Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Rosa przedstawia: "Wiatr od wschodu", część 1

wtorek, 13 listopada 2012

Rosa przedstawia: "Wiatr od wschodu", część 1

Czarne Owieczki trawkę na łączce przeżuwają powoli, ale skutecznie, znaczy się - wciąż żyją i mają się dobrze. ^^ Ja (bardzo) niespiesznie dłubię "Dziewiątego maga", a w międzyczasie swoją analizę piętnastego tomu Sagi o Ludziach Lodu przedstawia Rosa!



Dziś weźmiemy na tapetę klasyk tzw. literatury kuchennej. Chodzi o słynną „Sagę o Ludziach Lodu“. Miałam lekki problem z wybraniem konkretnej ofiary: ostatnie tomy są takie głupie, że ledwo byłam w stanie je czytać. Moja żądza mordu budziła się nieodmiennie, gdy na kartach „arcydzieła“ pojawiały się dwie naczelne „Mary Sue“: delikacik z kompleksami Nataniel i słodka idiotka Ellen. Zajmiemy się więc kimś bardziej interesującym. Panie i Panowie, oto powieje nam „Wiatr od wschodu“! Prognoza pogody przewiduje na dziś marysuistycznego boChatera Vendela, tajlandzki klimat nierealnych opowieści o zaliczaniu jakże atrakcyjnych Azjatek  w dużych ilościach, powieje także zimną obojętnością na wdzięki Azjatów. Panie i panowie, witamy na Syberii zwanej Tajlandią! Proszę zapiąć pasy i nie spożywać płynnych substancji. :)


Dla wszystkich, którzy nie zapoznali się z „Sagą“: Ludzie Lodu są potomkami Tengela, nazywanego także Złym. Tengel ów przywędrował wraz ze swoim plemieniem ze wschodu, pragnąc władzy nad całym światem, a nie jedynie nędzną dolinką na syberyjskim zadupiu. Jego przerost ambicji, jakże nierównoważny do jego wzrostu, pojawił się w chwilą, gdy stanął przed legendarnym źródłem Wody Zła, której wówczas podobno się napił, zyskują tym takie skille jak nieśmiertelność i wypaśnie możliwości czarowania, do tego panowanie nad światem i bogactwo gratis. Niestety, utracił przy tym malowaną buzię koreańskiego aktora. Z tego powodu, a także dla odzyskania malowanej buzi, Tengel postanawia nareszcie napić się owej wody, zabranej ze źródła Wody Zła. Odsuwa jednak ową czynność na coraz późniejszy termin. No cóż, zdecydowania od kandydata na tyrana świata nie wymagano...  W każdym razie do czasu powiewu „Wiatru od wschodu“ o Tengelu wiemy niewiele. Ot, Azjata, zły niczym sam diabeł, a duszę ci on podobno Szatanowi zaprzedał. A klątwa i kara za jego grzechy nękać będzie jego potomstwo, dopółki nie nadejdzie Wybraniec.   Tengel podbno umarł, a jego grób w Dolinie Ludzi lodu jest nawiedzany przez jego ducha. Tyle tytułem wprowadzenia. Czas bowiem, niestety, poznać potomstwo Tengela:

Do tej pory niewiele zostało powiedziane o gałęzi Ludzi Lodu, która towarzyszyła rodzinie królewskiej córki Leonory Christiny i osiedliła się w Skanii.
I dobrze. Niestety, Ałtorka postanowiła nas podedukować w tym punkcie.

Małżeństwo Leny i Orjana było szczęśliwe. Spokojne, mocno trzymające się ziemi, oparte na wzajemnym przywiązaniu. jedyna wada tego związku polegała chyba na tym, że było im aż za dobrze. Z upływem lat zaokrąglili się oboje i wybrali spokojne życie w majątku położonym niedaleko dworu Andrarum we wschodniej Skanii.
To typowe dla boChaterów wszelkiej maści, szczególnie dla Mary Sue tej serii.

Bardzo kochali swą córeczkę Christianę. To nie rzucające się w oczy dziecko wyrosło na nie rzucającą się w oczy kobietę, w której jednak za małomównością kryło się wiele serdecznego ciepła.
Zapewne dlatego w tej opowieści pozostanie w cieniu. Phi, nierzucająca się w oczy jakaś...
I zapewne dlatego Sandemo dokleiła jej nieudane małżeństwo:

Co do małżeństwa Christiany, to zorientowała się ona wkrótce, że popełniła wielki błąd. Poślubiła bogatego gospodarza Sorena Gripa, który mieszkał w sąsiedztwie. Kiedy już dostał ją za żonę, przestał być adorującym kawalerem z czasów narzeczeństwa. Na światło dzienne wyszła jego prawdziwa natura, niewiele wspólnego mająca z wrodzoną szczodrością Ludzi Lodu i ich zdolnością przyjmowania rzeczy takimi, jakimi są.
Christiana przez wiele lat dzielnie wspiera syndrom, nomen omen, sztokholmski, pod jej bokiem zaś rośnie mały synek Vendel, słynny później z powodu swojego przyrodzenia urodzenia. Wkródce jednak nadchodzi nieszczęście:

Szwecja była wówczas krajem praktycznie pozbawionym władzy. Nowy, młody król Karol XII okazał się urodzonym żołnierzem. Nieszczególnie dbał o kraj, jeszcze mniej o kobiety. Przez wiele lat krążył po Europie, podejmując wyprawy wojenne. Określenie płynących z nich korzyści sprawiało trudność większości jego poddanych. Stracił wielu ludzi, ale nie przejmując się niczym parł dalej, na wschód. Pragnął pokonać rosyjskiego olbrzyma.
Co prawda jesteśmy już sto lat po Potopie, ale i tak nie darujemy i też nie lubimy tego pana:

„Karol XII Wittelsbach, szw. Karl XII, łac. Carolus Rex (ur. 17 czerwca 1682 w Sztokholmie, zm. 30 listopada 1718 we Fredrikshald (ob. Halden), Norwegia) – król Szwecji od 1697 z niemieckiej dynastii Wittelsbachów, książę Palatynatu-Zweibrücken.
Syn króla Szwecji Karola XI Wittelsbacha i Ulryki Eleonory Oldenburg księżniczki duńskiej.
Był wybitnym dowódcą wojskowym. Podczas III wojny północnej (1700-1721) wielokrotnie rozbijał przeważające wojska sił koalicji Rosji, Saksonii, Danii i Polski.“  - Wikipedia

Dlatego właśnie posłał do Szwecji po kolejne dziesięć tysięcy rekrutów. Pragnął ściągnąć ich do Prus Zachodnich. W niewielkim miasteczku, Słupcy, miał na nich czekać. Wśród wybranych znalazł się także młody Corfitz Beck, syn Eleonory Sofii i Lavego.
Ale Corfitz Beck był oficerem, a ponadto szlachcicem. Potrzebował... nie, nie należy używać słowa „adiutant”. Potrzebował pucybuta. Nie był wszak wyższym oficerem.
I Soren Grip nalegał, by owym pucybutem został Vendel.
Ale kariera. Normalnie mam zawroty głowy. Co na to Soren?

Pan Corfitz ma dopiero dwadzieścia dwa lata i taki młody chłopak doskonale do niego pasuje. Pomyśl sama, jakie korzystne może to być dla Vendela! Ma szansę awansować, otrzymać szlachectwo za bohaterstwo...
Za bohaterstwo rzyci chyba, bo nie wiem, jak rozumieć inaczej pierwsze zdanie tej wypowiedzi. W koszarach, na wojence, różne rzeczy się dzieją... Może się chłopak zasłuży...

- Niech Bóg broni - mruknęła Christiana. Zdecydowanie była przeciwna wysłaniu jedynego syna na jakąś szaleńczą wojnę w pogoni za sławą, wojnę, która zdawała się nie mieć końca. W dodatku pod dowództwem króla wcale nie poczuwającego się do odpowiedzialności za swoich poddanych, coraz bardziej udręczonych przez krwawą zawieruchę, która pochłonęła już tyle pieniędzy i ludzkich istnień.
A szczególnie pieniędzy.

Ale Soren Grip oceniał sprawy inaczej niż Christiana, Już się radował na myśl o oszałamiającej chwale Szwecji, o ile udałoby się zwyciężyć Rosjan.
Prawie jak Hitler.

Wybrał się więc sam, w tajemnicy przed żoną, do wielkiego dworu, by pomówić o swym synu z młodym oficerem.
Corfitz Beck wpadł w zachwyt, tak samo zresztą jak jego starzejący się ojciec, Lave Beck. Znali Lenę i Orjana Stege, a także ich córkę Christianę jako ludzi na wskroś godnych zaufania. Młody Vendel również cieszył się ich wielką sympatią i często między sobą mówili, że chłopak na szczęście wdał się w matkę, a nie w zachłannego ojca.
Christiana nigdy nie wybaczyła Sorenowi Gripowi zdradzieckiego ciosu. Nie mogła zapobiec wyjazdowi Vendela, ale na każdej sztuce odzieży, którą przygotowywała dla syna, widniały mokre plamy jej łez.
Ja się pytam jeszcze raz, po co im ten gimbus Vendel, że tak się z jego towarzystwa cieszyli, nie skonsultowawszy się najpierw z szanowaną przez nich jego matką? (Wiem wiem, wtedy się nie konsultowało, ale to super modern przyjaciele Ludzi Lodu, sami rozumiecie, powinni wykazać więcej kanonicznego równouprawnienia :-/ )

Po wyjeździe chłopca atmosfery w domu nigdy już nie można było nazwać pogodną.
Burze gradowe i zachmurzenia stały się za to normą.

„Trzy lata później, w roku 1710, uderzyła w Skanię zaraza. Zabrała ze sobą Lavego Becka i zabrała Sorena Gripa. Christiana - potomkini Ludzi Lodu, bardziej odporna, stała nad swym umierającym mężem, usiłując przywołać żal, ale czuła jedynie, że jej twarz jest ściągnięta, bez wyrazu, jak martwa.
W duszy miała pustkę. Ten sam kamienny wyraz twarzy zachowała podczas pogrzebu. Nie mogła się od niego uwolnić, choćby nie wiadomo jak mocno się starała.“
Proszę, więc nie Emo, a urodzony death metal :D http://galeriawidgeta.blogspot.de/search/label/subkultury?updated-max=2009-02-05T13:31:00-08:00&max-results=20&start=100&by-date=false
Vendel natomiast wyrusza na piękne Mazury. Przeżywa tam ciekawe przygody:

Mój młody pucybut i przyjaciel z domu, Vendel Grip, jest naprawdę dzielnym chłopcem. Zranił się paskudnie podczas przeprawy przez mazurskie moczary, kiedy wpadł w bagno, ale z jego ust nie wydobyło się ani jedno słowo skargi. Na pewno okaże się mężnym żołnierzem.
Wszyscy, którzy także wpadli w bagno na Mazurach, raniąc się przy tym paskudnie, są proszeni o podniesienie łapki do góry. Założę się, że nie znieśliście tego tak dzielnie jak nasza dyżurna Mary Sue. Przyznać się bez bicia, ile razy padł z waszych ust „K...a k...a j...a p...e bagno, u...em/am spodnie jak stół w Wiadomościach“!.
Vendel wysyła ostatni emo-list:

Och, Matko, cóż ja widziałem i Serce krwawi mi ze współczucia dla ludzi i zwierząt. Właśnie dzisiaj pogrzebaliśmy żołnierza, który brał udział w wojnie przez więcej lat niż ja ich mam. Widział, jak jego synowie umierali podczas wyprawy, włosy mu całkiem posiwiały, choć wcale nie był taki stary. I on nie był jedyny. Wszyscy są tacy zmęczeni, wycieńczeni latami wojny, wędrówka przez obce kraje, z dala od swych najbliższych. W marszu od końca XVII wieku, bez odpoczynku, bez bodaj krótkich odwiedzin w domu.
Wykorzystuje jak najgorszy pracodawca ten Carolus Rex. Dawaj urlop, skąpa świnio!

Wielu nabawiło się jeszcze innych paskudnych chorób. W zimowych kwaterach stykali się z nierządnymi dziewkami po gospodach, a teraz są tak wyniszczeni, że trzeba zostawiać ich po drodze.
Och, Vendel nie powinien nic wiedzieć o francuskiej chorobie! jęknęła w duchu Christiana.
Ten fragment wywołał mój niepowstrzymany rechot.

Moja codzienna praca polega na czyszczeniu koni, pana Corfitza i mojego, tak by w każdej chwili były gotowe. Poza tym dbam o mundur i buty pana Corfitza, czyszczę jego broń, a także pielęgnuję rany, jestem też jego tragarzem, gdy zachodzi taka potrzeba. Załatwiam dla niego rozmaite sprawy i służę jako posłaniec.
Uwierzcie mi, to daje zajęcie na cały dzień!
Mundur Corfitza jest bowiem ciągle upierdolony jak słynny stół.

Mamo, proszę, daj małemu Mansowi, synowi zarządcy, mój łuk i strzały. Zawsze pragnął je mieć, a jestem już za duży na taką zabawę. Dbaj też o psy i konie! I o dąb, który zasadziłem... Czy się przyjął? A może nawet urósł?
Moje myśli są zawsze przy Was i przy naszym miłym, bezpiecznym domu w Andrarum.
Niech Bóg Was błogosławi, moi kochani!
Wasz oddany syn
Vendel
Była to ostatnia wiadomość, jaką otrzymali od niego.
Emo overload. Aż się łezka w oku kręci.
Po klęsce armi szwedzkiej pod Połtawą mamy kolejne Emo overload.

Rok później Lave Beck i Soren Grap musieli poddać się zarazie, nie poznawszy losu swych synów. O młodym Vendelu i panu Corfitzu Becku zaginął wszelki słuch. Wokół nich i wydarzeń, których byli uczestnikami, zapanowała przerażająca, złowieszcza cisza.
Co się stało ze zranionym w bagnie Vendelem? Czy zginie bez wieści w głębi Rosji? Marzyciele... Toż to Mary Sue, zobaczycie ile jeszcze szlachetnego bohaterstwa nam popełni.....

9 komentarzy:

  1. Winky back!Fajnie,ze jesteś,szkoda że takie krótkie!
    Ja się muszę przyznać,że kiedyś bardzo tą sagę lubiłam,wymiękłam przy Lucyferze i przy jakimś aniele (?)który jednego z Ludzi Lodu przez druty obozu koncentracyjnego przenosił....
    I dziękuję za opcję anonimowy!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Jednak wolę Twoje analizy, Winky :) Zresztą, do Ludzi Lodu mam sentyment, chociaż akurat Wiatr od wschodu uważam za koszmarny, jeden z najgorszych tomów obok zakończenia, no i Ogrodu śmierci. Ale to jest dla mnie takie mało analizable, bo... Sandemo nigdy nie zdawała mieć się pretensji do ambitnej literatury, jak autorzy tych wszystkich koszmarów fantasy i tym podobnych. Owszem, jest rozkosznie opkowe, ale takie ma być :)
    No cóż, czekam na Dziewiątego maga wobec tego i powoli nadrabiam zaległości. A, i dziękuję za dodanie Gorgony do linków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I vice versa. :) Miałam to zrobić już dawno, ale zawsze zapominałam. xD

      Usuń
    2. Nzmaco, w końcu Czarne Owce są jedną z nielicznych analizatorni, które odwiedzam w miarę regularnie. :D Tak patrzę na ilość buziek w moich postach i zastanawiam się, czy to już zaburzenia osobowości XD.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej! Weszłam tu przez przypadek właściwie, na nic nie licząc, a tu taka niespodzianka. Dziękuję, było miło :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgwalciłaś moją ukochaną sage T.T świetny anal, biore sie za kolejna czesc ; p

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do tego listu Vendela to ja bym się tak nie czepiała. Jakoś nigdzie się tam żadnego emo nie dopatrzyłam :) Teraz lecę czytać kolejną część analizy, może tam będzie coś ciekawszego :)

    OdpowiedzUsuń
  7. oo, ktoś analizuje SoLL ;))) "Wiatr od wschodu" był straszliwie nudny, kojarzę tyle, że Vendel będzie ojcem Shiry - Mary Sue do potęgi n-tej? ;D
    Uważam, że powinnaś się przemóc i zanalizować Nathaniela z Ellen, tych dwoje powodowało, że miałam ochotę wyrywać sobie włosy z głowy ;D Albobo analiza tak smacznego tomu jak "Miłość Lucyfera" albo "Demon nocy" ;p
    Szczerze przyznam, że mam głupi sentyment do SoLL, ale analizę czyta się przyjemnie^^
    pzdr, Adria ;)

    OdpowiedzUsuń