Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Gra o tro... tfu, Ferrin, część 5

wtorek, 6 sierpnia 2013

Gra o tro... tfu, Ferrin, część 5

Coraz fajniej mi się pisze Ferrin, co oznacza, że robi się coraz głupszy i mniej sensowny. Mam tylko nadzieję, że przy lekturze analizy bawicie się co najmniej w połowie tak dobrze, jak ja przy pisaniu jej. Enjoy. :)

Rozdział V: Eleuzis

Rozdział rozpoczyna się takim oto krótkim wstępem, pisanym kursywą:


Serce łomocze w rytm kroków. Zbliżają się. Zatrzymują po drugiej stronie okratowanych drzwi.
- Proszę po leki.
To pierwszy sygnał mówiący, że coś tu jest nie tak. Jakie okratowane drzwi? Jakie leki? O co chodzi? Co się dzieje? To retrospekcja z pracy w szpitalu? Zajawka z przyszłości? Chwilowo nie otrzymujemy odpowiedzi, a ja nie chcę spoilerować, więc przejdźmy do akcji właściwej... która w jakiś sposób nawiązuje do powyższego cytatu.
Narastający łomot, który dobiegał zza drzwi, przywrócił Karolinę do przytomności. Kilka par ciężkich, pancernych buciorów wybijało na korytarzu dudniący, miarowy rytm. Ze wzrastającą paniką wsłuchiwała się w odgłos kroków, któremu akompaniowało chrzęszczenie i poszczekiwanie zbroi.
Tam słychać kroki i tu słychać kroki. Podejrzana sprawa, drogi Watsonie.

W każdym razie, Anaela znajduje się w areszcie. Okazuje się, że razem z Reikanem, wobec czego czuje się w obowiązku zachować jak idiotka.

- Ciii, to ja - usłyszała szept Reikana. - Nie krzycz, to cię puszczę. Dobrze? Dobrze?! - zapytał nagląco.
Pokiwała gorliwie głową. Cofnął dłoń. Nabrała powietrza, by krzyknąć co sił w płucach, ale zakneblował ją powtórnie.
Autorka powinna pamiętać, że nie oglądamy Shreka, tylko czytamy powieść fantasy, która podobno wcale nie jest parodią, tylko mroczną opowieścią, z krwią, bitwami i w ogóle, i nie wciskać scen, które tylko sprawiają, że głównej bohaterki nie cierpi się coraz bardziej.

Reikan oferuje Anaelci pomoc w ucieczce. Dlaczego robi to teraz, skoro pod koniec poprzedniego rozdziału zarzekał się, że nie może, bo podlega rozkazom Bereniki? Anaela znowu daje popis idiotyzmu, kiedy Reikan rzuca zaklęcie i dwa razy każe jej się odsunąć, aż w końcu sam musi kretynkę odepchnąć, by nie usmażyła się w świeżo otworzonym portalu.

Tymczasem Berenika odpoczywa po małym ryćkanku z Joysellem i odkrywamy jej sekret.

Ciało lorda miało zaledwie trzydzieści lat, a co najważniejsze, było jego własną powłoką. Jej natomiast... Cóż, nawet najdoskonalsza iluzja i najskuteczniejsze eliksiry nie radziły już sobie z odmładzaniem Bereniki tak, jak by sobie tego życzyła. Niedługo będzie musiała posiąść ciało kolejnej Następczyni.
*drapie się po głowie* A wyżej wymieniona, czyli Agnessa de Sade (nie mogę przestać pokwikiwać przy tym nazwisku ^^), po prostu się na to godzi? Nie czułabym się zbyt dobrze z tym, że kiedyś jakaś sucz weźmie sobie moje ciało i będzie używać jak własnego, a mnie diabli wezmą. No ale dobra, inny świat, inna mentalność. Zresztą, jakoś mi tej Agnessy nie szkoda.

W każdym razie, Berenika wyczuwa nagłą, potężną eksplozję magii towarzyszącą wyczarowaniu portalu przez Reikana. Czy ten piękniś wie, że skuteczna ucieczka to taka, na której nikt cię nie przyłapuje? Nie mógł pomyśleć o sposobie mniej rzucającym się w oczy i zmysły osób wyczulonych na magię, zapełniających cały pałac? To jest wprost zaproszenie: hej, uciekam, goń mnie!

Ale zaraz; kolejny akapit zaczyna się od tego, że z portalu ktoś wychodzi. Nie dostajemy opisu nowego pomieszczenia, wnoszę więc, że wciąż znajdują się w celi. Czy nie powinni, pardon my french, spierdalać stamtąd co sił w nogach? Najwyraźniej nie, bo najpierw wszyscy się sobie kurtuazyjnie przedstawiają, a potem rozmawiają beztrosko.

Z portalu wyszedł wysoki, smukły mężczyzna odziany w szatę o barwie królewskiego błękitu, zdobioną lśniąco czarnym haftem. Szlachetne rysy twarzy i królewska postawa nie pozostawiały Karolinie wątpliwości, kogo ma przed sobą.
- Leddi, oto Eleuzis dell’Soll, Wielki Władca Ferrinu. - Reikan potwierdził te przypuszczenia.
- A oto nasza Anaela. - Eleuzis z uśmiechem położył dłonie na ramionach dziewczyny. Nie śmiała sprostować, że tak naprawdę ma na imię Karolina. Zresztą jej ziemskie imię wydało się tu wyjątkowo nie pasować. - Pierwsza z Przepowiedni. Pierwsza i najważniejsza.
- Z przepowiedni? - zdziwiła się słabo.
No ba, cóż by to była za merysujka bez Wzniosłej Przepowiedni. Oto i ona!
Wzgardzona Świętość grę rozpoczyna.
Amirin w dłoni Tej-Która-Leczy.
Drugim zostanie Książę Ferrinu
Czarny Tytanian niech będzie Trzeci.
Gdy Słońce wróci, skąd nie ma dróg,
Gdy białe serce z czarnym się połączy
Przed wolą Leddi ugnie się wróg,
Jej mocą Ferrin przetrwa, gra się skończy.
No to tak: rymy są takie, że jakoby ich nie było. „Rozpoczyna” i „Ferrinu” nie rymuje się z niczym, potem jest „leczy-trzeci”, „dróg-wróg”, „połączy-skończy”. Ryż, mysz i nietopyrz, albo nic, albo Częstochowa. Sylaby w wersach: 10, 10, 10, 10, 9, 11, 9, 11. Na upartego może to mieć sens, gdyby podzielić wiersz na dwie zwrotki po cztery wersy, ale rytmu w tym nie ma za grosz – akcenty szaleją, średniówkę nawet trudno mi ustalić. Werdykt: albo piszemy wiersz i robimy to porządnie, albo nie wysilamy się w nieudolnych próbach nadania tworowi pozorów bycia wierszem.
No wiem, że czepiam się jak Rumun etykietki, ale po ostatnim semestrze liryki strasznie mnie drażni taka fuszerka. Zgaduję, że pani autorka by zzieleniała, jakby otrzymała polecenie napisania sześciostopowca amfibrachicznego z hiperkataleksą.

Treści przepowiedni nie skomentuję, jest równie nudna, mętna, a jednocześnie w pewien sposób oczywista, co ¾ przepowiedni z miernego fantasy.

- Tak, Anaelo. - Dłonie zacisnęły się lekko na ramionach dziewczyny. - Lecząca z Przepowiedni to ty.
Dlaczego? Co na to wskazuje? Ma symbol Leczącej, ale poza tym nawet nie potrafi się w odpowiedni sposób posługiwać swoją mocą. Miała Amirin – ten medalion – ale każda inna Lecząca w tym świecie mogłaby go mieć, biorąc pod uwagę, jak nieodpowiedzialna była jego poprzednia właścicielka (jak pamiętacie, Anaela zostawiła Amirin przywiązanemu do drzewa Amremu). Chodzi o to, że pochodzi z innego świata? Przepowiednia nic o tym nie mówi. Więc skąd pewność, że chodzi o Karolcię, poza tym, że jest merysujką?
Reikanie, czyż nie jest wspaniała? - Zwrócił się do syna. - Smocze włosy, elfia aura i ludzka krew. [Ach, och.]
- Zaraz, zaraz - przerwała te zachwyty. - Jaka przepowiednia?
- Reikan nie wspomniał, iż oczekiwaliśmy cię jako Wybraną? - Spojrzał z przyganą na syna. - Przybyłaś do Świata Światów sprowadzona przez Amirin zaginiony przed dwoma wiekami. Tym, który cię odnalazł, był Reikan, ferriński książę. [Konkretnie to pierwszy był Amre, sługa Czarnego Charakteru.] Musisz odszukać Trzeciego, a potem, zgodnie ze słowami wyroczni, uratować Świat Elfów przed zagładą - rzekł Eleuzis tak lekkim tonem, jakby ratowanie Ferrinów było dla Karoliny chlebem powszednim.
Anaelcia dostała Amirin od ciotki, której oczywiście nie będzie dane nam spotkać. Rytuał teleportacji przeprowadziła sama, z własnej, nieprzymuszonej woli. Jasne, Przeznaczenie et cetera, ale sorry, nadal tego nie kupuję.

Nie mogę się powstrzymać, by dać wam wgląd w umysł naszej błyskotliwej heroiny.

„To takie proste” - dokończyła za niego w duchu. To takie proste! To przecież tutejsi bogowie przeteleportowali ją, by zbawiła Ferrin! No banalne. Zwykła boska codzienność: wziąć ludzika z Ziemi i przenieść go do Alderii. Albo do Ferrinu. Albo do piekła! Nieee. Nie da się nabrać! To na pewno jej chory umysł tworzy takie, właściwie niczego sobie, omamy. Bardzo realistyczne omamy, trzeba przyznać. O coś ją właśnie pyta ten omam. O serce. Dziękuję, ma się dobrze. Nie, o Serce Ferrinu. Aha, o Serce Ferrinu. Potrząsnęła głową, usiłując skupić rozbiegane myśli. Klejnot. Amirin, który miała na szyi, gdy tu trafiła.
- Oddałam go Amremu.
Eleuzis osłupiał.
- N-na pamiątkę - zająknęła się.
- Oddałaś Serce Ferrinu Darrakijczykowi?! Słudze WeddSa’arda?!
Niestety, dłużej nikt jej za to nie zmywa głowy. Zamiast tego Karolcia-Anaelcia znowu się dziwuje, że to wszystko się dzieje naprawdę i nie jest snem, i dotyka ścian, które są takie realne, aaach...
Odwróciła się powoli do władcy i księcia. Jej twarz zdawała się starsza o dziesiątki lat, a oczy ukazywały ogrom cierpienia i wewnętrzne rozdarcie. Jeszcze nie chciała lub nie mogła pogodzić się z rzeczywistością.
Och, jak ja ci współczuję, moje ty biedniątko.

Karolcia twierdzi, że pomylili się i nie o niej mówi przepowiednia, więc chce wrócić do domu. Reikan jest wściekły i myśli, że gdyby to od niego zależało, za kudły by ją zaprowadził tam, gdzie trzeba i rozkazał posłusznie wypełniać jej przepowiednię. Mimo to posłusznie otwiera portal prowadzący na Ziemię.

Wrrróć.

Więc to takie proste? Czary-mary, bum-cyk-cyk i już mamy portal do innego świata? Czemu więc przybycie Karoliny to takie wielkie halo? Czemu nie mogli wysłać kogoś na poszukiwania tej, o której mówi przepowiednia? Tyle pytań bez odpowiedzi!

Rozterki Anaeli znów przerywa kursywa.

Karolina patrzyła tępym wzrokiem, jak prostokąt seledynowego światła staje się oknem do jej pokoju. Jak w owym oknie widzi wygasłe świece, tlące się kadzidło, kryształy i wizerunki jednorożców na ścianach. Książę ustąpił z drogi. Mogła wracać. Już miała przejść na druga stronę, gdy rzucił pogardliwie:
- Wracaj do Świata Szarej Śmierci.

Wracaj do szpitala.

Drżała na całym ciele niezdolna wymówić słowa. Oczy zapiekły niewypłakanymi łzami. Gardło zaciśnięte spazmatycznie ledwie przepuszczało hausty powietrza.
Jest tak blisko. Na wyciągnięcie ręki. Twój świat. Wracaj, Karolinko. Mroczny pokój wabi obietnicą mglistego poranka, jednego z wielu, jakie czekają cię po tamtej stronie. Tak. Zawsze byłaś nikim i nikim pozostaniesz. Zdana na łaskę i niełaskę, jeżeli nie wiedźmy z pływającymi oczyma, to nie mniej odrażającego ordynatora. [Wtf, wiedźmy z pływającymi oczyma? o_O] Tego pragnęłaś, kiwając się pod stołem w domu dziecka? Do tego tak pragniesz wracać? No powiedz, moja droga?
A może właśnie tutaj jest twoje miejsce? Może to o tym świecie marzyłaś przez wszystkie nieprzespane z tęsknoty noce? Może tu, w Świecie Światów, odnajdziesz szacunek dla samej siebie? Czyż nie warto zaryzykować?
Tu moja sympatia do koncepcji Świata Szarej Śmierci rosła. Racja, życie na Ziemi, współcześnie, nie zawsze należy do najprzyjemniejszych, potrafię się identyfikować z tym twierdzeniem i tęsknotą za lepszym światem. To liczę na plus... póki wszystko nie pójdzie w pizdu za parę rozdziałów.

A propos kiwania się pod stołem w sierocińcu – jak właściwie wyglądało dzieciństwo Karoliny? Kim dokładnie była ta jej ciocia opowiadająca jej o Ferrinie? Wychowawczynią w sierocińcu? Krewną? Jeśli tak, dlaczego nie zabrała stamtąd Karoliny?

I rany Julek, jak mnie drażni to, że bohaterka sama do siebie zwraca się per „Karolinko”. Odczuwam silne, wewnętrzne fuj na myśl o mówieniu o sobie „Joasia” (blee!). Po co taka infantylizacja? To dorosła kobieta, nie kilkuletnia dziewczynka. To znaczy, jeśli brać pod uwagę wiek, bo co do zachowania...

Anaela postawia, że zostanie i pomoże, pod warunkiem, że będzie mogła wrócić w każdej chwili. Jednak gdy próbuje przejść przez portal do Komnaty Przejścia, tej, w której pojawiła się przechodząc przez ostatni portal, na jej nadgarstku zapłonęła ognista bransoleta (nie wiem, tak to jest opisane). Okazuje się, że wszyscy zapomnieli o magicznym areszcie nałożonym przez Berenikę, przez który Anaela nie może opuścić Alderii; który może zdjąć tylko Berenika lub który zniknie po śmierci tejże. Oburzony Reikan daje wspaniały popis hipokryzji:

- Nie śmiałbym zatrzymać cię siłą!
- Nawet dla dobra Ferrinu?
- Nawet dla dobra Ferrinu.
Przypomnijmy, co myślał o tym ostatnio:
Reikan wstrząśnięty słowami Leczącej stanął naprzeciw niej. On też nie mógł uwierzyć! Nie wierzył, że Wybrana ot tak odmówi wypełnienia swej misji! Że nie obejdzie jej los Ferrinu. Ukochanego Ferrinu! Jak ona śmie?! Gdyby mógł, związałby ją i uprowadził do Feri’any, zmuszając do dopełnienia Przepowiedni. Gdyby mógł. Pięści same zaciskają się w bezsilnym gniewie.
Swoją drogą: raz czas przeszły, raz teraźniejszy, bo czemu nie...
- Powiedziałeś, że mam tu pozostać, dopóki Berenika, lub jej śmierć, mnie nie uwolni? Muszę więc zabić tę podłą wiedźmę - syknęła przez zaciśnięte zęby, rozcierając piekącą skórę.
To rozwiązanie przyszło do niej tak naturalnie i po prostu, jak myśl o zrobieniu sobie tosta na śniadanie. Jasne, Berenika zachowała się wobec niej jak, no, jak przystało na władczynię pseudośredniowiecznej krainy, ale czy myśl o zamordowaniu jej naprawdę powinna być pierwszą w główce słodkiej, niewinnej i lękliwej Karolinki? Cóż. Cicha woda brzegi rwie.
- Nim targniesz się na życie Bereniki, moja droga, warto byłoby odszukać tego, komu oddałaś Amirin - wtrącił Eleuzis, który do tej pory w milczeniu przysłuchiwał się słownym utarczkom tych dwojga.
- Amre nie żyje! Przez niego! - Wskazała oskarżycielskim gestem Reikana.
- Żyje - odparował chłodno książę. – WeddSa’ard okazał mu łaskę.
*opluła się Fantą* Że co?! Jakim cudem i prawem on żyje? Ach, no tak, zapomniałam, że to mistyczny Amre – postać, która pojawia się w zadziwiającej ilości w prozie Katarzyny M. W trylogii zaczynającej się od „Poczekajki” Amre to fikcyjny ukochany głównej bohaterki, która pisze do niego listy miłosne oraz... bohater „Gry o Ferrin”, którą taż pisuje do szuflady. W twórczości AutorKasi (przez niektórych zwaną aŁtorKasią) nie jest to nic dziwnego, tam w każdej książce jest spora ilość alter egów (alter eg?) autorki, bohaterów jej innych książek, a co drugi pisze genialne powieści o tytułach powieści K.M., które natychmiast po wydaniu zdobywają światową sławę i furę fanów. Także ten, standard.

Anaelcia drze się, że Reikan mógł jej powiedzieć, że Amre żyje, bo mogłaby po niego wrócić, a w ogóle to on miał wspominany w przepowiedni Czarny Tytanian, czyli swój miecz, ha-ha, jesteście tacy głupi, a ja taka sprytna. Jak ona mnie mierzi...

- Czy nie mogłaś wcześniej mi tego powiedzieć? - powtórzył słowa dziewczyny.
- Skąd mogłam wiedzieć, że to ważne? Tę całą Przepowiednię poznałam od was.
- Że też Amarilla ciebie nie wtajemniczyła... - westchnął Eleuzis.
A to jest bardzo dobre pytanie: czemu Amarilla, słynna ciocia Karolci, nie wtajemniczyła jej w sprawę? Opowiadała jej o Ferrinie, ale chyba bardziej w kontekście bajek o cudownym, innym świecie, dała magiczną księgę i amulet... bez słowa wyjaśnienia? Widzieliśmy, jak to się skończyło: idiotka przeprowadziła w afekcie rytuał teleportacji i wylądowała w lesie tuż obok obozowiska żołnierzy, którzy chcieli ją zgwałcić. No bardzo rozsądne, ze strony jednej i drugiej. Poza tym, skoro ciocia tyle opowiadała Karolinie o Ferrinie (nie czuję, że rymuję, joł), to jakim cudem ta zdaje się o nim nie wiedzieć absolutnie NIC?
- No cóż. Amrego i Amirin odnajdziesz na ścieżkach przeznaczenia - rzekł sentencjonalnie Eleuzis. - Teraz należy cię inicjować.
- Seksualnie? Za późno - odparła ponuro.


Wychodzi jednak, że magicznie, bo moc Anaeli jest nieujarzmiona i w związku z tym ta nie może się nią posługiwać. Eleuzis i Reikan zaczynają przeprowadzać rytuał, a z Anaelą dzieje się tyle mistycznych rzeczy, że głowa mała.

Miliony obrazów, słów, sekwencji, zdarzeń, ułamków rzeczywistości i nierzeczywistości przepływało w szaleńczym tempie przez mózg dziewczyny. Jej ciało dygotało od mikrouderzeń energii. Wszystko przecież było energią: i myśli, i słowa, i rzeczywistość, i nierzeczywistość. Niezliczone ilości cząsteczek przepływały przez umysł pogrążony w transie, chłonący je wszystkie i zachowujący w pamięci.

Przekaz trwał długo. Nieskończenie długo.

A ja się pytam: gdzie jest straż? Czemu od tak długiego czasu nikt ich nie powstrzymuje, mimo że Berenika od razu poczuła, że coś się dzieje?

I to tyle na dziś. Do następnego!

14 komentarzy:

  1. Ha, jak zwykle początkowo ferrin pokićkał mi się z dziewiątym magiem ale wysiliłam mózg i jakoś udało mi się ogarnąć. :)
    Super że tym razem było to, bo w zaklętej tak bardzo NIC się nie dzieje że aż czytanie boli, a tu wprawdzie głupio ale zawsze jakaś akcja :D

    Tuptaczek

    OdpowiedzUsuń
  2. Może Berenika chciała, ale lord właśnie odzyskał siły na drugą rundę? Trzeba mieć w końcu priorytety:].
    Strażnikowi się nie dziwię, też bym nie włączyła do celi z magami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham Ferrin za jego bezsens. ;u; Tutaj dochodzimy do granicy absurdu wytyczonej przez Reystone.

    BERENIKA BYŁA W DZIEWIĄTYM MAGU.
    PRZYPADEG? NIE SONDZE.
    XD Przepraszam, musiałam przygimbusić. .D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego wszystkim się myli "Dziewiąty..." i "Ferrin"? xD "Ferrin" napisała Michalak, nie Reystone. :D

      Usuń
    2. Nie, nie. XD Ferrinu nie czytałam całości, Maga - tak.
      Chodzi o to, że i tu, i tu była bohaterka nazwana imieniem Berenika.

      Usuń
    3. Dlaczego się mylą? O to kilka hipotez:
      1) obie bohaterki są doktorami, Karolina leczy ludzi a Arielka/Amelka czy jak jej tam było - zwierzęta
      2) obie znalazły się w nowym, magicznym świecie, który mają uratować przed zagładą
      3) obie mają koło siebie dwóch truloverów do wyboru
      4) obie są zołzowatymi marysue
      To tak na szybko, jakby się zastanowić to może i coś jeszcze by się znalazło :)

      Usuń
    4. 5)Jedna i druga książka jest tak denna, że nie ma co zbierać? XD

      Usuń
    5. 6) W obu głównymi męskimi bohaterami i kandydatami do serca Marysi są elfy. :)

      Usuń
    6. A myślałam, że to tylko ja... Dlatego ostatnio przeczytałam wszystkie analizy obu dzieł jeszcze raz. :D

      Usuń
  4. Ciii, to ja - usłyszała szept Reikana. - Nie krzycz, to cię pco.
    P Cofnął dłoń. Nabrała powietrza, by krzyknąć co sił w płucach, ale zakneblował ją powtórnie.

    Szkoda,ze nie zadusił!

    2) obie znalazły się w nowym, magicznym świecie, który mają uratować przed zagładą -tak oryginalny motyw,ze się słabo o robi.

    Drżała na całym ciele niezdolna wymówić słowa. Oczy zapiekły niewypłakanymi łzami. Gardło zaciśnięte spazmatycznie ledwie przepuszczało hausty powietrza.
    Jest tak blisko. Na wyciągnięcie ręki. Twój świat. Wracaj, Karolinko. Mroczny pokój wabi obietnicą mglistego poranka -rany borskie, co to za styl?!Mniszkówna?!

    chomik

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooooj, to był tak strasznie zły fragment, tak strasznie. No to może po kolei.
    Ten cytacik na samym początku. Akurat wiem o co chodzi, więc pojęczę tylko, że akcja nawet na dobre się nie zaczęła, a ałtorka już odsłania karty, i to bardzo słabe *jęku jęk*.
    Ostatnio zdałam sobie sprawę, że nie cierpię motywu z przepowiednią, obojętnie czy to złe opko, dobry fik czy nawet uznana książka, więc tutaj też sobie na przepowiednię pohejcę *hejtu hejt*.
    Przy fragmencie w którym Karolcia wahała się czy wrócić do swojego świata, bo straszne lata w domu dziecka, bo choroba sieroca, bo zły szpital i brzydki ordynator, bo brak szacunku do siebie, bla bla bla, uświadomiłam sobie, że mam to w zasadzie gdzieś, co bohaterka przeżyła i jakie emocja nią targają. Nic o niej nie wiemy (a przynajmniej ja nic o niej nie pamiętam), a rys psychologiczny jest żaden, a jak już jest, to chce się babsko zamordować. Tak więc kij mnie jej straszna, smutna i ponura historia. I w ogóle czemu mi, jako czytelnikowi, powinno zależeć na dobrym i ukochanym Ferrinie? Los tego randomowego byle czego też mnie guzik obchodzi. No jak przy "Atlantydzie" normalnie. Tylko że tam pannica niemal cały czas pierdzieliła o tym, jaka to Atlantyda jest wspaniała, cudowna, niesamowita, och i ach, orgazmu można dostać, a w książce nie było nic, co by na wskazywało i angażowało czytelnika na tyle, aby mu zależało na ocaleniu tej wyspy. W "Ferrinie" przynajmniej tych całych zachwytów brak (ale to pewnie ja znowu czegoś nie pamiętam).
    "Niezliczone ilości cząsteczek przepływały przez umysł pogrążony w transie, chłonący je wszystkie i zachowujący w pamięci." Zachowujący. W. Pamięci. Czy to znaczy, że Karolcia będzie teraz posiadała wiedzę o Wszystkim, wszyscy będą o tym mówić i się zachwycać, ona będzie non-stop o tym myśleć, jak to wszystko wie, ale żadna akcja ani zachowanie hirołiny nie będzie na tę niesamowitą wiedzę o wszystkim wskazywać?... Całkiem sporo mi tego wszystkiego wyszło w tym pytaniu.
    I o co chodzi z tym WeddSa’ardem? A dokładniej - jak czytać to cholerstwo? W środku wyrazu pojawia się nagle duża litera i... co? Czy to oznacza, że to "s" trzeba jakoś inaczej czytać, akcentować, pomijać, że zmiękcza coś obok?
    *marud marud*

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie, ten cały Ferrin. W ogóle nie wiadomo co to za kraina i co jej grozi i dlaczego trzeba ją ratować. Koleś się tak oburzył, że Karolinka chce wracać do domu itp, ale właściwie czemu miałaby zostać? Ja tam w ogóle żadnego zagrożenia nie widzę O.o I też właściwie mam to gdzieś.

      Usuń