Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Idziemy expić, czyli Wrota Baldura

wtorek, 16 października 2012

Idziemy expić, czyli Wrota Baldura

Prawdopodobnie ofiara, którą sobie wybrałyśmy, jest zbyt głupia, by ją analizować, bo koń jaki jest – każdy widzi. Ale mamy to gdzieś. :D Po wydumanych filozofizmach z Atlantydy każdemu przyda się chwila odmóżdżenia, jaką oferuje dzieło Philipa Athansa pod tytułem „Wrota Baldura”. 



O grze cRPG pod tym samym (choć lepiej brzmiącym po angielsku) tytułem słyszał chyba każdy, nawet jeśli z samą grą nie miał styczności. I tu, niestety, muszę się przyznać, że w całym swym zamiłowaniu do fantastyki i gier, mój kontakt z Baldur’s Gate zakończył się na pierwszym rozdziale. Dlatego w tych nadzwyczajnych okolicznościach na stanowisko Konsultanta Do Spraw Baldurycznych powołuję Pirata, który od czasu do czasu będzie wtrącał coś od siebie na temat zgodności z grą czy też jej brakiem, tudzież innych mankamentów. Dzięki temu już na dzień dobry dowiedziałam się, że fabuła książki to po prostu fabuła gry przedstawiona na wojowniku-człowieku w najprostszej kombinacji. A więc chyba jednak dobrze wyszłam na tym, że nie znam dobrze gry, bo tylko by mnie szlag trafiał z powodu tego całkowitego braku pomysłu i nowości.

Nie traćmy więcej czasu, czas zebrać drużynę i idziemy expić!







Moim dwóm córkom dedykuję
(wciąż jestem normalny)
Ktoś tu gramatyki lekcje od Mistrza Yody pobierał, hmm.
Ja bym do tej normalności jego wątpliwości miała. To już cała dedykacja, a wrażenie sprawia, jakby urwana w połowie była, hmm.

No to lu: rozdział pierwszy. Pierwsze zdanie powieści ma magiczną moc: dobre zachęci do czytania, kiepskie – do rzucenia książką o ścianę. Jak zatem brzmią czarodziejskie słowa zapraszające nas do zagłębienia się w świat tego dzieła?

Ostrza starły się ze sobą aż iskry poszły. Abdel natarł z taką siłą, że jego ramię wpiło się w ciężkie ostrze własnego pałasza.
Iii już się pogubiłam. Facet trzymał pałasz i uderzył nim tak mocno, że jego ostrze wbiło mu się we własne ramię. Jeśli dobrze to sobie wyobrażam, to z niego musi być dupa, nie szermierz!
A czego ty się spodziewałaś po bohaterze na pierwszym levelu?

Wróg zatoczył się dwa kroki w tył i wyrzucił lewą rękę w bok, by powstrzymać upadek. Abdel natychmiast wykorzystał przewagę i ciął w odsłonięty brzuch napastnika, rozdzierając na strzępy jego kolczugę, ciało i kręgosłup.
To w dalszym ciągu pierwszy akapit. Przyzwyczajcie się do takich opisów, będzie ich jeszcze wiele.
*chichocze radośnie* I on tym pałaszem rozciął człowieka na pół razem z kręgosłupem, tak?

Minęło jakieś dziesięć czy nawet dwadzieścia sekund, zanim mężczyzna, którego Abdel zabił, pojął, że jest już martwy.
Bystrością nigdy nie grzeszył, rozwiązywanie krzyżówek przychodziło mu z trudem, więc to i tak niejaki sukces, że uwinął się w niecałe pół minuty z zauważeniem, że nie żyje.

Patrzył się w dół, na głęboką ranę w swoim brzuchu, przecinającą go prawie na pół. Krew była wszędzie, czerwień mieszała się z żółto-szarą tkanką rozprutych wnętrzności. Twarz umierającego przybrała niemal komiczny wyraz: była biada, zaskoczona i jakby zniesmaczona.
Biada bladej twarzy, bo nieestetycznie wyglądają jej rozwłóczone po gościńcu flaki! Moment, gdzie my się właściwie znajdujemy?
*nie jest w stanie odpowiedzieć, gdyż kwiczy*

Ten widok sprawił, że serce Abdela zabiło żywiej; on sam nie wiedział, czy z powodu szoku czy raczej przyjemności.
Jesu, następny z fetyszem na rozczłonkowywanie przy pomocy ostrych narzędzi. Gdybym była Prof. S. Jonalistą powiedziałabym, że te straszne gry mają dewastujący wpływ na psychikę młodych ludzi.
A potem byś się zdziwiła, kiedy bym ci powiedziała, że szanowny pan autor tego dzieła wydał je, mając lat trzydzieści pięć.

Tę chwilę zastanowienia Abdel niemal przypłacił życiem, kiedy jeden z pozostałych bandytów niespodziewanie zbliżył się, wywijając trzymanymi w obu dłoniach małymi, ostrymi toporkami.
– Kamon – zawołał go po imieniu Abdel, jednocześnie cofając się pół kroku w tył, aby uchylić się przed drugim toporkiem. – Dawno się nie widzieliśmy. (...)
– Abdel – zaczął Kamon – przykro mi z powodu twojego ojca.
To był stary trik z odwróceniem uwagi, starszy nawet niż sam Gorion, który kiedyś wydawał się Abdelowi najstarszym człowiekiem przemierzającym ulice i trakty Faerunu.
Uważaj! Za chwilę użyje starożytnej sztuki kopnięcia w krocze znanej z legendarnego starcia Vraela i Morzana!
Oj, będzie combo.
Tyle xp. <3

Abdel zerknął kątem oka na swego ojca. Gorion trzymał się dzielnie, jak zwykle starając się tak walczyć, by nie zabić bandytów, którzy oczywiście nie byli tak łaskawi jak ów starzec.
I zabijali go raz po raz.

Abdel zaczekał, aż Kamon wysunie w jego stronę prawe ramię i niespodziewanie wyprowadził mieczem cios od dołu, podbijając ostrze toporka z taką siłą i szybkością, iż wytrącona broń zdarła styliskiem skórę wnętrza dłoni rywala.
Trzeba było nie owijać sobie toporków papierem ściernym.
Jak na doświadczonego i zaprawionego w bojach wojownika, to ma dość delikatne rączki...

Jego toporek tkwił teraz zaklinowany na ostrzu miecza Abdela.
Abdel powinien teraz jak najszybciej pozbyć się nadzianego na miecz toporka, jednak uznał, że może to być doskonała okazja do popisania się jakąś epicką sztuczką i poczekał na dobrą ku temu okazję.

zamarł, kiedy usłyszał za sobą skrzypienie żwiru. Miał nadzieję, że Kamon wykorzysta sytuację i zareaguje właściwie, i Kamon wyświadczył mu tę przysługę. Bandyta rzucił się nań szybko, celując drugim toporkiem w jego pierś. Abdel błyskawicznie podkurczył kolana, zasłaniając się jednocześnie mieczem. (...) Cios Eagusa, który mierzył w Abdela, roztrzaskał czaszkę Kamona, od czubka aż po podbródek.
Uprzejmy ten bandyta, tak się pozwolić zabić.
- Sir, czy byłby pan uprzejmy nie interweniować, gdy uchylę się przed wymierzonym we mnie ciosem tak, by uderzył w pana?
- Ależ naturalnie, sir, gotów jestem nawet rzucić się w kierunku ostrza, aby dać panu jak największe szanse przeżycia.
- Jest pan nazbyt łaskawy, sir.
- Sir.


Piąty bandyta, ten który dotąd trzymał się z dala, strzelił z kuszy i jego bełt utkwił w prawym boku Abdela. Abdel chwycił za drzewce i wyrwał je z rany, rozszarpując przy tym kolczugę i wyjąc z bólu. Na chwilę ich wzrok spotkał się i Abdel posłał mu tak złowrogie spojrzenie, że kusznik cofnął się w popłochu. Miał nadzieję, że bandyta przeraził się na tyle, by więcej już nie strzelać.
Ważna życiowa lekcja: jeśli ktoś celuje do ciebie z kuszy (lub czegokolwiek), rzuć mu Złowrogie Spojrzenie. Sukces gwarantowany.
Chyba że MG wstał lewą nogą.

Abdel (...) wykorzystał tę chwilę, by sprawdzić, jak radzi sobie ojciec. Szło mu dobrze, jego przeciwnik męczył się coraz bardziej, wyprowadzając coraz bardziej chaotyczne ciosy.
Jego ojciec, czyli „najstarszy człowiek przemierzający ulice i trakty Faerunu”, kulawy i walczący drewnianym kijem. Ci najemnicy muszą być jacyś tacy...
Zdelevelowani?
Nawet mocno.

Abdel wreszcie uwolnił ostrze swego miecza od toporka, jednym okiem wciąż obserwując ojca, drugim zezując na Eagusa.


Calishitański najemnik uśmiechnął się, odsłaniając srebrny ząb, dawno już zmatowiały.
– Zostaliśmy dobrze opłaceni, sir (kwik!), szkoda gadać. Lepiej poddajcie się, to może i nie zdechniecie – odpowiedział Gorionowi.
Nagle rozległ się odgłos, jakby ktoś zrzucił olbrzymiego arbuza z wysokiej wieży – to Eagus uwolnił swoją halabardę.
Haha, nie no, ja chyba tu zbędna jestem, to dzieło analizuje się samo. xD

Eagus uwolnił swoją halabardę. Podniósł długie drzewce do góry i zatoczył nim, zbryzgując Abdela i drogę wokół siebie krwią Kamona. Abdel rzucił toporkiem, lecz Eagus z łatwością go odbił. Rzut nie miał na celu zabić Eagusa, a jedynie wytrącić go z równowagi. Abdel wiedział, że jest tylko jeden sposób
Czuję się, jakbym oglądała bardzo zacięty mecz tenisa. Albo mistrzostwa w League of Legends w momentach teamfightów, bo tak samo nie mogę nadążyć, co mówią komentatorzy.

Zerwał się i szybko skoczył, na straszne pół sekundy tracąc ziemię pod nogami.
To chyba jakaś skrajna postać lęku wysokości, bać się nawet podskoczyć.
Nasz wybawca, proszpaństwa! :D

Poleciał wprost na Eagusa i poczuł, jak ostrze jego miecza zagłębia się w szczelinie przerdzewiałej zbroi bandyty, zanim jeszcze jego nogi dotknęły ziemi. Zamierzał wstać i wepchnąć miecz głębiej, szatkując flaki Eagusa na sałatkę
*płacze ze śmiechu*

Eagus zakrztusił się ze śmiechu
Jak dobrze go rozumiem...

Eagus wyraźnie był już zmęczony, może nawet stracił zbyt wiele krwi, bowiem zaatakował tak wolno i niezdarnie, że Abdel aż rozczarował się, z jaką łatwością udało mu się odbić cios halabardy ręką
Jakby tobie z bebechów ktoś próbował zrobić sałatkę *parsk* mieczem, to też byś nie sprawiał wrażenia kogoś w szczytowej formie.
Głównemu bohaterowi z 1hp wystarczy, że sobie pośpi osiem godzin i już będzie śmigał. ^^

siła ciosu niemal nie złamała mu prawego przedramienia.
Niemal nie złamała – czyli jednak złamała, ale niewiele brakło, by nie złamała. A korekta gdzie?
W karczmie pod kontuarem, wyjąc jakąś piosnkę na krasnoludzką modłę.

Zabolało, ale Abdel zignorował ból i wymierzył Eagusowi solidnego kopa.
W rzyć!

Podszedł i poderżnął Eagusowi gardło, patrząc jak powoli gasną mu oczy, wraz z uchodzącym zeń życiem. Abdel uśmiechnął się, choć wiedział, że Gorion tego nie lubi.
Zbije cię lagą, jak zauważy, że miałeś czelność się uśmiechnąć.
Jeśli przeżyje, w co wątpię, ale myślę, że pisak czeka na odpowiednio dramatyczną chwilę, by nas o tym poinformować.

I nagle zdał sobie sprawę, że przecież Gorion wciąż walczy, a poza tym...
Był jeszcze kusznik.
*facepalm* I przez cały ten czas kusznik sobie stał i grzecznie czekał, aż Abdel go zauważy? Kurcze, ludzie w tym Faerunie to bardzo dobrze wychowani są.

Był jeszcze kusznik. Stał dalej. Mrużył swe ciemne oczy w porannych promieniach słońca. Jego ćwiekowana, skórzana kamizela skrzypiała przy każdym ruchu. Długie rude włosy falowały ciężko na wietrze. Kusznik celował w Goriona.
Uwaga, napięcie rośnie, naszykujcie się...

Z gardła Abdela wydarł się pełen rozpaczy krzyk.
– Oj...
Spust zwolnił cięciwę, ciężki bełt ze świstem przeciął powietrze...
– ... cze...
... i utkwił prosto w oku Goriona.
– ... eeee!!!
*kwiczy niczym prosiątko w błotku*

Abdel już wiedział, zanim jeszcze bezwładne ciało Goriona legło na żwirze drogi, że jego jedyny ojciec, którego znał, już nie żyje.
To ilu ma tych ojców?
Nie mam pojęcia. Zróbmy o tym musical!


Abdel wpada w szał, co objawia się tym, że przeciwnicy srają ze strachu na jego widok, a on sam nagle zyskuje zdolności nadprzyrodzone – tak myślę, biorąc pod uwagę roztrzaskiwanie mieczy na kawałki uderzeniami sztyletu oraz takie kwikogenne scenki:
Calishita prawdopodobnie zdążył jeszcze zobaczyć, jak złamane ostrze jego szabli uderza o ziemię, zanim świat mu zawirował, a coś mokrego i lepkiego zbryzgało twarz. Jego odcięta głowa mogła jeszcze żyć, aby to zobaczyć, ale on sam był już martwy, zanim głowa i ciało dotknęły ziemi.

Kusznik nie zamierzał dłużej czekać, by kląć, błagać o litość czy struchleć z przerażenia. Może nie był najbystrzejszym człowiekiem na Wybrzeżu Mieczy, ale był bystry na tyle, by w trosce o własne życie rzucić się do ucieczki.
Abdel, wciąż ogarnięty niepohamowaną żądzą mordu, gonił go tak długo, aż wreszcie dopadł i pokrajał na kupę broczącego krwią mięsa. W końcu przybrany syn Goriona z Candlekeep, wyczerpany do nieprzytomności opadł na tę stertę podziurawionej skóry, flaków, strzaskanej kuszy, i zapłakał.
Ja przepraszam, ale mimo wszystko nie mogę się zdobyć na reakcję inną od histerycznego śmiechu.
Jakie cudne ilustracje mogłyby zaistnieć w tej książce. ^^

Uff, no to dotarliśmy do pierwszych „gwiazdek”. Wiemy już, że naszym głównym bohaterem jest Abdel, który walczył z jakimiś bliżej nieznanymi najemnikami, choć kilku z nich kojarzył z roboty pilnowania jakiegoś tajemniczego towaru w magazynie. Na pytanie, czy w oryginale bohater gracza miał jakieś zwady z najemnikami, Pirat odpowiada:
Tylko jeśli takowe spowodowałaś (tzn. bardzo niska reputacja = kłopoty z prawem i dużo łowców nagród). Czasem można się wkręcić i wtrącić w jakąś robotę najemników, ale raczej nie ma żadnej konkretnej grupy.
A więc jednak są jakieś przejawy własnej pomysłowości!
Przechodzimy do ciągu dalszego: topornego przedstawienia nam sylwetki głównego bohatera.


Abdel od lat sprzedawał siłę swego ramienia i umiejętności wzdłuż i wszerz całego Wybrzeża Mieczy. Ostatnie dziesięć dni tygodnia spędził eskortując karawanę kupiecką od Wrót Baldura do biblioteki w Candlekeep. Masywny monastyr w Candlekeep był jego domem w czasach dzieciństwa
Chhrrr...

Dobra, oszczędzę wam tego i spróbuję streścić, choć dociera do mnie gdzieś tak połowa tego naszpikowanego nazwami bullshitu. Gorion był przybranym ojcem Abdela, mnichem jakiegoś tam boga. W końcu Abdel uznał, że życie mnicha nie jest dla niego, gdyż – niczym disneyowska księżniczka – pragnął więcej od życia.

Goriona przerażały niektóre potrzeby Abdela: jego potrzeba walki, zabijania, ale przy tym zdawał się je rozumieć, jakby spodziewając się tego po swym przybranym synu.
...Okej. Światy gier komputerowych rządzą się swoimi prawami, przyjmijmy, że to nadal jest gra, ino mniej interaktywna.

Gorion był sztywnym chudzielcem, prawdziwym molem książkowym, Abdel natomiast był doskonale umięśniony, miał ostre rysy i atramentowo czarne, długie włosy, które opadały na ramiona z tą samą gracją, jaka kryła się w zwinnych ruchach jego ciała.
Rząd trzeci, ostatnia kolumna – to musi być on! :D
Ja stawiam na: czwarty rząd, pierwsza kolumna.
To kobieta.
Czyżby?

Abdel wyjechał... najemniczyć, lecz w końcu się stęsknił i wrócił do Candlekeep, by odwiedzić przybranego ojca. Ten przy spotkaniu był bardzo radosny, a jednocześnie dziwnie tajemniczy, jakby miał mu do powiedzenia coś niezwykle ważnego – jakżeby inaczej. Gorion pyta, czy Abdel wybierze się z nim do gospody, w której musi się z kimś spotkać.

– Czy to ma coś wspólnego z moimi rodzicami? ... Z moją matką? – pod wpływem impulsu zapytał nagle Abdel. (...)
– Nie – odparł krótko. Na dłuższą chwilę zapadła nieprzyjemna, nienaturalna cisza. – Nie z twoją... nie z twoją matką.
On po prostu chciał dotrzeć do „Pomocnej dłoni”, aby spotkać się z pewnymi ludźmi, którzy mieli dla niego jakieś informacje. To wszystko.
Ktoś, gdzieś, jakieś coś... I nam najwyraźniej też muszą wystarczyć takie wyjaśnienia. Cieszymy się niezmiernie.

Życie Goriona zawsze koncentrowało się wokół spraw związanych z pozyskiwaniem od ludzi różnych informacji, dlatego też Abdel nie mógł dziwić się jego prośbie.
Gorion – jak było napisane parę akapitów wyżej – był skrybą. Czyżby także i szpiegiem? :o
Ciekawe, ile brązowych wynosił cały jego dobytek i za ile kupią obiad w karczmie. :3

A zatem nasi bohaterowie wybrali się w drogę do karczmy, gdy wtem dnia trzeciego napotkali niezbyt przyjaźnie nastawionych najemników. I znów wracamy do tego uroczego momentu leżenia i płakania na kupie flaków.

Na pierwszą niespodziewaną oznakę życia Abdel rzucił się w stronę leżącego ojca.
Gorion chrapliwie wciągnął oddech
Łoesu, a miałam przez chwilę nadzieję, że przynajmniej tego banału „ostatnich słów” nam oszczędzą. -.-
Pokazałabym tu filmik z jakiegoś rosyjskiego Mam Talent, by pokazać, ile oznak życia wykazuje człowiek, który dostał strzałą (a co dopiero BEŁTEM – krótszym, grubszym, lecącym z większą szybkością i wbijającym się z większą siłą) prosto w oko, ale to zbyt drastyczne.

Gorion ostatkiem sił rzuca na Abdela zaklęcie leczące.

Dodam ze swej strony, że Gorion to czarodziej, a czarodzieje nie potrafią rzucać zaklęć leczniczych. A w grze został zabity przez main evila.  

Abdel, którego rana już się zasklepiła, prawie całkowicie wyleczony, powiedział:
– A teraz twoja kolej.
Gorion nie zaczął rzucać następnego leczącego czaru.
– Ten był jedyny – wychrypiał mnich.
*sniff* Najbardziej wzruszające „out of mana”, jakie w życiu widziałam. :c

Abdel zapragnął przekląć swego przybranego ojca za to, że zmarnował na niego swą jedyną leczącą modlitwę.
– Ty umierasz... – tylko to był w stanie z siebie wykrztusić.
– Jak na to wpadłeś? – wykaszlał z przekąsem Gorion, topiąc się w kałuży własnej krwi.

– Ty umierasz... – tylko to był w stanie z siebie wykrztusić.
– Powstrzymaj wojnę... Ja już nie mogę...
Ciało Goriona zatrzęsło się od nagłego, wyczerpującego kaszlu i nagle w gwałtownym spazmie wyciągnął lewą rękę ku Abdelowi, tak że ten aż się wystraszył. Gorion ściskał w dłoni kawałek podartego pergaminu. Wysiłek sprawił, że opierzony bełt zadrżał w jego przebitym oku. Na pergamin padły krople krwi.
Na tę poruszającą chwilę nawet grawitacja postanowiła zrobić wyjątek i zadziałała w drugą stronę, by krew z przebitego oka leżącego mężczyzny pofrunęła na trzymany przezeń w wyciągniętej dłoni pergamin.

Ciało Goriona skurczyło się w nagłym spazmie bólu, aż Abdel zamarł.
– Twój ojciec... – i znów kaszel. Łza spłynęła z oka Goriona, jego jedynego oka, które mogło jeszcze płakać. Znów zmusił się do mówienia
– Khalid... Jahe...
I zaraz potem wydał swoje ostatnie tchnienie, a jego zdrowe oko spojrzało w niebo. Abdel krzyczał nad konającym ojcem tak długo, póki jego ramię nie przestało konwulsyjnie drżeć.
– Kurwaaaaaa...! Zawsze to samo! Wszystko by zdążył przed tą śmiercią zrobić: rzucić potężne zaklęcie, zabić dziesięciu wrogów, herbatę zaparzyć, ale jak przychodzi do podzielenia się Najważniejszą Informacją w Moim Życiu, to natychmiast charczy i zdycha!
Witamy w Pisakowie. :D

Długo jeszcze siedział na drodze, w towarzystwie martwych jedynie i kraczących wron
Wrony-zombie! Martwe, a kraczą!
Jako rzecze Michalina Olszańska: Taak. Wrony to mądre ptaki.

Długo jeszcze siedział na drodze, w towarzystwie martwych jedynie i kraczących wron, aż w końcu wstał i zaczął wygrzebywać ojcu grób.
Brakuje mi tu jeszcze wycia wilków i co najmniej jednej błyskawicy. Ach, no i ulewy, nie zapominajmy o ulewie.
W grze ostatnie słowa Goriona to coś w stylu "uciekaj bla bla", i to wypowiedziane krzykiem podczas walki. Ogólnie rzecz biorąc, bohater musi zwiewać, bo gonią go dwa brzydkie ogry, główny zły i jakaś kapłanka/czarodziejka.    
I tak oto kończy się rozdział pierwszy. My już kochamy tę książkę, tak rozkosznie zła jest, a wy? ^^

11 komentarzy:

  1. Ej, miała być Ałtorka Kasia! FOCH.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już się cieszę, że tej książki nie czytałam...

    OdpowiedzUsuń
  3. Leżę, kwiczę i błagam o więcej! Wzięłam kiedyś to coś do ręki, bo Baldur's Gate to jedna z moich ulubionych gier. Aż żałuję, że nie kupiłam, tyle śmiechu mnie ominęło.:D Teraz umieram z ciekawości: co też JESZCZE udało się aŁtorowi spieprzyć?;)

    OdpowiedzUsuń
  4. autorowi udało się spieprzyć wszystko absolutnie wszystko

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, poziom tandety na linijkę tekstu jest niesamowicie wysoki. Padłam i leżę ;] W grze doszłam kiedyś do tytułowego miasta, ale wtedy się zacięłam i dalej nie kontynuowałam, to teraz sobie przypomnę fabułę xD

    OdpowiedzUsuń
  6. ło matko, musiałam to sobie rozdzielić na części i teraz jak czytałam końcówkę, to normalnie mi się akcja tego czegoś pomyliła z ostatnim opkiem z Przyczajonej Logiki! I zdziwiłam się, że znów akcja wraca do tego gdzie ten ojciec umierał.
    No ale on tak sobie leżał i czekał aż Abdul czy jak mu tam, załatwi resztę najemników i poszatkuje na sałatkę kusznika i dopiero była ta cała rozmowa, tak? Niezły jest jeśli tyle wytrzymał ze strzałą w czaszce XD

    OdpowiedzUsuń
  7. W kwestii formalnej: kwitowanie każdego zdania kończącego się czasownikiem, odwołaniem do Mistrza Yody jest równie banalne co głupie opko. To naprawdę nie jest konstrukcja totalnie w języku polskim zabroniona i czasami się zdarza. A w dedykacjach wręcz często - "mojemu przyjacielowi poświęcam". Taka licentia poetica.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwszy raz wchodzę na Czarne Owce, a Wy mi tu od razu z Wrotami Baldura. Uwielbiam Was. A analiza jest cudowna, choć rzeczywiście tekst w zasadzie komentuje się sam. Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.
    Miałam nieszczęście ściągnąć sobie kiedyś nowelizację Throne of Bhaal - co tam się działo! Po scenie, w której Sarevok Poświęca Się Dla Swego Brata I W Ogóle, walcząc samotnie przeciwko dziesiątkom smoków, w dodatku samymi tylko ostrzami przyczepionymi do przedramion i łydek - ostatecznie zawyłam ze zgrozy, potem pękłam ze śmiechu, a jeszcze później wywaliłam plik i wyegzorcyzmowałam kompa. Przeanalizujcie to, pretty plz (albo my to zrobimy ]:>).

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja już sobie Tron Bhaala podarowałam, bo dwie pierwsze części mnie mega hiper super duper wkurwiły (BG to moja najukochańsza gra i wara od niej!!!). Przy pierwszej części książki jeszcze się śmiałam, ale do drugiej już autentycznie płakałam (Imoen-no-jutsu pojawiające się wyłącznie dlatego, że fabuła tego wymaga mnie rozwaliło...)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój Boże. Jedną połowę analizy śmiałam się jak nie wiem co, a drugą spędziłam na opłakiwaniu jednej z moich ulubionych gier. Dobrze, że nie napisał książki na podstawie "Planescape Torment".

    OdpowiedzUsuń