Czarne owce literatury czyli analizy ZŁYCH książek: Całe mnóstwo magicznych stworzeń, czyli "Dziewiąty mag", część 10

wtorek, 5 listopada 2013

Całe mnóstwo magicznych stworzeń, czyli "Dziewiąty mag", część 10

Miałam się pochwalić, to perfidnie skorzystam i się pochwalę: tutaj możecie znaleźć obraz, który pochłonął mi większość zeszłego tygodnia, czyli archanioła ubijającego biednego smoka. A skoro już się reklamuję, to skorzystam z okazji i pochwalę się jeszcze zbiorem opowiadań mojego autorstwa - jeśli ktoś łaknie zemsty, może zanalizować. ;)

No, dość chwalipięctwa, czas wracać do roboty. Na głupotę "Dziewiątego maga" powoli zaczyna mi brakować słów. Zapraszam na kolejną część przygód najgorszej merysujki w dziejach.





 Pewnego dnia, tym razem dyskretniej, w poszukiwaniu relaksu od męczącej popularności znowu zapuściła się w las za koszarami.
Nie udawaj, że ci tak bardzo przeszkadza sława, nie wychodzi ci.
Musi zachowywać pozory, w końcu jest podobno skromna i nieśmiała.
Właśnie, PODOBNO.

Na końcu polany znalazła interesujący głaz, a właściwie dwa głazy leżące jeden przy drugim. Gdy się im przyjrzała, odniosła wrażenie, że coś jej przypominają. Chwile stała, wpatrując się w omszałe kamienie, potem cofnęła się kilka kroków i zerknęła jeszcze raz. Z większej odległości zdawały się nabierać bardziej sensownego kształtu. Po chwili zaczęło do niej docierać. Kamień po lewej przy dłuższej obserwacji zaczynał przybierać kształty konia. Nie, nie konia. Raczej osoby siedzącej na koniu. Też nie. Raczej pół człowieka, pół konia. No jasne! Tak, zdecydowanie ta zmurszała rzeźba przypominała centaura celującego z łuku.
Głaz, ale dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że właściwie to dokładna rzeźba. Jasne. Takie są efekty, kiedy już się coś napisało i wpadło na nowy pomysł, ale szkoda kasować poprzednie.

Ale kogo przedstawia ten drugi głaz? W swoim świecie czytała parę książek o mitologii, ale nigdzie nie natrafiła na nic takiego. Jakby człowiek, ale bardzo smukły, z długimi włosami i kwiatem w dłoni.
Google pędzi z pomocą:

Faktycznie, w mitologii próżno szukać.

Hmm... Czy poza dziewięcioma miastami były jeszcze inne osiedla ludzi? Właściwie czemu nie? Gdzie jest powiedziane, że tylko w miastach mogą żyć ludzie? Zapragnęła to sprawdzić, ale nie miała pojęcia jak. Z oficjalnych źródeł w bibliotece miejskiej pewnie się tego nie dowie, zwłaszcza jeśli byliby buntownikami wykluczonymi ze społeczeństwa. Żadna władza nie ma ochoty chwalić się kimś takim.
Ta konkluzja jest tak grubymi nićmi szyta, że aż nawet mi się nie chce komentować jej głupoty. Lasia poszła do lasu na spacer, znalazła rzeźbę faceta z kwiatkiem i doszła do wniosku, że gdzieś tu są osiedla buntowników. Bardziej logiczne by było, gdyby pomyślała o męskim spa. Jeśli w ogóle istnieje coś takiego, ale w tym świecie – nie zdziwiłabym się.

Trwała tak pogrążona w rozmyślaniach dłuższa chwile, gdy nagle coś dostrzegła. Wydawało jej się, że tego tu przed chwila nie było. Miała wrażenie, że obydwa głazy wcześniej leżały w kępie trawy, a teraz u ich podstawy dostrzegła dróżkę rozgałęziającą się na dwie odnogi. Jedna prowadziła w lewo, w stronę gdzie wskazywał łuk centaura, druga w kierunku przeciwnym. Zrozumiała. Dwa głazy były w istocie kierunkowskazami na rozdrożu. Jeśli pójdzie w lewo, trafi pewnie do obozu centaurów, a jeśli w prawo... No właśnie...
„Napisałam jedno, przyszło mi do głowy coś innego, ale żal mi kasować to, co już napisałam” – vol. 2.
Jeśli ten drogowskaz miał być tajny, to coś tym buntownikom nie wyszło.

 Parę razy musiała ominąć zwalone pnie drzew, raz czy dwa przekroczyć strumyki pojawiające się nie wiadomo skąd.
Czyżby ze źródełka?

Las zrobił się mroczniejszy i mniej przyjazny.
Och, to zupełnie jak u Meihny. Tyle wspomnień. ^^
Ale tu nie będzie dzików, dziki są za brzydkie do cukierkowego uniwersum pięknych elfów i smoków z fatalnym poczuciem humoru. :c

Jeszcze jeden zakręt, jeszcze jeden krzew, jeszcze jedna skałka i oto jej oczom ukazało się wejście do szerokiego tunelu w podstawie góry, do podnóża której właśnie dotarła.
Równina, równina, a tu hyc – stroma góra. Normalnie jak w kucykach, tylko bardziej idiotycznie, bo nigdy wcześniej nikt nie wspominał o żadnej górze na horyzoncie.



Lekko zdumiało ja to doświadczenie. Czy naprawdę umie wyczuwać obecność żywych istot w pobliżu, czy tylko jej się tak zdaje? A jeśli potrafi, to jak, na miłość boska, się tego nauczyła? Zrobiła krok do przodu i pomyślała: „Ależ tu ciemno. Chciałabym, żeby tu było choć trochę światła..."
Ku jej zaskoczeniu ściany tunelu zaczęły jarzyć się złociście, zupełnie jakby odbijały światło słoneczne! Zmarszczyła brwi, nic nie rozumiejąc, ale weszła do środka.
Jesteś Mary Sue, przyzwyczajaj się.

Ariel ma wrażenie, że ktoś ją śledzi, ale czyhanie w krzakach szybko jej się znudziło i poszła dalej. Nie wie, że idzie za nią Fabien, który zastanawia się, jak to wyjaśnić Marcusowi tak, by się nie wściekł i jest to niezmiernie fascynujące. Tymczasem Ariel dociera do pięknej, kolorowej, tropikalnej puszczy. Wychodzi ku niej tajemnicza istota.

Nie była wysoka, ale bardzo smukła. Można by rzec - jak trzcina. Długie brązowe włosy opadały jej do pasa i gdzieniegdzie zwisały w pojedynczych warkoczykach, a w innych miejscach wplotła w nie koraliki lub kwiaty. Wysokie czoło zdobił wianek. Ubrana była w haftowana suknie do ziemi, zdobiona paciorkami, a jej bose stopy i dłonie pokrywał fantazyjny tatuaż. Miała rozmarzony wyraz twarzy, jakby nieobecny i czymś radośnie zdumiony. Bardzo przypominała Ariel te parę osób, które widziała wiele lat temu, będąc dzieckiem. Mówiono o nich hippisi albo dzieci kwiaty.
Kwik! Google miało rację. xD
Łee. Miałam nadzieję na ognisty romans z przywódcą buntowników – miłą odmianą byłby naprawdę MĘSKI mężczyzna – a tu pff, przytulacze drzew, którzy biorą Arielkę za dostawcę, który przybył po składniki do eliksirów.

- Mam na imię Ariel. Jestem na plantacji, tak? A ty jesteś...?
- Jestem Berenika i jestem Zielarzem.
Czemu tu się powtarza tyle imion z innych książek, które tu się analizuje? Liaam tu, Liaam u Olszańskiej, Berenika tu, Berenika u Michalak... Serio, o co w tym chodzi? Te imiona są aż tak merysujkowate?

Ariel zobaczyła, jak Berenika przymyka oczy i wciąga powietrze w swoje kształtne nozdrza. Chwile kontemplowała zapachy.
- Znam wszystkie zapachy tego świata. Ty z niego nie pochodzisz. Co robisz w naszym świecie, Ariel? – spytała łagodnie.
I jeszcze ją obwąchują jak psy.
Psujesz nastrój, to miało być tajemnicze i magiczne.

Hippiska zabiera Ariel na wycieczkę po plantacji, racząc ją przy tym toporną ekspozycją, z której dowiadujemy się, że Naczelni wolą używać jakichś tam smoczych róż do produkcji eliksiru niepamięci zamiast do leczenia smoków, mimo że wspaniale by się do tego nadawały. Więc tak... czy ci cali Naczelni nie mogliby po prostu skorzystać z metod, które najwyraźniej są wszystkim doskonale znane, zamiast rżnąć głupa i szukać weterynarzy z innego świata? Ten konflikt nie ma prawa bytu! Nie ma ŻADNYCH trudności z dowiedzeniem się, jak wyleczyć smoki (które, swoją drogą, wcale nie wydają się być chore). Cała ta książka nie ma prawa bytu, a jak widzę jej kolejne tomy w empiku, to mnie krew zalewa.

Dzieje się jeszcze dużo bezsensownych rzeczy: Ariel próbuje soku ze smoczych róż i odkrywa jego halucynogenne właściwości (które natychmiast mijają, no bo przecież nie może główna bohaterka naćpana chodzić), napada na nią syn Bereniki, który wygląda jak wąż ze skrzydłami motyla i mimo dwudziestu lat jeszcze nie przeszedł pierwszej wylinki, potem Ariel odkrywa dużo roślin i ich właściwości, pije herbatkę pod bananowcem, matko, jakie to nudne i nic niewnoszące, aż nagle spostrzega, że z wyglądu zaczyna się upodabniać do hippisów, włącznie z tatuażami i ubiorem, ale nie martwi jej to, bo jest odurzona zapachami i szczęściem. Z tego błogostanu wyrywa ją pojawienie się Fabiena. Zabiera ją i rzuca zaklęcia, dzięki którym odzyskuje jasność umysłu i swój dawny wygląd.


Znowu Ariel odniosła wrażenie, że las nie chce, żeby ona się zgubiła. Uznała to odczucie za wyjątkowo bzdurne, ale chyba coś w tym musiało być, bo powrót zajął im mniej czasu niż droga do plantacji Zielarzy.
Jak zaśpiewasz, za ubranie złapią cię ptaszki i doprowadzą do chatki krasnoludków.

W koszarach panowało dziwne poruszenie. Przynajmniej dla Ariel było dziwne, choć inni oficerowie uznali to za normę. Oto gdy weszli przez bramę, ujrzeli stadko pegazów stłoczonych w grupkę na placu przed stajnia. Niektóre miały tylko spętane skrzydła, inne także powiązane nogi Przyjrzała im się uważnie.
Oho, kolejne schematy na horyzoncie. Ja stawiam na sprzeciwienie się brutalnemu traktowaniu schwytanych pegazów.
A ja na to, że Ariel wpadnie w tarapaty, z których Marcus ją bohatersko uratuje.

Czterech umordowanych mężczyzn nie zdołało go dłużej utrzymać. Liny pękły, pegaz ruszył z kopyta, w pełnym galopie ruszył do bramy, a szczątki ogłowia powiewały za nim smętnie. Ci, którzy stali mu na drodze, przezornie umykali spod jego kopyt, a Gaspar z Rufinem, Marcusem i Prosperem patrzyli za nim i zdaje się, zdążyli go spisać na straty. (...) Spojrzeli w tamtym kierunku i ujrzeli... samotna postać Ariel stojącą wprost na drodze ucieczki pegaza!
Och, co to będzie, co to będzie?!
Winky przegra zakład. ^^
Chędoż się, bucu.

- Ariel! - ryknął Marcus przerażony. - Uciekaj! – Zamachał do niej gwałtownie rekami, ale ona chyba go nie zauważyła.
Co sił w nogach pobiegł w tamtym kierunku, ale czy mógł być szybszy od pegaza w galopie? Następne sekundy jawiły mu się jak film w zwolnionym tempie i wiedział, ze będzie je pamiętał do końca życia. Oto zobaczył spanikowanego pegaza gnającego na oślep, na którego drodze stała samotna, mała i krucha postać nieświadoma tego, co się za chwile wydarzy. I nagle ujrzał coś niezwykłego. Gdy zwierze już niemal dotarło do miejsca, gdzie stała Ariel, gwałtownie wyhamowało! Jego kopyta dosłownie zryły drogę tuż przed nią z takim impetem,że ziemia rozprysnęła się na wszystkie strony. Pegaz najpierw stanął dęba, a potem zatrzymał się, potrząsnął grzywa i zastygł wgapiony w Ariel! A ona jak w transie stała nieruchomo z przymkniętymi oczami i łagodnym uśmiechem na ustach. We włosach... Bogowie! We włosach, a właściwie za uchem miała dwa maleńkie kwiaty smoczej róży!
Fak, ja też nie wygrałam.
Że też nie wpadłam na tak oczywiste rozwiązanie... Przy tej książce można się zabawić w driking game: pijemy za każym razem, gdy Ariel dokonuje czegoś niesamowitego i wszystkich to przyprawia w zdumienie. My co prawda jesteśmy abstynentkami, ale możemy za każdym razem jeść ząbek czekolady. ^^
To po skończonej lekturze przybędzie nam po 20 kilo...

Marcus oniemiał. Był już prawie na miejscu, gdy zobaczył, że Ariel otwiera oczy, uśmiecha się do pegaza, wyjmuje jeden z kwiatów zza ucha i podaje zwierzęciu. Ono, potulnie jak baranek, chwyta róże chrapami
Że ke? On ją wciągnął nosem? o__O

i klęka na przednich nogach, jakby składało pokłon.
*wali czołem o blat biurka*

– Nie wiem, gdzie byłaś i co robiłaś. Mogę się tylko domyślać. Ale mam nadzieje, że byłaś bardzo ostrożna. A co do tego pegaza, tym razem ci się udało, ale pamiętaj, że następnym możesz nie mieć tyle szczęścia, wiec jak jakiś szarżuje, zejdź mu i drogi, okej? - Wyjął kwiat zza jej ucha, wciągnął jeszcze raz jego zapach w nozdrza, uśmiechnął się i wyszedł.
Stała chwile nieco skołowana, zastanawiając się, które z nich jest bardziej podatne na olejki aromatyczne Zielarzy: ona czy on. Nie była pewna, ponieważ zanim wyszedł, zobaczyła, jak jego oczy błysnęły fiołkowo, a zamiast zrobić awanturę, uśmiechnął się do niej zmysłowo.
Twój wybranek nie zwraca na ciebie uwagi? Naćpaj go!
Och, ależ on zwraca uwagę, tylko że cierpi na syndrom Edwarda Cullena i każe jej się trzymać z daleka.

W korytarzu zobaczył Fabiena, który - co było do niego niepodobne - na widok przyjaciela pospiesznie zamknął drzwi swojego pokoju. Jednak już po chwili Marcus siedział na łóżku elfa i wysłuchiwał jego relacji z pobytu Ariel u Zielarzy
Hnnng! Nie miej skojarzeń! Nie miej skojarzeń!
Ploteczki na łóżeczku, to takie męskie. Potem będzie piżama-party i bitwa na poduszki.

Ponieważ aromat smoczej róży sprawił, że Marcus jest nawalony jak Messerschmitt, następuje Element Komiczny, w którym Fabien wrzuca go pod lodowaty prysznic i siłą przetrzymuje w kabinie. Boki zrywać.

Chyba następnego dnia – nie wiem, pojęcie ustalania czasu i miejsca akcji jest Reystone nieznane – Ariel idzie do tutejszego znawcy eliksirów, który niestety nie jest Snapem.


- No wiec w czym mogę dziś pomóc konsultantce od smoków? - zapytał.
- Orestes, czemu mówisz do mnie jak do kobiety? – wyszeptała po chwili ciszy nieco zaskoczona.
- A nie jesteś kobietą? - zaśmiał się czarownik z lekkim politowaniem.
- Jestem... - przyznała zakłopotana. - Ale jak to jest, że ty sie domyśliłeś, a inni nie?
Dobre pytanie, biorąc pod uwagę fakt, że ta kretynka jedyne co zrobiła, to założyła męskie ciuchy.
W każdym razie, nie dostajemy sensownego wyjaśnienia. Orestes po prostu stwierdza, że nie jest głupi. Szkoda, że w takim razie wszyscy wokół to upośledzone pawiany.

I wiesz co? Nic mi do tego, że udajesz faceta. Nie martw się, nie mam zamiaru cie zdradzić. Chodzi przecież o smoki, nie?
Strasznie mnie denerwuje, że w tej książce wszyscy bohaterowie oraz narrator mają w zwyczaju mówić właśnie to irytujące „blablabla, nie?”.
Kolejny podpunkt do drinking game!

Znowu jesteśmy raczeni toną nudnych ekspozycji i wyjaśnień, bo Ariel przyszła do Orestesa nie w poszukiwaniu lekarstw dla smoków, a... by wypytać go o Zielarzy, czyli tych hippisów z doliny. Idę się powiesić.
*idzie po Winky, daje jej w łeb i sadza na powrót przed kompem*
No dobra, dobra... Nie ma to zapewne najmniejszego znaczenia, ale sprawa wygląda tak, że Zielarze zostali stworzeni przez tego tam Xaviere’a O Durnym Imieniu, mieli być super wojownikami, ale nie wyszło. Doliny Zielarzy są dwie i przez tunele do nich mogą wejść tylko elfy czystej krwi, ach och, jak to możliwe, że Arielka przeszła. Bla. Bla. Bla. Nudy, kurwa. Przychodzi dostawa, Arielka dostaje specjalny kombinezon i idzie obejrzeć. Tymczasem Marcus kryje się za śmietnikiem i w strugach deszczu obserwuje sklep. I nie jest sam, co powinno nas zmartwić, ale ja myślę tylko o tym, jakie to jest pierońsko nudne. Orestes tłumaczy Ariel, czemu dostawy potrzebują eskorty oficerów (w tym Fabiena, który właśnie im towarzyszył): bo ćpuny napadają. I dostajemy moralizatorską gadkę o tym, jakie narkotyki są złe i jak działają na organizm. Potem Ariel w zachwycie ogląda fabrykę kosmetyków.

Ariel była zachwycona jak dziecko przy konsoli PlayStation, ale Fabien wyglądał na coraz bardziej znudzonego.
Pierwszy raz identyfikuję się z bohaterem tej książki...

- Dzięki, Orestes - powiedziała Ariel na pożegnanie. - Jestem ci bardzo wdzięczna, że pozwoliłeś mi to wszystko zobaczyć. A co do mydełek dla mnie, jeszcze pogadamy, dobrze? Masz całkowita racje, twoje dzisiejsze wyjaśnienia bardzo mi pomogą w mojej pracy przy smokach.
Szczególnie szczegóły produkcji i zastosowania kolorowych kosmetyków...

W końcu dzieje się coś znaczącego, Alleluja. Na Ariel i Fabiena napada grupa dobrze uzbrojonych mężczyzn i następuje długi akapit pełen kiepskich opisów akcji zakończonych mnóstwem wykrzykników jak w książeczce dla dzieci.

- Do środka! Natychmiast!
Straciła równowagę i zatoczyła się do tyłu. Zanim zrozumiała, co się stało, czyjeś silne ramiona złapały ja i wciągnęły z powrotem do wnętrza magazynu sklepowego, a po sekundzie wielka dłoń trzasnęła w przycisk zamykający i blokujący drzwi.
- Zwariowałeś?! - ryknęła na Orestesa, odwracając się na piecie. - Otwieraj! Musimy mu pomóc! Bez nas nie ma szans! Cholera, Orestes, Fabien zginie! Otwieraj, sukinsynu! – darła się w skrajnej histerii, tłukąc starego pięściami.
Złapał ja mocno za ramiona i potrząsnął, po czym zimno i bezlitośnie wycedził:
- Przykro mi, ale nie! Fabien to oficer. Całe życie szkolił się do takich zadań. Kazał nam tu wejść i czekać, i tak zrobimy!
- Gówno mnie obchodzi, co kazał! Ten idiota da się zabić, bo... - wrzeszczała jak opętana Ariel, machając gwałtownie rekami.
-Wybacz, ale nie zostawiasz mi wyjścia... – mruknął Orestes, po czym wykonał oszczędny gest dłonią i wymruczał coś pod nosem. Chwile później łapał bezwładne, zemdlone ciało Ariel, nim uderzyło o ziemie. - Na Wielkiego Xaviere'a! Ależ ty masz charakterek! – mruknął pod nosem.
Mam dylemat. Nie wiem, kto mnie w tej scenie drażni bardziej.
Fabien, bo to oczywiste, że nie zginie i cała histeria jest tylko dla dodania scenie dramatyzmu.

Marcus wyskoczył ze swojej kryjówki dokładnie w tym momencie, gdy Ariel, pchnięta przez Fabiena, wpadła prosto w objęcia Orestesa i została przez niego wciągnięta do środka budynku. Teraz byli tylko oni dwaj przeciw czterem rozwścieczonym, naćpanym i gotowym na wszystko mordercom.
Śmiem twierdzić, że naćpany napastnik z grubsza nie ma szans przeciw trzeźwemu, wyszkolonemu oponentowi.
Ale to miało zabrzmieć groźnie, no... zepsułaś.

Sprawnie jak na szkoleniu ustawili się z Fabienem plecami do siebie, czekali.
Robią tak bohaterowie anime, więc to musi mieć sens, bo epicko wygląda, co nie, co nie?

Jeden z napastników strzelił z oszałamiacza. Marcus odbił buzdyganem i strzał wrócił do właściciela, raniąc go w udo. Bandyta zawył przeraźliwie.
Czy strzał z oszołamiacza nie powinien raczej... oszołomić?
Właśnie nie, i to jest takie oszałamiające!

Powoli podeszli do martwych bandytów i teraz uważnie im się przyjrzeli. Fioletowy odcień skóry i żółte ślepia. To mogło oznaczać tylko jedno. Ordon!
- Myślisz, że...? - zaczął Marcus.
- Jestem pewien - przerwał mu elf, zanim przyjaciel dokończył pytanie. - Im nie chodziło o dostawę, ale o nią!
Pomijając fakt, że już kiedyś na Ariel napadła zgraja krasnoludów naćpanych ordonem: co każe im przypuszczać, że akurat ci mieli na celu ją, a nie dostawę? Żaden z napastników nawet nie próbował skorzystać z zamieszania i dostać się do sklepu, by dopaść Ariel. Można to tłumaczyć tym, że byli na haju, ale gdyby byli na PRAWDZIWYM haju, to nawet nie byliby w stanie walczyć.

- Słuchajcie - znowu odezwał się czarownik - już dawno nie było napadu w trakcie dostawy. Nie pamiętam czegoś takiego od jakichś piętnastu lat! I to jeszcze pięciu naraz? Chyba będzie trzeba zawiadomić Severiana.
Serio? Dopiero co była długa gadka o tym, jak potrzebne są eskorty oficerów chroniące dostawy ziół przed ćpunami, a teraz dowiadujemy się, że od piętnastu lat nie odnotowano żadnej takiej napaści? Czy aŁtorka też była pod wpływem, jak pisała tę książkę? Bo trudno mi uwierzyć, by dorosła, oczytana osoba była w stanie pisać takie bzdury.
Masz za dużo wiary w ludzi.

- Gorzej, Orestes - powiedział cicho elf. - Oni byli na ordonie! To nie dostawa ich interesowała, ale ona! - Wskazał nieprzytomna Ariel.
Więc tylko i wyłącznie fakt, że naćpali się jednym, konkretnym świństwem, świadczy o tym, że ich celem było zamordowanie Ariel. Spoko. W tym świecie organy śledcze muszą mieć pierwsza klasa.

Położył jej rękę na ramieniu i wiedziała, że jest bezpieczna. Nurtowało ja jednak jedno:
- Fabien, czy ten napad był na mnie?
Cholera, wiedział, że ona to zrobi! Wiedział, że zada to pytanie. Zerknął dyskretnie na Orestesa, a ten natychmiast udał wzburzenie.
- Nie pochlebiaj sobie, maleńka! Niby dlaczego miałby być na ciebie? Chyba nie myślisz, że jesteś ważniejsza od dostawy świeżych i soczystych smoczych róż?
Cóż, poniekąd jest. W końcu to jedyna nadzieja dla smoków. Teoretycznie.

15 komentarzy:

  1. Jak ja uwielbiam Dziewiątego maga! Jest taki uroczy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. XD zaskoczyla sie z tym hippisem co xD nieprzewidywalna wow wow postmodernistyczna tak bardzo :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, warto było czekać na kolejną analkę :D
    Ale zaraz, to coś ma więcej tomów? O bogowie, chrońcie literaturę! T__T
    A obraz naprawdę super, a że na szkle to w ogóle mega :) Smok fajowo wyszedł, taki uroczy, szkoda go tym bardziej ;_;

    Zelaznostopy

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawno nie widziałam tyle opkowatości, disnaya i marysójstwa w jednym (po)tworze. Dzięki za analizę, poprawiła mi nastrój :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Obraz jest ładny.Książka nie.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chomiku, jesteś moim mistrzem zwięzłych wypowiedzi =)

      Usuń
  6. Podziwiam ten obraz... Raz w życiu próbowałam coś robić na szkle i wyszła mi artystyczna maziaja.

    Naćpani hipisi w fantastycznym lesie! I naćpane krasnoludy! Czy autorka ma jakiś fetysz z tymi substancjami odurzającymi?

    OdpowiedzUsuń
  7. Winky, masz talent komediowy! Smarki niemal wylazły mi gałkami ocznymi :)))) W życiu tak się nie uśmiałam! Pozdrawiam - Aleera

    OdpowiedzUsuń
  8. Powiedzieć o tym, że zniewiesciale to obraza dla niewiasty.

    OdpowiedzUsuń
  9. *srogo śmiecha*
    Dziękuję za to, że macie siłę przez to brnąć.

    OdpowiedzUsuń
  10. A pytanie mam o analizę Eragona. Ostatnio przebrnęłam ostatnie dwa tomy i jestem ciekawa Twoich komentarzy ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam żadnych, te dwa ostatnie tomy po prostu mordują nudą, co próbuję się za to zabrać, to usypiam. Jedyny plus jest taki, że znalazłam lek na bezsenność. ;P

      Usuń
    2. Szkoda bo w kilku momentach aż walczyłam żeby nie dopisać żadnego komentarza. Ostatecznym argumentem który mnie powstrzymał to fakt: książka
      z biblioteki.
      Zawsze to lepiej jak powieść nadaje się na coś więcej niż rozpałkę ;)

      Usuń
  11. Mój boru, jednorożec oddający hołd Arielce, jakie to piękne, zaiste!
    Ta książka nie przestaje mnie zaskakiwać poziomem onetowości.
    Llyann

    OdpowiedzUsuń
  12. Disney to przy tym krwawe horrory tworzy. Dlaczego nie mogę pozbyć się wrażenia, że pasztet, który stoi w mojej lodówce zaczyna mieć wyższy iloraz inteligencji niż wszyscy bohaterowie tej książki razem wzięci plus autorka?

    OdpowiedzUsuń