Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Gra o tro... tfu, Ferrin, część 4

wtorek, 9 lipca 2013

Gra o tro... tfu, Ferrin, część 4

Rozdział IV
Berenika

Karolina poznaje wątpliwe atrakcje teleportacji i razem z Reikanem pojawiają się przed wściekłym Klucznikiem – opiekunem portalu – który zmywa im głowy za to, że teleportowali się bez zachowania wszystkich środków BHP. Dziewczę zachwyca się wnętrzem pomieszczenia.


Dotknęła chłodnej, rzeźbionej poręczy. A może to sen? Może trans? Może poniosła ją wyobraźnia? Może jej ciało tak naprawdę leży na dywanie, w kręgu wypalonych świec, ona sama zaś błądzi po zakamarkach swojego umysłu? Może zagubiła się w marzeniach z dzieciństwa? Może ugrzęzła wśród wspomnień tysięcy książek o magii i czarodziejkach?
Szczególnie te napaści i gwałty to słodkie marzenia z dzieciństwa o czarodziejkach.

To nie może być prawda. To nie jest rzeczywiste! Kiedyś, może za chwilę, może za parę dni, wybudzą ją z transu i znów trafi do świata Szarej Śmierci. Do szpitala...
Wyróżniam ten fragment, bo przy pierwszej lekturze zaintrygowała mnie kwestia świata Szarej Śmierci. Przez większość powieści nie słyszymy wiele wyjaśnień na ten temat, więc kiedy później okazało się, że nie do końca chodzi o to, że ten świat to Ziemia i znana nam rzeczywistość, to czułam się zawiedziona. Ale ponieważ – przyznam szczerze – nie do końca pamiętam, w czym rzecz, nie będę się kierować domysłami i odłożę ewentualne utyskiwanie na później.

W każdym razie, Karolcia nagle zaczyna płakać i dramatycznie przygryza sobie dłoń, by nie wybuchnąć szlochem, bo nie wierzy, że mogła znaleźć się tutaj, że to się dzieje naprawdę, że zaraz obudzi się z tego pięknego snu et cetera. Reikanowi mówi, że jest po prostu zmęczona. Ten nagle staje się wobec niej bardzo czuły i opiekuńczy, pociesza ją i prowadzi w głąb Twierdzy na spotkanie z Bereniką. Po drodze spotykają Vervaina.


Karolina spojrzała za siebie i wstrząsnęła się odruchowo.
Nadchodzący był podobny do wielkiego sępa. Chudy, wysoki, w burej szacie, która wlokła się za nim po ziemi, zaciskał szponiaste palce na karminowej szarfie przewieszonej przez pierś. Gdy się zbliżył i Karolina ujrzała jego oczy, musiała sprostować własne porównanie: to był rekin, nie sęp. Sępy nie miały tak pustego i nieruchomego spojrzenia.
Vervain to po naszemu werbena – zielsko, które ma kilka zastosowań, a jednym z nich jest wzmocnienie popędu seksualnego. Ponieważ później Vervain okaże się być obrzydliwym zbokiem, znów mamy do czynienia z niezbyt subtelnym wciskaniem znaczeń do imion, bez większego ładu i składu (angielski w innym świecie?). Ale to jeszcze nic... Później będzie śmieszniej.

Choć z drugiej strony nie wiem, czy to było naprawdę aż tak zamierzone, bo w gruncie rzeczy wszyscy tu chcą Anaelcię posiąść, więc...

W każdym razie, z niezbyt uprzejmej rozmowy Karolina dowiaduje się od Vervaina – sługi WeddSa’arda, że tenże jest bratem Reikana, co wywołuje u niej szok. Właściwie... dlaczego? Jest w tym świecie chyba nawet nie od dwóch dni, nie ma zielonego pojęcia o nim i jego mieszkańcach, czemu ta informacja tak ją zdumiewa? Tym, że jej poprzedni wybawiciel niósł ją na śmierć do WeddSa’arda, jakoś się nie przejmowała.


- Widzę, że twoja... zdobycz nie zna tajemnic rrodziny dell’Soll. - Wtem jego sępia twarz stężała na widok pasma kasztanowych włosów, które wysunęło się spod kaptura.
Jak dla mnie kasztanowy kolor włosów nie jest synonimem rudych, a już szczególnie „ogniście rudych”.

- W jakiej głuszy się uchowałaś, smoczo włosa czarrodziejko, że ty nie słyszałaś o nas, a my o tobie?
Nim pomyślała, rzuciła odpowiedź podobnie obraźliwym tonem:
- W tej głuszy, dobry człowieku, uczono przynajmniej podstaw kultury: przedstaw się, szanuj rozmówcę, nie dotykaj eksponatów i takie tam. - Machnęła ręką. - Tutaj widać tolerują na dworze zwykłych chamów. Żegnam ozięble.
Chciała odejść, ale powstrzymało ją władcze:
- Jeszcze z tobą nie skończyłem!
- Gwoli ścisłości, jeszcze ze mną nie zacząłeś - wycedziła, patrząc wyzywająco prosto w martwe oczy.

Na dobrą sprawę, jak to działa? Obecnie znajdują się chyba w Alderianie, w jakiejś królewskiej twierdzy. I co, sługa głównego czarnego charakteru ot, tak tu sobie spaceruje i zaczepia ludzi, mimo że wszyscy wiedzą, kim jest? Nie ogarniam.

Karolcia jest wstrząśnięta informacją, że jest tu jedyną istotą posiadającą rude włosy. Heloł, jeszcze podobno kyrie mają rude czupryny, tak czy nie? Anaela stara się odwrócić swoją uwagę od tego ogromu szokujących wieści i wygląda przez wielkie okno.

Widok wprawił ją w zdumienie: stojące w zenicie słońca oświetlały otoczony zanikowymi ścianami dziedziniec, który porastały grupki przyciętych w fantazyjne kształty drzew i krzewów. W ich cieniu siedzieli lub przechadzali się... ludzie!!! Całe mrowie kolorowo ubranych ludzi!
Eee... cały czas spotykałaś na drodze mnóstwo ludzi, pamiętasz?

Reikan stanął tuż za Karoliną. Podniosła nań rozjaśnione uśmiechem oczy.
- No proszę, już się obawiałam, że cały ten świat walczy, że wszyscy ganiają po lesie i próbują się pozabijać. A tu, spójrz, Reikanie: tylu pokojowo nastawionych ludzi.
Aha. Więc: ładnie ubrany człowiek to dobry człowiek. A jak siedzi w cieniu krzaczka, to wprost anioł wcielony. Jej zdumienie byłoby zrozumiałe, gdyby do tej pory spotykała wyłącznie same elfy, ale jak do tej pory chyba jedynym jest Reikan, poza tym przecież na Ziemi też byli ludzie, cała masa ludzi – i nie ogarnęła, że nie wszyscy są tacy sami, że nie wszyscy za jedyne zajęcie mają napadanie na mersujki w lasach? Skoro Anaela ma robić za wspaniałą i mądrą, czemu na każdym kroku okazuje się być zwyczajną idiotką?!

Ale dziwniejsze rzeczy się dzieją – oto z narady w Sali Map wypada po kolei kilka górali, czyli tutejszych krasnoludów. Jak każde dobre krasnoludy, tutejsze są niskie, krępe, rubaszne, nie lubią elfów i mają tęczowe brody.

*mrug mrug*

O mój losie... a więc pogłoski okazały się prawdziwe. Nawet są tak opisane jakieś 150 stron później:


tłumem ludzików z brodami we wszystkich kolorach tęczy.
*bierze głęboki oddech* Okej, to jest fantasy. Jeśli w „Dziewiątym magu” krasnoludy są fioletowe i strzelają z puderniczek, to tu krasnoludy mogą mieć tęczowe brody. Ale... ale...

No dobrze, żeby nie było, przytoczę cały opis jednego z krasnoludów, aby każdy mógł sobie opinię wyrobić sam:

Wreszcie nad wrzawę wybił się dudniący bas:
- ...w dupie! Róbta, co chceta, w góry i tak nie wejdą!
Skrzydło drzwi odskoczyło i stanął w nich krępy człowieczek, sięgający niewysokiej przecież Karolinie zaledwie do ramienia. Czarne oczka miotały błyskawice, fioletowa broda, spleciona w tysiące warkoczyków, falowała w rytm wzburzonego oddechu. Śliwkowej barwy kubrak opinał krągły brzuch, grożąc pęknięciem w szwach. Człowieczek ów pozdrowił księcia i Leczącą skinieniem głowy, po czym majestatycznie się oddalił, nie spoglądając za siebie.
(...)

- Czy to był... - zaczęła dziewczyna szeptem, ale zabrakło słowa „krasnoludek” w tutejszym języku. Widać nie mieli tu również krasnoludków.
Krasnoludki...! *kwiknęła cienko i zeszła*

Narada się kończy, przedstawiciele różnych ras i krain powoli opuszczają salę, Karolcia strasznie się nudzi, marudzi i mnie wkurza, aż w końcu może z Reikanem wejść do środka na spotkanie z Najwyższą – Bereniką de Sanctis (znowu – wtf z tymi różnymi językami z naszego świata?).

Berenika rzuca się jak dzika (dosłownie), gdy widzi rude włosy Anaelci i jest zszokowana, gdy słyszy, że to naturalny kolor.

- Naturalna?! Sugerujesz, książę, że to smoczy pomiot?
- To tu są smoki? - Karolina spojrzała na Reikana z niedowierzaniem. - I mają włosy?!
Główna bohaterka wyświadczyłaby mi ogromną przysługę, gdyby do końca tej książki zamknęła jadaczkę.

Reikan wyjaśnia, że Anaelcia pochodzi z innego Wymiaru i Berenika momentalnie łagodnieje, do tego stopnia, że aż wita się z przybyłymi, jak na władczynię przystało, zamiast rzucać się z pazurami do kłaków obcej osoby. Pyta, po co przybywają, mimo że sama kazała oddziałowi Joysella ją sobie przyprowadzić oraz czego Anaela tu właściwie szuka.

- A ty, Leddi? Skąd przybywasz i w jakim celu?
- Nie wiem. - Musiała odchrząknąć, bo głos jej uwiązł w gardle. - Trafiłam tu... przypadkiem.
- Przypadkiem? Bliżej nieznana mi Lecząca, a ja znam wszystkie moje Leczące, pojawia się przypadkiem zaraz po ataku darrakijskich wojsk, przypadkiem w pobliżu terytoriów przez te wojska zajętych i przypadkiem spotyka w Lesie Tysiąca ambasadora Ferrinu?
- Tak. Właśnie przypadkiem! - wybuchnęła Karolina. - Nie prosiłam się ani na ten świat, ani do tego zamku. To na pani rozkaz mnie tu przywleczono. Skoro jednak jestem niemile widziana, odejdę ze wspomnianym ambasadorem. Do Ferrinu.
Tak, krzycz na władczynię tych ziem, której obecnie podlegasz i która wydaje się być dość nerwowa, biorąc pod uwagę, że jak tylko cię zobaczyła, to chciała oskalpować. Poza tym, jak to „nie prosiłam się na ten świat”? Do rytuału teleportacji cię zmusili, tak?

Reikan występuje o nadanie Anaeli Ferrinowi, ale Najwyższa odmawia, mimo jakiegoś tam prawa o Nietykalnych, bo Karolcia nie została zaprzysiężona i prawo to jej nie dotyczy. Berenika chce zamienić z nią parę słów na osobności, a Reikana każe odprowadzić do jego komnaty niejakiej Następczyni. Jej imię to – przygotujcie się – Agnessa de Sade. I zgadnijcie, jaką jest osobą!

Agnessa de Sade była wysoka i smukła. Czarna suknia z aksamitu zdobionego bogatym srebrnym haftem krojem podkreślała kształty wręcz doskonałe. Krucze włosy z dwoma srebrnymi pasmami, dodającymi tylko uroku ślicznej twarzy, spinał diadem z niebieskawego metalu, inkrustowany brylantowymi kroplami. Oczy barwy fiołkowej co rusz przysłaniała firana długich, gęstych, wywiniętych rzęs. Godło Alderii zawieszone na grubym złotym łańcuchu zdobiło głęboki dekolt, ledwie skrywający krągłe piersi. Całość była wprost zniewalająca i gdyby Karolina była mężczyzną, na pewno znalazłaby się pod urokiem tej istoty.

A także, bo nie mogę odłożyć tego cytatu na później, mimo że nastąpi dopiero za jakieś 50 stron:

Jak goniącej się suce, de Sade było wszystko jedno, przed kim rozłoży nogi – przed wymuskanym wielmożą czy niedomytym dragonem. Wszystko jedno, gdzie zlegnie: w stajni na sianie, w łożu z baldachimem czy na stole pośrodku tłumnej oberży. Z jednym, z dwoma, z pięcioma... Wszystko jedno, byle... Mocnooo!
No w żyyyciu bym się nie domyśliła, że takie nazwisko może mieć jakiś związek z jej osobowością! Czy to miało być subtelne nawiązanie? Bo absolutnie takie nie jest.

Berenika przesłuchuje Karolinę, która mówi, że cierpi na zanik pamięci po nieudanej teleportacji. Berenika nie daje temu wiary i insynuuje, że Anaela dopuściła się jakiegoś przestępstwa. W końcu Najwyższa traci cierpliwość i – wyzywając biedną Anaelcię od dziwek – każe sobie wyjawić, kim jest, skąd się wzięła i czego tu szuka. W końcu – jakkolwiek by to brzmiało – bierze ją siłą i za pomocą magii wydobywa z niej wspomnienia... a przynajmniej próbuje, bo Moc Marysuizmu ukryta w Karolci parzy jej dłonie. Wobec tego władczyni nakłada na nią magiczny areszt. Karolinka rzuca się do ucieczki przez korytarze twierdzy w poszukiwaniu Reikana, bo wydaje jej się, że razem z księciuniem uda jej się zbiec do krainy szczęścia i jednorożców. W końcu go znajduje, lecz ten mówi, że tu podlega rozkazom Bereniki i nie może stąd zabrać Anaeli. Ta wpada w furię, wrzeszczy, żeby sobie wracał do ślicznej Agnessy, daje mu w twarz i chce uciekać sama. Biegnie oślepiona łzami i nie widzi, że po jej ciele przebiegają purpurowe błyskawice – nie wie, że w tym samym czasie Berenika rzuca swoje zaklęcie i ignoruje głos Sarisa w swojej głowie, który się drze, że to pułapka i dała się złapać w „pętlę nienawiści”.

Wśród gwardzistów podniosły się krzyki, czarodziejki cofnęły się przerażone. I nagle Reikan, jedyny przytomny, pchnął Karolinę od tyłu tak, że straciła równowagę. Zakazana Moc uderzyła w kolumnę podpierającą strop. Na głowy posypał się tynk i rozbite cegły. Dookoła spadały odłamki kolumny. Ludzie umykali w panice.
Karolina klęczała z pochyloną głową, zupełnie pokonana.
Wykorzystując to, Mistrzynie splotły jedno silne zaklęcie i uderzyły.

Dramatyczny Koniec!

13 komentarzy:

  1. Ale to nuuuudne i głuuuupie... Jak się tym ludzie mogą zachwycać? ;_;
    Gratuluję wytrwałości w analizowaniu tego :)
    Natanee

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja koleżanka potrafi 3 godziny zachwycać się tą szmirą.

      Usuń
  2. Mam jedno, jedyne pytanie. Nie da się częściej wrzucać analiz Ferrinu? *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Da się, ale mi się nie chce. xD

      Usuń
  3. Herołinka nie wierzy, że Vervain jest bratem Reikana, bo jest brzydki (więc zły), a pan R. jest pięknym truloffem.
    I w ogóle nie obczajam co tam się dzieje pod koniec. Jaka pułapka, jaki Saris, jaka Zakazana Moc, jakie Mistrzynie, kto komu i za co? Bardziej się czytelnika chyba skonfundować nie dało i sprawić, aby go w ogóle nie obchodziło to, co się dzieje.

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedokładnie napisałam: Reikan jest bratem WeddSa'arda, nie Vervaina.

      Usuń
  4. chyba ta literatura jest dla mie za trudna xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Winky szczerze ci współczuję i podziwiam, że ty wciąż analizujesz Ferrin. Ja już dawno rzuciłabym to w cholerę... Nie dałabym rady... ;)



    Good job. High five! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże, jak głupio. ;_;
    Kto to wydaje? Chyba ponosi więcej strat niż zysków.
    Mam pytanie. Albo i dwa.
    1. Napiszecie kiedyś o trulofferach? ;-; Z przykładami i teorią spotykań ich, charakteru i wyglądu.
    2. Sama przebrnęłam, a wszystko tak bardzo sprawia, że czoło mnie boli od walenia nim o biurko... Kiedy będzie kontynuacja Dzieła Pani A.R. Reystone?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. W sensie jakąś taką charakterystykę ogólną zjawiska? Chyba za mało paranormali znamy. xD
      2. Zapewne w następnej kolejności. :)

      Usuń
    2. 1. Często o tym piszecie. XD
      Klasyka. Pałolini, Reystone, nawet sensowna literatura. ;_;
      2. O, miło. ^^ Aż sobie odświeżę, ale bez wypisywania błędów. To zajęłoby zbyt wiele życia. :>

      Usuń
  7. Ja nie ogarniam co się tutaj dzieje. I czy to wina czytania tylko fragmentów, czy naprawdę każda postać w tej książce zachowuje się jak schizofrenik?

    OdpowiedzUsuń
  8. To boli. Mocnooo. Markizie, wynos sie. A co do Agnessy to sie zawiodlam: juz spodziewalam sie jakiejs fajnej dominy, a tu zwykla blachara...

    Poza tym AutorKasia po prostu mnie wkurza swoja pruderyjnoscia. Co jedna Mary Sue to lepsza dziewica. A zabieranie czwolieczenstwa kobiecie z powodu czestego uprawiania seksu z roznymi partnerami jest podle i ponizej poziomu. Nawet ponizej poziomu tego tworu.

    OdpowiedzUsuń