Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: czerwca 2013

sobota, 29 czerwca 2013

Całe mnóstwo magicznych stworzeń czyli "Dziewiąty mag", część 6

Ło matko, koniec sesji (prawie, ale ćśś) tak mi ulżył, że aż nie chce mi się czekać do wtorku z wrzuceniem analizy. Miałam zrobić Ferrin, ale analizowanie go jest okropnie męczące, a skoro wkręciłam się ostatnio w Reystone, to można kontynuować bez większego bólu. Chociaż... Nie. To jest bardzo bolesne. Przekonajcie się sami.





 Przyjaciele zaprowadzili ja do stołówki na mocno spóźniony obiad. Chochliki natychmiast do nich doskoczyły, pytając usłużnie, czego Ariel sobie życzy. Zdaje się, do nich też już dotarły informacje i z wdzięczności za pognębienie Efrema, który z kolei gnębił chochliki, postawiły sobie za punkt honoru ugoszczenie jej po królewsku.
Za chwilę pogratuluje jej tego i najwyższy władca.
Kto tu nim właściwie jest...?
Naprawdę cię to obchodzi?

Zrobiło jej się głupio. Właściwie nic takiego nie zrobiła. Jedynie nie została zeżarta przez smoka
Jeszcze raz zobaczę w tej książce jakąkolwiek formę słowa „zeżreć”, a trafi mnie taki szlag, że w Ferrinie usłyszą. W podobnym stopniu wkurza mnie ustawiczne „tyrpanie” u Michaśki.

W gruncie rzeczy była osoba dość skromną.
*histeryczny śmiech*

- Jesteś chochlikiem, prawda? - zapytała najbliższego i zrobiło jej się głupio, że zadała tak kretyńskie pytanie. Stworzenie pokiwało głowa.
- Jak masz na imię? - zapytała Ariel. Chochlik aż otworzył usta ze zdumienia.
- Jestem Sylwan. - Pokłonił się nisko.
- A wiec, Sylwanie, poproszę normalny obiad oficerski. Dokładnie taki sam, jaki dostana ci dwaj panowie, dobrze? - I nie wiedzieć czemu pogładziła chochlika po główce, a potem uśmiechnęła się do niego.
To jest... yyy... Czy ona... eee... Dlaczego on... Ech, w gruncie rzeczy nieważne, tutaj generałowie przytulają swoich żołnierzy w ramach odprawy, nie ma o czym mówić.

Biedak mało nie zemdlał z wrażenia i pędem pobiegł do kuchni po obiad dla całej trójki.
Teraz mam skojarzenia ze skrzatami domowymi z HP.
Co wcale nie działa na korzyść aŁtorki.

Stołówka była typowa dla koszar - długi kontuar, do którego zwykłe podchodzili oficerowie po posiłek. Za kontuarem chochliki wydające porcje obiadowe z wielkich kotłów. Stoliki z ławami lub stołkami. I wszędzie zdobienia z motywami smoków - a to witraże w oknach, a to kinkiety na ścianach, a to drzwi wejściowe z taką płaskorzeźbą. Wizerunki gadów były wszędzie! Nawet na spodach talerzy, co Ariel zauważyła, gdy dokończyła posiłek.
Zupełnie zwykła, surowa stołówka koszarowa – z pojedynczymi stoliczkami, kinkiecikami i malowanymi talerzykami.
A na ścianach wiszą głośniki, z których się sączą piosenki Majki Jeżowskiej.

Marcus i Fabien ze zdumieniem spoglądali, jak taka mała osóbka wręcz pochłania taka wielka porcje. Gdzie, na Wielkiego Xawiere'a, jej się to mieściło i jak ona to robi, że nadal jest taka chuda?


- No wiec, Ariel, zdaj nam relacje z oględzin zagród. Powiedz, gdzie robimy błędy, bo musimy przekazać raport Severianowi, a wtedy będziemy mogli cię odstawić do domu. Może nawet jeszcze dzisiaj. - Nie było mu miło, gdy to mówił, ale nie miał innego wyjścia.
- Musze cię rozczarować, Marcus, ale ja tu zostaje – rzuciła Ariel, patrząc mu w oczy. - Przynajmniej na jakiś czas, dlatego zechciejcie mi załatwić jakąś kwaterę, dobrze?
To gdzie ta skromność i nieśmiałość?

Marcus i Fabien zostają wezwani do Naczelnego
(musi być jakiś strasznie ważny szympans, że aż z wielkiej litery), Arielka ma poczekać w ich kwaterze, a ja bardzo staram się nie mieć zuych myśli na temat dwóch zniewieściałych żołnierzyków pomieszkujących razem w jednym domku.

Alejka dotarli do jednego z bungalowów i weszli do środka. Zobaczyła miły, choć prosto urządzony pokój dzienny z aneksem kuchennym, a na pięterku pokoiki – cztery po każdej stronie korytarza.
...no i dupa. *wyobraziła sobie Marcusa i Fabiena oglądających razem mecz w szklanej kuli, tulących się do siebie na mięciutkiej sofie*
Pokoiki na pięterku zobaczyła, bo miała rentgenik w oczkach.

Trójka bohaterów nagle zmienia się w nastolatków z amerykańskich komedii i zakładają się, czy Ariel zgadnie, który pokój należy do kogo.

-Jak wygram, będziesz musiała BEZWZGLEDNIE słuchać moich rozkazów jako twojego przewodnika. Przestaniesz się ze mną sprzeczać. Przestaniesz uprawiać samowolkę. Zaczniesz w końcu słuchać, co się do ciebie mówi - zażyczył sobie Fabien.
Greyem zaleciało...
*zachwycona, kopytkuje po pejczyk*

Ariel w ramach nagrody żąda lotu na pegazie w pojedynkę – bardzo mądre, biorąc pod uwagę, że nie ma zielonego pojęcia o tym, jak to się robi; jakoś do tej pory nie słyszeliśmy, by umiała przynajmniej jeździć konno. Podchodzi do każdych drzwi i ponieważ jest taka wyjątkowa i wszechmocna, WIE, kto zamieszkuje dany pokój, włącznie z imionami właścicieli. Fabien nakazuje Arielce poczekać w pokoju Marcusa.

Elf chciał dobrze, ale, o dziwo, Marcus nie był zadowolony. Oto miałby do swojej kwatery wprowadzić kobietę! Wielkie nieba! Ona w jego pokoju!
Nie mam pomysłu na oryginalny komentarz, wybierzcie jedną z opcji.
a) Mujeju jeju, jeszcze szpilkami mi podłogę porysuje!
b) Mężczyzna – ok. Grupa mężczyzn – nawet lepiej. Ale baba?!
c) It’s okay to be gay, let’s rejoice with the boys in the gay waaay...


„Spokój, cholera! - zganił się po chwili w myślach pod osłona zaklęcia adger. - To nic takiego. Za kilka godzin ona wraca do swojego świata i znowu będziesz miał pokój tylko dla siebie". Z jakiegoś powodu zrobiło mu się jednak smutno. Zrobił zapraszający gest i powiedział dziwnie nieswoim głosem:
- Proszę, rozgość się i odpocznij. Postaramy się wrócić jak najszybciej. - I zanim Ariel zdążyła otworzyć usta, zamknął za nią drzwi. Słyszała jego szybkie kroki. Odniosła wrażenie, że...uciekał przed nią?
Szybciej, bo jeszcze staniesz się hetero!!!
Zastanawiam się, jak to możliwe, by kandydatów na tru loffów dla merysujki opisywać tak... tak. No właśnie tak. No jak?!
Wykoncypowałam! Arielka jest yaoistką!

Rozejrzała się po pokoju. Bardzo do niego pasował
Ten pokój. Do tego pokoju.

A kiedy nie mogąc się powstrzymać, zajrzała do komody, westchnęła ze zdumienia. Nawet skarpetki, bokserki i podkoszulki były idealnie poukładane.
Elfy chodzące w bokserkach. Przepraszam, ale...
KFFFFFFFFFFIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII


Pomyślała, że w oczekiwaniu, aż Fabien z Marcusem wrócą, ona nieco się zdrzemnie, ale najpierw przynajmniej trochę się obmyje. Otworzyła drugie drzwi. Za nimi faktycznie była niewielka łazienka wyłożona szmaragdowymi kaflami, z prysznicem, wanna i kolejnym, tym razem dużo większym lustrem nad umywalka. Tu oczywiście też panowała idealna czystość.
Tak, dobrze widzicie. Wojskowi mieszkają w piętrowym bungalowie, każdy ma własny pokój z własną łazienką, a w tej łazience szmaragdowe kafelki, umywalkę z wielkim lustrem oraz osobno wannę i prysznic. Nawet moi simowie nie mają tak dobrze.
A sedes? Co z sedesem? Mają kanalizację? Muszą, skoro są wanny i prysznice. To gdzie ten sedes?!

Arielka kładzie się spać w przepoconym i śmierdzącym jak „stary troll” mundurze na łóżku Marcusa. Pora na reklamy!
*
Furia! Czysta furia płynąca z wielu setek istnień! Kto jest za to odpowiedzialny, że ta
istota przeżyła? Należy zrobić wszystko, aby ja pokonać! Setki czerwonych par ślepiów bez
źrenic naradzało się, jak to wykonać. Zajęło im to wiele czasu, ale znalazły sposób... Potem
nic im już nie będzie zagrażać...
*
To by nawet mogło być klimatyczne, gdyby nie było tak idiotyczne.
Paulo Coelho.

„Jak, na Wielkiego Xaviere'a, ta kobieta dostała sie przez drzwi obłożone ciężką klątwą? - zastanawiał się Naczelny Czarnoksiężnik. - I jakim cudem smoczyca jej nie zeżarła?"
*PIERDUT*
To był ten szlag, co to miał ją trafić. No i trafił, skubany.

Łagodność Croya Severian tłumaczył sobie jego zniewieściałością
Oj, nie tylko Croya...

Być może była ważniejsza, niż to się pierwotnie zapowiadało. Severian musiał to wiedzieć. I musiał naradzić się z pozostałymi Naczelnymi.
A będą na naradzie banany? Naczelne lubią banany.
(MSPANC)


Wielkie nieba! Co jest? I ona chce zostać, i Naczelny chce, żeby została! Cos się szykuje, cos wielkiego i niedobrego - tego obaj byli pewni.
Wielkie Poświęcenie Merysujki?
Wielki Dylemat Miłosny Merysujki?
Chała Gorsza Niż Do Tej Pory?

Nagle Marcus zaczął się śmiać. Chichotał jak wariat.
- Co jest? - zapytał zdziwiony Fabien.
- Przegrałeś zakład, pamiętasz? Teraz będziesz musiał dąć jej połatać na pegazie!
Dlaczego mam skojarzenia? T__T

Marcus zastaje śpiącą Merysujkę na swoim łożu i zamiast jak Tata Niedźwiedź ryknąć i przegonić bezczelną Złotowłosą, dopadają go wspomnienia i cała gama uczuć, od wzruszenia przez smutek po nostalgię.

Bojąc się, że ja obudzi, ostrożnie podszedł do komody, gdzie w najniższej szufladzie leżał dodatkowy pled.
Przeczytałam „płód”...

- Dobranoc, Ariel - szepnął. Zgasił światło i wyszedł, cicho zamykając drzwi.
Bez buzi na dobranoc? Łeee...
No przecież to KOBIETA jest, cieciu.

Kiedy dotarł do pokoju Olafa, przywołał chochlika Jima, który sprawował opiekę nad ich bungalowem, i cicho udzielił mu kilku wskazówek. (...)
- Wiem, że to nie w moim stylu, ale tego munduru nie oddam ci do prania (...) Możesz prac wszystkie inne moje mundury tak często, jak ci się to spodoba, ale jeśli tkniesz ten jeden, mimo że jest brudny i przepocony, to spotka cię cos znacznie gorszego niż wydalenie ze służby!
Zaraz... Czy Marcus kazał temu chochlikowi rozebrać śpiącą Ariel...?

Marcus chwilę odczekał, aż jego [chochlika] kroki ucichną na korytarzu, po czym usiadł na łóżku Olafa, popatrzył niepewnie na trzymany w rękach mundur, a chwile potem podniósł go do twarzy i wciągnął głęboko w nozdrza zapach osoby, która go nosiła.
Nie jestem pewna, czy zbiera mi się na kolejny napad histerycznego śmiechu, czy na wymioty.
Link - jeśli nie tylko u mnie coś jest nie tak i nie włączy się od 14:25, to sobie przewińcie do tego momentu.

Okazuje się, że miałam rację, choć bardzo chciałabym nie mieć – chochlik rozebrał Arielkę całkiem do naga. Z oczywistych powodów jej się to nie podoba i drze się na Marcusa, który zagląda do pokoju przez uchylone drzwi.

- ...i nie miałeś żadnych skrupułów, żeby mnie wyłuskać z ciuchów i trochę poobmacywać, co? - dokończyła wściekła. - Wiesz co, to obrzydliwe i niegodne oficera! - sapnęła, patrząc mu zimno w oczy.
„Na Wielkiego Xaviere'a, to nieprawda! – zaprotestował w myślach Marcus. - To nieprawda i to niesprawiedliwe, wiesz? Do twojej wiadomości, ty mała, złośliwa wiedźmo, poprosiłem chochlika Jima, żeby cię rozebrał i odniósł twoje ciuchy do prania, bo cuchnęły jak po starciu z trollem!"
Więc skoro poprosił o to kogoś innego, to wszystko gra? Cóż, jak na razie bilans jest taki: Marcus to kretyn, idiota, obrzydliwy zbok i rozmemłane emo. Muza, ile ma punktów w skali trulofferstwa?
Wyszło poza skalę!

„Taaak? Przypominam ci, że to był twój mundur. A kiedy go zakładałam, już był nieświeży, pamiętasz?" – odcięła mu się Ariel.
„Fabien, już nie żyjesz! - pomyślał wściekły, a ona zreflektowała się, że wydała sekret.
Jaki sekret, że mundur śmierdział jak stary cap?

Może i masz racje – ciągnął już spokojniej - ale spanie nago jest lepsze niż spanie w niewygodnym, brudnym i przepoconym mundurze. Chciałem dobrze, wyszło zle! Nie musisz dziękować.
Gdzie jest foka krzycząca „BUUUC”, kiedy jej najbardziej potrzebuję?!

Czyste ciuchy leża tu, na komodzie. Aha, Naczelny pozwolił ci tu zostać. Zajmiesz pokój po Olafie. Jak skończysz się ubierać, to idź do Fabiena, on ci powie, co dalej. Pa!" - Wyszedł, trzaskając drzwiami tak mocno, że przez chwile zastanowiła się, jakim cudem nie wypadły z futryn.
I to ON jest wściekły NA NIĄ?! Zgodził się, by została w jego pokoju, mimo że mogli ją od razu wrzucić do wolnego pokoju po (martwym) Olafie, kazał chochlikowi-słudze rozebrać ją do rosołu, zaciągał się jej (choć w sumie chyba głównie swoim) smrodem i jeszcze ma DO NIEJ pretensje?! Cisną mi się na usta słowa nieprzystające damie, więc zmilczę...
A to „Pa!” było takie żołnierskie i groźne... xD

- Przepraszam, Fabien. - Spojrzała zakłopotana.
- Co jest z wami nie tak? - zapytał elf. - Jak jesteście razem, to ujadacie jak wściekłe psy.
- Ach, droczymy się, liczę na seks za kilkadziesiąt stron, tuż po tym, jak nagle zaniemogę i Marcus ocali mi życie.

- Jak jesteście razem, to ujadacie jak wściekłe psy. Nie możecie pogadać spokojnie? Marcus jest moim przyjacielem, odkąd pamiętam, ale jeszcze nigdy się ze mną na poważnie nie pokłócił. Aż do dziś. Jeśli masz cos do powiedzenia, to proszę, zrób to. Chciałbym wiedzieć, czemu dwie osoby, które najbardziej w świecie lubię i szanuje, traktują się tak podle? – dokończył ze smutkiem elf.
Och, jejciu. Tylko nie płakusiaj.
I kiedy to niby zdążył Arielkę tak strasznie polubić i się do niej przywiązać?

Ariel stwierdziła, że właśnie osiągnęła szczyt głupoty. Oto oskarżyła nad wyraz pruderyjnego i bardzo uczciwego oficera o molestowanie seksualne, chociaż chciał jej tylko pomóc.
W czym? Ułożeniu jej cycków tak, by nie dostała odleżyn? Na jej miejscu nie miałabym ani grama wyrzutów sumienia i jeszcze dałabym delikwentowi w pysk. Czymś ciężkim. I ostrym. Z silnikiem spalinowym. Robiącym „WRRRUMMMAMAMA”.

- Wiesz co? Pójdę i przeproszę Marcusa.
- Zerwała się i zanim Fabien zdążył ja poinformować, że przyjaciel pewnie jest już na patrolu, poleciała do stajni pegazów. Tam zobaczyła chochlika trzymającego jedno z tych skrzydlatych stworzeń za uzdę. Opanowanie go przychodziło mu z trudem, bo był to olbrzymi kary ogier podobny do koni rasy fryzyjskiej.
Ech... Oczywiście, była już mowa o arabach, to teraz pora na fryzy. Owszem, są przepiękne, ale to nie jest, kurna, jedyna rasa na świecie obok arabów, że muszą się pojawiać wszędzie, szczególnie w filmach. Książę Kaspian jeździł na fryzie, w „Starciu tytanów” pegaz jest fryzem... A na curly bashkirze nikt nie chce jeździć. :C


- Gdzie znajdę oficera Marcusa? - zapytała.
- Tutaj! - Rozległ się zły głos za jej plecami.
- Marcus!... - To było jedyne, co potrafiła wykrztusić z zaskoczenia.
- O co tym razem mnie oskarżysz?! - ryknął na nią wściekły.
O bycie chamem i prostakiem, to na początek.

„Czy mnie uderzy?" - przemknęła jej przez głowę absurdalna myśl. Przymknęła oczy, przełknęła ślinę i cofnęła się, przywierając plecami do wrót stajni. Okej, jeśli ma oberwać, to musiała przyznać, że w pełni na to zasłużyła.
„Nigdy nie tknąłem kobiety siła! - rzucił telepatycznie wściekły Marcus, zatrzymując się gwałtownie przed nią.
Po prawdzie to nigdy nie tknąłem kobiety... I nie mam zamiaru! Dziefcyny som gupie!!!

„Chciałam cię tylko przeprosić!" - pomyślała Ariel, dławiąc się własnymi łzami i patrząc na jego malejącą sylwetkę na tle nieba. I co teraz powie Fabienowi? Że znowu się pokłócili? Musi zacząć unikać kontaktów z Marcusem, zanim się nawzajem pozabijają...
Nawet nie sadziła, że ta ostatnia myśl o przeprosinach jednak dotarła do Marcusa i omal nie zwaliła go z pegaza na ziemie. Teraz i on czuł się jak szubrawiec. Ale te kłótnie były zbyt wykańczające. Niech dalej zajmuje się nią Fabien. On ma dość swoich zwykłych obowiązków. Jednak przeprosiła... To nieco poprawiło mu humor.
To się robi bardziej patologiczne od „Zmierzchu”.