Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Gadające pantofle i straszliwi psychologowie, czyli Powieść antymagiczna, część 1

wtorek, 5 lutego 2013

Gadające pantofle i straszliwi psychologowie, czyli Powieść antymagiczna, część 1

Brace yourselves, bo oto nadchodzi pierwszy dzień nowej ery. Do tej pory na czarnych owieczkach niepodzielnie królowały literackie potwory ze świata fantastyki, dziś jednak mamy do czynienia z czymś zupełnie odwrotnym: powieścią antymagiczną! Serio, nawet podtytuł tak głosi.


Za polecenie czarnej owcy dziękuję Hyakki_Yakou. :)

"Anhar" powstał jako chrześcijańska odpowiedź na Harry'ego Pottera i lek na całą jego szarlatanerię. Tytułowy Anhar, czyli książę z tegoż urokliwego świata pełnego kwiatków, brodatych starców i uśmiechniętych niewiast w białych sukniach uszytych tak, by przypadkiem nie podkreślić ich kuszących kształtów, to sprytny skrót od an(ty) har(ry). Przekaz z kart tej powieści płynie jeden: magia jest ZŁA! I nie tylko magia, żeby było śmieszniej. Jak pisze ktoś w swojej opinii na portalu Lubimy Czytać: "Co ciekawe, za magię autorka uznaje Harrego Pottera, homeopatię i kilka innych niczemu nie szkodzących rzeczy, nie poruszając prawdziwych problemów z okultyzmem". Wiecie, ja nie mam nic przeciwko religijnym ludziom, ale nie cierpię głupich religijnych ludzi, którzy są w stanie nawet medycynę (w dzisiejszym analku dowiemy się, że psychologowie to takie samo zło, co iluzjoniści) wrzucić do jednego worka z, nie wiem, satanizmem czy wiarą we wróżki. 

Dlatego też, gdy jakiś czas temu próbowałam to zanalizować, wymiękłam w trybie natychmiastowym. Na szczęście z pomocą przyszły Pokrzywka i Tacz, i oto przedstawiam analizę pierwszego rozdziału ich autorstwa. Enjoy!






Małgorzata Nawrocka
ANHAR
powieść antymagiczna


ROZDZIAŁ I

Na czarnym, pałacowym dywanie niecierpliwie tupał królewski pantofel:
- Nie bądź nudziarzem, Gordoneo!
…Ha?
Ach, już rozumiem, to taki mały wybieg. Ja tu się wczuwam i nastawiam antymagicznie, a autorka sru! - jak nie zasunie samotupającym i gadającym w dodatku pantoflem!
Pewnie jakiś krewny Tiary Przydziału ^^

- Nie bądź nudziarzem, Gordoneo! Jego Książęca Mość skończył wczoraj szesnaście lat i ja nie widzę powodu, aby zamykać przed nim Bramy Ostatecznego Poznania.
- Ale racz zauważyć, panie, że dawniej Bram Ostatecznego Poznania uchylano wybranym młodzieńcom dwudziestoletnim! Jeżeli okaże się...
- Już się okazało, Gordoneo! Mój syn jest geniuszem! Tak jak wszyscy jego przodkowie... I zapewniam cię - niedługo ujrzysz dzień, kiedy zostanie największym magiem, potężniejszym niż Kode, Brazdenot i Or. To mój syn przełamie pieczęcie na tajemnicy Gedesa i zdobędzie jej
owoc! A teraz... zejdź mi z oczu!
Boru, taki mały pantofelek, a jak się toto rzuca!
Może to jeden z tych?
Tak czy owak, trochę to za dużo danych naraz, jak na pierwszy dialog w książce. Chyba pójdę strzelić kolejnego kielicha…
Siadaj! Mamy króla pantofla i jego syna maga, który już ma zadatki na merysójkę. To jest, tego, garystójka. Czytamy dalej.


Mistrz Gordoneo wiedział, jak wiele ryzykuje pozostając chwilę dłużej w towarzystwie swego władcy, ale, wstrzymując oddech,
Wnioskuję, że jaśnie władca cierpi na niekontrolowane uwalnianie gazów jelitowych.

postanowił zadać ostatnie pytanie:
- Czy jest możliwe, Magissimusie, abym nadal raz w tygodniu odbywał lekcje śpiewu z Jego Książęcą Mością, chociaż będzie on - wedle twego, wszechpotężny, życzenia - świadom Ostatecznego Poznania?
Wczesnego Krakowa.
Chciałabym, aby bohaterowie tej książki wysławiali się w nieco krótszych zdaniach. Bez kielicha się nie zmuszę, a po kielichu nic nie kumam >.<
To akurat nie wina pani Nawrockiej, że po kilku głębszych twoja zdolność koncentracji ogranicza się do pierwszego przecinka ;P

- A dlaczegóż to mój syn miałby zaprzestać zgłębiania tajników jednej z najszlachetniejszych i najbardziej pożytecznych sztuk?
Serio? Śpiewanie podstawą survivalu na dworze królewskim? Może ten ich dwór to jakiś męski klasztor?
O ile on tym śpiewem nie froteruje podłogi albo chociaż nie kwasi mleka, to nie bardzo wiem, na czym miałaby polegać ta pożyteczność o.o
Anyway, król nie tylko godzi się na dalsze nauki śpiewu, ale wręcz zachęca Gordoneo do ich podwojenia. Wygląda na to, że szykuje się nam garystójek rodem z High School Musical.

- Na życie mej matki... - mówił do siebie [Gordoneo]- to kwestia tygodni, a w najlepszym razie miesięcy i on na pewno spróbuje zamienić mnie w jaszczurkę albo jakiś rodzaj deszczu!
Hi. Najpewniej w złoty.
*sprawdza okładkę* Czy to jest książka od lat osiemnastu?

***

W niewielkiej izbie za pomieszczeniami kuchni płonął w kominku ogień. Gordoneo opadł zmęczony na starą jak on kanapę i przymknął oczy. Od ponad pięćdziesięciu lat mieszkał tu wśród ksiąg, map, szklanych kul, worków suszonych ziół i dziwnych urządzeń, służących nieskrępowanemu uprawianiu każdego rodzaju magii. Gdyby jednak jakiś bystry gość dokładnie się wokół rozejrzał, przekonałby się, że poza jedną księgą - do nauki śpiewu - i grubym notesem oprawionym w złotą skórę, wszystkie te przedmioty pokrywa tak gruba warstwa kurzu, jakby od wieków nie były używane, a nawet dotykane. Dlatego właśnie Gordoneo nie zapraszał gości.
Słusznie. Też by mi było wstyd kogokolwiek zapraszać mając taki syf.

Na użytek Czytelnika, nasz nauczyciel śpiewu oddaje się wspominkom. Dowiadujemy się zatem, że ciepłej posadki na dworze nie zagwarantował mu bynajmniej głos à la Leonard Cohen/David Gilmour/Peter Gabriel/jakikolwiek-męski-wokal-który-Wam-się-podoba (nie licząc, oczywiście, Justina Biebera ani Jonas Brothers ;). Nienie, Gordoneo siedzi na królewskim przypiecku, bo wyświadczył mu jakąś tajemniczą przysługę.
W sensie że królowi, nie przypieckowi.

Za drzwiami zadźwięczał przyciszony gong dzwonka.
Czyli że… dzwonek wyglądał jakoś tak?


- Wejdź, Tereso! - zawołał prawie wesoło, siadając tak gwałtownie, jakby mu nagle lat ubyło.
*wink wink*

„Teresa" - dziwnie to zwyczajne imię brzmiało w pałacu Najwyższego Maga, gdzie rzeczami zwykłymi i pospolitymi pogardzano od lat. Może dlatego służba, pokojowe i kucharki nazywały ją „Aseret" - czytając imię od końca, twierdząc, że tak jest ładniej i... bezpieczniej.
No to miały kobity szczęście, że nie nazywała się Anna xD

Gordoneo jednak, wbrew zdrowemu rozsądkowi, zawsze, kiedy byli sami, mówił do niej TERESO
CapsLockiem do niej mówił.

Właśnie to imię dziewczyny sprawiło, że zwrócił uwagę na małą pomywaczkę, którą kiedyś była, i wyjednał u króla pozwolenie, aby została jego osobistą służącą. W rzeczywistości traktował ją jak córkę, najtroskliwiej opiekując się nią i chroniąc przed licznymi zasadzkami pałacu.
A kim w takim razie opiekował się mniej troskliwie, tego się pewnie nie dowiemy. Ani cóż to być mogły za zasadzki.
Zgaduję, że inne pomywaczki, czające się za każdym rogiem, by cisnąć w fartowną smarkulę zawartością nocnika.  
A może po prostu chodziło o zacinające się drzwi do łazienki i wiecznie nieopuszczone klapy sedesowe.

Weszła teraz, jak zwykle pogodna, niosąc na tacy dzban pełen morskiej wody
E? A co to, słodka już jest passe?
Czyli w tym świecie picie morskiej wody nie powoduje odwodnienia organizmu? Okej, dobrze wiedzieć.
A może u nich morze wcale nie jest słone?

- Dobrze... Dobrze... chodź, dziecko! Nie przeszkadzasz mi! - uprzedził jej pytanie Gordoneo, po czym gestem dłoni wskazał kanapę, a sam usiadł naprzeciw przy małym, owalnym stole.
Lubił przy posiłkach przyglądać się Teresie i z wyrazu jej twarzy domyślać się, w jakim dziewczyna jest nastroju, co robiła od rana, z kim się pokłóciła w kuchni, albo - czy spotkało ją coś niezwykłego lub miłego... Często trafiał, chociaż w zgadywance tej nie stosował nigdy magicznych sztuczek.
… o_O

- Wiercisz się, żeby przekazać mi jakąś niezwykłą nowinę, a poza tym wyglądasz, jakbyś źle spała w nocy... - powiedział po chwili milczenia.
- Jak zwykle zgadłeś, panie! I nie uwierzę, że tym razem również zrezygnowałeś z magii, by czytać w mojej głowie! - odpowiedziała wesoło.
- Co więcej... - uśmiechnął się tajemniczo Gordoneo - ja nawet domyślam się, z jakiego powodu spóźniłaś się dziesięć minut!
- Spóźniłam się? Czy twoja potrawa jest zimna, panie?
- Jest ciepła. Ale dam głowę pod różdżkę Magissimusa, że dawno by wystygła, gdybyś nie ogrzała jej płomieniem swoich najlepszych chęci!
. . .

Mówił [Gordoneo], dopijając pucharu słonej (AHA! Więc jednak!) wody

Tu nasz śpiewmistrz przez pół strony próbuje zgrywać Poirota, podczas gdy wszystko można zawrzeć w zdaniu „Teresa ma wychodne”.

Teresa już klęczała u stóp Gordonea
To chyba jednak JEST książka od lat 18!
Cicho, zbereźna!

z trudem powstrzymując szaleństwo radości:
- Pojadę do domu, panie! Zobaczę ojca, Tomasza i małą Annę...
Ha! xD Wykrakałam. Zabierz ją ze sobą na dwór, popatrzymy, jak wszyscy wpadają w panikę próbując powiedzieć jej imię od tyłu!

Jestem taka szczęśliwa! A ty, a ty, panie, jesteś... największym jasnowidzem, jakiego nosiła ziemia!
- Jasnowidzem? - obruszył się Gordoneo. - Czy ja wyglądam na szubrawce bez sumienia, co naciąga stare dewotki, wróżąc im ze znaczonych kart pogodną przyszłość? A może jestem magistrem psychologii, przekonującym zrozpaczone, brzydkie panny na wydaniu, że im się trafi książę z bajki, jak przyjdą do mnie jeszcze trzy razy i zapłacą podwójnie za wywabienie kurzajek końskim tłuszczem?
Hm. Czyli i nasi, i ichniejsi jasnowidze zajmują się z grubsza tym samym…

Co tam dalej? Tereska kaja się za strzelenie gafy, a Gordek się rozzuchwala i poczyna parodiować nieszczęsnych jasnowidzów:
- Kupujcie horoskopy! Jest tam bzdur na kopy, a pochwał na tuziny dla durnia i niemoty!... (apfff, rym niedokładny!) Mam znaki zodiaku - dla głupców po znaku!... Mam szczęśliwe kamienie, niech kupują, jelenie!...
Tu dzielny Gordoneo zasapał się nieco
Dzielny nasz Gordoneo, gardząc szalą szczęścia,
Mieczem, dymiącym się krwią jak kadzidłem,
Torując sobie drogę wśród zastępów,
Przedarł się aż do zdrajcy i dopóty
Nieubłagane zadawał mu cięcia,
Aż go rozrąbał od czaszki do szczęki
I głowę jego zatknął u blank naszych.
*kurtyna*

więc przystanął na chwilę, ale, napotkawszy rozbawiony wzrok Teresy, zgiął się w pół i - tym razem kobiecym głosem - jęknął:
- Wróżka prawdę ci powie: będziesz żyła, aż umrzesz... nie będziesz chorowała, aż zachorujesz, i będziesz bardzo szczęśliwa, chyba, że cię jakieś nieszczęście spotka... Wyjdziesz za mąż za mężczyznę i powiem ci jeszcze w sekrecie, że będzie albo starszy albo młodszy od ciebie... Dzieci nie będziesz miała albo, jak będziesz miała, to jedno albo dwoje, albo troje, albo czworo, albo pięcioro, albo sześcioro, albo siedmioro, a na pewno nie siedmioro i pół! Wróżka prawdę ci powie... A koniec świata będzie przed świętami albo po świętach!
A wcale że nie, bo Majowie odwołali.

Teresa dusiła się ze śmiechu, ocierając chusteczką policzki mokre jeszcze przed chwilą od łez radości.
- Jesteś jedną z najmądrzejszych osób, jakie spotkałem w swoim długim życiu, Tereso! - powiedział poważnie Gordoneo.
Ha ha ha, nie. Ona po prostu wie, kiedy należy się śmiać.

- Chciałabyś pojechać do domu jutro rano?
- Ach tak! Oczywiście, jeżeli tylko ty zgodzisz się, panie – dodała cicho.
- Czy się zgodzę? A to dobre! Jak myślisz - kto od tygodni wiercił dziurę w brzuchu Magissimusa, żeby dał swoje pozwolenie? Raz nawet zagroził, że przeniesie mnie na bezludne wyspy Tekloru razem z tym specjalistą od fruwających kluczy - Asellusem, jak nie przestanę... No puszczaj... - oganiał się, niby zły, od serdecznego uścisku - Nie wypada magowi, mnie nie wolno!...
Dobra dobra… ;)

Ale Teresa, nic sobie nie robiąc z jego protestów, młynkowała już po pokoju w radosnych podskokach, po czym znów przypadła mu do stóp (…)
Ja wiem, że to musi być frajda móc wreszcie spiknąć się z rodziną, ale ta cała Tereska wydaje się być jakaś taka…

O, dzielny Gordoneo sprowadza fikającą pannę na ziemię, prosząc ją, by wyruszyła dopiero za dwa tygodnie. To ci dopiero happiness killer. Tereska momentalnie obraca minę o 180 stopni, więc Gordek, coby ją pocieszyć, znowu bidaczkę molestuje… to jest, tego, się z nią droczy.

- A teraz, moja młoda damo, mam do ciebie prośbę: kiedy dziś po południu znowu zakradniesz się do książęcej stajni, żeby podglądać księcia Anhara czyszczącego konia po gonitwie, przekaż mu ode mnie ten oto list...
Sukno kanapy nie było w tej chwili bardziej purpurowe niż twarz Teresy.
- Nooo... - uśmiechnął się Gordoneo - Kto by pomyślał, że w dzisiejszych, podłych czasach są jeszcze dziewczęta, co potrafią tak uroczo spiec raka?!
Taa…? To poczekaj, gościu, do naszych czasów…

Jej Królewska Mość przed każdą ucztą wypowiada zaklęcie na rumieńce, ale przy tobie wyglądałaby jak rozgnieciony pomidor przy szkarłatnej róży!...
Teresa, nie czekając, co jeszcze powie Gordoneo, umknęła korytarzem w stronę kuchni.
No chyba. Miała tak stać i czekać, aż jej uszy zwiędną od tych wyszukanych zaczepek? Jako jego osobista służka nie za bardzo może kazać mu spadać na drzewo.

Starzec tymczasem zatrzymał wzrok na niewielkim lusterku, stojącym obok karafki i wyszeptał, patrząc sobie samemu w oczy:
- Teraz każda chwila w twoim życiu jest bezcenna, przyjacielu, bo sam Gedes nie wie, ile ci ich jeszcze zostało...

I tym dramatycznym akcentem kończy się pierwszy rozdział antymagicznej powieści o magicznym królewskim dworze i  (póki co jedynie) pierdzącym tamże w stołek magu Gordoneo.  Co będzie dalej? Z ręką na sercu mówimy, że nie wiemy, bo nie chciało nam się doczytać :P
A poza tym skończył się napitek :(

23 komentarze:

  1. Hmmm... krótkie :( a już zaczęło mi się podobać.

    ps. Winky, czekamy na dalszą część Ferrinu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na razie, to jest... nudne? (oczywiście sama powieść, nie analiza ;P) Ciekawe, czy w kolejnych rozdziałach coś się zacznie dziać, czy tylko będą moralizmy (bo innego powodu długiego wyśmiewania wróżbitów i wróżek nie widzę). Poczekam więc na ciąg dalszy ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że Poznań nie ma już murów i bram, zamknęłabym je starannie, żeby mi się potomstwo wściekłego pantofla do grodu nie wdarło.:D
    Dzwonek z gongiem zamiast serca, jakie to... innowacyjne! I paczciepaństwo, nie wiedziałam, że magister psychologii to to samo co dermatolog. Czego to się człowiek nie dowie z op... aaa, to nie opko!
    Czekam na następną część. kto wie, może zacznie się coś dziać?;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Stosunek Gordona do Teresy... nie podoba mi się całkowicie. Ok, wiem, Gordoneo, ale dla mnie będzie Gordon :D
    Rozdział krótki i wyjątkowo nudny.
    No, zobaczymy :D!


    (Winky, Ferrin!!!)

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie interesuje tylko kontynuacja "Zaklętej" i nic innego mnie nie zadowoli :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie nerki napier... bolą i kto się tym przejmie? ^^

      Usuń
    2. ja się przejmuję, ale to nie zmienia faktu, że... Ferrin, Zaklęta! ;)

      Usuń
  6. Hm, przyznaję że dość nudna książka sama w sobie, analiza niezła - ale czy naprawdę musi wszędzie być coś o tym, jak to analizatorki przypijają, żeby nie paść? Okej, zaznaczyłyście to na wstępie i fajnie, ale po co dalej? Żeby być bardziej trÓ? Nie kumam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie rozumiem sensu antyksiążek T-T naprawdę

    OdpowiedzUsuń
  8. Proszę nie nazywać homeopatii medycyną. W sumie chyba mam podobne zdanie co pani Ałtorka, choć pewnie inaczej uzasadnione.

    OdpowiedzUsuń
  9. O Boże, dziękuję Wam! Kiedyś starałam się to przeczytać, ale było tak beznadziejne, że załamałam się w połowie i dałam ciotce. Ciotka załamała się przy 1/3 ,,dzieła". Nawet chciałam tu to zgłosić...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale nie wiedziałam, że to jest skierowane centralnie przeciwko HP. Teraz boli mnie jeszcze bardziej..,

    OdpowiedzUsuń
  11. Twierdzę, że pani Małgorzata Nawrocka cierpi na jakiś słowotok. Stara się wszystko wytłumaczyć jak jakimś krowom na rowie, ale mimo wszystko gmatwa i plącze wyżej wymienione.
    Trudno to rozsupływać bez zirytowanego znużenia i jakichś drinków.
    Za Bramą W Pół Drogi Wrocławia czekało na mnie - i spotkało - rozczarowanie czytelnicze.
    Niech szanownym Analizatorkom dopisuje zapał... Trzymam kciuki... chociaż to pewnie - pfu - zabobon... hi hihi

    OdpowiedzUsuń
  12. "żeby podglądać księcia Anhara czyszczącego konia po gonitwie"
    Czy coś jest ze mną nie tak, że mi się kojarzy? Jak można było tego nie skomentować? :D
    W jakich czasach dzieje się to dzieło, że mają tam psychologów?
    Borze, jakie to debilne.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ha!
    Dostałam tę książkę (tę i następną część. Nie, serio! Ta babka machnęła od razu dwa tomy!) od matki chrzestnej mojej siostry.
    Mimo tytułu, zabrałam się do czytania i... muszę przyznać że w całym krótkim, czternastoletnim wówczas życiu, nie miałam do czynienia z tak nudną książką!
    Genialnie zamaskowana fabuła i kompletny brak akcji.
    Ale co w takim razie zawiera to wiekopomne dzieło?
    Opisy. Duużo opisów. Nie istotne czy mamy do czynienia z przygotowaniem kolacji, teatralnym przedstawieniem, czy podróżą.
    Autorka nawet najbardziej banalnej czynności potrafi poświęcić trzy strony.
    Dialogi jak już się pojawiają, są nienaturalnie rozbudowane i nic nie wnoszą.
    Przy czytaniu, nie czujemy żeby postacie były ludźmi, z krwi i kości. Nic nie czują, nic nie myślą.
    Kojarzą mi się bardziej z kukiełkami, dubbingowanymi przez ludzi wziętych prosto z ulicy i chcących jak najszybciej powiedzieć swoją kwestię by dostać pięć zeta na winiacza.
    Uuuuf... nie potrafię nawet określić, jak bardzo nienawidzę tej, tfu, książki!

    OdpowiedzUsuń
  14. „Homeopatia używa ok. tysiąca substancji, z których większość została odkryta za pomocą wahadełka lub w czasie seansów spirytystycznych. (...)
    Lek "dynamizuje się" przez rozcieńczanie i wstrząsanie oraz przemienia się w "ducha lekowego". (...)
    Wieloletnie badania, prowadzone z ramienia WHO, potwierdziły, że środki homeopatyczne można traktować jedynie jako placebo, gdyż nie znajdują żadnego uzasadnienia mikrobiologicznego czy chemicznego”.
    Andrzej Zwoliński – Leksykon współczesnych zagrożeń duchowych

    Przykro mi, ale homeopatia i taka -dajmy na to -akunpunktura, opierają się na wierze w działanie kosmicznych mocy, są to zabiegi magiczne (jak kuchnia pięciu przemian). Twórca homeopatii nie krył nawet swoich okultystycznych fascynacji.

    OdpowiedzUsuń
  15. Żałosne... takie czepiactwo na siłę niedocenionej autorki. W sumie mogę powiedzieć: wiecie, ja nie mam nic przeciwko ateistom, ale nie cierpię głupich ateistów / ateistek.

    OdpowiedzUsuń
  16. He, he, he. Tymczasem na portalu fronda.pl aŁtorka przedrukowuje stary tekst z 2009 roku, w którym przestrzega przed kupowaniem dzieciom tego bezbożnego "Harry'ego Pottera" i zachwala swe wspaniałe dzieUo "Anhar": http://www.fronda.pl/a/harry-potter-to-powiesc-magiczna-zagrazajaca-naszej-duszy,43894.html

    Ktoś w komentarzach nawet podlinkował do tej recenzji. Domyślam się, że powyższy Anonim przyszedł tu właśnie z Frondy - może to nawet sama aŁtorka?

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak dla mnie, autor powyższej recenzji czepia się i to mocno.
    Nie każdy musi lubić taki czy inny styl pisania, a powyższy komentarz jest po prostu złośliwy. Gdyby ktoś bardzo młody go przeczytał to by go właśnie uświadomiło jak nieczysto patrzeć na książki.
    Ci którzy szukają podtekstów w większości bajek znajdą niezwykle inspirujące.
    Mi się wszystkie trzy tomy bardzo podobały, a że właśnie wyszła nowa książka to ją kupuję.
    Ciekawa alternatywa. Polecam.
    Moj młody (16 lat) znajomy, przeczytał i podobało mu się.

    OdpowiedzUsuń
  18. Książka jest w wersji audio. Słucham w autobusie i czasem żałuję, że tak szybko dojechał. Piękna barwna i zaskakująca powieść - i to wszystko polskiego autora. Brawo. I jeszcze należy się wyjaśnienie to nie autor wymyślił, że magia jest zła - biblia to nam mówi. Fajny pomysł, aby pójść tym tropem i pokazać ją od tej biblijnej strony. Wspaniałe tym bardziej, że przecież nie tak częste choć logiczne.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ubaw, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jeżeli autorka tej "analizy" chce zostać pisarzem, to chyba lepiej zabrać się za to pisanie, stworzyć coś swojego, a nie tracić czas na złośliwe komentowanie cudzych tekstów. Jest takie powiedzenie "Krytyk i eunuch z jednej są parafii, obydwaj wiedzą, jak, lecz żaden nie potrafi". Do przemyślenia.

    OdpowiedzUsuń
  21. Przeczytałem kilka pierwszych zdań "analizy" Anhar i ..... zrobiło mi się niedobrze. Autorka najlepsze co może zrobić to stanąć przed lustrem i.. z główki. Może to coś da ?

    OdpowiedzUsuń