Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Erasiowe Wojny, epizod IV: Nowa nadzieja, część 1

wtorek, 11 września 2012

Erasiowe Wojny, epizod IV: Nowa nadzieja, część 1



I tak oto dotarliśmy do finalnego tomu trylogii, która okazała się być tetralogią, a w Polsce nawet pentalogią autorstwa Christophera Paoliniego; tomu zatytułowanego leniwie tytułem całego cyklu, czyli "Dziedzictwo" (i jak tu się w czymś nie pomylić?). Już od samego początku poziom absurdów osiąga cudownie wysokie szczyty i ani na moment nie opuszcza nas wrażenie, że przez tyle lat uprawiania trudnej sztuki pisarstwa, Paolini nie polepszył się ani odrobinę, o czym za chwilę sami się przekonacie.
Przy okazji pragnę nadmienić, że to ostatni fragment analizy archiwalnej, to jest napisanej Bór raczy wiedzieć ile czasu temu - teraz ze wszystkim będziemy na bieżąco, więc kolejne części zapewne nie będą tak długie. Bardzo za to przepraszam i proszę o zrozumienie - sama zarządzam tym całym burdelem (ekhem!), no, z Muzą, ale ona się nie liczy. Niemniej dołożymy wszelkich starań, by analizy ukazywały się regularnie. ^^
Dobra, koniec pierdzielenia. Analizę czas zacząć!


Jak zawsze, książkę tę dedykuję mojej rodzinie A także wszystkim śniącym i marzycielom wielu artystom, muzykom i bajarzom bez których nigdy nie doszłoby do tej podróży.
Przez tych wszystkich artystów i bajarzy mamy rozumieć tych, z których dzieł Pałolini sobie beztrosko zżynał?

Na początku były smoki: dumne, groźne i niezależne. Ich łuski lśniły jak klejnoty i każdy, kto na nie spojrzał, czuł rozpacz, bo wspaniała i straszliwa była ich uroda.
To samo czuję, jak widzę małe, puchate króliczki.

*rozpacza* Boooru, jakie to straszliwie piękne! T__T

A potem bóg Helzvog stworzył z kamieni Pustyni Haradackiej krępe, mocarne krasnoludy.
(...)
Potem zaś zza srebrnego morza do Alagaesii przypłynęły elfy.
Same się stworzyły.

One także ruszyły na wojnę ze smokami. Elfy jednak były silniejsze od krasnoludów



Elfy jednak były silniejsze od krasnoludów i zniszczyłyby smoki, tak jak smoki zniszczyłyby elfy.
Tak więc wszystkie ludy zniszczyły się nawzajem i koniec pieśni.
Chciałabyś...

Potem do Alagaesii przypłynęli ludzie. I rogate urgale. I Ra zacowie, łowcy w mroku, pożeracze ludzkiego mięsa.
I gnomy. I niziołki niskie. I olbrzymy cuchnące. I drowy w mroku się lubujące.

Zniewolił czarnego smoka Shruikana i przekonał trzynastu innych Jeźdźców, by poszli w jego ślady.
Czternastu na jednego to banda łysego!
Bosh, to dopiero orgia.

A każdemu smokowi, którego dosięgli, odbierali serce serc - Eldunari - kryjące w sobie potęgę i umysł smoków, odłączone od ciała.
I przez osiemdziesiąt dwa lata Galbatorix władał niepodzielnie ludźmi. Zaprzysiężeni umarli kolejno, ale nie on, dysponował bowiem siłą wszystkich smoków i nikt nie zdołałby go pokonać.
O, miło W KOŃCU poznać powód, dla którego Galb sobie żyje jak pączek w masełku. Pal licho, że dowiadujemy się tego ze streszczenia trzech poprzednich tomów.

Galbatorix i Zaprzysiężeni obalili Jeźdźców i spalili ich miasto na wyspie Vroengard (...)
Ra'zacowie zabili Garrowa i spalili dom Eragona.
Mają fajny fetysz, piromani chędożeni.
No bo wiesz, wszystko wygląda lepiej na tle wybuchu. A ponieważ tu nie ma co wybuchać, to chociaż taka pożoga...

Tam magowie uleczyli Aryę, tam też Eragon pobłogosławił zapłakane dziecko, Elvę, życząc jej, by była chroniona przed nieszczęściem. Niestety, dobrał niewłaściwe słowa i nieświadomie przeklął ją, klątwa ta zaś zmusiła dziewczynkę, by stała się ochroną przed nieszczęściami innych.
Primo: bachor wcale nie płakał, jak Eragon ją ,,błogosławił". Secundo: nie wiem, po co w ogóle o niej wspominać, skoro nie odegrała praktycznie ŻADNEJ roli przez cały czas, a tylko stała i ,,upiornie" wyglądała.
To samo można powiedzieć o połowie postaci pojawiających się w ,,Erasiu". Minus upiorny wygląd.
Chociaż z tym też różnie bywa.

Durza jednak zadał mu bolesną ranę w plecy i mim o zaklęć uzdrowicieli Vardenow Eragon cierpiał straszliwe męki.
Jejq.
Czyli kolejny gówno wnoszący wątek.

Podczas gdy Oromis i Glaedr szkolili Eragona i Saphirę, Galbatorix posłał Razaców wraz z oddziałem żołnierzy do ojczystej wioski Eragona, Carvahall, tym razem po to, by porwać jego kuzyna Rorana.
Do tej pory nie rozumiem, PO CO. Pałolini najwyraźniej też, bo nie wyjaśnił.
Epic stuff, my dear! Epic stuff!

Rana na plecach Eragona wciąż mu doskwierała, lecz w czasie elfickiej ceremonii Przysięgi Krwi, podczas której elfy świętują traktat pomiędzy Jeźdźcami i smokami, widmowy smok przywołany na koniec uroczystości uleczył go. Co więcej, zjawa obdarzyła Eragona siłą i szybkością dorównującą najpotężniejszym elfom.
I zamienił go w elfie książątko! Dlaczego o tym nie wspomina?!
Może dotarło do Pałoliniego, co uczynił i teraz się wstydzi? ^^

Wtedy ze wschodu nadleciała postać zakuta w błyszczącą zbroję. Postać dosiadała lśniącego czerwonego smoka.
Błyszczący, lśniący... Myślałam, że to kolejny tom ,,Eragona", a nie ,,Zmierzchu".

Roran poślubił Katrinę, która nosiła w łonie dziecko.
To zabrzmiało trochę... błe. oO"
Katrina jest kangurem i nosi młode w torbie. ^^ 

Podczas oblężenia Feinster Eragon i Arya natknęli się na trzech wrogich magów, jeden z nich przerodził się w Cienia, Varaugha. Z pomocą Eragona Arya zabiła nowego Cienia.
No. I. Co. Z tego. Pamiętam tę scenę, jest napisana równie beznamiętnie, jak opis posiedzenia na kibelku. I nie wnosi NIIIC do fabuły!

Ale Galbatorix sięgnął ku nim i opanował umysł Murtagha. Posługując się jego rękami, powalił Oromisa, a Cierń zabił ciało Glaedra.
Zabił ciało... I don't know anymore.
Winky, goopia babo, umysł Glaedra żyje w tym kamieniu, co go wyrzygał. Ach i och. Ignorantko.
Po prostu nie kupuję tego pomysłu.

AKCJA WŁAŚCIWA: WĄTEK ERAGONA
Eragon sparował cios drobnym ruchem przegubu, władając Brisingrem szybciej, niż potrafiłby tego dokonać jakikolwiek człowiek bądź elf. Twarz żołnierza stężała ze zgrozy, gdy pojął swój błąd. Próbował uciec, zanim jednak zdołał pokonać choćby kilka cali, Eragon rzucił się naprzód i trafił go prosto w brzuch.
Brzuch jest za mało epicki. Wypływająca zawartość jelit i żołądka musi wyglądać i pachnieć okropnie. Prawdziwy Eragon trafiłby w serce.
A przed chwilą skręcił kostkę, zeskakując z Saphiry. To jakaś podróba! Gdzie nasze elfie książątko?!

Saphira, ciągnąc za sobą proporzec tryskającego z pyska złocisto-błękitnego ognia
Taki ogień musi być ciężki, skoro musi go za sobą ciągnąć.

Tuż po Saphirze pojawiła się elfka Arya. Długie czarne włosy tańczyły szaleńczo wokół kanciastej twarzy
EVERYBODY DANCE NOW!

Posłał jej szybki uśmiech. Arya odpowiedziała tym samym, promieniowała radością i groźną energią. W bitwie jej rezerwa znikała bez śladu; poza walką rzadko się zdarzało, by elfka tak bardzo się otworzyła.
Rajcuje ją tylko krwawa sieka. To jest definicja hardkoru ostatecznego, bzykanie na polu bitwy, kiedy wokół giną ludzie. oO
Ee tam, ludzie. Oni i tak istnieją tylko po to, by można było ich jak najwięcej zabić. Jak mobki w League of Legends.

Eragon uskoczył za tarczę, gdy między nimi pojawiła się falująca zasłona błękitnego ognia. Spod rąbka hełmu patrzył
Rąbek hełmu mu się zawinął, ajciu. ^^

patrzył, jak Saphira zalewa skulonych żołnierzy rzeką płomieni, która otoczyła ich, nie czyniąc najmniejszej szkody.
Nie no, jasne, napalm i wybuchy też istnieją tylko dla celów dekoracyjnych i nikomu nie robią krzywdy.
Co też hollywoodzkie produkcje robią z ludźmi...

Ustawieni w szeregu na blankach zamku łucznicy wypuścili grad strzał, celując w smoczycę. Okalające ją gorąco było tak potężne, że garść pocisków już w powietrzu stanęła w ogniu i rozpadła się w proch
Przestaję to rozumieć. Lecące 65 metrów na sekundę strzały spalają się zanim dolecą do płomieni, a ludzie siedzący w środku są cali i zdrowi.
Nie czepiaj się. To fantasy jest. Tu aŁtorom wolno WSZYSTKO.

Eragon, jak już kilka razy wcześniej, pojął, że ktokolwiek przygotował zaklęcia ochronne żołnierzy, musiał być zręcznym i potężnym magiem.
Aaaa, a więc to CZARY. No tak. W tym kraju amulety o mocach tak potężnych, że w każdej grze komputerowej robiłyby za cheaty, rozdaje się jak ciastka, a mimo to jakoś nikt nie może sobie z niczym poradzić. To już wykracza nawet poza paranoję.
Winky, koniec narzekania, zacznij wreszcie analizować.

W ostatniej chwili Eragon obrócił lekko tułów, napiął ręce i pierś i rąbnął obolałym ramieniem prosto w mostek napastnika.
Siła zderzenia odrzuciła żołnierza o kilkanaście jardów
Nieee no, jak ja mam nie narzekać? Co to ma być, ,,Przyczajony tygrys, ukryty smok"? To nie było fajne nawet w konwencji chińskich mitów! ><"
Kolejny dowód na to, że z Winky taki kulturoznawca, jak ze Szpaka kulturysta. ^^
Zamilcz.

Jego wargi wygięły się w gorzkim uśmiechu. Łucznicy na murach pojęli już, że mogliby zwyciężyć tylko gdyby udało im się zabić jego samego i elfy, nieważne ilu swoich musieliby przy tym poświęcić.
... To po co wysyłać na pewną śmierć tylu ludzi?
Mówię ci, że to nie ludzie, tylko mobki.

Kiedy ostrzał ustał, Eragon przerzucił Brisingra do lewej dłoni, podniósł jedną z włóczni przeciwnika i cisnął w stojących czterdzieści stóp wyżej łuczników. Włócznia to broń, którą ciężko rzucać celnie bez długiej praktyki. Nie zdziwił się zatem, odkrywszy, że chybił człowieka, w którego celował. Zaskoczyło go natomiast to, że nie trafił w żadnego z łuczników.
Ooo, no i teraz dzidzia będzie miała focha.
Maaamooo! Ta włócznia jest zepsuuuta! Przez nią chybiłeeem! Zabij zbrojmistrza, który zrobił takie badziewieee!

Arya także cisnęła włócznią, przebijając dwóch stojących obok siebie łuczników. Następnie wycelowała w nich miecz.
- Brisingr! - rzuciła i włócznia zapłonęła szmaragdowozielonym ogniem.
(...)
- To niesprawiedliwe - mruknął Eragon. - Ja nie mogę użyć tego zaklęcia, bo mój miecz zacznie płonąć jak ognisko.
*klepie biedactwo po główce i daje lizaka*

Z głuchym łoskotem wrota otwarły się i rozchyliły. Ze środka wypłynęła ciemna chmura dymu z pochodni, tak gęsta, że najbliżsi Yardeni zaczęli kasłać i zasłaniać twarze. Gdzieś w głębi mroku rozległ się stukot okutych żelazem kopyt na kamiennych płytach, a potem z serca chmury wypadł koń i jeździec.
Nazgul!

Głowicę lancy otaczała słaba aura nienaturalnego światła, zdradzająca obecność magii. (...)
Smoczyca nie mogła uciec. Nie mogła uskoczyć. Zamachnęła się zatem łapą w nadziei, że odtrąci pocisk. Chybiła jednak - zaledwie o parę cali - i Eragon patrzył ze zgrozą, jak lanca wbija się na ponad jard w jej pierś tuż pod obojczykiem.
Proszę państwa, to pierwsza rana, jaką Saphira odnosi od czasów, kiedy w pierwszym tomie strzały podziurawiły jej skrzydła.
Czy możemy mieć zatem nadzieję, że zdechnie?
Nie zapominaj, że to nadal mimo wszystko jest Pałolini...

Saphirze, oczywiście, nic nie jest, co nie przeszkadza jej heroicznie posyczeć i postękać nad swoim losem. Dowiadujemy się za to, że włócznia o śmiesznym grocie jest jednym ze starożytnych artefaktów stworzonych do zabijania smoków. Potem rozlega się chuj-wie-skąd potworny pisk, od którego kruszeją mury i na Rorana majestatycznie zwala się cały zamek.

- Nie! - ryknął Eragon (...) Jego krzyk był tak głośny, że głos mu się załamał, w głębi gardła poczuł ciepły miedziany smak krwi.
Pałolini ma jakiś fetysz na krew. -.-" Pamiętacie jak w pierwszym tomie Eraś czytając umysł Aryi ,,zanurzał się w poetyckich wersach krwi"?
Bo krew jest TAKA EPICKA.

- Nie, nie, nie, nie - mamrotał. - On nie mógł zginąć. Nie mógł, nie mógł, nie mógł... - Zupełnie jakby słowa miały wpłynąć na rzeczywistość, Eragon powtarzał je raz po raz.
*ziewa*

A potem wyobraził sobie Rorana tuż przed tym, jak przesłonił go grad kamieni i pyłu, stojącego pod sklepieniem wrót twierdzy, i nagle pojął, co musi zrobić.
Uch... Lepiej by zrobił, jakby wyobraził sobie Rorana tuż PO tym. A raczej to, co zostało z Rorana.
Jak go uratują, to chyba się zabiję...
Zresztą pff. Chędożyć życie setek bezimiennych żołnierzy walczących po naszej stronie. Ale resztki Rorana trzeba wyciągnąć choćby i ryzykując życie wszstkich pozostałych.

Po jego prawicy, między nim i drzwiami wiodącymi do wrót twierdzy, ustawił się oddział ponad pięćdziesięciu żołnierzy. (...)
Z płonącym mieczem w dłoni spojrzał wprost na żołnierzy.
- Odsuńcie się - warknął.
Tamci wahali się jeszcze chwilę, a potem odwrócili się i umknęli.
*facepalm*

Przestrzeń przed nim rozświetlił rozproszony błękitny blask. Wówczas tuż przed sobą ujrzał Rorana, pokrytego pyłem, krwią, popiołem i potem, wyszczerzonego w upiornym grymasie. (...)
- Najwyższy czas, żebyś... - zaczął, a potem oczy wywróciły mu się gwał-
townie i zemdlał.
*idzie się zabić*
Aby chwycić Rorana, nim ten runął na posadzkę, Eragon musiał upuścić Brisingra. Choć czynił to niechętnie, rozluźnił uchwyt i miecz z brzękiem uderzył o kamienną płytę
A jak mu się lakier porysuje?!
Roran, wal się, i tak powinieneś być martwy! *rzuca się na ratunek mieczowi*

- No dalej, obudź się.
Po paru sekundach powieki kuzyna zatrzepotały, w końcu uniósł je i ujrzawszy swego wybawcę błogi uśmiech ozdobił jego twarz. Eragon zniżył się z wolna i zatonęli w romantycznym pocałunku...

- Co z pozostałymi? - spytał, wskazując ręką stertę gruzów. Roran pokręcił głową.
- Jesteś pewien?
- Nikt nie zdołałby tego przeżyć.
Właśnie, kurwa. Do piachu, ty młotoręka merysójko!

- A co z tobą? Nic ci nie jest?
- Co? - Roran zmarszczył brwi, wyraźnie zaskoczony, jakby ta kwestia nawet nie przyszła mu do głowy. - Wszystko w porządku... Możliwe, że złamałem rękę w nadgarstku. Nic poważnego.
Rzekł, ignorując dyndające mu beztrosko z rękawa zmiażdżone resztki tego, co kiedyś mogło być ręką.
*trzyma kciuki* Prawa, prawa, prawa, niech to będzie prawa ręka...
I naprawdę myślisz, że nikt mu tego magicznie nie wyleczy bez śladu?
Wciąż się łudzę, że Pałolini tylko udaje tę swoją dziecinadę, a na serio jest mistrzem survivalu i lubi filmy gore.

Eragon posłał znaczące spojrzenie Blódhgarmowi. Rysy elfa stężały, jakby z niezadowolenia, podszedł jednak do Rorana.
Widzicie, Kociak się ze mną zgadza, Roran powinien wąchać kwiatki od spodu.

- W takim razie znajdźmy tego miękkiego starego głupca.
Eee...

Chętnie stuknę go kilka razy młotem
EEEEEE... o__O

Gdy dotarli na trzecie piętro, Eragon usłyszał głośny tupot i ujrzał, jak sklepione przejście przed Roranem wypełnia się nagle gąszczem ostrych włóczni. Dwie z nich skaleczyły Rorana w policzek i w prawe udo; na kolano spłynęła krew.
Dobić! Dobić!

uderzył w hełm, który zadźwięczał niczym żelazny garnek.
W tym celu hełm musiałby być - niczym czaszka Pałoliniego - PUSTY.
Czy ktoś może w końcu wysłać tego chłopa do szkoły?

Eragon (...) Nagle ujrzał pędzący ku sobie topór, obracający się w powietrzu. Uchylił się i topór wbił się idealnie pośrodku czoła stojącego za nim Rorana.
Chciałabyś.
Jak nie zrobi tego Pałolini, to zrobię to ja!

Pośród dźwięków metalu, pękających kości i odcinanych kończyn we czwórkę wybili resztę żołnierzy. Jak zawsze w walce, Eragona ogarnęło uniesienie
Widzisz, coś może być w tym gore.
This... is... just... sick.

Ku uldze Eragona, musiał zabić zaledwie trzech strażników, nim reszta poddała się, odrzucając na ziemię broń i tarcze.
Wówczas Arya podeszła do lorda Bradburna, który przez cały czas siedział w milczeniu.
- Czy teraz rozkażesz swym żołnierzom złożyć broń?
Zdaje się, że już to zrobili...
Kim on w ogóle jest? Po co na niego napadli? Co jest grane?! Czy nikt nie wytłumaczył Paoliniemu, że przy planowaniu kilku tomów jednej powieści, należy to wszystko rozłożyć tak, by każdy tom z osobna stanowił w mniejszej lub większej części odrębną całość? To, co on tu zrobił, to przerwanie poprzedniego tomu w środku akcji i kontynuowanie jej w kolejnym. Jak wielki jest to idiotyzm, sami widzicie - nikt nie wie, o co chodzi. 

potem dosłyszał dobiegające z dziedzińca w dole okrzyki - mógłby przysiąc, że dźwięczała w nich radość. (...)
- Cieniobójco! Spójrz! Nadchodzą kotołaki! Nadchodzą kotołaki!
Oh sweet Jesus. Faktycznie, to ogromna ulga, że do ich armii dołączy grupa ludzi zamieniających się w koty - albo kotów zamieniających się w ludzi, kij ich tam wie - i mówiących wątpliwymi zagadkami. Jesteśmy uratowani. Hu-kurwa-raa.

Tytuł rozdziału: KRÓL KOT
Król lew!
Łaaaaa cyweniaaaa, ałabałabi ciłałaaaa!

- Jego Najwyższa Królewska Wysokość Grimrr Półłapy, król kotołaków, Pan Samotnych Miejsc, Władca Nocnych Granic i Ten, Który Stąpa Sam.
*parsk*

Mimo delikatnych rysów, nie było wątpliwości, że Grimrr jest mężczyzną: świadczyły o tym wielkie jądra.

Nagle, ku zdumieniu Eragona, Grimrr wydał z siebie krótki donośny syk.
Angela oderwała wzrok od skarpety.
- Ćwir, ćwir - rzuciła z rozmarzoną, lekko bezczelną miną.
Przez moment Eragon miał wrażenie, że kotołak ją zaatakuje.
O Jeżu, tak, ją też zabijcie. Wkurwia mnie już od trzech tomów.

Zdumienie Saphiry dorównywało temu Eragona.
Ćwir, ćwir? - powtórzyła.
Wzruszył ramionami, zapominając, że smoczyca go nie widzi.
Kto wie, czemu Angela coś robi bądź mówi.
Bo jest beznadziejnie ŹLE skonstruowaną postacią ekscentryczną?

Można by nawet rzec, że w ciągu ostatniego stulecia twój lud stał się dla nas zaledwie mitem. Czemu zatem akurat teraz ujawniacie się przed nami?
- Pałoliniemu kończyły się bezsensowne wątki do sztucznego pogrubienia książki. Padło na nas.
Poza tym: skoro kotołaki stały się mitem, skąd ludzie na dziedzińcu wiedzieli, że to, co się do nich zbliża to właśnie kotołaki i że to dobry znak?

Och, jakże słodko będzie smakować zemsta, równie słodko, jak szpik młodego dziczka. Nadszedł czas, ludzka istoto, by wszystkie rasy, nawet kotołaki, stanęły razem i wspólnie dowiodły Galbatorixowi, że nie złamał naszej woli walki. Dołączymy do twojej armii, pani Nasuado, jako wolni sprzymierzeńcy, i pomożemy ci tego dokonać.
Tia... A poza tym: zemsta ZA CO?! Dopiero co powiedziano, że:
Kotołaki zawsze słynęły ze swej tajemniczości i niechęci do innych, a także, z tego, że trzymały się na uboczu we wszelkich konfliktach, zwłaszcza od czasu upadku Jeźdźców.
Co wskazuje na to, że żyły sobie na uboczu i miały wszystko dokładnie w dupie - ani słowa o jakiejkolwiek krzywdzie ze strony Galbatorixa. Więc o co im teraz...?!
Winky, ćśśś. Posłuchaj: autorem jest Pałolini. Więcej nie trzeba dodawać.

Jest nas niewielu, lecz w boju nikt nie może się z nami równać. I mogę także dowodzić jednokształtnymi, choć nie przemawiam w ich imieniu, są bowiem niemi jak inne zwierzęta. Mimo to uczynią, o co je poprosimy.
- Jednokształtnymi? - powtórzyła Nasuada.
- Tymi, których wy nazywacie kotami.

Nie, serio. Potężna armia składająca się z ludzi, elfów, krasnoludów, orkopodobnego czegoś, kotołaków i kotów. KOTÓW, kurwa.
Z tego się robią powoli ,,Opowieści z Narnii". TAKIEJ profanacji już NIE zniesiemy. *idzie uzbroić bombę wycelowaną w miejsce zamieszkania Pałoliniego*

(Kociak... nie, ta ksywka już jest zarezerwowana. Nyan Cat przedstawia swoje warunki.)
- Targujesz się jak krasnoludzki kauzyperda - mruknęła cierpko Nasuada. Pochyliła się ku Jórmundurowi i Eragon usłyszał, jak szepcze: - Czy wystarczy nam wątróbki, by wykarmić ich wszystkich?
Bo wątróbka na drzewkach rośnie. W ich armii znajdują się wyspecjalizowani zbieracze wątróbek.

Rozstali się i Eragon z Saphirą ruszyli do jednego z kuchennych namiotów, rozbitych wokół ognisk Vardenów. Tam zaczęli opychać się mięsem i miodem. (...)
Dobre? - spytała Saphira, gdy wgryzł się w kawał pieczonego schabu.
Coooo? Przeca Eragon jest wegetarianinem i brzyyydzi się na samą myśl o zabijaniu zwierzątek.
I mu stoi, jak siecze ludzi na krwawe kawałki.
Miecz chyba...

Eragon wbił wzrok we własną pierś i kciuki. Ułożył je obok siebie, by móc je porównać.
Pierś z kciukami? Dziwne kryterium, powiedziałabym.

Lewy miał więcej zmarszczek na drugim stawie niż prawy, który znaczyła niewielka poszarpana blizna. Nie pamiętał, skąd się wzięła, choć z pewnością musiało się to stać od czasu Agaeti Blodhern, Święta Przysięgi Krwi.
O mój Bozie, to skaza na moim idealnym, książątkowym ciałku, muszę sobie zrobić operację plastyczną. T__T

[Arya] Zamiast zbroi miała na sobie tę samą czarną skórzaną koszulę, spodnie i buty na cienkich podeszwach, jak wówczas, gdy uratował ją z Gil'eadu.
Te same, co TRZY TOMY TEMU? Te same, które miała na sobie w WIĘZIENIU?
Nie, nie mam więcej pytań. To jest... arrrrgh.

Założę się, że śmierdzi od niej gorzej niż od najbardziej obrzydliwego, starego capa, który lubi siadać w tramwaju akurat przed tobą i zasmradza cały pojazd na resztę dnia.

Arya przyłożyła dłonie do obu stron Eldunan i zamknęła oczy. Gdy tak siedziała, skorzystał ze sposobności, by przyjrzeć się jej otwarcie i uważnie
Cyyyyyckiiiiii...

Pod każdym względem wydawała mu się ucieleśnieniem piękna, choć wiedział, że inni mogliby rzec, że nos ma za długi, twarz zbyt kanciastą, zbyt szpiczaste uszy bądź zanadto umięśnione ramiona.
Pierdolenie o Szopenie, wszyscy już wiemy, że jest idealnie piękna.
Jesteśmy utrzymywani w tym przekonaniu od trzech tomów, nie damy się tak łatwo zwieść!

Z zewnątrz dobiegły odgłosy kląskających kroków, a potem Albriech, bo istotnie był to on, krzyknął:
- Eragon! Eragon!
- Co ?
- Matce właśnie zaczęły się bóle! Ojciec przysyła mnie, żeby ci powiedzieć i poprosić, byś zechciał zaczekać wraz z nim w razie, gdyby cokolwiek poszło nie tak i gdybyśmy potrzebowali twej znajomości magii.
Boru... Teraz Eraś będzie robił za akuszerkę.
Nie załamuj się, to może być lepsze od sceny porodu w ,,Zmierzchu". xD
WIEM! On po prostu wykorzystuje okazję, by zobaczyć z bliska waginę! Hjohjohjohjo...

WĄTEK RORANA
Tytuł rozdziału: CZYMŻE JEST CZŁOWIEK?
Kolejny raz w ciągu jednej analizy nie jestem w stanie powiedzieć nic poza: Boru...

Zbliżywszy się do namiotu, ujrzał Katrinę stojącą nad balią pełną gorącej wody z mydłem.
Uu, będzie seks?

Prała właśnie na tarze zakrwawiony bandaż.
Chyba jednak nie...

W formie bardziej nachalnej od Coelho (ale mniej od Olszańskiej) Pałolini słowami Katriny udziela nam Niezwykle Ważnej Życiowej Lekcji:
- Nie mogłabym myśleć o tobie źle, nieważne, co czułeś, kiedy waliła się ściana. Liczy się tylko to, że wciąż żyjesz. Przecież, kiedy się zawaliła, nic nie mogłeś zrobić, prawda?
Pokręcił głową.
- W takim razie nie ma się czego wstydzić. Gdybyś mógł to powstrzymać albo uciec, ale byś tego nie zrobił, wówczas straciłabym szacunek do ciebie. Ale uczyniłeś wszystko co w twojej mocy, a kiedy nic więcej nie mogłeś zdziałać, pogodziłeś się ze swoim losem i nie buntowałeś się na darmo przeciw niemu. To oznaka mądrości, nie słabości.

- Nie zamierzam się sprzeczać. Jeśli nie usiądziesz, to cię zaniosę i przywiążę do tego pniaka.
Jej twarz rozjaśnił psotny uśmieszek.
- Czyżby?
SEEEKS.

- Tak. A teraz zmykaj! - Gdy Katrina niechętnie ustąpiła miejsca przy balii, Roran jęknął.
Ja też. Chcę zobaczyć w końcu, jak wygląda pałoliniowy seks.
Nie przeceniałabym Pałoliniego. Gore, flaki, bzdurne frazesy - to tak. Ale seks? Zapomnij...

Kiedy Baldor do nich dotarł, musieli odczekać kilka sekund, nim złapał oddech.
- Chodźcie szybko - rzucił. - Matka właśnie zaczęła rodzić i...
(...)
Zgroza i podniecenie dodały Roranowi sił.
Dobra, rozmyśliłam się, nie chcę seksu w pałoliniowym wydaniu. Tutaj wszyscy w wystarczającym stopniu podniecają się ogromem różnych niepokojących rzeczy. o___O"

- Gotów? - spytała Katrina, wyłaniając się z namiotu i obwiązując głowę i szyję niebieską chustą.
Roran chwycił leżący z boku pas i młot.
Na co mu młot, chce nim rozmaślić noworodka jak tylko wyjdzie?!
Skądś muszą brać tę wątróbkę dla ich nowych oddziałów.
 
WĄTEK NASUADY

-To ostatni, pani. Nie będziesz ich więcej potrzebować. I oby tak dalej.
Pasmo płótna zsunęło się z cichym szelestem z przedramion Nasuady, gdy jej służka, Farica, zdjęła opatrunek. Nasuada nosiła podobne bandaże od dnia, gdy wraz wodzem Fadavalem sprawdzali nawzajem swoją odwagę podczas próby Długich Noży.
Czy ta próba nie była czasem w... drugim tomie? Dla porównania: złamany przegub Eragona w pierwszym zagoił się bez śladu w dwa tygodnie.
Na to, dlaczego rany cięte Nasuady goiły się dłużej niż złamana ręka Erasia, składa się kilka czynników:
- Nasuada jest kobietą,
- jest czarna,
- nie jest Erasiem,
- Pałolini nie miał jak zacząć tego rozdziału.


Tu następuje zapchajdziura w postaci 11-wersowego (!!!) opisu wyglądu blizn Nasuady i 15-wersowy opis jej stosunku do nich. Oszczędzę wam cytatu, ale fakt jest wart odnotowania.

W krótkim czasie, jaki minął, odkąd Vardeni i Surdanie rozpoczęli atak na Imperium, Nasuada widziała, jak Orrin na jej oczach staje się coraz głupszy.

Orrin nie wyglądał wcale tak źle. Nos miał wydatny i wąski, lecz żuchwę mocną, a usta pięknie skrojone i wyraziste. Lata spędzone na placu ćwiczeń zaowocowały piękną sylwetką.


Czy byłby dobrym ojcem?
Odkrycie! Odkrycie! Zauważyłam interesującą zależność. Drugi tom był jednym wielkim seksualnym podtekstem, a Pałolini lat miał wówczas 22, czyli głowę wypełniał mu głównie seks. Teraz ma lat 29 (Jerzó, jaki on stary) i dzieci mu się zachciewa.

Czy byłby dobrym ojcem?
Orrin oparł dłonie o wąski kamienny parapet i się wychylił.
- Musisz zerwać sojusz z urgalami - oznajmił, nie patrząc na nią.
Nie byłby! T__T

Opór Galbatorixa wydaje im się słuszny i zrozumiały, bo zawarliśmy pakt z urgalami. Zwykły człowiek nie rozumie, czemu się z nimi sprzymierzyliśmy. Nie wie, że Galbatorix sam wykorzystywał urgale
Nawet mimo faktu, że całe ich armie przemierzały kraj i niszczyły miasta w jego imieniu...

- Potrzebujemy pomocy urgali - odparła Nasuada. - I tak mamy za mało ludzi.
Ale macie koty!
*szeptem* Oby tylko większość z nich nie miała syndromu Garfielda.

- Powiem ci, co powinnaś zrobić - warknął. - (...) poślij Eragona i Saphirę do Kośćca wraz z batalionem żołnierzy, by na zawsze zmietli ich z powierzchni ziemi, tak jak powinni to byli uczynić Jeźdźcy wiele wieków temu.
(...) Wyraźny ból dźwięczący w głosie króla i napięcie na jego twarzy zaskoczyły Nasuadę. Przyjrzała mu się z większą uwagą, próbując ustalić powód tak gwałtownej reakcji. Po paru chwilach znalazła rozwiązanie, które po namyśle wydało się wręcz oczywiste.
- Kogo straciłeś? - spytała.
- Zabili mi żóóółwiaaa...! - rozbeczał się Orrin.

- Przyjaciela, z który m dorastałem w zamku Borromeo. Nie wydaje mi się, żebyś go poznała. Był jednym z poruczników mojej kawalerii.
- Jak zginął?
- Tak jak można oczekiwać. Dotarliśmy właśnie do stajni przy zachodniej bramie i zabezpieczaliśmy je do własnego użytku, gdy jeden ze stajennych wybiegł z boksu i przebił go widłami. Kiedy zapędziliśmy go pod ścianę, wciąż krzyczał bzdury o urgalach i o tym, że nigdy się nie podda...
Zaraz, no to nie urgale zabiły jego przyjaciela, tylko jakiś oszołom. To się kupy nie trzyma.
Ale ten oszołom bredził o urgalach. Liczy się!

- Choć cierpisz, nie możesz pozwolić, by ból kierował twoim i decyzjami... To niełatwe, wiem. O, jak dobrze wiem!
Pierwszy kondor jedno jajo zniósł i zdechł. Och, co za pech, że zdechł!
To się naprawdę zamienia w pseudoprzypowieściową opowiastkę w stylu Coelho.

- A zatem taka jest twoja odpowiedź? Nie zerwiesz z urgalami?
- Nie. Lubię te kosmate orgie z nimi. Przyłączyłbyś się kiedyś.

- Czy Du Vrangr Gata odkryła już sposób złamania przysięgi złożonej w pradawnej mowie? (...) Jeśli nie rozwiążemy tego problemu, i to szybko, może nas kosztować przegraną w wojnie - podsumował Orrin.
...what?
Ale ossochozi?

Po raz pierwszy objawił się po bitwie na Płonących Równinach, gdy okazało się, że wszystkich oficerów i większość zwykłych żołnierzy z armii Galbatorixa zmuszono do zaprzysiężenia wierności jemu i Imperium w pradawnej mowie. Wraz z Orrinem szybko pojęli, że nigdy nie będą mogli im zaufać, dopóki Galbatorix i Imperium istnieją, a może nawet po ich znisz- czeniu. W efekcie nie mogli pozwolić skłonnym do dezercji przyłączyć się do Vardenów, w obawie, że przysięgi mogą ich zmusić do niebezpiecznych zachowań.
Ach taaak. To ten problem, który był kluczowy kilka tomów temu, ale nikt wtedy o nim nie wspominał, bo Pałolini wymyślił go dopiero teraz.
Ile jeszcze zapchajdziur będziemy musiały znieść?
Dla mnie ten cykl to jedna wielka zapchajdziura.

WĄTEK ERAGONA
 
Tytuł rozdziału: BRUTALNIE W ŚWIATŁO DNIA...
Okrutnie w mrok nocy...
Biestalsko w samo południe...
Nieludzko w błysk zmierzchu...

Elain znów krzyknęła.
- Czy nie pozwolą ci choćby złagodzić jej bólu?
- Nie bardziej, niż już to zrobiłam. Eragon ruszył w stronę namiotu Horsta.
- Czyżby? - warknął przez zaciśnięte zęby.
Eragon - Smoczy Jeździec, pogromca Cienia, obrońca uciśnionych i ulubiony anestezjolog oddziału porodowego!

A potem Elain wydała z siebie wrzask, który zagłuszył wszelkie inne dźwięki, wrzask, jakiego Eragon nigdy już nie chciałby usłyszeć.
Tuż po nim zapadła krótka, głęboka cisza.
Obcy wreszcie przegryzł mostek i wydostał się na zewnątrz, a wszyscy osłupieli.

Gdy ostatnie okrzyki ucichły, kobiety w namiocie zaczęły zawodzić rozdzierająco, przenikliwie, i ów dźwięk zmroził Eragona do kości. Wiedział, co oznaczają ich lamenty, co zawsze oznaczały: wydarzyła się najgorsza możliwa tragedia.
- Nie - rzekł z niedowierzaniem, zeskakując z beczki. On a nie mogła umrzeć. Nie mogła... Arya przyrzekła.
(...)
- Co się stało? - spytał Baldor, kiedy zwolniła. Arya jakby go nie usłyszała.
- Eragonie, chodź.
- Co się stało?! - wykrzyknął gniewrnie Baldor, sięgając ku ramieniu elfki. Szybkim, niemal niedostrzegalnym ruchem chwyciła go za przegub i wykręciła mu rękę za plecy, zmuszając, by pochylił się niczym garbus. Twarz wykrzywił mu grymas bólu.
-Jeśli chcesz, żeby twoja siostrzyczka przeżyła, odsuń się i nie przeszkadzaj!
(...)
- Co właściwie się stało? - spytał Eragon, dołączając do niej. Arya odwróciła się ku niemu, jej oczy płonęły.
- Dziecko jest zdrowe, ale urodziło się z kocią wargą.
*jebła, leży i wstać nie może*
Poza tym, nawet po angielsku to się nazywa zajęcza warga. Na koty Pałolini też ma fetysz? -.-
Niniejszym ogłaszam Pałoliniego Człowiekiem O Tysiącu Fetyszy!

- Musisz ją uzdrowić, Eragonie - dodała Arya. - Tylko tym razem nie spierdol.

- No dobrze. - Eragon zacisnął dłoń na rękojeści Brisingra. Podjął już decyzję. - Zrobię to.
Roran z młotem, Eragon z mieczem... To dziecko ma przesrane nawet bez zajęczej wargi, zanim się jeszcze urodziło.

Eragon ledwo poznał żonę kowala: twarz miała wychudzoną, pod rozbieganymi oczami ujrzał ciemne kręgi. Z obu kącików spływały po skroniach jasnymi smużkami łzy, a potem niknęły wśród splątanych loków.
ZNOWU LOKIII...
Nie wzywaj imienia panów Aasgardu nadaremno.

Spośród zwojów tkaniny wyglądała maleńka, pomarszczona twarzyczka dziewczynki. (...) Najbardziej jednak w oczy rzucała się szeroka szczelina, ciągnąca się od lewego nozdrza aż do środka górnej wargi. Widać było przez nią maleńki różowy język, wyglądał jak wilgotny miękki ślimak, od czasu do czasu poruszający się lekko.
Nie chcę. Czytać. O. NICZYICH. Języczkach. Wyglądających. Jak. Ślimaczki. Pałolini, naprawdę nie masz już czego porównywać? Wróć do łez jak perły albo słów jak diamenty, to było bardziej strawne i nie zajeżdżało dziecięcą pornografią. ><

Eragon starał się stąpać jak najlżej, by nie potrząsać dzieckiem. Dziewczynkę otaczał obłok silnej piżmowej woni, przypominający zapach poszycia leśnego w ciepły leśny dzień.
Nie każcie mi tego komentować, błagam. T__T

Niemal dotarli już do celu, kiedy ujrzał stojącą między dwoma rzędami namiotów małą czarownicę, Elvę. Patrzyła na niego z powagą wielkimi fiołkowymi oczami. Miała na sobie czarno-fioletową sukienkę z długim koronkowym welonem okalającym głowę i odsłaniającym widoczny na czole srebrzysty znak w kształcie gwiazdy, podobny do jego gedwey ignasii.
Heloł? Niby kiedy stała się czarownicą, i to nadzianą, z tego, co widać? Ostatnio jak ją widzieliśmy, nawrzucała na swoją opiekunkę, odwróciła się na pięcie i diabli ją wzięli.
Searching for: logika. Results: 0. Try again?

Nie mógł sobie pozwolić na powtórzenie tego błędu, nie tyiko z powodu szkód, jakie mógłby wyrządzić, ale też, gdyby to zrobił, Elva stałaby się jego zaprzysięgłym wrogiem.
Straszny to los mieć za wroga sześciolatkę, która tak naprawdę jest dwulatką, ale autor ją sztucznie postarzył, by mogła brać udział w bieżących wydarzeniach!

Mimo całej swej mocy, Eragon obawiał się jej. Zdolność wnikania wzrokiem w ludzkie dusze i dostrzegania wszystkiego, co ich dręczy i niepokoi - i przewidywania wszystkiego, co może ich skrzywdzić - czyniła z niej jedną z najniebezpieczniejszych istot w całej Alagaesii.
Wiecie, kto jest bardziej niebezpieczny? Ten, kto trzyma w ręku detonator bomby atomowej. To gdzie ja go położyłam...

Bardzo delikatnie położył maleńką dziewczynkę na pościeli, uważnie, jakby była zrobiona ze szkła. Pomachała ku niemu zaciśniętą piąstką. Uśmiechnął się i dotknął jej koniuszkiem prawego wskazującego palca, a ona zagaworzyła cicho.
Gaworzenie pojawia się około 6 miesiąca życia, wcześniej to się nazywa gruchanie, a parę tygodni po narodzinach to bachor głównie je, sra i drze mordę - quote by moja siostra-pedagog. Oj, Pałolini, z ciebie to będzie gorszy ojciec niż z Orrina.
I te pedofilskie porównania... *wzdryga się*

Czuł, jak poprzez niego Saphira obserwuje dziewczynkę leżącą na kocach i drzemiącą, niezwracającą uwagi na otaczający ją świat. W szczelinie pośrodku górnej wargi połyskiwał jej język.
Jak Saphira zacznie się zastanawiać, czy niemowlaki są smaczne, to atmosfera w namiocie naprawdę się zagęści.
Ani słowa więcej o obślizgłych językach. I mean it.

I jak myślisz? - spytał.
Działaj bardzo powoli, żebyś przez przypadek nie ugryzł się w ogon.
Nie sądzę, by Eragon był w stanie sięgnąć ustami do swojego ogona.

Eragon zachichotał w duchu, a potem skupił się na układaniu zaklęć, które, jak sądził, zdołają uzdrowić dziewczynkę. Trwało to dość długo, niemal pół godziny.
I przez pół godziny noworodek tam sobie leżał, marzł, był głodny i cichy jak mysia? Nie mogli pozastanawiać się nad zaklęciami bez jego obecności?
Przestań marudzić, nie mogę się skupić na czekaniu na to, jak epickie imię dostanie dziewczynka uratowana przez Eragona od piętna krzywej mordy.

W trakcie ich bezdźwięcznej rozmowy Gertrude poruszyła się lekko.
- Wygląda tak samo jak przedtem. Magia nie zadziałała, prawda? (...)
- Magia - rzekł - jeszcze się nawet nie zaczęła.
Słysząc to, Gertrude umilkła. Wyciągnęła z torby kłębek żółtej włóczki, na wpół ukończony sweter i parę lśniących brzozowych drutów. Jej palce poruszały się w wyćwiczonym tempie, zręczne i szybkie.
To jakiś miejscowy zwyczaj, że jak dzieje się coś ważnego, to wyciągasz druty i dziergasz skarpety? Najpierw Angela przy wizycie króla Nyan Cata, teraz akuszerka przy ryzykownej próbie uzdrawiania czarami...
Jak Eragon będzie inicjował grę wstępną, to Arya zacznie dziergać szaliczek. ^^

gdy wraz z Saphirą uznali, że zaklęcia są bezpieczne, i Eragon miał pewność, że jego język prześliznie się gładko po każdym osobliwym dźwięku pradawnej mowy
PRZESTAŃCIE Z TYMI OŚLIZGŁYMI JĘZORAMI!
Lśniąąący jęęęzyk ociekający śliiiną...
*wyjmuje miniguna i wali gdzie popadnie*

I wtedy się zawahał.
Kiedy elfy używały magii, by nadać drzewu bądź kwiatu pożądany kształt albo odmienić ciało - własne czy też innej istoty - z tego co wiedział, zawsze ujmowały zaklęcie w ramy pieśni
O nie.
Ciesz się, że książki nie są tak zaawansowane technologicznie, byśmy musiały tego słuchać. ^^

wybrał pieśń z najdalszych zakamarków pamięci, pieśń, którą jego ciotka Marion śpiewała mu, gdy był mały, zanim jeszcze zabrała ją choroba; pieśń, którą kobiety z Carvahall nuciły swoim dzieciom od niepamiętnych czasów, kiedy opatulały je kołdrami przed długą nocą: kołysankę.
Bo ,,Lullaby" ładnie wygląda w tytule soundtracku.

Oczywiście, cały proces naprawiania zajęczej wargi też jest opisany szczegółowo jak w podręczniku medycyny (choć z pewnością nie tak poprawnie). Chyba zacznę liczyć te zapchajdziury, tak jak w pierwszym tomie omdlenia na koniec rozdziału.

W pewnym momencie, przed namiotem, Saphira zaczęła nucić do wtóru, powietrze wibrowało od jej niskiego głosu. Magiczne światełko rozbłyskało i gasło w rytm śpiewu smoczycy. Eragona niezwykle zdumiało to zjawisko. Postanowił spytać o nie później Saphirę.
Nowy wpis w dzienniku!
A Saphira po prostu ładowała akumulatorki.

Kiedy dziewczynka zapłakała z głodu, nakarmił ją cząstką energii.
*nabrała skojarzeń i zebrało jej się na mdłości*

Obok niego Gertrude nadal postukiwała drutami, ich rytm zakłócały tylko chwile, gdy uzdrowicielka pomyliła się, licząc oczka, albo musiała pruć kilka, by poprawić błąd.
Kogo tam obchodzi magia odprawiana na noworodku, który może nie przeżyć nocy, skarpeta się sama nie wydzierga.

Powoli, bardzo powoli szczelina w dziąsłach i podniebieniu dziewczynki zrosła się w gładką całość, dwie strony kociej wargi złączyły się - skóra rozlała się między nimi niczym ciecz - stopniowo tworząc różowy, nieskazitelny łuk.
Eragon bardzo długo majstrował i poprawiał nerwowo kształt owej wargi
Jak w Simsach.

Gertrude schowała robótkę do torby, wstała i podkuśtykała do łóżka.
- Nigdy nie spodziewałam się, że zobaczę coś takiego - rzekła. - A zwłaszcza u ciebie, Eragonie Bromssonie. - Zerknęła na niego pytająco. - Bo Brom był przecież twoim ojcem, prawda?
- Tak, tylko Pałolini zapomniał wam o tym powiedzieć, więc wcisnął to do twojej wypowiedzi, żeby nie było.

Zerknął na małą i nagle poczuł, że chce ją ochronić.
- Se ono waise ilia - obyś była szczęśliwa. - Nie było to zaklęcie, nie tak naprawdę, miał jednak nadzieję, że w przyszłości pomoże jej uniknąć nieszczęść. A jeśli nawet nie, to może przynajmniej sprawi, że się uśmiechnie.
I rzeczywiście. Maleńką twarzyczkę rozjaśnił szeroki uśmiech.
Kurwaaa... To naprawdę NIE JEST trudne, by choćby wygooglać, że dziecko zaczyna się uśmiechać około 2 miesiąca życia!
Słuchaj, to typowy wytrych i ułatwienie sobie przez autorów życia. Bohater znajduje jajo smoka, który całkowicie dorasta w dwa tygodnie i takie tam. Pałolini jest w tym po prostu królem.

- Mam zbyt zakrwawione ręce do takiej pracy - rzekł Eragon, oddając Horstowi córkę. - Ale cieszę się, że zdołałem pomóc.
*nie czai*
Moje ręce zbyt skalane są krwią wrogom wyprutą z żył, by leczyć niemowlaki, ale uczyniłem to, by mojej epickości stało się zadość!

- jak ją nazwiesz?
Kowal uśmiechał się promiennie do swej córki.
- Jeśli Elain się zgodzi, pomyślałem, że nazwiemy ją Nadzieja.
W końcu jakieś w miarę normalne imię... Miałam spore obawy po ostatnich doświadczeniach z Arielkami, Aurorami i innymi Reneesme.

I wtedy Albriech i Baldor przysunęli się do ojca, zerkając na nową siostrę
Pimp my sis!

Po jakimś czasie elfy rozprostowały swe długie
Hiohiohiohio...

Po jakimś czasie elfy rozprostowały swe długie nogi
Łee...

- Powinieneś być dumny z tego, co zrobiłeś - wymamrotała. - Dziecko jest zdrowe i doskonale ukształtowane. Nawet nasi najzdolniejsi magowie nie zdołaliby poprawić twojej gramarye. Dałeś tej dziewczynce wspaniały dar - twarz i przyszłość - i z pewnością o tym nie zapomni. Podobnie jak nikt z nas.
*znudzona* Taaak, wieeemy, że Eragon jest debeściak. .__.
I jego mafia też. Jest debeściak.
  

18 komentarzy:

  1. Czytam najnowszą Erasiową analizę (poprzednie pochłonęłam wręcz jednym tchem) i mam ochotę walić głową w stół - co ja kiedyś w tych książkach widziałam?! Fakt, zmysł analizatorski u mnie kuleje i nielogiczności nie wyłapuje, o patosie i tzw. poetyckości nie wspominając. Ale mogę sobie gratulować, że ostatni tom leży odłogiem na mojej liście lektur. Po waszych analizach prawdopodobnie z tej listy zniknie :))) i niech się inni nim jarają :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nuuudaaa! Nie wasza analiza, tylko wypociny Paoliniego. Spokojnie mógł zamknąć te pierdyliardlogię na trzystu stronach.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Arya także cisnęła włócznią, przebijając dwóch stojących obok siebie łuczników."

    ja mam tylko jedno pytanie: JAK ona do cholery to zrobiła???

    OdpowiedzUsuń
  4. Albo miała umiejętność Wielokrotny Strzał i włócznia jej się w dłoni rozmnożyła. ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeżeli kiedykolwiek nie miałybyście książki do analizowania, to serdecznie polecam 'Klątwę Tygrysa', bo tak beznadziejnej, nudnej i dziecinnie naiwnej (może oprócz Dziecka Atlantydy) jeszcze nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się :-) Materiał na kilkadziesiąt analiz ;-)

      Usuń
    2. No ja tez się zgadzam...

      Usuń
  6. Witam. Trafiłam tutaj z racji takiej, że wyjątkowo nie lubię Pałoliniego i bardzo chętnie czytam wszystkie analizy jego znamienitej, khem, trylogii. A skoro już skończyłam czytać, to stwierdziłam, że przydałoby się wypowiedzieć.
    Jak mówiłam bardzo chętnie nabijam się z Pałoliniego, tak samo chętnie, jak w wieku dziesięciu lat rozpływałam się w zachwytach nad nim. Analizy mają naprawdę mocne kawałki, a także wytykają niektóre rzeczy, na które wcześniej nie zwróciłam uwagi (przez długi czas całkiem lubiłam Angelę i Elvę, dopiero niedawno zaczęłam zauważać, jak wtórne są to kreacje). Niestety jak na mój gust przez analizy przeplata się zbyt dużo odniesień do seksu - znaczy, ja wiem, że taki Oromis, czy Galb o Dwóch Jajach aż się proszą, ale co za dużo, to niezdrowo i momentami zaczyna mi to trącić Humorem Gimnazjalnym.
    Dalej, to już taka uwaga ogólna i nie nalegam za bardzo na zmiany, ale napisać nie zaszkodzi: mianowicie czytelnik postronny, który nie zna albo niezbyt pamięta zanalizowane książki, miałby dużo problem w zorientowaniu się w akcji. Ja poległam na czwartym tomie tej znamienitej trylogii (czy raczej - nie zmusiłam się, żeby go tknąć), dlatego poprzednie analizy były dla mnie całkiem jasne, dopiero tutaj zaczęłam się z lekka gubić. Cóż, prawdopodobnie tak rozbestwił mnie sposób, w jaki piszą anale Beige i Maryboo, jednak nie da się ukryć, że ich taktyka jest o wiele bardziej czasochłonna, a kiedy zdarzają się rozdziały tak nudne, jak chociażby Eraś u krasnoludów, to chyba bym padła. Co jednak nie zmienia faktu, że takie wyrwane z kontekstu zdania czyta się dziwnie.

    Pozdrawiam i mam nadzieję, że byłam trochę pomocna,
    Goyosei no Niofomune

    PS. Słyszałam, że z tą zdupywziętą włócznią to wszystko było zdupywzięte, ale żeby AŻ TAK? Chyba się przemogę i jednak przeczytam ten czwarty tom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem słusznie trąci ci to humorem gimnazjalnym, bo właśnie w gimnazjum i liceum będąc pisałam wcześniejsze analizy. ^^ Nie poprawiałam ich zbyt mocno, bo jak bym miała znowu przechodzić przez wszystkie tomy, to bym musiała popełnić seppuku. Tak więc nie ze wszystkiego jestem dumna, ale trudno.
      Co do formy analiz, zwykle staram się streszczać co nudniejsze kawałki (w pozaeragonowych analizach pisanych teraz na bieżąco), ale tutaj faktycznie trochę o tym zapomniałam. Poprawię się. ;)

      Usuń
  7. Dobrze, że nie nazwali dziecka Tradycją, bo by mi pod plagiat Misia podchodziło :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpuściłyście sobie twórczość Pałoliniego? Kiedy następna analiza??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze mówi, polać! Kiedy będzie kontynuacja? Musicie skończyć z tym raz na zawsze, dziewczyny!

      Pozdr,
      Zelaznostopy

      Usuń
    2. Ja również jestem zainteresowany dalszym ciągiem waszego "anala ;)

      Usuń
  10. Polecam do analizy dzieła autora z okolic Wrocławia...... Miłość, tylko miłość - Mirosław Sośnicki
    oraz Modżiburki dwa tegoż autora....... może i niekonsekwencja i logika nie leją się strumieniami ale pewnie analiza tego też sprawi przyjemność ekipie bloga.... a teraz zaszpanuję moją znajomością autoreczkowych realiów: XDDDD

    OdpowiedzUsuń
  11. ,,KRÓL KOT'' Kurde, walcie się od mojej najukochańszej bajki z dzieciństwa!
    ,,Z tego się robią powoli ,,Opowieści z Narnii". TAKIEJ profanacji już NIE zniesiemy. *idzie uzbroić bombę wycelowaną w miejsce zamieszkania Pałoliniego*'' What? What? Nie dam Opowieści z Narnii! *biegnie dołożyć do bomby Muzy własną, domowej roboty*
    Shina

    OdpowiedzUsuń
  12. Co ma pokazywać Twój blog? Krytykować WSZYSTKO co istnieje na świecie? Czepiasz się takich dupereli, że to aż naciągane. Swoją drogą możesz jakiegoś pisarza nie lubić, ale to nie powód, by zniekształcać mu nazwisko. Nudzi Ci się?

    OdpowiedzUsuń