dzięki tobie zaoszczędziłam czas i kasę, dzięki. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Z waszych komentarzy wyziera straszliwa wręcz nieznajomość literatury fantasy. Boję się powiedzieć, że literatury w ogóle. Idźcie - MAŁOLATY - oglądać kiczowate ekranizacje komiksów! Z waszych wypowiedzi wynika, że na takich wychowaliście się i nie jesteście w stanie ocenić porządnej literatury.
    Natomiast książka jest cudowna. Wartka fabuła, ciekawie pomyślane światy równoległe, szeroko nakreślone warstwy społeczne i problemy z tym związane. A przede wszystkim - cudowny POLSKI - język książki. Do tej pory, jeśli chodzi o dobrą literaturę fantasy, mogliśmy liczyć jedynie na przekłady z angielskiego, jakie z konieczności - miały swoje ograniczenia. Tu natomiast - można było smakować w pełni soczystość ojczystego języka wraz z (delikatnymi) przekleństwami, które jedynie podkreślają artyzm pozostałych treści.
    Książkę czytałam z ogromną przyjemnością, chociaż muszę przyznać, że można było poprzestać na dwóch tomach. Trzeci jest nieco wymęczony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tu natomiast - można było smakować w pełni soczystość ojczystego języka wraz z (delikatnymi) przekleństwami, które jedynie podkreślają artyzm pozostałych treści. "

      To czemu tej soczystości nie wystarczyło na polskie imiona? Albo na miejscowość, w której mieszka Ariel? Jesli mam czytać kolejny tom dla soczystości, której zaznałam w pierwszym tomie, to nie wiem, czy moje wyrafinowane kubki smakowe to zniosą.

      Miło, Anominowy, że tak ładnie oceniasz tych, których nie znasz. :)

      "Z waszych wypowiedzi wynika, że na takich wychowaliście się i nie jesteście w stanie ocenić porządnej literatury."

      Z Twojej wypowiedzi wynika, że uważasz się za starszą i że wychowałas się na lepszych książkach - czyli na czym konkretnie? Porównajmy biblioteczki, czemu nie. Moze Cię zaskoczę?

      Kasia

      Usuń
    2. Jeśli ktoś chce poczytać prawdziwe dobrą literaturę fantasy odsyłam do klasyku mistrza A. Sapkowskiego. Proszę sobie porównać "Wiedźmina" i "Dziewiątego Maga". Jest różnica, prawda?
      Polecam również cykl "Kłamca" Jakuba Ćwieka.
      Lub (z zagranicznej literatury) "Kroniki Czarnej Kompanii" Glena Cooka.
      Uprzedzam jednak, te książki wymagają, w przeciwieństwie do Maga, myślenia.
      Sheo

      Usuń
  9. Nie mam zamiaru nikogo obrażać, ale to jest jedna z moich ulubionych trylogii.

    OdpowiedzUsuń
  10. W 100% zgadzam się z Anonimem który popiera autorkę. Wszystkie trzy tomy były napisane z pasją. Widać po nich, że autorka posiada bogatą wyobraźnię i zapał do pracy. Nie żałuję czasu poświęconego na czytanie tej wspaniałej książki. Co do imion to wyobrażacie sobie książkę fantasy, w której istnieją imiona bardzo zabawne? Chcę także zauważyć, że autorki bloga zmieniają treść niektórych fragmentów np. "Pograżona w ponurym zamysleniu szybko i sprawnie „podziergała" psa po wypadku
    Zrobiła z niego szaliczek." Nie są dokładnie zaznajomione z treścią tej książki, ponieważ w lekturze pisze:"Pogrążona w ponurych rozmyślaniach, szybko i sprawnie "pocerowała" psa po wypadku..." podobnie jest z innym komentarzem blogerek:"Arielka na pieszo poszła w środku nocy do pacjenta (dziwne, skoro ma samochód i dopiero co była straszna nawałnica)." w książce jest zaznaczone ,że "...trzymała podręczną torbę z lekami w domu, a pani Mosse mieszkała blisko..."- więc jaki byłby sens w tym ,że miałaby przejechać jakieś 2 zakręty?! Zauważyłabym także, iż na innym z waszych postów obydwie blogerki kłócą się ze sobą.:
    "To będzie Ariel. Koniec lektury, więcej nie muszę wiedzieć.
    Analizuj, leniu śmierdzący. Przed nami jeszcze tyle możliwości na kretyńskie zwroty akcji!
    Ale to będzie Ariel. To oczywiste jak...
    Analizuj.
    To będzie Ariel.
    Bo każę ci czytać wszystkie tomy „Achai”.
    O Boru, nie! Dobrze, już będę grzeczna, obiecuję!
    Ale to i tak będzie Ariel. "
    Lub kolejny przykład komentarza:" W drodze powrotnej nagle napada na nią czworo osobników, związuje i porywa. Są niscy, krępi, mają fioletową skórę i żółte oczy, a ich lina świeci na błękitno. Czory jakie, panocku!"- Chciałabym zwrócić uwagę na ostatnie zdanie:>Czory jakie , panocku!< Dziwicie się fioletowym karzełkom z żółtymi oczami i liną fosforyzującą na niebiesko? Proszę was!!! Czytacie książkę FANTASY a nie obyczajowy jakiś smęt. Chcecie coś normalnego to sobie przeczytacie książkę kucharską!!!
    Kolejny cytat i jakże błyskotliwy komentarz:" - Tłoku? Słonko, teraz ten basen jest prawie pusty.
    Też mówię do obcych, śledzących mnie i narzucających mi się mężczyzn „słonko”. To takie normalne i naturalne.
    W oryginale nie nikt nikogo nie nazywa "SŁONKO".
    Na resztę błędów w waszych cytatach nie mam ani czasu, ani chęci. Podsumowując w postach opisujących "Dziewiątego Maga" jest dużo pomyłek. Cała trylogia jest warta polecenia i nabycia jej.
    POLECAM!!!

    PS. Wy w ogóle czytałyście tą powieść? Tak szczerze ...

    OdpowiedzUsuń
  11. Do Anonimów broniących książki: po Waszych komentarzach domniemywuję, że Wasza biblioteczka ogranicza się głównie do Zmierzchu i klonów. Toż gołym okiem widać, że 'bogata wyobraźnia ałtoreczki' sprowadza się do kopiowania przemielonych po wielokroć pomysłów a książka jest na poziomie blogaska, jakich pełno w sieci...

    OdpowiedzUsuń
  12. Do pewnego momentu miałam wątpliwości, czy te dwa długie anonimy na górze nie udają czasem zachwytu, żeby jeszcze bardziej się ponabijać. Nie jesteście w stanie ocenić porządnej literatury! smakowanie soczystości języka! No ale, jak czytałam dalej, to chyba jednak nie... No cóż.

    Co do imion to wyobrażacie sobie książkę fantasy, w której istnieją imiona bardzo zabawne?
    Pratchett na przykład i, jak widać, całkiem nieźle na tym wyszedł. Zresztą w historiach Artemisa Fowla też niektóre imiona były dość wesołe.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przypomniało mi się, jak byłam kiedyś z moim tatą w księgarni z okazji świąt i jako prezent wybrałam sobie właśnie dwie pierwsze części Dziewiątego Maga (ponieważ trzecia jeszcze wtedy nie była dpodstępna) i trylogię Igrzysk Śmieci. Przeczytanie Maga (obu książek) zajęło mi dwa dni, których nikt mi nie zwróci. Tak, to było straszne, takie cienkie i w ogóle. Głównie śmiałam się z przedstawionej głupoty i zachowania protagonistki. Uznałam, że w życiu nie kupiłam gorszej książki.
    Świetna analiza.
    Pozdrawiam.
    Sheo

    OdpowiedzUsuń
  14. O mój boże, niedawno sięgnęłam po to cudo, bo stało na mojej półce tak o... między innymi dlatego, że tytuł mi zdecydowanie coś mówił. Dopiero później przypomniałam sobie, że widziałam go tutaj w tytułach...
    Matkoborska jakie to było głupie i jakim cudem są ludzie, którzy uważają to za dobrą, khm, literaturę...? 'Ksionszka' na początku tylko głupia, później coraz bardziej obrzydliwa...
    A analizy miodne bardzo <3 miło było je sobie poczytać po skończeniu tego gniotu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Autorka w anonimie musi bronić swojej tfurczości?

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  16. Jest księżniczka Amber :D Disney Junior się kłania (siostra ogląda)

    OdpowiedzUsuń