Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Rosa przedstawia: "Wiatr od wschodu", część 3

wtorek, 4 grudnia 2012

Rosa przedstawia: "Wiatr od wschodu", część 3

Z tygodniowym opóźnieniem, bo zapomniałam, lol. Zwalam na bliskość świąt. ^^





ROZDZIAŁ III

Vendel siedzi już grzecznie w Tobolsku. Niestety, w tym rozdziale poznajemy kolejne uzdolnienia naszego boChatera. Wgłębiamy się także w „Cierpienia młodego Vendela“, choć mamy dopiero Oświecenie. Będzie nudno, ale pocieszę Was: niedługo Vendel znajdzie się w nagiej tundrze z nagim interesem na wierzchu, nagabywany przez pięć niedopchniętych Azjatek. A że najpierw obiadek, potem deserek, więc zapraszam do stołu!

Była armia Karola dociera do Tobolska. Tam doznają szoku: w mieście znajdują się kobiety, a nawet i Szwedki!

„Dla żołnierzy Karola XII, którzy tak długo żyli podporządkowani twardym, surowym prawom wojny, spotkanie z kobietami było niezwykłym przeżyciem - w dodatku z kobietami, z którymi mogli rozmawiać i przebywać, nie narażając się przy tym na niesławę.“
Było to jednak przykre przeżycie, albowiem po latach spędzonych w armii nauczyli się rozwiązywać pewne sprawy z udziałem przyjaciół...
Poza tym, tak bardzo chciałabym, aby w konfliktach zbrojnych mężczyzna narażał się na niesławę; niestety praktyka pokazuje, że na niesławę narażone są jedynie ich ofiary.
Następnie dowiadujemy się, że Szwedzi uczą się zarabiać na utrzymanie, Piotr I zgarnia bezpośrednio podatki za pędzenie bimbru, Szwedzi to „pogańskie świnie“ w pijanych oczach rosyjskich oficerów, a ucieczka jest niemożliwa. By zapełnić czymś strony swojego czytadła, Sandemo duma nad postacią Króla Karola. Jedziemy dalej z tym koksem. A tu prze drodze nasz Młody Vendel!

„Młody Vendel Grip szybko postarał się nauczyć rzemiosła. Mógł wybierać między kowalstwem, garncarstwem i stolarstwem, mógł też zostać siodlarzem, grawerem lub złotnikiem, mógł szyć piękne czapraki dla koni lub szlifować szlachetne kamienie. Bystry i pojętny szybko nauczył się sztuki wyprawiania skór z myślą o zawodzie siodlarza, ale wkrótce odkrył, że o wiele większą przyjemność sprawia mu zdobienie skór ornamentami. Szło mu to tak świetnie, że wnet otrzymał polecenie przyuczania w niedziele do zawodu dwunastu mniej uzdolnionych żołnierzy. Zwykle robili to oficerowie, którzy opanowali już rzemiosło.“
Skill: złota rączka, dusza artysty.

„Vendelowi powodziło się nieźle, także finansowo. Sprzedawał pięknie wyprawione skóry lub wymieniał je na potrzebne mu produkty u mieszczan i u chłopów, przybywających do Tobolska w dni targowe. Oczywiście nie zarabiał kroci, ale pilnował każdego grosza i chował pieniądze w domu, który dzielił z innymi karolińczykami.“
Skill: ma golda i dzieli się z teamem.

„Corfitz Beck nie widywał go już tak często jak dawniej. Kapitan zaczął odwiedzać jedną z rodzin, przybyłą tu z prowincji nadbałtyckich.“
Ekhm tak sobie na wycieczkę pojechali i zostali? Zara, a może liczyli niepatriotycznie na kasę...

„Ojciec rodziny nazywał się Claes Skogh, był pułkownikiem, dzielnym wojakiem i władczym mężczyzną.“
A jednak nie. Ale momento. Skąd jego rodzina wiedziała, gdzie ma szukać uwięzionego pułkownika?

„Raz zaproszony został także Vendel. Skoghowie mieli córkę, Marię, dokładnie w tym samym wieku co on. Dziewczyna była śliczna, wręcz prześliczna, i w romantycznym sercu Vendela zapłonął ogień.“
No i zaczynamy nudne przygody naszego Młodego Vendela. Na razie Vendel doznaje zakłopotania, ponieważ:

„Przy obiedzie posadzono go obok niej. Nigdy jeszcze nie znalazł się tak blisko kobiety i nagle okazało się, że jego dłonie, wielkie i niezgrabne, z trudem utrzymują szklankę, a język odmawia posłuszeństwa.“
Zaskoczony sytuacją Vendel opuszcza merysójkowaty schemat:

„Vendel zaczął się jąkać, z pamięci uciekły gdzieś wszystkie błyskotliwe powiedzonka. Skąd wzięły się banały, które plótł?“
Z interesu, Vendelku. Z interesu.

„Za każdym razem jednak, gdy spoglądała na Vendela, chłopakowi wydawało się, że coś w jego duszy umiera. To umierało jego dzieciństwo; czuł, że właśnie staje się mężczyzną mu interes. W wieku dwudziestu lat. Naprawdę nie za wcześnie!“ Stres w niewoli, złe pożywienie i tym podobne wpływały wcześniej negatywnie na jego... zdrowie. Stąd to opóźnienie.
Młody Vendel ma całkiem niezły pomysł: postanawia poderwać ukochaną własnoręcznie zrobionym prezentem. I voila!

„Zajęło mu to cały tydzień, ale sakiewka była tak piękna, że trudno ją sobie wyobrazić - z wytłaczanym wzorem w kolorze lazurowoniebieskim oraz złota i skomplikowanym mechanizmem służącym do otwierania.“
Vendel poszukuje okazji do „pójścia na całość“(czyli wręczenia sakiewki, a co myśleliśie, małe perwersy?;))

„Co wieczór starał się znaleźć pod domem Skoghów. Przechadzał się pod nim niby przypadkowo. Pewnego dnia napotkał Marię, spieszącą do domu z dłońmi ukrytymi w futrzanej mufce. Sam zrobię dla niej mufkę, pomyślał od razu.
Zdjął czapkę i dostojnie powitał Marię. Przez moment przyglądała mu się zaskoczona, zaraz jednak go rozpoznała i zatrzymała się.“
„Podała mu drobną rączkę, którą Vendel, choć niechętnie, musiał zaraz wypuścić ze swej dłoni, by nie przekroczyć granic ustalonych przez przyzwoitość.“
Może jednak źle zrozumiałam?;)

„- Bardzo miło was znowu widzieć, panno Mario - powitał ją dwornie słowami, których wymowę długo ćwiczył. Zaraz jednak się zaciął. - Hm... Eee... ładną mamy dzisiaj pogodę.
Naprawdę wcale tak nie było, ale zgodziła się z nim, bowiem także nie wiedziała, co powiedzieć.
Przez chwilę stali zakłopotani, po czym Maria zrobiła gest wskazujący, że chce odejść.
- No cóż, chyba już... - rzekła nieśmiało.
Na pomoc, wszyscy bogowie, sprawcie, by jeszcze została! jęknął Vendel w duchu, ale bogowie nie wykazali ochoty do współpracy.
- Pozdrówcie waszą matkę i ojca - wykrztusił zrozpaczony, a ona kiwnęła tylko głową i zniknęła.“
Cóż, Vendelku, na pewien czas zabrali ci status wszechwładnej Mary Sue. 

„Podświadomie żywił nadzieję, że zostanie zaproszony do Skoghów ponownie; wówczas sprawa byłaby prosta.“
Ale jak pisałam wyżej...

„Jednakże nie zaproszono go więcej do Skoghów.“
... męcz się chłopcze bez skilli. :D

„Serce rozrywał mu rwący ból, a radość życia powoli gasła. Nie dowcipkował już i nie żartował jak dawniej z towarzyszami przy pracy; stał się zupełnie innym Vendelem Gripem niż ten, jakiego poznali.“
Cierpienia Młodego Vendela. :D

„I nagle... Całkiem nieoczekiwanie pojawiła się sposobność, o jakiej marzył.
Było lato 1715 roku, Vendel skończył dwadzieścia jeden lat i uważał się za już zupełnie gotowego do żeniaczki. Jeńcy zorganizowali letni zjazd; określenie uroczystości słowem „zabawa” byłoby raczej nie na miejscu. Tam właśnie spotkał Marię i, szczęśliwie, miał przy sobie sakiewkę.
Nadarzyła się też okazja, by wręczyć jej podarek. Vendel wykorzystał zamieszanie, jakie powstało, gdy zebrani zaczęli opuszczać uroczystość, podczas której on sam nawet na chwilę nie spuścił oczu z dziewczyny. Uważał, że Maria sprawia wrażenie jeszcze bardziej rozpromienionej niż zazwyczaj. Odniósł wrażenie, że radość wprost z niej tryska. Oczywiście dlatego, że znów mnie widzi, myślał Vendel.“ 
Przykro mi Vendel, ale...

Drżącymi rękami podał jej sakiewkę, mamrocząc przy tym niewyraźnie kilka słów. Niestety, w żaden sposób nie przypominały one tych, których wymawianie ćwiczył od dawna... Niemożliwe, by Maria cokolwiek z tego zrozumiała.“
... na potrzeby przetworzenia cię w Młodego Vendela utraciłeś swoją marysuistyczną zajebistość.

„Przez trzy dni chodził z głową w obłokach.
Czwartego dnia przyszedł do niego kapitan Corftz Beck.
Pragnął rozmawiać z Vendelem na osobności. Sprawiał wrażenie podenerwowanego, wręcz rozgniewanego.
Weszli więc do pustego warsztatu.
Ona sama nie może przyjść, to przecież jasne, myślał Vendel. Nie wypada. Dlatego przysyła kapitana Becka, który jest przyjacielem domu. Corfitzowi Beckowi na pewno nie w smak rola chłopca na posyłki.“
Oj Vendel, wcześniej cię żałowałam, ale teraz cieszy mnie...

„Kapitan odwrócił go ku sobie i zimno spojrzał mu w oczy.
- Posłuchaj, Vendelu, musisz z tym skończyć!
Chłopak miał wrażenie, że nagle przygniata go jakiś wielki ciężar.
Z czym, kapitanie?
- Z tym bieganiem wokół Marii na podobieństwo chorego z miłości kocura. Bardzo ją to zawstydza i budzi wielki gniew jej ojca. I dla mnie także jest to nadzwyczaj przykra sytuacja. Czy tego nie rozumiesz?“
...że Beck zmyje ci łeb.

„- Poważne zamiary? Co ty właściwie sobie wyobrażasz? Opętała cię mania wielkości? Ciebie, nie pochodzącego ze szlacheckiego rodu pucybuta?“
Nie, kurwa. Jego babka była Margrabianką, o ile mnie pamięć nie myli? Ludzie Lodu awansują i spadają w feudalnym porządku w tempie wartości akcji na giełdzie.

„- Czyś ty całkiem postradał zmysły? Maria została już przyrzeczona mnie! A ty, syn mojej służącej, przychodzisz i... To wprost nie do wiary!
Vendel stał jak skamieniały. Bezdźwięcznie wyszeptał:
- Więcej się to nie powtórzy, kapitanie.
- Taką mam właśnie nadzieję! No dobrze - powiedział Corfitz Beck łagodniejszym już tonem. - A w przyszłości zachowuj się przyzwoicie i kieruj swe miłostki tam, gdzie jest twoje miejsce.“
Już on pokieruje:D

„Vendel został sam na sam ze swymi marzeniami, które właśnie legły w gruzach. Odruchowo sięgnął po piękną sakiewkę. Podniósł ją i pieścił obiema dłońmi, nie zważając na to, że prosto na nią płyną mu z oczu samotne, kryształowe łzy.“
„Niczym lunatyk wyszedł z warsztatu na oślepiające letnim blaskiem słońce. Miał wrażenie, że i ono z niego drwi.“
Cierpienia Młodego Vendela, rozdział 2.

„W duszy Vendela tkwiło teraz jedno tylko pragnienie: opuścić Tobolsk i wrócić do Szwecji, do Skanii. Wydawało mu się, że nie zniesie spotkania z Marią lub Corfitzem Beckiem, nie będzie w stanie spojrzeć im w oczy.“
Cierpienia Młodego Vendela, rozdział 3.

„Wielokrotnie nawiedzała go myśl o śmierci. Jakże mógł żyć dalej z marzeniem o Marii Skogh, której nigdy nie dostanie?“
Pożycz od Becka pistolet :D Cierpienia Młodego Vendela, rozdział 4 i ostatni.

„Jednak wola przetrwania okazała się silniejsza.“
Eeee :(

„Następnego wieczoru po tym, jak kapitan Beck pogrzebał miłosne nadzieje Vendela, zadając mu jeden jedyny cios prosto w serce, w mieście wybuchł pożar. Zdarzało się to dosyć często, nikt więc szczególnie się tym nie przejmował. Większość mieszkańców biegła na miejsce wypadku, by popatrzeć i odetchnąć z ulgą, że to nie własny dom stanął w płomieniach.
Vendel jednak nie myślał o pożarze. Był jak skamieniały, kiedy szedł dokładnie w przeciwnym kierunku, w dół rzeki Toboł, płynącej obok miasta. Nieco dalej widział, jak łączy się ona z szerokimi wodami Irtyszu. Zatrzymał się, by spojrzeć na łodzie rybackie. Akurat wyruszały na Toboł na nocny połów.“
No, ucieknie nareszcie? A nie, leci opisówka...

„Vendel wyrósł na bardzo przystojnego młodzieńca, wyraźnie naznaczonego dziedzictwem wikingów: jasnowłosego, szczupłego, o pięknym, lekko brązowym odcieniu skóry i mocno niebieskich oczach. Gęste złote włosy były równie ładne jak kiedyś, spojrzenie miał otwarte i ciepłe, choć teraz odbijał się w nim smutek.“
W takich chwilach nieuchronnie coś mi „zmierzcha“...

„Kiedy tak stał, zapatrzony, uświadomił sobie, że Szwedzi nie byli jedynymi więźniami przebywającymi w Tobolsku.“
Bystrzak.

„Stał tak, zatopiony w myślach o śmierci, wsłuchany w dalsze strofy pieśni, które jeszcze bardziej pogłębiały jego smutek. Coraz bardziej pogrążał się w żalu nad samym sobą, choć wcale tego nie chciał, nie należał bowiem do ludzi roztkliwiających się nad własną osobą.“
Rozdział 5. 

„Vendel westchnął głęboko, niemal zaszlochał.
Nie! pomyślał. Nie, nie umrę tutaj! Matka tak bardzo smuciła się z powodu mego wyjazdu... Musi poznać prawdę. Musi się dowiedzieć, że jeszcze żyję. Nie może chodzić w żałobie przez tyle długich lat. Chyba zaczyna się już starzeć. Tak bardzo chciałbym ją zobaczyć, ją i wszystkich moich przyjaciół z domu. Niebo nad Skanią... Ono jest takie wysokie i piękne!“
Emo overload. Sandemo, nudą tu pizga. Gdzie jest akcja!

„Rybak wyglądał na najuboższego z ubogich. I nagle Vendel poczuł nieoczekiwany przypływ energii. Pobiegł do domu i wyciągnął zaoszczędzone pieniądze. Zabrał buty, jedzenie, skóry, nad którymi pracował, i inne należące do niego drobiazgi. Mimo że starał się to wszystko ciasno zwinąć, pakunek, który niósł pod pachą był bezkształtny i nieporęczny. Krokiem sprawiającym wrażenie spokojnego skierował się znów nad rzekę. Nikt nie mógł zauważyć, że drży z niecierpliwości.
Z daleka zobaczył, jak młody rybak gniewnym ruchem wrzuca sieć do łodzi, zbiera resztę swych nędznych przyborów i rusza w głąb lądu, ku Vendelowi. Doskonale, pomyślał Szwed, czekający na niego w ukryciu wśród domów. Kiedy rybak zbliżył się do niego, Vendel wysunął się z cienia.
Po rosyjsku mówił już teraz nieźle, nie miał żadnych trudności z porozumiewaniem się. Czy może odkupić łódź? Teraz, od razu?“
No, nareszcie!

„Poprosił jeszcze, by chłopak zamienił się z nim na wierzchnie ubranie, typowe dla rosyjskiego rybaka, i o czapkę z szerokim daszkiem, chroniącym przed słońcem. Chłopak przystał na to z radością. Zamiana była dla niego korzystna, gdyż w Vendelu już dawno obudził się esteta. Nosił koszulę haftowaną w piękny wzór, dbał także o inne części odzieży, na tyle na ile się dało w takiej biedzie. To, co teraz miał otrzymać, z pewnością oznaczało na nowo wszy. Uznał jednak, że nie jest to zbyt wygórowana cena za wolność.“
Sandemo, proszę...
Vendel odzyskuje wolność sprytnym trikiem:

„Powoli, jakby w zamyśleniu, rytmicznie poruszał wiosłami. Z udawanym spokojem omiótł spojrzeniem brzegi rzeki, niby to poszukując miejsca odpowiedniego do zarzucenia sieci. Usłyszał, że jeden z rybaków łowiący bliżej miasta śpiewa w łodzi, a i przed nim na rzece także rozbrzmiewała pieśń.
Czy starczy mu odwagi? Zawsze podobały mu się rosyjskie ludowe przyśpiewki. Znał ich wiele, podobnie jak znał charakterystyczną rosyjską technikę śpiewania z zaciśniętymi strunami głosowymi.
Teraz chodziło o jego życie. W każdej chwili strażnicy mogli go zawołać, by przyjrzeć mu się bliżej i sprawdzić, czy rzeczywiście jest rybakiem.
Desperacja dodała mu odwagi. Pięknie, z głębi duszy zaśpiewał piosenkę odpowiadającą jego nastrojowi.
To nie wiatr pochyla gałęzie, to nie las szumi, to moje serce skarży się i wzdycha jak szeleszczące liście.
Czy zaśpiewał pięknie, czy nie, w każdym razie strażnicy go przepuścili. Być może zwiodły ich spokojne, niemal przesadnie powolne ruchy Vendela. Wielu spośród rybaków traktowało otoczenie z niczym nie zmąconą obojętnością. Chłopak często obserwował ich na rzece, a teraz bardzo był z tego rad.
Wieża strażnicza powoli rozpływała się w oddali. Zniknął już Tobolsk. Rzeka stawała się coraz szersza, tajga po obu brzegach gęstniała, choć ciągle jeszcze była raczej kraina stepu.“
„Zapadł zmierzch,(...)“ 
Jużci mówiłam:D

„Był wolny! Świadomość tego spłynęła nań nagle, wypełniając go burzliwą radością. Oddaliły się jakże bolesne myśli o Marii. Zniknął lęk, niepewność, bierność.“
I my się cieszymy, albowiem wiemy, co będzie dalej. 

„Opuścił miasto Tobolsk. I nigdy więcej już tu nie powróci!“
My też nie powrócimy. Było nudno, zimno i kiczowato, a sakiewka była do niczego, ale opylimy na pchlim targu, nie zmarnuje się. Tymczasem mająca fetysz na Azję Rosa zakasuje rękwawy i zabiera się za swoją ulubioną część Sagi :)

6 komentarzy:

  1. „Przy obiedzie posadzono go obok niej. Nigdy jeszcze nie znalazł się tak blisko kobiety i nagle okazało się, że jego dłonie, wielkie i niezgrabne, z trudem utrzymują szklankę, a język odmawia posłuszeństwa.“

    takie ma niezgrabne dłonie, a w skórze robił szlaczki aż miło.
    a w ogóle to skąd on mógł wiedzieć, że ta Maria ma być z innym, hę? Ktoś mu raczył powiedzieć, zanim zaczęli mieć pretensje? Pierścionek zaręczynowy nosiła, tak, żeby mógł go widzieć?

    OdpowiedzUsuń
  2. XD
    Zawsze bawiło mnie to, że połowa Ludzi Lodu to artyści z urodzenia i warsztat przychodzi im równie łatwo jak menelowi rzyganie na buty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się boję dalszego ciągu O.o

    OdpowiedzUsuń
  4. „Przy obiedzie posadzono go obok niej. Nigdy jeszcze nie znalazł się tak blisko kobiety(...)“

    Był chyba jeszcze bliżej, kiedy się rodził, nie? :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, ależ ja lubię tutaj zaglądać! Co prawda, nigdy wcześniej nic nie komentowałam (o ja bezczelna! Niegodnam przebywać w Twym zacnym królestwie...), ale bywam tutaj już od jakiegoś czasu i po prostu cudownie się tutaj bawię - no i wreszcie ktoś podziela moją opinię w sprawie chociażby takiej "Atlatydy" czy "Eragona"! Cóż, powiem Ci po prostu, że Cię uwielbiam za Twoje poczucie humoru, które mi umila moje jakże barwne życie pierwszorocznej studentki (która do dziś nie wie, co robi na tych studiach, w tym mieście i w ogóle, w ogóle...). Widzisz, ja jestem taką osobą, która czasami wstawia przesadną ilość nawiasów, zmienia temat dwadzieścia razy, nie umiejąc dokończyć myśli jak przystało na rozgarniętą, zdrową na umyśle osobę i czasami mówi o sobie w trzeciej osobie (co się w zasadzie jeszcze nie zdarzyło, ale ja Cię ostrzegaju na przyszłość), dlatego moje paplanie może Ci się wydawać chaotyczne i dziwaczne, ale wiedz, że chęci mam dobre... To jest, staram się. Tak, staram się, naprawdę się staram brzmieć składnie i znośnie, ale skutki jakie są - każdy widzi. Takiż to jest mój nieuleczalny przypadek.
    No, w każdym razie chciałabym - jeśli, oczywiście, bierzesz takie propozycje pod uwagę - podrzucić Ci dwie lekturki, które mnie niezmiernie bawią i w których pewnie obnażyłabyś te oczywiste wady, niezauważane przez ślepo zapatrzone w te tffory fanki (u know dat type, doncha? ;P). Meeejaaanowicie:
    P.C. Cast i Kristin Cast - seria "Dom Nocy" - czyli książka, która podobno jest światowym bestsellerem, ale ja przy każdym tomie, który staram się wymęczyć, byle wreszcie doszukać się w tym oto utworze jakiegoś sensu, jestem skołowana jeszcze bardziej. Generalnie mamy tu istną Mary Sue w świecie wampirów, która posiada cudowne dary, jest piękna, wszyscy się w niej kochają i, co najlepsze dla mnie, regularnie przysięga, że nie jest dziwką... I w to można uwierzyć, kiedy jako 16-letnia werdżin, która w życiu miała tylko jednego chłopaka zostaje adeptką wampirów, jednak później, co następuje: zaczyna kręcić z największym ciachem w szkole (który jest dodatkowo mistrzem szekspirowskiego monologu, och!, ach!), który w końcu zostaje jej chłopakiem, w międzyczasie spija krew ze swojego ludzkiego - niby byłego, ale nie tak do końca - chłopaka i na ławce przy ludziach obmacuje go po kroczu, ostatecznie traci dziewictwo z nauczycielem na podłodze, na czym nakrywa ją jej wampirzy chłopak, mają kryzys, potem jest lepiej, potem z nim zrywa, ludzki chłopak ginie (chociaż szczerze, zaplątałam się, nie wiem, czy czasem nie powróci...), w międzyczasie pojawia się kolejny przystojny i zdolny, który tak ją ubóstwia, że poprzysięga jej wieczną służbę i w ogóle jest taaaki kochany i słodki..
    Przepraszam. No uwiera mnie na książka, słowo daję. Jak to to się dostało na szczyty list bestsellerowych, nooo?!
    No to tak krótko:
    Alyson Noel "Ever" - czyli zlepek motywów z co najmniej 10-ciu różnych młodzieżowych powiastek fantasy i zero oryginalności. Tutaj akurat z bólem serca, wątroby, śledziony, oczu, uszu i wszystkiego co bardziej niedorzecznego dobrnęłam tylko do końca pierwszego tomu. No, po prostu nie zdzierżyłam. Nie dało rady. Za Chiny.

    *Aaa, no i zapomniałam dodać, że cierpię też na słowotok. Krytyczny przypadek, jak widzisz. W każdym razie pozdrawiam serdecznie i pozostaję wierną czytelniczką ;).

    ~ Shishu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mogłabyś wpisać te tytuły do Propozycji? Tam mi nie zginą i na pewno ich nie zapomnę. ^^ Z analizowaniem ostatnio u mnie cienko, ale durne książeczki dalej lubię sobie poczytywać, więc przy jakiejś wyjątkowo durnej pewnie w końcu pęknę i walnę jakiegoś nowego analka. Bo na takie komentarze jak Twój to aż serducho rośnie. :D

      Usuń