Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Pofrut smoka, czyli Dziedzictwa księga trzecia, część 5

wtorek, 21 sierpnia 2012

Pofrut smoka, czyli Dziedzictwa księga trzecia, część 5

Matko Borska, w chwili przerwy od robienia cosplayu przypomniało mi się, że dzisiaj wtorek i wypadałoby dać analizę. Lepiej późno niż wcale, bo mam całkowite urwanie dupska. Jeśli ktoś się wybiera na Polcon, rozglądajcie się za Viktorem z League of Legends - to będę ja. A tymczasem kończymy trzeci tom trylogii, która okazała się wcale nie być trylogią, bo Pałolini źle wycenił ilość zapchajdziur, jakimi wypełnił stronice swych książek. Have fun!




WĄTEK ERAGONA

tyuł rozdziału:
Glumra
Nie brzmi to apetycznie.

Głęboko pod Tronjheimem wśród skał otwierała się jaskinia, długa na tysiące stóp. Wzdłuż jednej ze ścian ciągnęło się nieruchome czarne jezioro nieznanej głębokości, wzdłuż drugiej marmurowy brzeg.
Na wysepce pośrodku stała wysoka, łysa postać w czarnych szatach.
- Siet. Odkryli kryjówkę. Avada Kedavra!


- Już wcześniej groziła nam wojna klanów, ale teraz czeka tuż za progiem. Musimy działać szybko, jeśli mamy zapobiec temu strasznemu zagrożeniu. Trzeba znaleźć knurlan, zadać pytania, pogrozić, zaproponować łapówki, dać po lizaku i ukraść zwoje, i to wszystko przed rankiem.

Eragonie, uważaj: lud głębokich tuneli zwykłe unika obcych, są niezwykłe wrażliwi na punkcie swego honoru i mają własne dziwne zwyczaje. Srąpaj ostrożnie
No ale żeby tak od progu się zesrać?
Dobrze chociaż, że ostrożnie.

A potem, wciąż zawodząc, Glumra podniosła się i kiedy na nią patrzył, podeszła do kredensu i położyła lewą dłoń na stolnicy. Nim zdążył ją powstrzymać, chwyciła nóż do mięsa i obcięła pierwszy człon małego palca. (...) Otworzył usta, chcąc spytać, czy ma uzdrowić ranę, jednak zmienił zdanie, wspominając ostrzeżenia Orika przed osobliwymi zwyczajami ludu głębokich tuneli i ich niezwykłym poczuciem humoru.

Krótka retrospekcja na potrzeby komentarza:
Naprzeciw niego Glumra, krasnoludka z rodu Mord, matka Kyistora, zabitego strażnika Eragona, zawodziła, wyrywała sobie włosy i tłukła się w piersi pięściami. Na pulchnej twarzy dwa połyskujące ślady znaczyły szlak spadających łez. (...)
Po minucie Glumra wyprostowała się, odetchnęła głęboko, po czym przemyła kikut palca, posmarowała żółtą maścią i zabandażowała. Z krągłą jak księżyc twarzą, wciąż bladą od szoku, usiadła naprzeciw Eragona.
- Dziękuję ci, Cieniobójco, że sam przyniosłeś mi wieści o losie mego syna. Cieszę się, wiedząc, że zmarł dumną śmiercią, jak przystało wojownikowi.
- Był niezwykle dzielny - odparł Eragon. (...)
Glumra skinęła powoli głową, wbijając wzrok w ziemię. Przygładziła przód sukni.
- Wiesz, kto odpowiada za ten atak na nasz klan, Cieniobójco?
Zaskakująco szybko doszła do siebie.
Bo trzeba być twardym, a nie mientkim! Rozpacz jest dla leszczy.

zaczęła nucić żałobną pieśń w ojczystej mowie. (...) Glumra śpiewała kilkanaście minut, potem umilkła, nadal wpatrując się w posążki, i powoli bruzdy na jej zrozpaczonej twarzy wygładziły się, a tam, gdzie wcześniej Eragon dostrzegał jedynie gniew, szok i brak nadziei, pojawiła się spokojna akceptacja, pogoda i subtelna radość.
To lepsze niż Prozac.

Skąd mam wiedzieć, która religia jest tą prawdziwą, zastanawiał się. Fakt, że ktoś wyznaje daną wiarę, nie oznacza, że to właściwa droga... Może żadna z religii nie obejmuje całej prawdy tego świata. Może każda religia kryje w sobie fragmenty prawdy, a my mamy obowiązek rozpoznać je i złączyć w jedną całość? A może elfy mają rację i bogowie nie istnieją? Ale skąd mam to wiedzieć?
Zapytaj wujka Google i cioci Wikipedii.
Ach, jaki ten Eraś jest straszliwie rozdarty...

- Dopóki w mych kościach tli się życie, nie mogę pozwolić, by mężowie, którzy walczyli u boku mego syna, legli w mroku i wilgoci jaskiń. Wezwij swych towarzyszy, posilimy się razem i będziemy radować tej mrocznej nocy.
Będzie krasnoludzka orgia.
Yay! *wyjmuje colę i prażynki*

- Tak, wiem o co najmniej jednej trójnogiej informacji, która wzbudziłaby sporą konsternację, gdyby została rozgłoszona.
*konspiracyjny szept* Król jest nagi!

ktoś z was dysponuje większą wiedzą na temat tego tajemniczego zdarzenia?
Kiedy Gannel skończył mówić, Eragon napiął się, gotów skoczyć naprzód, gdyby ukryte za fioletowymi zasłonami krasnoludy z Az Sweldn rak Anhuin zaczęły tańczyć taniec go-go.

Popatrzcie! Teraz upodobnił się do elfa i dzięki niezwykłej magii zyskał elfią siłę i szybkość.
+miliard do statystyk!

Eragon (...) Jak sam mi powiedział, przysiągł na Kamienne Serce, bo czuł się związany ze wszystkimi rasami Alagaesii, a zwłaszcza z nami.
Szczególnie będąc człowiekiem, który transformował w elfa.
Może krasnolud to następny lvl?

- W Eragonie otrzymaliśmy wszystko, o czym kiedykolwiek marzyliśmy! - wykrzyknął Orik. - To Smoczy Jeździec! Istnieje!
Nie jest wymyślony?!
W naszym świecie na szczęście jest. ^^

Są nawet tacy, których tak bardzo przepełnia paląca nienawiść, że uciekli się do przemocy, by nasycić swój gniew. Może wciąż sądzą, że robią to co najlepsze dla naszego ludu. Oznacza to jednak, że mózgi mają zgniłe jak zeszłoroczny ser.
Czy mam przez to rozumieć, że mam mózg zgniły jak zeszłoroczny ser?
Popatrzmy... Zrównałaś ,,Dziedzictwo" z ziemią już dwa i pół raza, obsmarowałaś Paoliniego ze wszystkich stron, dodajmy do tego sarkazm, cynizm i ogólne zniesławienie, a wszystko to, by pokazać, że są lepsze książki i lepsi autorzy... Tak, masz mózg zgniły jak zeszłoroczny ser.

Eragon musiał ugryźć się w język, by nie wskoczyć na stół i nie wygłosić płomiennej mowy przeciw Vermundowi, dopóki krasnoludy nie zgodzą się powiesić go za jego zbrodnie.
Łooo, no i pozbawił nas dobrego materiału do obśmiania w analizie. :c

- Bo pomyślałem o czymś, czego nie przewidziałeś, Vermundzie. Chcesz, byśmy zostawili w spokoju ciebie i twój klan? Proponuję zatem zebranym, abyśmy spełnili życzenia Vermunda. (...)
- Nie ośmielicie się!
Orik się uśmiechnął.
- Och, ależ nie tkniemy nawet palcem ciebie ani twych pobratymców. Po prostu będziemy was ignorować i odmawiać handlu z Az Sweldn rak Anhuin. Czy wypowiesz nam wojnę za nic, Vermundzie? Bo jeśli zebrani zgodzą się ze mną, to właśnie zrobimy: nic. Czy zmusisz nas mieczem do kupowania waszego miodu, tkanin i ametystów?
To się nazywa embargo i, moim zdaniem, jest całkiem dobrym powodem do odpowiedzenia przemocą.
Ech, otoczkę to ma mądrą, ale nas, starych wyg, Pałolini nie oszuka. Nadal nie grzeszy rozumem ani tym bardziej błyskotliwością.

WĄTEK RORANA

Roran czuł pod ręką żyzną czarną ziemię. Podniósł luźną bryłkę i rozgniótł między palcami, kiwając głową z aprobatą. Była wilgotna, pełna gnijących liści, łodyżek, mchu i innej materii organicznej, idealnej do nawożenia zbiorów. Przycisnął ją do warg i języka. Ziemia smakowała życiem, przepełniały ją setki smaków, od rozbitych w piach gór, po chrząszcze, zbutwiałe drzewo i delikatne koniuszki korzeni trawy.
Mmm, torf trawiasty z delikatną nutą końskiego nawozu...
Jak krasnoludy z ,,Artemisa Fowla"! Chciałabym go zobaczyć w akcji, jak z jednej strony pożera, a z drugiej... xD

To tam powinienem teraz być. Orać pole i założyć rodzinę z Katriną, a nie podlewać ziemię sokiem z ludzkich żył.
Ło tam! Ziemia użyźniona świeżymi trupami to marzenie rolnika!
Jedyny problem to te blachy, co się w pług zaplątują, ale na sprzedaży tego rycerskiego złomu też da się wyżyć...

Nagła obawa ścisnęła wątpia Rorana. Co to za hałas? Czy to mogły być metalowe łuki? One w ogóle istnieją?
Kałachy...! *waha się między obśmianiem a facepalmem, w końcu decyduje się na to drugie*

Niezależnie od przyczyny wiedział, że nie powinien słyszeć kwiku koni.
Bo konie robią rere-kum-kum.

Nie chce nam się cytować, ale sytuacja wygląda tak: ludzie Rorana (konnica) pochowali się między domami, bo żołnierze Galba mają kusze i skupiwszy się w jednym miejscu, puszczają salwy.
Ale Pałolini już nie pomyślał o tym, że kusza, choć skuteczna, to nie jest ani szybkostrzelna, ani nie ma ładunku kilku bełktów - a naciągnięcie każdego kolejnego to strata czasu wystarczająca, by zbliżyć się do wroga i mu dać w pysk.
Ale Roran chowa się za chatą i panikuje. Zaraz zobaczymy, cóż za wspaniały plan obmyślił Pałolini...
Roran rozejrzał się, jego wzrok przypadkiem padł na łuk i kołczan przypięte do jednego z siodeł. Uśmiechnął się. Zaledwie paru wojów z jego oddziału walczyło jako łucznicy, każdy jednak miał przy sobie łuk i strzały, by móc upolować zwierzynę i wykarmić oddział podczas wypraw w głuszę, bez wsparcia reszty Vardenów.
Roran wskazał ręką dom, o który się opierał.
- Weźcie łuki i wdrapcie się na dach, ilu tylko się zmieści. Jeśli jednak cenicie sobie własne życie, nie pokazujcie się, dopóki nie powiem inaczej. Kiedy rozkażę, strzelajcie aż zabraknie wam strzał bądź tamci zginą co do jednego.
*zdecydowany facepalm*

Rój strzał mknął ze świstem w powietrzu, niczym krwiożercze dzierzby pędzące ku ofierze.
KRWIOŻERCZE WRÓBLE ATAKUJĄĄĄ!

Roran uniósł włócznię nad głowę, jakby miał ją cisnąć, a gdy tamten zawahał się, kopnął go między nogi i jednym pchnięciem pozbawił życia.
Pchnięciem między nogi, taaa...? *lubieżny chichot*

- Ilu... ilu zabiłem? - spytał (Roran) Haralda. (...)
- Było ich stu dziewięćdziesięciu trzech! - wykrzyknął Carn, gramoląc się ku nim z dołu.
- Jesteś pewien? - spytał z niedowierzaniem Roran. Tamten skinął głową.
- O tak, patrzyłem i liczyłem uważnie.
W ferworze krwawej bitwy wszyscy mają czas i ochotę, by liczyć, ilu ludzi zabił towarzysz. Naaajs. Poza tym: kolejny raz liczenie trupów i kolejny raz zalatuje mi to rywalizacją Legolasa i Gimlego z ,,Dwóch Wież".
To teraz do końca rozdziału Roran będzie ubolewał nad ilością przerwanych przezeń żyć, a jednocześnie przepełni go poczucie spełnionego obowiązku jako męża i ojca nienarodzonego jeszcze wspaniałego bohatera.

dowiedział się, że z jego osiemdziesięciu jeden ludzi tylko dziewięciu poległo w walce. Tymczasem Edric i Sand stracili w sumie stu pięćdziesięciu.
Edric straciłby ich więcej, tyle że garstka jego ludzi pozostała z Roranem, kiedy ten przybył im na pomoc.
Bo wszyscy wokół są głupi. Tylko Roran (no i Eragon, oczywista) zawsze podejmuje najlepsze decyzje.

WĄTEK SAPHIRY

Wygrzewała się na gładkiej, kamiennej półce kilkanaście stóp ponad pustą-miękką-skorupą-namiotem Eragona.
To on mieszka w kokonie?
Po co? Już się przepoczwarzył w książątko. ;P

Jedynej podniety dostarczył jej dostrzeżony poprzedniego ranka na północno-wschodnim horyzoncie czerwonołuski Cierń.
Wrau! Smoki marcują!

Otworzywszy paszczę, ryknęła, rzucając wyzwanie wszelkim bogom, by odważyli się jej sprzeciwić. Jej, która była córką Iormtingra i Vervady, dwóch największych smoków swoich czasów.
No tak, ślachectwo zobowiązuje. Ale to jej nie pomoże, jak Flying Spaghetti Monster dobierze jej się do ogona swymi makaroniastymi mackami i klopsikami. *szatański chichot*

WĄTEK ERAGONA (I SAPHIRY)

Orik podziękował skinieniem głowy. Mânndrath odpowiedział tym samym - koniuszek jego długiego nosa poruszył się lekko.
Jak u tapira. ^^


Iorunn przerwała tok jego myśli, kiwając głową w stronę Hreidamara, a potem przenosząc powłóczyste spojrzenie na Eragona, który poczuł się jak oglądany na targu cenny okaz bydła.
To już wiemy, kogo wysłać w przyszłym roku do Pampeluny. ]:>

Eragon, który miał właśnie zadać przyjacielowi jeszcze jedno pytanie, odkrył nagle, że stoi sam w kącie.
Trzeba było nie zabierać kolegom klocków!

- Wasza Wysokość, czy mogę odejść? Jest pewna... sprawa, którą chciałbym się zająć, o ile już nie jest za późno.
Siku? ^^
Nażarł się tych krasnoludzkich grzybków i teraz ma sraczkę. ;P

Czteropiętrowy korytarz był tak szeroki, że Eragon bez trudu wymijał wędrujące nim krasnoludy, choć w pewnym momencie szereg Knurlcarathn zatrzymał się przed nim i, nie mając wyboru, musiał nad nimi przeskoczyć. Krasnoludy umknęły na boki ze zdumionymi okrzykami. Przepływając w górze, Eragon napawał się ich zaskoczonymi minami.
Hopsa! I to w matrixowym stylu, skoro zdążył się ,,ponapawać" w locie.
Nie matrixowym, tylko idiotycznym.
No też prawda.

Przyśpieszając gwałtownie, Eragon otworzył umysł przed Saphirą, usuwając wszelkie otaczające go bariery, tak by mogli złączyć się bez ograniczeń. Niczym fala ciepłej wody zalała go jej świadomość, podobnie ją jego własna. Eragon sapnął, potknął się i o mało nie upadł. Padli w objęcia własnych myśli, tuląc się z bliskością, której nie był w stanie dorównać żaden kontakt fizyczny, pozwalając, by ich jestestwa ponownie się złączyły.
Bo moje jestestwo jest twoim jestestwem, i w naszym jestestwie razem jesteśmy, albowiem nic nie może naszych jestestw rozdzielić: ani odległość, ani czas, ani okrutny Galbatorix o dwóch jajach...
Uno momento, jedno już się wykluło.
No tak... Więc teraz Galbatorix jest stworzeniem jednojajowym. ^^

Świadomość, że jest się z kimś, kto ich kocha i rozumie każdą cząstkę ich istoty i kto ich nie porzuci w nawet najbardziej rozpaczliwych okolicznościach - to właśnie była najcenniejsza bliskość, jakiej można zaznać.
*sniff*

Po drodze zatrzymałam się tylko raz. Nie zrobiłabym nawet tego, tyle że byłam zbyt spragniona, by lecieć dalej.
Chcesz powiedzieć, że przez trzy dni nie spałaś i nie jadłaś?
Trzy dni? No dobra, to pobawmy się w matematykę...
Załóżmy, że Saphira leciała ze średnią prędkością 100 km/h (po smoku nie spodziewam się mniej). Trzy dni = 72 godziny. W sumie daje to 7200 pokonanych kilometrów. To tak na oko licząc jakieś dziewięć razy tyle, co szerokość geograficzna Polski. Kutfa, a z mapki na dwie stroniczki a5 nie wygląda, jakby ten świat był tak ogromny.

No i przypomnijmy, że w pierwszym tomie Eraś, Murtagh i prawie Brom przemierzali ten świat konno całkiem szybko...

Nigdy nie byłem bezradny - zaprotestował. Po prostu mam potężnych wrogów.
Z jakichś przyczyn to zdanie niezwykle rozbawiło Saphirę.
Mnie też. xD

Orik (który został królem krasnoludów), stąpając powoli i dostojnie, szedł od wschodniej bramy aż do serca Tronjheimu. Brodę miał wyszczotkowaną i zakręconą, był ubrany w buty na koturnach, obcisły kombinezon z lśniącego lateksu, obrożę nabijaną ćwiekami i skórzaną maskę z otworem na usta.

buty na koturnach, uszyte z najlepszej, wyczyszczonej do połysku skóry, ze srebrnymi ostrogami zamocowanymi do obcasów
Khem. A ostróg się nie nosi na wysokości obcasów, a już na pewno się ich do nich nie mocuje.
Nie czepiaj się! Podziwiaj wspaniałość kunsztu literackiego!

Cały ten pyszny strój i zbroja sprawiały, że Orik jakby lśnił własnym światłem.
Kolejny, co się sparkli? *przewraca oczami*

Za królem maszerowało dwanaścioro krasnoludzkich dzieci, sześciu chłopców i sześć dziewczynek - tak przynajmniej zakładał Eragon, sądząc po ich fryzurach, bo i jedni, i drudzy nosili długie brody.

Nagle z pierścienia otaczającego komnatę wystąpił Gannel, wódz klanu Durgrimst Quan, i stanął z prawej strony tronu.
AND SUDDENLY...! nothing happened. But it happened suddenly.

Krasnolud o masywnych barkach przywdział na tę okazję sute czerwone szaty
*opluła ekran, dopóki nie dotarła do słowa ,,czerwone"*

Ciekawostka: spotkanie z krasnoludzkim bogiem. Hardkor, jednym słowem.

Eragon podążył za jej spojrzeniem i trzydzieści stóp w górze ujrzał coś dziwnego pośród spadających płatków: szczelinę, puste miejsce, w którym ich nie było, jakby zajmował je niewidzialny obiekt. Miejsce to rosło, sięgając ku posadzce, a pustka okolona płatkami przybrała kształt istoty podobnej do krasnoluda, człowieka, elfa bądź urgala, lecz o proporcjach innych, niż którakolwiek znana Eragonowi rasa; głowa dorównywała niemal szerokością ramionom, potężne ręce sięgały niżej kolan, a z masywnego torsu wyrastały krótkie, krzywe nogi.
Z postaci zaczęły promieniować cienkie, ostre jak igła promienie wodnistego światła. Nagle Eragon ujrzał mglisty obraz olbrzymiego kudłatego stwora, wypełniający sylwetkę nakreśloną przez płatki. Bóg - jeśli był to bóg - miał na sobie jedynie przepaskę na lędźwiach. Ciemna, mocno ciosana twarz kryła w sobie zarówno łagodność, jak i okrucieństwo, jakby miał w zwyczaju bez ostrzeżenia przechodzić z jednego w drugie.

Każdy z krasnoludów przyniósł Orikowi podarunek swego klanu bądź cechu: kielich ze złota, wypełniony po brzegi rubinami i diamentami; zbroję zaklętą tak, by nie przebiło jej żadne ostrze (...)
Eragon i Saphira podeszli do władcy jako ostatni.(...)
- Oto mój dar, królu Oriku. Nie wykułem tej bransolety, ale rzuciłem na nią chroniące cię zaklęcia. Dopóki będziesz ją nosił, nie musisz lękać się trucizny. Jeśli zabójca próbuje cię dźgnąć, uderzyć albo czymś w ciebie rzucić, broń chybi. Bransoleta uchroni cię też przed większością wrogiej magii. Ma również inne cechy, które mogą ci się przydać, gdyby coś zagroziło twemu życiu.
To ja nie wiem, jakim cudem z takimi bogactwami i artefaktami w tej krainie ciągle toczy się wojna, ciągle dobrzy są prześladowani i zabijani przez ,,niezwyciężonych" złych i tak dalej.
Czy ja dobrze słyszę, czy ty naprawdę próbujesz się tu doszukać jakiejś logiki?
Nie, racja. Żartowałam tylko.

Smoczyca pochyliła się i dotknęła czubkiem pyska gwiaździstego szafiru. Pęknięcia olbrzymiego klejnotu zajaśniały niczym błyskawice, a potem rusztowanie pękło z trzaskiem i opadło na podłogę, ukazując znów cały Isidar Mithrim w pełnej krasie.
Lecz nie do końca taki sam. Klejnot miał teraz barwę głębszej, bogatszej czerwieni, a wewnętrzne płatki róży mieniły się smugami przydymionego złota.
Pff. Też mi czary. Krasnoludy i tak musiały wcześniej same posklejać te puzzle.

WĄTEK RORANA

Katrina zadrżała.
- Ale pięćdziesiąt batów... Dlaczego musi być ich aż tak wiele? Zdarza się, że ludzie giną po takiej chłoście.
- Tylko jeśli mają słabe serce. Nie martw się, trzeba czegoś więcej, by mnie zabić.
Mnie. *szczerzy zęby w obleśnym uśmiechu, wymachując kluczami do sali tortur*

- Dziękuję - wymamrotał Roran.
Angela roześmiała się.
- Nie ma za co dziękować, Roranie. A raczej jest, ale nie przykładaj do tego zbyt wielkiej wagi. Poza tym bawi mnie myśl, że opatrywałam rany pleców twoje i Eragona. No dobrze, znikam. Uważaj na fretki!
Ee... haha.

- Byłeś bardzo dzielny - szepnęła.
- Naprawdę?
- Tak. Jórmundur i wszyscy, z którymi rozmawiałam, mówili, że ani razu nie krzyknąłeś i nie błagałeś o przerwanie chłosty.
Ciężko krzyczeć i błagać o przerwanie chłosty mając drewniany kołek w zębach. (Njeee chce mi się szukać odpowiedniego cytatu, wybaczcie).

- Angela uważa, że przy odrobinie szczęścia blizny nie będą zbyt duże. Tak czy owak, gdy już się zagoją, Eragon, bądź inny mag, może je usunąć, nie pozostanie po nich wówczas żaden ślad.
To po chuj taka kara? -.-"
Dla szeroko pojmowanego picu oraz podkreślenia niezwykłej odwagi podmiotu, w tym przypadku Rorana.

WĄTEK ERAGONA

Saphira nie powitała Oromisa ani Glaedra. Pozostała w miejscu; głowa opadła jej tak, że nos dotykał ziemi, a barki i tylne łapy dygotały jak podczas mrozu. (...) Glaedr uniósł i obrócił gigantyczną głowę. Spojrzał w dół na Saphirę, która nie zareagowała nawet na jego obecność. Olbrzymi smok chuchnął na nią, w jego nozdrzach jarzyły się płomyki. Z przejmującą ulgą Eragon poczuł wlewającą się w Saphirę energię, uciszającą drgawki i wzmacniającą ciało.
Chuch, który leczy.

Płomienie w nozdrzach Glaedra zniknęły w obłoczku dymu. Polowałem dziś rano - rzekł i jego myślowy głos rozszedł się echem w całym jestestwie Eragona.
Jestestwo zadrżało, przejęte.

- Więcej wina? - Oromis uniósł karafkę cal nad stołem. Gdy Eragon pokręcił głową, elf odstawił ją i złożył dłonie, stykając koniuszki palców. Okrągłe paznokcie przypominały szlifowane opale.
Świeżo po manicurze. Ten zabieg wlicza się w elfie możliwości manipulacji plastycznych we własnym ciele?
Jeśli tak, to Oromis jest chyba transwestytą. Ops, Oromisia.

I wówczas, ku zdumieniu Eragona, odezwała się Saphira.
Powiedzcie mu - rzekła do Oromisa i Glaedra i dźwięczące w jej myślach wzburzenie wstrząsnęło Eragonem.
Saphiro? - spytał zdumiony. Co mają mi powiedzieć?
Nie odpowiedziała na jego pytanie i znów zwróciła się do Glaedra i Oromisa.
Ten spór nie ma sensu. Nie zadręczajcie dłużej Eragona. Jedna z ukośnych brwi Oromisa powędrowała ku górze.
- Ty wiesz? Wiem.
- Co wiesz?! - ryknął Eragon.
Miał ochotę wyrwać z pochwy miecz i zagrozić im wszystkim, dopóki nie wyjaśnią, o co chodzi.
Oromis wskazał smukłym palcem wywrócone krzesło.
- Usiądź. Musisz wiedzieć, że... *dramatyczna pauza* Galbatorix jest twoim ojcem, Morzan matką, a Murtagh stryjem siostry jego kuzyna od strony babci.
Moda na sukces, koniec odcinka 8974265.





Ee, nie, żartowałam tylko. ^^ Najlepsze dopiero przed nami.


Eragon podniósł z wściekłą miną krzesło i opadł na nie.
A więc sidział na lewitującym krześle?

Eragon pokręcił głową.
- Nie wiem! Nie wiem! Proszę...
Glaedr prychnął i z jego nozdrzy wystrzelił słup dymu i płomienia.
Czyż to nie oczywiste? Twoim ojcem był Brom.
Stać mnie tylko na jeden komentarz, który w pełni zobrazuje moje odczucia.
Ja pierdolę. xD


Zdarzyło się, że jakieś dwadzieścia lat temu Vardeni zaczęli otrzymywać od swych szpiegów w Imperium meldunki na temat działalności tajemniczej kobiety, znanej jedynie jako Czarna Ręka.
- Mojej matki - wtrącił Eragon.
- Twojej i Murtagha - potwierdził Oromis.
Ach, więc mamy ojca-bohatera i matkę-dziwkę. Wszystkie schematy w normie. ^^

- Zastanów się, Eragonie. Gdybyś mieszkał z Bromem i gdyby wieść o jego przeżyciu dotarła do uszu szpiegów Galbatorixa, obaj musielibyście uciekać z Carvahall w obawie o własne życie.
Jeśli mnie pamięć nie myli, i tak to zrobili.
No ale wiesz... teraz to heroiczniej brzmi.

A pośrodku polany leżało zwalone drzewo; na jego pniu siedział Brom.
Stary mężczyzna odrzucił kaptur płaszcza, odsłaniając nagą czaszkę
AAA! Makabra! Aaa!
Wołać doktora Lectera! Podano do stołu! *wyciąga nóż i widelec*

Chciałbyś obejrzeć wspomnienie pozostawione ci przez Broma czy wolisz zaczekać?
Nie, dość czekania - odrzekł. (...)
Eragon posłuchał i od Saphiry popłynęła rzeka uczuć: widoków, dźwięków, zapachów i wszystkiego, czego doświadczyła.
(...) - Słońce zawsze przemierza ścieżkę od horyzontu po horyzont, księżyc podąża w jego ślady, dni płyną, i tak też toczy się nasze życie. - Brom opuścił głowę i spojrzał na Saphirę, a poprzez nią na Eragona. - (...) Jeśli mnie oglądasz, Eragonie, to znaczy, że mój kres nadszedł. Nie żyję, a ty wiesz, że jestem twoim ojcem.
Do listy nowoczesnych wynalazków, bez których Paolini nie wyobrażał sobie życia Eragona, dodajemy kamery i nagrania wideo.
,,Zdziwniej i zdziwniej - zawołała Alicja"...

Myślę, że to dlatego, że wiem, że nadeszła twoja kolej, że ponieważ gdyż jesteś Eragonem, toteż wiesz, że wszyscy wiedzą, że teraz ty poniesiesz sztandar.

Lecz kiedy widzę cię z Saphirą, mam ochotę piać do słońca niczym próżny kogut.
Widok Broma robiącego ,,kukuryku" musiałby być zaiste osobliwy. ^^

Tak czy owak, zawsze udawało mi się zwyciężyć, dlatego że w odróżnieniu od większości posługuję się rozumem.
A dopiero co Eraś przypomniał prorocze słowa Angeli, że jedyną rzeczą, jaka się w życiu udała Bromowi, to zabicie Morzana.
Ahaaa... a więc nawet zrobienie Eragona mu się nie powiodło? :3
*chichocze wyjątkowo złośliwie*

w pojedynkach czarodziejów inteligencja odgrywa większą rolę niż czysta siła.
Tak więc inwestuj w artefakty dające bonusy, tak z +15 do inteligencji i +10 do siły woli.

Oby gwiazdy czuwały nad tobą, Eragonie Bromssonie.
*kfikła*

Złoty smok obrócił głowę na łapach i spojrzał na Eragona, jego łuski zachrzęściły. W odróżnieniu od większości stworzeń - rzekł - świadomość smoka nie kryje się wyłącznie w czaszce. Wszyscy nosimy w piersiach twardy, podobny do klejnotu obiekt (...). Nazywamy go Eldunari, co oznacza „serce serc”. (...) Smok może też usunąć ze swego ciała Eldunari (...) W ten sposób jego ciało i świadomość mogą istnieć osobno (...) Lecz podobny uczynek naraża nas na wielkie niebezpieczeństwo, albowiem ten, kto dzierży w dłoniach nasze Eldunari, trzyma też w nich naszą duszę.
Ooo, wpływów z ,,Ostatniego smoka" jeszcze nie było! W sumie dziwiło mnie to.
Jeszcze tylko umiejętność skoku w pomiędzy, rogogon węgierski i już będzie full wypas.

Eragon skrzywił się i odwrócił z powrotem do elfa i złotego smoka.
- Czemu nie powiedzieliście nam o tym wcześniej?
- Bo Pałolini wymyślił to dopiero teraz.

Smok zamknięty w Eldunari to wciąż smok, nie ma jednak ani pragnień ciała, ani też narządów pozwalających je zaspokoić.
Cała wieczność bez seksu...
Boring.

- A jeżeli miecz nie będzie do mnie pasował? - spytał Eragon.
- To wybierzemy ci inne dodatki, zaiste! - odparł Oromis, cmokając i przerzucając swoje kolorowe boa przez ramię.

Eragon milczał chwilę.
- Co zrobimy między dniem dzisiejszym a jutrzejszym rankiem, mistrzu?
Oromis spojrzał na Eragona i Saphirę. Na jego twarzy zagościł lubieżny uśmiech.

- Nauczysz mnie, jak przenosić przedmiot z miejsca na miejsce bez chwili zwłoki, tak jak uczyniła to Arya z jajem Saphiry?
Zaklęcia typu Wingardium Leviosa, Locomotor i Mobiliarbus, I guess.

- Nauczysz mnie, jak przenosić przedmiot z miejsca na miejsce bez chwili zwłoki, tak jak uczyniła to Arya z jajem Saphiry?
Oromis skinął głową.
- Doskonały wybór. Zaklęcie jest dość kosztowne, ale ma wiele zastosowań. Z pewnością okaże się wielce pomocne w walce z Galbatorixem i Imperium
Tak, można na przykład wysłać Galbatorixa w kosmos.

Proszę, wysłuchaj mnie, o wielkie drzewo! Potrzebuję twojej pomocy! Całą krainę ogarnęła wojna, elfy opuściły bezpieczne granice Du Weldenvarden, a ja nie mam miecza, którym mógłbym walczyć.
- Och, stlasne - warknęło drzewo. - A teraz spadaj, zasłaniasz mi słońce i nie mogę w spokoju fotosyntezować.

- Tak, półtoraręczny miecz byłby idealny.
- Jak długą chciałbyś klingę?
- Nie dłuższą niż u Zar’roca.
- Mhm. Prostą czy zakrzywioną?
- Prostą.
- Jakieś preferencje co do jelca?
- Ma mieć kształt srebrzystych ogierów, ze skokami podkurczonymi, rzucających się w bój niczym w zachód słońca krwawy...
*mrug mrug*

Stanęła przed Eragonem, trzymając drugi pogrzebacz. Jej czoło zmarszczyło się groźnie, gdy uniosła go przed sobą w salucie i krzyknęła: - Stawaj, Cieniobójco!
Zawartość spodni Eragona poruszyła się niespokojnie.
Mrówki w gaciach? ^^

Teraz nastąpił cały rozdział opisujący dokładnie proces wykuwania miecza. BORU, JAKIE TO NUDNE. Takie rzeczy stanowczo nie powinny wychodzić poza podręniczki kowalstwa.
Ale nie, bo przecież Pałolini musi się pochwalić swoją wiedzą. Przecież to typowe.

Chwyciwszy rąbek tkaniny, Rhunón uniosła ją, odsłaniając miecz. Eragon się zachłysnął.
Czyżby miecz przedwcześnie wytrysnął? *chichocze paskudnie*

Opuściła głowę i obwąchała miecz. Niebieski-Klejnot-Ząb, tak bym go nazwała. Albo Niebieski-Czerwony-Szpon.
Dla ludzi to brzmi śmiesznie.
To może Grabieżca albo Rozpruwacz? A może Szpon Bitewny, Lśniący Cierń, Odcinacz?
Fallus Eragonis!

- Zdecydowałem - rzekł. - Mieczu, nazywam cię Brisingr.
I z odgłosem przypominającym szum wiatru klinga stanęła w ogniu.
Doszła.

- Ale ja nie próbowałem rzucać zaklęcia! - zaprotestował Eragon. - Powiedziałem tylko brisingr... - Zaklął, bo miecz znów zapłonął; zgasił go po raz czwarty.
Najwyższy czas zmienić mu baterie.

WĄTEK RORANA

Katrina spuściła wzrok, milczała chwilę, po czym wyciągnęła zza gorsu czerwoną chustkę. - Proszę, weź to ode mnie, by cały świat wiedział, jaka jestem z ciebie dumna. - Przywiązała chustkę do jego pasa.
Roran pocałował ją dwukrotnie i puścił, a ona przyniosła mu z łóżka tarczę i włócznię. Odbierając je, ucałował ją po raz trzeci, po czym wsunął rękę pod rzemień tarczy.
- Gdyby coś mi się srało... - zaczął.
I cała wzniosłość wpizdu. xD

WĄTEK ERAGONA

Nim polecimy na skały Telnaeir - rzekł - jest jeszcze coś, co muszę załatwić w Ellesmerze.
Musisz? - spytała.
Nie zaznam spokoju, jeśli tego nie zrobię.
SIKUUU!

Cieszę się, że naostrzyliście mi nóż; noże mężczyzny zawsze powinny być ostre.
A jakże. To zupełnie, jak moje riposty. Twisted Evil
Ej no, miałaś dać jakiś zboczony komentarz.
Nie... nie ma Oromisa, nie ma skojarzeń. :c

Postanowiłem - zagrzmiał Glaedr - oddać wam moje serce serc, Saphiro Jasnołuska, Eragonie Cieniobójco. (...)
Jego gardło zaciskało się i rozluźniało, coraz szybciej i szybciej, aż w końcu opuścił głowę, tak że zrównała się z Eragonem, i otworzył paszczę, z której uleciało gorące cuchnące powietrze. Eragon zmrużył oczy, wałcząc z mdłościami. I gdy tak patrzył w głąb pyska Glaedra, ujrzał, jak gardło smoka zaciska się po raz ostatni, a potem pomiędzy fałdami ociekającej wilgocią krwistoczerwonej tkanki pojawił się przebłysk światła. Niemal w tym samym momencie okrągły przedmiot, mający około stopy średnicy, zsunął się po szkarłatnym języku Glaedra i wypadł z jego paszczy tak szybko, że Eragon ledwie zdążył go złapać.
Ach... a więc to jest to, co Glaedr wspaniałomyślnie wyrzygał dla Erasia.
Wzruszające... A teraz wybaczcie, bo i mnie zbiera się na pawia. Ale to, co wyrzygam, nie będzie zbyt cenne. *pogalopowała do łazienki*

na zachodnim horyzoncie pokazała się zamglona czerwona łuna. Na jej widok Eragon obrócił się, wyciągnął z juków zbroję, szybko włożył kolczugę, ochronną czapkę, hełm, nagolenniki i zarękawia.
I to wszystko zrobił siedząc na lecącym smoku.
Cudotwórca, normalnie.

Eragonie, Saphiro, przybywacie na czas! - krzyknęła czarodziejka. Arya i jeszcze jeden elf wspięli się na mury, ale duży oddział żołnierzy złapał ich w pułapkę! Jeśli ktoś im nie pomoże, nie przeżyją nawet minuty. Pośpieszcie się!
Za wykonanie tego zadania dostaniecie dużo expa!

Saphira wywróciła dwóch z nich, po czym podpaliła następnych dwóch krótką strugą ognia z nozdrzy, tak że nieszczęśnicy ugotowali się w zbrojach.
Saphira działa jak mikrofalówka.
Żarcie z puszki! Pychota!

- Przylecieliśmy z Saphirą najszybciej jak mogliśmy. Jak się miewa Katrina?
- Dobrze.
- Kiedy ta bitwa się skończy, będziesz musiał mi opowiedzieć wszystko, co się z wami działo od czasu mojego odejścia.
Ech, ten Eragon, wiecznie głodny pikantnych szczegółów...

Jeśli ktoś nie atakował od razu, Eragon próbował przekonać wrogów do poddania się (...)
- Imperium jest naszym wrogiem, nie wy - powtarzał Eragon. - Nie atakujcie nas, a nie będziecie mieli powodu się nas obawiać.
Ekhem, zdaje się, że to VARDENI zaatakowali to miasto, a nie na odwrót.
Whatever. Eraś jest wspaniały, Saphira piękna, Galb zły, a Arya ma duże cycki. Czy coś innego ma jakieś większe znaczenie?

- Nazwałeś swój miecz Ogień?! - wykrzyknęła Angela z niedowierzaniem. - Ogień? Co to za nudne imię! Równie dobrze mogłeś go nazwać Płonące Ostrze i dać sobie spokój. Ogień, też mi coś. Hmf. Nie wolałbyś mieć miecza nazwanego Pogromca Owiec albo Kosiarz Chryzantem czy jakoś podobnie? Więcej wyobraźni!
No właśnie! Ja cały czas obstaję przy Fallusie Eragonisie.

- Przecz stąd, ohydny krzywoprzysięzco! - krzyknął Oromis. - Nie damy ci żadnej satysfakcji!
Tak! Oromis daje tylko Eragonowi!
Raczej na odwrót... ^^

Glaedrze... uwolnij mnie - wymamrotał w myślach Oromis.
Chwilę później jeszcze słabszym głosem wyszeptał: Nie opłakuj mnie.
A potem towarzysz życia Glaedra odszedł w otchłań.
Odszedł!
Odszedł!
Czerń. Pustka.
Tyle tylko zostało po Oromisie w tyłku Eragona. *sniffa*
I kto będzie nam dostarczał skojarzeń w następnym tomie? NIEEE!

A człowiek, który siedział na podłodze między trójką magów, stał obok niego, unosząc w powietrzu za gardło Aryę.
Z jego skóry zniknął wszelki kolor. Stała się biała jak kość. Włosy, wcześniej ciemne, obecnie lśniły jasnym szkarłatem. A kiedy spojrzał na Eragona i uśmiechnął się, Eragon przekonał się, że jego oczy stały się rdzawe. Z wyglądu i zachowania przypominał teraz Durzę.
- Na imię mamy Varaug - powiedział Cień.
Pałoliniemu zabrakło pomysłów na coś nowego, więc powraca do utartych przez siebie schematów.
Kolejny Cień, który będzie próbował odzyskać jajo, które ktoś wykradnie ze skarbca, a to jajo znajdzie jakiś chłystek, i...

Z nieznanych przyczyn Varaug był jeszcze silniejszy od Durzy
Auto-balance, jak w The Elder Scrolls! Siła wrogów rośnie wprost proporcjonalnie wraz z twoim poziomem.

Varaug dźwignął się na kolano. Potem zastygł, gdy Eragon zdwoił wysiłki.
- Zabij go! - krzyknął Eragon.
Arya skoczyła naprzód w burzy czarnych włosów... I pchnęła Cienia prosto w serce.
Łeee. *rzuca popcornem w ekran*

- Co teraz? - spytał. Przywódczyni uniosła hardo głowę.
- Teraz - odparła - pomaszerujemy na północ do Belatony, a gdy ją zajmiemy, dalej do Dras-Leony. Ją także podbijemy. Stamtąd ruszymy na Uru baen, gdzie pokonamy Galbatorixa, bądź zginiemy, próbując tego dokonać. Oto, co teraz zrobimy, Eragonie.
Coś czuję, że czwarty tom będzie jeszcze gorszy od trzech poprzednich razem wziętych.
Kwestia nastawienia. Bez Oromisa... będzie mało analnie. ^^

podczas walk podpalono kilkanaście domów w Feinster i buchające w niebo płomienie dodały miastu niesamowitej urody.
Kocham zapach pożogi o poranku!

Eragon uniósł głowę znad Eldunari Glaedra, witając słońce i nowy dzień, i uśmiechnął się na myśl o bitwach, które nadejdą. Nie mógł się już doczekać chwili, gdy wraz z Saphira stawią w końcu czoło Galbatorixowi i zabiją mrocznego króla.
Ja też. Ta szopka trwa stanowczo zbyt długo.

Tu kończy się trzecia księga cyklu Dziedzictwo.
Dalszy ciąg i zakończenie tej historii znajdą się w księdze czwartej.
*chórkiem* AAAMEEENT!
 

5 komentarzy:

  1. Przedarłam się dzisiaj przez wszystkie analizy Eragona i ukwiczałam się wielce. Wasze analizy są piękne i wspaniale zgryźliwe i już nie mogę się doczekać, aż zaczniecie obrabiać tom czwarty. Tyle że w polskiej wersji wyszły tego dwa tomy...
    Nawiasem mówiąc, zaliczyłam w swoim czasie owe książki i czekałam na ostatnią, aby domknąć cykl, ale naszłam w sieci krótkie streszczenie i ochota mi minęła jak ręką odjął. A dzięki wam wiem, jaką chałę ciężkostrawną spożyłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie, myślę tak samo.

      Usuń
  2. ,,Słońce zawsze przemierza ścieżkę od horyzontu po horyzont, księżyc podąża w jego ślady, dni płyną, i tak też toczy się nasze życie. - Brom opuścił głowę i spojrzał na Saphirę, a poprzez nią na Eragona. - (...) Jeśli mnie oglądasz, Eragonie, to znaczy, że mój kres nadszedł. Nie żyję, a ty wiesz, że jestem twoim ojcem.'' Kurde, czy tylko mi zajechało Mufasą?! Nawet Króla Lwa musi nieudolnie podrabiać-,-
    Shina

    OdpowiedzUsuń
  3. Ktoś mógłby powiedzieć wreszcie Pałoliniemu, że czerwony szafir to się nazywa rubin...

    Wiedźma

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurde, to ja z niecierpliwością czekam na objechanie fechmistrza Rorana zabijającego setkę wrogów machając na ślepo młotkiem i Saphiry twierdzącej, że ludzie instynktownie wiedzą, jakie maja narządy wewnętrzne... a wy te fragmenty pomijacie...?

    OdpowiedzUsuń