Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Gra o tro... tfu, Ferrin, część 7

środa, 23 października 2013

Gra o tro... tfu, Ferrin, część 7

Rozdział VII: Cambria

Ostatnio rozstaliśmy się z Anaelcią, kiedy postanowiła teleportować się do Cambrii, miasta znajdującego się w stanie oblężenia.

I na chwilę się tu zatrzymam, bo ostatnio wprawiło mnie to w zbyt wielki stupor, by myśleć cokolwiek poza „wtf?!”. Bowiem my, jako czytelnicy, nie otrzymujemy żadnych wskazówek, dlaczego, do cholery, Anaela podejmuje taką nagłą i dziwną decyzję. Nawet nie pojawia się w tekście informacja, by kiedykolwiek wcześniej słyszała o miejscu takim jak Cambria, a co dopiero, że jest atakowane! Dziewczę po prostu budzi się, po cichu wymyka i wzium – teleport do miejsca pogrążonego w całkowitym chaosie. Gdzie tu sens? Gdzie logika? Gdzie ciąg przyczynowo-skutkowy? Nawet bezpośrednia zainteresowana zdaje się nie bardzo wiedzieć, co się wokół niej dzieje:


Anaela stała przez moment nieruchomo, próbując dojść do siebie. Jeszcze przed chwilą leżała w ciepłym łóżku otulona błogą ciszą śpiącej Twierdzy. Teraz znajdowała się pośród łez, cierpienia i strachu. Panicznego strachu.
Więc co kazało ci tu w ogóle przychodzić? Przemożne lekarskie powołanie?

Wypadła na dziedziniec i z gardła wyrwał jej się jęk. Ogromną przestrzeń wypełniali złożeni wprost na bruku umierający mężczyźni. Między nimi kręciły się bez ładu i składu służące i czarodziejki. Z murów dochodziły mrożące krew w żyłach okrzyki. Odgłosy kanonady. Szczęk broni.
Kanonada? W Ferrinie mają proch i armaty albo inną broń palną, która tłumaczyłaby obecność tego słowa? The world may never know.

Przycisnęła dłonie do skroni. W pamięci zamajaczyła scena z poprzedniego wcielenia, gdy wysłano ją, jeszcze nieopierzoną studentkę medycyny, do katastrofy kolejowej: skręcone tony stali spiętrzone nad głową, ludzie w szoku snujący się jak zjawy w duszącym dymie, makabryczne jęki i wołania o pomoc dochodzące gdzieś ze środka zmiażdżonych wagonów. Wtedy też poczuła wszechogarniającą niemoc.
Może się mylę, ale czy naprawdę do wielkiej i poważnej katastrofy kolejowej wysyłano by STUDENTÓW? Niby każda pomoc się przyda, ale przecież to gigantyczna odpowiedzialność, każda sekunda się liczy, kto by wysyłał do takiej katastrofy niedoświadczonych studencików?

W Anaelcię wstępuje duch bojowy i wygłasza przemowę, której wszyscy słuchają w milczeniu. Kłamie, że przysłała ją Berenika, rozstawia wszystkich po kątach i wydaje rozkazy. Wszyscy, oczywiście, natychmiast odzyskują odwagę i z zapałem przystępują do pracy przy leczeniu rannych i ewakuacji dzieci i kobiet przez portal. Anaela pomaga najciężej rannym, nie mając najmniejszych problemów z używaniem magii i pracuje w pocie czoła do świtu.


Suknia już dawno straciła swój biały kolor, zbrukana krwią, błotem i ekskrementami. Romantyczne wyobrażenia Anaeli o średniowiecznych wojnach legły w gruzach. Wojna, nawet taka na miecze, włócznie, łuki i katapulty, to smród z rozdartych wnętrzności, rozdzierające jęki, grubiańskie przekleństwa, rozpaczliwe krzyki, ból, łzy i... krew. Bagno krwi. Brodziła po kostki w lepkiej, purpurowej mazi.
Miałam powiedzieć, że nawet nie wiem, skąd pomysł o „romantycznych średniowiecznych wojnach”, ale przypomniałam sobie „Eragona”, w którym wszystko było opisywane jako epickie do porzygu i jednak zmilczę.

Anaelcia jest oburzona tym, że darrakijskim jeńcom podrzyna się gardła. Ale nie ma czasu na nic poza poirytowane
„no niee...”, bo oto dziedzińcem wstrząsa wiadomość, że przywódca, Lord Cambr, nie żyje. Okazuje się, że żyje, ale jest ciężko ranny. Anaela udaje się do dowódcy darrakijskich wojsk, by negocjować. WeddSa’ard oczywiście doskonale pamięta naszą słodycz.

O tak: śnił o niej. Noc w noc prześladował Wielkiego Mistrza wizerunek smoczowłosej czarodziejki. Od tamtego dnia, gdy wymknęła się z jego drapieżnych rąk, on, który nie miewał snów, śnił o nieznajomej. I teraz Leddi z sennych majaków przyszła do niego. Zaraz, za moment spojrzy jej w oczy i...
Nie! Nie chciał jej widzieć. Nie chciał rozczarować się sztuczną urodą kolejnej alderiańskiej wiedźmy. Już miał powtórzyć: „Odpraw”, ale nie zdążył.
Stała w progu. Filigranowa niczym laleczka z porcelany.
Bzyknij ją już teraz i miejmy to z głowy.

Lecz wtem, gdy Anaelcia spogląda mu w oczy, WeddSa’arda nawiedza flashback. Toczy w nim pojedynek w zabawie z Reikanem, gdy wtem wbiega między nich niejaka Elanora dell’Soll. Patrzy na WeddSa’arda z miłością
„nie do końca będącej miłością li tylko siostrzaną”. Uprzytamnia sobie, że Anaelcia jest bardzo podobna do dziewczyny z jego wspomnień.

W każdym razie, Anaelci Sellinaris przypomina czarną panterę i podziwia go, jakby był właśnie panterą (serio, tak to jest opisane). I wtedy poznajmy powód, dla którego Karolina fatygowała się do niego. Żąda kilkugodzinnego rozejmu, w czasie którego cambrijczycy zajmą się swoimi rannymi i otworzą bramy, by darrakijczycy wyprowadzili swoich rannych, a przy tym przyznaje, że dowódca Cambrii jest ciężko ranny.

Serio, ta kretynka osiągnęła nowy szczyt głupoty. Nawet sam WeddSa’ard wytyka tę gigantyczną lukę w jej rozumowaniu, więc to nie jest tak, że autorka też nie zdawała sobie sprawy, jakie to jest głupie. Pewnie! Otwórzmy bramy, żeby wróg mógł wynieść swoich rannych! Kij z tym, że ryzykujemy całkowite odsłonięcie się i to, że wykorzystają głupotę atakowanych i wpadną do miasta z całym impetem i wyrżną je w pień! Można by tłumaczyć Anaelę tym, że na dobrą sprawę ona nie stoi po żadnej stronie i jednym i drugim współczuje tak samo, ale halo: taka jest wojna. Chcesz czy nie, prędzej czy później znajdziesz się po którejś stronie barykady i dla bezpieczeństwa własnego i bliźnich, powinno się po tej stronie zostać. I nie robić takich kretyńskich rzeczy, jak pójście do obozu wroga i poinformowanie go uprzejmie, że wasz dowódca ledwo dycha!


Wsunął palce w kasztanowe włosy. Zacisnął tak mocno, że musiała odchylić głowę do tyłu. Drugą dłonią objął kruchą krtań. Przez chwilę napawał się strachem dziewczyny. Czuł pod opuszkami pulsowanie krwi tłoczonej oszalałym sercem i... tak, o to mu chodziło. Spijał jej emocje i rozkoszował się ich smakiem.
- Gdzieś ty się uchowała? - wymruczał, po czym szarpnął ją do góry. Przyciągnął do siebie.
Całym ciałem poczuła jego ciało i nagle wściekłość i wstyd gdzieś odpłynęły, ustępując pola palącemu pragnieniu, jakiego nie czuła w całym swym życiu.
Bez komentarza...

Uśmiechnął się jakoś tak... Nie! Zdawało jej się. To przecież kawał sukinsyna! Zwyrodniałego mordercy! Psychopaty! Nie mógłby... A jednak! Długie palce poczęły niespiesznie rozpinać guziczki sukni. Serce znów poderwało się do galopu i omal nie wyskoczyło jej z piersi. Nie! Nie! Nie! To drań! Najnikczemniejszy na świecie! Dlaczego więc zaczęła drżeć? Czemu zamarła w oczekiwaniu rozkoszy?
Kocham go! - uświadomiła sobie ze zgrozą. Kocham go tak, jak kocha się drugą, mroczną, połowę swej duszy. Jest moim dopełnieniem, a ja jestem dopełnieniem jego. Razem tworzymy całość. I wreszcie pojęła, co wyrażało jego spojrzenie, wtedy, na leśnej ścieżce: to była bezgraniczna tęsknota.
Anaelo... błagam cię... ty już do końca tej książki nic nie mów. Ani nie myśl. Usiądź gdzieś w kącie i udawaj taboret.

Karolinka prawie mu się oddaje, ale nagle się opamiętuje i zaczyna wyrywać.

- Nie zrobisz tego, panie.
- A kto mnie powstrzyma? Ty? - Pogardliwy grymas oszpecił piękną twarz.
Uśmiechnęła się do niego zielonymi oczami.
- Moja wiara w twój honor, Sellinarisie dell’Soll.
Jak się ze mną ożeni, to na pewno przestanie pić i mnie bić, moja miłość go uzdrowi!

Ale, oczywiście, to zdanie podziałało. Nie mam co prawda pojęcia, skąd Anaela może wiedzieć, że jego imię też się kończy na dell’Słońce, ale w tej książce jest tyle luk, że nie chce mi się zbytnio roztkliwiać nad tą jedną. W każdym razie, Sellinaris daje jej dwie godziny na zajęcie się rannymi. I ci idioci naprawdę słuchają Anaeli i otwierają bramy, by wrogie wojska mogły spokojnie wykonać odwrót. I wszystko przebiega grzecznie i bez zakłóceń. Ja pierdolę.

Mimo dwugodzinnego rozejmu, pod koniec dnia Cambria padła. Anaela chciała zostać przy rannych, ale jakiś zirytowany wojak dał jej po łbie i wrzucił w portal. I sprawy się komplikują, bo okazuje się, że na każde opuszczenie murów Alderiany Anaela powinna mieć pozwolenie Bereniki, a o to się oczywiście nie postarała, gdy wymknęła się w środku nocy. Za to zostaje ukarana Mirella – służka Anaeli. Anaela zaś... zostaje mianowana Następczynią.

Cooo...?

Nie mam już na to siły. Anaela jest zmęczona i ma w dupie swoją nową funkcję, a Agnessa de Sade, dotychczasowa Następczyni, zaczyna pałać do niej nienawiścią. Ach, och.

Tymczasem WeddSa’ard obejmuje władzę nad Cambrią i zaczyna od powieszenia wszystkich członków rodziny lorda Cambra. Potem odwiedza go Agnessa i oferuje mu siebie w zamian za głowę Anaeli. Ale WeddSa’ard się nie zgadza, bo on jest wielki i zły, Władca Szarej Śmierci, czarna pantera, blabla, i Anaela należy do niego. I na koniec Ópojny cytacik:

- A teraz dokończymy to, cośmy zaczęli. Straż!
Do komnaty wpadło czterech rosłych gwardzistów, gotowych zasiec każdego, kto zagroziłby ich panu. Zatrzymali się przy drzwiach, czekając na dalsze rozkazy. WeddSa’ard zachęcającym gestem wskazał im skuloną pośrodku łoża dziewczynę:
- Pokażcie pani, kto tu rządzi. I nie oszczędzać wiedźmy: Agnessa de Sade lubi ostrą grę.
Myślał, że ją tym ukarze, ale nic bardziej błędnego. Odrzuciła kołdrę, kryjącą dotąd jej nagość, oblizała lubieżnie karminowe usta i rozchylając bezwstydnie uda, rzuciła:
- Słyszeliście, chłopcy? Który pierwszy?
Nie spuszczała przy tym wzroku z WeddSa’arda. Ten skrzywił się z bezgraniczną pogardą: Jak goniącej się suce, de Sade było wszystko jedno, przed kim rozłoży nogi – przed wymuskanym wielmożą czy niedomytym dragonem. Wszystko jedno, gdzie zlegnie: w stajni na sianie, w łożu z baldachimem czy na stole pośrodku tłumnej oberży. Z jednym, z dwoma, z pięcioma... Wszystko jedno, byle... Mocnooo!

21 komentarzy:

  1. A uwierzycie, że Wydawnictwo Literackie planuje wydanie CAŁEGO cyklu o Ferrinie? Premiera "Gry o Ferrin" (II wydania, jak rozumiem), ma miejsce dzisiaj, jeśli wierzyć wieściom z katedra. nast.pl. Ręce opadają, a uszy więdną, jak mawiała nieodżałowanej pamięci pani Chmielewska.

    Alva

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, dzisiaj ma swoją premierę drugie wydanie "Gry o Ferrin" (jako pierwszy wydał ją Albatros). Jeżeli wierzyć autorce, Wydawnictwo Literackie zamierza wydać jeszcze trzy do czterech części "Kronik Ferrinu".
      http://www.katarzynamichalak.blogspot.com/p/kroniki-ferrinu.html
      http://katarzynamichalak.blogspot.com/2013/06/kroniki-ferrinu-prawie-w-caosci.html
      http://katarzynamichalak.blogspot.com/2013/09/nowa-okadka-do-v-tomu-kronik-ferrinu.html

      Usuń
    2. A najgorsze jest to, że jest napisane na książce 12+...

      Usuń
  2. Dzisiaj wychodzi "Gra o Ferrin" w nowej okładce, wraz z zapowiedzią czterech kolejnych części. Będziesz miała co analizować.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, to się ładnie złożyło, że jednego dnia premiera odnowionego Ferrinu i analizy. ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Wait, od kiedy to krew jest purpurowa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że mianem "purpurowego" określa się czasami czerwone rzeczy. W "Czarnoksiężniku z Krainy Oz" widziałam purpurowe maki.

      Usuń
    2. W "Romeo i Julii" Shakespeare też opisał krew jako purpurową

      Usuń
  5. "wizerunek smoczowłosej czarodziejki"
    Coś jak Meduza, ale zamiast węży smoki wyrastają jej z głowy?
    I nieśmiertelne podniecanie się gwałtem, jakie to ałtoreczkowe.

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam zagadkę dla Winky: Co uzyskamy ze zmielenia kamieni w głowach, drowów, żywych wąwozów, Mery Sue córki Mery Sue, boga-skrzypka, podróży w czasie, sklonowanego tru-Lovera, kozaków z żywych węży i polanego sosem ze skondensowanego syndromu Sztokholmskiego?
    Pzdr.
    Strażniczka

    Ps.
    Ta analiza jest niebezpieczna. Po zapoznaniu się z nią uzyskałam efekt walenia głową w biurko- bez walenia głową w biurko!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak goniącej się suce, de Sade było wszystko jedno, przed kim rozłoży nogi – przed wymuskanym wielmożą czy niedomytym dragonem. Wszystko jedno, gdzie zlegnie: w stajni na sianie, w łożu z baldachimem czy na stole pośrodku tłumnej oberży. Z jednym, z dwoma, z pięcioma... Wszystko jedno, byle... Mocnooo!

    Jak sobie mała Kasia wyobraża seks....
    Tak,też mnie ta smoczowłosa zaintrygowała....

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  8. "Usiądź gdzieś w kącie i udawaj taboret." - uwielbiam <3

    Ja już nie wiem kto tam jest kim, ani o co chodzi, ale i tak jest fajnie :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten ostatni fragment o de Sade był... Panie, to byłoby beznadziejne nawet jako parodia ;_;

    OdpowiedzUsuń
  10. Po pierwsze: strasznie się cieszę, że znów jesteś aktywna, Winky.
    Po drugie: bogowie, końcówka była mocno obrzydliwa. I piszę to ja, poniekąd "fanka" gwałtów i innych bezeceństw w opkach/literaturze.
    Po trzecie: im bardziej zapoznaję z tą książką, tym bardziej dobija mnie świadomość, że aŁtorka uważa ją za swe magnum opus.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie powinnam się śmiać, nad grobem powinno być cicho. Oto bowiem pochowaliśmy Logikę razem z jej bratem, Prawdopodobieństwem Wydarzeń. Proszę o minutę ciszy, bo zostali naprawdę brutalnie zamordowani.

    OdpowiedzUsuń
  12. Oż...

    Już pomijam ostatni fragment o goniącej się suce, ale naprawdę gość, który wydaje kobietę jako seks-lalkę dla swoich wojaków ma jeszcze czelność patrzeć na nią z pogardą?

    OdpowiedzUsuń
  13. a poza tym co ona by miała zrobić - ja to widzę tak, że de Sade próbowała przyjąć ten gwałt z godnością i nie dawać satysfakcji gwałcicielom że ją będą krzywdzić, a że sprawią jej przyjemność. no i to obrzydliwe, że jeszcze na nią z pogardą patrzył :/ Kasia jest obrzydliwa. ciekawe czy ona w ogóle wie o czym pisze

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy 27 października 2013 17:11
    a poza tym co ona by miała zrobić - ja to widzę tak, że de Sade próbowała przyjąć ten gwałt z godnością i nie dawać satysfakcji gwałcicielom że ją będą krzywdzić, a że sprawią jej przyjemność. no i to obrzydliwe, że jeszcze na nią z pogardą patrzył :/ Kasia jest obrzydliwa. ciekawe czy ona w ogóle wie o czym pisze

    A teraz wyobraźcie sobie, że ałtorkasia opisując Agnessę miała na myśli młodą, chyba jeszcze niepełnoletnią osobę, która, w jej mniemaniu oczywiście, "zaszła jej za skórę". Jak trzeba mieć nierówno pod sufitem...

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie czytałam ( mam na myśli książki), ale jednej rzeczy nie rozumiem. Nie rozumiem wielu rzeczy, ale chodzi mi o fragment w którym Lecząca magicznie teleportuje się na sam dziedziniec obleganego zamku, w którym nota bene nigdy nie była. Jaki sens ma obleganie zamku, kiedy jeden odpowiednio silny użytkownik magii może otworzyć portal do środka i przerzucić tam sobie jakąś tam liczbę uzbrojonych morderców? Albo by było zabawniej sam się tam przenieść, zatruć zapasy wody, żarcia, medykamentów i zasztyletować dowódcę...

    OdpowiedzUsuń
  16. hm
    ja już czytam trzecią część
    i szczerze druga i trzecia są jeszcze bardziej zagmatwane i dziwne, a to to przy nich nic

    OdpowiedzUsuń
  17. W Anaelcię wstępuje duch bojowy i wygłasza przemowę, której wszyscy słuchają w milczeniu. Kłamie, że przysłała ją Berenika, rozstawia wszystkich po kątach i wydaje rozkazy. Wszyscy, oczywiście, natychmiast odzyskują odwagę i z zapałem przystępują do pracy przy leczeniu rannych i ewakuacji dzieci i kobiet przez portal. Anaela pomaga najciężej rannym, nie mając najmniejszych problemów z używaniem magii i pracuje w pocie czoła do świtu.

    W tym momencie aż muszę przytoczyć Mistrza Pratchetta:

    "Jeśli pójdziecie z moim synem, być może spotkacie elfy. Jeśli zostaniecie tutaj, na pewno spotkacie mnie. Elfy są gorsze, przyznaję, ale ja jestem bardziej uparta. Więc, jak będzie?" (Niania Ogg "Panowie i Damy" T. Pratchett)

    Idę o zakład, że to by się przyjemniej czytało.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń