Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Całe mnóstwo magicznych stworzeń, czyli "Dziewiąty mag", część 2

wtorek, 28 sierpnia 2012

Całe mnóstwo magicznych stworzeń, czyli "Dziewiąty mag", część 2

Plusem "Dziewiątego maga" jest to, że akcja posuwa się naprzód szybciej niż na Atlantydzie. Minusem - cała reszta. Dziś będziemy mieli okazję poobserwować niezwykłe zwyczaje ludzi z Reystonelandii, pośmiejemy się wraz z Jasiem Fasolą, a także poznamy całą prawdę o elfach.





Dni mijały jeden podobny do drugiego. Praca - dom, praca - dom, co jakis czas kolejna rozprawa rozwodowa... Ariel czasami zastanawiała sie, czy naprawde spotkała Fabiena i fioletowe karły?
A ja się zastanawiam, czy na Ariel przypadkiem nie rzucono zaklęcia zapomnienia?
Widocznie z Fabiena taki czarodziej jak z koziego tyłka instrument muzyczny. Ewentualnie znów do akcji wkracza Imperatyw Ałtoreczkowy i dalsze pytania są zbędne.

Nawet Amanda miała żal do ojca za niestosowne - jak to okreslała - zachowanie. Z Aurora miały cicha umowe, że poobserwuja Ariel, ale nie zauważyły, by sie z kims spotykała. Ich idealny kandydat - Fabien, ten gosc, który ja uratował kilka tygodni temu, przepadł jak kamien w wode, wiec nie drażyły tego tematu. Pewnie faktycznie miał tabuny zadurzonych fanek. Szkoda.
Wybaczcie, ale kompletnie tego nie kupuję. Mamy tu dziesięcioletnią dziewczynkę mającą za przyjaciółkę trzydziestoletnią przyjaciółkę swojej matki (już się gubię, a jeszcze nawet nie wymieniłam tych wszystkich imion na A) i obie bardzo się starają o to, by zeswatać matkę tej pierwszej z superprzystojnym facetem, o którym nie wiedzą NIC poza tym, że jest „piękny”, przy czym dziecko właśnie straciło ojca, z którym matka użera się w sądzie. To jest jeszcze mniej realistyczne od Meihny wpadającej z ogromnej wysokości w „czułe objęcia” rwącej rzeki.

Zakonczył sie rok szkolny. Ariel pomyslała, że czas wysłac Amande na obóz, żeby sie bardziej usamodzielniła.
I żeby bachor nie przeszkadzał matce w byciu Główną Bohaterką.

W powieści co kilka „gwiazdek” mamy serwowane bardzo krótkie przerywniki: jakieś gwałtowne rozkazy, nie wiadomo kto, nie wiadomo do kogo, nie wiadomo dlaczego, bez żadnego najmniejszego opisu, ale widocznie opowieść potrzebowała czegoś „dramatycznego”. Oto przykład:


*
Zostało ich kilku! Zlikwidowac wszystkich! - Czerwone slepia bez zrenic błysneły wsciekle w ciemnosciach i zgasły.
*

Mineło kilka tygodni dodatkowych patroli, wart, szkolenia co bardziej tepych adeptów i dodatkowych zajec na poligonie dla smoków.
Szkolenia tępych zajęć, tak?
Ale głupi ci Rzymianie.

- Marcus! Marcus! - Obudziło go dzikie walenie do drzwi i głos zdenerwowanego Tristana. - Obudz sie, do cholery!
Własnie był po służbie i padł jak nieżywy na łóżko. Jednakże lata służby nauczyły go, że takie walenie w drzwi może byc spowodowane tylko bardzo ważnymi przyczynami.
Marcus, szybko! Fabien dorwał się do ziemskiego kanału dla dorosłych!
Te "spowodowane przyczyny" zgrzytają mi w zębach jak garść piachu...

Okazuje się, że Fabien wrócił z karnych patroli i jest ciężko ranny, poturbowany przez „wyjątkowo agresywnego cyklopa”. Jako że nigdy jeszcze w tej książce nie spotkałam cyklopa, pozostaje mi tylko ziewnąć i mieć nadzieję, że był naprawdę ogromny i urwał temu pięknisiowi głowę.


W głowie Marcusa tłukła sie tylko mysl, jak mocno poraniony jest jego przyjaciel. Pocieszał sie, że co prawda elfy już nie były niesmiertelne, ale odkad skrzyżowały sie z ludzmi - wytrzymałe i szybko sie regenerowały.
Skłonności do chędożenia wszystkiego, co popadnie nie wyszły im na dobre.
Pójdźcie za przykładem Eragona: niech magiczne tatuaże pozamieniają ludzi w elfy. ^^
Efekty mogą być... ciekawe.


Marcus wszedł do pokoju, w którym na magicznym leczniczym łożu spoczywał nagi Fabien.
Mrrry...

Potem każda rane namascił wonna mikstura, a do ampli (w kształcie smoka oczywiscie), która wisiała nad łożem (w kształcie smoka, oczywiście), wsypał jakies ziele (w kształcie smoka, no a jakim niby).

Wszystkie jego zabiegi spowodowały, że rany elfa przestały krwawic i chyba przestały też bolec, bo teraz Fabien usmiechnał sie, a przynajmniej próbował to uczynic opuchnietymi, spieczonymi goraczka ustami. Chciał cos powiedziec, ale Marcus uciszył przyjaciela gestem.
Położył mu paluszek na zmysłowych wargach... Kurcze, wydawało mi się, że to będzie kolejny paranormal-trójkącik, a tu póki co mamy same yaoice.
Jedno nie wyklucza drugiego. Wszystko przed nami. ^^

Potem odprowadził czarodzieja na bok i wypytał o zdrowie przyjaciela. Od niego dowiedział sie, że Fabien miał pecha, bo jego pegaz został raniony w skrzydło i elf spadł prosto w łapy wsciekłego cyklopa. Podobno cudem uratował sie, dobywajac buzdyganu, którym poobcinał poteżne paluchy bestii i oslepił jedyne oko. Na szczescie cała akcje widzieli inni oficerowie i jeden z nich odwiózł rannego na swoim pegazie do koszar.
Patrzeć patrzeli, ale żeby pomóc, to ni.
Bo by im się fryzury zwichrzyły! Albo co gorsza – mogli zostać ranni i ich nieskazitelne skóry pokryłyby się *gulp* BLIZNAMI!

[Zorian] Wychodzac, zatrzymał sie chwile w drzwiach i spojrzał przenikliwie na Marcusa. „Wiec od ciebie zależy nasz los? Mam nadzieje, że Fabien sie nie myli, bo inaczej niech Wielki Xaviere ma nas w swojej opiece" - powiedział telepatycznie.
Nawet bogowie mają takie jakieś... kiczowate imiona. Jak dzieci Wiśniewskiego, no dosłownie. Fabienne, Xavier, jeszcze tylko Etienette nie było.
Ja tam się cieszę, że nie Renesmee.

Z powodu ran Fabiena, Marcus zostaje wyznaczony na zastępstwo i otrzymuje misję sprowadzenia ze świata ludzi kogoś, kto by się znał na smokach, które są coraz słabsze.

- Słuchaj, Marcus, ta osoba to nasz ostatni kandydat. Wszystko w twoich rekach, wiec nie spieprz tego, dobra? I uważaj, ostatnim razem napadły na niego nacpane krasnoludy... – powiedział elf resztka sił.
Ostatni kandydat, który został już skreślony, bo nie uwierzył w to wszystko, czego był świadkiem. Czy naprawdę na caluteńkim świecie nie znalazł się ani jeden weterynarz-miłośnik fantastyki, który posikałby się ze szczęścia, gdyby mu powiedzieć, że musi udać się do innego świata, by leczyć smoki? Nawiasem mówiąc, skoro mają tam takich medyków, że w kilka sekund są w stanie wyleczyć ciężkie rany, i skoro smoki są na takim samym poziomie intelektualnym, co ludzie, jak to możliwe, że nie mają tam lekarzy znających się na smokach czy zwierzętach ogólnie? Co do tej pory robili ze smokami, które się zraniły, dobijali? To nie dziwota, że mają ich coraz mniej. -.-”

- Spoko, stary. Znajde goscia i przywloke go tu chocby za kudły. A po drodze bede ochraniac jak zgniłe jajo przed stłuczka - pocieszył go Marcus, ale efekt osiagnał odwrotny
To cytuję tylko po to, by pokazać nieporadność pisarską autorki. I tak, na końcu zdania nie ma kropki.

- Nie, nie! Kandydat musi dotrzec do nas dobrowolnie! Musisz go przekonac, to podstawowy warunek! Własnie dlatego Zorian miał watpliwosci co do ciebie... (...)
- Słuchaj - zaczał Marcus - jestem miłym gosciem, umiem sie dogadac z każdym facetem.
Ale nie podejrzewasz, że twój kandydat to tak naprawdę dziewczyna, łohihihi! Ale Fabien ci nie powie, bo inaczej nie miałbyś niespodzianki, a my nie mielibyśmy przezabawnej sceny, gdy zdajesz sobie z tego sprawę!
Nie wątpimy, że z facetem by się dogadał... To tylko my i nasze spaczone umysły, czy tu naprawdę jest tyle gejowskich podtekstów, że głowa mała?
Jeśli są, to chyba niezamierzone. Ale jakby na to spojrzeć... Cała armia zabójczo pięknych elfów zamkniętych w koszarach i ani jednej elfki – a przynajmniej my jako czytelnicy jeszcze żadnej nie spotkaliśmy... Coś musi być na rzeczy.

- Tu masz namiary, gdzie pracuje, a tu, gdzie mieszka, i Marcus... badz uprzejmy... to naprawde miła osoba – poprosił cicho Fabien.
- Okej, elfie.
Muszę mówić, jak bardzo nienaturalnie to brzmi? Czy w otoczeniu autorki znajomi mówią do siebie per „człowieku”, „ludziu” etc.? Już pomijam fakt, że to są wyszkoleni oficerowie trenujący smoki, mówiący do siebie „okej”, „spoko” i tak dalej.

Fabien leżał chwile, odpoczywajac. Wiedział, że tylko Marcusowi może zaufac. Miał jednak wrażenie, że o czyms zapomniał mu powiedziec. Hmm... co to mogło byc? Zastanawiał sie tak kilka minut. Zmuszał obolała głowe do wysiłku, bo czuł, że informacja jest istotna. Zaraz, powiedział Marcusowi jak wejsc i wyjsc ze swiata równoległego. Jak sie ubrac, żeby nie wygladac dziwacznie. Kto i dlaczego jest celem. Że ma zachecic Ariel do dobrowolnego przejscia do ich swiata i gdzie ja zaprowadzic, jak już tu dotra. Ale czy powiedział, że Ariel... jest kobietą? Cholera jasna!
O co te nerwy? Marcus to seryjny gwałciciel czy co?
Nope, but it’s sooo hilarious!
By the way, jak na mój gust to te rozkazy powinien dostać bezpośrednio od GENERAŁA, a nie kumpla leżącego w gorączce w szpitalu. Ups, w „bungalowie medycznym”.

- Filip!
Natychmiast zjawił sie chochlik pomagajacy mag-medykowi, który opiekował sie Fabienem, a jako obłożony klatwa milczenia mógł przysłuchiwac sie całej rozmowie oficerów.
Nie, żeby nie mógł tych supertajnych informacji przekazać komuś listownie albo na migi.
Klątwa milczenia na MEDYKA? Dlaczego? Jak ktoś taki może wołać o pomoc, przyniesienie narzędzi czy coś takiego? Wyobrażanie sobie kompletnie niemą załogę ostrego dyżuru? Toż to jakaś paranoja!
Jak te elfy są takie durne, to nic dziwnego, że im armia wymiera.

- Jasna cholera! Gon za Marcusem, może go jeszcze złapiesz i mu to przekażesz! – nakazał elf. - To bardzo ważne!
Mały chochlik pomknał ile sił w nogach, ale po chwili wrócił i oznajmił bardzo uprzejmie:
- Pan Marcus jest już po drugiej stronie. Nie udało mi sie go dogonic. - Znowu skłonił sie nisko.
Fabien westchnał cieżko:
- Przeczuwam kłopoty, Filipie, i to ogromne...
Marcus to gwałciciel. Innego wytłumaczenia dla tej paniki nie widzę. Cnoto Ariel Ogden, zostałaś ostrzeżona.
Cnoto jak cnoto, córkę już ma...
Ojtam, ojtam.

Fragment „sciany" w krzakach, blisko ławki z porecza wyrzezbiona na kształt smoczej głowy, uchylił sie i Marcus wyjrzał zza niego - po czesci by sprawdzic, czy przejscie jest bezpieczne, po czesci ze zwykłej ciekawosci. W przeciwienstwie do Fabiena jeszcze nigdy nie był w swiecie alternatywnym, wiedział tylko, że istnieje. Zreszta dopiero niedawno został przeszkolony na strażnika portalu i nie zdażył do tej pory skorzystac z tego praktycznie.
Jest strażnikiem portalu, ale nie wie, jak przez takowy przechodzić i musi mu o tym mówić ranny kumpel. Zaraz się dowiemy, że jest oficerem, ale jeszcze nie latał na pegazie albo że jest trenerem smoków, tylko tak jakoś nie miał okazji żadnego szkolić.

A teraz miał odnalezc faceta imieniem Ariel Odgeon (phi! co to za imie dla meżczyzny?)
Żydowskie. O wiele ładniejsze od tych wszystkich Fabienów, Xavierów i innych cudactw.

Musiał jednak goscia troche poobserwowac, żeby wiedziec, jakie ma słabe punkty. Z taktycznego punktu widzenia - a był przecież oficerem - należało rozpoznac teren i wroga.
Zdaje się, że to miała być pokojowa ak...
Milcz! Stalking jest taaaki romantyczny! <3
Jako ofiara takowego z całą stanowczością stwierdzam, że NIE, nie jest.

Poznajemy Croya, który upiera się, by iść z Marcusem. Nie zostaje on określony inaczej niż „przyjaciel”, co zapewne ma kazać nam myśleć, że to kolejny elf, ale całość jest napisana tak niezgrabnie, że to oczywiste, że Croy nie jest elfem – przede wszystkim nie zostaje opisany jako „piękny”. Ze spoilera w pierwszej części analizy już wiecie, że to smok, więc po prostu kontynuujmy.


Z danych, jakie posiadał, wynikało, że ten cały Ariel pracował w szpitalu dla zwierzat.
„To oni lecza zwierzeta? - usmiechnał sie ironicznie pod nosem. - Ciekawe jakie". W jego swiecie takie pojecie jak mag-medyk dla zwierzat w ogóle nie istniało. Leczyc ludzi i elfy, to sie rozumie. Chochlikom lub krasnoludom czasem pomóc, dobrze. Ale zwierzetom? To mu sie nie miesciło w głowie.
Krasnoludom CZASEM pomóc to dobrze. Typowe elfie podejście. ;P O nieleczeniu istot, od których jest uzależnione ich przetrwanie już się wypowiadałam, więc nie będę się powtarzać.
A ja myślałam, że w tym magicznym świecie nie mają ludzi, że za brzydcy są. Coraz mniej ogarniam.

Marcus w osłupieniu obserwuje dziwy tego świata, takie jak chodnik z pasami czy samochody. Ech... Strażnik portalu do drugiego świata, który nic o tym świecie nie wie? Czego oni ich uczą w tych koszarach, manicure’u?!

Znalazł też liste tutejszych zwierzo-mag-medyków z ich godzinami pracy i tym, czym dokładnie sie zajmuja. To go zastanowiło. Jesli w tym swiecie opieka nad zwierzetami była tak rozwinieta, to może faktycznie ten cały Ariel pomoże im przy smokach. A tak w ogóle to czy oni mieli tu smoki?
Dopiero co sam rozkazał swojemu smokowi pozostać w ukryciu, by nikt go nie zobaczył, a więc musiał zdawać sobie sprawę z tego, że tu nie mają smoków. Nie pozostaje mi nic innego, jak rytualnie przyrżnąć kilkakrotnie czołem w blat biurka.

- Pani doktor, ten pan do pani. Mówiła pani, żeby informowac od razu, wiec...
Marcus nabrał głeboko powietrza. Zakreciło mu sie w głowie. Przez chwile miał nadzieje, że to jakas koszmarna pomyłka albo paskudny dowcip. To nie mogła byc prawda!
„Wielkie nieba! - pomyslał oburzony i zdumiony. – Ariel Odgeon! Jestes KOBIETĄ!"
„Wiem! - ktos zniecierpliwiony odpowiedział mu telepatycznie. - Od jakichs trzydziestu pieciu lat! Moi rodzice też byli zaskoczeni i zawiedzeni!"


Ariel wkurzył sam fakt, że znowu ktos przemawia do niej telepatycznie, bo to tylko swiadczyło o jej problemach ze zdrowiem psychicznym i zapowiadało kłopoty. Sapneła. Dobra, tym razem skonczy to tu i teraz. Nie da sie ciagac po jakichs kawiarniach i słuchac bzdur o smokach.
Stwierdzam, że klątwa zapomnienia zamiast na bohaterkę, zadziałała na autorkę.
Myślę, że nie ostatni raz. Konspekty, notatki, czytanie tego, co się napisało – a po co to komu?

Okreciła sie na piecie, żeby wrednie spławic intruza i... zobaczyła najpiekniejsze i najbardziej błekitne oczy, jakie w życiu widziała.
A co z Fabienem? Już zapomniałaś o pięknie Fabiena? Ty żmijo!

Własciciel tych oczu był dosc postawnym meżczyzna lat trzydziestu pieciu, może czterdziestu, z krótko przystrzyżonymi, ciemnymi włosami i taka sama broda. Na nieznajomym jej widok też musiał zrobic wrażenie, bo stał w bezruchu, oddychajac szybko i cieżko niczym sprinter po wyscigu.
Oczywiście, że zrobiła na nim wrażenie. Spodziewał się faceta i romantycznego wieczorku przy świecach, a tu jakieś babsko.

Oboje intensywnie mysleli nad tym, gdzie sie już widzieli, bo że tak było, żadne z nich nie miało watpliwosci!


- Ehm! - odchrzakneła recepcjonistka Kathey, bo sytuacja zaczeła sie robic komiczna, żeby nie powiedziec: niezreczna. - Wiec jak mówiłam, ten pan chciał z pania porozmawiac. Podobno macie wspólnego znajomego. Obydwoje natychmiast odwrócili od siebie wzrok i zamilkli zakłopotani.
Zamilkli po tej niezręcznej chwili wspólnego milczenia.

- Wy dwaj należycie do jakiejs sekty czy co? – zapytała zdenerwowana. - Uparliscie sie, żeby mnie przesladowac? Tak? Nic z tego! Nie dam sobie wciskac kitu o karłach, zakleciach, smokach i swiecie równoległym. Nawet mimo tego że wszystkie te rzeczy widziałam na własne oczy i przez pewien czas byłam całkiem przekonana o ich prawdziwości! A może nie tyle ich, co tamtego przystojniaka, ale muszę być na was wściekła, bo inaczej zepsułabym schemat!

W przeciwienstwie do Fabiena, który był wyjatkowo pieknym meżczyzna, grzecznym, żeby nie powiedziec - czarujacym, w Marcusie cos ja zaniepokoiło. Przy Fabienie czuła spokój i pełnie bezpieczenstwa, mimo że ja wkurzył tymi wstawkami o smokach i magicznym swiecie. Natomiast przy Marcusie - jak w rozpedzonym rollercoasterze, i to w niezapietej uprzeży! Miał w sobie cos, co podnosiło cisnienie, pobudzało krew do życia, przyspieszało bicie serca. Kiedy usłyszała go telepatycznie w klinice, dostała gesiej skórki. A gdy spojrzała w jego błekitne oczy patrzace na nia wnikliwie spod czarnej czupryny, poczuła, że brakuje jej tchu. Stanowczo Marcus Brent BYŁ NIEBEZPIECZNYM człowiekiem!
Nie było nam, czytelnikom, dane tego odczuć, więc należy to topornie objaśnić, by nikt nie miał najmniejszych wątpliwości. Bo z mojego czytelniczego punktu widzenia Marcus jest raczej głupkowaty, nieodpowiedzialny, ale przynajmniej lojalny wobec przyjaciół. Nic z tych rzeczy, o których mówi Ariel.
Bodaj Hemingway twierdził, że jednym z sekretów dobrego pisarstwa jest przedstawianie swoich bohaterów dokładnie tak, jak się ich opisuje. Pani Reystone tego nie czyni.

Ariel się wkurza i mówi, że teraz to ona chce wybrać miejsce na spotkanie, takie, w którym czułaby się bezpiecznie. Mówi Marcusowi, że będzie w aquaparku i odjeżdża. Marcus wyciąga informacje o lokalizacji tegoż od recepcjonistki.
 
Godzine pózniej zaparkowała wóz przed samym wejsciem do aquaparku. (...) Oczywiscie pierwszym, co zobaczyła, jak tylko weszła do holu, były szerokie plecy Marcusa stojacego na galeryjce przed kasami
Oczywiście. Dla wszystkich było to tak oczywiste jak ampułka w kształcie smoka.

Marcus nie może przestać się dziwić, że w aquaparku półnadzy mężczyźni kąpią się razem z kobietami i to tak licznie. Czy oni tam w ogóle uprawiają seks celem, no wiecie, prokreacji? Może elfy faktycznie składają się wyłącznie z homoseksualistów?


- Tłoku? Słonko, teraz ten basen jest prawie pusty.
Też mówię do obcych, śledzących mnie i narzucających mi się mężczyzn „słonko”. To takie normalne i naturalne.

- Mój przyjaciel zapomniał kapielówek - zagaiła Ariel do sprzedawczyni. - Znajda sie jakies, które beda na niego pasowały?
Prawie zemdlał z zażenowania, gdy młoda sprzedawczyni razem z ta medyczka od zwierzat bezwstydnie otaksowały go wzrokiem, dłużej zatrzymujac spojrzenie w okolicy posladków.
Jeśli stał przodem do nich, to chyba jednak nie pośladków...
Skąd możesz wiedzieć, co gdzie mają elfy? Widziałaś jakiegoś?
Nie i im dłużej to czytam tym bardziej jestem przekonana, że nie mam ochoty.

Dziewczyna usmiechneła sie znaczaco do Ariel.
- Hmm, L-ka bedzie nieco za mała, XXL-ka stanowczo za duża. Mysle, że tylko rozmiar XL. O, mam tutaj całkiem niezłe bokserki.
Bokseeerkiii! Wszyscy faceci w opkach nie mają slipów, tylko bokserki – check!
XL? Jak na filigranowego elfa to dupę ma pokaźną. ^^

- Słuchaj, to jest przebieralnia - tłumaczyła mu Ariel jak małemu dziecku. - Tu sie zamykasz od srodka. – Przekreciła gałke i z miejsca sama poczuła sie zakłopotana ta sytuacja.
- Zdejmujesz z siebie wszystkie ciuchy i...
- Wszystkie?... - wychrypiał z przerażeniem Marcus. Był sam na sam w ciasnej przebieralni z kobieta, która mówiła mu, że ma sie rozebrac. I to do naga...
Mujeju, mujeju, toż to się tak nie godzi!
Gdyby nie fakt, że w jego świecie wszyscy mówią językiem tak karykaturalnie współczesnym, próbowałabym powiedzieć coś o innych czasach i kulturze, ale nie, chyba jednak nie...

- Och przestan w koncu z ta pruderia! - zezłosciła sie. - Jak to zrobisz, załóż kapielówki i poczekaj na mnie na korytarzu. Wtedy powiem ci, co dalej, łapiesz?
Pokażę ci, jak to się robi z KOBIETĄ, a nie jakimiś zniewieściałymi spiczastouchymi pięknisiami...

W trakcie przebierania dotarł do niej fragment jego mysli:
„Hmm, przyprowadziła mnie tu, bo sie mnie boi. Tu jest pełno ludzi, a ja bede prawie nagi, bez buzdyganu, praktycznie bezbronny...
Uno momento, to on cały ten czas paradował po mieście w tym całym mundurze i z buzdyganem za pasem? I nie zwróciło to niczyjej uwagi, nawet pani ekspedientki ze sklepiku ze strojami kąpielowymi? Ech, mimo tylu analiz wciąż nie mogę przywyknąć do tak rażącego braku logiki...

Dyskretnie na niego zerkneła. Trzeba przyznac, że kapielówki były dobrane idealnie. Nie chciała przygladac mu sie zbyt natarczywie, żeby nie pogłebiac jego zażenowania. Zrobiła szybki ruch reka w jego kierunku i zobaczyła przerażenie w oczach Marcusa. Chyba sadził, że zamierza wsadzic mu rece do gatek!
Hyyyy...!

Tymczasem ona jednym szarpnieciem zerwała metke smetnie wiszaca przy kapielówkach.
Łeee...

Ariel i Marcus pływają, ona przeprasza za to, jak go potraktowała, zwierzyła się ze swoich wątpliwości, blebleble, nuuudy! Aż tu nagle:


- Skad wiesz o buzdyganie? - zapytał ostro.
- Z twoich mysli - odparła zdumiona. - Myslałes tak tam, w przebieralni...
Marcus patrzył na nia wytrzeszczonymi oczami. Teraz telepatycznie wyczuła jego... strach! Przed nia!
- P-p-potrafisz przełamac obronne zaklecie adger? - wyjakał ze zdumieniem. – To niemożliwe!
Biedny Marcus, jeszcze nie wie, do czego zdolne są Mary Sue...
Nadal nie wiemy, czemu to właśnie Arielka jest taka speshul i zaczyna mnie to powoli drażnić.

Czuła sie bardzo głupio, ale była mu winna to wyznanie. „Czytam w tobie jak w otwartej ksiażce. Wszystkie twoje mysli, uczucia, pragnienia, marzenia sa dla mnie tak oczywiste, że prawie namacalne. W przebieralni nawet nie zauważyłam, że użyłes tej telepatycznej osłony – przyznała niesmiało. - Widze po twojej reakcji, że to zle wchodzic komus do umysłu bez jego pozwolenia, ale uwierz mi, zrobiłam to nieswiadomie..." (...)
Do licha, kim była ta kobieta, że miała TAKIE możliwosci?
Czemu więc tak potężne umiejętności nie ujawniły się wcześniej? Z tego, co mówił Fabien, żeby czytać komuś w myślach, wystarczy że samemu się będzie telepatą. Logikooo! Halooo! Gdzie jesteś?

A teraz, jesli pozwolisz, powiem ci, o co chodzi - zaczał. - W moim swiecie istnieje dziewiec miast. Wszystkie sa połaczone terminalami do szybkiej teleportacji. W osmiu z nich rzadza Naczelni Czarnoksieżnicy. Dziewiate miasto go nie ma. Podobno kiedys sie zjawi, ale kiedy, tego nikt dokładnie nie wie.
To będzie Ariel. Koniec lektury, więcej nie muszę wiedzieć.
Analizuj, leniu śmierdzący. Przed nami jeszcze tyle możliwości na kretyńskie zwroty akcji!
Ale to będzie Ariel. To oczywiste jak...
Analizuj.
To będzie Ariel.
Bo każę ci czytać wszystkie tomy „Achai”.
O Boru, nie! Dobrze, już będę grzeczna, obiecuję!
Ale to i tak będzie Ariel.


- Każde z dziewieciu miast jest otoczone magiczna kopuła ochronna - kontynuował. – Kopuły wymyslono w celu ochrony mieszkanców przed atakami trolli, chimer, cyklopów, wampirów i innych odrażajacych stworzen.
Hydr chaosu, arcyliszy, wiwern, gorgon, minotaurów, czarcich lordów...

Marcus dalej tłumaczy, że kopuły robią się coraz słabsze w miarę tego, jak słabną smoki.


Nie wiem czemu, ale w moim swiecie nie ma magów zajmujacych sie leczeniem smoków
„Nie wiem czemu”. O mój Boru, nie wierzę. „Nie wiem czemu”. Szanowna pani aŁtorko (gratuluję nowego miana), to najbardziej leniwe, najgłupsze i najgorsze z możliwych wyjaśnień. Tym bardziej, że parę stron wcześniej Marcus dziwił się, jak można leczyć psy, więc można to było wytłumaczyć po prostu tym, że mieszkańcy magicznego świata mają taką a nie inną mentalność. To nadal dość kiepskie wyjaśnienie, ale i tak sto razy lepsze od „nie wiem czemu”.

Wszechwidzaca Oriana doradziła radzie Naczelnych Czarnoksieżników wyszukanie kogos w twoim swiecie, kto bedzie sie znał na zwierzetach i kto... bedzie pochodził z rodziny czarnoksieskiej. Zrobiła długa liste kandydatów. Niestety, nie umiem tego wyjasnic, wykruszyli sie i zostałas ty.
Znowu: „nie wiem czemu”, ale zostałaś tylko ty. Nasza speshul Ariel Sue. I wiem, czemu inni się wykruszyli: pozabijał ich ten, który co jakiś czas wykrzykuje po jednym zdaniu między gwiazdkami i jednocześnie ten, który wysłał na Arielkę krasnoludy, ale szczerze mówiąc jego osoba jakoś w ogóle mnie nie obchodzi. Arielka ważniejsza i fokle.
I pochodzi z rodziny czarnoksięskiej. Nasza Arielka jest sierotą – z czego się natychmiast krzykliwie zwierza. Wszystkie schematy w normie, możemy kontynuować.
Aha, nie dowiadujemy się, kim jest „Wszechwiedząca Oriana” i jaką pełni funkcję. Oczywiście.

- Ja? Do twojego swiata? - Ariel wytrzeszczyła oczy. - Oszalałes? Mam tu dziecko, dom, prace. Mam to wszystko zostawic?
- Spokojnie, przecież tu wrócisz - pocieszył ja Marcus. - W moim swiecie czas płynie inaczej. Pobedziesz troche u nas, doradzisz, a potem wrócisz - obiecał. - I nikt nawet nie zauważy, że cie nie było, bo tu upłynie raptem chwila.
Schemaaat...

Ariel stwierdza, że ta rozmowa nie nadaje się do kontynuowania w aquaparku, więc zaprasza Marcusa do siebie na grilla z Aurorą i jej mężem. Przerwa, bo mózg mi się zaczyna lasować...

6 komentarzy:

  1. Tę... ... ... ten twór wydała całkiem na poważnie dorosła kobieta. Ciężko w to uwierzyć, bo brzmi jak opowiadanie, które mogła napisać nastolatka, czerpiąc inspirację z seriali typu "W.i.t.c.h.". Jakieś tam gryfy, jakieś tam cyklopy, jakieś tam pegazy, które pojawiają się na zasadzie zapychaczy dekoracyjnych, ale niewiele z ich obecności wynika. Kompletnie nawet nie tyle nieprzemyślany, co nawet nie wykreowany świat fantastyczny (wytłumaczenia z serii "a nie wiem", Dżizys!). Choć, po chwili namysłu, można to wytłumaczyć - wszak nie idzie tu o stworzenie ciekawej rzeczywistości, tylko o otoczenie alter-ego ałtorki szalenie ślicznymi elfami jak z żurnala.

    Że już nie wspomnę o kreacji głównej bohaterki, nad którą idzie jeno upaść i zapłakać. I zawyć nad postacią córeczki.

    Po czym poznać przydupasów w tym dziełku? Po normalnym imieniu, takim jak na przykład Filip.

    Jak dla mnie, zapraszanie na basen gościa, którego podejrzewam o to, że jest świrem i przynależy do sekty jest dość... nietypowe.

    Ja także liczę na paranormal-trójkącik z yaoicami. To jedyne, co może uratować tę książkę na płaszczyźnie rozrywki - uczynić ją tak głupią i ukazującą wszelkie kompleksy i niewyżycia ałtorki, że będzie to jak oglądanie szkolnych intryżek.

    Nawiązanie do "Asterixa i Obelixa", "Może elfy faktycznie składają się wyłącznie z homoseksualistów?", "Analizuj, leniu śmierdzący. Przed nami jeszcze tyle możliwości na kretyńskie zwroty akcji!" (dobrze gada! Polać Muzie!), filigranowy elf z pokaźnym zadem, Croy niemogący być elfem z powodu braku przymiotnika "piękny" - oto moje "the best" tej analizy.

    Z niecierpliwością czekam na kolejne wywlekanie absurdów i wyjaśnienie, dlaczego Ariel jest taka wyjontkofa (powody z serii "nie wiem" i "bo to przecież moje alter-ego!" się nie liczą).

    Pozdrowienia i niech kisiel z cyklopa będzie z Wami ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. O matulu... Ta książka jest meeegaaa nudna. Mega, mega, mega. Podziwiam za upór, nie zniosłabym jej poza analizą.

    OdpowiedzUsuń
  3. "- Spoko, stary. Znajde goscia i przywloke go tu chocby za kudły. A po drodze bede ochraniac jak zgniłe jajo przed stłuczka - pocieszył go Marcus, ale efekt osiagnał odwrotny
    To cytuję tylko po to, by pokazać nieporadność pisarską autorki. I tak, na końcu zdania nie ma kropki. "
    O nie! Przecież to niemożliwe żeby autorka dopuściła się tak karygodnego błędu jak zapomnienie o kropce raz na całą książkę! Ona musi mieć dysleksję!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam jeszcze kilka uwag jeśli można:
    "Ariel wkurzył sam fakt, że znowu ktos przemawia do niej telepatycznie, bo to tylko swiadczyło o jej problemach ze zdrowiem psychicznym i zapowiadało kłopoty. Sapneła. Dobra, tym razem skonczy to tu i teraz. Nie da sie ciagac po jakichs kawiarniach i słuchac bzdur o smokach.
    Stwierdzam, że klątwa zapomnienia zamiast na bohaterkę, zadziałała na autorkę."
    Tyle że w książce było napisane, że po jakimś czasie zaczęła sobie wszystko przypominać
    "W trakcie przebierania dotarł do niej fragment jego mysli:
    „Hmm, przyprowadziła mnie tu, bo sie mnie boi. Tu jest pełno ludzi, a ja bede prawie nagi, bez buzdyganu, praktycznie bezbronny...
    Uno momento, to on cały ten czas paradował po mieście w tym całym mundurze i z buzdyganem za pasem? I nie zwróciło to niczyjej uwagi, nawet pani ekspedientki ze sklepiku ze strojami kąpielowymi? Ech, mimo tylu analiz wciąż nie mogę przywyknąć do tak rażącego braku logiki... "
    Marcus po przejściu przez portal co prawda był w oficerskich ciuchach, ale wyglądały podobnie do normalnego munduru, a buzdygan to coś w formie laski, więc mógł wyglądać jak lordo. A z resztą w naszym świecie nawet jakby miał skrzydełka i ubiór Kapelusznika z Alicji w Krainie Czarów to nikogo by to bardzo nie dziwiło.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta książka jest świetna *.* czytałam 1 część i zamierzam kupić 2, myślę że będzie jeszcze lepsza niż 1

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie wierzę w te komentarze powyżej... Jak można być tak ślepym i bezkrytycznym? A co do samej serii, przetrwałam do drugiego tomu tylko dla tych analiz...

    OdpowiedzUsuń