Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Świat według Michasi, czyli Zaklęta część 5

wtorek, 16 lipca 2013

Świat według Michasi, czyli Zaklęta część 5

No wiem, obiecałam Reystone, ale taki ze mnie buc, że w międzyczasie sobie wyjechałam. Na szczęście mam tu internet i mogę się wyręczyć Jadźką i Makapką, które powracają z długo wyczekiwanym powrotem "Zaklętej". :)

Jeśli nie pamiętacie, w poprzednim odcinku popularnego serialu Świat według Michasi Babunia zaszczyciła nas popisem umiejętności, których zazdrościłby jej Naruto. Swoją drogą – czy tylko ja widzę pewną analogię? Oboje usiłują uchodzić za przebiegłych mistrzów ninja, a w rzeczywistości są głośni (nieno, akurat Baba to tylko burczy), zrzędliwi i irytujący. Tyle, że Naruto ma lat 12 (no, potem 15, a jest tak samo irytujący) i wyraźnie ma ADHD, a Baba jest... hm... właściwie ciężko powiedzieć, o co jej chodzi. No, ale przejdźmy do treści właściwej: Baba chodzi z Kundzisławą de Gówniara po lesie, nagle słyszy odgłosy polowania, więc jak każda rozsądna kunoichi na jej miejscu, spycha Gówniarę ze stoku, z którego sama również się rzuca. Ot, niczym Bella z klifu.
W zamian otrzymujemy podręcznikowy przykład jak NIE opisywać ucieczki/pogoni. Zapnijcie pasy, będzie się działo.

 - Co robisz?! - Dziewczynka próbowała za nią nadążyć, co było trudne, gdyż trzymana najpierw za włosy, a potem za ubranie (...) co chwila się przewracała, a opiekunka, nie czekając, aż wstanie, wlokła ją jak worek po ziemi. - Gdzie biegniemy? I... i co to był za dźwięk? Chcę wiedzieć!
O_o Po pierwsze, po co właściwie były jej długie włosy w środku lasu, gdzie co chwilę by jej się plątały, po drugie, jak one biegły, że Baba tak sobie zmieniała, czy trzyma ją za włosy (dlaczego właściwie targała ją za włosy, nie chcę chyba wiedzieć), czy za ubranie?! Hint: może wygodniej dla obu was byłoby za rękę?
W sumie nie ma nigdzie, że długie, może ją złapała za jakieś kosmyki zaraz przy skórze. To nawet wygodniej, bo łatwiej schwyconą manewrować. 

Baba słyszy psy, widzi ich sylwetki, wyglądające jak duchy w ponurym lesie. Nie zatrzymując się, [Baba] zawróciła gwałtownie i puściła się pędem w drugą stronę, tracąc powoli zdolność racjonalnego myślenia.
Hehehehe.
Hehehehehe.
Nie.
Nie, nie!
Czekaj, czekaj, narratorze! Nie nadążasz! To ten skok ze stromego zbocza miał być według ciebie popisem racjonalnego myślenia?!
*ma wizję spanikowanej Baby, która robi w miejscu trzy kółeczka, po czym zarzuca sobie spódnicę na głowę, krzycząc: „Jeśli ja ich nie widzę, to oni też mnie nie widzą!”*

Każdy chrzęst gałęzi pod stopami zdawał się jej rozdzierającym hukiem, pył, który wzniecał się od kroków, dusił ją o wiele bardziej, niż gdyby miało to miejsce w normalnych okolicznościach.
One biegły po lesie, czy po plaży?
Po sypkim pudrze. Mnie z tego wychodzi, że one leciały przez Bory Tucholskie i to taką nieubitą drogą używaną przez leśnictwo, ze strategicznie rozmieszczonymi gałęziami, na które łatwo było trafić nogą. I jeszcze co chwila przystawały szurać nóżkami, żeby teatralnie poddusić się pyłem.
Oł men, a już sobie wyobraziłam Babę grającą w siatkówkę plażową (w bikini :).

Las natomiast zlał się nagle w jednolitą ścianę drzew i nie potrafiła znaleźć drogi między pniami [ta ściana nie potrafiła], biegnąc na pamięć, na oślep [biegająca ściana], czasem nawet wpadając na nie i odskakując oszołomiona, chyba bardziej zła niż przerażona [bo to zła ściana była].
Biedne dziecko wlokło się za nią [za ścianą] posłusznie,
One niby biegły, ale dziecko się wlokło, pył je doganiał, a nogi robiły kroki. Zaczynam podejrzewać, że mimo całego tego dramatyzmu Baba rozwijała prędkość emeryta z balkonikiem.

ale ona zdawała się już nawet o nim nie myśleć, choć to przecież przez nie uciekała teraz, słysząc odgłosy polowania wszędzie, łącznie z wnętrzem własnej czaszki i zatracając orientację, niczym pędzący z bielmem na oku koń.
Dość. Od dzisiaj oficjalnie wznoszę toast za każdą michasiową metaforę, wykorzystującą zwierzęta inne niż kopytne.
I tyle było z tego narutowania... Ejjjjjjj, jak toast, to ja się przyłączam <3 Winky?
Byle kakałkiem ten toast!
 
Własny oddech przy tym wydawał jej się niezwykle głośny, a co dziwniejsze, był taki w istocie i nawet dziewczynka zauważyła to z niemałym zdziwieniem.
Skubany. Nie dość, że się wydawał, to jeszcze naprawdę taki był.
O co cho? Michasia usiłuje nam wmówić, że dziecko wychowane w lesie nigdy nie biegało i nie miało zadyszki?
Ona się chyba dziwi, że to Baba ma zadyszkę, co jest jeszcze głupsze, bo przecież dyszała ilekroć przyszło jej wejść po schodach wieży.

Co się stało? Czemu tak biegły, co je tak gnało? Dziecko nie było głupie.
No chyba jednak było, skoro nie załapało, że babcine opowiadanka o Strasznej I Okrutnej Wiosce mogą być prawdziwe.

Wiedziało, że uciekają przed czymś

Z zaciekawieniem bardziej niż przerażeniem zaczęła rozglądać się z nadziei, że dostrzeże to, czego tak przestraszyła się Baba, ale wokół widziała jedynie drzewa, (...), co przecież nie było ani straszne, ani niezwykłe. Żadnych zwierząt, nawet ptaków, które pochowały się w dziuplach i kryjówkach przed zimnym wiatrem.
Podsumujmy: najpierw lecą obie na łeb na szyję, przy czym mała wie, że się czegoś boi, ale tak naprawdę, to boi się opiekunki, ale tak naprawdę-naprawdę, to jest raczej zaciekawiona, a w ogóle to jeszcze się rozejrzy w tym jakże szaleńczym biegu, bo tu dziupla, a tam drzewko, mimo że jest to raczej jednolita ściana.
Zły wiatr...

Żadnego niedźwiedzia czy dzika, którego ewentualnie można się obawiać, choć przecież na Babie nawet one nigdy nie robiły wrażenia.
Baba nie Meihna, nie będzie przed byle dzikiem padać na twarz.

Naraz dziewczynka zorientowała się, zdumiona swoim odkryciem, że jeszcze nigdy nie widziała opiekunki przestraszonej, nie mówiąc już o stanie, w którym znajdowała się teraz.
Oczywiście, że nie. Wcale się nie kojarzy moment, kiedy Babę nawoływała klientka, a ta „zaskrzeczała z przerażeniem i rzuciła się na małą, łapiąc ją za ramiona”.
Matko, jakie to wszystko przedramatyzowane...
 
Zawsze była twarda, tak niesamowicie twarda i dziecko uwielbiało ją za to, samo nieraz bojąc się tego czy tamtego. Kobieta zdawała się niewzruszoną twierdzą, kimś, kto umie wszystko, kto istniał od zawsze i kogo nie jest w stanie zdziwić zupełnie nic. Natomiast, surowa w swej wielkości, łatwo się irytowała
WIEMY.
Że zacytuję Beige i Maryboo: +1000000 do Zbędność (i drugie tyle do Nuda).

Baba była jedyną osobą, jaką znało, a jej humory i zrzędliwość stanowiły część jej natury, tak jak liście są częścią drzewa, chmury częścią nieba... Co więc się stało, że teraz tak bardzo się zmieniła?
No dobrze, kto jeszcze pamięta, że one cały czas uciekają? AŁtorka próbuje wyjść ze swojego pudełka i napisać coś, co by faktycznie miało wartką akcję, ale jej wewnętrzna potrzeba wciskania z-dupy-przemyśleń co drugie zdanie jest, niestety, o wiele silniejsza. Momentami odnoszę wrażenie, że Michasia boi się, że jak nie wypisze wszystkich możliwych refleksji bohatera i nie przypomni nam, jak wyglądają babowo-dzieckowe relacje, to cała powieść się jej posypie.
Reputacja polskiego Pałelo Cołelo się sama nie zrobi. Deal with it. Michasia i tak jest łaskawa. A mogła dać kolejny dowód na to, że ludzka kultura jest ZŁA.
A propos kultury… Baba ma tutaj być taką przeciwwagą dla człowieczeństwa i wszystkiego złego, co jest z nim związane, ale odnoszę wrażenie, że nie jest przeciwstawiana ludziom średniowiecza, tylko tym współczesnym właśnie. Panna Olszańska chce nam pokazać, że bezimienna młódka jest lepsza, bo żyje w kontakcie z przyrodą - trochę bez sensu, zważywszy na to, że w średniowieczu niespecjalnie można było narzekać na jego brak… 

Dla dziewczynki odgłosy, które doprowadziły jej opiekunkę do takiego szaleństwa, nie były ani tak wyraźne, ani jakoś specjalnie ciekawe, bo nie wiedziała, czego słucha.
Zawsze myślałam, że kiedy coś jest nieznane, to jest ciekawe...

W lesie zawsze można usłyszeć nowe, nieznane dźwięki, głosy zwierząt, wiatr zawodzący w szczelinach skał, za każdym razem w inny sposób [nieznane, ale jednak znane? Skąd wiedziała co to?] Oczywiście interesowały ją te odgłosy, chociaż przed sekundą uważała, że nie są ciekawe, ale w tej chwili najbardziej frapowało ją zachowanie opiekunki.
U Baby bardzo wiele robiła wyobraźnia. Kobieta bowiem nie dość, że wiedziała, co ma i może usłyszeć, to jeszcze jej słuch wyostrzał się strachem niczym miliony ostrzy przed następstwami tego, co sprawiało, że wszystko inne przestawało się liczyć.
Przed następstwami tego, że wie, co ma słyszeć. Seems legit.

*
Stara biegła i biegła, nie czując zmęczenia, chociaż zwykle narzekała na schody w wieży, a nogi zdawały się pracować bez jej wiedzy i nie zauważyła nawet, jak ostra gałąź rozorała jej ramię. Dodatkowo zaś hipnotyzował ją monotonny odgłos trzaskających o twarz liści i gałązek, a, nudy, tu mi coś rozorze rękę, a tam nogę, przez co musiała zamykać oczy i co wprowadziło ją w pewnego rodzaju trans, który ktoś patrzący z boku mógłby spokojnie nazwać wiedźmim.
Słyszałam, że biegacze, kiedy po pewnym czasie złapią rytm, mogą mieć wrażenie, jakby w transie biegli, ale do głowy by mi nie przyszło nazywać tego transem wiedźmim, zwłaszcza, że z zewnątrz tego efektu nie widać.
Dobrze rozumiem? Babsztyl ucieka przed Wioską przez krzaczory, które ostrymi gałęziami orzą jej ręce, a ona narzeka na brak wrażeń?

Nagle wyrwał ją z niego błysk białych kłów i rozdzierający pisk dziewczynki, i Baba (...) zamachnęła się i z całej siły kopnęła drewniakiem jednego z królewskich psów, po czym złapała mocniej niemal zemdloną wychowankę i zboczyła w głąb lasu.
A psy stanęły kompletnie zgłupiałe, bo jakże to tak, żeby zwierzyna na boki pomykała.
Przyznaję, niczym oceniająca, że ekspertem nie jestem, ale czy pieski myśliwskie nie powinny nie traktować ludzi jako potencjalną ofiarę? Nie śmiem oczywiście poprawiać Michasi (hehe) ale tak jakby... właścicieli chyba nie będą atakować, co?
No nie powinny. W sensie, psy lecą za tą Babą na węch, jak porządne gończe, a miały wytropić zwierzynę. Albo są to do dupy psy, albo król lubi sobie zapolować na ludzia.

I o ile wcześniej uciekała być może bez konkretnego powodu, gdyż nikt jej tak naprawdę nie ścigał,
Tym bardziej chylę czoło przed przezornością Baby, jej twardością, niezłomnością, niewzruszalnością i czym tam jeszcze.
Ćwiczy do maratonu, co chcesz.

teraz goniła ją cała wataha chartów, a za nimi ludzie, przekonani, że psy wytropiły zwierzynę.
Charty. W lesie. Zimą. Tropiące.
. . .
Przepraszam na chwilę.
Dziękuję, już mi lepiej.
Droga aŁtorko, charty są faktycznie psami gończymi, ale nie tropią, bo w przeciwieństwie do innych psów myśliwskich posługują się przede wszystkim wzrokiem. Polowanie z chartami wygląda tak, że się je zabiera na otwartą przestrzeń, gdzie płoszy się zwierzynę i dopiero wtedy pies może za nią biec. NIE w lesie, gdzie nie dość, że guzik by zobaczył, to jeszcze przy swojej prędkości wleciałby na drzewo i złamał sobie kręgosłup. Nie mówiąc już o tym, że ponoć zima idzie, a te rasy źle znoszą niskie temperatury.

Dziewczynka spojrzała nieprzytomnym wzrokiem na opiekunkę. Teraz wszystko stało się jasne: to Wioska je goni [aplauz, bystre dziecko], zapuściła się do lasu ze swego terytorium i gdyby nie tak kochana, stara kobieta, już zatopiłaby kły w ciele dziecka. Była już tak blisko...
Złapała Babę za rękę [to jak one biegły do tej pory, nadal za włosy?] i zaczęła biec teraz szybciej od niej, i role się odwróciły.
Moją pierwszą myślą było, żeby zmotywować dziecko do biegu Wioską, zamiast tracić energię na zamiatanie nim po lesie, ale cóż…

Teraz to ona oddychała szybko w panice [a Baba się uspokoiła?], potykając się o własne nogi, ale nie wywracając, bo Imperatyw jej zabronił, Babie zaś wróciła zdolność racjonalnego myślenia i trzeźwość umysłu [aaa, to w sensie, że ona je kiedyś miała?].
Nie miały szans na ucieczkę: stara kobieta i dziecko kontra charty i konie przyzwyczajone do pościgu za sarnami. (...) W krótkim czasie Baba musiała wybrać: pozwolić na konfrontację dziewczynki z ludźmi i tym samym uchronić ją od psów, czy walczyć dalej, podsycając ich zaciętość?
Cool down. Winterfresh.
Zagrajmy znowu: co zrobi Baba, niczym twarda twierdza niewzruszona?
  1. Zrozumie, że jej plan izolowania małej przez najbliższe kilkadziesiąt lat od początku nie miał racji bytu, podsadzi ją na najbliższe drzewo, żeby psy nie zrobiły jej krzywdy i spokojnie wyjaśni całą sytuację z panem królem, który rzekomo jest jej dłużnikiem.
  2. Oleje bezpieczeństwo dziecka, wrzuci je do rwącej rzeki, pozwalając, by prąd zabrał ją licho wie dokąd, narażoną na skurcz, podtopienie i hipotermię.
Myślę, że już wszyscy wiecie.
Kiedy się żyje kilkadziesiąt lat w lesie, nie poddaje się tak łatwo. Gdy Baba usłyszała dyszenie i podniecony skowyt o wiele za blisko, rozglądnęła się trzeźwo.
Rychło w czas.
Z nas trzech przynajmniej ona jest trzeźwa, co chcesz.

Przed nią biegła rwąca rzeka, za nią dygotały wściekłe brytany, nie czekając więc na nic, złapała dziewczynkę za ręce i nim ta zdążyła zaprotestować, zepchnęła ją z urwiska, rzuciwszy tylko krótkie:
 - Umiesz pływać. – I odwróciła się do niej tyłem.
Mała z głośnym krzykiem pacnęła boleśnie o wodę
AŁA. Mnie bolało, jak spadłam na brzuch z wysokości metra bodajże. Ciekawe, jak wysokie było urwisko.
Ja ćwiczyłam troszkę pływanie w liceum i nie wiem, czy to jest normalne, bo z nikim tego nie konsultowałam, ale zawsze, ZAWSZE, jak wpadałam do wody z głośnym plaśnięciem (jestę mistrzę skakania na główkę), to chwilkę potem łapał mnie skurcz...

przekoziołkowała w niej dwa razy i opiwszy się sporo, w popłochu wypłynęła na powierzchnię, wierzgając o wiele bardziej, niż wymagał tego nurt (...)
 - Nie zostawiaj mnie! - zaszlochała, złapawszy się wystającego z wody kamienia, by prąd nie zabrał jej niewiadomo [tak, kolejny ort] dokąd. - Nie zostawiaj mnie!!!
W tym nawoływaniu brzmiało takie rozgoryczenie i niemal rozkaz, że Baba odwróciła się jeszcze na chwilę i krzyknęła (...).
 - Puść się w tej chwili! Puść ten kamień, nie dam ci zniszczyć świata, który zbudowałam! - Po czym ze zwinnością, jakiej dziecko jeszcze u niej nie widziało, schyliła się gwałtownie i pozwoliła, by jeden z chartów przeleciał nad nią z przeraźliwym skomleniem i przebierając łapami w powietrzu, wpadł do rzeki.
*zajada bezmyślnie popcorn, niezdolna do jakiegokolwiek konstruktywnego komentarza*
A co to ma do jej świata, bo szczerze mówiąc, trochę nie kumam. Równie dobrze mogłaby się zatrzymać, zbyć frajerów i powiedzieć potem gówniarze, że to źli ludzie, którzy współpracują z wioską. Czy coś. Ale nie, Michasia musi robić z niej jakąś pierdol... jeżu, jak ja się wyrażam... głupią staruchę, która nie myśli, bo i po co. NATUUUUURA... NATUURRA... KULTURA JEST ZŁAAAAA...
E, Baba ma swoje lata, najprawdopodobniej cierpi już na zanik płatów czołowych, to w sumie bardzo ludzkie, że chce forsować swoje ideały kosztem dziecka. Pomysł sam w sobie nie jest zły i z takim konfliktem pokoleń dałoby się spokojnie napisać niezłą powieść na pięćset stron, problem w tym, że aŁtorka w dalszym ciągu zupełnie nie radzi sobie z kreowaniem postaci. Wszystkie czynności i dialogi topi w powtarzających się objaśnieniach, zamiast pozwolić, by bohaterowie bronili się sami - że już nie wspomnę o sprzeczności opisów z tym, jak faktycznie prezentują się Baba czy dziewczynka.  
Dziewczynka pisnęła i puściła kamień, a ledwie to zrobiła, nurt zabrał ją ze sobą i nie była już w stanie mu się oprzeć.
Koniec części pierwszej, ostatniej. Dziękujemy za czytanie naszych analiz. Były to: Jadźka i Makapka.










Chcielibyście, co?
Baba podniosła leżącą obok niej gałąź [niczym katanę] i już szykowała się do walki (...), gdy nagle zza drzew wyjechał jeździec na koniu i przywołał zwierzęta do porządku. Zadziwiające, jak przy całej zapalczywości i morderczym amoku, jaki przed chwilą odczuwały, odstąpiły teraz posłusznie od swojej zdobyczy i poczęły łasić się do człowieka, tylko czasem spoglądając w stronę Baby z cichym skomleniem.
- [http://www.youtube.com/watch?v=mJANAlvdEWA] – podejdź no do płota – Zdawały się mówić.
To nie dziwy, to tresura. A skoro pieski takie ułożone, to zadziwiające jest raczej, że podjęły gon za człowiekiem. 

 - Co tu robisz sama, czcigodna kobieto? - Jeździec spojrzał na nią życzliwym okiem człowieka wyższego stanem [w sensie, było wysokie, czy ze złota?] [było życzliwie protekcjonalne]. Baba nie zdążyła udzielić złośliwej odpowiedzi, gdyż obok nich pojawili się już pozostali jeźdźcy, w tym król w niepraktycznych paciorkach i ozdobach, poobwieszany nimi jak festynowa kukiełka.
Może dupa ze mnie, nie historyk, ale wydaje mi się, że właśnie król nie chadzał w ozdobach na polowanie... To znaczy: chadzał! Wstrętny, wredny KRÓL, który ustala wstrętną, ohydną KULTURĘ SPOZA LASU! I wierzy we wstrętnego Boga!!! Niech go Matka Ziemia nie przyjmie!!!
Paciorki…? Toż to jakaś tandeta, nie król.

Na widok Baby najpierw cofnął się nieco, a później uśmiechnął władczo, choć krew odpłynęła mu z twarzy.
Też bym się przestraszyła psychicznego babsztyla, gdybym była władcą i mogłabym ją zgnieść w ciągu sekundy. Nobo, skoro ta historia z długiem wdzięczności wobec Baby okazała się ściemą, no to sorry...
A okazała się? Bo ni pamiętam.
Analiza czwarta: Choć sama też jestem niewolnikiem: muszę pomagać wam, leczyć i nawet zabijać po to, byście nie zapolowali na mnie, nie spalili, a na moim truchle nie zbudowali kolejnych historii, którymi będziecie zniewalać innych.
I mój własny prywatny komentarz:
„Ale ja mam przy sobie książkę i znalazłam nawet lepszy cytat: To zaś, że jeszcze nie osądzono jej i nie spalono na stosie, zawdzięczała wyłącznie królowi, któremu wyświadczyła kiedyś bardzo osobistą przysługę. Kiedy to czytałam po raz pierwszy myślałam, że to znaczy, że już nie grozi jej w ogóle stos. Ale wiadomo, to było na osiemnastej stronie, teraz jesteśmy na czterdziestej siódmej. Mogło się zapomnieć.”
Teraz jesteśmy na siedemdziesiątej. To już w ogóle sieczka z michasiowej pamięci została.

 - Witam cię, kobieto – powiedział, starając się, żeby zabrzmiało to jak najspokojniej.
 - Myślałeś, że nie żyję, co? Takie jak my są niezniszczalne, dwadzieścia lat w tę, dwadzieścia we w tę...

Właściwie to nie była pewna, czy może pozwolić sobie na taką bezczelność [to dobrze, że dorosła Baba najpierw papla, a potem myśli], ale nie bez podstaw sądziła, że królowi do głowy nie przyjdzie jej upomnieć [tylko od razu zetnie jej łeb]. Jeden z jego towarzyszy nachylił się do niego i szepnął [chociaż wszyscy to słyszeli]:
 - Panie, znasz tę babę?
 - Z szacunkiem proszę! Ja się piszę Wielką Literą! - Zawołała Baba udając, że usłyszała mimochodem.
Władca spocił się pod nosem. Nie mógł przecież mu powiedzieć, że to nie jego sprawa!
 - Owszem, owszem. Zacna... zacna... Bardzo.
 - Na waszym miejscu nie zapuszczałabym się do tego lasu. Powiadają, że jest nawiedzony. To właśnie dlatego przybyliśmy tu na polowanie. For we are:

 - Wiedźma!
 - Nie, nie... - Król zrobił łagodzący ruch dłonią i spojrzał na starą kątem oka. - Zacna kobieta.
Wtem zza niego, na zgrabnym kasztanku o pięknych ruchach, wyłonił się chłopiec [iu, iu, iu, trulaw detected] w ciemnozielonych szatach i posłał Babie wyzywające spojrzenie. Mógł mieć najwyżej dwanaście, może trzynaście lat, ale w wyrazie jego twarzy, jak również dumnej, wyprostowanej postawie dało się już (lub też jeszcze) wyczuć imponującą pewność siebie.
 - A ja nie wierzę w te wszystkie bujdy! - oznajmił, nie spuszczając wzroku ze stojącej przed nim starej kobiety i wstrzymując tylko przestępującego niespokojnie z nogi na nogę konia. - Mój nauczyciel mówi, że to herezje opowiadać takie rzeczy, gdyż żadna z nich nie jest prawdziwa, a dawanie im wiary czy też namawianie do tego innych to tylko bluźnierstwo wobec Boga. Podaje bowiem w wątpliwość jego wyłączność w czynieniu rzeczy cudownych i niesamowitych, gdyż przecie właśnie tym, według wiejskich przekazów, trudnią się magowie, wiedźmy czy demony. Nie można dawać wiary podobnym opowieściom.
Aha.
Ej, a nie można było zwyczajnie nie wierzę w wiedźmy, bo to herezja? Musisz od razu dostawać biegunki słownej? Ten tu pewnie jest taki specjalnie, ale czy Michasia musi WSZYSTKICH swoich bohaterów kreować tak, że czytelnik ma ochotę ich zakneblować? Serio, niech sobie biegają po lesie, kąpią się w jeziorze, ale niech NIE GADAJĄ I NIE UKŁADAJĄ DEBILNYCH PIOSENEK (wierszyków też nie).
Jaaaa umielbiam jąąąąą ona tu jeeeeest...

Baba uniosła brew i uśmiechnęła się, bo gówniarz właśnie powiedział, że ona nie istnieje, przeszywając chłopca bystrym, doświadczonym wzrokiem na wylot.
 - Ach tak?
Za Wikipedią:
Przecinek stawia się po wyrazach wyrażających okrzyk: ach, hej, halo, o, ho, oj.
Halo, kto mówi?
Oj, jak mnie boli noga.
Ej, ty!

Król przeraził się i już podniósł ręce, by złapać się za głowę, jednak w ostatnim momencie opamiętał się, przypominając sobie o swojej pozycji.
a) czuł respekt wobec każdego swojego poddanego?
b) znał Babę i wiedział, że nie lubi, kiedy ktoś łapie się za głowę?
c) łapanie się za głowę było w ich królestwie groźnym przestępstwem?
d) miał świeżo zrobioną fryzurę i nie chciał, żeby się zepsuła?

Przesunął więc dłonią po włosach, by jakoś usprawiedliwić poprzedni gest, którego nie wykonał, i zwrócił się błagalnie do syna:
 - Roderyku, proszę.
 - Trzeba plewić herezję wśród ludu, ojcze.
 - Nie...
 - Dalej synku, pouczaj swojego ojca-króla! - Podjudzała Jadźka, której nagle wyrosły rogi.
Dobry borze, już się cieszę na spotkanie tego bezstresowo chowanego Roderyka (nie będę śmiała się z imienia. Nie będę śmiała się z imienia.) z naszą dziewczyneczką.
Jedyny sensowny Roderyk, jakiego znalazłam, to król Wizygotów ("leśnych ludzi", I see what you did there), ludu germańskiego, z okolic VIII w. Zgadzałoby się z wcześniejszymi informacjami, które zebrały się po drodze: Roszpunka baśnią braci Grimm, niemieckie nazwy zielska, czasy wypierania starej religii, blabla. Ciekawe tylko, czy faktycznie coś wyniknie z faktu, że to TEN król (czy tam na razie książę) Roderyk, czy tylko przypadkowo wykorzystana postać historyczna.

Baba zarechotała, widząc, jak władca z wyrazem nieszczęścia na twarzy próbuje uciszyć księcia, robiąc rękami łagodne gesty, jakby chciał uspokoić wierzgającego rumaka.
Um... A narzekałam, że moja mama robi dziwne gesty...

Przy tym spoglądał na kobietę co chwila, by sprawdzić jaki jest poziom jej angstu, czy sobie jeszcze nie poszła, czy się jeszcze nie rozgniewała, i szybko odwracał wzrok. A mogli nie gonić tych chartów, psiamać, pomyślał.

Nawet zrobiło się jej go żal, w końcu jakim królem jawił się w oczach obecnej tu świty, jeżeli nie potrafił przywołać do porządku własnego szczeniaka. Postanowiła więc mu trochę dopomóc. Znowu. Ludzka pani. Była w końcu po wizycie
więc była specjalistką w sprawach wychowawczych.

 - Spokojnie, Wasza Wysokość. Niech młoda krew wrze, póki może. To ją oczyszcza, znam się na tym... W końcu też byłam młoda, choć sama już tego nie pamiętam.

Myśliwi wybuchnęli rubasznym śmiechem, bo zobaczyli w tle panie w skąpych strojach z tabliczkami LAUGH, a król otarł niepostrzeżenie pot z czoła.
 - Wracajmy polować, panowie – powiedział i rzucił Babie pełne wdzięczności, acz krótkie (tak na wszelki wypadek) spojrzenie.
I zrobił niepostrzeżenie taki gest:
 
 - Bóg... czy co tam... z tobą, kobieto. - Po czym zebrał konia i zniknął między drzewami (...). Baba zobaczyła jeszcze, jak jakiś wysoki młodzieniec podjeżdża do Roderyka i poklepawszy go po ramieniu, mówi z rozbawieniem, zabarwionym lekką złośliwością, charakterystyczną dla starszych braci albo kuzynów, wujów czy przyjaciół z dzieciństwa, ale Imperatyw nam podpowiada, że to starszy brat, więc się nie czepiajmy:
 - No, młody. Jutro obudzisz się jako żaba.
 - Wcale nie!
 - A wcale tak! - Odkrzyknęła mu Jadźka zza krzaków, zakrywając się tabliczką z napisem LAUGH.

Rzeka wyrzuciła dziewczynkę gdzieś w nieznanej jej części lasu i właściwie dopiero teraz, kiedy wszystkie emocje opadły, dziecko zdało sobie sprawę, że się zgubiło.
W sensie, jak z tą piosenką: pamiętała drogę do wieży, pamiętała, aż tu nagle...!
…bluescreen.

Była to dziwna i paraliżująca świadomość (...). W pierwszej chwili chciała skulić się pod jakimś drzewem i rozpłakać, potem jednak instynkt przetrwania zwyciężył nad słabością i mózg zaczął kalkulować (przy tym zdaniu się zakrztusiłam xD).
Na kalkulatorze tak kalkulował, jak na średniowiecze przystało.

Dziewczynka wstała więc i szybko zabrała się do zbierania chrustu. Właściwie nieraz musiała sama radzić sobie w lesie, nieraz deszcz zaskakiwał się zbyt daleko od chaty, by opłacało się do niej biec.
Aaaa, to dlatego się tak strasznie przestraszyła, jak zorientowała się, że się zgubiła? Ale wydawało mi się, że wieżę było widać zewsząd?
Zewsząd, ale nie stamtąd.

Dziecko szukało sobie wówczas schronienia, nie czując przy tym żadnego strachu, bo przecież las był dla niej domem tak samo jak chata. Tej jego części jednak nie znała, w niej nie czuła się pewnie i nie wiedziała, czego może się spodziewać.
Innej strefy klimatycznej, zapewne. 

Zwłaszcza że gdzieś w pobliżu wciąż mogła czaić się Wioska i dziewczynka nie wiedziała, czy nie jest to przypadkiem zwierzę nocne, tak więc czy nadchodzący szybko płaszcz zmroku nie wzmocni w nim jeszcze morderczych instynktów niczym samotna tabletka wiagry wzięta pochopnie przez starszego pana na placu zabaw.
Jadzia. Fe. >.<

Zwierzęta nocne były bardziej niebezpieczne od tych egzystujących w dzień... [Jak egzystują w dzień, to na noc umierają?] Wyłączając z tego człowieka, który był najniebezpieczniejszym ze wszystkich zwierząt, którego kultura była najniebezpieczniejszą bronią świata... Ok. Żartowałam, to ostatnie zdanie było dopisane przeze mnie, ale nie uważacie, że Michasia na pewno chciała tak napisać? A co, jeśli Wioska nigdy nie śpi?
I co, dziewczynka wychowana w lesie potrafi sobie wyobrazić zwierzęta, które nigdy nie śpią? Nie powinna na wszystko patrzeć przez pryzmat natury i nie wierzyć w coś nienaturalnego? A niespanie z całą pewnością nie jest naturalne...

Jeśli jest podwójnie niebezpieczna?
Ja jestem potrójnie niebezpieczna, bo jeszcze w weekendy! Kto da więcej? Makapka?


A więc sprzedane!

Nasza dziewczynka jest więc sama w obcej części lasu. Nie ma Baby, która mogłaby ją uchronić przed zderzeniem ze światem ludzi, w pobliżu zaś kręcą się myśliwi z psami, które dopiero co pognały za człowiekiem, że już nie wspomnę o ewidentnym trulawie in spe. Zgadnijcie, co się stanie.
Otóż NIC. Tak, dobrze czytacie, nic. Nasze maleństwo nie jest znowu tak bardzo zgubione, gdyż, jak się okazuje, rzeka przepływa koło chatki, wystarczy więc iść jej brzegiem, by wrócić do domu. Mała zatem wraca przed zapadnięciem zmroku i z Babą nadal planują wybrać się w góry. Jesteśmy w punkcie wyjścia, a ja nie wiem, co o tym myśleć.

O, przepraszam, pojawiają się jeszcze rozmyślania Baby o przystojności królewskiego pomiotu. *padłam*  Po całej tej ucieczce, rzucaniu się w przepaść , spychaniu dziecka do rzeki i ostatecznej konfrontacji z przyczyną całego tego zamieszania, Baba wraca sobie spacerkiem do domu i duma, jakich to król ładnych synków płodzi.
Proste, Michasia ma jeszcze całe 420 stron, żeby rozwinąć wreszcie akcję. Nie spieszy się jej.

Mniej więcej siódmego dnia wyszły z lasu po jego niezamieszkanej stronie i tu, niczym łyse olbrzymy głowami brodzące w chmurach [to już moje porównanie do dziadka i placu zabaw było lepsze] wyłoniły się przed nimi w całej swej majestatycznej okazałości góry. Królowe lasów, królowe wszystkiego, gdyż wokoło nie było przecież nic, czego nie mogły zobaczyć.
O ile, oczywiście, głowy nie tonęły im akurat w chmurach.

Gdy dziewczynka ujrzała, jakie są ogromne (…), padła na kolana i zaparło jej dech w piersiach. Nigdy przecież nie widziała niczego nawet w połowie tak dużego. Baba odczekała cierpliwie kilka chwil, po czym klasnęła w dłonie:
 - No, napatrzyłaś się. Możemy wracać.
Babo, powiedz, że to żart. Że nie lazłyście przez tydzień do tych gór tylko po to, żeby na nie zerknąć, cyknąć na ich tle profilową fotkę i wrócić.
Pomyśl, ile dostaną lajków! Opłacało się, Dziadowi z lasu obok pikawa pójdzie z wrażenia!

Ale dziewczynka wbiegła już między skaliste zbocza i zaczęła wspinać się na nie, gnana (...) potrzebą znalezienia się na szczycie tej żywej wieży. Bo z tym właśnie skojarzyły jej się teraz góry, zdające się oddychać we mgle, cicho pomrukiwać jak budzący się niedźwiedź, tak miękki i piękny, a tak niebezpieczny. Bezwzględny zabójca.
I może jeszcze pluszowy. A ogóle fajnie, że jej się te „tak piękne, że z pewnością dobre” góry kojarzą z bezwzględnym zabójcą.

Koza Stara potruchtała za nią, Koza Młoda za Starą i minęła dobra chwila, nim Baba zorientowała się, że została sama. Mruknęła coś, podkasała spódnicę i ruszyła za pozostałą trójką, zastanawiając się, czy przyjdzie jej kojfnąć na serce podczas wspinaczki.
Omujborze, kojfnąć xD Szkoda, że nie kipnąć albo wykitować.

*
Dziewczynka nie wiedziała, gdzie nauczyła się wdrapywać na coś tak stromego.
To do wchodzenia w górę potrzebne jest jakieś szkolenie? Wydają na to certyfikat?

Ani jakim cudem chwytała się zawsze odpowiednich kamieni, (...) jakby robiła to całe życie lub też jakby niewidzialne siły niosły ją na szczyt. Jeżeli to instynkt tak nią kierował, to nie był to instynkt ludzki, ale jakiś inny, zwierzęcy.
Dobrze, że żaden Szerpa nie przeczyta tej książki. Mógłby się wielce obrazić.
O_o Czy ja dobrze czytam, że stare babsko, nie wiem jak wy, ale ja sobie wyobrażam, że tak z 70-80 lat, wspina się po STROMEJ, PIONOWEJ SKALE? O_o
Tam ściana. Się potem okaże, że Gubałówka.

A to z kolei oznaczało, że teoria Baby się sprawdza się <3 i wcale nie jesteśmy tym, czym się rodzimy się, ale tym, na co się nas ukształtuje się, zależnie od tego, czyjego głosu będziemy słuchać od najwcześniejszych dni. A dziewczynka słuchała głosu drzew, głosu wiatru, swojego głosu, oddychała zapachami lasu i tym wszystkim po trosze się stała, choć ciało pozostawało ludzkie.
Aż mi teraz głupio, że taka ja, wychowana na blokowiskach i wśród technologii, śmiem mimo wszystko wspinać się po górach i nie zlecieć na mój mieszczuchowy łeb.
Jakie to tam blokowiska w Twojej rodzinnej miejscowości :D Ja mam gorzej, Michasia by mnie nabiła na pal... Albo przynajmniej rzuciła jakąś klątwę.

Teraz jednak, gdy widziało się, z jaką sprawnością dziesięcioletnie dziecko wspina się po górach, których nikt być może nigdy nie zdobył lub zdobyli je tylko nieliczni śmiałkowie, dostrzegało się, jak bardzo nie jest ludzkie…
Himalaiści bowiem, wbrew powszechnej opinii, wcale nie są ludźmi. Łowi się ich w dzikiej głuszy za pomocą dużych siatek i przynęty ze schabowego.
Ale, skoro według Michasi ludzkość = zła KULTURA, to może chodzi o to, że taki pan, co siedzi przed telewizorem całymi dniami i ma naraz brzuch piwny i ciążę spożywczą, to się wdrapie najwyżej na kanapę?
Again, ponoć rzecz dzieje się w średniowieczu, więc może chodzi o to, że głupie ludzie nic, tylko by w polu robili, zamiast iść się górami pozachwycać.
Tam w polu robili, seksy im tylko w głowie!
W następnym odcinku dowiecie się więcej, bo tym razem przepisywać książkę dla Was będzie Makapka, która więcej streszcza, niż ja :D
Komuś chce się policzyć, ile razy w tym skromnym fragmencie padło słowo dziewczynka?

16 komentarzy:

  1. Liczyć nie trzeba, wystarczy crtl+F ;) wyszło 15 (wraz z tym ostatnim, więc niech będzie, że 14).

    Zła KULTURA otacza nas wszędzie i jest taka zła jest. A Michaśka, to przypadkiem nie jest z Warszawy? Ona to już w ogóle powinna chyba paść od nadmiaru KULTURY, szczególnie, że ucząc się gry na skrzypcach i występując też w jakiś sposób tę KULTURĘ tworzy.

    Ogółem - jesteście zacne, stęskniłam się naprawdę za tym dziełkiem. ;) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez kitu. Wyślemy jej po skończeniu analiz jakiegoś mejla. Niech się samobitchuje

      Usuń
  2. Słuchajcie, a może Baba przeniosła się tu z potterowego uniwersum? To by wyjaśniało, dlaczego jest taka żywotna mimo sędziwego wieku (bo czym jest osiemdziesiątka dla czarodziei?) a także tłumaczyło awersję do ludzi - ot, nie chce się zadawać z Mugolami...

    Maryboo

    OdpowiedzUsuń
  3. Gwoli ścisłości, czy ktoś to puścił drukiem?

    Natasha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za jedyne 14,90 dostępne jest to dzieło w Tesco express. W regularnym pewnie też :)

      Usuń
    2. Cienko, może my tu niepotrzebnie robimy Michasi fejm. ;)

      Usuń
  4. No, jest w końcu jakąś niby-wiedźmą, może wyleciała z Hogwartu za niepedagogiczne podejście do uczniów ;) Ale podejrzewam, że jej żywotność wynika raczej ze zjednoczenia się z przyrodą i takich tych tam. To albo posiadła azjatycki gen długowieczności.

    Makapka

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie inaczej: http://merlin.pl/Zakleta_Michalina-Olszanska/browse/product/1,813961.html?skad=saqvvfenpn&gclid=CKPV2qv-trgCFYmS3godt0QAZQ

    Dzieł niewydrukowanych się tu nie analizuje (o zgrozo). ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, to miała być odpowiedź do Nata Shy.

      Nawiasem mówiąc, paskudna ta okładka, wygląda jak pierwsza lepsza self-publishingowa, ta czcionka jest kompletnie od czapy.

      Usuń
    2. Jest jeszcze taka: http://www.weltbild.pl/pub/mm/multimedia/image/jpeg/10896892_0.jpg

      Usuń
    3. Na tej drugiej okładce też czcionka od czapy, i to nawet bardziej niż na pierwszej, bo wygląda jak coś, co by można przy thrillerze lub horrorze użyć (ten horror to by się nawet zgadzał (; ).
      A te panny to już w ogóle kosmos. Wystarczy rzut oka i od razu wiadomo, w jakim mniej więcej okresie historycznym się dzieje akcja. Te kiecki to totalne średniowiecze. Zgaduję, że nasza Mary Sue właśnie w czymś takim po tym lesie pomyka.

      Krakatoa

      Usuń
    4. Niech zgadnę, na tej okładce z Weltbildu mamy Michasię w peruce.

      Usuń
  6. Winky - dzięki za odpowiedź. Moja dusza cierpi, upewniona, że ktoś takie buble wpuszcza do druku. Miewam ciekawsze przemyślenia jadąc autobusem i gapiąc się przez szybę na świat, a ona w ten tekst nawsadzała tyle refleksji z d... wziętych, że zacznę chyba myśleć o karierze pisarki, bo tak widzę, że mam spore szanse. -.- Bajdełej - nie jestem tu nowa, czytam sobie ten zacny blog od jakiegoś czasu, ale sobie milczałam w swoim kącie. ;) Oj, rozbawiłyście mnie do łez już nie raz. Wracając do tematu - ta "powieść" mierzi mnie prawie tak samo, jak wypociny Reystone. Czytać to będę tylko i wyłącznie poddane waszej analizie, samego tekstu nie ruszę, nie ośmielę się. A okładka, nie wiedzieć czemu, skojarzyła mi się ze stylem okładki pewnej książki z dzieciństwa. Na prawdę nie wiem czemu. Nie wiem i tylko Bór może znać przyczyny. -> http://3.bp.blogspot.com/__KDEl1mVYRg/TUmF-eK-qBI/AAAAAAAAB5k/HMShf5m0TUk/s1600/Ten-Obcy.jpg

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja mam jedno pytanie, nie sięgałam po oryginał: czy matka tej dziewczynki nie protestował gdy Baba zagarnęła dziecko czy jak? Czy to pominęłyście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matka (w żółtej sukni) kopnęła w kalendarz przy porodzie, po kilkumilowym biegu przez las.
      http://www.czarne-owce.blogspot.com/2013/01/baba-o-imieniu-baba-i-kozy-come-back.html

      Usuń
  8. Piękny odcinek, i jak miło, że wstawiłyście obrazek z Hit Girl. :)

    OdpowiedzUsuń