Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Całe mnóstwo magicznych stworzeń czyli "Dziewiąty mag", część 7

wtorek, 23 lipca 2013

Całe mnóstwo magicznych stworzeń czyli "Dziewiąty mag", część 7

Straszyłam na fejsie, że nie uda mi się dzisiaj wrzucić analizy, ale jednak się udało. Cieszycie się? :)





 Wróciła zrezygnowana do pokoju Fabiena. Po jej minie po znał, że spotkała Marcusa, ale z przeprosin nic nie wynikła
- Czemu wy dwoje musicie być tak cholernie uparci i dumni? - zapytał cicho. – Powinniście się wzajemnie przeprosić i starać współpracować.
Ugh, Fabien się nagle zrobił taki... taki...
Uke?
Naprawdę nie chciałam używać tego słowa, ale... tak. Rozmemłany, cichutko szepczący, delikatnie paluszek na ustach kładący... To już chyba wolę Marcusa-zboka, on przynajmniej nie przyprawia o mdłości z zasłodzenia.

Arielka opowiada Fabienowi całe zajście, to jest fakt zostania rozebraną do naga bez swojej zgody i wiedzy.

- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo go obraziłaś. Posadzenie go o takie rzeczy! Hm, jestem zdumiony, że jeszcze żyjesz. Komu innemu nie puściłby płazem takiej obelgi.
Więc to MARCUS jest tutaj ofiarą?! Bycie zbokiem, psychopatą, stalkerem i fetyszystą przepoconych mundurów jest ok., ale (moim zdaniem) dość słuszne oskarżenie faceta o molestowanie to przestępstwo? Czy te zniewieściałe elfy żyją na prawach szariatu czy co?!

- Podobno Severian zgodził się, żebym została, tak? - rzuciła, żeby zmienić temat.
- Zgodził się to mało powiedziane. Twoje... hm... wyczyny wprawiły go w lekkie zdumienie i zażyczył sobie, żebyśmy cie poprosili, abyś zechciała z nami jeszcze trochę zostać i pomóc przy smokach. Mamy też dać ci wszystko, czego zażądasz.
To mi przypomniało, dlaczego przestałam oglądać „Death note” po odcinku, w którym wszyscy przenieśli się do supernowoczesnej i superluksusowej tajnej bazy. (Nie bijcie! To naprawdę było głupie i zepsuło cały klimat!) I gdyby nie poczucie analizatorskiego obowiązku...
No weź, nie powiesz chyba, że nie bawisz się dobrze przy lekturze tego szajsu? ^^

- Ale Fabien, Marcus powiedział, że ten wasz Naczelny łaskawie się zgodził... Nic nie rozumiem. To zgodził się, żebym została, czy prosił, żebyście mnie do tego przekonali?
Fabien uśmiechnął się nieznacznie.
- Ariel, przyjmij do wiadomości, że tylko elfy i smoki nie potrafią kłamać. Powiedziałem ci prawdę. Marcus nieco zniekształcił swoja wersje pewnie dlatego, że był zły i żebyś nie zaczęła się puszyć.
Czyli skłamał. Wniosek: elfy kłamią jak najęte i nic im w tym nie przeszkadza.
Mit obalony!
A Arielka puszy się i bez troski Marcusa.

Proponuje ci pokój po Olafie. I tak stoi pusty, a bliżej już się nie da. Możesz go zająć już dziś, nawet natychmiast. Powinny już tam na ciebie czekać komplety nowych, czystych mundurów. Niestety nadal musisz nosić męskie ubrania.
I nadal będzie to stanowić twój jedyny kamuflaż. Co ma tyyyle sensu, że mi się w rękach nie mieści!

Jak się urządzisz, to daj znać. Zejdziemy razem na śniadanie
:D

Poszła od razu do pokoju Olafa. Teraz należał do niej. Najwyraźniej chochliki nie zdążyły jeszcze tu uprzątnąć, bo co prawda łóżko było pościelone, ale na komodzie leżał... jej wczorajszy mundur. Co u licha? Rozejrzała się po pokoju. Tak jak podczas zgadywania, do kogo należą pokoje, skupiła się, zamknęła oczy i potarła skronie dłońmi. Bezwiednie usiadła na łóżku, a potem wzięła mundur do reki. W jej umyśle pojawił się obraz... chochlik rozmawiający z... Marcusem... potem Marcus z mundurem w dłoniach. Zaraz, co on robi? Przykłada mundur do twarzy i... gładzi go... potem...Marcus leżący aż do świtu na tym łóżku. A wiec to tu spał, a właściwie czuwał! Teraz to już całkiem nie miała pojęcia, jak go przeprosić.
*wali głową w ścianę* Naprawdę nie zatrybiła, co Marcus robił z tym mundurem i dlaczego? I nadal uważa, że to ona jest mu winna przeprosiny, zamiast w te pędy wracać na Ziemię, by uciec od tego creepy fetyszysty? Ona jest jeszcze głupsza od Belli Swan. O tyle gorsza, że przy okazji arogancka, bezczelna i chamska.

Fabien ma racje, musi go parę dni pounikać, a potem może sytuacja sama się rozwiąże.
Bardzo dojrzałe rozwiązanie.

Tylko po co zostawił ten mundur? Może zapomniał go oddać do prania? Zaniesie mu go do pokoju. Przynajmniej tyle może zrobić.
Zanieś mu też swoje wczorajsze majtki, skoro tak bardzo chcesz ułatwić mu robotę.

Ariel znajduje też jakąś kopertę zaadresowaną do Marcusa, więc zanosi ją i mundur do jego pokoju i zostawia mu liścik z przeprosinami. Gdy wraca do siebie, spotyka chochlika i dowiaduje się od niego, że Marcus zakazał mu pod groźbą śmierci prać mundur, z którego została rozebrana. Nie wyciąga z tego jednakowoż absolutnie żadnych wniosków i każe sobie przynieść świeże ciuchy i mydło. I nagle dochodzi do straszliwego wniosku!

Przybory toaletowe zaniosła do łazienki i... dopiero teraz do niej to dotarło. Na dwa pokoje przypadała JEDNA łazienka. Czyli miała ja dzielić z... no oczywiście z Marcusem...


Po chwili wytłumaczyła sobie, że to dziecinne. Przecież obydwoje są dorośli. Wystarczy wymyślić jakiś bezkolizyjny sposób korzystania z łazienki i po sprawie. Byle wymyślić szybko, bo jak Marcus wróci z patrolu, na pewno zechce się wykąpać i wtedy zorientuje sie, że nie jest tu sam. Cholera! Czemu wszystko idzie jak po grudzie? Zauważyła, że drzwi do łazienki mają zasuwki, wiec mogła zamknąć jego drzwi, żeby przypadkiem nie wszedł, kiedy ona się kąpie. I na odwrót. Tak, to trzeba dopracować i ustalić. Jak mieszkał tu Olaf, pewnie nie mieli tego problemu.
Nie mieli problemu – mieli wspólne kąpiele. Bo trzeba oszczędzać wodę. :3
I całe te rozmyślania bardzo potrzebowały całego długiego akapitu, tylko po to, by na końcu okazało się, że problemu na dobrą sprawę nie ma, bo drzwi mają zasuwki.

Tu następuje gwiazdka i po niej – bez słowa wyjaśnienia, gdzie znajdują się bohaterowie – dostajemy dialog Ariel z Fabienem, w którym lasia wykłóca się o swój wygrany w zakładzie lot na pegazie. Jest tak koszmarnie nastolatkowy, że żal rzyć ściska, a już zwłaszcza jego efekt:

- Zakład to zakład! Wygrałam i należy mi się wygrana.
- O rany, aleś ty uparta! - zniecierpliwił się Fabien. – Jeszcze trochę i zażądasz dla siebie pegaza! - Natychmiast złapał się za usta, bo właśnie zrozumiał, jaka palnął głupotę.
- To jest myśl! - uradowana Ariel strzeliła palcami. - Podsunąłeś mi fantastyczny pomysł! Oczywiście, że chce pegaza! Jak go dostane, jesteśmy kwita.
Słodka idiotka to najłagodniejsze określenie Arielki, jakie mi w tej chwili przychodzi do głowy.
Blachara, która zamiast na samochody leci na pegazy to pegaziara?

- Po co chcesz latać do miasta?
- Do waszej biblioteki, do archiwów, do medyków, do zielarzy... Czyja wiem, do kogo jeszcze? Do każdego, kto mi udzieli informacji na temat pomocy smokom.
Należałoby zacząć od tego, że w tej idiotycznej społeczności smokom i zwierzętom się pomocy NIE udziela, więc siłą rzeczy nikt nie będzie nic na ten temat wiedział. Dlaczego ja muszę stosować ten argument zamiast Fabiena?

- Nie mam takich uprawnień, żeby cie uczyć latać na pegazie - próbował bronic się Fabien.
- Ale ja mam - rozległ się spokojny głos od drzwi - i jeśli chcesz, to mogę cie nauczyć... - powiedział dziwnie wyciszony Marcus. Dopiero teraz Ariel spostrzegła, że przyglądał im się od dłuższej chwili.
Ach, och, tyle zbiegów okoliczności!

Dopiero teraz zauważyła srebrna kopertę w jego dłoni.
- Co to? - zapytała, zanim uświadomiła sobie, że to niegrzecznie, a poza tym to nie jej sprawa.
- Honor, Obowiązek i Zaszczyt... - powiedział Marcus, patrząc na nią przenikliwie i wyszedł.
Buractwo, Kicz i Tajemnica....................
 
Resztę dnia zajęło Ariel poznawanie koszar oraz gawędzenie z Vivianne. Wypytywała ja o to, jak jest żywiona i pojona, ile ma ruchu, ile patroli i poligonów. Musiała jak najwięcej dowiedzieć się o smokach, ale niecierpliwie czekała na lekcje latania z Marcusem.
Jasne, przyjechała tu leczyć smoki, co jest z punktu widzenia nakreślonej dotychczas fabuły najważniejszą sprawą na świecie, ale narrator ma w rzyci jakiekolwiek informacje na ten temat, bo ważniejsze jest opisywanie rozterek uczuciowych tej durnej Bochałturki. Cytując Beige i Maryboo: priorytety, bitch, priorytety!

Miała upatrzonego takiego ogierka, którego nikt nie chciał. Z wyglądu przypominał konia rasy appaloosa.
O____O Alleluja! Koń, który nie jest ani arabem, ani fryzem!
Ale jest Tró, bo nikt go nie chce.

Arielka stawia się o umówionej godzinie w stajni, Marcus przychodzi spóźniony i sprawia wrażenie naćpanego. Znajduje ich Fabien i razem odprowadzają Marcusa do jego łóżka, a potem elf opowiada, o co chodzi. Usiądźcie. Upewnijcie się, że siedzicie porządnie. Tak że nie istnieje najmniejsze ryzyko, że spadniecie z tego, na czym siedzicie.

- Bo widzisz... - ponownie westchnął - w naszym świecie każdy dorosły człowiek lub elf raz na jakiś czas otrzymuje srebrna kopertę. W tej kopercie jest informacja, kiedy, gdzie i o której godzinie ma się stawić...
- Ale po co? - zapytała zaintrygowana Ariel.
- Aleś ty naiwna! Oczywiście po to, żeby spłodzić kolejnego obywatela naszych miast! - wyrzucił z siebie elf.
- C-c-co?! To żart? Jak to?
-A tak to. Budzisz się rano i znajdujesz na poduszce srebrna kopertę z instrukcjami. Stawiasz się w Świątyni Losowań. Są tam komnaty do spotkań prokreacyjnych. Do każdej wiodą dwie przebieralnie: jedna dla kobiet, druga dla mężczyzn. Usługują chochliki objęte klątwą milczenia. Nie powiedzą ci, kogo tam spotkasz, choćby nawet chciały, bo nie mogą. Maja za zadanie dopilnować, żebyś PRZED wypiła eliksir pobudzenia, a PO eliksir niepamięci. W ten sposób uprawiasz miłość, a nawet nie wiesz z kim. Cel jest jeden: spłodzenie potomstwa. Jeśli czarodziejka lub elficzka zajdzie w ciążę, jest odsyłana do Oazy Macierzyństwa. Po porodzie dziecko jest jej odbierane i przekazywane do Oazy Piastunów, a matka znowu wypija eliksir niepamięci. W ten sposób nawet nie pamięta, że była w ciąży i z kim.
*jak już opanowała histeryczny chichot* Okej, wyjaśnienia trwają dalej, ale zatrzymajmy się na chwilę tutaj. No więc w tym przeuroczym świecie nie ma rodzin i małżeństw, jest tylko zmuszanie do seksu z nieznajomymi i wymazywanie pamięci po nim. O... w mordę. xD Aż nie wiem, jak to skomentować. Dlaczego tak jest? Po co? Czy to naprawdę kwestia tego, że tutejsi mężczyźni tak się spodobali sobie nawzajem, że do prokreacji trzeba ich zmuszać? Bo to jedyne sensowne wyjaśnienie, które mi przychodzi do głowy.
*Awatar, zerkając mi przez ramię, rzecze:* Not cool, man! Not cool!
Pozostaje jeszcze kwestia spraw romantycznych. Na przykładzie Fabiena i Marcusa widzimy, że i elfy nie są odporne na miłość (mimo że wcześniej Fabien spytał Ariel, czy nie wydawało jej się dziwne, że nie zauważyła nigdzie zakochanych par – ignoruję, bo to, że ich nie widać, nie znaczy, że ich nie ma; mogą się na przykład ukrywać, by ich nie namierzyło to durne prawo). I o ile absolutnie wszystkie elfy nie są aseksualne, jak, JAK to jest możliwe, że WSZYSCY nie łamią zakazu i nie bzykają się w najlepsze w zaciszu swoich domów? Czy nie są dogłębnie sfrustrowani tym, że nie mogą się zbliżyć ze swoją drugą połówką? Czy nie mają antykoncepcji?
Ale to nie wszystko!


- Dziecko po narodzeniu jest kładzione przed smokiem, który określa jego poziom zdolności magicznych i potencjalne zagrożenie dla społeczności - ciągnął nieubłaganie Fabien. – Jeśli smok uzna, że dziecko w przyszłości zagrozi miastom, natychmiast je pożera. Po raz drugi te próbę przechodzą pięciolatki. Podchodzą do smoka i kładą dłoń na jego szyi, a wtedy łuski zmieniają kolor. Jeśli zabarwia się na różowo, to znaczy, że dziecko ma skłonności do białej magii. Jeśli na niebiesko, to bardziej do czarnej. Jeśli na zielono, to nadaje się na oficera. Jest jeszcze zabarwienie czarne. Taki kolor oznacza, że dziecko stanowi zagrożenie dla miast, wiec jest pożerane. Ostatni kolor to fioletowy. Ten świadczy o tym, że taka osoba ma wyjątkowy talent w obu rodzajach magii i potencjalnie nadaje się na Naczelnego Maga. Ale to wyjątkowa rzadkość! Ten system wymyślił Pierwszy Naczelny Mag Wielki Xaviere D'Orion. Dzięki Losowaniu wszyscy mieszkańcy są równi i każdy może piastować najwyższe urzędy, o ile jest wystarczająco utalentowany. Decyduje o tym ślepy los, a nie koligacje rodzinne. Każdemu dorosłemu człowiekowi lub elfowi mówi się, że to Honorowe, Obowiązkowe i Zaszczytne zadanie względem społeczności. Nikt nie odmawia, bo nikt nie chce być posadzony, że działa na szkodę miast. Uff! - zakończył elf z ulga, ze ma to już za sobą.
Cóż... to dopiero głupie. Cały ten cyrk tylko i wyłącznie z powodu obawy o zdobywanie stanowisk poprzez koligacje rodzinne? Po co, skoro i tak wszystko określa obmacywanie smoków? Serio, nepotyzm to dla nich AŻ TAKI problem, że trzeba się posuwać do TAK IDIOTYCZNYCH kroków? I coś takiego ma zapewnić absolutną równość? Zrobiłabym jakiś kolaż z czerwonym tłem, sierpem, młotem i elfem w garniturze, ale to wciąż by było za mało.
Besides: czy małe dziewczynki też się przyprowadza przed smoki? Podejrzewam, że nie, bo przecież obecność kobiet jest dla nich świętą obrazą. Jeśli tak jest, to co się dzieje z dziewczynkami, nikt nie sprawdza, czy nie zagrożą w przyszłości bezpieczeństwu miast? A może po prostu od razu się je izoluje od społeczeństwa i pełnią przez całe płodne życie role inkubatorów dla „nowych obywateli”? Czemu nikt nie wyjaśnia tej dość istotnej kwestii? Bez tych wszystkich szczegółów cały ten misterny plan jest po prostu głupi i boleśnie BEZSENSOWNY.


- Fabien, a co się dzieje, jeśli ktoś odmówi wzięcia udziału w Losowaniu albo urządzi sobie... no wiesz... nielegalna randkę? - zapytała, żeby mieć pełny obraz sytuacji.
- Z reguły nikt tego nie robi. Nikt nie ma odwagi. Ale jeśli to oficer, to naraża się na Trollowe Rubieże do relegowania z Korpusu włącznie. Jeśli cywil... hm... – Chyba nie miał ochoty wyjawić jej nic więcej, ale widząc jej uparte spojrzenie, westchnął tylko i dokończył: - Trafia do Kamieniołomów Demonów. Tam wydobywa się kamień do budowy wszystkiego, co nas otacza. Ręcznie, bez użycia magii. Tam trafiają najwięksi zbrodniarze.
Kamieniołomy za nielegalny seks. Seems legit.
Chciałabym to skomentować szerzej, ale przy obcowaniu z tym dziełem tak jakby mi mózg wysiada...


Musze szybko wykonać zadanie i spadać z tego chorego świata. Jeszcze mogłabym się wplątać w coś beznadziejnie głupiego... Chryste, zachowuje się jak naiwna smarkula!
Pierwsza mądra rzecz powiedziana (w sumie to pomyślana) przez bohaterkę! Jestem w szoku.

Poranek wcale nie przyniósł Ariel poprawy humoru. Nadal myślała o Losowaniu, o którym opowiedział jej Fabien. To było podłe i obrzydliwe. Czy ja też do tego zmusza? Nie, na pewno nie. Przecież nie jest z tego świata.
Pamiętaj, że prawie nikt o tym nie wie... Paradujesz w męskich ciuszkach i udajesz tutejszego, włącznie ze wszystkimi nakazami i zakazami.
Jakby Arielka dostała kiedyś srebrną kopertę i musiała stawić się tam, gdzie należy, to jej partnerka mogłaby się zdziwić. :3

Arielka całą noc nie może zasnąć, bo boli ją fakt, że Marcus chędoży losowe dziewki, które nie są nią. Rano idzie sobie na spacerek po lesie. Dociera nad śliczne jeziorko pełne ślicznych rybek i zasypia pod ślicznym drzewkiem, a wtedy zaczyna otaczać ją stadko ślicznych, fantastycznych stworzonek.

Były wśród nich fauny, strzygi, piękny jednorożec, srebrna centaurzyca oraz driada tego drzewa, pod którym spała Ariel.
Strzygi? :D


Naradzały się szeptem, co należy zrobić z tym intruzem, który wtargnął na ich terytorium. Fauny byty zdania, że należy ja zabić
Greckie fauny to raczej wolałyby zgwałcić.
Chyba że i je dosięgła lepka macka elfiego prawa.

Szybko czmychnęli miedzy najbliższe krzaki i zanim Ariel na dobre otworzyła oczy, dotarł do niej przekaz myślowy
„Jestem driada drzewa, pod którym spałaś".
Ariel rozejrzała się czujnie, ale nikogo nie zauważyła. Głos mówił dalej:
„Ponieważ nie zrobiłaś krzywdy żadnemu z nas ani nie zniszczyłaś naszego otoczenia, pozawalamy ci odejść w pokoju. Pomyśl, dlaczego tutaj jest tak bujna roślinność, a w waszych miastach nie.
No, w miastach to raczej z definicji nie ma zbyt bujnej roślinności...
Jeżu, tylko nie kolejne wykłady o wyższości natury nad zuom cywilizajcom i materialistycznymi ludźmi.

Odpowiedz na nurtujące cie pytania kryje się w mieście. Poznaj zwyczaje smoków. Poznaj historie miast. Poznaj historie pierwszego miasta, a znajdziesz odpowiedzi. Zaufaj mężczyźnie o błękitnych oczach. Co prawda zada ci ból, ale tylko on obroni cie przed niebezpieczeństwem i pomoże dotrzeć do celu".
Okej, to jakie oczy ma Marcus? *searching*
Cytat ze strony 28 (przynajmniej w ebooku):
 
Okręciła się na piecie, żeby wrednie spławić intruza i... zobaczyła najpiękniejsze i najbardziej błękitne oczy, jakie w życiu widziała.
I wszystko jasne...

Ruszyła w drogę powrotna. To dziwne, ale ścieżki wcale jej się nie myliły. Dokładnie wiedziała, gdzie ma skręcić, tak jakby las sam chciał ja bezpiecznie wyprowadzić na zewnątrz.
Chce się jej pozbyć, co całkowicie popieram.

Arielka wraca do koszar i wpada na zaniepokojonego i złego Marcusa.


- Niepotrzebnie - odcięła się złośliwie. - Nic mi nie groziło. Las jest całkowicie bezpieczny.
- Co ty pleciesz! Las bezpieczny? Jasne, pod warunkiem, że się z niego releguje trolle, chimery, cyklopy, wampiry, wampokruki i inne obrzydliwe bestie!
Wampokruki! To zaczyna przypominać bestiariusz D&D. xD
http://www.headinjurytheater.com/article73.htm

Ariel znowu popisuje się nadzwyczajną bucerą, Marcus wyzywa ją od idiotek, więc idiotka idzie zapracować na swoje miano i odlatuje na pegazie Marcusa (karym, oczywiście).

Jakim cudem ta kobieta potrafiła sama tak latać na narowistym pegazie, skoro siedziała do tej pory tylko raz, i to jeszcze z Fabienem?
A teraz wszyscy razem, na trzy-czte-ry!
BO JEST MERYSUJKĄ!

Ariel oczywiście bez problemu pokonuje kopułę chroniącą miasto i tam Marcus ją gubi. Wraca do koszar, wyżywa się na Fabienie i pyta, co on jej nagadał, że była taka wściekła. Fabien mówi, że opowiedział jej o tym debilnym Losowaniu.


- Jak to przyjęła? - zapytał cicho Marcus, zupełnie nie rozumiejąc, czemu powinno go to obchodzić.
- Na pewno chcesz wiedzieć?
- Pokaż mi!
Elfy miały te właściwość, że potrafiły jak magnetowid odtwarzać w umyśle całe zdarzenie.
Czy ta właściwość nie nazywa się po prostu „wspomnienia”?

Obydwaj się skupili i elf zaczął przekazywać do umysłu Marcusa jak na zwolnionym filmie wszystko, co się wydarzyło.
W zwolnionym tempie musiało to zabawnie brzmieć. ^^
https://www.youtube.com/watch?v=NCPVaxA-DP0

Arielka ukryła się w domku Marceliny i tam sobie rozmawiają.

Przez chwile Ariel skupiła cała uwagę na cieście, na którym dorodne truskawki kiwały się i kusiły, spiewajac: „zjedz mnie".
Z CZYM było to ciasto?
Owocami Jogobelli...?
Peterem Griffinem?

Potem zaczęła opowiadać - jak poszli do zagród, jak Vivianne kazała jej zostać w koszarach, jak miała zaczekać, aż Fabien z Marcusem wrócą od Severiana...Wreszcie o Losowaniu, o spacerze do lasu i kolejnej kłótni zakończonej szaleńczym lotem na pegazie.
Wrrróć! Wrrróć! Does not compute! Marcelina WIE, że Ariel jest kobietą, a teraz na dokładkę WIE, że jest kobietą, która w przebraniu oficera gada ze smokami i tak dalej i tak dalej, mimo że to miała być ścisła tajemnica! I znając życie, złą literaturę i tę książkę, nie będzie z tego żadnych konsekwencji? Nnnope! Nnnope! Tak się, kurde, nie-ro-bi!

Marcelina poprzez magiczne lustro kontaktuje się z Marcusem i wymusza na nim oficerskie słowo honoru, że nie będzie Ariel atakował, ubliżał jej ani karał za wymykanie się do lasu i kradzież pegaza. Jak bardzo TO jest honorowe, chyba nie muszę mówić – nie ma to jak ucieczka od odpowiedzialności. Arielka wsiada na pegaza i wraca do koszar. Po drodze zaczął lać deszcz i Marcus po wyczyszczeniu pegaza zaczął lampić się na stojące suty Ariel. Ta nie zwraca na to uwagi i go przeprasza, a on, niczym rasowy Edward, oznajmia, że będzie się trzymał od niej z daleka. Robi się niezręcznie, więc zaczynają gadkę o pegazach; oczywiście upatrzony przez Arielkę ogier okazuje się być dziką bestią, która nikomu nie pozwala się do siebie zbliżyć, i to samobójstwo, blablabla, nieważne, przecież to oczywiste, że Arielka go okiełzna.
(I Marcusa też).

Odwrócił się zadem. Zaczęła pieszczotliwie, cichutko do niego przemawiać.
„Ech, gdyby chciała tak mówić do mnie! Przyleciałbym natychmiast..." - pomyślał z zazdrością Marcus pod osłona zaklęcia adger, ale od razu zganił się za te myśli.
Proponuję przestać zachowywać jest jak buc i psychopata, to może pomóc.

Oczywiście, narowisty ogier, którego nigdy nikt nie dosiadał, pozwala się Arielce pomiziać, ubrać i we wspaniałym finiszu razem unoszą się w przestworza. Zastanawiam się, czy aŁtorka, mimo faktu bycia weterynarzem, ma jakiekolwiek pojęcie o tym, jak się przyucza narowiste konie do pracy pod siodłem. Nie, to nie działa jak w bajkach, że się konika pogłaszcze po chrapach, spojrzy mu głęboko w oczy i już jest naszym największym przyjacielem na zawsze. Żadnej magii, tylko długa i ciężka praca. Ale to oczywiście uwłaczałoby czci naszej merysujkowatej bohatereczki.

- Marcus! Udało się! - Ucieszona podbiegła do niego i z radości rzuciła mu się na szyje. Odruchowo ja objął, ale cały przy tym zesztywniał. Dopiero teraz zobaczyła, że nie był sam. Oficerowie przyglądali jej się podejrzliwie.
-No co?! - zawołała wyzywająco. - Założyliśmy się z Marcusem, że jak go okiełznam, to będzie mój. Jakieś pytania, panowie? - Spojrzała na nich groźnie i odprowadziła SWOJEGO pegaza do boksu.
Wszyscy pomału rozeszli się do swoich bungalowów.
Meh, przywykli do różnych scenek męsko-męskich.
Dlaczeeegooo nikt się tam jeszcze nie połapał, że Ariel EWIDENTNIE nie jest facetem? T__T

12 komentarzy:

  1. O Jeżuś.... *wali głową o stół*

    Mam pytanie: jako, do jasnej cholery mozna wydać CUŚ takiego? No pytam się, JAK?! Bosh... na miejscu wydawcy NIGDY nie zgodziłabym się na taki tekst... :)

    Analiza genialna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rany, system rozmnażania gorszy niż w tych specjalnych domach w nazistowskich Niemczech.To prawie gwałt, fuj.
    Ale Ty masz nerwy,ze to czytasz! O Babie w lesie fajniejsze.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, cieszymy się i to bardzo. :D
    Nie ma to jak pośmiać się na dobranoc.
    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeejku czytałam jakos w nocy w półśnie i niewiele pamiętam, ale zapamiętałam z całą pewnością jedno: przerwałaś oglądanie Death nota?! Jak to? Przecież, przecież... to jest takie super! I wcale nie zauważyłam, żeby w jakikolwiek sposób popsuł się klimat.
    A bardziej a propos analizy to sposób rozmnażania rzeczywiście okrutny. Mogłabym jeszcze to zrozumieć gdyby tych eliksirów zapomnienia nie dostawali tylko po prostu namnażali się jakoś "ku chwale ojczyzny", mógłby być jakiś konflikt tragiczny, albo cuś, a tak to jakoś bezpłciowo...
    No i ta pojedyncza łazienka. Cóż za zgroza?! Bo nie można po prostu powiedzieć (jakby nie było tej zasuwki): idę się kąpać, nie właź?
    No ale to Ferrin więc trudno się spodziewać logiki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Ferrin tylko Dziewiąty mag. ;P

      Usuń
  5. Ojej... To już nawet nie bulwers, że przestałaś oglądać Death Note, ale zwyczajne współczucie. Ominęło Cię tak wiele...

    OdpowiedzUsuń
  6. WINKY NIE OGLĄDAŁA DEATH NOTE'A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany, skoro to wzbudza taki bulwers, to chyba aż się nie przyznam, że anime w ogóle mnie irytuje. :D *trolololo*

      Usuń
    2. A ja dopiero teraz czytam Sapkowskiego, też mnie ktoś pohejtuje?

      Usuń
  7. Dobra, to po pierwsze:
    a. Razem z przyjaciółką doszłyśmy do wniosku, dlaczego analizy robi się wyłącznie w duetach. Wcześniej to nie było tak zrozumiałe. xD
    b. Na Bora, kto to wydał? Q______q"""" Głupota tego tworu dawno wyszła poza skalę. Współczuję stratnym.
    A potem siedzę i żalę się każdemu, kto chce słuchać, że promuje się taki szajs. Kilkudziesięciu blogerów powinno wydać książki, a nie to, co jest na szczycie. ;_;
    c. Ej, ej. Marcus nie jest elfem, o ile ogarnęłam utwór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On nie jest elfem? o.O Hm. Może to tłumaczy jego niski poziom zniewieściałości. ^^

      Usuń
    2. Nie, przejrzyj sam początek z Marcusem. :> XD Poza tym, elfy mają zarost przeważnie w Baldurku i niezbyt poza nim; Marcus miał. I nie było zachwytu nad tym, że jest piękny. Plus nie ta budowa jak na przedstawiciela tej rasy.
      I oczywiście - racja. xD Cuś leżą kreacje pani Reystone, ale się nie czepiam, bo wszystko leży.

      Usuń