Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Całe mnóstwo magicznych stworzeń czyli "Dziewiąty mag", część 8

wtorek, 13 sierpnia 2013

Całe mnóstwo magicznych stworzeń czyli "Dziewiąty mag", część 8

Bez wstępów, bo po lekturze tego czegoś łeb mnie rozbolał i nie mam siły. :(





Odprowadziła swojego pegaza do boksu, rozkulbaczyła go, nagrodziła cukrem i poklepała po szyi. Chwilę syciła oczy jego uroda.
- Dzięki. Świetnie się spisałeś, mój kochany – pochwaliła zwierze.
Pegaz oparł łeb na jej ramieniu, odwzajemniając uczucie.
- Ja też cię kocham, słodka Ariel – zarżał cicho.
*rzyga tęczą*

Zamknęła boks i poszła do bungalowu. Dopiero pod drzwiami swojego pokoju przypomniała sobie, że przecież ma list od Marceliny do Marcusa. Zastukała cicho. Chyba nie słyszał. Zastukała ponownie. Zza drzwi dobiegło szuranie i w drzwiach stanał Marcus, tyle że... niemal nago. Zdaje sie, że własnie wyszedł spod prysznica, bo ubrany jedynie w bokserki, a mokre włosy suszył recznikiem.
*wzdycha ciężko* Jak bardzo opkowe to się może jeszcze stać?
Według moich obliczeń, brakuje jeszcze tylko Samotnej, Kryształowej Łzy.

Chyba też sie jej nie spodziewał, bo przez chwile nie wiedziała co powiedzieć.
On się nie spodziewał, bo ona zaniemówiła. Makes sense to me!
 

Wciągając gwałtownie powietrze, zupełnie bezwiednie i nieświadomie zagapiła się na jego mocno umięśniony tors porośnięty czarnymi, skręconymi włosami, które pokrywały też płaski brzuch i ginęły gdzieś pod bielizna.
Hihihi, to ja już nie wiem, kim on jest: człowiekiem, elfem czy Wielką Stopą? :3

Ariel odchodzi, Marcus czyta list od Marceliny.


Ariel to dobra osoba, ale zupełnie nie zna naszego świata, wiec nie traktuj jej źłe za byle przewinienie.
„Byle przewinienie” czyli kradzież pegaza, obrażanie przełożonych i włamywanie się wszędzie, od smoczych zagród po komodę Marcusa.

Driada drzewa tulipanowego poradziła jej, żeby zapoznała się z historia miast, ze zwyczajami i historia smoków i żeby zaufała mężczyźnie o błękitnych oczach. Myślę, że chodzi o ciebie.
A Ariel zapewne się tego nie domyśliła i za jakiś czas będzie wielka konstatacja: hyyy, ależ to o NIEGO chodzi!

Proszę, opiekuj się Ariel i pamiętaj, że jest ona może uparta i czasem bezczelna, ale jednak słaba kobieta i potrzebuje twojego wsparcia.
CZASEM bezczelna? To najgorsza arogantka, jaką w życiu widziałam, nikt mi nie wmówi, że jest słabą kobietką, bo wsparcia potrzebuje tylko dlatego że imperatyw opkowy tego wymaga.

Blablabla, Marcelina widzi w Ariel potężną czarodziejkę, choć nie aż tak, bo przecież nie ma penisa – przełamywanie potężnych barier bez użycia tych ich buzdyganów (seriously, wtf) się absolutnie nie liczy i nic nie znaczy, na peeewno nie okaże się być wielkim magiem, który ma władać tym miastem bez maga, pfff, no skąd. Blablabla, Wszechwidząca Oriana, nie mogę się doczekać, aż w końcu ją spotkamy, bo wspomina się o niej ciągle i nic o niej nie wiadomo. Blablabla, traktuj Ariel dobrze, bo to nie facet, tylko biedna, nieszczęśliwa kobietka.


Jeszcze jedno: nie bądź na tyle głupi, żeby się w niej zadurzyć, ani nie pozwól, żeby zakochała się w Tobie, bo oboje będziecie cierpieć. Zwłaszcza gdy ona za kilka dni wróci do swojego świata.
http://www.dramabutton.com/

Hm... Ma jej bronic? Ale przed czym? Ma jej pomóc osiągnąć cel. Ale jaki? I ma się w niej nie zadurzyć. No cóż, uczciwie musiał przyznać, że ten ostatni punkt będzie bardzo trudny do realizacji. Usłyszał szum wody w łazience. A wiec brała prysznic. Gdyby tylko wiedział, że zafundowała sobie lodowaty...
Czy naprawdę podtekstem do tego żartu (?) było to, że w zimnej wodzie sutki seksownie stają? Serio? Serio? Błagam, powiedzcie mi, że nie.

Tymczasem odbywa się wielka narada Naczelnych Magów, którzy rozprawiają głównie o wspaniałości Ariel.

Takie umiejętności sugerowały, że maja do czynienia z potężna czarownica. Severian nie ukrywał, że Wszechwidząca Oriana kazała mu poprosić Ariel o pozostanie w ich świecie dłużej, bo według niej miastom groziło niebezpieczeństwo. Jeszcze nie umiała go sprecyzować, ale czuła, że Ariel jest tu nie tylko z powodu smoków.
Czy ta cholerna Oriana to taka Alice Cullen tego świata, która przewiduje przyszłość tylko wtedy, gdy fabuła tego wymaga?
I mieszka na bagnach. Ciekawe, czy jest zielonym pokurczem, który mówiąc, czasowniki wymawia na końcu.
Yoda Cullen. O nie, toż to profanacja.

W tym czasie Ariel, nieświadoma, że jest gwiazda spotkania Naczelnych Magów, spała. Chociaż wzięła wieczorem zimny prysznic, długo nie mogła zmrużyć oka. Wizja półnagiego Marcusa tkwiła w jej umyśle, a sny, które miała tej nocy - oczywiście z nim w roli głównej - też były mocno niecenzuralne.


Obudziła się i wstała zmęczona, ale zadowolona, że przynajmniej jej snów nikt nie jest w stanie odczytać.
Chyba że ci poczyta w myślach, jak przypadkiem nie użyjesz zaklęcia przed tym chroniącego! Hihihi!

No, ale jest nadzieja. Przecież Marcus powiedział, że teraz już nie będzie go widywała, bo opiekę nad nią przejmie Fabien. Podejrzewała, że jedyny kontakt będą mieli w stołówce (to jakoś jeszcze wytrzyma) i czasem znajdzie ślady jego bytności w łazience (na to nie miała wpływu).
Dlaczego te wszystkie rozważania tak bardzo przypominają rozterki nastolatków w bursie zamiast dorosłych ludzi – wojskowych i weterynarza? No dlaczego?

 Właśnie miała wyjść z pokoju na śniadanie, otworzyła drzwi i... jej oczy utonęły w błękicie tęczówek Marcusa.
Chciałabym mieć na to jakiś gif, bo słowa mnie zawodzą...

„Jeeezu, co znowu? Przecież miał mi dać spokój!" – pomyślała rozpaczliwie pod osłona adger.
Bo stalkerzy są taaacy romantyczni! Matko, jak ja mam dość tego bullshitu.
A co, twój stalker nie był romantyczny? :D
To ostatnie słowo, którego bym użyła.

- Cześć. Chciałem powiedzieć, że wczoraj na tym pegazie poszło ci ekstra. Oczywiście nadal jest twój – zapewnił szybko, bo zaczęła podejrzewać, że chce jej go odebrać.
- To o co chodzi? - zapytała podejrzliwie.
Pogładził się z zakłopotaniem po brodzie.
- Zapomniałem ci powiedzieć, że w trakcie lotu możesz zostać napadnięta przez jakieś bestie i powinnaś umieć się przed nimi obronić.
*facepalm* „Cześć, świetnie ci idzie spacerowanie po Zakazanym Lesie, ale wiesz, zapomniałem ci powiedzieć, że jest pełen magicznych stworzeń, które chciałyby zobaczyć twoje wnętrzności rozsmarowane po drzewach”. Poza tym, przecież osią akcji jest to, że miasta są atakowane. Czy to naprawdę tak mało oczywiste, że wokół jest pełen bestiariusz D&D żądny mordu? Cały czas się o tym mówi! A skoro tak jest, czemu do tej pory nic jej nie zjadło?
„Zeżarło”, moja droga, „zeżarło”.

  Ustaliliśmy z Fabienem, że po śniadaniu i odprawie zabiorę cie do zbrojowni i dobierzemy ci jakąś bron. Ewentualnie jakieś ochraniacze.
Mam wizję Arielki w ochraniaczach futbolowych i z jednym z tych idiotycznie wielkich mieczy z anime w łapie.

- To dla twojego bezpieczeństwa.
„Bezpieczna jestem tylko z dala od ciebie, Marcus" - pomyślała, chroniąc się murem telepatycznym.
Aaaaaaaaach...
Nie.


Po śniadaniu Marcus musi iść na jakąś odprawę, a biedna Ariel się nudzi.

Cholera, co będzie tu robiła przez następne pół godziny? Nuda. Hm... Może też pójść na odprawę? Nie, jest cywilem, wiec pewnie by ja wygonili.
To w końcu ona udaje oficera czy nie?!
Syndrom daru Alice Cullen strikes again!

Kretynka oczywiście idzie za Marcusem na tę całą odprawę. Ma zamiar zrobić to ukradkiem, ale jej się nie udaje.

Cichutkie wejście zupełnie jej nie wyszło, bo zwalisty, ciemnowłosy mężczyzna w średnim wieku prowadzący odprawę natychmiast ja dostrzegł. Przerwał w pół zdania, przyjrzał jej się uważnie. Chwile myślał, po czym rzucił:
- Konsultancie Ariel Odgeon, witam.
A ten skąd ją zna?

-To, co prawda, odprawa dla oficerów, ale jeśli takie jest twoje życzenie, możesz tu zostać i wziąć w. niej udział - kontynuował mężczyzna. - Jestem zastępca generała Zoriana i nazywam się Thomas. Niektórych oficerów już znasz. Nie wszyscy jednak znają ciebie. Panowie, oto Ariel Odgeon.
- Cześć, Ariel! – odpowiedział chórek chłopców.

Po tym spektakularnym wejściu Ariel nieco zakłopotana usiadła na wskazanym miejscu i rozejrzała się dookoła z ciekawością. Sala przypominała nieco ogromna klasę z duża ilością pojedynczych stolików. Przy każdym siedział jakiś oficer i robił notatki.
Boże, ja żartowałam... T_T

Dowódca gada o ostatnich atakach, strategiach i takich tam, a wszystko to przypomina bardziej nudny wykład z kretynologii niż planowanie manewrów wojskowych, omg. Potem zostaje na sali tylko kilku oficerów i Ariel, a dowódca... zaczyna wystawiać oceny.

- Dobrze. Przejdźmy zatem do rzeczy - zaczął Thomas i sięgnął do szuflady pod stołem. - Mam tu wasze raporty dotyczące osiągów adeptów. Bastien, Marcus, widzę, że wyniki ze strategii pola walki znacznie się poprawiły. Dobrze. - Był wyraźnie zadowolony - I notowania z użycia broni ręcznej też - tu zwrócił się do Fabiena. – Mam zastrzeżenia co do poziomu wiedzy z zakresu pierwszej pomocy medycznej.
What.
Aż zrobiłam research. Cała ta „odprawa” to zapewne w zamyśle miał być proces wojskowego planowania (tak, wikipedia, ale tu jest wszystko ładnie i przystępnie wyjaśnione). Ale sama odprawa informacyjna nie jest niczym sama w sobie, jest jednym z kilku elementów tego procesu. Gdzie one się podziały? I przede wszystkim, dlaczego wszystko to wygląda jak klasówka w szkole?! Omawiają strategię, ustalają położenie przeciwników, słowem: zajmują się bardzo poważnymi sprawami, a tymczasem wszyscy siedzą przy ławeczkach, robią notateczki, zastępca generała rozdaje komplementy, a kompletnie tam niepotrzebna Ariel ziewa z nudów. WHAT THE FUCK?


- (...) Mag-medyku, czemu tak proste zaklęcia leczące sprawiają adeptom tak wiele problemów?
- Ale... ja nie wiem... - zaczął ten niepewnie.
- Jak nie wiesz, to słuchaj - rzucił szorstko Thomas,a mag wcisnął się w krzesło. - Najwyraźniej wolisz przesiadywać u Garretha niż poświęcać swój cenny czas służbie. To ostatnie ostrzeżenie. Do promocji oficerskiej zostało niewiele czasu. Za dwa tygodnie chce widzieć, że ich poziom umiejętności się poprawił, inaczej staniesz do raportu, jasne?
- Tak jest - powiedział mag-medyk.
Okej, nie klasówka, tylko zebranie pedagogiczne. Wciąż: WHAT THE FUCK?!

- Marcus - zwrócił się w stronę oficera - z twojego raportu wnioskuje, że z pegazami idzie im coraz lepiej. Jak tych trzech, którzy sobie nie radzili?
- Adam, Torre i Ray - powiedział Marcus. - Dostali dodatkowe zajęcia przy pegazach. Zaczynają odrabiać straty do reszty grupy. Jeszcze to trochę potrwa, ale do egzaminu będą gotowi. Jestem przekonany, że dadzą rade.
Egzaminu?! Wojnę prowadzicie! Jesteście bardzo osłabieni, wasze życie wisi na włosku, a wy się skupiacie na takich duperelach?!
No przepraszam uprzejmie, ale żywopłot wokół wojskowego bungalowu to się sam nie przytnie!

- Mam nadzieje. - Dowódca znowu zmarszczył brwi. -A jak z uzupełnieniem stanu pegazów?
- Tu mamy problem - przyznał Marcus. – Dowiedziałem się od Martina, że dzikich pegazów nie będzie. Ktoś je przegonił i poleciały za Faunia Przełęcz. Na odłów nie mamy co liczyć. Zostaje przychówek, ale to nie wcześniej niż za miesiąc. Nie wiem, czy wystarczy dla każdego adepta. Trzeba jeszcze doliczyć te, które giną w trakcie patroli...
Piechotą już nie umiecie się poruszać? Nie każdy wojskowy potrzebuje swojego kucyka, zwiad i walkę można prowadzić również z ziemi (chyba nawet przede wszystkim)! Matko, jak to wszystko mnie denerwuje!

- Daniel, jak postępy z rozpoznania terenu? – zwrócił się do następnego oficera. Ten zmarszczył brwi i zameldował:
- Teorie opanowali, ale w praktyce są kiepscy. Przydałoby się więcej godzin treningów. To samo dotyczy poprawy kondycji fizycznej i walki wręcz. Gdyby mieli więcej godzin w komnacie symulacyjnej...
Niech zdobędą więcej expa za misje, to będą mogli sobie podnieść staty i kupić nowy ekwipunek. *wali głową w ścianę*

- (...) Bastien, doniesiono mi, że była jakaś burda u Garretha. O co chodziło?
  Mężczyzna skrzywił się.
- Dwóch kadetów. Podstępem weszli do tawerny i zmusili chochlika do podania nalewki. Nie zdążyli nawet jej posmakować, bo Garreth narobił rabanu i zgarnęła ich żandarmeria. Siedzą teraz u siebie na kwaterach i czekają na twoja decyzje.
Thomas znowu się zamyślił. W milczeniu przemierzał pomieszczenie. Oficerowie uważnie śledzili każdy jego krok.
- Jakie są wasze zdania? - zapytał w końcu dowódca. [Kogo to obchodzi, ty jesteś dowódcą, pokaż im, że tu rządzisz, cieciu!] - Peter?
- Relegować! (...)
- Marcus?
- Relegowanie to za ostra kara. To tylko dzieciaki. Wygłupy im w głowach. Każdy z nas taki był. Ukarać surowo, ale nie relegować.
- Daniel?
- Popieram Marcusa. Kara, ale nie relegowanie.
Kiedy już się wypowiedzieli, Thomas zdecydował:
- Skoro większość jest za ukaraniem, ale nie wyrzuceniem, dobrze. Mam nadzieje, że po tygodniu Trollowych Rubieży nabiorą nieco rozumu i spoważnieją. Takie wybryki psuja opinie Korpusowi. Nie możemy do tego dopuścić. Zanim ich tam wyślemy, Nuelle, zrobisz im dodatkowy wykład na temat historii Korpusu, etyki i honoru oficerskiego.
No i szlaban dostali, ja się potnę...

Kolejne kilka minut analizowali postępy poszczególnych kadetów oraz planowali dalszy tok szkoleń. W końcu Thomas powiedział:
- Widzimy się za dwa tygodnie o tej samej porze.
Nie wiem, czy pamiętacie, ale macie wojnę. Z każdej strony atakują was setki potworów (mimo że nie mają zbyt sensownego motywu, ale mniejsza). Sytuacja może się zmienić z minuty na minutę, a wy sobie planujecie regularne pogaduszki? Słów mi zaczyna brakować.

Dowódca każe odejść wszystkim, poza Arielką. Po wymienieniu przepisowych zdziwionych spojrzeń z Marcusem i Fabienem, idzie za nim do sąsiedniego pomieszczenia.

Jak się okazało, było to jego biuro pełne półek zawalonych księgami, mapami i jakimiś dziwnymi urządzeniami, których przeznaczenia mogła się tylko domyślać. Biurko również świadczyło o intensywnej pracy. Ściany miał pełne trofeów zdobytych chyba w jakichś zawodach miedzy poszczególnymi koszarami, zdjęć wybitnych oficerów i tym podobnych rzeczy.
Trofea z zawodów międzykoszarowych? Zdjęcia oficerów? Może jeszcze w rameczkach w serduszka, misie i napisami Best Friends Forever? Co? Co? Cooo? T__T

Tylko olbrzymia donica z ogromnym kutasem zupełnie nie pasowała do całości
Już ten kaktus wygląda na tle całej reszty najnormalniej...

- Kawy? - zapytał uprzejmie, gdy już weszła.
Kawusi? Śmietanusi? Cukiereczku?

- Nie będę ukrywał, że nie jestem szczęśliwy z obecności kobiety w koszarach, a tym bardziej w boksach smoków - ciągnął. - Jednakże jestem oficerem i nie mnie negować rozkazy przełożonych. Generał Zorian polecił mi wspierać panią i pomagać w każdy możliwy sposób. Stad jeśli będzie pani miała jakieś pytania, problemy, drzwi do mojego biura zawsze stoją dla pani otworem - zakończył pogodnie.
- Ooo! - To było jedyne, co zdołała wykrztusić. Jeszcze nikt nigdy w tak grzeczny i uprzejmy sposób nie dał jej do zrozumienia, że uważa ja za wrzód na dupie i nie życzy sobie jej obecności.
Czego ty chcesz, durna babo? Był uprzejmy, zaoferował pomoc, wszystko to bez grama złośliwości. Co za niewdzięczna, pusta kretynka.

Dalsza rozmowa potoczyła się już nad wyraz płynnie i w całkiem miłej atmosferze. Zaczęli nawet mówić sobie po imieniu.
Wymienili się numerami GG i pamiętniczkami.

- Rozumiem. Mam jeszcze jedno pytanie. Powiedz, dlaczego jestem zakwaterowana akurat tu, w trzecich koszarach, a nie w mieście? A poza tym czemu w trzecich, a nie na przykład w piątych czy drugich? Przecież miast i koszar macie dziewięć.
- To dość logiczne. Jak pewnie wiesz, każde miasto miało po dwunastu kandydatów i tyle samo było oficerów wybranych do ich sprowadzenia. Ponieważ jednak tylko Fabianowi udało się wykonać zadanie...
- ...i Marcusowi - wtrąciła Ariel.
- Tak, rzeczywiście, i Marcusowi - zgodził się z nią Thomas. - Logiczne jest, że to właśnie oni są twoimi przewodnikami, a ponieważ stacjonują w trzecich koszarach, ty też tu jesteś - zakończył.
To teraz wytłumaczcie mi jeszcze jedno. Marcus i Fabien mieli zaraz po przyprowadzeniu tu Ariel wypić eliksir zapomnienia, w związku z czym straciliby wszystkie wspomnienia o swojej misji. Nie zrobili tego tylko dlatego że Marcus złożył jakieś tam słowo honoru, coś tam, nie pamiętam dokładnie. Ale gdyby to zrobili, to co, okazuje się, że wszyscy wokół wiedzieliby, co zrobili, poza nimi samymi? Jaki to ma sens? No jaki?

- Czy masz już jakiś pomysł, jak wykonać zadanie?
- Właściwie tak. Chce zrobić przegląd zagród we wszystkich koszarach i obejrzeć poligony. No i same smoki, oczywiście.
Więc czemu tego nie robisz, tylko kręcisz się bez celu (i ochrony) po niebezpiecznych lasach, kradniesz pegazy i włamujesz na narady, które nie powinny cię obchodzić?

Na korytarzu czekali na nią przyjaciele. Zupełnie zapomniała, że mieli iść do zbrojowni.
- Chciał się tylko przywitać i oznajmić, że jestem ostatnia osoba, jakiej tu sobie życzy. Nic więcej. - Roześmiała się i machnęła lekceważąco ręką.
- I zajeło mu to cała godzinę? - zdziwił się Fabien.
- Wiesz, przy interesującej rozmowie i dobrej kawie nie patrzy sie na zegarek.
- Piłaś z nim kawę? - wykrztusił Marcus.
- A to zbrodnia?
-Nie pamiętam, żeby kogoś zaprosił na kawę. Nigdy tego nie robi. I oczywiście nikt nie ma wstępu do jego gabinetu w innych celach niż służbowe - wtrącił elf.
Tak, tak, Ariel jest wyjątkowa pod absolutnie każdym możliwym względem, NIECH COŚ SIĘ ZACZNIE DZIAĆ.
Uwierzycie, że to dopiero osiemdziesiąta strona z dwustu dziewięciu? Na tym etapie to już nawet Meihna dawno opuściła Atlantydę i szukała tego swojego perłowego maga.

-Nie wiem, chłopaki, co do niego macie, ale według mnie jest bardzo miły. I naprawdę parzy świetną kawę.
Spojrzeli po sobie i wybuchnęli śmiechem.
- Thomas miły? - Prawie płakali. - Ariel, Thomas to największy służbista zaraz po Zorianie! Określenie „miły" nie figuruje w jego słowniku.
Dosyć tego pierdzielenia, nawet wobec WAS zachowywał się jak przedszkolanka.

Ariel patrzyła na nich jak na stukniętych. Kiedy im w końcu minęło, przypomniała:
- Czy nie mieliśmy iść do zbrojowni?
- A tak, racja - powiedział Marcus. - To chodźmy...
- A ja lecę na patrol. Na razie. - Elf pomachał im ręką i ruszył w stronę stajni.
I znów została sama z Marcusem, ojeju jeju, co to będzie!

Niestety, w zbrojowni było tyle rodzajów broni, że wybór zajął im ponad godzinę.
To chyba dobrze, że był duży wybór, a nie na przykład stary zardzewiały mieczyk i gigantyczny katowski topór?
Oj, no bo to przecież kobieta, a kobiety długo robią zakupy, i dlatego to jest śmieszne, co nie, co nie?

Wypróbowała cała masę mieczy, sztyletów, łuków, topora oszczepów, kusz. Wszystko było dla niej za ciężkie i zbyt trudne do opanowania.
- Słuchaj, może taki buzdygan, jak wy macie, wystarczy? - zapytała, tracąc nadzieje, że znajda dla niej jakakolwiek bron.
Więc łuki i sztylety jej nie odpowiadały, ale uznała, że najlepszy będzie dla niej buzdygan? Trzeba to w końcu jakoś oficjalnie zilustrować:

To jest buzdygan. Mierzy nieco ponad pół metra. Waży około 2kg. Używanie go polega na rozbijaniu na krwawą miazgę mięśni i kości. Kto przy zdrowych zmysłach uznałby to za broń odpowiednią dla drobnej i chudej kobiety, która w życiu nikogo nie zabiła?
Wiesz co, mnie to się wydaje, że te ich elfie buzdygany to wyglądają raczej tak (i nigdy nie zostały skalane nawet kropelką krwi):


I tu właśnie dowiadujemy się wszystkiego, co chcieliśmy wiedzieć o tutejszych buzdyganach od samego początku.

- Buzdygan odpada - stwierdził krótko i uchwycił jej pytające spojrzenie. - Widzisz, to nie jest jakaś tam zwykła różdżka ani nawet jej powiększona wersja [Od kiedy buzdygan to RÓŻDŻKA?!]. Byle różdżkę może mieć każdy czarodziej w naszym świecie. Buzdygan maja tylko oficerowie z Korpusu Oficerskiego – oświadczył z duma. - Buzdygan to coś więcej niż kawałek rzeźbionego metalu. Buzdygan to PRESTIŻ. Można nim rzucać zaklęcia, to prawda. Można oszołomić, a nawet zabić. Można wyczarować cokolwiek zechcesz, na przykład kapsułę dźwiękoszczelną. Służy też do wydawania komend smokom i na poligonie i w prawdziwej bitwie. To bardzo potężne urządzenie o mnogości funkcji, ale to przede wszystkim prestiżu. Istnieje tylko tyle buzdyganów, ilu jest oficerów.
Aha. Okej. Czyli aŁtorka wybrała tę nazwę chyba głównie dla jej niezwykłego brzmienia. Broń obuchowa, który nie służy do zadawania ciosów obuchem, tylko jako magiczna różdżka. Spoko.

Każdy buzdygan jest inny, a swojej mocy nabiera, dopiero gdy generał wręczy go adeptowi, a ten wleje do wydrążonego trzonu wody ze Świętego Źródła zmieszanej z własna krwią i szczelnie zapieczętuje.
-Od tego momentu buzdygan staje się bardzo niebezpieczna bronią magiczna. Jest także źródłem autorytetu i wywołuje posłuch u postronnych osób. Prestiż jest konieczny, bo ostatecznie jesteśmy obrońcami miast, nie?
Się wie, ziom.

- Dlatego nie możesz mieć buzdyganu. Po prostu nie jesteś oficerem - zakończył to skomplikowane wyjaśnienie.
Są dwie opcje:
a) Ariel I TAK dostanie buzdygan, być może nawet i bez tego całego cackania się,
b) Ariel jest tak wyjątkowa, że może robić wszystko i bez buzdyganu (co, na dobrą sprawę, już jest faktem).


Już miała zaproponować, żeby sobie dali spokój, gdy w kąciku zobaczyła mała kusze jakby zrobiona dla dziecka. Szósty zmysł podpowiedział jej, że jeśli ma być uzbrojona, to tylko w te. Kusza była dość stara. Leżała w gablocie na wyściółce z purpurowej tkaniny. Ariel jak zahipnotyzowana podeszła do niej.
- Nie, nie, ta nie wchodzi w rachubę! - Marcus pokręcił głowa ze śmiechem. - Po pierwsze, to zabytek. Nikt ci nie pozwoli go zabrać. Po drugie, należała do Pierwszego Maga, wiec to swietosc. Po trzecie, nie dasz rady jej nawet wyciagnac ani użyc, bo ona sama sobie wybiera
pana. Ostatnim i jedynym jej panem i użytkownikiem był Wielki Xaviere D'Orion. Daj spokój, Ariel, znajdziemy ci cos podobnego, chodz! - ponaglił ja.
c) Ariel znajdzie sobie inną broń, która okaże się superpotężnym, starym artefaktem, którego nikt inny nie potrafi używać.
Jeśli to święty relikt, dlaczego tak po prostu leży sobie w zbrojowni?

Ariel nie słuchała go jednak. Patrzyła jak zahipnotyzowana na kusze, a potem, nie zastanawiajac sie, dlaczego to robi, wyciagneła dłon w kierunku broni. Jej reka znajdowała sie jakies pół metra od gabloty. Zamkneła oczy, skupiła sie. Marcus patrzył na to z ironicznym usmiechem.
„Nawet obecnym Naczelnym nie udało sie ruszyc tej kuszy z jej wysciółki chocby o milimetr, a ona zamierza po prostu ja zabrac?! O, tu mi kaktus wyrosnie! – pomyslał smiechem. – No ale niech próbuje, skoro taka uparta!" Smiał sie w duchu.
Nagle przestał sie smiac. Kusza nie dosc, że przesuneła sie na wysciółce i zaczeła drżec, to jeszcze pomału uniosła sie do góry i wyleciawszy poza krawedz szklanych scian gabloty, błyskawicznie wskoczyła Ariel prosto do otwartej dłoni!
Muza, przypomnij mi, po co ja to czytam?
Bo to jest fascynująco głupie i kiedy myślisz, że już nic cię nie zaskoczy, to zaraz wyskakuje na ciebie kolejna durnota, jeszcze większa od poprzedniej.
Nie wyrobię więcej na raz. Reszta tego kuszowego cyrku za dwa tygodnie.

23 komentarze:

  1. "Gdyby tylko wiedział, że zafundowała sobie lodowaty...
    Czy naprawdę podtekstem do tego żartu (?) było to, że w zimnej wodzie sutki seksownie stają? Serio? Serio? Błagam, powiedzcie mi, że nie." ale czy nie chodziło o to, że jej było tak gorąco od patrzenia na jego klatę, że musiała wziąć lodowaty prysznic??

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko olbrzymia donica z ogromnym kutasem zupełnie nie pasowała do całości
    Już ten kaktus wygląda na tle całej reszty najnormalniej...

    Yyy... tam naprawdę było 'kutasem'?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dziwnego, że skoro dowódcą tych wszystkich zniewieściałych, porośniętych obfitym kręconym włosiem elfów jest najbardziej niemiła an świecie "pani pedagog", to ogromny kutas po prostu nie będzie pasował do wystroju jego gabinetu.

      Tylko dlaczego w donicy?

      Usuń
    2. Też się chciałam o to zapytać ;D

      Usuń
    3. !!! Oż kurwełe, tam naprawdę jest KUTAS. Dalej pojawia się normalnie "kaktus", więc nie zwróciłam uwagi, to musi być jakiś błąd przy skanowaniu. xD

      Usuń
    4. Kult płodności, ani chybi :)

      Usuń
    5. Same literki nie wytrzymały i się poprzestawiały.

      Usuń
    6. NIE, CHOLERA, NIE WIERZĘ. Doniczka z kutasem.
      To jest opko pełną gębą. :< Już nie mówię, że risercz, niech sobie pani Ałtorka chociaż obejrzy hollywoodzki film o wojsku, proszę.

      Usuń
  3. "Właśnie miała wyjść z pokoju na śniadanie, otworzyła drzwi i... jej oczy utonęły w błękicie tęczówek Marcusa. "
    Wiesz, zazwyczaj mówię wtedy coś takiego:
    TO JA: http://www.facebook.com/l.php?u=http%3A%2F%2F24.media.tumblr.com%2F01eac5b576d0d856ea6c67c22d0c7cf0%2Ftumblr_mkjge07as41ra7uzxo1_500.gif&h=PAQGMpJiS
    Ten buzdygan...
    *oto, jak ze spokojnego Diabelstwa wchodzi we mnie Król Piekła.* Co-tu-się-do #$%@% @%$#^ WYRABIA?! KTO TO NAPISAŁ?! PANI WETERYNARZ, DLA KTÓREJ POJĘCIA TAKIE JAK RESEARCH, DOBRE OBEZNANIE W TEMACIE, PODSTAWY MERYTORYCZNE? GRAŁA W D&D, JAK WIDAĆ W BESTIARIUSZU, ALE NA BRONIACH TO ZA CHOLERĘ SIĘ NIE ZNA-
    AŻ KUPIĘ DRUGI TOM.
    BĘDĘ POSZUKIWACZEM SAMOTNEJ, KRYSZTAŁOWEJ ŁZY!
    ONA SIĘ TAM MUSI POJAWIĆ.
    Pierwszy tom chyba przemielę. Mam go w domu.

    Dobra, przepraszam za Capsa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz to to wspierać...?
      Rany, kutas w donicy mnie zmiażdżył xD To się już samo analizuje!

      Usuń
  4. Na konwencie w Nidzicy były rzuty buzdyganem do tarczy..Powinni tam namalować głowy ałtoreczek.


    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta ,,książka'' BOLI. T_T

    OdpowiedzUsuń
  6. Eehehehe, mój wewnętrzny gimbus zarechotał idiotycznie przy tym kutasie xD. I to pewnie żaden błąd przy skanowaniu, tylko edytor dał dupy, i nie dziw, jaka książka, takie jej (nie) sprawdzanie przed wydaniem.
    Ewentualnie z tego kutasa w donicy zostanie wyciosany kolejny magiczny buzdyganek, nie zdziwiłabym się gdyby je właśnie tak robili. W ogóle nazywanie różdżki buzdyganem jest obrazą dla tego drugiego, ta zniewaga krwi wymaga. Choćby to była i wyimaginowana krew z podartego egzemplarza przygód Arielki.
    W ogóle wtf, ona tam udaje faceta i nikogo nie dziwi, że pyskate kurdupelstwo nazywa się Ariel? Toż to tak samo męskie jak Meredith (tak, to achajowego maga piję. Czy tylko wg mnie to imię jest dobre tylko i wyłącznie dla syrenki?), pomijając całą niemęskość tego, co się tam wyprawia.
    A ta akcja z kuszą była tak boleśnie do przewidzenia od momentu, w którym padły słowa że nie nie, nie, tego nie wolno.
    P.S. Następne tomy też będą przerabiane, prawda? Prawda? *_*

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ledwo z jednym wyrabiam, a już następnych chcą. xD Ale tak, będą, czemuś takiemu nie można łatwo popuścić. ^^

      PS Odkryłam źródło kutasowej sprawy. Ani błąd przy skanowaniu, ani redaktor, ani korekta. Każdą analizę wrzucam najpierw na pewne forum, a tam kiedyś dla jajec zostały zapisane ustawienia zamieniające jedne słowa na inne, między innymi "kaktusowi" na "kutasowi", "czarny" na "różowy" (nawet nie wiecie, ile było kwiku, jak gdzieś się pojawiał Voldemort - Różowy Pan) et cetera. A ja popisałam się kretynizmem i o tym zapomniałam, więc co zmieniło się na forum, to pojawiło się i tu. Kajam się...? ^___^"

      Usuń
    2. Ech, szkoda, tak mi się podobało :D
      Pasowałoby do tych "wojskowych" "elfów" jak nic.

      Usuń
  7. symbole falliczne
    wszedzie symbole falliczna xD

    OdpowiedzUsuń
  8. "W ogóle wtf, ona tam udaje faceta i nikogo nie dziwi, że pyskate kurdupelstwo nazywa się Ariel?" <= Akurat to jest jak najbardziej męskie imię: http://en.m.wikipedia.org/wiki/Ariel_(given_name)
    "Gabriel" też wydaje ci się niemęskie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabyjel w żadnym wypadku niemęski nie jest, ale za to już Gabriela jak dla mnie brzmi paskudnie ;d. Ale anioł Ariel... I can't. To nie tyle z powodu disnejowskiej, rudej Arielki, co po prostu to imię jest takie jakieś... żeńskie po prostu. Nie jak Marian, tylko Maria. Meksykanina czy Hindusa o takim imieniu to jeszcze zrozumiem, bo to inny krąg kulturowy. Ale ta elficka banda ma (w miarę) normalne, męskie imiona, więc Ariel i tak wśród nich brzmi dziwnie.

      Krakatoa

      Usuń
    2. Nie no, znałam jednego Ariela w dzieciństwie i nikogo to imię nie dziwiło. Co najwyżej kojarzyło się z proszkiem do prania i z tego trochę się podśmiewano.

      Usuń
  9. Powinien być zakaz używania w opisach wyglądu osób słowa "tęczówka", bo z jakiegoś powodu jest ono nadużywane. Niespełnieni okuliści?

    OdpowiedzUsuń
  10. Macie rację " Dziewiąty mag" to zwykły cyrk...

    OdpowiedzUsuń