Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: listopada 2012

wtorek, 20 listopada 2012

Rosa przedstawia: "Wiatr od wschodu", część 2

Dziś kolejny powiew chłodu z kraju Ludzi Lodu (nie czuję, że rymuję, joł) przywiała nam Rosa.

PS Czy wiecie, że Bill und Smerfy kontynuuje analizę "50 twarzy Greya"? Nie przegapcie tylu porcji kwików!





 
Dziś poznamy bliżej naszego boChatera: Vendela Gripa. Vendelek to przypadek po trosze wyjątkowy. Jego marysuizm jest bardziej kobiecy niż męski. Vendel swoją łagodnością, dobrocią i prawością charakteru gasi konflikty plemienne i zmienia okrutne zwyczaje ludów wschodu, przynosząc im cywilizację. Wzbrania się jak może przed utratą dziewictwa. Jednocześnie jego odwaga i poświęnie ratują życie wszystkim pasażerom statku. Opisy jego cnót zaczynają się już tutaj, proszę więc przygotować kubełki w razie niekontrolowanych wymiotów. Vendel wykazuje jednak pewne odstępstwa od typowej Marysójki made by Sandemo: wykazuje niebezpieczne objawy tzw. wonderlandyzmu. Opis tego zjawiska znajduje się pod tym adresem: http://c0ntentg0eshere.wordpress.com/2012/04/. Nawiążę jeszcze do tego przy jego Azjatyckich, khem khem, kontaktach :D

Tym razem zaczynamy od faktów historycznych (lub też pseudohistorycznych, ale akurat tego nie będę się czepiać, jeśli odstępstwa nie będą zbyt absurdalne). Carolus Rex oddalił się na Północ, armia na południu zdemoralizowała się i poddała bez walki mniejszej i słabszej armii rosyjskiej. 

A gdy Rosjanie, sądzący, że pojmali cztery, najwyżej pięć tysięcy jeńców, spostrzegli, jak wielka w rzeczywistości wpadła im w ręce armia, nie mogli się temu nadziwić. Mieli teraz w niewoli szesnaście tysięcy ludzi!“
No ba. A myśleli, że widzieli z przepicia podwójnie.

„Wśród nich znaleźli się Kozacy zaporoscy, którzy zbuntowawszy się przeciwko carowi przeszli na szwedzką stronę. Uważali, nie bez racji, że Ukraina należy do nich. Teraz potraktowano ich bez litości. Wbijano na pal, łamano kołem i wieszano, skazując na powolne konanie w palącym słońcu.“
Wcześniej także uważali, nie bez racji, że Ukraina należy do nich, nie do Polaków. Wtedy pewien gość o nazwisku Wiśniowiecki pokazał im, gdzie mają pal. Tak nawiasem, Wiśniowiecki zyskał przez to szacun w całej Polszczy, a jego syn, Michał Korybut, został wybrany na króla Polski. 

„Armia miała dotrzeć do Moskwy, do samego cara Piotra. Triumf Rosjan był ogromny.
Wśród żołnierzy wędrujących w upokarzającym, morderczym marszu znalazł się również kapitan Corfitz Beck i jego młody „giermek”. Zdumiewała kapitana niezwykła odporność chłopca i siła jego ducha.“
Marysiuzm zaczyna się ujawniać. Prosimy trzymać się fotela, bo zaraz będzie z górki. 

„Imponowała mu nie tylko zadziwiająca wola życia, ale także serdeczne ciepło i troskliwość, jaką okazywał konającym.“
Jaki on radosny, troskliwy i przyjazny!

„Vendel Grip zawsze poświęcał czas tym, których trzeba było porzucić, zawsze umiał znaleźć słowa pociechy, przeznaczone tylko dla uszu umierającego.“
Jaki on opiekuńczy!

„Zajmował się pisaniem listów do Szwecji, pozdrowień dla matek, żon i dzieci.“
Jaki współczujący!

„Na początku strażnicy odpędzali go batami, ale Vendel tylko na nich patrzył. W jego oczach było coś, co sprawiała, że milkli i zostawiali go w spokoju.“
Miał także skill puppy eyes. Mary Sue overloaded. 

„Corfitz Beck nie był jedynym, który ze zdumieniem obserwował chłopca. Im dłużej trwał marsz, tym więcej oczu zwracało się ku niemu, zarówno Szwedów, jak i Rosjan.“
Nie dziwne. Idzie sobie taki z oczami jak kot ze Shreka to jak nie mają się dziwnie przyglądać?
Niestety, został nam jeszcze opis wyjątkowego wyglądu naszego boChatera...
„Wielokrotne małżeństwa z jasnowłosymi, zawierane przez członków rodu, sprawiły, że miał lśniące pszenicznoblond włosy, które lekko się wijąc opadały mu teraz na ramiona. Jego oczy, niewinnie błękitne, patrzyły przyjaźnie, z zaciekawieniem i błyskiem humoru. Karnację miał tak jasną, że z początku skóra, wystawiona na działanie wiatru i słońca, łuszczyła mu się gwałtownie, ale teraz przybrała ciemnozłoty odcień, co jeszcze bardziej podkreślało chabrowy kolor oczu i biel zębów. Jego twarz była bardziej szczera i bardziej miła niż twarze wielu członków rodu ze strony jego matki i, rzecz jasna, ojca.“
Blondi z solarium. Ok. Niestety, opis się nie kończy:

„Poczucie humoru najpewniej odziedziczył po pradziadku Tancredzie. Wyraźnie jednak było widać, że ma dopiero piętnaście lat. Świadczyły o tym niezgrabne, niepewne ruchy i cała sylwetka, zapowiadająca, że będzie szczupły, wysoki i szeroki w barach.“
Jedyna jego niedoskonałość tkwi w tym, że będzie doskonały, jak dorośe. Seems legit. Już mi przykro przy krojeniu tego „dzieła“,  a to dopiero drugi rozdział. :(

„Vendel umilał właśnie jak potrafił ostatnie chwile pozostawionego w zagajniku oficera, śmiertelnie zaatakowanego przez czerwonkę, zbierającą obfite żniwa wśród żołnierzy. Gdy oficer skonał, chłopiec otarł z oczu łzy i odszukał czekającego nań Corfitza Becka.
- Z jakiej właściwie gliny jesteś ulepiony, Vendelu?“
Z gliny Mary Sue. 

„- Wybaczcie moją słabość, ale...
- Nie mówiłem o łzach - przerwał mu Corfitz Beck. - Chodzi mi a to, że ludzie padają jak muchy jeden za drugim, a ty ich dotykasz, myjesz, oporządzasz. Podarowano ci chyba więcej istnień niż kotu!“
To chyba logiczne, Mary Sue nie umierają. Gdyby było inaczej, akcję książki trafiał by szlag.
Następuje nic nie wnosząca do akcji  rozmowa, po czym Cofriz wspomina coś o postoju i żarciu. Nasz boChater znów może wykazać się dobrocią charakteru:

„Za każdym razem, gdy musieli plądrować niewielkie osady w poszukiwaniu jedzenia, głęboko to przeżywał. Zastanawiał się, jak radzili sobie mieszkańcy miast i wiosek, kiedy oni je opuszczali. Na pewno głodowali! Jeszcze gorzej czuł się wtedy, gdy żywność rabowali Szwedzi, podbijający kolejne tereny. Teraz byli tylko jeńcami i odpowiedzialność za grabież spoczywała na Rosjanach.“
Dalej, podczas postoju, nasza Merysójka wykazuje się wiernością, wytrwałością, hartem ducha, poczuciem humoru i talentem językowym. 

„Vendel długo rozmyślał nad słowami kapitana, ale nie był w stanie doszukać się w sobie cech świętego. Wprost przeciwnie, często napawał się urodą ślicznych rosyjskich dziewcząt, które przechodząc drogą zerkały na jeńców. Krążyły mu wtedy po głowie nieobyczajne myśli.“
A chusteczki, którymi ocierał czoła umierających jeńców, służyły mu też do innych celów...

„Wykazywał też skłonność do gwałtownej wybuchowości, gdy coś nie układało się podług jego woli. A kiedy jeszcze prowadzili wojnę, często musiał hamować wyrażający brak szacunku śmiech na widok oficerów zbyt serio biorących własną osobę lub popadających w przesadny patos.“
Ja niestety hamuję już od pewnego czasu wyrażający brak szacunku śmiech na widok wypocin Margit Sandemo, zbyt serio biorącą idealizowanie swoich pupilków i popadającą co krok w otchłanie patosu (poza tym, czy „zbyt serio biorących własną osobę“ to jeszcze język polski?).

„Nie umiał poważnie traktować nadętej chwały wojennej, wokół widział tylko tragedie, jakie pociągał za sobą przemarsz szwedzkiej armii... Całą duszą buntował się przeciw porannej modlitwie, podczas której proszono Boga o zwycięstwo dla Szwedów. Jak Bóg mógł się mieszać do wojen, które prowadziły między sobą jego dzieci? Czyż nie On stworzył wszystkich ludzi? Czy zatem mógł z zadowoleniem patrzeć, jak jedni mordują drugich? A teraz...“
Chociaż akurat z tym muszę się zgodzić.

„Oby niebiosa mu wybaczyły, ale uważał, że niewola jest sprawiedliwa. Gdyby jakaś obca potęga wdarła się do Szwecji, jej mieszkańcy uczyniliby dokładnie to samo: pojmaliby napastników w niewolę, drwili z nich i szydzili. Nie był w stanie brać udziału w rozmowach wzburzonych oficerów, dyskutujących o okrutnych barbarzyńcach, tak nieludzko traktujących dzielnych, niewinnych Szwedów... Przyznawał, że Kozacy postępowali brutalnie, bardziej okrutnie, niż mógłby sobie wyobrazić... Widział to na własne oczy. Ale mimo wszystko nie był w stanie twierdzić, że prawo jest po stronie Szwedów!“
Z tym też. Ale na „syndrom barbarzyńcy“ cierpi także Sandemo, więc niech lepiej uważa z pokazywaniem palcem.

„Ale podczas gdy jego krewniak Mikael Lind z Ludzi Lodu rozchorował się na duszy z powodu wojny, Vendel nie był aż tak delikatny. Umiał śmiać się z nadętej pompatyczności, z samego siebie i we wszystkim potrafił dostrzec dobrą stronę. Ale też z łatwością ronił łzy. Wychodziło mu to na dobre, gdyż nie tłumił w sobie emocji. Chorzy i umierający dostrzegali jego współczucie, szukali u niego pociechy, a był może i odrobiny radości, która rozjaśniłaby choć na moment ich beznadziejną egzystencję.“
O nie, znowu Mary Sue overloaded.... Delikatny, a jednak mocny. Jak rajstopy, psia mać.

„Vendel najbardziej przypominał Mattiasa o czystym sercu, ale nie był tak idealnie anielski. Vendel był bardziej otwarty, serdeczny i niestrachliwy.“
Ziew.....

„Corfitz Beck rzecz jasna nie dostrzegał w Vendelu cech Ludzi Lodu. Przyznawał tylko, że chłopiec ma cenne zalety, których nie spotkał u innych.“
Hrrrr...
Dalej mamy flashback o roli tzw. wybranych, nieco kiepsko opowiedziany. Gdy nagle...

„- Vendelu! Ktoś jest na podwórzu.
Podnieśli się bezszelestnie i na palcach przemknęli do drzwi. Otworzyli je ostrożnie. Na szczęście zupełnie nieoczekiwanie uchyliły się bez najcichszego nawet skrzypnięcia.
Jakaś postać, ubrana w brudnoszarą rubaszkę - rosyjską koszulę z obszytymi wzorzystą krajką kołnierzykiem i rękawami i taką samą taśmą przewiązaną w pasie - klęczała nad jeńcami śpiącymi pod ścianą. Dłonie gorączkowo obmacywały leżących w poszukiwaniu zdobyczy.
Jakby tym biedakom zostało jeszcze coś cennego!
W świetle gwiazd szybko zorientowali się, że złodziejem musi być ktoś ze wsi. Strażnicy nie byli tak nędznie ubrani, ich odzież dobrze chroniła właścicieli przed zimnem. Podbiegli, by przeszkodzić rabusiowi, ale on na ich widok zasłonił twarz rękoma, by nie zostać rozpoznany, i wziął nogi za pas.
Vendel, który nie był pewien, czy złodziejowi udało się coś zabrać, ruszył za nim w pogoń. Ledwie słyszał ostrzegawcze nawoływania kapitana, choć czuł, że Corfitz Beck biegnie za nim. Prawdopodobnie po to, by upewnić się, czy Vendel w nic się nie wplącze.
Tak zresztą właśnie się stało. Krążąc między chałupkami Vendel wpadł prosto w ręce strażnika. Corfitz Beck wyczekująco zatrzymał się o kilka metrów dalej.
- No, już, już - powiedział strażnik mocno trzymając Vendela za ramię. - Zostaw tego biednego chłopa w spokoju.
- Złodziej - wyrzucił z siebie Vendel swym marnym rosyjskim.“
Volvo stracili na Mazurach, a teraz obrobią ich nawet ze wszy... :D Droga Margit, cierpisz w tym momencie na wymieniony przeze mnie wcześniej „syndrom barbarzyńcy“. Bo jeżeli taki Obcy wynurzy się na kartach opowieści, to jedynie po to, by ukazać blask naszej Mary Sue. Jak poniżej...

„Strażnik odpowiedział na to coś, czego żaden ze Szwedów nie zrozumiał. Był to wielki Kozak, w jego na pozór łagodnym głosie dały się wyczuć niebezpieczne tony.
- Może masz coś dla mnie? - uśmiechnął się groźnie.
W tej chwili odezwało się poczucie humoru Vendela.
- Da, wosz - odparł. (Tak, wesz.)
- Co? - wrzasnął strażnik, najwyraźniej dotknięty. - Ja nie wosz!
- Niet, niet - Vendel pospiesznie starał się wyjaśnić nieporozumienie. - U mienia tolko wszy. Pożałsta. (Mam tylko wszy. Proszę.) - I przegarnął dłonią włosy.
Cokolwiek mówić o Kozakach, taki rubaszny dowcip wysoko sobie cenili. Strażnik wybuchnął gromkim śmiechem i poklepał Vendela po ramieniu.
- No, a twoja koszula? Sprzedasz mi ją?
- A ty mi sprzedasz swoją? - odpalił Vendel, natychmiast pokazując podarty na strzępy rękaw, dziury na przedzie i przetarte ramiona.
Kozak znów się roześmiał i pozwolił mu odejść.“
Może wielki Kozak to wielki Kozak, ale Vendel to większy Kozak!

„Żołnierzy leżących przed domem obudziło zamieszanie i teraz gorąco podziękowali Vendelowi i kapitanowi.
Potem ponownie się ułożyli, by choć trochę odpocząć mimo dokuczliwego zimna.
Corfitz westchnął ciężko, kiedy szedł obudzić jednego ze współtowarzyszy, który miał go zmienić. Pobudka okazała się zbędna, gdyż wszystkich postawiła na nogi pogoń za złodziejem.
- Dziękuję ci za pomoc, Vendelu - powiedział kapitan, gdy już znaleźli sobie miejsca do spania.
Chłopak zwinął się w kłębek w swoim kącie.
- Nie ma za co - mruknął, na wpół śpiąc. - To ja powinienem dziękować.“
Ach Mary Sue, ja lizać czubki twych butów nie godzien....
Armia szwedzka przybywa do Moskwy. Car Piotr i mieszkańcy upokarzają ich jak tylko mogą. Cofritz Beck zachorował na tajemniczą chorobę płuc. Jego szczęście, że jest panem Mary Sue z puppy look! Nie zginie marnie!

„Vendel pielęgnował swego pana z prawdziwym oddaniem. Nie odziedziczył po Ludziach Lodu umiejętności leczenia, a jednak coś w nim tkwiło - jakby pewność, że wie, co należy robić. Z czasem więc Corfitz Beck znów stanął na nogi; słaby i wycieńczony, ale zdrowy. Łącząca ich więź jeszcze bardziej się umocniła.“
Niestety, nasza Mary Sue z resztą jeńców zostaje zesłana na Syberię, niczym słynni Filomaci i Filareci. 

„Kiedy podróż nareszcie skończyła się w Tobolsku, Vendel miał już siedemnaście lat. Jego serce przepełnione było żalem nie tyle nad sobą, ile nad tymi, którzy nie znali jego losu, od których oddalał się coraz bardziej za każdym razem, gdy przenoszono ich w nowe miejsce.
O ile wiedział, żaden z karolińczyków nie miał szans, by kiedykolwiek opuścić Syberię.“
Dziś było bardzo nudno.  Jest to oczywiście winą Sandemo, nie moją. Pożegnamy naszą Mary Sue na jakiś czas, a gdy przywitamy ją znowu, będzie właśnie opromieniać swoim kryształowym charakterem cały Tobolsk...

wtorek, 13 listopada 2012

Rosa przedstawia: "Wiatr od wschodu", część 1

Czarne Owieczki trawkę na łączce przeżuwają powoli, ale skutecznie, znaczy się - wciąż żyją i mają się dobrze. ^^ Ja (bardzo) niespiesznie dłubię "Dziewiątego maga", a w międzyczasie swoją analizę piętnastego tomu Sagi o Ludziach Lodu przedstawia Rosa!



Dziś weźmiemy na tapetę klasyk tzw. literatury kuchennej. Chodzi o słynną „Sagę o Ludziach Lodu“. Miałam lekki problem z wybraniem konkretnej ofiary: ostatnie tomy są takie głupie, że ledwo byłam w stanie je czytać. Moja żądza mordu budziła się nieodmiennie, gdy na kartach „arcydzieła“ pojawiały się dwie naczelne „Mary Sue“: delikacik z kompleksami Nataniel i słodka idiotka Ellen. Zajmiemy się więc kimś bardziej interesującym. Panie i Panowie, oto powieje nam „Wiatr od wschodu“! Prognoza pogody przewiduje na dziś marysuistycznego boChatera Vendela, tajlandzki klimat nierealnych opowieści o zaliczaniu jakże atrakcyjnych Azjatek  w dużych ilościach, powieje także zimną obojętnością na wdzięki Azjatów. Panie i panowie, witamy na Syberii zwanej Tajlandią! Proszę zapiąć pasy i nie spożywać płynnych substancji. :)


Dla wszystkich, którzy nie zapoznali się z „Sagą“: Ludzie Lodu są potomkami Tengela, nazywanego także Złym. Tengel ów przywędrował wraz ze swoim plemieniem ze wschodu, pragnąc władzy nad całym światem, a nie jedynie nędzną dolinką na syberyjskim zadupiu. Jego przerost ambicji, jakże nierównoważny do jego wzrostu, pojawił się w chwilą, gdy stanął przed legendarnym źródłem Wody Zła, której wówczas podobno się napił, zyskują tym takie skille jak nieśmiertelność i wypaśnie możliwości czarowania, do tego panowanie nad światem i bogactwo gratis. Niestety, utracił przy tym malowaną buzię koreańskiego aktora. Z tego powodu, a także dla odzyskania malowanej buzi, Tengel postanawia nareszcie napić się owej wody, zabranej ze źródła Wody Zła. Odsuwa jednak ową czynność na coraz późniejszy termin. No cóż, zdecydowania od kandydata na tyrana świata nie wymagano...  W każdym razie do czasu powiewu „Wiatru od wschodu“ o Tengelu wiemy niewiele. Ot, Azjata, zły niczym sam diabeł, a duszę ci on podobno Szatanowi zaprzedał. A klątwa i kara za jego grzechy nękać będzie jego potomstwo, dopółki nie nadejdzie Wybraniec.   Tengel podbno umarł, a jego grób w Dolinie Ludzi lodu jest nawiedzany przez jego ducha. Tyle tytułem wprowadzenia. Czas bowiem, niestety, poznać potomstwo Tengela:

Do tej pory niewiele zostało powiedziane o gałęzi Ludzi Lodu, która towarzyszyła rodzinie królewskiej córki Leonory Christiny i osiedliła się w Skanii.
I dobrze. Niestety, Ałtorka postanowiła nas podedukować w tym punkcie.

Małżeństwo Leny i Orjana było szczęśliwe. Spokojne, mocno trzymające się ziemi, oparte na wzajemnym przywiązaniu. jedyna wada tego związku polegała chyba na tym, że było im aż za dobrze. Z upływem lat zaokrąglili się oboje i wybrali spokojne życie w majątku położonym niedaleko dworu Andrarum we wschodniej Skanii.
To typowe dla boChaterów wszelkiej maści, szczególnie dla Mary Sue tej serii.

Bardzo kochali swą córeczkę Christianę. To nie rzucające się w oczy dziecko wyrosło na nie rzucającą się w oczy kobietę, w której jednak za małomównością kryło się wiele serdecznego ciepła.
Zapewne dlatego w tej opowieści pozostanie w cieniu. Phi, nierzucająca się w oczy jakaś...
I zapewne dlatego Sandemo dokleiła jej nieudane małżeństwo:

Co do małżeństwa Christiany, to zorientowała się ona wkrótce, że popełniła wielki błąd. Poślubiła bogatego gospodarza Sorena Gripa, który mieszkał w sąsiedztwie. Kiedy już dostał ją za żonę, przestał być adorującym kawalerem z czasów narzeczeństwa. Na światło dzienne wyszła jego prawdziwa natura, niewiele wspólnego mająca z wrodzoną szczodrością Ludzi Lodu i ich zdolnością przyjmowania rzeczy takimi, jakimi są.
Christiana przez wiele lat dzielnie wspiera syndrom, nomen omen, sztokholmski, pod jej bokiem zaś rośnie mały synek Vendel, słynny później z powodu swojego przyrodzenia urodzenia. Wkródce jednak nadchodzi nieszczęście:

Szwecja była wówczas krajem praktycznie pozbawionym władzy. Nowy, młody król Karol XII okazał się urodzonym żołnierzem. Nieszczególnie dbał o kraj, jeszcze mniej o kobiety. Przez wiele lat krążył po Europie, podejmując wyprawy wojenne. Określenie płynących z nich korzyści sprawiało trudność większości jego poddanych. Stracił wielu ludzi, ale nie przejmując się niczym parł dalej, na wschód. Pragnął pokonać rosyjskiego olbrzyma.
Co prawda jesteśmy już sto lat po Potopie, ale i tak nie darujemy i też nie lubimy tego pana:

„Karol XII Wittelsbach, szw. Karl XII, łac. Carolus Rex (ur. 17 czerwca 1682 w Sztokholmie, zm. 30 listopada 1718 we Fredrikshald (ob. Halden), Norwegia) – król Szwecji od 1697 z niemieckiej dynastii Wittelsbachów, książę Palatynatu-Zweibrücken.
Syn króla Szwecji Karola XI Wittelsbacha i Ulryki Eleonory Oldenburg księżniczki duńskiej.
Był wybitnym dowódcą wojskowym. Podczas III wojny północnej (1700-1721) wielokrotnie rozbijał przeważające wojska sił koalicji Rosji, Saksonii, Danii i Polski.“  - Wikipedia

Dlatego właśnie posłał do Szwecji po kolejne dziesięć tysięcy rekrutów. Pragnął ściągnąć ich do Prus Zachodnich. W niewielkim miasteczku, Słupcy, miał na nich czekać. Wśród wybranych znalazł się także młody Corfitz Beck, syn Eleonory Sofii i Lavego.
Ale Corfitz Beck był oficerem, a ponadto szlachcicem. Potrzebował... nie, nie należy używać słowa „adiutant”. Potrzebował pucybuta. Nie był wszak wyższym oficerem.
I Soren Grip nalegał, by owym pucybutem został Vendel.
Ale kariera. Normalnie mam zawroty głowy. Co na to Soren?

Pan Corfitz ma dopiero dwadzieścia dwa lata i taki młody chłopak doskonale do niego pasuje. Pomyśl sama, jakie korzystne może to być dla Vendela! Ma szansę awansować, otrzymać szlachectwo za bohaterstwo...
Za bohaterstwo rzyci chyba, bo nie wiem, jak rozumieć inaczej pierwsze zdanie tej wypowiedzi. W koszarach, na wojence, różne rzeczy się dzieją... Może się chłopak zasłuży...

- Niech Bóg broni - mruknęła Christiana. Zdecydowanie była przeciwna wysłaniu jedynego syna na jakąś szaleńczą wojnę w pogoni za sławą, wojnę, która zdawała się nie mieć końca. W dodatku pod dowództwem króla wcale nie poczuwającego się do odpowiedzialności za swoich poddanych, coraz bardziej udręczonych przez krwawą zawieruchę, która pochłonęła już tyle pieniędzy i ludzkich istnień.
A szczególnie pieniędzy.

Ale Soren Grip oceniał sprawy inaczej niż Christiana, Już się radował na myśl o oszałamiającej chwale Szwecji, o ile udałoby się zwyciężyć Rosjan.
Prawie jak Hitler.

Wybrał się więc sam, w tajemnicy przed żoną, do wielkiego dworu, by pomówić o swym synu z młodym oficerem.
Corfitz Beck wpadł w zachwyt, tak samo zresztą jak jego starzejący się ojciec, Lave Beck. Znali Lenę i Orjana Stege, a także ich córkę Christianę jako ludzi na wskroś godnych zaufania. Młody Vendel również cieszył się ich wielką sympatią i często między sobą mówili, że chłopak na szczęście wdał się w matkę, a nie w zachłannego ojca.
Christiana nigdy nie wybaczyła Sorenowi Gripowi zdradzieckiego ciosu. Nie mogła zapobiec wyjazdowi Vendela, ale na każdej sztuce odzieży, którą przygotowywała dla syna, widniały mokre plamy jej łez.
Ja się pytam jeszcze raz, po co im ten gimbus Vendel, że tak się z jego towarzystwa cieszyli, nie skonsultowawszy się najpierw z szanowaną przez nich jego matką? (Wiem wiem, wtedy się nie konsultowało, ale to super modern przyjaciele Ludzi Lodu, sami rozumiecie, powinni wykazać więcej kanonicznego równouprawnienia :-/ )

Po wyjeździe chłopca atmosfery w domu nigdy już nie można było nazwać pogodną.
Burze gradowe i zachmurzenia stały się za to normą.

„Trzy lata później, w roku 1710, uderzyła w Skanię zaraza. Zabrała ze sobą Lavego Becka i zabrała Sorena Gripa. Christiana - potomkini Ludzi Lodu, bardziej odporna, stała nad swym umierającym mężem, usiłując przywołać żal, ale czuła jedynie, że jej twarz jest ściągnięta, bez wyrazu, jak martwa.
W duszy miała pustkę. Ten sam kamienny wyraz twarzy zachowała podczas pogrzebu. Nie mogła się od niego uwolnić, choćby nie wiadomo jak mocno się starała.“
Proszę, więc nie Emo, a urodzony death metal :D http://galeriawidgeta.blogspot.de/search/label/subkultury?updated-max=2009-02-05T13:31:00-08:00&max-results=20&start=100&by-date=false
Vendel natomiast wyrusza na piękne Mazury. Przeżywa tam ciekawe przygody:

Mój młody pucybut i przyjaciel z domu, Vendel Grip, jest naprawdę dzielnym chłopcem. Zranił się paskudnie podczas przeprawy przez mazurskie moczary, kiedy wpadł w bagno, ale z jego ust nie wydobyło się ani jedno słowo skargi. Na pewno okaże się mężnym żołnierzem.
Wszyscy, którzy także wpadli w bagno na Mazurach, raniąc się przy tym paskudnie, są proszeni o podniesienie łapki do góry. Założę się, że nie znieśliście tego tak dzielnie jak nasza dyżurna Mary Sue. Przyznać się bez bicia, ile razy padł z waszych ust „K...a k...a j...a p...e bagno, u...em/am spodnie jak stół w Wiadomościach“!.
Vendel wysyła ostatni emo-list:

Och, Matko, cóż ja widziałem i Serce krwawi mi ze współczucia dla ludzi i zwierząt. Właśnie dzisiaj pogrzebaliśmy żołnierza, który brał udział w wojnie przez więcej lat niż ja ich mam. Widział, jak jego synowie umierali podczas wyprawy, włosy mu całkiem posiwiały, choć wcale nie był taki stary. I on nie był jedyny. Wszyscy są tacy zmęczeni, wycieńczeni latami wojny, wędrówka przez obce kraje, z dala od swych najbliższych. W marszu od końca XVII wieku, bez odpoczynku, bez bodaj krótkich odwiedzin w domu.
Wykorzystuje jak najgorszy pracodawca ten Carolus Rex. Dawaj urlop, skąpa świnio!

Wielu nabawiło się jeszcze innych paskudnych chorób. W zimowych kwaterach stykali się z nierządnymi dziewkami po gospodach, a teraz są tak wyniszczeni, że trzeba zostawiać ich po drodze.
Och, Vendel nie powinien nic wiedzieć o francuskiej chorobie! jęknęła w duchu Christiana.
Ten fragment wywołał mój niepowstrzymany rechot.

Moja codzienna praca polega na czyszczeniu koni, pana Corfitza i mojego, tak by w każdej chwili były gotowe. Poza tym dbam o mundur i buty pana Corfitza, czyszczę jego broń, a także pielęgnuję rany, jestem też jego tragarzem, gdy zachodzi taka potrzeba. Załatwiam dla niego rozmaite sprawy i służę jako posłaniec.
Uwierzcie mi, to daje zajęcie na cały dzień!
Mundur Corfitza jest bowiem ciągle upierdolony jak słynny stół.

Mamo, proszę, daj małemu Mansowi, synowi zarządcy, mój łuk i strzały. Zawsze pragnął je mieć, a jestem już za duży na taką zabawę. Dbaj też o psy i konie! I o dąb, który zasadziłem... Czy się przyjął? A może nawet urósł?
Moje myśli są zawsze przy Was i przy naszym miłym, bezpiecznym domu w Andrarum.
Niech Bóg Was błogosławi, moi kochani!
Wasz oddany syn
Vendel
Była to ostatnia wiadomość, jaką otrzymali od niego.
Emo overload. Aż się łezka w oku kręci.
Po klęsce armi szwedzkiej pod Połtawą mamy kolejne Emo overload.

Rok później Lave Beck i Soren Grap musieli poddać się zarazie, nie poznawszy losu swych synów. O młodym Vendelu i panu Corfitzu Becku zaginął wszelki słuch. Wokół nich i wydarzeń, których byli uczestnikami, zapanowała przerażająca, złowieszcza cisza.
Co się stało ze zranionym w bagnie Vendelem? Czy zginie bez wieści w głębi Rosji? Marzyciele... Toż to Mary Sue, zobaczycie ile jeszcze szlachetnego bohaterstwa nam popełni.....