Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Krzesło, które było Puste, czyli "Powieść antymagiczna" część 4

wtorek, 27 sierpnia 2013

Krzesło, które było Puste, czyli "Powieść antymagiczna" część 4

Matko świnto, jestem kretynką. Pokrzywka Tacz jeszcze na początku lipca mi przysłały zapas analiz "Anhara", a ja o tym ZAPOMNIAŁAM. W ramach przeprosin dla obu stron (analizatrek i czytelników), dziś oba rozdziały, które napisały, a ja się kajam i idę biczować w kącie. :c Miłej lektury!




ROZDZIAŁ VI

Trzy konie, wypoczęte i najedzone świeżą trawą, biegły równo, jakby im sił przybyło. Konie Lupusa i Kreaturra, choć piękne i rącze, pozostawili na wrzosowiskach, bo - jak zgodnie zauważyli Teresa i Gordoneo - za bardzo przypominały swoich właścicieli...
Innymi słowy, jeden koń posiadł umiejętność czytania z dłoni, a drugi ujadał, zamiast rżeć.
O ile nie wysłali gołębia do królewskich stajennych z poleceniem, aby te konie zgarnęli, to myślę, że neutralne słowo „pozostawili” powinno zostać zastąpione przez znacznie bardziej adekwatne „porzucili”. Who’s with me?

Tymczasem słońce południa wyglądało na niebie niczym świetlisty klejnot. Gdyby nie kłębiące się w głowach wędrowców przedziwne, niepokojące myśli, wszyscy troje śpiewaliby pewnie z zachwytu pieśni na cześć świata i otaczającej ich przyrody.
*parsk*
Że się zainspiruję:
Kreaturro spopielony,
ścierwo Wilka dziobią wrony,
Gordo z werwą sobie psioczy.
Kurwa! Co za dzień uroczy!

- Myślę, że to szalony pomysł, Gordoneo, ale mnie bardzo się podoba! - rozmyślał głośno książę, uśmiechając się przy tym do Teresy - Będę wreszcie mógł na własne oczy zobaczyć prawdziwe życie moich poddanych. Przyjrzeć się z bliska krainie buntowników!
No. Nie spotniej pod pachą.
Tak się luźno zastanawiam, skoro wszyscy naokoło wiedzą, że Medesa to siedlisko buntowników, jak to jest, że jaśnie (ciemnie w tym przypadku) król nic z tym nie zrobił?

- Mówisz, jak młodzieniec, panie - Gordoneo nie podzielał książęcego entuzjazmu.
O, z dupy przecinek.
Książę mówi jak młodzieniec, którym przecież jest. Gordoneo gdera jak stary piernik, którym przecież jest. Teresa milczy jak służąca, którą przecież jest.
Puenta…?
Puenta? A nie bawimy się w Kapitana Oczywistość?

- Czy jesteś szczęśliwa, Tereso? - książę zwrócił się teraz do milczącej i cichej w czasie podróży dziewczyny.
- O tak... - odpowiedziała zamyślona - z wielu powodów!
- Jedziesz do rodzinnego domu, to rozumiem. Czy zdradzisz mi, co jeszcze tak ciebie napawa szczęściem?
Teresa, pokonując zawstydzenie, podniosła na królewicza śmiałe oczy
Widzicie lisiczkę, niby się wstydzi, ale śmiało w oczy patrzy.
Się wstydzi, bo zakochana, a się patrzy, bo niewychowana. Ano właśnie, czy nasz książę jako następca tronu królewskiego nie powinien być zwany królewiczem właśnie?

- Jestem wolna! Jadę na pięknym, rycerskim koniu, o jakim marzyłam jeszcze w domu mego ojca... Ach! Dzięki, mistrzu Gordoneo, żeś dosiadł biednej klaczy!...
Biednej, bo jechała na niej Teresa, czy biednej, bo teraz jedzie na niej Gordo?
Biednej, bo jak zacznie wydziwiać, to ją też „pozostawią” na wrzosowisku.

Dzięki, mistrzu Gordoneo, żeś dosiadł biednej klaczy!... Nie lękam się ani pałacowych intryg, ani nawet samego Gedesa! Cóż mogłoby się zdarzyć piękniejszego takiej prostej dziewczynie jak ja?
Czy trzecie zdanie tutaj ma bezpośredni związek z drugim?
Tak. W sensie „cóż mogłoby się zdarzyć piękniejszego takiej prostej dziewczynie, niż nielękanie”.

- Prosta dziewczyna, co nie boi się Gedesa, ale boi się królewskich magów, którzy sami trzęsą się przed Gedesem? –zaczynasz przemawiać zagadkowym językiem mistrza Gordoneo, Tereso!
…Brawo, książę! Jeszcze będzie z ciebie analizator!
To już kolejny raz, jak w środku czyjejś wypowiedzi pojawia się zagadkowy myślnik. Myślałam, że to taki jednorazowy błąd, ale wygląda na to, że się dziadostwo rozprzestrzenia. 

- I jak mistrz Gordoneo odpowiem: to proste! Nie boję się Gedesa, bo wierzę, że Ten Sam jest od niego potężniejszy... Boję się natomiast sług Gedesa, którzy z mroku swego serca wyprowadzają na świat czyny haniebne i straszne, przed jakimi drży każdy myślący człowiek...
No tak. Bo każde wyznanie byłoby spoko, gdyby nie ci okropni wyznawcy ;P
Zauważ, że drżą wyłącznie ludzie myślący. Widać Tereska też podziela kontrowersyjną opinię, że głupim jest w życiu łatwiej.

- A więc ty także...? - zdumiał się książę, a jego głos zabrzmiał jakąś nową, jakby wesołą barwą... - Dlaczego dla was obojga wszystko jest proste, a dla mnie takie kręte i niezrozumiałe?
Bo widzisz, drogi książę, oni idą chodnikiem, a ty ścieżką rowerową.

Otóż przyszło księciu do głowy, że jako sługa Gedesa i syn Najwyższego Maga, nie może bezkarnie porzucić magii... (*ze współczuciem* Tatko gotów wydziedziczyć, co?) Zresztą, dlaczego miałby to robić? (Żeby ŻYĆ, durniu.) Dobrze, powiedzmy, że dlatego, iż Ten Sam nienawidzi magii... Ale co on - młody czarnoksiężnik - dostanie w zamian? Porzucić magię z lęku przed rażącym piorunem Tego Samego? Nie! Odważne serce królewskie od razu odrzuciło tę niską, dobrą dla woziwodów, cenę...
Omujborzecojaczytam. Zmienić wyznanie, żeby ocalić życie? To dobre dla woziwody!
Nie nazwałabym tego ceną, tylko stawką. I chyba jednak wysoką, skoro w grę wchodzi twoje życie, również po śmierci.

Książę/królewicz myśli sobie dalej, aż tu nagle słyszy głosy.
„Należy bać się Gedesa, jeśli jest się sługą Gedesa!" - usłyszał nagle głos pochodzący nie wiadomo skąd.
Rozejrzał się. Teresa i Gordoneo rozprawiali o czymś, prowadząc swoje konie łeb w łeb, pół minuty drogi za księciem.
Oblicz: ile długości konia jechali za księciem Gordo z Teresą, jeśli zrównanie się z nim zajęłoby im równe pół minuty?
To zależy, ile wynosi przeciętna długość konia.

- Kto zatem to powiedział? - zdziwił się Anhar na głos, jak przystało na prawdziwego boChatera i poczuł w skroniach dreszcz emocji...
Ja tam dreszcze emocji odczuwam raczej w brzuchu albo na plecach, ale to ja.

- Czy... to Ty?
- Nie. To My. Twoja osobowość mnoga.

„Zapytaj Gordonea, skąd się wzięła magia!" - usłyszał znowu.
Masz, Gordek, przyklej sobie na czoło.
…Jak to, to Anhar tego nie wie? A myślałby kto, że kiedy całe życie uczysz się o magii, kwestia jej pochodzenia wypłynie jakoś tak… na pierwszej lekcji.

Chwycił w locie tę myśl i wtedy zrozumiał: ależ tak! Ten głos mieszka we mnie! Nie jest żadnym głosem z zewnątrz, nie jest też moim głosem... A jednak mieszka we mnie i zna mnie. Brzmi, jakby wszystko wiedział...!
Oczywiście. Ja również, ilekroć słyszę głosy, nie martwię się, bo wiem, że mieszkają we mnie. To dobre, porządne głosy. Szanują moją głowę, przestrzegają ciszy nocnej i regularnie płacą czynsz.

Jestem pewien, że spał w moim sercu od zawsze, od dnia narodzin, teraz się przebudził, i bez względu na to, czy mi się to podoba, czy nie – głos potrafi odkryć przyszłość tak dokładnie, jak żaden z największych czarów!
Supcio. I’m feeling it.
To już czary same poznają przyszłość? Nawet nie potrzeba do nich maga?
Ajtam, na liście rzeczy wymagających wyjaśnienia w tej książce są o wiele poważniejsze pozycje. Na przykład jak, u licha, książę doszedł do powyższych wniosków?

- Nie odchodź! Nie odchodź! - szeptał uszczęśliwiony. Wiem, Kim jesteś!
Książę wie, to Kim jest.
Co za Kim?

- Proponuję, panie, abyśmy w domu Teresy przedstawili się jako dworzanie Magissimusa. Nie sądzę, by groziło nam jakieś niebezpieczeństwo, ale dostojni magowie - nie mówiąc już o królewskim synu we własnej osobie - wzbudziliby zbyt duże zainteresowanie.
Zapamiętajmy.

W Medesie co i rusz natykają się na jakieś przedstawienia, Tereska wyjaśnia więc Anharowi, że mieszkańcy praktycznie żyją tu teatrem, który jest o niebo lepszy od jakichś tam zamkowych pokazów.
- (…) Tutaj teatr jest czymś zupełnie innym. Przekonasz się, jeśli zechcesz wybrać się ze mną...
*wink wink*
Tylko nie zapomnij wziąć go za rękę. Wiesz, żeby się czasem nie zgubił.
Pałacowa służąca zapraszająca księcia na randkę. Albo klasy społeczne są w „Anharze” czysto teoretyczne, albo wszystkie są sobie równe, bez podziału hierarchicznego.
To nie tak. Hierarchia jest, ale klasy są tylko dwie: Ci, Którzy Mają Władzę i Reszta. Anhar, jako że nie przeszedł jeszcze wtajemniczenia, mimo swego tytułu nadal należy do Reszty razem z Gordem i Tereską.

- Jesteśmy na miejscu! Witajcie w Domu ze Srebrną Bramą!
Zarówno Gordoneo jak i Anhar wstrzymali konie, zaskoczeni. Przed nimi jawił się niezwykły obraz:
- Czy nie żartujesz, Tereso?
…Zaraz, a gdzie ten obraz? Widzę tylko skonsternowany dwukropek.
Bo pod nim miał być link, wiesz, z takich, co to się je w opkach stosuje, ale zapomnieli wstawić.
*wzdychając* Jak zwykle wszystko na mojej głowie… Ehm, ehm, był to Dom ze Srebrną Bramą. Wyglądał on tak.
…Brama nie jest srebrna.
Awłaśnieżejest, tylko po ciemku nie widać!>.<

- To chyba najpiękniejszy dom w mieście?! - westchnął zachwycony Gordoneo.
- Nieee... jest jeszcze Willa Siedmiu Fontann i Willa z Irysowym Ogrodem i... i wiele innych równie pięknych, a na pewno znacznie większych! - próbowała tłumaczyć, zażenowana, modląc się w duchu, by Gordoneo nie skojarzył zaskakująco dorodnie wyglądającego domu z faktem, że z królewskiego pałacu wciąż znikały srebra…

Drzwi otworzono niemal natychmiast. Najwyraźniej oczekiwano tu gości!
No. Jeśli wszyscy mieszkańcy Medesy dysponowali głosami odgadującymi przyszłość, pojęcie niespodzianki właściwie tam nie istniało.

Zanim książę i Gordoneo zdołali ochłonąć, Teresa znikła wśród uścisków i śmiechu młodzieży. Służba (to już i służba ma służbę…?) ubrana w białe i błękitne szaty rozsiodłała i odprowadziła konie, a przed wędrowcami stanął mężczyzna o włosach długich i miękkich jak jedwab, poskręcanych w długie, dostojne loki. Jego broda, według tutejszego zwyczaju podzielona na dwie części, spadała na piersi, zdobiąc szlachetną, karminową suknię i płaszcz tego samego koloru.
W tej książce chyba tylko płeć brzydka dostępuje zaszczytu posiadania porządnego opisu zewnętrza.
I nawet nie jest brzydka.

- Witajcie w niskich progach, zacni mężowie! - ukłonił się dwornie. - Przyjaciele mojej córki zawsze będą w tym domu najmilszymi gośćmi, więc odpocznijcie, proszę, posilcie się i zostańcie z nami, jak długo macie ochotę! - to mówiąc, otworzył na oścież skrzydła srebrnej bramy.
…Przecież „drzwi otworzono niemal natychmiast”. Więc to nie były te wejściowe?
Nie, to były pierwsze drzwi, prowadzące do bramy, prowadzącej do drzwi wejściowych.

Okazuje się, że ojciec Teresy dobrze wie, kim jest Gordoneo, bo córuchna wspominała mu o wszystkim w listach, które pisała do niego z pałacu - stąd wyczekiwanie na gości z okiem przyklejonym do wizjera. Zabawne, że Tereska zapomniała o tym wspomnieć, kiedy umawiali się, że będą udawać dworzan i fokle.
Gordoneo natomiast wyraża zdziwienie, że córka bogatego gościa pracuje jako służąca. Dziwimy się i my. 

- To bardzo smutna historia i długa, a więc opowiem wam ją innym razem.
…Aha.
A tak liczyłam, że nie długa, nie krótka, lecz w sam raz.

Teraz wypocznijcie, możni panowie, i przygotujcie się. Tu za obrazem są drzwi do kolejnej komnaty, a w niej łoże godne ciebie, panie - mężczyzna zwrócił się do księcia z ukłonem.
Dafak? Czemu te drzwi schowane są za obrazem?
Sypialnia dla jednego pana, obok sypialnia dla drugiego pana, a między nimi sekretne drzwi… Hmmm…
Ty weź =_=.



ROZDZIAŁ VII


Umieszczona na parterze przestronna jadalnia rozświetlona była tysiącami świec z pszczelego wosku, który, skropiony różanym olejkiem, wydawał z siebie woń nieporównywalną z żadną inną na świecie. Haftowany srebrem obrus, naczynia, rzeźbione sztućce, szklanki, wazony i świeczniki - wszystkie lśniły barwami domu, a więc szkarłatem, błękitem i bielą. Dorodne owoce mango, winogrona, świeże figi, agresty i krojone wymyślnie ananasy, wreszcie czerwone pomarańcze (…).
Wśród wielu domowników i nie mniejszej liczby zaproszonych gości (co poznać było można po odmienności koloru rodowych szat) uwijała się służba, podając w pucharkach wodę do obmywania rąk i lniane ręczniki, wnosząc cudownie aromatyczne potrawy lub opróżniając stół kiszki z naczyń już zbędnych.
Ja tylko mam nadzieję, że nie okaże się potem, że cały dobrobyt ludzi Medesy bierze się z oddawania czci Temu Samemu.

Za to krzesło Teresy - ustawione z lewej strony ojcowskiego fotela, obok krzeseł rodzeństwa - prawie cały czas było Puste
Le Puste. The Krzesło.
Na Puste krzesła lepiej uważać…

Jedzą, piją, głupa palą, aż przychodzi pora na występ Teresy. Dziewczyna wkracza z wielką księgą i, ku zdumieniu Anhara, nie wyciąga z niej magicznie białego królika, lecz zaczyna ją czytać na głos. Księga składa się z pieśni, których przesłanie jest subtelnie monoteistyczne.
Trudno powiedzieć, aby książę rozumiał coś z tak trudnej poezji, zwłaszcza że - w przeciwieństwie do śpiewu - była to sztuka raczej niechętnie używana w pałacu Magissimusa.
*parsk2*
O ile pieśni na dworze królewskim nie były na poziomie „Sally w ogródeczku”, to naprawdę nie jestem w stanie tego zrozumieć. Zwłaszcza, że przytoczony w książce fragment bynajmniej trudny nie był.
Może te ich „pieśni” to było tylko takie posępne, jednosylabowe zawodzenie?


ROZDZIAŁ VIII
Dziwny dom - myślał Anhar, bez trudu wędrując szerokimi korytarzami. - Wszystkie drzwi pootwierane są na oścież, nikt nie pyta, dlaczego włóczę się sam i obcy, nikt nie ścisza głosu, kiedy przechodzę...
Ale tak wszystkie drzwi? Te od toalety też?
Ekshibicjoniści! o_O

Mimo woli przypomniał sobie korytarze pałacu swego ojca. (…) zawsze należało się spodziewać, że zza uchylonych drzwi, zamkniętej szafy albo z bocznego korytarza wyskoczy nagle ktoś lub coś, co - zanim rozbawi - przestraszy, czasem do trzewi.
Na przykład to?
Anhar musiał mieć… specyficzne dzieciństwo.

- Jest! - szepnął do siebie uradowany, dostrzegając białopurpurową suknię Teresy, która właśnie stanęła w drzwiach ostatniej komnaty. Sączył się stamtąd czerwonawy blask, więc książę miał ochotę zajrzeć do środka przez ramię dziewczyny, tak wszystko wokół wydawało mu się intrygujące, ale zamknęła drzwi.
Czerwonawy blask? Zamknięte drzwi w domu bez zamkniętych drzwi? Czyżby w domu Tereski skrycie prowadzono burdelik?
Nie, to był blask czeluści piekielnych. Tereska jest podwójnym agentem i oddaje cześć Gedesowi w oddającej cześć Temu Samemu Medesie.

Anyway, dziewczyna szybko odsuwa księciunia od podejrzanych drzwi i, żeby odwrócić jego uwagę, zaprasza go na wieczorny spektakl, mający odbyć się w ogrodzie.

- Będę zaszczycony! - odparł dwornie Anhar, skłaniając głowę przed Teresą.
- O, panie, to my będziemy zaszczyceni, mogąc ucieszyć twoje oczy szlachetną sztuką teatru, od wieków umiłowaną przez mieszkańców wiernej Magissimusowi Medesy...
Te ostatnie słowa wypowiedziała jakby wbrew sobie, więc zabrzmiały trochę nieprawdziwie, ale księcia zastanawiało już co innego
Mnie natomiast zastanawia, po co ta cała szopka – z uprzejmości? Tereska po drodze praktycznie przyznała się do innowierstwa, w pałacu huczy od plotek na temat zbuntowania się Medesy, co Gordo w sumie potwierdził w swojej opowieści… no to osochosi?

- Twój sposób przemawiania i maniery Tereso, dalekie są od tego, co oglądałem w pałacu Magissimusa! Czy jest na to jakieś rozsądne wytłumaczenie?...
- W pałacu Najciemniejszego, książę, jestem służącą mistrza Gordoneo. Nikt nie wymaga ode mnie manier, kiedy czyszczę w piwnicach królewskie sztućce (ha! Mówiłam, że ma swobodny dostęp do sztućców!), ani dystyngowanej wymowy, kiedy pytam mistrza o to, czy woli comber, czy drób na obiad...
- W takim razie to jakieś nieporozumienie, Tereso… (…) nie musisz być damą dworu mojej matki, ale chociaż starszą pokojową albo... czy ja wiem?
- Ależ panie! - roześmiała się nieoczekiwanie i swobodnie Teresa - wybacz śmiałość, ale wygląda na to, że ty, syn królewski, niewiele wiesz o rzeczach zwykłych, które rządzą pałacowym życiem... Ja jestem tylko córką starego, może i zasłużonego niegdyś rodu, ale w pałacu Magissimusa służba wywodzi się wyłącznie ze szlacheckich domów! W twoich, panie, stajniach, w twojej kuchni, garderobie, piekarni, spiżarni, w twoich komnatach sprzątają, piorą i gotują Magissimusowi sami najznamienitsi i szlachetnie urodzeni służący! Jest wśród nich wielu filozofów, wielu medyków, wielu poetów... Są córki rycerzy i synowie bohaterów... Każdy ród legitymujący się nadanym przez przodków Waszej Książęcej Mości herbem ma obowiązek zgłosić na służbę Magissimusa pierworodnego potomka i większość z nich, nawet dzieci, pozostaje na tej służbie przez całe życie... Dlatego też nie poczuwam się do odpowiedzialności za ewentualne zawoalowane zniewagi i spontaniczny zanik szacunku dla twojej osoby, panie, boś jak na syna królewskiego strasznie niedoinformowany i ojcu wstyd przynosisz.
Zmuszanie ludzi do ogłupiającej pracy poniżej ich kwalifikacji? Ten Magissimus to ma sporo ze współczesnego pracodawcy.

- Nikt nie obwinia ciebie, panie, o to, co dzieje się w pałacu Najciemniejszego... Ty jesteś tylko młodzieńcem... W dodatku cały swój czas poświęcasz magicznym księgom albo - tu zawahała się - polowaniom. Nie możesz więc dzielić go na sprawy przyziemne, dotyczące służby...
Czytaj: jesteś tylko marionetką na sznurkach, niczego się po tobie nie spodziewamy.

- A więc ty, mimo wszystko, masz jakąś nadzieję? Na co? Że zamiast raz na pięć lat, będziesz mogła raz na cztery lata zobaczyć się z rodziną?
- O nie - uśmiechnęła się na chwilę - obiecałeś, że za twojego panowania to prawo ulegnie zmianie...
- Obiecałem? Ach tak... alem już zapomniał…

- Dlatego moja nadzieja nie opiera się na zamianie jednych magicznych sztuczek na inne, tylko na zamianie magicznych sztuczek na... prawo wypisane najgłębiej, bo w wewnętrznym głosie serca...
Anharowi wydawało się, że niewiele z tego wszystkiego rozumie
No cóż, książę, myślę, że śmiało można już powiedzieć, że umysł masz ścisły, nie humanistyczny.
Nie ścisły, tylko ściśnięty. I to mocno.
(Inna rzecz, że jak Tereska czasem coś palnie…)

Bystry umysł syna królewskiego pracował znów jak doskonały mechanizm.
O, istnieje więc i bystry syn królewski? A nie mógłby zastąpić Anhara?

Spojrzał na Teresę i powtórzył jej wypowiedziane wcześniej słowa:
- „Dlatego moja nadzieja nie opiera się na zamianie jednych magicznych sztuczek na inne, tylko na zamianie magicznych sztuczek na prawo wypisane najgłębiej, bo w wewnętrznym głosie serca"... Tereso? Czy ty w ten sposób rzucasz wyzwanie Gedesowi? Czy chcesz powiedzieć, że masz nadzieję, iż miejsce Gedesa zajmie kiedyś Ten Sam?
- Bogowie, którzy nie stworzyli tej ziemi i tego nieba, znikną spod tego nieba i z tej ziemi - wyrecytowała melodyjnie, a w uszach Anhara słowa te nie zabrzmiały już jak tajemnica, pełna nieznanego wdzięku poezji, ale jak proroctwo!
To strashne!
Nigdy nie miałam wielkich wymagań wobec poezji, ale nawet ja ustawiam poprzeczkę wyżej.

Pierwszy raz w swoim młodym życiu poczuł na plecach wilgotną rosę potu. Potu, którego powodem był strach! Głos wewnętrzny powtarzał w nim teraz wyraźnie: „Sługa Gedesa powinien bać się Gedesa". Anhar - jak żyjący przed nim i współcześni jemu magowie - przez całe życie służył Gedesowi. Służył wszystkim: wiedzą, marzeniem, sercem i ciałem. Anhar od zawsze był zatem sługą Gedesa!


…Tak?

Zaraz, to już koniec rozdziału?

Och, okej, eee… trochę nas wzięto z zaskoczenia. No dobrze, to my już sobie w takim razie pójdziemy. Do następnego i… *sprawdza ukradkiem w ebooku*
…No tak, to pa.


7 komentarzy:

  1. Ten Magissimus to ma sporo ze współczesnego pracodawcy.

    Urządza służbie spotkania integracyjne i wybierają Sługę Miesiąca?

    Matko świnto, jestem kretynką.
    Pisarze żyjący w innych światach mają prawo być roztargnieni :)

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale cóż to za bezsens! Szlachetnie urodzona służba? Mędrcy i filozofowie sprzątający stajnie? Mogłoby to mieć jakieś zastosowanie, gdyby np. każdy musiał np raz w roku przez miesiąc odpracować swoje w pałacu, coś jak prace społeczne, wtedy wyzbywali by się pychy i uczyli pokory. Ale kurde! Medyk podający do stołu, zamiast np. leczący chorych?! Po co marnować taki potencjał pożytecznych ludzi? A co robią w życiu osoby, które nadają się tylko do takiej pracy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to jeszcze są pierorodne dzieci, czyli dziedzice tytułu i fortuny, jeśli się nie mylę. To co się dzieje jak głowa rodu umrze? Są zwalniani ze służby, czy pomijani w kolejce do dziedziczenia?

      Usuń
  3. Ja rozumiem, że fantastyka, ja rozumiem, że powieść z przesłaniem, ale jakieś resztki logiki by się przydały.

    A kiedy będzie kolejne analizu Ferrinu? Doczekać się nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz w swoim młodym życiu poczuł na plecach wilgotną rosę potu. - to brzmi jak tani jaojec :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżó, teraz lektura "Anhara" już nigdy nie będzie taka sama. xD

      Usuń
  5. I co dalej? Nie będzie analizy zakończenia? A taka piękna jatka deus ex machina była...

    OdpowiedzUsuń