Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Cudowne Dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 12

czwartek, 27 września 2012

Cudowne Dziecko, czyli opowieść o Michali... tfu, Meihnie, część 12

Jednak wrzucam analizę dzisiaj, jako że jutro mogę nie mieć czasu. Tym razem naprawdę już jesteśmy blisko końca, a mimo to sprawy komplikują się coraz bardziej.






Mag mówi Meihnie, że ten cały eliksir sprawi, że zapadnie w długi, głęboki sen, a jej dusza przeniesie się na Atlantydę, by zrobić wywiad. Już brzmi głupio, a za chwilę będzie zapewne jeszcze lepiej... Meihna wypija eliksir, pada nieprzytomna, a przy opisie zasypiania pada mnóstwo wielokropków. Gdy otwiera oczy, znajduje się w lesie całkowicie pokrytym śniegiem i rozpoznaje w nim miejsce, gdzie spotkała dzika, co z jakiegoś powodu bardzo ją cieszy i ma ochotę całować drzewa. Gdy wtem!

nagle usłyszała odgłos kroków stawianych na śniegu. Spojrzała mimowolnie za siebie... i naraz podskoczyła, kuląc się jednocześnie w sobie. Przed nią stał dzik, z nozdrzy buchała mu para, ruda sierść nastroszyła się bojowo.
O mój Boru, dziiik!

A już myślałam, że nigdy już nie będziemy mieć okazji do wykorzystania tego gifa. :D

Patrzył na Meihnę tak jak wtedy, gdy spotkali się po raz pierwszy: mądrze, spokojnie. Księżniczka cofnęła się.
— Kim jesteś? — spytała drżącym głosem. — Kim jesteś?!
- No... dzikiem. Chrrrrum.

Serce zamarło w niej całkowicie, w oczach wciąż miała rozszarpane ciało Tyncjona. Zastanawiała się, czy i ją spotkać ma taka sama śmierć, czy dzik zabije także drugie z dzieci Menrosa.
Erm... Halo? Jesteś DUSZĄ. Nie ma cię tam! Halooo!
Poza tym, dobre pytanie. CZEMU właściwie dzik zabił jej ojca, brata i narzeczonego? Bo nie zachowali się tak jak ona i nie zaczęli go błagać o litość, tarzając się na liściach? Ja bardzo poproszę o jakieś sensowne wyjaśnienie.

Zwierzę stało długo nieruchomo, niewzruszenie, aż nagle pochyliło głowę, jego ciało zaczęło się wysmuklać, plecy wyprostowały się, racice powoli przekształcały w ręce. (...) Po chwili stanął przed nią już nie dzik, lecz wysoka postać w płaszczu, z twarzą osłoniętą obszernym kapturem, wyglądająca trochę jak zjawa, a trochę jak posąg, zimny i niedostępny. Lecz oto postać zsunęła kaptur, odsłaniając pociągłą, smutną twarz Nitrusa...
A teraz to ma jeszcze mniej sensu... Dlaczego NITRUS zabił króla i spółkę? Jaki miał w tym interes? Zrobił to dla hecy? I czemu perłowy mag przed nim nie ostrzegł, skoro był na tyle wszechwiedzący, że wiedział wszystko o Meihnie, gdy tylko pojawiła się w pobliżu? Już mnie zaczyna głowa boleć...

Meihna dostaje szału i rzuca się na Nitrusa z pięściami, ale on odpycha ją. Wtedy zaczyna się nad nim „pastwić” zmuszając go czarami do padnięcia na ziemię i zadając mu ból. Ale Nitrus uwalnia się i rzuca królewną o drzewo, aż biedulka ma wrażenie, że połamała wszystkie kości.


Meihna rzuciła mu nienawistne spojrzenie.
— Myślałam, że jesteś moim przyjacielem — szepnęła, bo na nic więcej nie miała siły. (...)
— Nie ciebie miałem zabić. Nie o tym mówiła przepowiednia.
— Przepowiednia! Też coś! Mogłeś sam o sobie decydować!
Nitrus westchnął.
— Wszyscy jesteśmy tylko marionetkami w rękach losu. Nie wiemy jak i kiedy, ale zawsze spełniamy jego oczekiwania.
Aha... A więc Nitrus zabił, bo PRZEZNACZENIE mu kazało. Odnoszę wrażenie, że aŁtorka nie do końca pojmuje starożytną ideę przeznaczenia. Posłużę się zatem najprostszym, szolnym przykładem: Edyp. Wyrocznia powiedziała jego ojcu, królowi Teb, że syn go zabije i poślubi własną matkę, więc porzucił go w górach. Ale małego Edypka znaleźli pasterze i odchowali, a gdy dorósł, wyrocznia powiedziała mu tę samą przepowiednię, którą usłyszał jego ojciec. Edyp myślał, że jego ojcem jest król Koryntu, więc uciekł daleko z tamtych okolic, a po drodze przypadkiem zabił swojego prawdziwego ojca. Później uratował Teby od sfinksa i wziął za żonę swoją matkę. O wszystkich tych szczegółach NIE WIEDZIAŁ. Starał się uniknąć przeznaczenia, ale i tak go dopadło. Nawet twórcy „Oszukać przeznaczenie” lepiej wiedzieli, na czym to polega!
Widocznie potrzebny był jakikolwiek antagonista. Padło na Nitrusa, bo Meihna tak bardzo miała mu za złe, że „sobie zginął i ją zostawił”.

Tamtego letniego poranka król i książęta nie musieli mnie atakować. Ale ich przeznaczenie było takie, że zaatakowali, a ja się broniłem. Miałem świadomość, iż to ja będę tym, który wypełni część przepowiedni, wiedziałem to od zawsze
I jestem po prostu bez żadnego powodu zły. Mwahahaha!

Tej części w ogóle nie rozumiem. Niby nadszedł moment na odpowiedzi, ale pytania, które zdaje Meihna zdają się być kompletnie niezwiązane z tym, co naprawdę ważne, a odpowiedzi Nitrusa kompletnie bez sensu i wpływu na te szczątki fabuły. I tak:


Meihna wstała z trudem.
— Zabiłeś moich bliskich, jesteś mi winien własne życie. Powiedz, dlaczego Zenora musiała opuścić wyspę.
Bo umarła? Bo znudziła jej się wszechobecna słodycz? Bo zapragnęła zmiany klimatu? Czemu powinno nas to w ogóle obchodzić?
Odpowiedź Nitrusa zaczyna się od opowieści o jakimś poprzednim królewiczu Atlantydy, jakimś Iloriosie, który był szalenie przystojny, mądry i w ogóle – a nasza dezorientacja rośnie.

Kiedy się narodził, ojciec zaręczył go z pięcioma królewnami, twierdząc, że kiedy dorośnie, sam wybierze sobie żonę.
Z tych pięciu, no to faktycznie dał mu wolną rękę. Królewicz wybierze jedną, a ojcowie pozostałych czterech wywołają wojnę.
Nie w tej książce, niestety.

Sam [ojciec Iloriosa] ożenił się z egzotyczną pięknością z zachodu, którą znalazł podczas jednej ze swoich licznych wypraw i zabrał na Atlantydę, niekoniecznie za jej zgodą. W końcu jednak byli bardzo dobrym małżeństwem.
Nooo, bo najlepsze małżeństwa to te z przymusu. Jedynym wyjątkiem są te, których udziałem musi się stać Meihna.

Z zapchajdziury w postaci długiej i nudnej opowieści dowiadujemy się, że Ilorios w dniu siedemnastych urodzin poszedł popływać nago w oceanie, gdy wtem zobaczył na skale piękną, białowłosą dziewczynę, która zarąbała mu ubrania i uciekła. Wrócił goły do pałacu, ale nikt go nie widział, bo znał tajne przejście. Później odbyło się huczne przyjęcie i Nitrus dokładnie opisuje wszystkie pięć księżniczek (nuuudyyy...!). Wybiera chińską księżniczkę, żeni się, żyją długo i szczęśliwie. Pewnego razu zauważa znajomą postać przebiegającą przez ogrody.


Z początku niczego tam nie znalazł, stwierdził nawet, że coś musiało mu się przywidzieć
O mój Boru! Nie wierzę własnym oczom! A więc jednak można! Można się nauczyć, że „przewidywać” i „przywidzieć” to nie to samo! Alleluja!
Nie ciesz się, może to literówka. ;P

Królewicz spotyka dziewczynę z plaży i nie może przestać o niej myślec. Nocą wymyka się, by się z nią spotkać (a ja nadal nie wiem, jaki to ma związek z Meihną).
Ciekawostka: cała ta długa i nudna historia do tej pory była pisana w jednym ogromnym akapicie, nawet dialogi. Dopiero teraz aŁtorka zaczęła na powrót używać entera.

— Jeśli pójdziesz teraz ze mną, będzie to miało tragiczne skutki... Ale jeśli nie pójdziesz, skutki również będą tragiczne, więc...
Więc wszystko jedno, chodźmy się bzykać!

I tak też się dzieje: książe regularnie odwiedza dziewczynę nocami poza chwilami, kiedy jest pełnia. Jego żona dowiaduje się o tym, ale zachowuje stoicki spokój. Po jakimś czasie król umiera, co oznacza, że
Ilorios przestał być następcą tronu, a stał się prawowitym władcą Atlantydy. A władca nie mógł mieć kochanki; jego zadaniem było świecić przykładem, być nienagannym symbolem wszystkich cnót.
Buahaha! Dobre! Niech ktoś da tej słodkiej aŁtoreczce do przeczytania cykl „Pieśń lodu i ognia”, proszę. xD

Ilorios postanawia zerwać stosunki z tajemniczą dziewczyną (której imienia nie pofatygował się poznać)
(bo był zbyt zajęty penetrowaniem jej... osobowości), ale gdy tylko ją widzi, cały misterny plan idzie w pizdu. Niestety okazało się, że była to noc pełni księżyca i... nic się nie dzieje. Hm. Młody król wraca do pałacu i ucina sobie pogawędkę z jakimś kapłanem. Stanowczo odmawia przekazywania bogactw kapłanom, co bardzo oburza... kapłana (Boru, ile powtórzeń, ale tu się inaczej nie da). Czyli teraz nagle to znowu ci bezwyznaniowi kapłani są źli. Kapłan wygłasza raczej dziwną mowę w bardzo wymuszony sposób nawiązującą do Zenory:

— Kto ma mieć w królestwie wysoką pozycję, jeśli nie kapłani? Wiedźmy? Magowie? Nawiedzeni szaleńcy? Twój ojciec, panie, dawno powinien rozprawić się z Zenorą i jej podobnymi.
— Zenorą? Myślałem, że to bajki!
— Za dużo myślisz, za mało działasz, o królu! Bajki? Bajki?! Kto w takim razie porywa ludzi? Kto robi garnce z ich czaszek? Kto wypija z uwielbieniem krew niemowlaków, i to wszystko w pełnię?
Jakoś nie słyszeliśmy do tej pory o jakichkolwiek porwaniach, mordach albo czaszkach.

Ilorios zastanowił się.
— Nie słyszałem nigdy o tych strasznych mordach...
— Ach! Jak o czymś tak okropnym może słyszeć książę, światło Atlantydy?! Kto miałby czelność ranić tym jego święte uszy?!
— Hmmm... Ty to robisz.
— Ależ, panie! Ja cię tylko uświadamiam. Z bólem to czynię, ale...
Ja pierdolę, jakie to jest wszystko infantylne i naiwne...

Król chyba tylko dla świętego spokoju zgadza się stracić Zenorę.


— Niech straże przyprowadzają jutro z samego rana, w południe zostanie stracona i... — kapłan nadstawił ucha. — Złożona w ofierze twoim bogom.
JAKIM bogom?! Na Teutatesa, aŁtorko, świat, który stwarzasz, nie składa się wyłącznie z głównej bohaterki i otaczających ją kwiatków i jednorożców! OGARNIJ SIĘ!

Zidiociały król nie skojarzył faktów i nie podejrzewa, że polująca w pełnie Zenora i jego dziewczyna zabraniająca mu przychodzić w tym samym czasie może być tą samą osobą. Gdy przyprowadzają mu ją, jest w szoku. Rozkazuje jej raz na zawsze opuścić Atlantydę, Zenora płacze, mówi, że nie może opuścić Atlantydy, ale w końcu zgadza się (zupełnie jakby miała wybór). Koniec opowieści.

Jeśli Nitrus zamierza odpowiadać tak na każde pytanie, to ja już odpadam.

Nitrus umilkł i spojrzał na Meihnę. — Tej nocy urodziła mnie — powiedział. — A że byłem za mały, by wyjść na świat, schowała mnie w brzuchu jednej ze stojących w lesie skał.
Uhm... okej...

Meihna zakryła twarz dłońmi.
— Dlaczego nie powiedziałeś mi tego wszystkiego wcześniej?
— Nie byłaś w stanie zrozumieć tej opowieści, póki sama kogoś nie pokochałaś. Król też nie chciał ci jej opowiedzieć, nie mogłaś przecież odczytać jego pamiętnika... Teraz jesteś gotowa, by dowiedzieć się prawdy.


— Więc ty...
— Jestem stryjem twojego dziadka, we mnie i w tobie płynie ta sama krew, nigdy bym cię nie skrzywdził.
Meihna stanęła do niego tyłem, splatając ręce na piersi.
— Mojego ojca i brata zabiłeś, wtedy nie przeszkadzało ci pokrewieństwo.
— Nie mówię o tej krwi, księżniczko. Nie o tej...
— Jak to...? — dziewczyna odwróciła się, ale Nitrusa już nie było, rozpłynął się w powietrzu.
Sama aŁtorka nie umiała udzielić odpowiedzi na to pytanie, więc sobie sprytnie i bezsensownie wybrnęła.
To nie jest sensowne wyjaśnienie, jakiego oczekiwałam. :c

Meihna leci do pałacu. Przed drzwiami stoją straże i zastanawia się, jak ich ominąć. Zamienia się więc w motyla i wszystko funkcjonuje dokładnie tak, jakby wszyscy zapomnieli, że jest tam tylko duchem, a nie ciałem, kurtyzana żesz mać. Wlatuje do komnaty Teriny (dziwne, że nie zamknęła okna, skoro jest taki mróz) i przemienia się z powrotem. Gdy Terina wychodzi z szoku (bardzo szybko), opowiada, jak Aro-Gant powiedział, że Meihna nie żyje, wtrącił Majoneza do lochów, ogłosił się królem Atlantydy i przy pomocy latających maszyn zaczął podbój świata. Wszystkie państwa sprzymierzyły się przeciwko Atlantydzie i planują ją zniszczyć w jeden dzień. Powodzenia...

— Aragos wszędzie przedstawiał się jako Mojnes, syn Menrosa! Zachowuje się, jakby dążył do tego, żeby cały świat znienawidził nasze królestwo.
— I dąży do tego! Naprawdę. To ma być zemsta.
— Zemsta? Za co?
— Aragos nie jest księciem z dalekiego królestwa, tylko... Mniejsza z tym! Długo musiałabym ci tłumaczyć.
Nie, nie mniejsza z tym. WYTŁUMACZ. Bo to nie ma sensu. Za co niby zemsta? Co mu zrobiła Atlantyda?
Nic, ale „zemsta” to takie fajne słowo!

Terina mówi, że jutrzejszej nocy na Atlantydę przybędzie sto armii i zabiją wszystkich. Prosi Meihnę, by zabrała jej nowonarodzonego synka, żeby przeżył, ale Meihna się sprzeciwia, mówi, że uratuje Atlantydę. I kiedy już miałam pochwalić pamięć o tym, że Meihna jest tu duszą, a nie ciałem, dzieje się to:

Meihna wybiegła z komnaty, od razu wpadając na dwóch strażników, z których jeden złapał ją za ramiona, drugi uderzył z całej siły w głowę... Nie zdążyła zareagować.
Ja pierdzielę...

Meihna budzi się w towarzystwie Aro-Ganta i szaleje ze złości. Aro-Gant wyjawia, że wcale nie chodzi mu o zemstę, a o zazdrość: Atlantyda zawsze uchodziła za największy, najlepszy i najwspanialszy kraj i nie podobała mu się rola „podnóżka”.


Meihna podniosła czoło.
— Chcesz wojny? Dostaniesz! A teraz wypuść mnie, słyszysz?! Wypuść!!!
Aru-Ghaan zaśmiał się.
— Jak miło widzieć cię tutaj. To tak, jakby siedzieć w klatce z dzikim kotem, strasznie... ale pociągająco.
A więc Aro-Gant zamienia się nagle w zboczeńca i oferuje księżniczce życie w zamian za to, że będzie jego. Próbuje ją „brutalnie pocałować”, ale królewna zmienia się w tygrysa. Wściekła wyskakuje przez okno i zmienia się w kruka.

Krew pulsowała jej w mózgu, wściekłość i oburzenie nie pozwalały myśleć. „Świat jest zły...”, pomyślała z goryczą, a za chwilę zreflektowała się: „Świat jest dobry, ale ludzie są źli...”, jednak i to stwierdzenie nie wydawało jej się odpowiednie. Świat jest dobry, ale ludzie nie są dość mądrzy, by ogarnąć tę dobroć. Minie dużo czasu, nim nauczą się tego.
Filozofka w każdym calu, rozmyśla na tematy egzystencjalne nawet w obliczu zagrożenia.

— To niesprawiedliwe! — jęknęła. — Dlaczego to wszystko jest aż tak niesprawiedliwe?! Świat oszalał, zaczyna niszczyć sam siebie, gubiąc po drodze prawdziwe wartości i zastępując je fałszywymi, wymyślonymi przez głupich ludzi, kierujących się jedynie własnym interesem! To takie niesprawiedliwe...
Witaj w rzeczywistości, słoneczko.

Księżniczka wstała ponownie, jakby nie mogąc zdecydować się, co robić, gdzie pójść. Do rana pozostało już niewiele czasu, a ona, choć opowieść Nitrusa wyjaśniła wiele tajemnic, wciąż nie znała odpowiedzi na najważniejsze pytanie. Jak uratować Atlantydę?
Niby jakie tajemnice wyjaśniła ta beznadziejnie nudna i bezsensowna historyjka o Zenorze? Wygnali ją, kapłani są źli, łał, to faktycznie wiele tłumaczy. -.-

Nagle dziewczyna usłyszała kroki. Przemieniła się w jaszczurkę i ukryła za kamieniem, obserwując, jak przechodzi obok niej dwóch strażników, mówiących coś do siebie w bełkotliwym, niezrozumiałym dla niej języku i łypiących groźnie spod peruk dzikimi, smolistymi oczyma.
O, to teraz nagle Meihna nie zna egipskiego? Miała matkę-egipcjankę (i najwyraźniej nie uznała jej za dostatecznie ważną, skoro jej nie odwiedziła), była niby taka mądra i wykształcona, a teraz co?
Gdyby to, co mówią strażnicy miało być dla niej w jakikolwiek sposób ważne, to by znała egipski. Ale tak to pfe, nieważne.

Królewna pod postacią jaszczurki idzie za strażnikami i dociera do lochów.

Za czasów Menrosa niewiele osób siedziało w lochach
Bo wszyscy byli prawi i sprawiedliwi i w ogóle, żadnych morderców, złodziei... <3 Dopiero rządy tego głupiego Majoneza wszystko zepsuły!

Kiedy rządy przejął Mojnes, wtrącał do lochów każdego człowieka, który odważył się podważyć jego zdanie lub miał nieszczęście drażnić go czy denerwować
Hm... Kaprysy kaprysami, ale nie uwierzę, że na Atlantydzie nie było żadnych przestępców czy choćby nawet drobnych cwaniaczków.
Może ich od razu skazywano na śmierć? Zaiste Atlantyda to wspaniały kraj!

Kiedy jednak królem ogłosił się Aru-Ghaan, w opustoszałych dotąd lochach zaczęło brakować miejsca dla przybywających z każdą chwilą więźniów. Meihnę ściskało w gardle, kiedy widziała najdzielniejszych wojowników, wodzów i wiernych poddanych Menrosa i Mojnesa zamkniętych w dołach niczym najgorsi złoczyńcy.
Skąd możesz wiedzieć o złoczyńcach, skoro najwyraźniej nigdy ich tam nie mieliście?
Może byli, ale delikatne uszka królewny nie mogły słuchać o takich brzydkich rzeczach.

Meihna znajduje ledwo żywego Majoneza. Z jego słów wyciąga bardzo dziwne wnioski...

Księżniczka wstała, ale Mojnes złapał ją za rękę.
— Nie, nie odchodź. Zostań ze mną.
— Wrócę, obiecuję, ale znajdę coś do jedzenia, poproszę Terinę...
— Terina? Nie jest z Aragosem?
Mojnes skrzywił się. Meihna spojrzała na niego z niepokojem.
— Co? Co ty mówisz?! Jesteś zmęczony!
— Nie. Terina. Z Aragosem.
Meihna zmarszczyła brwi. Czując, jak ogarniają gniew, wyleciała z lochu pod postacią nietoperza i udała się z powrotem do pałacu, do komnaty Teriny. Stanęła przed dziewczyną, patrząc na nią wrogo z mieszaniną żalu i odrazy.
— Oszalałaś?! — krzyknęła, sama dziwiąc się, że umie krzyczeć tak głośno. — Co ci obiecywał?! Co proponował ci w zamian?!!
Terina jęknęła i usiadłszy na łożu, zakryła twarz dłońmi.
— Więc już wiesz... Kto ci powiedział?
*również zakrywa twarz dłońmi i zaczyna szlochać* Tak bardzo nie rozumiem... To jest kompletnie bez sensu...!

— Mojnes.
— Więc on żyje?! Dzięki wam, bogowie!
— Nie nazwałabym tego życiem, ale mówić jeszcze umie. Ty nie jesteś normalna.
Ty zresztą też.

— Meihno! Ja naprawdę...
— Co? Łatwo było zapomnieć Tyncjona?!
Terina wstała z oburzeniem, ale po chwili opadła znów bezsilnie.
— Ty tego nie zrozumiesz. To szaleniec!
— Rozumiem, zapewniam cię.
— I zboczeniec, niezdrowy na umyśle! Powiedział, że zabije mnie, jeśli nie... sama wiesz. A byłam w ciąży.
Ołmajgaaad... Zaraz sama oszaleję. Więc jakąż to zbrodnię właściwie popełniła Terina? Pozwalała się bzykać Aro-Gantowi? A jakie miała inne wyjście? W przeciwieństwie do niektórych, nie jest merysujkowatą pindą, która może się w każdej chwili zmienić w tygrysa. A jak przypomnę sobie słowa samej Michaśki na temat tej biednej Teriny, to mnie podwójnie krew zalewa:
-Czy nie uważasz, że Twoje postacie kobiece są nieco zbyt bez wad?
-Ależ nie! Terina ma wiele wad, przede wszystkim jest bardzo słaba psychicznie. Nie potrafi stawić czoła życiu, rozczula się nad sobą.

Cały żenujący wywiad z Miss Doskonałości znajdziecie tutaj.

Świat się wali, Meihno! Służba uciekła, bo Aragos życzył sobie widzieć każdej nocy kogoś innego, niezależnie od płci! To przecież jakiś koszmar! Zemsta bogów!
KWIIIK! Nic się nie ukryje przed chucią Aro-Ganta! Ratuj się kto moooże!

Jeśli świat jest aż tak zły, już niedługo bogowie będą zmuszeni go zniszczyć.
Starożytni bogowie, jak powszechnie wiadomo, stanowczo stronili od uciech cielesnych.
A Zeus z niesmakiem odtrącał te tłumy napalonych kobiet, które lgnęły do jego pioruna.

Nagle do komnaty wbiegła Nara z tacą z gorącym napojem. Kiedy zobaczyła Meihnę, wypuściła tacę oniemiała, po czym padła na kolana i zaczęła całować z pasją stopy księżniczki.
— Dlaczego usługuje ci moja niewolnica?
— Moją zabrał Aragos. Zdawała mu się zbyt ładna.
Erm, a co miała zrobić Nara, skoro ogłoszono, że Meihna nie żyje? Zabić się do wtóru ze swoją panią?
Ależ nie, w wywiadze z aŁtoreczką możemy przeczytać, że Nara jest postacią komiczną. Więc zaśmiejmy się wszyscy razem nad losem niewolnicy, która musi całować swoją zdzirowatą panią po stopach: hahahahahahaha, plebs jest taki zabawny!

Meihna westchnęła.
— Chyba dobrze, że nie zostawiłam tu Jednorożca.
Jeszcze by go Aro-Gant wychędożył.

Nara wspomina coś kompletnie bez związku o Zenorze i Meihnie przypomina się, że pozostaje jeszcze sprawa tajemniczych napisów na ścianie w jaskini. Leci tam, a ja jestem ciekawa, jakim to niby cudem teraz nagle będzie w stanie je odczytać.


Ale dlaczego właśnie ona? Dlaczego to wszystko złożone zostało na jej barki, dlaczego nie obarczono tym kogoś silnego, doświadczonego, jak Menros czy Tyncjon? Jak wiele zdziałać mogła niedoświadczona księżniczka w porównaniu z wojownikami, książętami czy królem? Oni mogliby zebrać armię, odpowiedzieć wojną, odeprzeć nieprzyjaciela, a ona? Cóż, ona mogła zrobić tylko jedno.
Siąść, płakać i użalać się nad swoim straszliwym losem.

W końcu stanęła w grocie, patrząc na ciemną kamienną ścianę. Uklękła. Dotknęła koniuszkami palców zapisanych na niej słów. Zaczęła czytać... Poczuła, jak w jej sercu rozlewa się ciepłe, cudowne poczucie ulgi. Nadzieja...
I tymi słowy kończy się... rozdział czy coś, nie wiem, w tej książce po prostu co jakiś czas tekst się urywa i zaczyna od następnej strony. A samych stron zostało nam już tylko trzydzieści, zatem odłożymy to na następny, ostatni już raz. Dobijemy Atlantydę już w najbliższy wtorek!

11 komentarzy:

  1. Jeej! Analiza dzień wcześniej! Uwielbiam takie niespodzianki :)
    A "Oda do radości" mnie powaliła na łopatki!

    Tak przy okazji, czy nasza kochana Michaśka wie o tej analizie? Może jakby przeczytała, to odpowiedziałaby na wiele pytań? Np. dlaczego to jest takie beznadziejne?

    Życzę powodzenia przy ostatnich stronach. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie! Może by jakoś do niej napisać? Dać jej znać?

    To dopiero byłby ubaw...!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuu tak, już widzę te argumenty, jacy to my jesteśmy płytcy, tępi i w ogóle bez pojęcia, i nieogarniany tego głębokiego, ach, jakże głębokiego przesłania Atlantydy...

    A tak szczerze - to ja już naprawdę nie ogarniam. Kto z kim i po co, do cholery jasnej?!

    OdpowiedzUsuń
  4. O, nowa analiza! Jak miło, że pojawiła się tak szybko. Tak "książka' za strony na stronę staje się coraz bardziej bezsensowna, brawa dla ałtoreczki. A tak na poważnie to Wam też należą się brawa za przebrnięcie przez to cudo *frenetyczne oklaski*

    PS A c będzie po Atlantydzie, oprócz Erasia i Magicznych stworzeń? W końcu to "Proroctwo kamieni"? Ono jest naprawdę zue, zasługuje na analizę.

    OdpowiedzUsuń
  5. O zgrozo... Mam na myśli książkę, nie analizę, bo ta była piękna. Jakie to szczęście (dla was i dla nas), że to już końcówka :))) Ale wywiadu z Michałką czytać nie zamierzam - od książki bolą mnie zęby, po wywiadzie zapewne zaczęły by próchnieć w tempie przyspieszonym. Albo dostałabym szczękościsku z wysiłku, aby nie bluzgać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wywiad jest spoko, Michaśka chwali się jaka to nie jest zorganizowana, wstawała o 4, żeby pisać!!! A teraz pisze normalnie zawsze i wszędzie i,niestety, nie zamierza przestać. A i jeszcze chce iść na dwa kierunki na studiach, bo jest taka zajebista, że na wszystko będzie miała czas.
    A co do poinformowania, to sama podała swojego maila na stronie, no ale oczywiście decyzja należy do Winky i Muzy.
    pozdro

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze nie wiemy, co zanalizować w następnym rzucie, wybór jest trudny. xD Ale niestety nie "Proroctwo", nie mogę go dorwać w żadnej okolicznej bibliotece ani antykwariacie. Co do Michaśki, to spodziewam się, że podobnie jak wiele innych pisarzy ma syndrom wyszukiwania peanów na swą cześć w internecie, więc zapewne wie o istnieniu analizy, a ja się specjalnie o flejm nie mam zamiaru dopraszać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety dopiero dziś miałam chwilę czasu, by przeczytać analizę. Ja także już się zgubiłam, o co w tym do końca chodzi... Ale filmik z warchlaczkiem - uroczy ;)
    Co do autorki, to ona może napisałaby całkiem niezłą powieść, tyle że dobre parę lat później. Z drugiej strony niektóre błędy logiczne czy psychologiczne wydawały się już naprawdę zbyt duże jak na piętnastolatkę, więc ciężko powiedzieć.
    Szkoda, że nie możesz znaleźć "Proroctwa". Naprawdę nadałoby się do analizy ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Właaaaśnie, wcześniej zapomniałam napisać, że warchlaczek zdobył moje serce.
    Ja nadal będę polecać przecudną "Zaklętą" z ogromną ilością guembi, mondrości rzyciowych, odkrywania siebie i seksem ze strumykiem. To jest jeszcze gorsze od "Atlantydy", chyba ze znalezieniem w bibliotekach też nie powinno być problemu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zabijcie Michasię, zanim złoży jaja... to nie dzieje się naprawdę... Przecież to wstyd wydawać takie dziadostwo i chełpić się nim na lewo i prawo.

    OdpowiedzUsuń
  11. "-Czy nie uważasz, że Twoje postacie kobiece są nieco zbyt bez wad?
    -Ależ nie! Terina ma wiele wad, przede wszystkim jest bardzo słaba psychicznie.(...) a największą wadą Meihny jest właśnie... jej brak wad. Wiem, że to paradoks, ale tak właśnie jest."

    Ta logika przeczy sama sobie a ten paradoks jest tego najlepszym przykładem. Meihna jest bez wad?! Zapewne tak samo jak aŁtoreczka.

    OdpowiedzUsuń