Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Całe mnóstwo magicznych stworzeń czyli "Dziewiąty mag", część 3

wtorek, 18 września 2012

Całe mnóstwo magicznych stworzeń czyli "Dziewiąty mag", część 3

Dziś trochę krótko, a to dlatego że niestety musiałam większość tygodnia uczyć się do wczorajszej poprawki (zdałam!). Będzie za to bardzo wesoło: poznamy praktyczne zastosowanie Mocy w realnym świecie, mroczne tajemnice preferencji odzieżowych elfickich generałów, a wszystkiemu towarzyszyć będzie rozkoszne poczucie przebywania w blogaskowym wszechświecie.

A z ogłoszeń parafialnych: utworzyłam w kolumnie po lewej dział Propozycje. Tam możecie zgłaszać wszystkie złe książki, które waszym zdaniem zasługują na solidny opieprz.





Pojechali citroenem do domu Ariel. Marcus był mocno przejęty, że wsiada do tego pojazdu, ale od razu stwierdził, że bardziej pasuje mu latanie na pegazach.
Lubi czuć moc między nogami...

Aurora (...) gdy zobaczyła citroena na podjeździe, natychmiast przybiegła pytać, co z grillem, „bo Liam się niecierpliwi". Oczywiście oniemiała na widok błękitnych oczu Marcusa, który zdążył tylko odczytać w jej myślach, że „Ariel to ma szczęście do pięknych mężczyzn, ale szkoda, że wychodzi za maż za niewłaściwych". Nie bardzo wiedział, co o tym myśleć.
Że to dość z dupy wzięta myśl. Prawidłowa reakcja na widok przystojnego faceta to:


Marcus szybko znalazł z nim [Liamem] wspólny język, bo maż Aurory też kiedyś był oficerem zawodowym.
Marcus: Słuchaj, Liam, też nie lubisz jak ci pegaz okuleje? No staaary, masakra, w końcu ciężko dowodzić smokami z ziemi!
Liam: *awkward look*


Wino było smaczne, grill skwierczał, a w oczekiwaniu na wyżerkę Aurora wręczyła przyjaciółce gitarę i zmusiła do śpiewania. Jakimś cudem Ariel dziś nie miała na to ochoty, ale dla świętego spokoju wzięła gitarę i zaczęła nucić.
„Jakimś cudem” to wydano tę blogaskową książkę. I wiecie, co jest najlepsze? Że jest oznakowana jako 18+! Nie żartuję, popatrzcie sami! (Tam jest co prawda tom drugi, ale można uznać, że odnosi się to do całej planowanej trylogii).
http://www.fantastyka.pl/24,198.html

- Nie, nie, nie, nie to! Zaśpiewaj balladę, wiesz która! - nalegała Aurora.
- Nie mam pojęcia, o której balladzie mówisz! – wysyczała wściekłym szeptem przyjaciółka.
- Ariel, nie bądź uparta, dobrze wiesz, o jaka mi chodzi!
Marcus przyglądał się kobietom z zaciekawieniem. Toczyły miedzy sobą jakaś rozgrywkę, ale o co? Po chwili zrezygnowana Ariel przymknęła oczy i zaczęła nucić:
  Jesteś poezją...
Marcusa aż zatkało. Nie wiedział, że rozbawiona Aurora przypatruje mu się ukradkiem. Sam zachwycony wpatrywał się w śpiewającą Ariel. Wielkie nieba, ile razy jeszcze ta kobieta go zaskoczy?! Gdzieś w głębi serca pojawił się smutek i tęsknota za kimś, kto dla niego zaśpiewałby tak pięknie.
Ja nie wiem, czy to naprawdę takie trudne, stworzyć postać, która będzie się zachowywać tak, jak się ją opisuje? Marcus miał być tym szalonym, nieprzewidywalnym i – cytuję – NIEBEZPIECZNYM mężczyzną, a tu co i rusz się okazuje, że to skończona pipa, a nie facet.
To będzie dziwne, co powiem, ale już „Zmierzch” – tak, „Zmierzch”! – miał lepiej rozróżnionych charakterologicznie bohaterów.

- To dobry człowiek - stwierdziła autorytatywnie przyjaciółka. - Nie to co Steven. Ale czemu ty mnie tak wypytujesz? Jest coś miedzy wami czy co? - Już taka miała naturę, że najchętniej wyswatałaby Ariel natychmiast.
- No co ty! Ledwo go znam. Pytam z ciekawości.
- To ci odpowiem. Gdyby mnie poprosił o rękę, obym mu ja oddała jeszcze tego wieczoru razem z cała reszta ciała - wypaliła Aurora.
Rotfl. Idealne wzorce do naśladowania: samotna matka-rozwódka, która ślini się do wszystkich napotkanych przystojniaków jeszcze przed zakończeniem rozprawy sądowej, kobieta w szczęśliwym związku, która najchętniej puściłaby się z tymi samymi przystojniakami... Dziecko też jakieś patologiczne, bo sprząta w swoim pokoju.

- Nie wiem, kim jesteś ani co zamierzasz w stosunku do Ariel, ale powinieneś wiedzieć, że to w porządku kobitka... Pewnie ci tego nie mówiła, ale jest tuż po rozwodzie ze Stevenem, takim żałosnym dupkiem, i bardzo to przeżywa.
Właśnie widzę...

Wiec jeśli knujesz coś paskudnego... - zawiesiła wymownie głos.
- Nie, nie mam zamiaru jej skrzywdzić - odparł spokojnie.
- Możesz być spokojna. Przy mnie Ariel jest bezpieczna.
- Dajesz słowo? - nie ustępowała.
- Oficerskie słowo honoru, że jej nie skrzywdzę i nie dopuszczę, żeby zrobił to kto inny - obiecał poważnie Marcus. (...)
Zostali [Ariel] z Marcusem sami.
Ulala. To oznacza albo namiętny seks, albo...

nagle rozległo się walenie do drzwi.
- Ariel! Ariel, ty dziwko! Otwieraj, do cholery!
...albo żenującą scenę ratunku dla podkreślenia jego obietnicy sprzed dwóch minut.

Otworzyła drzwi. Stał tam, chwiejąc się na nogach, wściekły Steven i zajeżdżało od niego wódką.
Pan Tadeusz niechybnie! Tej książce też by się przydało dookreślenie miejsca akcji, bo ewidentnie aŁtorce wciąż mylą się realia polskie z niewiadomojakimi.
Jak na tych wszystkich polskich komediach romantycznych, gdzie wszyscy są piękni, bogaci i nawet studentki mieszkają w luksusowym apartamencie ze ścianami wykładanymi boazerią...
I jeszcze jedno: wiemy już, że Steven to dupek, bo zostawił żonę z dzieckiem, czy naprawdę jest konieczne robienie z niego AŻ takiego zwyrodnialca?
Tak, bo ktoś musi być czarnym charakterem!

- Ty zdziro! - wrzasnął. - Gdzie Amanda? Jak śmiałaś ja wysyłać gdziekolwiek bez mojej zgody?
- Też się ciesze, że cie widzę, Steven - powiedziała zimno Ariel. - Przypominam, że to ja mam pełna władze rodzicielska nad Amandą i nie muszę cie pytać, gdzie i po co mogę wysyłać własna córkę.
A to dlaczego? Proces podobno cały czas trwa, więc gówno ma, a nie pełną władzę.
Pijany we wszystko uwierzy.
- Ej, patrz, Chuck Norris!
- Gdziuuee...?
*pizd drzwiami*


Steven zamachnął się i jego ręka wymierzyła Ariel tęgi policzek. Cios był tak mocny, że w jednej chwili znalazła się na podłodze.
- Ty szmato!... - zaczął znów, ale nie miał szans kontynuować, bo doskoczył do niego Marcus. Palcem wskazującym dotknął szyi Stevena i ten, jakby uniesiony czarodziejska mocą, zawisł w powietrzu, majtając bezradnie nogami i najwyraźniej się dusząc.


- Znalazłaś sobie nowego alfonsa, dziwko, tak? Teraz on cie rżnie? - wychrypiał Steven, zbierając się z kolan.
Jeśli ktoś myślał, że obecność słów „dziwka”, „rżnąć kogoś” i „szmata” to powód, by tekst dostał znaczek 18+, to źle myślał. Infantylizm tej książki osiąga poziomy niedostępne nawet dla gimnazjalistek, na litość boską...

-I tak ci odbiorę Amandę, to tylko kwestia...
Wystarczył tajemniczy ruch reki oficera i były maż Ariel wyleciał z domu jak z procy, po czym rąbnął o chodnik na podjeździe.
Dobra, nie mogę po każdym zdaniu dawać fragmentów z „Gwiezdnych wojen”... Ale rozumiecie, o co chodzi.
Expelliarmus!

Tymczasem Marcus ukląkł przy siedzącej na podłodze i plączącej kobiecie. Objął ja. (...) Jeszcze nigdy w życiu nie było mu dane trzymać kobiety w ramionach.
*nuci cicho na krasnoludzką modłę* Elfyyy pedały, elfyyy...

- Jesteś pewna, że chcesz tu zostać? - zapytał cicho, gładząc ja po włosach i wdychając ich zapach. Zakręciło mu się w głowie.
Wtulona w ramiona Marcusa ledwo słyszała jego głos, za to doskonale słyszała bicie jego serca, czuła ciepło ciała i zapach skóry. Czuła się bezpiecznie jak dziecko w łonie matki. Jeeezu, jak pragnęła, żeby to się nigdy nie skończyło...
Wiecie co... Czuję się autentycznie zażenowana lekturą tego. Nie analizuję już blogasków, bo one są głupie w dość oczywisty sposób i dlatego zajęłam się książkami. Ale to... to JEST blogasek! Blogasek, który w niewyjaśniony sposób trafił do drukarni* i teraz zaśmieca półki księgarń, pretendując do miana dobrej literatury fantasy. A potem nic dziwnego, że ludzie nie traktują takowej poważnie.
*Po prawdzie to jednak wyjaśniony: „Dziewiąty mag” był pracą, która wygrała jakiś konkurs. Po naszych doświadczeniach z konkursami literackimi stwierdzamy, że o kant rzyci je rozbić, jeśli TAKIE dzieła zdobywają pierwsze miejsca. Ludzie, nie bierzcie udziału w konkursach, zamiast tego lepiej pisać i spamować wydawnictwa do oporu.

Ariel stwierdza, że odprowadzi Marcusa, choć nie wie właściwie dokąd. Romantyczny spacerek w parku zakłóca pojawienie się Croya, smoka Marcusa, na widok którego Ariel automatycznie mdleje. Nasza wybawicielka, drodzy czytelnicy...

 Przysunął swój ogromny zielony pysk do twarzy Ariel i polizał ja końcówką rozwidlonego języka za uchem.
- Croy! Jesteś obrzydliwy! - rzucił z niesmakiem Marcus, jednocześnie zdumiony, że jego smok tak jawnie dotyka kobiety.
Polizać za uchem mężczyznę – to jeszcze by zrozumiał, ale KOBIETĘ?!

Zanim zastanowiła się, co robi, wyciągnęła rękę i... pogłaskała smoka po zielonym pysku. Uśmiechnęła się. Był ciepły i miły w dotyku. Croy przymknął oczy jakby z rozkoszy, a Marcus sam omal nie zemdlał na widok kobiety dotykającej smoka. W jego świecie to było nie do pomyślenia!
To czemu w ogóle ktokolwiek rozpatrywał kandydaturę kobiet? Tak, tak, było jakieś mało znaczące pierdzielenie o pochodzeniu z czarodziejskiego rodu, ale na chwilę obecną to brzmi tylko jako pretekst do stworzenia kolejnej merysójkowatej bohaterki będącej alter ego autorki.

- Mam na imię Croy - przedstawił się smok. - Ty musisz być Ariel. Wybacz Marcusowi, że nas sobie nie przedstawił. To dość gburowaty typ. Zawsze muszę myśleć o wszystkim za niego. - Zaśmiał się z własnego dowcipu.
No TEGO to już się stanowczo nie spodziewała! Dowcipkujący smok? Również wybuchnęła śmiechem
Hahahahahahahaha to nie było śmieszne.

Croy tłumaczy Arielce, jak bardzo potrzebują jej pomocy. Ponieważ jest smokiem, jest w tym o wiele bardziej przekonujący od Marcusa.

„Dlaczego powinnam ci wierzyć? Może jednak chcecie mnie jakoś skrzywdzić?" - dopytywała się Ariel..
„Moja droga, smoki, podobnie jak elfy, nie potrafią kłamać. Jesteś inteligentna i masz więcej darów i możliwości, niż to sobie uświadamiasz. Możesz sprawdzić moja prawdomówność poprzez dotyk. Wystarczy, że położysz mi dłoń na szyi. To sprawdzi też poziom twoich umiejętności magicznych" - zachęcił ja łagodnie Croy.
Ee... Już u Paoliniego nie kupowałam tego nieudolnie zerżniętego z Ziemiomorza systemu niemożności kłamania w Pradawnej Mowie, ale tutaj jest jeszcze większe kuriozum. Najpierw mówi, że smoki nie potrafią kłamać. Potem, że prawdomówność sprawdza się przez dotyk, a więc to by oznaczało, że jednak potrafią. No i w końcu to dotykanie... Mam jakieś dziwne wrażenie, że to kolejny pretekst, tym razem do tego, by kiedyś w przyszłości obmacać parę „pięknych” elfów. I jeszcze jedno: elfy kłamią, czego dowód mieliśmy, gdy Marcus ukrywał pijanego Fabiena w swojej kwaterze. 

„Nie mam żadnych umiejętności magicznych" – zaprotestowała telepatycznie Ariel.
Ta książka chyba też poszła do druku bez redakcji...

- Helou! - wtrącił się na głos zirytowany Marcus.
- Joł, młodafoka!
Kfiii, brak mi słów...

– Czy moglibyście przejść na kanał telepatyczny ogólnie dostępny? (...)
„Zdaje mi się, że Marcus jest nieco zazdrosny, że ja potrafię się z tobą komunikować na innych kanałach
Sąsiad sąsiadowi zazdrości stu kanałów na kablówce.
Ja pitolę, co ja czytam. .__.

Ariel dotyka szyi Croya, co sprawia, że jego łuski zmieniają kolor. Nie wiemy na jaki, nie wiemy czemu, w każdym razie wszystkim wydaje się to niezmiernie istotne, więc może później ktoś raczy wyjaśnić. Smok składa Arielce pokłon i cała trójka przechodzi przez portal do magicznego świata.

Marcus oschle polecił Croyowi udać się do zagród smoków - chyba nadal był na niego obrażony za te prywatna rozmowę z Ariel. Sam zaprowadził ja wąskimi uliczkami do jakiegoś domu. Zastukał cicho do drzwi i po chwili otworzyła im starsza kobieta w długiej sukni i ze srebrnymi warkoczami.
-Witaj, Marcelina - powiedział. - Masz zbyt normalne imię, więc jesteś nieważna, przechowaj Arielkę i nie wtrącaj się do fabuły.

Przekroczyła próg domu. Spodziewała się, że wszystko tu będzie jak w bajkach o czarownicach, czyli dębowe, ciężkie meble, palenisko z wielkim kotłem, ponura atmosfera, pełno dziwnych sprzętów, różdżek, ksiąg, słojów z dziwna zawartością, ziół, obowiązkowa sowa albo czarny kot. Tymczasem trafiła do zwykłego z pozoru, mieszczańskiego domu z normalnym salonikiem, kuchnia, sypialniami.
- Rozczarowana? - spytała domyślnie Marcelina. - Kochana, my też idziemy z duchem czasu. Już się nie lata na miotłach, teraz są terminale do teleportacji. Różdżek używają tylko dzieci, które dopiero uczą się kontroli nad swoimi umiejętnościami. A eliksiry warzą w domu hobbyści. Pozostali kupują je gotowe, na przykład w sklepie Orestesa. Postęp cywilizacyjny nas rozleniwił.
A mimo to nadal walczycie bronią białą, do oświetlania pomieszczeń używacie świec, nie wiecie jak się leczy zwierzęta i wykorzystujecie je do brutalnych walk, mimo że są bardzo istotne dla waszego przetrwania i na wyginięciu. Cały wasz postęp cywilizacyjny wygląda tylko odrobinę lepiej niż na Atlantydzie.

Chwile później leżała w łóżku, smacznie śpiąc. Dlatego też nie wiedziała, że jakiś czas potem dwie osoby weszły do jej pokoju.
- Wiec to jest ta nasza nadzieja? - zapytała pierwsza z powątpiewaniem w głosie. Przez chwile przyglądali się śpiącej z uwaga.
- Tak, panie - odparł Marcus i zgasił świecę.
- Chodź do mnie, musimy porozmawiać. I wezwij Fabiena. Natychmiast.
Erm, przepraszam? Ja tak tylko chciałam przypomnieć, że Fabien leży ciężko ranny w szpita... bungalowie medycznym i minął dopiero niecały dzień, więc na pewno mu się nie polepszyło od tamtego czasu...
Zamknij się. Magia i czary. Następna scena!

A teraz przerwa na nasze ulubione, gwiazdkowe reklamy!
*
Fala wściekłości - a jednak jeden pozostał żywy! – czerwone ślepia nie miały źrenic i nie miały też litości. Winni poniosą kare i będą cierpieć. O tak, bardzo cierpieć! Będą błagać o śmierć, ale ta nadejdzie, dopiero gdy odpokutują klęskę powierzonego im zadania! To będzie przestroga dla innych...
*
To naprawdę wygląda jak przerwa na reklamy. Albo wygaszacz ekranu. o.O
 
Zamyślony Severian, Naczelny Czarnoksiężnik trzeciego miasta, przechadzał się po przeszklonym gabinecie na najwyższym pietrze ratusza miejskiego. Hmm, jedyny kandydat i do tego kobieta... Jak to możliwe, że tylko ona została? Każde miasto miało po dwunastu kandydatów - co razy dziewięć daje stu ośmiu. I prawie wszyscy z jakiegoś powodu zostali wyeliminowani, tylko ona nie...
Dwa słowa: Mary Sue.
CO?! Wymordowali im ponad stu kandydatów, a oni dopiero TERAZ się zastanawiają: „hm, no ciekawe co się stało”?! Już po pierwszych mordach powinni zapewnić pozostałym kandydatom maksymalną ochronę! Co za imbecyle, a jakby Arielkę też zabili?
To ta książka nigdy by nie powstała. *pauza* Ej, mam pomysł! Zabijmy Arielkę!

Severian (wiem, że akapit wyżej mam wyjaśnienie, ale ja nadal ledwo kojarzę, kto kim jest) rozmyśla o tym, że taka mała kobietka w zagrodach smoków, złamanie prawa, hańba itp., ale wszechwiedząca Oriana (cały czas mam przed oczami tę Oriannę) powiedziała, że płeć jest bez znaczenia, a wszechwiedzącej Oriany trzeba słuchać. Słowem: bla, bla, bla.


Zrobi to po to, aby jego następca miał nad czym sprawować rządy, bo bez smoków nie będzie kopuł ochronnych ani żadnej obrony przed bestiami. Bez smoków miasta znikną, a wraz z nimi ludzie, elfy i inne przyjazne istoty.
Wróżki, leśne duszki, fauny, jednorożce, czarodziejki Winx...

jego rozważania przerwało pukanie do drzwi.
- Wejść! - nakazał.
Jego osobisty chochlik Tobiasz zaanonsował: - Panowie oficerowie Marcus i Fabien do Waszej Ekscelencji.
Ariel, Marcus, Fabien, Xaviere, Marcelina, Filip, Tobiasz... Obu tym światom przydałoby się jakieś ujednolicenie, bo oszaleć idzie z tymi imionami.
A może ten równoległy, magiczny wymiar to Polska...?
Ej, w sumie to ciekawy pomysł. xD

Severian nakazał wprowadzić gości. I tu nagle otrzymujemy opis jego wyglądu.


Severian był półelfem w dojrzałym wieku. (...) Miał ciemne, krótko ostrzyżone włosy, skórę koloru kawy z mlekiem, mała bródkę i nosił się dość nowocześnie. Nie był zwolennikiem długich, niewygodnych szat ani wielkich kapeluszy czarodziejskich. Uważał to za nieco przestarzały folklor. W pracy wolał zwykły garnitur i krawat
Elf w garniturze... Moja wyobraźnia została zgwałcona. T_T

W pracy wolał zwykły garnitur i krawat („żeby wyglądać godnie i poważnie"), a co w domu, nie wiadomo, bo jego osobisty chochlik Tobiasz był obłożony klątwą milczenia i choćby chciał, nie mógł zdradzić tajemnicy.
Severian lubił się przebierać w babskie ciuszki. ^^


Severian gratuluje, dziękuje, sratata. Fabien dostaje zadanie dalszego wtajemniczania Arielki, a Marcus ma zażyć eliksir niepamięci, co wcale mu się nie podoba. W końcu wyznaje, że dał jej rodzinie oficerskie słowo honoru, że nie stanie jej się krzywda, co lekko irytuje Severiana:
- Dałes OFICERSKIE SŁOWO HONORU?! – zagrzmiał Severian.

- Panie, ona ma córkę, do której musi wrócić. Obiecałem jej to. Spotkanie ze smokami to pewna śmierć.
Zwłaszcza Croy zrobił na nas wrażenie straszliwej, nieokiełznanej i nieprzewidywalnej bestii.
Fakt. Miał straszne poczucie humoru.

- Oficerze - zaczął groźnie Naczelny Czarnoksiężnik - jeśli ona jest jedynym i ostatnim kandydatem zdolnym ocalić nasze smoki, to czy zdajesz sobie sprawę, jak jest dla nas ważna? Każde miasto ma po kilkaset tysięcy mieszkańców. Tylko smoki, kopuły i oficerowie ich bronią. Jeśli zabraknie smoków, same kopuły nie wytrzymają i, z całym szacunkiem dla Korpusu Oficerskiego, wy też nie zdołacie nas obronić! Bestie wykończą wszystkich. Powiedz mi, Marcus - teraz mówił podejrzanie łagodnie - czyje życie jest ważniejsze? Jednej kobiety czy wielu setek tysięcy kobiet, dzieci i mężczyzn? Czyje życie poświęcisz? I doskonale wiesz, że nie idzie tego załatwić inaczej! - ryknął.
Nie rozumiem... Ariel jest jedynym kandydatem, który pozostał przy życiu (gratulujemy ostrożności), jak i ona kojfnie, to mogą od razu się poddać – przynajmniej taką wersję zdarzeń przedstawiano nam do tej pory. A teraz nagle naczelnik tego burdelu nie dba o jej bezpieczeństwo? To ja jestem głupia czy wszyscy wokół w tej książce?

Po krótkim tupaniu nóżką Severian stwierdza, co następuje:


- Dobrze wiec, nie wypijesz eliksiru niepamięci. Fabien będzie przewodnikiem tej Ariel, a ty w czasie wolnym od służby będziesz mu pomagał. Co do inspekcji zagród nie zmieniłem zdania, skoro jednak dałeś słowo, pójdziesz tam wraz z nią i postarasz się zrobić wszystko, żeby jej nie zeżarły, jasne? Zresztą z tego, co mi wiadomo, to z jednym smokiem już miała kontakt i przeżyła, czyż nie? - „Co prawda był to Croy, a on, jak wiemy, jest... hmm... stanowczo zbyt łagodny, ale fakt faktem..."
Wciąż nie mogę się przyzwyczaić do tego całkowitego olewania faktu, że różni ludzie mówią w różnym stylu, a najwyżsi rangą, poważni ludzie z całą pewnością nie używają takich kolokwializmów, jak: zeżreć, spoko, masakra i tak dalej. To mnie po prostu załamuje. -.-
Ale kogo to obchodzi, ważne, że i Fabien, i Marcus będą towarzyszyć Arielce w tym magicznym światku i oboje będą jej się wydawać równie pięknymi, wspaniałymi kandydatami na nowych mężów! <3

17 komentarzy:

  1. Ta ksiązka załamuje mnie coraz bardziej... Analiza udana, nie powiem, ale materiał wyjściowy coraz niestrawniejszy się robi. Tyle emocji, że śpiączka gwarantowana. Szczególnie polecam cierpiącym na bezsenność :>>>

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli TA "książka" wygrała jakiś konkurs to chyba rzeczywiście nie ma co zawracać sobie takowymi głowy :)
    analiza przeborska, choć twór okropny, ja nie ogarniam tych auror, amand i innych a liam za bardzo kojarzył mi się z tru loffem meihny.

    wygrał Croy ze "strasznym poczuciem humoru" :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Fakt. Tutaj nic nie jest takie, jak się to opisuje. A główny wątek romansowy jest budowany tak nieudolnie, że naprawdę musiałam przerywać czytanie, żeby ochłonąć z zażenowania...

    OdpowiedzUsuń
  4. Próbowałam czytać kiedyś tę książkę, ale odrzuciłam po pierwszych paru rozdziałach. Na szczęście jej analizę czyta się świetnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Biedne konkursy literackie, schodzące na psy...

    Książka jest przeokropna - naprawdę brzmi jak wypociny na gimnazjalny konkursik i fakt, ze została wydana jest dobijający.

    OdpowiedzUsuń
  6. Będzie kontynuacja? ;(
    Sh.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dostałam to na urodziny i przeczytałam. Całe *dumna* i nadal próbuję otrząsnąć się z głupoty tego opka.

    Analiza jednak powala na kolana!

    KC

    OdpowiedzUsuń
  8. jak nie chcecie czytać takich książek to nie czytajcie!! kto wam każe.
    a PANIĄ która prowadzi tą stronę chce poinformować że to co "opisała" to 2 część a nie 3
    naucz się czytać kobieto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napij się meliski, a potem naucz się czytać ze zrozumieniem. Albo lepiej zacznij jeszcze przed meliską. Trzecia część to jest analizy, a nie tej - pożal się Boże - książki.

      Usuń
    2. Jakiś problem skoro ci nie pasuje to się odwal!

      Usuń
  9. Mi się książka podoba i nie rozumiem wgl po co tak ją hejtować -.-

    OdpowiedzUsuń
  10. Zajebiste :D, a jak wszystko krytykujecie to sami napiszcie lepsze , pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To ulubiona książka mojej przyjaciółki... Z grzeczności nic nie mówiłam i nawet przeczytałam do końca. Co prawda, baardzo długo ją czytałam, bo po paru stronach mózg mi wysiadał. Ale na kolejne części nie dałam się namówić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Skoro tak hejtujecie to po co czytacie! Sami napiszcie sobie lepsze. Bo wkurzające jest to że przynajmniej połowa z was nie przeczytała tej książki, a tobie autorko tego tekstu zalecam wzięcie się w garść i poprawienia zasobów słownictwa, albowiem pani tekst czyta się monotonnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Szczerze przeczytałam pierwszą część książki i to bardzo ciekawa, co będzie w drugiej części, bo zakończenie było z dupy, a na koniec dali mi jakieś 10 stron reklamy jakieś innej książki i jej fragment myślać, że przeczytam to ich gówno... W sumie to śmiałam się na tych miłosnych scenach i pytali się mnie, czy ze mną wszystko jest ok. Ale kto by się nie śmiał? To było bardziej śmieszne, niż poważne i "romantyczne". Do samej książki nic nie mam. Do Marcusa też, bo lubię go bardziej niż Arjel. Ale jednak widać, że przez tą miłość z Arjel, która jest przedstawiona ktoś obciął mu to, co ma każdy facet. Ale to nie zmienia faktu, że jednak książka mi się podoba. Przynajmniej pierwsza część. Mam zamiar zakupić dwie kolejne. Nie wytrzymam po prostu nie znając zakończenia. Szczególnie, że jak już zaczytam się w książce, to żyje tylką lekturą.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja tam przeczytałam i sądzę że nie najlepiej jest napisane ale akcja dosyć wciągająca. Jeśli pragniesz być pisarką czemu nie zostaniesz? Po za tym wile czego się czepiasz jest wyjaśnione potem bardzo dokładnie.
    PS Marcus nie jest elfem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jakże łatwo hejcić cudzy blog samemu pozostając anonimowym...

    OdpowiedzUsuń