Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Całe mnóstwo magicznych stworzeń czyli "Dziewiąty mag", część 5

wtorek, 30 kwietnia 2013

Całe mnóstwo magicznych stworzeń czyli "Dziewiąty mag", część 5

Z uwagi na żenującą długość poprzedniej analizy, kajamy się, reflektujemy i dorzucamy kolejną część, tym razem dłuższą i obfitującą w duże ilości głupot i wkurwu. :)






Poszła za Fabienem. Niedaleko na małym kamiennym placyku tuż obok fantazyjnej fontanny stał najprawdziwszy w świecie... pegaz o mlecznej barwie sierści! W mitologii czytała kiedyś, że były to konie ze skrzydłami, ale to stworzenie na pewno przewyższało konia pod każdym względem. Owszem, fizycznie jak najbardziej przypominało araba, ale te srebrne skrzydła!...
No pewnie, że arab. Jak ładny koń, to tylko i wyłącznie arab. Inne rasy nie istnieją, za brzydkie są.
A tryska tęczą spod ogona?

Pegaz zrobił mały rozpęd, rozłożył skrzydła i wzbił się w powietrze. Lecieli! (...)
Spojrzała w dół na panoramę miasta. Było malowniczo otoczone górami porośniętymi gęstym lasem. Patrząc na góry, znowu miała uczucie deja vu. Jadąc na urlop do Dubrownika, przejeżdżała przez Bośnię. Z okien autokaru podziwiały wtedy z Amanda piękno prawie identycznych gór otaczających wijące się koryto szmaragdowozielonej rzeki Neretwy.
Dubrownik, Bośnia, znaczy się: Europa. Czy możemy zatem podejrzewać, że Arielka też pochodzi z jakiegoś europejskiego kraju? Czyżby Anglia?
Mnie to jej nazwisko brzmi po szkocku. Choć może to wpływ Harry’ego Pottera i ognistej whisky Ogdena.
Zresztą whatever... zapewne i tak już niewiele będziemy się skupiać na świecie rzeczywistym.

Wylecieli z miasta. Parę razy wydawało jej się, że widzi w oddali sylwetki smoków i kilku innych pegazów z oficerami na grzbietach. „Pewnie są na patrolu" - uznała. Kilka razy mignęły im inne dziwne stwory. Fabien wyjaśnił, że to harpie.
- Słyszałam o nich. To pół ludzie, pół ptaki. (...)
- Harpie nie należą do naszego społeczeństwa. żyją podobnie jak fauny, centaury i inne leśne stworzenia w swoim świecie. Maja kilka osad nadrzewnych rozsianych po lasach. Nie są naszymi sługami. Raczej z nami współpracują. No wiesz, dostarczają nam informacji zwiadowczych tych miejsc, gdzie nie doleci smok ani oficer na pegazie, mi nawet ptakosmok małych rozmiarów. W zamian my udzielamy im ochrony – wyjaśnił
Nie są ich sługami, och, jak to miło ze strony elfów. Nawiasem mówiąc, ciekawi mnie, czy te harpie to też istoty złe, brudne i lubiące torturować ludzi. Bo ja rozumiem – wziąć jakiś element mitologii i umieścić w swoim świecie. Ale jeśli weźmie się ten element, całkowicie go zmieni i kompletnie zniszczy jego pierwotne znaczenie, to bardzo mi przykro, ale to bardzo źle świadczy o autorze.

Koszary oficerów z racji ich obowiązków musiały znajdować się blisko miasta. Z daleka zobaczyła osiedle małych bungalowów, a niedaleko nich podłużny, niski budynek – zapewne stajnie dla pegazów. Najdalej znajdowały się olbrzymie budowle mające jakieś piec pieter wysokości i baaardzo długie.
Nie ma to jak baaardzo ekspresyjny narrator.

Koszary wyglądały jak kemping. Kilkuosobowe bungalowy były pooddzielane od siebie solidnie przyciętymi żywopłotami, pięknymi krzewami i egzotycznymi drzewami. Fabien chyba zauważył zaciekawienie Ariel, bo pospieszył z wytłumaczeniem:
- Tak, w tych bungalowach mieszkają oficerowie. Każdy ma swój pokój z łazienka, a do tego jest wspólny pokój dzienny do odpoczynku i spotkań towarzyskich. Stołówka jest z tamtej strony.
Najbardziej zniewieściałe wojsko ever. .__.

Zanim doszli na miejsce, wytłumaczył jej też, dlaczego koszary wyglądają jak kemping. W razie ataku bestii jeden czy dwa bungalowy łatwo odbudować, a uszkodzenie pojedynczego dużego budynku byłoby większą strata.
A wiecie, co jeszcze łatwiej odbudować? NAMIOTY.
Ale namioty nie mają werand, gdzie można by poczytać książkę w bujanym fotelu ani łazienek, trzeba by robić siku *gulp* w krzaki! :C

W stajniach nasi bohaterowie spotykają Marcusa. Ariel go za coś opieprza i idą wszyscy razem do smoków.

Marcus podążył za nimi z ponura mina i mocnym postanowieniem, że cokolwiek się wydarzy, nie pozwoli smokom zeżreć Ariel, nawet gdyby sam miał stracić życie. Patrzył teraz na jej postać pewnie kroczącą przed nim w jego mundurze. Była taka drobna i krucha... Ciekawe, czy domyśliła się, czyj to mundur? Musiał przyznać, że nawet w męskich ciuchach wyglądała... Zapatrzył się jak zahipnotyzowany na jej rozkołysane biodra... Odruchowo oblizał wargi... Nie, takie myśli były zabronione! Wielkie nieba! Ta kobieta idzie na pewna śmierć, a jemu w głowie... Zawstydził się własnych myśli.
Ja nie mogę wyjść z podziwu, jacy zniewieściali są ci wszyscy mężczyźni w tym uniwersum. Edward Cullen w porównaniu z nimi to wielki, umięśniony, wąsaty motocyklista cały w czarnych skórach, ćwiekach i z bandaną w pirackie czachy na głowie.

„Jeśli ona przeżyje, to nigdy więcej nie pomyślę w ten sposób ani nie zrobię nic, co uwłaczałoby jej czci!" – obiecał sobie uroczyście w myślach.
„Jeśli nie przeżyje, zgwałcę jej zwłoki!”

Powietrze dookoła nich zatańczyło, a niebo przesłonił ogromny cień. Zaskoczona zadarła głowę do góry i ujrzała nad sobą majestatycznie lecące cielsko - jak w kinie 3D.
W każdym kinie 3D, w którym byłam, po spojrzeniu w górę widziałam tylko czarny sufit. Ale co ja tam wiem.

Po drodze minęli kilku oficerów, których Fabien z Markusem pozdrowili skinieniem lub wymienili kilka żarcików. Dociekliwym wyjaśniali, że Ariel jest takim trochę dziwnym magmedykiem, bo interesuje się smokami zamiast ludźmi, a ich ironiczne uśmieszki wyglądały całkiem przekonująco.
Robi za magmedyka, ale chodzi ubrana w mundur oficera.
Cover blown in 3, 2…

Mówili, że to Severian osobiście dał mu zgodę na zwiedzenie zagród, „bo ma do niego słabość (...)".


- Jak się tam dostać? - zapytała Fabiena, wskazując ręką galeryjkę.
- Jest winda, o tam. - Pokazał jej dziwne urządzenie w rogu zagrody. - Ale chyba nie zamierzasz?...
Nie dokończył, bo Ariel już szła szybkim krokiem w tamta stronę.
- Szybko bo jej nie złapiemy! - wydyszał Marcus, pamiętając, jak ja gonił na parkingu przed klinika.
- Spoko, stary. Bez buzdyganu nie uruchomi windy, nie? A buzdygany mamy my. - Uśmiechnął się elf.
- No nie wiem... - Przyjaciel miał chyba wątpliwości, bo jeszcze bardziej przyspieszył kroku. Dogonili ja, gdy stała już na drewnianej platformie windy Zanim którykolwiek z nich zdążył dobyć buzdyganu, żeby ja uruchomić, winda zaczęła sunąć do góry! Popatrzyli zaskoczeni najpierw po sobie, a potem na Ariel.
- Jak to zrobiłaś? - zapytali razem jak na komendę.
- Co? Aaa, winda? - domyśliła się. - Po prostu tu weszłam i pomyślałam, że chce, żeby mnie zawiozła na sama górę - stwierdziła spokojnie i wzruszyła ramionami.
- Pomyślałaś?! - znowu zapytali chórem.
- A co to, już myśleć nie wolno? - Zmarszczyła brwi. - Macie jakiś problem, panowie?
Ja mam. To jest po prostu ZA GŁUPIE. Nawet nie wiem, od czego zacząć. Windy działające na buzdygany, uciekające merysujki, elfy-kretyny, które nie mogą jej dogonić, mimo że dopiero co stała tuż obok nich...

W jednym boksie zobaczyła zwiniętego w kłębek smoka o czarnych, połyskujących łuskach i wydłużonym pysku, z pojedynczą parą skrzydeł. A wiec istniało co najmniej kilka gatunków smoków! Właściwie dlaczego to ją zdziwiło? Ten, obżarty, odpoczywał i chyba szykował się do snu. Przez chwile miała wrażenie, że... puścił do niej oko?! Nie, na pewno jej się tylko wydawało!
Ależ nie! Powinnaś wiedzieć, droga Arielko, że do merysujek, takich jak ty, wszystkie magiczne stworzonka puszczają oko!

- To właśnie Neret. Nasz najbardziej agresywny smok.
Który puszcza oko. Kobiecie. Którą powinien raczej zjeść niż zaprzyjaźniać się, według dostarczonych czytelnikowi informacji.
Hej! Już wiem, jak sobie wyobrażać te smoki!


W kolejnym boksie zobaczyła następnego smoka. Z ubarwienia i kształtu głowy przypominał Croya, ale był nieco mniejszy. Ariel zatrzymała się tu chwile dłużej. Ten smok nie spał. Patrzył na nią przenikliwie zielono-złotymi ślepiami, jakby hipnotyzując i przyzywając ja do siebie...
Stała teraz w bezruchu na wprost stworzenia i patrzyli sobie w oczy. Doznała uczucia, że to spotkanie musiało być zaplanowane. Że było jej pisane. Że MUSI natychmiast tam zejść!
Matko, kolejna Przeczuciowa Meihna... Od dzisiaj zaczynam nazywać to zjawisko meihnizmem.
Brzmi niezamierzenie fajnie. Michasia może być z siebie dumna, została matką kolejnej obok marysuizmu wkurzającej maniery pisarskiej. :D

Ariel wpada w trans i idzie do zagrody smoczycy, bez problemu łamiąc czary chroniące drzwi do zagrody, które zamykają się na cztery spusty przed nosami Fabiena i Marcusa. Marcus od razu zamienia się w emo i mówi, że nie można już jej pomóc (i to on miał być ten gwałtowny i niebezpieczny?), Fabien leci z powrotem na galeryjkę, by z góry obserwować, co ta kretynka wyprawia.

Powoli podniosła głowę. Teraz już z bliska spojrzała w ogromne oczy smoka. Wstrzymała oddech. „Czy teraz mnie zeżre? Bo go obraziłam?" – Przełknęła nerwowo ślinę. „Przede wszystkim jestem kobietą-smokiem, moja droga. - Usłyszała telepatyczna odpowiedz. - A czy cię pożrę, to zależy od twoich manier i od tego, po co mi zawracasz głowę? A tak przy okazji, mam na imię Vivianne". – Może to było tylko wrażenie, ale smoczyca jakby cichutko zachichotała w myślach.
„To co, herbatki, moja droga?” – spytała smoczyca, sięgając po dzbanuszek w różyczki. „Czarna czy zielona? Poczęstuj się ciasteczkiem, sama piekłam.”
PRZEPRASZAMY wszystkie smoki świata. Nawet Saphirę.

- Ale przecież jako kobietę powinnaś mnie natychmiast zeżreć (Innego słowa w tym kontekście nikt nie potrafi już użyć?) - wydusiła zaskoczona Ariel. - Fabien mi mówił, że kobietom nie wolno wchodzić do waszych zagród i na padoki, bo to was obraża.
- Fabien powiedział ci to, co jemu i wielu innym podobnym wtłoczono do głowy wiele lat temu.
- Wiec to nieprawda? - Ariel wytrzeszczyła oczy.
- Oczywiście, że nie! Obecność kobiet wcale nas nie obraża. Osobiście uważam, że są nawet dość miłe. Poobserwowałam kilka w czasie patroli. Jednakże wiele setek lat temu Pierwszy Mag Xaviere D'Orion wmówił to swoim ludziom. Czemu, nie wiem, bo obłożył przy tym klątwą milczenia pierwsze smoki i nie wolno nam tego wyjawić.
- Wiec czemu mówisz to mnie? - zapytała zdumiona Ariel.
Smoczyca uśmiechnęła się i powiedziała:
- Ponieważ klątwa milczenia brzmi: „Nie wyjawisz tego po wsze czasy żadnej inteligentnej istocie
Ehehe, i wszystko jasne. ^^
Winky, no weź.
żadnej inteligentnej istocie zrodzonej w tym świecie"
NMSP. :3
A wracając do meritum: w ten oto sposób w jednym, krótkim dialogu zlikwidowany został największy problem, z jakim miała do czynienia Ariel. Jakież to szalenie wygodne.


Arielka siada sobie po turecku koło smoczycy i zaczynają gawędzić telepatycznie jak stare psiapsióły na ploteczkach. Tymczasem Marcus i Fabien – najpowolniejsze elfy na świecie – wreszcie dotarli na galeryjkę.

Zdyszeni, spoceni dobiegli do miejsca na galeryjce, z którego było widać wnętrze zagrody Vivianne. Fabien gwałtownie się zatrzymał i stanął na drodze Marcusowi.
- Słuchaj, sam tam zajrzę. Jeśli ona... no wiesz... to może tego nie oglądaj...
Bo tam krew może być, Boziu, jacy oni delikatni ci oficerowie wojskowi...

- Słuchaj, sam tam zajrzę. Jeśli ona... no wiesz... to może tego nie oglądaj... – tłumaczył przyjacielowi, jednocześnie opierając dłonie na jego napierającym torsie.
Nie miej skojarzeń. Nie miej skojarzeń.
Nie spamuj obrazkiem z foką. Nie spamuj obrazkiem z foką.

Fabien też zerknął do wnętrza (...) Smoczyca najwyraźniej ich zobaczyła, Ariel zresztą też, bo pomachały do nich przyjaźnie.
Smoczyca łapką im pomachała. Uber cute. <3

Nie do końca pewni, jak skończy się to spotkanie, stali na galeryjce i przyglądali się gawędzącym „kobietom".
Znaleźli się, „mężczyźni”. I to naprawdę „mężczyźni”.

Powstał jednak problem. Być może uruchomienie windy bez buzdyganu uszłoby jeszcze uwadze postronnych, ale otwarcie zapieczętowanych potężnym zaklęciem drzwi do zagrody stanowczo nie. Teraz do Fabiena i Marcusa zaczęli dołączać kolejni oficerowie - zdumieni, że można tak po prostu wejść do zagrody, usiąść przed smokiem i pogadać.
To dlaczego nie zadbaliście, by w tym czasie nikogo nie było w pobliżu? Wiedzieli, że Ariel jest potężna i głupia (i Mary Sue), mogli przewidzieć, że coś odwali, nie pytając nikogo o zgodę.

Ariel wyjaśnia smoczycy, na czym polega jej zadanie.

„Mówisz, że Wszystkowidzaca Oriana dała zlecenie Severianowi i innym magom? - zainteresowała sie Vivianne. - To poważna sprawa, jesli sama Oriana sie do niej miesza. Zwykle siedzi na tych swoich bagnach i nie daje znaku życia, ale jesli teraz sie odezwała, to nie zrobiła tego z błahego powodu!
Nagle zainteresowała mnie osoba tej Wszystkowidzącej Oriany. Do tej pory wyobrażałam ją sobie jako jakąś mistyczną wyrocznię, białą, świetlistą et cetera, a teraz nagle się okazuje, że mieszka na jakichś bagnach i nie daje znaku życia.
Hmmm... Mam pewne podejrzenia.

Wiedziałam! Yoda była kobietą!

Hmm... - zamyśliła się przez chwile. - Tak, pomoge ci. Porozmawiam z innymi smokami. Jak już pewnie zauważyłas, potrafimy porozumiewac się na różnych kanałach telepatycznych. Ty zreszta też, a nie każdy zwykły czarodziej czy oficer to umie. Tak przy okazji, staraj sie swoje niezwykłe umiejetnosci trzymac w tajemnicy. Nie brak tu zazdrosników, którym może sie nie spodobac, że przybysz z obcego swiata ma wieksze zdolnosci magiczne niż oni.
Ach, och, ci podli hejterzy.

Ariel wiedziała, że nie oszuka Vivianne, wiec otwarcie opowiedziała jej o swoim dzieciństwie, trudnym dorastaniu, ciężkich wysiłkach, żeby zdobyć dobre wykształcenie, o swojej pracy w klinice, dorastającej Amandzie oraz ślubie i rozwodzie ze Stevenem.
„Szkoda, że nie trafiłaś do naszego świata wcześniej - skwitowała ten ostatni watek Vivianne - bo z tego, co opowiadasz, ten cały Steven to dupek... przepraszam..."
„Nie szkodzi, bo to prawda". - Roześmiała się w duchu Ariel.
„A odpowiednim mężczyzną dla ciebie jest Marcus, moja droga - pomyślała poważnie smoczyca. – Zapamiętaj moje słowa. To mężczyzna, który da ci szczęście, ale zanim to nastąpi, przejdziecie razem wiele ciężkich prób".
Coraz bardziej brakuje mi pomysłów, jak komentować te zalewające mnie tony głupoty i aŁtoreczkowości. A to wszystko pisała nie nastolatka, tylko DOROSŁA KOBIETA, mająca pracę (weterynarza...) i dziecko!

„Mylisz się, Vivianne - stwierdziła nieco zakłopotana Ariel. - Nie przeczę, jest miły, ale... znam go raptem parę dni i..."
„I zdążył cie już uratować przed dupkowatym Stevenem oraz dał oficerskie słowo honoru opiekować się tobą nawet za cenę życia - przerwała jej smoczyca. - Łączy was więcej, niż sadzisz, i wasze uczucia są głębsze, niż myślisz - dodała tajemniczo.
*bezradnie leży pod biurkiem i pokwikuje*

- A tak przy okazji, znam zapach Marcusa i wiem, ze to jego mundur. Jeśli myślał, że nas, smoki, przy naszym czułym węchu, oszuka tak prostym fortelem, to chyba będę go musiała zeżreć! - Teraz śmiała się już do rozpuku. – Naprawdę nie musisz nosić męskich, przepoconych mundurów To i tak nic nie daje, a poza tym jest mało higieniczne. No chyba że lubisz małe, intymne perwersyjki..." – Vivianne puściła oko do Ariel, która zrobiła się czerwona jak burak.
*podłoga pękła pod nią z trzaskiem i spadła piętro niżej*
Gdyby nie fakt, że „Dziewiąty mag” został wydany grubo przed „Pięćdziesięcioma twarzamy Greya”, miałabym pewne podejrzenia. Ale cóż.

Odwróciła się, żeby jeszcze raz spojrzeć na smoczyce. Niespodziewanie dla siebie samej zawróciła, podeszła do Vivianne i przytuliła się do jej szyi.
„Wiedziałam, że kiedyś cie spotkam... Śniłaś mi się tyle nocy..." - pomyślała wzruszona.
Znaaam zeee snóóów te usta i oooczy twoooje znaaam... Muszę się upić.
Ty nie pijesz.
To dawaj mię tu melisę! Mnóstwo melisy!

Przekroczywszy próg zagrody, ujrzała tłum zaaferowanych oficerów. Wiadomość o tym, co działo się w zagrodzie smoczycy, najwyraźniej obiegła koszary lotem błyskawicy. Wszyscy chcieli zobaczyć to na własne oczy. Przybył nawet Zorian. Stał teraz koło Marcusa i Fabiena i coś gorączkowo ustalali. Ariel przeszła obok nich.
- Cześć, chłopaki, stęskniliście się za mną? - palnęła. Strzeliła palcami i rygiel oraz kłódka do zagrody smoczycy błyskawicznie wróciły na swoje miejsce.
*wali łbem w ścianę* Kuropatwa twoja chędożona mać, jak można być TAKĄ kretynką?! Miała się ukrywać przed oficerami, ale ona im się po prostu na talerzu wykłada! Jeśli jeszcze za chwilę się okaże, że bez najmniejszych problemów i z ogromną dozą tej wkurwiającej nonszalancji i bezczelności udaje jej się ukryć swoją płeć, to pójdę do księgarni i spalę wszystkie egzemplarze tego gówna!
Słowo?
Nie. Żal mi drzew.

- Hej, ty! - Usłyszała naraz czyjś ostry głos. - Coś za jeden?
Zobaczyła oficera o szczurkowatej twarzy, małych, chytrych oczkach i mysich włosach. Znienawidziła go od pierwszego spojrzenia. Sama była zdumiona swoją reakcją i nie umiała tego racjonalnie wyjaśnić.
Już ci wyjaśniam, moja ty słodka mimozo: napotkałaś właśnie Bohatera Antypatycznego, czyli takiego, którego nienawidzi nawet narrator i mało subtelnymi sposobami zmusza czytelników do tego samego.

- Mam na imię Ariel. Jestem konsultantem do spraw smoków. Jestem tu z polecenia samego Severiana o czym ty, Efrem, jako oficer dyżurny, powinieneś doskonale wiedzieć - odpalantowała zimno. Tak, przedarła się przez jego osłonę telepatyczna. Uzyskała w jego zadufanym umyśle informacje o tym, kim jest i jaką ma funkcje. Jak również to, że był typem małego, gnidowatego i podlizującego się karierowicza. Takiego, który nie cofnie się przed niczym.
Jak wyżej.
Ciekawe, kto tak aŁtorce podpadł.

- Tak? Ale jakoś o niczym nie wiem! - rzucił Efrem zły, że go o niczym nie poinformowano.
- Widać zbyt mało znaczysz, skoro Naczelny Czarnoksiężnik nie widział powodu, by cie informować – syknęła cicho. - Zresztą moimi przewodnikami są oficerowie Fabien i Marcus Brent, którzy dostali taki rozkaz bezpośrednio od Severiana. (...)
- Coś mi się wydaje, że kłamiesz! Fabien i Marcus nie mogli dostać takiego rozkazu od Severiana, bo maja u niego przechlapane po tej aferze u Garretha. A ty, przyjacielu, masz za wysoki głos jak na mężczyznę, a jesteś trochę za stary na mutacje. Sadze wiec, że jesteś kobietą! – rzucił z satysfakcja Efrem.
Jeszcze nie skomentuję, czytajcie dalej...

- Chyba masz problemy psychiczne, Efrem, skoro rozpoznajesz płeć po wysokości głosu. Powinieneś wiedzieć, że kobietom wstęp do zagród i na padoki jest zabroniony. Jaka kobieta byłaby na tyle głupia, żeby ten zakaz złamać? Przecież to grozi śmiercią, nie? Powinieneś wiedzieć, że gdybym był kobieta, to smoki zeżarłyby mnie w ciągu sekundy i nie gawędzilibyśmy teraz tak uroczo - zaśmiała się szyderczo Ariel i na wszelki wypadek założyła ręce na piersi, żeby nie dostrzegł zarysów biustu pod mundurem. - Zresztą moją prawdomówność łatwo sprawdzić. Wystarczy, że zapytasz Naczelnego Czarnoksiężnika. No dalej, Efrem, idź do niego i zapytaj! - zażądała.
Wszyscy wstrzymali oddechy.
- Nie. Dużo prościej zrobić to tu i teraz. - Na twarz Efrema wypłynął podejrzanie zadowolony uśmiech i już Ariel, Marcus, Fabien i cała reszta domyślili się, o co mu chodzi.
- Taaak? A co masz na myśli? - zapytała Ariel, udając, że nie ma pojęcia, o czym on mówi.
- Ściągaj gacie! Zaraz zobaczymy, jaki z ciebie mężczyzna - zażądał Efrem.
Tak bardzo brak mi słów...

Kilku wzburzonych tym oficerów zaszemrało: „tak się nie godzi", „to podłe", „chyba mu odbiło".
Co to za żołnierze?! Każda armia zaczęłaby w tym momencie skandować „ścią-gaj gacie! ścią-gaj gacie!”, a nie szeptać, że mujeju jeju, to nie przystoi.
Ustaliłyśmy już, że elfy w tym uniwersum są… dziwne.

Ku swojemu zdumieniu zobaczyli jednak, że to Ariel podchodzi do Efrema, zbliża twarz do jego twarzy i uśmiecha się od ucha do ucha.
- Efrem, doszły mnie słuchy, że jesteś podłym lizodupem - tu podsłuchała Marcusa - ale że zboczeńcem, to pierwsze słyszę!
Oficerowie ryknęli śmiechem.
I po krzyku. Nikt się już nie interesuje płcią Ariel, która jedyne, co zrobiła, to założyła męskie ciuchy.

Upokorzony Efrem chciał się rzucić na Ariel, ale w obecności tylu wrogo nastawionych oficerów nie miał odwagi, wiec tylko zacisnął pieści i wychrypiał wściekły:
- Jak otworzyłeś drzwi do zagrody? To potrafią tylko Naczelni!
- O rany, aleś ty głupi! - Ariel udała zniecierpliwienie. - Jasne, że sam tego nie umiem. To Severian osłabił zaklęcie, ale tylko dla mnie, żeby nikogo nie kusiło włazić do smoków. Jeszcze mogłyby mieć wyżerkę. Nie przejmuj się, Efrem - poklepała go przyjaźnie po ramieniu - ciebie by i tak nie zeżarły. Nie jedzą byle czego!
Oficerowie śmiali się do rozpuku. Nawet Fabien z Marcusem chichotali pod nosem. Rany, ale z tej Ariel numerek...
Mnie przychodzi do głowy inne określenie...

- Sprawdzę twoja wersje u Naczelnego Czarnoksiężnika, a póki co pilnuj własnej dupy, bo jak się okaże, że kłamiesz... - rzucił Efrem złowieszczo.
- To co? - zapytała uprzejmie Ariel. - Przelecisz mnie, zboczku?
Cały Korpus płakał teraz ze śmiechu.
Okej. Nieważne, co o Efremie mówi narrator, Ariel, Marcus, Fabien czy którakolwiek postać z tej durnej książki. WSPÓŁCZUJĘ MU. I nienawidzę wszystkich innych bohaterów.
Brawo, aŁtorko, brawo!

40 komentarzy:

  1. machające smoki jak teletubisie jak cudownie

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby tryskał tęczą spod ogona to byłby to koński krewny nyan cata.
    o_o Poważnie, ona sobie wyobraża, że prawdziwe wojsko takie luksusy ma? Czasami nie mogę uwierzyć, że to nie jest opko. Nadszedł czas facepalmów. Jeśli wydają takie rzeczy, to ta cywilizacja naprawdę jest skazana na zagładę. Cholera, najpierw się trzęsą, że obecność kobiet obraża smoki, a teraz wychodzi, że jednak nie, więc na jakiej podstawie to wywnioskowali? To ja jestem takim debilem, czy może z ałtorką coś nie tak?
    Ja już wolałam elfy-perwersy niż smoki-perwersy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Yaaay, hejtu część dalsza!
    Wzruszam się...
    Wiecie? Wygrzebałam z opisu Dziewiątego Maga na http://secretum.pl/opisy/dziewiaty-mag-tom-1.html coś takiego:
    *Legenda głosi, że był to komplement.*
    "...Tematyka i styl porównywalny do Eragona."
    Ciśniemy Reystone i Mauego Pałoliniego do dueciku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabluźnię, ale... "Eragon" ma jednak lepszy styl. o_o

      Usuń
    2. Ale miał jeszcze bardziej denny romans.
      Więc się uzupełniają.
      Reystone nie wspięła się jeszcze na wyżyny swojej beznadziejności, czekajcie cierpliwie! xC

      Usuń
    3. Co do Eragona - dzisiaj stwierdziłyśmy z przyjaciółką, że Paoliniemu trzeba oddać tę sprawiedliwość, że nie sprowadza kobiet do roli ładnych statuetek na kominek jak większość fantastów. W końcu Arya to przekokszona wojowniczka, Islanzadi i Nasuada to władczynie, jest elfia kowalka, jest zielarka, która wtyka we wszystko nos. Jeny, nie sądziłam, że kiedyś pochwalę CP, ale on wychodzi nie na takiego złego, jak go wszyscy malują.
      (Chociaż - niestety - wszystko inne u niego leży i nawet Vanirek go nie ratuje, to prędzej my musimy ratować Vanirka z tego szajsu).

      Usuń
    4. To nie jest Vanirek, tylko Vanish. :P

      Usuń
    5. Idź sobie, Vanirek był fajny :P (Póki CP nie zrobił z niego ofermy, ale co nakopał Erasiowi, to jego).

      Usuń
    6. Ale - umówmy się, Arya była przekokszona. Nie dość, że mistrzyni miecza, mądra, inteligentna, zręczna, charyzmatyczna, wyniosła, dojrzała, odpowiedzialna etc, to córka królowej i później władczyni 'państwa', a raczej formacji elfów, Jeździec i plastik.
      Vanir to skandynawski bóg płodności. Również roli. *Brawa dla Pałoliniego...!*

      Usuń
    7. Arya to Mary Sue straszliwa i ogólnie rzecz biorąc żadnej z Paoliniowskich kobiet nie lubię (może poza skrajnie randomową Rhunon), ale przynajmniej obsadza je w jakichś zróżnicowanych rolach, bo obecnie w fantasy to rzadkość - albo w ogóle ich nie ma, albo występuję tylko Naczelna Mary Sue. A tutaj raz, że wykonują typowo męskie zawody (wojownik, kowal), dwa, że sporo jest ich pośród władców, bo dwie na pięć stołków.
      (Jestem skwaszoną, zlewaczałą feministką, dlatego takie rzeczy zauważam :P).

      Usuń
    8. Wiesz, sama staram się unikać. XD Bo piszę fantasy, i tam kobiety to bynajmniej nie siedzące cicho dzieweczki!
      Rhunon była dobra. Jedna z w ogóle najlepszych postaci w Eragonku: gorzka, zdyscyplinowana, skupiona. Kto by jej nie kochał?

      Usuń
  4. Łojezuśku... Ktoś to naprawdę wydał? I naprawdę napisała to dorosła kobieta? A nie na przykład jej córeczka, a mamusia tylko wydała pod swoim nazwiskiem?
    To jest na serio bezdennie głupie xD

    N.

    OdpowiedzUsuń
  5. Winky, osobiście uważam że pomysł ze spaleniem wszelkich egzemplarzów tego dzieUa nie jest zły. I niech ci nie będzie żal drzew - pomyśl, jakie drzewo chciałoby zostać przerobione na to... na to coś. #.#

    A tak btw. czy aŁtorka w ogóle zdaje sobie sprawę czym jest buzdygan? Bo wygląda to jakby usłyszała gdzieś to słowo i uznała że brzmi fajnie, ale nie pofatygowała się żeby sprawdzić co znaczy (gdzieś wcześniej był w ogóle moment gdy buzdyganem ktoś OBCIĄŁ rękę trollowi... Obciął. Buzdyganem. Mój wewnętrzny zbrojmistrz się załamał.)

    Analiza świetna, idealnie na rozpoczęcie majówki ^^ Oby tak dalej! (:

    Zelaznostopy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co to jest ten buzdygan? Bo mi się też wydaje, że to super słowo! ;)

      a wgl, jak drzew szkoda to można na makulaturę oddać i się nie zmarnuje. :)

      Usuń
    2. buzdygan to broń obuchowa składająca się z metalową głowicą osadzoną na drewnianym trzonku. Link do zdjęcia poniżej.

      http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://www.muzeumwp.pl/dictionary/buzdygan-z-xvii-wieku,525,duzy.jpg&imgrefurl=http://www.muzeumwp.pl/emwpaedia/buzdygan-z-xvii-wieku.php&h=822&w=3657&sz=250&tbnid=yO60w4l5QPu0rM:&tbnh=24&tbnw=107&zoom=1&usg=__PXvO3r2uaAoeOWvaN8NhErBLr8M=&docid=jUpPYZwvTJITlM&sa=X&ei=IBaBUePyC8zb4QTy74HYDg&ved=0CEIQ9QEwAg&dur=493

      Usuń
    3. No, dlatego obcinanie tym czegoś jest... hm... lekko trudne.
      Ale nazwa racja fajna xD

      Pozdrawiam,
      Zelaznostopy

      Usuń
  6. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że Arielka jest z Polski! Może mi się z Ferrinem pokićkało. :)
    Ale Ariel normalnie jest super! Tak pocisnęła temu Efremowi czy jak mu tam było, że mu w pięty poszło! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. O. MY. GAAAWD.
    Wyobraziłam sobie, jak Ariel wchodzi do zagrody ze smokiem, a oficerowie - w panice, bo przecież lada moment smok ją zeżre! (już nawet pożre lepiej by brzmiało, ale oddajmy aŁtorce sprawiedliwość) - zamiast sięgnąć po jakieś miecze, buzdygany (mwahahahaha! nie, żartowałam, buzdygany to już przesada...), włócznie, czy inne potencjalne bronie, wbiegają czym prędzej na galeryjkę (to jest, spacerkiem, bo przecież tak straaaaasznie im się spieszyło, że Felcia-Arielcia zdążyła już dwadzieścia razy przywitać się ze smoczycą), żeby stamtąd obserwować rozgrywające się w boksie tragiczne i khrwawe wydarzenia i w razie zbyt okropnego widoku zwymiotować do specjalnie na takie okazje przygotowanych sakiewek przypiętych do pasa (idę o zakład, że tacy bojowi, MĘSCY NA MAKSA, absolutnie-nie-homoseksualni-obmacujący-się-po-torsach-i-kajających-za-każdą-kosmatą-myśl żołnierze mają takie sakiewki przy sobie, w razie jakby na wojnie drasnęli kogoś swoim buzdygankiem i nie daj Boże rozcięli mu wargę... tyle krwi, prawda? ja też bym zwymiotowała). A potem potruchtali swoim zajebiaszczo szybkim oficerskim kroczkiem do wypasionej kaplicy jakiegoś bóstwa o skomplikowanej nazwie, obłożonej złotem wewnątrz i z zewnątrz (jak przystało na każde koszary), odprawili modły za duszę tragicznie zmarłej, po czym podążyli wziąć relaksacyjne kąpiele w olejkach sprowadzanych z egzotycznych krain w swoich oficerskich łazienkach (bo ich oficerska skóra musi olśnić przeciwnika, gdyby temu zachciało się nagle ją drasnąć...), a wieczorem w pokoju do spotkań towarzyskich grali w bardzo męskie szachy, czytując Paulo Coehlo, a równie męski elf-podnóżek robił im męski manikiur w maskujących kolorach, coby się nie wyróżniać w okopach.
    Mój Boże jedyny, co za słowotok. Wybaczcie, ale zakwiczyłam się na śmierć, wyobrażając sobie Fabiena i Marcusa truchtających na tę całą galeryjkę, a ta reszta to już wynik mojej niechybnej umysłowej integracji z autorką. Muszę czym prędzej sięgnąć po jakąś porządną literaturę, bo jestem chyba coraz bliżej dna.
    A analiza zacna. Śmiałam się na głos i cudem nie oplułam monitora. Ten blog jest moim promyczkiem słońca, ilekroć trafię tu na nową analizę, micha mi się cieszy niesamowicie.
    Gnębcie dalej. Należy się to tym aŁtorom i aŁtorkom za katowanie świata takimi dzieUami.
    Pozdrawiam i całuję :*.

    ~ Shishu

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie,mnie się to śni,tego nikt nie wydał,prawda?
    Windy,kempingi,delikatne wojsko i poziom dialogów gimnazjum!!!
    Fajny ten tekst o Edwardzie!
    Ale Olszańska lepsza.


    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  9. "odpalantowała zimno"
    Co zrobiła?! To słowo jest wymysłem aŁtorki, czy wynikiem niedbałości (albo braku) korekty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dopadły mnie wątpliwości i wygooglałam - to słowo istnieje! I nawet jest przytoczone w dobrym kontekście! :D

      Usuń
    2. Ojej. Jestem w szoku.

      MrsFindlay

      Usuń
  10. Womituję Arielką i jej wszech-umiejętnościami. Niech ją wszyscy diabli, razem z tymi zmutowanymi elfami i smokami!
    Podpisy w analizie piękne!
    A. Seltzer

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny medal na końcu. Po prostu ma się ochotę powklejać to na parę blogasków i poprzyklejać na parę książek.

    OdpowiedzUsuń
  12. Po przeczytaniu końcówki, mam ochotę napisać do autorki przeuroczego maila, powtarzającego mniej więcej "sama jesteś zboczona, głupia krowo bez krztyny talentu pisarskiego i rozumu" przez kilka megabajtów.

    Co za paskudne babsko, tak z autorki, jak i jej alter ego.

    OdpowiedzUsuń
  13. O rany, co jej biedne smoki zrobiły, że robi z nich jakieś urocze przytulasie? I co jej zrobiły moje kochane elfy, że robi z nich takie... takie... Nie, tego lepiej nie komentować. Takie wojsko to padnie, jak tylko ogłoszą wojnę. "Och nie! Moje kwiatki zwiędną, jak pójdę na front! Och nie! Jeszcze sobie paznokieć złamię!" ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. I pomyśleć, że kupiłam sobie tę książkę, bo spodobała mi się okładka... NIGDY WIĘCEJ NIE OCENIĘ KSIĄŻKI PO OKŁADCE! NIGDY!
    Czytałam tę "książkę" kiedy rodziców nie było w domu, bo moje kwiczenie bardzo ich martwiło. Cóż dobrnęłam jakoś do końca, jakimś cudem bardziej idiotycznego od reszty książki i przyrzekłam na ciasteczka korzenne, że nigdy nie tknę czegoś bez wcześniejszego przeczytania stu recenzji.
    A analiza przednia. Czapki z głów Winky! Zaglądam tu już od dłuższego czasu i dziwię się jak możesz znajdować w sobie tyle siły, żeby czytać te wszystkie "książki".
    Z uszanowaniem
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, oj, uważaj z tymi recenzjami. Ja się już tak nacięłam - recenzje pochlebne, sensowne, zachęcające, a książka - dno dna! "Spalona róża" panny Anny Walczak. Michaśce może i do pięt nie sięga, chociaż, czy ja wiem... Sama bym się po niej przejechała, ale ja mało inteligentna jestem, nie umiem wymyślić odpowiednich komentarzy.
      Tak że recenzje - również zło!

      Alva

      Usuń
  15. Psiapsiółkowa rozmówka Bezmózgelki i smoczusi Vivi zwichnęła mi psychikę. Jak dorosła osoba mogła stworzyć tak denny dialog?

    OdpowiedzUsuń
  16. Buahahahah, nawet nie wiecie jak rozwalilo mnie to porownanie do Dubrownika i Bosni! Przedwczoraj bylam w Dubrowniku, wczoraj w Bosni xD kto wie, moze zaraz nadleci do mnie pegaz?

    Jadzua

    OdpowiedzUsuń
  17. Huehuehue czy tylko mnie to słoneczko na koniec skojarzylo się z paszportem polsatu? XD
    ps lowmorde kopani. Gdyby nie Twoje komentarze, nie dalabym rady tego czytać, no naprawdę. Toż to masakra...

    OdpowiedzUsuń
  18. Pegaz-arab wyglądał jak normalny arab, ale jednak przewyższał go pod KAŻDYM względem, nawet brud w uszach miał bardziej, bo li i jedynie, miał skrzydła. Ja nie wiem czy to moja awersja do pegazów (podobają mi się, ale to jedyne mitologiczno-fantastyczne stworzenia które mnie wkurzają swoją niemożliwością istnienia), czy to rozumowanie jest aż tak bezsensowne...

    "- Spoko, stary. Bez buzdyganu nie uruchomi windy, nie? A buzdygany mamy my. - Uśmiechnął się elf. " - od pamiętnej analizy z Lordem Budyzganem na Niezatapialnej Armadzie mam tylko jedno skojarzenie, ehehehehe _^_ Ale zgadzam się z przedmówcami, buzdygan to bardzo ładne słowo.

    W ogóle ta książka robi się coraz bardziej wkurzająca. Przedtem Arielka była merysujką-idiotką, ale skąd jej się nagle wzięła zaprezentowana tutaj gimbusiarska bucera? I czemu ta smoczyca w ogóle miałaby wysłuchiwać historii jej życia? A w ogóle to czemu smoki w tym świecie, najwyraźniej inteligentne stworzenia, traktuje się jak zwierzęta i trzyma w zagrodach pod kluczem? I czemu one się na to zgadzają? I czemu jakiekolwiek zainteresowanie okazywane tym, najważniejszym tutaj, stworzeniom jest w ogóle czymś nie tyle dziwnym, co nawet nagannym? Do jasnej cholery, smok jest im potrzebny do obrony ich świata i wszystkich jego mieszkańców, ale wytarcie mu noska i podanie witaminek jest już poniżej czyjejkolwiek godności? I czemu w świecie, gdzie, znowu najwyraźniej, kobieta jest istotą gorszego sortu, najwyższym bóstwem jest kobieta właśnie? Oo'
    To można podsumować tylko jednym zdaniem - fuck this shit.

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
  19. * Lordem Buzdyganem, lol. Czemu nie umiem tego poprawnie napisać? xD

    I o, właśnie, jeszcze jedno czemu - skoro elfy nie wykazują żądnej troski o zdrowie smoków, to czemu gadziszcza im służą? Ja na ich miejscu już dawno wzięłabym dupę w troki, zamiast służyć takim niewdzięcznikom. No normalnie Murzyni, nie smoki X_x

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lord Buzdygan, powiadasz? :3
      http://niezatapialna-armada.blogspot.com/2012/07/183-lord-buzdygan-i-krolewskie-bekarty.html

      MrsFindlay

      Usuń
  20. Dopiero zauważyłam kolejny fejl: skąd ona jechała do tego Dubrownika, że zobaczyła Neretwę W BOŚNI? Jadąc z Europy Zachodniej do Dubrownika przejeżdża się tylko przez krótki odcinek należący do Bośni (z miastem Neum), a tam ani gór porośniętych gęstym lasem, ani wijącej się Neretwy niet :D
    Jadź

    OdpowiedzUsuń
  21. A mnie zastanawia, skąd w opeczkach - także tych wydanych - taka mania na araby. Czy naprawdę wszystkie ałtorki mają słabość do tych specyficznie uformowanych pysków? Czy też po prostu usłyszały gdzieś kiedyś nazwę i teraz stosują ją jako określenie dla swoich własnych kucypońskich wyobrażeń? -_-

    Makapka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że chodzi o nazwę. Ja też znam tylko tę jedną rasę koni i jakbym chciała brzmieć mądrze, a nie chciałoby mi się robić riserczu, to też walnęłabym araba :)

      Usuń
  22. I pewnie też dlatego, że araby to w zasadzie jedyne konie znane w powszechnej świadomości (no, ew. jeszcze fryzy), w dodatku jako te najpiękniejsze i najwspanialsze i najlepsze i fokule NAJ, bo zawsze jak gdzieś poleci wieść o kopytnej wspaniałości sprzedanej/kupionej za miliony, dolarów najczęściej, to oczywiście jest to arab.
    Mimo iż ten komentarz brzmi zapewne jak hejt na araby, to zapewniam że koników nie hejcę (:

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
  23. Szczególne brawa dla autorki za ściąganie! Dla mnie najdziwniejszym była akcja pod tym pierwszym miastem (czy jak mu tam), kiedy muszą dotrzeć do czegoś bardzo ważnego i mającego potężną moc magiczną i przy okazji napotykają przeszkody. Dokłądnie tak jak w Baśnioborze który został wydany przed dziewiątym magiem ( z dużej nie napiszę bo to ujma na honorze innych książek). Główni bohaterowie muszą odnaleźć zaczarowane przedmioty i to w równie niebezpiecznych warunkach! Nawet trochę gorszych.A poza tym to który elf, smok czy oficer zachowywałby się jak ostatnia d*** za przeproszeniem ! Żal mi tego co ona zrobił z tą książką, gdyby miała trochę oleju w głowie to pewnie zastanowiłaby się, zanim tak poważnie zbluzgała niektóre stworzenia i ludzi przy okazji też (jak się nie mylę uznała ludzi za istoty nieinteligentne). Chciałabym dodać że mam 14 lat i przeczytałam już więcej książek niż większość moich znajomych razem wzięta, i to nie byle jakich, (no może zdarzą się wyjątki tak jak to ohydztwo).

    OdpowiedzUsuń
  24. ta scena po tym jak ona wyszła z tej zagrody przywodzi mi na myśl gimnazjum.

    OdpowiedzUsuń